Dodaj do ulubionych

Zamach 3 maja 1791 roku

03.05.03, 01:05
SARMACKA PRÓBA URZECZYWISTNIENIA UTOPII SUWERENNOŚCI LUDU

Jednym z warunków wolności jest stałe pamiętanie o tym, że ludzie są
jednocześnie równi i różni, a więc każdy z nas ma jednakowe prawo do
urzeczywistniania swojej wizji świata. Niestety, świat nie jest bezludną
wyspą, gdzie Jedyny mógłby dowolnie eksperymentować ze swoimi pomysłami, a
Polska i kraje sąsiednie wyjątkowo nie były do tej roli predestynowane, leżąc
na pograniczu Wschodu i Zachodu, z których każdy chciał uczynić je swym
przedmurzem, a przynajmniej linią frontu... Mimo to właśnie tutaj podjęto w
przeszłości próbę urzeczywistnienia Utopii, realizując przez kilkaset lat ów
żywy eksperyment, dopóki obce armie i idee nie położyły temu kresu, a same
społeczeństwa Europy środkowo-wschodniej nie zaparły się swych korzeni. Na
ile trwale, nie umiem powiedzieć - sam fakt, iż powracamy do tego myślą,
mową, a czasem i czynem, każe wstrzymać się z ostateczną odpowiedzią.

Najdalej zaszło to (ze względu zarówno na wielkość kraju, jak i fakt
utrzymania niepodległości przez okres dłuższy niż u sąsiadów) w sarmackiej
Rzeczypospolitej wielu narodów. Podkreślam ów fakt, bowiem późniejszy rozwój
nacjonalizmów w stylu zachodnim kazał jednym ludom wyrzec się własnego
udziału w owym wspólnym dziele, a innym przywłaszczać je sobie w sposób przy
tym równie zafałszowany. Rzeczpospolita była wspólnotą Polaków, Litwinów,
Rusinów, Niemców, Żydów, Ormian, Tatarów, Szkotów, Włochów, Holendrów i wielu
innych, dlatego wolę mówić o Sarmacji niż tylko o Polsce, choć kultura
(językowo) polska stała się ich wspólną płaszczyzną porozumiewania się. Było
tak, bo to w Polsce zaczęto realizować ową drogę do wolności, drogę, która
nigdy nie ma końca, stąd to, do czego się odwołuję, to nie tyle konkretne
dokonania, które dawno już minęły, nie unikając przy tym wad swego czasu, ile
ich duch, przyświecająca im wizja Rzeczypospolitej, co nie rządem stała, a
prawami obywateli.

Rzeczpospolita wyrosła z tradycji plemiennych, słowiańskich, które zderzyły
się z kulturą antyczną i chrześcijańską Europy i potraktowały ją serio,
sublimując się przy tym. W Europie byliśmy bowiem gościem nowym, ledwo co z
barbarzyństwa wyrosłym, nie tylko w oczach spadkobierców Romy, ale i
uzurpujących sobie prawo do spadku Niemców. Było tak nawet na naszym własnym
podwórku, gdzie i kościół łaciński, i niemieckie w swej kulturze miasta
wyłączyły się spod prawa książęcego, zamykając się w egoizmie własnych
przywilejów, gdy tymczasem szlachta (o wiele liczniejsza niż na Wschodzie i
Zachodzie, bowiem szlachcicem był każdy, kto nie przyjął prawa niemieckiego,
co w efekcie na najbardziej zacofanych pod tym względem ziemiach Mazowsza czy
Podlasia objęło 1/4 - 1/3 ludności) pozostała przy nim, przywracając jednak z
każdą chwilą coraz bardziej dawną zależność księcia (króla) i jego prawa od
wiecu, późniejszego sejmu. Ruch ten osiągnął swe apogeum wraz z renesansem,
kiedy to z jednej strony koniunktura na płody ziemi, a z drugiej
doideologizowanie ideami respubliki rzymskiej i powszechnego kapłaństwa w
duchu ewangelicznym pozwoliły zeń stworzyć własny, różny od Wschodu i Zachodu
świat, Utopię wolności.

Poza nią z własnego wyboru (a nie z "egoizmu stanowego szlachty", jak
przedstawia to szkolna historiografia) pozostał i kościół katolicki
(wybierając prawo kanoniczne zamiast polskiego), i miasta czy przez miejskich
przedsiębiorców lokowane wsie (na prawie niemieckim), a także liczni
przybysze z różnych stron świata, którym Rzeczpospolita pozwoliła zachować
ich własne prawa, sądy i samorządy, aż po osobny własny sejm (waad) i sejmiki
w przypadku Żydów. Taka wielość praw (każda grupa kulturowa, każde miasto,
każda ziemia mogła mieć odrębne, lub wybrać spośród wzorów znanych już
wcześniej) w niczym nie przeszkadzała w funkcjonowaniu Rzeczypospolitej i
owych mikroświatów na jej marginesie. Dziś, kiedy fundamentaliści z AW"S" i
ROP odrzucają kompromis w imię wierności swoim racjom, a sejmowa większość
rezygnuje z jakichkolwiek godnych uwagi wartości w imię zadowolenia
wszystkich, czyli nikogo - pełny kompromis (tzn. taki, który nie rezygnując
ze swych przekonań pozwala nie narzucać ich innym) może być atrakcyjną
alternatywą. Czy nie można powrócić do sytuacji, gdy prawo publiczne
ogranicza się tylko do ochrony osoby, jej mienia i swobód, pozostawiając całą
resztę dobrowolnym stowarzyszeniom, których członkowie w zgodzie ze swoimi
przekonaniami zaspokajaliby swe potrzeby, organizowali stosunki międzyludzkie
i poszukiwali prawdy, nie oczekując, że ktoś inny za nich to zrobi, ani nie
robiąc tego za innych - komuniści itp. etatyści mogliby się dobrowolnie
okładać (dotyczącymi tylko ich) podatkami, katolicy umartwieniami, narodowcy
nie tolerowaliby w swych stowarzyszeniach Żydów, Żydzi Arabów, Arabowie
Ameryki etc., zachowując wszelkie odjazdy dla siebie?

