7em
21.03.03, 09:57
najmadrzejszy glos o parti zydokratycznej w usa:
jak dotąd
Właściwe widzenie
Przedwojenny dowcip mówił o tym, że Bernard Singer, słynny dziennikarz,
zastał kiedyś Izraela Poznańskiego, wielkiego kapitalistę, czytającego „Mały
Dziennik”. „Mały Dziennik”, osiągający zresztą ogromny na owe czasy nakład
200.000 egzemplarzy, to był taki „Nasz Dziennik”, tylko trzydzieści razy
bardziej anty-semicki (nawiasem pisząc, przed wojną „Nasz Dziennik” był
pismem... żydowskim!). Nieco zdumiony Singer spytał: „Dlaczego Pan czyta tę
anty-semickę szmatę? Jest tyle naszych, dobrych gazet...?”.
– „Widzi Pan...” – odparł na to Poznański. – „Gdy czytam nasze gazety, to
dowiaduję się, że tu jakiegoś Żyda pobili, tam są pogromy, tu wzrost anty-
semityzmu... A gdy czytam „Mały Dziennik”, to dowiaduje się, że Żydzi
opanowali wszystkie banki, Żydzi opanowali Hollywood, Żydzi trzęsą światową
polityką... Od razu człowiekowi przyjemniej!”.
Przypomniało mi się to, gdy dowiedziałem się, że poseł z Wirginii, p. Jakób
Moran (Demokrata zresztą), oświadczył, że postawa USA wobec Iraku jest
efektem nacisku kół żydowskich – i gdyby politycy pochodzenia żydowskiego
chcieli, toby wojny nie było. Efekt był niesamowity. Wykryło to
wyspecjalizowane w wykrywaniu anty-semityzmu „Reston Connection”, a
podała „Washington Post”. Grom trzasnął natychmiast: rzecznik Białego Domu,
p. Ariel Fleisher, potępił kongresmana słowami: „Te uwagi są szokujące. Są
niesłuszne i nie powinny były paść”. Przerażony poseł czym prędzej przeprosił
słowami „Uczyniłem kilka mało subtelnych uwag, których głęboko żałuję”. Co Mu
nie pomoże – na następną kampanię wyborczą dostanie znacznie mniej
pieniędzy...
Uwagi p. Morana są jednak mało szokujące: uważa tak 3/4 Amerykanów – tyle że
boją się to głośno powiedzieć. Terror intelektualny jest w USA (pod tym
względem) straszny. Każdy sądzi więc, że tylko on ma takie „zbrodnicze”
myśli – i o to chodzi!
Szokujące jest natomiast to, że rzecznik Białego Domu – władzy wykonawczej –
ośmielił się skrytykować posła! Poseł – to cząstka władzy ustawodawczej. W
krajach cywilizowanych jest więc uważane za niedopuszczalne, by egzekutywa
wtrącała się w poczynania legislatury – bo to już pierwszy krok w kierunku
wsadzania do paki posłów, którzy nie podobają się prezydentowi...
Drugą rzeczą szokującą jest narodowość rzecznika. Ja zawsze byłem uczony, że
osoba zainteresowana nie powinna się wypowiadać – gdy więc pytano mnie w
Ameryce o jakąś kwestię związaną z Polakami, to odpowiadałem, że jestem
Polakiem, więc z konieczności jestem stronniczy, dlatego proszę mnie o to nie
pytać. I jest to standard. To, że p. Fleisher jest Żydem, oznacza, że
powinien w tej sprawie wstrzymać się od głosu. Zapewne ma tam jeszcze dla
przyzwoitości w biurze jakiegoś zastępcę – goja?
Jest przy tym oczywiste, że Biały Dom musiał zaprzeczyć tezie, że atakuje
Irak z poduszczenia Żydów. Skłonny też jestem uznać (bo nie jestem
d***kratą!!), że jest niewłaściwe, iż poseł podważa zaufanie do polityki
prowadzonej przez prezydenta. Natomiast absurdem jest teza „Washington Post”,
że uwagi p. Morana są „anty-semickie”!!
Jeśli powiem, że śp. sen. Muskie nazywał się „Marciszewski” i był Polakiem –
to nikt nie powie, że to „anty-polonizm”. Nikt też nie nazwie „anty-polską”
uwagi, że Polacy mają wpływy np. w Watykanie. Nie jest anty-nigrytańską
uwaga, że Murzyni dominują w zawodowym boksie. Dlaczego uwaga, że w polityce
USA silne – bardzo silne – są wpływy żydowskie, miałaby być anty-semicką?
Chyba tylko dlatego, że Żydzi – z jakichś niejasnych (by nie powiedzieć:
ciemnych) – powodów nie życzą sobie, by goje o tych wpływach wiedzieli! I ich
ujawnienie krzyżuje im plany!
Niedawno rozmawiałem z pewnym niemieckim politykiem. Powiedział mi z nutką
podziwu: „Wie Pan – jest Pan w Niemczech uważany za anty-semitę. Ja wiem, że
Pan nie jest anty-semitą – ale chodzi o Pański swobodny sposób pisania na ten
temat. U nas to byłoby niemożliwe. Do tego tematu podchodzi się z niesłychaną
ostrożnością; najlepiej w ogóle...”.
Na szczęście nie wejdziemy do Unii Europejskiej – więc w Polsce nadal, mam
nadzieję, będzie panowała wolność słowa. Przynajmniej na łamach „ANGORY”.
Janusz KORWIN-MIKKE
"
5040