Gość: Krzys52
IP: *.proxy.aol.com
05.04.03, 21:40
"Eurozygoty" to interesujacy art. z NIE. Jesli wiec ktos sie brzydzi z powodu
wlasnego wodoglowia, a nie jest przy okazji Borsukiem, to moze zakonczyc
lekture po nastepnym zdaniu. Byle mi sie tu pozniej nie wymadrzal.
Wstrzymalem sie od skomentowania tego artykulu bowiem postanowilem zostawic
pole do popisu Borsukom. Zeby znow nie narzekaly, ze juz chcialy sie
wypowiedziec ale nie mogly przeze mnie - bo wpakowalem sie im jak ta slynna
pila w krede.
..
Zapraszam do lektury.
..
..
Czy lewica zahamuje wchodzenie do Europy, żeby Kościołowi podlizać się
jeszcze bardziej?
Po tym, jak lewicowy rząd na żądanie Kościoła kat. dołączył do traktatu
akcesyjnego głupawą deklarację o tym, iż rozumie, że wejście do Unii nie
przeszkadza RP w regulowaniu spraw o znaczeniu moralnym oraz odnoszących się
do życia ludzkiego, episkopat powiedział to, co zawsze mówi: mało!
Dla dużej części elektoratu lewicy ta deklaracja jest po prostu obrzydliwa.
Jest szczególnie odrażającym przejawem kunktatorstwa rządu Leszka Millera i
całego kierownictwa Sojuszu Lewicy Demokratycznej, który w każdej kolejnej
kampanii wyborczej obiecuje walkę o prawo kobiet do decydowania o swym
macierzyństwie, a teraz handluje nim w sposób uwłaczający godności kobiet,
które oddały swój głos na SLD.
Gdyby za cenę tej deklaracji rząd mógł rzeczywiście kupić przychylność
Kościoła przed referendum – pal licho. Ostatecznie po wejściu do Unii Polki
uzyskają łatwiejszy dostęp do tabletki RU 486, a także bezpiecznych zabiegów
aborcji w Europie. Ale Kościół kat. każde ustępstwo traktuje jako zaproszenie
do zgłaszania dalszych żądań. Nie trzeba być marksistą, żeby zrozumieć logikę
tego procesu społecznego. W darwinistycznych umysłach kleru związek
przyczynowo-skutkowy jest prosty: ustępują – znaczy są słabi. Są słabi –
znaczy trzeba to wykorzystać. W 14-letniej historii RP nr 3 nie było takiego
przypadku, żeby Kościół dostał coś i się tym zadowolił.
Obradujący w zeszłym tygodniu episkopat wyprodukował pisemko, w którym
oświadcza, iż moralnościową deklarację rządu rozumie jako wolę ochrony życia
ludzkiego od poczęcia do naturalnej śmierci, ochrony małżeństwa rozumianego
jako trwały związek mężczyzny i kobiety oraz wolę ochrony rodziny, jako
podstawowej komórki społecznej. Zawierzając sprawę integracji Polski z Unią
Europejską Bożej Opatrzności, Konferencja Episkopatu Polski kontynuuje
refleksję nad tym ważnym tematem. W razie gdyby ktoś nie zrozumiał tak
subtelnej groźby – na konferencji prasowej, ustami najmądrzejszego polskiego
hierarchy, uchodzącego za liberała-intelektualistę abpe Muszyńskiego, Kościół
zakomunikował już znacznie mniej subtelnie: "Dla ludzi wierzących
poszanowanie życia nie jest jedną z wielu wartości, jest wartością
podstawową, fundamentalną", deklaracja jest sformułowana zbyt ogólnikowo, bo
brakuje jednoznacznego zapisu "od poczęcia do naturalnej śmierci"
i "małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny" i jako taka "nie
satysfakcjonuje" księży biskupów.
Abp Życiński, zapytany o stosunek swojej organizacji do integracji,
opowiadał, iż Kościół nie mówi, jak głosować, tylko kształtuje sumienia, tak
aby to one dyktowały katolikom ich katolicki, słuszny wybór. I że trzeba
nam "ożywczego powiewu na szczytach władzy", bo jak go nie będzie, to w wielu
rejonach Polski wynik referendum może być zagrożony.
A na łamach "Niedzieli" z grubej rury przywalił Maciej Łętowski: Co dalej?
Teoretycznie sprawa nie jest jeszcze zakończona. Póki pod traktatem nie
zostaną złożone podpisy, póty można w nim jeszcze coś poprawić. (...)
Oczywiście, otwarcie na nowo negocjacji byłoby odebrane przez partnerów jako
kompromitacja. Polski rząd miał przecież pięć lat, by wynegocjować traktat.
Ale co ma wyższą cenę: utrata twarzy przez rząd czy obrona dzieci
nienarodzonych? Jeśli rząd nie podejmie już żadnych kroków w tej sprawie, to
przed polskimi kato-
likami stanie następujący wybór: albo będą głosować przeciwko traktatowi
licząc, że negocjowany od nowa traktat uwzględni ich oczekiwania, albo też
zadowolą się deklaracją, która według Rady Stałej episkopatu nie zabezpiecza
podstawowych dóbr i wartości. Tercium non datur.
Zanim jednak przywódcy lewicy rzucą się, zgodnie z żądaniami czarnych,
renegocjować traktat w obszarze ciupcianiowo-rozrodczym, niech zechcą
zastanowić się nad tym, co chcą wynegocjować. Szczery jak dziecko Łętowski
wyraża expressis verbis to, co Kościół stara się ukryć: wprowadzenie tych
postanowień do traktatu wiązałoby obie strony. Unia Europejska nie mogłaby
narzucić Polsce, np. większością głosów, rozwiązań dla niej niekorzystnych
bądź niechcianych. Natomiast Sejm, gdyby mu przyszło do głowy naruszyć obecne
uregulowania prawne, stanąłby pod zarzutem, że nie dotrzymuje zobowiązań
zaciągniętych dobrowolnie wobec europejskich partnerów. Ja wiem, że na
pierwszy rzut oka pomysł, aby UE stała na straży życia poczętego w RP, brzmi
śmiesznie. Ale jest w nim przebiegłość, której nie sposób nie docenić. Otóż
nigdzie, w żadnym polskim prawie nie ma mowy o ochronie życia od poczęcia do
naturalnej śmierci. Mimo histerycznych awantur Kościoła lewicowy jeszcze
wtedy konstytuant Aleksander Kwaśniewski nie wpisał ich do ustawy
zasadniczej. Nie ma ich także w ustawie antyaborcyjnej, kodeksie cywilnym czy
karnym. Teraz Kościół próbuje wprowadzić ten zapis tylnymi drzwiami do
traktatu nadrzędnego wobec prawa polskiego, na okrasę już tylko dodając
zapisy, które zablokują legalizację konkubinatów, związków gejowskich, a
także mogą doprowadzić do likwidacji rozwodów.
Gdyby rząd Sojuszu Lewicy Demokratycznej jako jedyny trwały skutek swego
panowania zafundował nam nieodwracalne zaostrzenie ustawodawstwa
antyaborcyjnego – byłoby śmiesznie doprawdy. A Pan jak sądzi, Panie
Premierze?
Autor : AWŁ