Sarmaci byli przekonani o tym, że ich ustrój jest najlepszy na świecie - dla
nich, bo inni mają swoje własne pomysły i dlatego nigdy nie toczono wojen
zaborczych w celu podarowania wolności komuś wbrew jego woli; na dobrą sprawę
nawet idea walki o naszą i waszą wolność pojawia się dopiero w XVIII w.
(pomoc dla Węgrów Rakoczego i Amerykanów Waszyngtona), apogeum osiągając w
wieku XIX, kiedy to zburzenie starego świata stało się środkiem do walki o
odzyskanie niepodległości, której ów świat nas pozbawił. Wcześniej bowiem
zapobieżenie wewnętrznym i zewnętrznym wojnom stało się jednym z
fundamentalnych założeń ustroju Rzeczypospolitej, a przejęcie kontroli nad
finansowaniem armii przez długi czas pozwalało skutecznie ograniczać
zamordystyczne zapędy władzy. Szlachta nie chciała bowiem przejęcia władzy
(choć miała dość siły, by po nią sięgnąć), a jedynie jej ograniczenia prawem
i kontroli przez społeczeństwo, by móc w świętym spokoju zażywać
ziemiańskiego żywota człowieka poczciwego, co było urzeczywistnianiem innej
utopii, mitu Arkadii. Dlatego pierwsza nasza konstytucja (tzw. Artykuły
Henrykowskie z 2 maja 1573) jest raczej deklaracją praw człowieka i obywatela
(zebranych z dawnych przywilejów wymuszonych na władzy dla całego
społeczeństwa szlacheckiego, a nie tylko dla wąskiej elity czy grupy, jak to
było np. z miastami), nie zaś opisem struktury i praw władzy nad owym
obywatelem. Mówiła ona o nietykalności osoby i mienia bez prawomocnego wyroku
sądu, o tym, że bez zgody wszystkich obywateli poprzez sejm władzy nie wolno
zwoływać pospolitego ruszenia na wojnę ani nakładać podatków, że wybór króla
odbywa się z woli ludu szlacheckiego, a nie z "bożej łaski", wreszcie o tym,
że ani władza, ani współobywatele nie mogą nikogo prześladować ani szykanować
z powodu jego przekonań religijnych, a gdyby się tak zdarzyło, że władza
słowa nie dotrzyma, prawo pogwałci - prawo zwalniało obywateli z
posłuszeństwa owej władzy, zezwalając na legalny bunt w celu... przywrócenia
praworządności. Zburzenie umowy społecznej przez władzę czyniło ją nieważną,
ludzie organizowali się więc w konfederacje i przystępowali do bezpośredniego
sprawowania władzy, gdyż to oni byli jej i wszelkich praw suwerennym źródłem.

Uczestnicy rokoszu sandomierskiego w 1606/7 głosili wręcz, że skoro naród
powstaje, by rządzić się sam sobą, tracą moc wszelkie organa władzy
przedstawicielskiej, sądy i trybunały, sejm i senat, a także król, który nie
dotrzymał warunków umowy. Bowiem "program wyborczy" i przysięgę na wierność
prawom Rzeczypospolitej traktowano - w przeciwieństwie do naszych czasów -
serio; podobnie serio traktując bycie posłem jako bycie przedstawicielem
swych wyborców. Sejmiki (ogół szlachty danej ziemi) nie wybierały spośród
wielu programów przedstawianych im przez partie polityczne, lecz same je
uchwalały, spisując w postaci instrukcji dla delegowanych przez nie na sejm
posłów, a ci nie reprezentowali tam siebie i swoich partii, lecz w
Obserwuj wątek
    • wild Zamach 3 maja 1791 roku cd. 03.05.03, 01:06
      a ci nie reprezentowali tam siebie i swoich partii, lecz wyborców, musząc
      liczyć się z instrukcją. W razie jej drastycznego naruszenia sejmik mógł nie
      przyjąć uchwały sejmu (i dlatego często odkładano decyzje w trudnych sprawach,
      odsyłając je "do braci", na sejmiki). Na przełomie XVII i XVIII wieku władza
      praktycznie przeszła w ręce sejmików. To one zatwierdzały większość podatków, a
      nawet ustanawiały własne, to one decydowały, na co wydać zgromadzone w ten
      sposób pieniądze, zaciągały własne wojska wojewódzkie strzegące tylko swego
      terenu i prowadziły własną dyplomację (był to okres sporego paraliżu władzy
      centralnej, dwuwładzy i obcych interwencji). Kres temu położył Sejm Niemy,
      uchwalając małe, ale stałe podatki na wojsko, co pozbawiło sejmiki wpływu na
      sprawy kraju i zepchnęło do roli samorządów lokalnych, manipulowanych przez
      partie magnackie.

      Innym przykładem traktowania serio idei umowy społecznej i suwerenności
      jednostki jest prawo "veta". Skoro Rzeczpospolita jest wspólnotą wszystkich
      swoich członków, to nie można ustanawiać żadnych nowych praw wbrew zgodzie
      choćby jednego z nich, dlatego sprzeciw choćby jednego czynił uchwalenie
      takiego prawa niemożliwym. W sytuacjach wyjątkowych można to było ograniczyć
      organizując się pod węzłem konfederacji, czyli działając bezpośrednio, stając z
      bronią w ręku (pod węzłem konfederacji decydowała większość), jednak starano
      się tego nie nadużywać, wychodząc z założenia, że lepiej nie robić wspólnie
      nic, skoro nie ma takiej woli wśród uczestników Rzeczypospolitej, niż robić
      coś, czego inni nie akceptują. Zamach 3 maja 1791 roku doprowadził do
      ostatecznego zburzenia owej wspólnoty i permanentnej wojny domowej; o ile
      wcześniej była to wojna społeczeństwa z nie rozumiejącą zasad jego
      Rzeczypospolitej władzą, o tyle potem doszło do konfliktu między fanami dawnej
      formy wyrażonej w katolicyzmie i zwolennikami reform ustrojowych w obcym duchu
      (żadna ze stron nie reprezentowała już idei dawnych swobód).

      Jak ongiś katolicka skleroza, tak potem wzory demokracji burżuazyjnej okazały
      się nieadekwatne, podobnie jak narodowe i socjalistyczne eksperymenty. Nie
      dziwi to, jeśli uwzględnić fakt, że w innych krajach to rząd centralny
      (wszystko jedno - król, republika, demokracja czy totalitaryzm) uzurpuje sobie
      suwerenność, a wszelkie próby odzyskania jej przez naród kończą się... zmianą
      rządu, jednak władza nadal pozostaje w jego rękach. Najbardziej serio umowę
      społeczną potraktowano w USA, gdzie zbuntowani potomkowie uciekinierów z
      absolutystycznej Europy postanowili wzorem Sarmatów upomnieć się o swe prawa,
      wkrótce jednak po zdobyciu niepodległości rząd federalny złamał opór
      nieposłusznych obywateli, sprzeciwiających się rozrostowi jego uprawnień;
      podobnie stało się w kilkadziesiąt lat potem, gdy zbuntowane Południe
      wypowiedziało Unię i ogłosiło Konfederację, pragnąc rządzić się po swojemu - w
      odpowiedzi Północ zmiażdżyła je w najkrwawszej wojnie w historii USA. Do zasad
      nieposłuszeństwa obywatelskiego odwoływali się przeciwnicy wojny w Wietnamie,
      jednak i ich ruch przegrał starcie z władzami (choć samą wojnę przerwano).
      Oczerniane i zwalczane przez rząd Clintona milicje stanowe to kolejna, jak na
      razie ostatnia próba powrotu do korzeni, obrony swoich praw przez uzbrojonych
      obywateli a nie zawierzenie rządowi, którego nigdy nie da się w pełni
      kontrolować (robienie tego raz na parę lat z kartką wyborczą w ręku zamiast
      szabli czy karabinu jest zaś fikcją, uczestnictwem w lipnym spektaklu władzy) i
      dlatego lepiej rząd zniszczyć, a o swoje walczyć samemu.

      Janusz Waluszko
    • wild TARGOWICA INACZEJ 03.05.03, 01:07
      TARGOWICA INACZEJ
      Tak się już w polskim życiu społecznym utarło, że na pewne tematy należy
      wypowiadać się w określony sposób, sądy niezgodne z tym społecznym konformizmem
      uchodzą powszechnie za niedopuszczalne. Jednym z jakże aktualnych stereotypów
      pol-realistycznego myślenia jest pozytywny stereotyp tzw. "konstytucji" 3 maja
      wraz z towarzyszącym jej przeciwieństwem Targowicy. O tym, że jest on fałszywy,
      a na dodatek dla Targowiczan krzywdzący usłyszeć jednak jest już o wiele
      trudniej, tak mocna jest stukilkudziesięcioletnia zbiorowa presja. W latach
      międzywojennych rodzimą tradycję wolnościową obrzydzała zarówno endecja
      (szermując ideą "silnego narodu"), jak sanacja (lansując hasło "silnego
      państwa"), zaś w latach PRL-u stereotyp "polskiego anarchizmu" jako trwałej
      cechy polskiego charakteru narodowego dobrze służył komunistom (gł. Gomułce i
      Jaruzelskiemu, ale i innym również) do zwalania na niego odpowiedzialności za
      wszystkie klęski. Ale historia takiego ujmowania problemu sięga o wiele dalej:
      szermowali nią kolejni królowie oraz zwolennicy ich omnipotencji, opowiadający
      się za mocną władzą ziemską Kościół. Kampania ta nabrała mocy szczególnie w
      okresie Sejmu Czteroletniego (1788-92), kiedy to niektóre arystokratyczne rody,
      spokrewnione z królem, poświęcającym większość czasu na hołubienie różnych
      artystów i literatów oraz co oczywiste sam literaci okrzyknęli się
      obozem "patriotycznym", sugerując tym samym, że ich przeciwnicy o ojczyznę nie
      dbają. Rzekomy obóz "patriotyczny" charakteryzował się tym, że nawoływał do
      niemal całkowitego zerwania z tradycyjnymi polskimi instytucjami, polskim
      modelem życia, strojami... fascynował się zaś wzorcami najpierw monarchii
      absolutnych, a później również (bo nie są to wzorce sprzeczne) despotycznej
      rewolucji (jakobinizm). Szermując hasłem podnoszenia poziomu kultury (co
      niewątpliwie miało miejsce) "patrioci" wszczęli nieprzebierającą w środkach
      kampanię zohydzania przeciwnika, posługując się głównie argumentami
      niemerytorycznymi, najróżniejszymi inwektywami i kłamstwami. Jednak ich
      adwersarze, którzy nie stanowili żadnego zwartego bloku, a po prostu zwyczajną,
      zróżnicowaną wewnętrznie większość szlachecką, wbrew pamfletom "patriotów"
      przesiąknięci duchem obywatelskim, skłonni byli do daleko idących zmian
      ustrojowych. Warto zwrócić uwagę na fakt, że większość reform państwa została
      dokonana na Sejmie jeszcze przed przyjęciem 3 maja 1791 r. rzekomej
      konstytucji. "Patriotom" było tego mało i po rozjechaniu się do domów na
      przerwę republikańskich posłów (zadowolonych z tyle co zawartego kompromisu),
      przy obecności ok. 1/3 ogółu posłów, bez powiadamiania pozostałych 2/3
      przegłosowano tzw. "konstytucję" 3 maja. Zgodnie z ówczesnymi, tak jak i z
      obecnymi, kryteriami był to najzwyczajniejszy zamach stanu. Treść tego aktu
      bezprawia była niezbyt rewelacyjna i bynajmniej nie postępowa. Pozbawiała
      obywateli wielu praw i wolności, pozbawiała ponad 60% obywateli obywatelstwa, a
      tym samym prawa wyborczego, narzucała obywatelowi władców (zakładała rządy
      stałej dynastii saskiej Wettinów, zniosła 300-letnią tradycję wybieralności
      królów przez obywateli), centralizowała państwo itp., jak już zaznaczyłem
      uprzednio, pozytywne reformy zapadły już wcześniej. Przeciwnikom takich
      przemian w kraju zarzucano i zarzuca się nadal, że zdradzili sprzymierzając się
      z Rosją. Owszem, konfederaci targowiccy oparli się na Rosji, która obiecała im
      pomóc w doprowadzeniu do stanu sprzed puczu 3 maja oraz realizacji
      republikańskich (wolnościowych) reform. Jak wiemy, Rosja ich oszukała, zaś na
      usprawiedliwienie Targowiczan nie znajdujemy (bo nie szukamy) żadnych
      argumentów. Tymczasem obóz "patriotyczny" zawarł układ z Prusami (niektórzy
      byli nawet skłonni oddać im część Rzeczypospolitej), który Prusacy złamali, zaś
      część Rzplitej sami sobie wzięli - jednak ta krótkowzroczność nie przynosi
      ujmy "patriotom".

      Stanisław Górka
      • wild TARGOWICA INACZEJ - polemika 03.05.03, 01:08
        Autor stara się przekazać nam nieco inne spojrzenie na Konfederację Targowicką
        i Konstytucję 3 maja. Stara się przekonać nas, że być może targowiczanie nieco
        zbłądzili, lecz nieświadomie i zdrajcami nazywać ich nie wolno, bo pragnęli oni
        wraz z Rosją przeprowadzić w Polsce wolnościowe reformy. Natomiast obóz
        patriotyczny pragnął ograniczenia swobód obywatelskich (sic!), chciał władzy
        absolutnej, nie liczył się z większością narodu i zrywał z tradycją polską w
        imię wzorców monarchii absolutnych. Prawdę powiedziawszy z taką interpretacją
        faktów historycznych zgodzić się nie mogę, przeraża łatwość manipulowania nimi,
        a tym samym i czytelnikiem, nie pojawiają się rzeczowe argumenty, a wnioski
        wysnute są z palca, bez liczenia się z ówczesnymi realiami. Rozumiem, że
        Stanisław Górka chciał poprzez ten tekst podkreślić niezależność swego
        myślenia, swą rozległą wiedzę historyczną, przeciwstawić się tradycji, władzy,
        autorytetom i Bóg jeden wie czemu jeszcze, wydaje mi się jednak, że nie tędy
        droga, nie trzeba koniecznie wszystkiego negować. Nie mówiąc już o tym, że
        niekiedy sam sobie zaprzecza, np. początkowe reformy uznaje postępowymi, ale
        ich uwieńczenie poprzez Konstytucję to już niemal zdrada stanu.

        Targowiczanie wbrew temu, co możemy wyczytać w tym artykule nie tyle opierali
        się na Rosji, co działali pod jej wpływem (i to świadomie). Wszak konfederacja
        zawiązana została przez ludzi broniących "magnacko-republikańskiej racji stanu"
        (Potocki, Branicki, Rzewuski) bynajmniej nie w Targowicy, a w Petersburgu pod
        dyktatem carycy Katarzyny II, zaś w akcie konfederacji (który to naszkicowała
        Katarzyna II) domagano się powrotu do czasów sprzed początku zmian (1768 r.).
        Nie było więc to zwrócenie się o pomoc do Rosji, a działanie z jej inspiracji,
        dla mnie jest to granica oddzielająca zdradę od zwykłego błędu. Niech zresztą
        za targowiczan świadczy okres, gdy przejęli oni władzę, był to czas terroru,
        dyktatury, bezpardonowego zwalczania popleczników Konstytucji, walki z Komisją
        Edukacji Narodowej... Niewątpliwie pragnęli oni powrotu do czasów sprzed
        reform, trudno to jednak nazwać reformami, pamiętajmy też, że była to złota
        wolność szlachecka i tylko szlachecka, a nie całego narodu. Chłopi czy
        mieszczanie nie narzekali na nadmiar swobód, nie zapominajmy również, do czego
        doprowadziła "złota wolność".

        Prawdą jest, że Konstytucja przeprowadzona została w atmosferze zamachu stanu,
        poprzez mniejszość sejmową, przy wojskach postawionych w stan gotowości, nie
        zapominajmy jednak, że większość narodu zmiany wprowadzone w Konstytucji
        popierała. Nie widzę więc niczego złego w tak przeprowadzonym "zamachu stanu".

        Jednym z największych osiągnięć Konstytucji było uznanie, że władza pochodzi od
        wszystkich stanów (choć nie towarzyszyło temu odejście od koncepcji stanów,
        wówczas bardzo trudne do przeprowadzenia), od całego narodu. Chłopów określono
        mianem "najliczniejszej części narodu" i objęto opieką rządu, aczkolwiek
        rzeczywiście zmiany statusu chłopa nie były wystarczające (co było bodaj
        największym błędem Konstytucji).

        Stanisław Górka twierdzi, że pozbawiono około 60% obywateli prawa głosu,
        rozumiem, że ma tu na myśli szlachtę gołotę (bo nikogo innego nie pozbawiano
        tego prawa), rzeczywiście coś takiego miało miejsce, pamiętajmy jednak, że
        szlachta ta stanowiła klientelę magnaterii, żyła na jej koszt i to ją
        reprezentowała podczas sejmików. W praktyce więc oznaczało to zmniejszenie roli
        arystokracji, było więc to raczej dążenie do większej równości obywateli, dziś
        może nie do końca zrozumiałe, lecz działo się to przed 200 laty, gdy stosunki
        były nieco inne. Prawdą jest, że część zmian przeprowadzono wcześniej
        (ograniczenie liberum veto, prawo o miastach - tzn. gwarancję, że ich
        mieszkańcy nie zostaną bezpodstawnie aresztowani (dotyczyło to również Żydów),
        wprowadzono cła, sądom dominalnym zakazano skazywania na śmierć...), nie
        zapominajmy jednak, że zmiany te przeprowadzał właśnie obóz patriotyczny, a
        Konstytucja była ich uwieńczeniem. Oprócz zmian, o których już pisałem,
        Konstytucja gwarantowała także wolność religijną, zmieniała strukturę władzy,
        król będący dotąd jednym z filarów władzy (obok sejmu i senatu) tracił na
        znaczeniu, zwiększały się za to uprawnienia sejmu będącego przedstawicielem
        narodu, ponadto Polacy i Litwini mieli zostać zrównani, została wprowadzona
        stała 100-tysięczna armia (niezwykle potrzebna biorąc pod uwagę realne
        zagrożenie trzeciego rozbioru) utrzymywana z podatku nałożonego na szlachtę.
        Poszukiwano także sprzymierzeńca wśród mocarstw, by Konstytucja mogła doczekać
        się realizacji było to konieczne, dlatego też szukano sprzymierzeńca w Sasach
        proponując tron Wettinowi. Zwracam tu uwagę na to, że poszukiwano
        sprzymierzeńca, a nie działano pod dyktat Wettina (ten zresztą zrzekł się
        pretensji do tronu), jak to było w przypadku Targowicy, myślę, że różnica jest
        oczywista. Czy więc rzeczywiście słuszna jest teza Stanisława Górki, jakoby nie
        przeprowadzono postępowych reform?

        Prawdą jest, że starano się centralizować kraj, z czego dziś można czynić
        zarzut, było to jednak podyktowane ówczesnymi realiami, Polska podzielona
        pomiędzy możnowładców nie zawsze chętnych do współpracy między sobą nie miałaby
        najmniejszych szans obrony przed najeźdźcami. Nie czyniłbym też zarzutu z
        szukania pewnych wzorców m. in. w Anglii i odrzucania niektórych polskich, jak
        je określił autor artykułu, instytucji (a swoją drogą ciekawy jestem, co
        konkretnie przez to rozumiał?), wszak to właśnie Polska, a nie Anglia pomimo
        tego, że przecież nie tak dużo wcześniej przeżywała swój złoty wiek, stała na
        skraju całkowitego upadku, oczywiście złota wolność szlachty nie była tego
        jedynym powodem, ale na pewno odegrała znaczącą rolę.

        Pewnej naiwności wymaga twierdzenie, że Rosja już wówczas raczej nie stojąca na
        straży wolności swych obywateli popierała ruchy niepodległościowe bądź
        wolnościowe dla samej idei, nie widząc w tym żadnych korzyści, w przypadku
        Polski korzyści terytorialnych, zresztą jak już pisałem bynajmniej nie były to
        zmiany (powroty) wolnościowe dla narodu, a jedynie dla szlachty.

        Mam na koniec kilka pytań do autora artykułu, dlaczego skoro wytyka innym, że
        nie próbują usprawiedliwiać targowiczan, również nie podaje żadnych argumentów?
        O jakim układzie między Prusakami a obozem patriotycznym zawartym po uchwaleniu
        Konstytucji jest mowa? Czy szlachta gołota według ciebie stanowiła 60%
        obywateli, bo przecież nikogo poza nią nie pozbawiono prawa wyborczego (a nie
        jak napisałeś obywatelstwa, bo o czymś takim w ogóle mowy nie było)?

        Myślę, że to wystarczy, tym, którzy pozostają nie przekonani radzę zajrzeć do
        książek mówiących o tym okresie i dokładnie zapoznać się z faktami.

        Bartłomiej Gutowski

        PS. A tak przy okazji, to panuje u nas zwyczaj zupełnej niewiary w
        specjalistów, gotowi jesteśmy uwierzyć każdemu, byle nie tylko temu, kto daną
        dyscypliną zajmuje się zawodowo, bo ten to już na pewno nic nie wie na ten
        temat mądrego.

        PPS. O faktach tu opisanych możecie przeczytać m. in. w książkach Piotra S.
        Wandycza Cena wolności, Daviesa Boże igrzysko, Waleriana Kaliny Sejm
        Czteroletni, na których to opierałem się.

        • wild W OBRONIE REPUBLIKANIZMU - PRZECIW "PATRIOTOM" 03.05.03, 01:09
          W OBRONIE REPUBLIKANIZMU - PRZECIW "PATRIOTOM"
          Bartłomiej Gutowski w swej polemice z moim artykułem z poprzedniego nru "Gazety
          An Arché" dopuszcza się wielu przekłamań. Kłamliwie wmawia czytelnikom, iż
          twierdziłem, że Rosja popierała ruchy wolnościowe dla samej idei - nic takiego
          nie miało miejsca. Przy okazji ten apologeta specjalistów sam myli się
          parokrotnie, pomijając już to, że o paru rzeczach od tych specjalistów nie
          usłyszał, a i chyba niedokładnie doczytał. Jeśli szlachty bezrolnej nie było
          ok. 60% ogólnej liczby szlachty (czyli uprawnionych do głosowania obywateli,
          pomijając marginalny udział innych stanów), to ile w takim razie jej było wg
          specjalisty Gutowskiego, bo taką liczbę podają nawet wspominani przez niego
          pisarze. "Rosja już wówczas raczej nie stojąca na straży wolności swoich
          obywateli" - widzę, że pan Gutowski jest także specjalistą od historii Rosji -
          jeśli tak, to niech mnie oświeci, bo studiowaniu historii Rosji poświęciłem
          parę ostatnich lat, ale czytani przeze mnie specjaliści nie wspominali o przed-
          Katarzynowej Rosji jako oazie wolności politycznej, bo o tej zdaje się mówimy
          (inne wolności czasami bywały) - wolność polityczna w Rosji cechowała jedynie
          kolejno: księcia, cara, cesarza.

          Dalej, nie pisałem o układzie między "patriotami" a Prusami po "konstytucji" 3
          maja - co można sprawdzić. Układ miał miejsce wcześniej, a w
          chwili "uchwalania" "konstytucji" ku rozpaczy frakcji pro-pruskiej już raczej
          nie obowiązywał. Jeśli zaś p. Gutowski również o czymś takim nie słyszał, to
          nakreślę pokrótce i w uproszczeniu jego historię. Jego plany sięgają co
          najmniej 1786 roku. Tzw. obóz patriotyczny opowiadał się za sojuszem z Prusami
          przeciw Rosji i Austrii. Inicjatywa wychodziła ze strony ówczesnej koalicji
          antyrosyjskiej, dla której poparcie nawet słabej Polski (graniczącej z Turcją,
          gdzie toczyła się wojna) było nie do pogardzenia. Szczególnie gorącym
          zwolennikiem sojuszu była grupa puławska: Adam Czartoryski, Stanisław Potocki i
          zwłaszcza Ignacy Potocki, wielki mistrz loży masońskiej - ostro zachęcany przez
          swojego sekretarza i brata lożowego, księdza Scypiona Piatollego, pozostającego
          na usługach dworu pruskiego. Wielu historyków przypisuje masonerii decydujące
          znaczenie przy powstaniu "konstytucji" 3 maja - jednak ja nie jestem
          specjalistą od masonerii, jest to dziedzina niezbyt dla mnie jasna - wstrzymuję
          się od wydania sądu. Naciski na związanie się Rzplitej z Prusami trwały nadal,
          część przywódców obozu "patriotycznego" gotowa była do rezygnacji z Gdańska i
          Torunia, ale wbrew "patriotom" sejm stanął na gruncie niepodzielności ziem
          polskich. 29.03.1790 "patrioci" podpisali traktat obronny Polski z Prusami.
          Jednakże już w tym samym roku, mimo gotowości do poświęceń ze
          strony "patriotów", sojusz z Polską przestał być Prusom potrzebny.

          Na Sejmie Wielkim, jak już wspominałem poprzednio, istniał także obóz
          stawiający na przemiany w duchu republikańskim (Rzplita jako republika bez
          króla, będąca konfederacją ziem) i zamierzający w tym celu oprzeć się na Rosji,
          o której poparcie zabiegali za pośrednictwem Potiomkina. Ci sami ludzie po
          zamachu stanu 3 maja zwrócili się o pomoc do Rosji, w argumentacji powołując
          się na słynną "gwarancję ustrojową". Nie działali z inspiracji Rosji, a
          właśnie - do Petersburga nie zostali wezwani, ale pojechali po pomoc. Jak już
          wspomniałem poprzednio, pomyliły się oba obozy (jednych zdradziły Prusy, mimo
          że "patrioci" byli gotowi wiele im oddać, drugich zdradziła Rosja, z tym, że
          targowiczanie nie obiecywali jej nabytków terytorialnych), w moim mniemaniu
          kalkulacje żadnej ze stron nie znajdują usprawiedliwienia. Oczywiście pojęcia
          takie, jak "obóz taki czy owaki" to tylko hipostazy, w rzeczywistości działali
          ludzie i to wśród nich należy szukać zdrajców lub patriotów. Gdyby Szczęsny
          Potocki, Seweryn Rzewuski, Franciszek Ksawery Branicki byli zdrajcami, to po
          zwycięstwie nad obrońcami "konstytucji" realizowaliby plany Rosji, a nie własny
          projekt państwa republikańskiego, po drugim rozbiorze, który był dla nich
          zaskoczeniem przyjęliby intratne synekury, a nie protestowali, porzucali
          stanowiska czy emigrowali za granicę, jeśli zaś Targowica byłaby jawną zdradą,
          to nie przystąpiłaby do niej większość szlachty. Zdrajcami natomiast byli
          targowiczanie Kossakowscy czy król Stanisław Poniatowski. Większość "patriotów"
          czy targowiczan (republikanów) można natomiast śmiało nazwać "paputczikami", w
          dodatku krótkowzrocznymi, nieświadomymi, że Rosja czy Prusy będą ich popierać
          tylko dopóki będzie im po drodze. Ignacy Potocki może zaś być nazwany agentem
          wpływu. To tyle, jeśli chodzi o nomenklaturę. Co do terroru i dyktatury za
          czasów krótkiej władzy targowiczan, należy nad nią ubolewać, jednak takie
          metody nie charakteryzowały tylko tego obozu. Familia Czartoryskich i
          Potockich, czyli podstawa obozu "patriotycznego", w czasie elekcji po śmierci
          Augusta III dokonała zamachu stanu przy pomocy Rosji, Sejm otoczono wojskiem
          carskim, większości szlachty (będącej za wyborem Jana Klemensa Branickiego) nie
          dopuszczono do elekcji, porywano przywódców opozycji i wywożono na Sybir,
          zmuszano do emigracji, zabijano. W 1767 kolejne "reformy" Familii i kolejne
          porwania i zsyłki, p. Gutowski sam przyznaje, w jakich okolicznościach
          przebiegało uchwalenie "konstytucji", przy obecności 1/3 posłów, z których
          większość była pozyskana poprzednio, pod naciskiem tłumu warszawskich mieszczan
          dookoła Zamku i na galeriach, w obecności wojska. Odpowiednio zestawiono
          depesze zagraniczne, by stworzyć nastrój zagrożenia. Przedstawiono ustawę
          konstytucyjną, o której nikt wcześniej nie słyszał i po krótkiej dyskusji
          (protestował nadaremnie poseł Suchorzewski) ją przyjęto (dzisiaj nazywałoby się
          to "w pierwszym czytaniu"). Jeśli to wszystko nie zasługuje na podobne lub
          większe potępienie - to co zasługuje? Doprawdy nie wiem, jak specjalista
          Gutowski wyliczył, że większość narodu popierała "konstytucję' (wielu innych
          specjalistów to głosi, ale nigdy nie podają, jak to obliczyli). Jeśli tak, to
          dlaczego przedsięwzięto takie środki, dlaczego uchwalono ją pod nieobecność 2/3
          posłów (tezę o znaczącym utrzymywaniu gołoty przez magnaterię można chyba
          między bajki włożyć - chyba, że ktoś wykaże, jak kilkadziesiąt rodzin - w tym
          niektóre "patriotów" - mogło utrzymywać 400 tys. nieposesjonatów), jak wyjaśnić
          późniejsze poparcie Targowicy przez tę samą większość. Jeśli tylko
          oportunizmem, to może to pierwsze poparcie też?

          W końcu p. Gutowski, niewątpliwy specjalista w dziedzinie metodologii nauk, nie
          potrafi pojąć, jak można jeden fakt (reformy Sejmu Czteroletniego sprzed
          zamachu stanu 3 maja) ocenić pozytywnie, a inny (zwieńczającą
          Sejm "konstytucję") negatywnie. Uważa to za sprzeczność. Doprawdy pozazdrościć
          znajomości logiki (chyba, że jest to przełom w tej nauce, o którym ja, jako nie-
          specjalista, mimo paru lat nauki logiki, nie słyszałem - coś, co przejdzie do
          podręczników logiki jako sprzeczność Gutowskiego). Że pozytywna ocena
          częściowej realizacji zamierzeń nie jest sprzeczna z negatywną oceną ich
          realizacji w całości, wykażę na przykładzie czytelnym nawet dla takich, co to o
          żadnym Sejmie, "konstytucji", ani innych trudnych słówkach nawet nie słyszeli.
          Otóż zażycie małej dawki (np. jednej tabletki) relanium może przynieść dobry
          efekt, natomiast zwiększenie dawki powyżej pewnego progu (np. na pewno do stu)
          przyniesie efekt szkodliwy. Schemat wnioskowania jest ten sam i nie ma w nim
          żadnej sprzeczności (choć przyznaję, że nie jest to wnioskowanie niezawodne,
          stąd kontrowersje). Ograniczone, powolne reformy mające poparcie większości
          posłów mogły mieć szanse powodzenia (chociaż nie musiały - tego się nie
          dowiemy). Natomiast gwałtowne, radykalne reformy wywołały burzę: sprzeciw
          wewnętrzny większości oszukanej szlachty oraz zewnętrzny (Rosji i Prus -
          • wild W OBRONIE REPUBLIKANIZMU - PRZECIW 'PATRIOTOM' cd. 03.05.03, 01:11
            (Rosji i Prus - szermowano wtedy hasłem "rewolucji 3 maja", którym często
            posługiwali się też jej zwolennicy). W przypadku poprzestania na poprzednich
            reformach miano by za sobą przynajmniej poparcie większości szlachty. Wbrew
            własnym intencjom (nie przypisywałem i nie przypisuję większości
            obozu "patriotów" złych zamiarów) wylano dziecko z kąpielą. P. Gutowski sądzi,
            że niezmienienie statusu chłopa było największym błędem "konstytucji" - ja
            jednak uważam, że takie werbalne zmienienie byłoby dopiero błędem. Nigdy nie
            twierdziłem, że wszystko w "konstytucji" było złe, pozytywy i negatywy były
            przemieszane, myślę, że nawet z przewagą pozytywów. To po prostu uchwalenie tej
            tzw. "konstytucji" było złem. Uważam, że reformy miały szanse powodzenia, choć
            małe, nadmiar dobrej woli oświeconych, nie liczących się z realiami, nie miał
            ich wcale.

            Bartłomiej Gutowski argumentując kilkakrotnie posługuje się tezą, że oceniając
            jakieś wydarzenia należy je oceniać w ówczesnym kontekście i z ówczesnej
            perspektywy, czyli żąda, aby unikać anachronizmu i prezentyzmu. Sam jednak w
            tych wypadkach ujmuje wydarzenia w innym niż współczesny im kontekście. Pisze
            on, że pozbawienie kogoś prawa wyborczego nie oznacza pozbawienia obywatelstwa.
            Jest to spór definicyjny, którego na łamach "Gazety An Arché" pewnie nie
            rozwiążemy. Jednak pomijając formalno-prawną stronę problemu, pozbawienie kogoś
            prawa wyborczego oznacza pozbawienie go najważniejszego, konstytutywnego dla
            pojęcia obywatelstwa prawa. Pozostałe prawa obywatelskie w europejskim kręgu
            kulturowym przysługują też na ogół rezydentom-nieobywatelom oraz podróżnym
            obcokrajowcom. Podobnie było i wówczas. Na dodatek w ówczesnej Rzeczypospolitej
            idee suwerenności państwa oraz wolności politycznej w państwie były łączone
            z "aktywnym obywatelstwem", to jest aktywnym z nich korzystaniem. Taki był
            ówczesny niepodległościowy patriotyzm polski wyrastający z tradycji
            republikańskiej, że ograniczenie wolności, pozbawienie praw było poczytywane
            jako utrata suwerenności (przez naród polityczny, w większości szlachecki). B.
            Gutowski przeprowadza jakieś karkołomne rozróżnienie między narodem a szlachtą
            (dla ówczesnej Rzplitej zupełnie anachroniczne). Argumentem przeciwko
            pozytywnym ocenom demokracji szlacheckiej jest często zarzut, że z wolności
            politycznej i praw obywatelskich korzystała w Rzplitej wyłącznie szlachta i że
            tylko ona była narodem. Wagę tego argumentu osłabia jednak liczebność i klasowe
            zróżnicowanie szlachty: ok. 10% ogółu ludności państwa (25% ludności
            katolickiej) - w tym aż 60% to szlachta bezrolna. Tzw. "konstytucja" 3 maja
            zmniejszyła tę liczbę o owe 60%. Dla porównania w Anglii liczba obywateli
            uprawnionych do głosowania i reprezentowanych w parlamencie dopiero w 1832 r.
            osiągnęła 3,2% ogółu mieszkańców, we Francji Ludwika Filipa prawo wyborcze
            przysługiwało zaledwie 1,5% ludności (por. J. Tazbir, Kultura szlachecka w
            Polsce, Warszawa 1978, s. 58). Jeśli miarą demokracji czyni się prawo do
            aktywnego udziału w życiu politycznym, a więc zakres i liczebność uczestników
            procesu politycznego, to trzeba przyznać rację konserwatywnym republikanom
            staropolskim, przeciwnikom "konstytucji" 3 maja, dla których wolność polityczna
            na wzór angielski była zdecydowanie niewystarczająca, nieporównywalnie mniejsza
            od republikańskiej wolności polskiej szlachty. Np. hetman polny Seweryn
            Rzewuski argumentował, iż wolność polityczna nie da się pogodzić z
            dziedzicznością tronu, ustrojem wzorowanym na angielskim. Jakąż bowiem wolność
            widzimy w Anglii? - pytał. Król angielski nie może być sądzony, ma władzę veta,
            każdego może uwięzić za długi, sam tworzy górną Izbę, rozdaje urzędy, włada
            wojskiem, wypowiada wojnę i zawiera pokój, rozwiązuje parlament, mianuje
            sędziów, jest nawet głową Kościoła. Jeśli to wszystko jest wolnością, to
            wolność panuje w Moskwie i Prusach, w Polsce zaś jest niewola (J. Tazbir, s.
            58, cyt. jw.). Dzisiaj na ogół wypowiada się sądy w oparciu o wyidealizowany
            obraz ustroju angielskiego (przedstawiony np. w ks. XI O duchu praw
            Monteskiusza), w zupełnym oderwaniu od realiów połowy i końca XVIII w., jako
            odtrutkę polecam dokładniejsze historie Anglii czy choćby pisma Edmunda
            Burke'a, żeby wymienić tylko najbardziej znane nazwisko). Na podstawie
            obserwacji ówczesnej angielskiej rzeczywistości nie sposób zachwycać się tym
            ustrojem.

            Podobne poglądy wypowiadał kasztelan witebski Adam Wawrzyniec Rzewuski, ideolog
            umiarkowanego skrzydła obozu republikańskiego. Twierdził, że nieodłącznym
            atrybutem narodu politycznego jest "udzielność", suwerenne prawo
            samostanowienia, całkowicie sprzeczne z suwerennością władzy monarchicznej.
            Dlatego również wg niego Anglia nie była krajem prawdziwie wolnym, a naród
            angielski w pełni narodem: w Anglii "nie masz wolności, nie masz narodu, ale
            jest król, jest Ministerium" (A. W. Rzewuski, O naprawie rządu republikańskiego
            myśli, Warszawa 1790, t. II, s. 73-74). Wspominany już powyżej Seweryn
            Rzewuski, w przyszłości współtwórca i ideolog konfederacji targowickiej,
            cieszył się wiadomością o zburzeniu Bastylii, a prawdziwym uwielbieniem darzył
            rewolucję amerykańską, dowodzącą jego zdaniem, że wolny naród z powodzeniem
            może obejść się bez królów.

            Nie jest również zgodne z prawdą obciążanie obozu republikańskiego sprzeciwem
            wobec rozszerzania praw na inne stany. W schyłkowym okresie demokracji
            szlacheckiej (na pewno już od czasu konfederacji barskiej) najwybitniejsi
            ideologowie konserwatywnego skądinąd sarmackiego republikanizmu nie byli już z
            reguły, przynajmniej w teorii, zwolennikami ekskluzywizmu szlachty. Ideolog
            konfederacji barskiej Michał Wielhorski (inspirator rozpraw o Polsce Rousseau i
            Mably'ego) przyznawał, że częścią narodu jest również "pospólstwo" i że
            zasada "udzielności narodu" powinna pociągać za sobą przyznanie "pospólstwu"
            praw politycznych. "To pewne" - pisał - "iż wyłączenie pospólstwa od
            uczestnictwa Rządu jest oczywistym wolności uwłóczeniem" (M. Wielhorski, O
            przywróceniu dawnego rządu według pierwiastkowych Rzeczypospolitej ustaw, b.m.,
            1775, s. 305). Podobnie myślał wspominany już uprzednio Adam Rzewuski: "jakbym
            żądał, aby żadnej klasy uprzywilejowanych ludzi nie było, aby miasto chłopów i
            mieszczan byli tylko ludzie i Polacy" (A. W. Rzewuski, t. I, s. 168, cyt. jw.).
            Odrzucał jedynie natychmiastową realizację tego ideału, prawodawstwo
            bowiem "doskonali się czasem i przykładami narodów", a więc najwspanialszych
            nawet idei nie należy urzeczywistniać za wcześnie. W pojęciu narodu zawierał
            ogół mieszkańców państwa, przysięgę króla na pacta conventa uważał za
            przyrzeczenie uczynione całej ludności Rzeczypospolitej (tamże, t. II, s. 107).
            Pod koniec XVIII w. już od dłuższego czasu dominowała wśród republikanów
            szlacheckich myśl, że prawo natury daje każdemu narodowi cztery uprawnienia: 1.
            prawo do wolności i własności; 2. prawo do użycia siły w obronie przed
            przemocą; 3. prawo do wymagania, aby umowy międzynarodowe były ściśle
            przestrzegane i 4. prawo do wzajemnej pomocy i obrony od innych narodów.
            Towarzyszyły im cztery powinności: 1. nie naruszać wolności i własności innych
            narodów; 2. nie dokonywać gwałtów i napaści; 3. dotrzymywać umów i 4. okazywać
            innym narodom pomoc w potrzebie. Dochodziła do tego piąta powinność, która
            obowiązywać miała nawet bez wzajemności: najwyższa władza każdego narodu
            powinna rozstrzygać spory z innymi narodami w drodze negocjacji i umów, bez
            uciekania się do przemocy. (Podaję w sformułowaniu Hieronima Stroynowskiego,
            Nauka prawa przyrodzonego, politycznego, ekonomiki politycznej i prawa narodów,
            Wilno 1791, cz. IV 5). Tymi zasadami kierowała się szlachta co najmniej od
            połowy XVII wieku. To dziedzictwo sarmackiej kultury było tak mocne, że
            uznawały je za niepodważalne obie strony konfliktu z wyjątkiem "patrioty" króla-
            ciołka i familii C
            • wild W OBRONIE REPUBLIKANIZMU - PRZECIW 'PATRIOTOM' cd. 03.05.03, 01:12
              patrioty" króla-ciołka i familii Czartoryskich. Dla większości polskich
              demokratów epoki międzypowstaniowej (chociażby dla Lelewela) "konstytucja" 3
              maja (której kult krzewiono w obozie księcia Czartoryskiego) była poronioną
              próbą zaszczepienia Polakom obcego im pierwiastka monarchizmu, podczas gdy
              prawdziwym powodem dumy narodowej były właśnie republikańskie tradycje
              szlacheckiej demokracji (patrz: A. Walicki, Philosophy and Romantic
              Nationalism: The Case of Poland, Oxford 1982, cz. I, rozdz. II). Oczywiście
              z "gwarancji" cesarzowej rosyjskiej ingerującej w ustrój Rzplitej skorzystali
              targowiczanie, ale doprowadzeni do ostateczności (w ich mniemaniu)
              niebezpieczeństwem zmian dużo gorszych, zresztą zamierzali wykorzystać tę
              gwarancję do usunięcia innych "gwarancji" mocarstw ościennych (tych z 1768).

              Stanisław Górka
    • wild link 03.05.03, 01:14
      sierp.tc.pl/fwjany.htm
      smile
    • wild MITOZOFIA SARMACKA... 03.05.03, 01:17
      sierp.tc.pl/mitzof.htm

      Biało - czerwona albo jawne rozdwojenie?

      przy piwku wink

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka