Gość: piotrq
IP: *.krakow.dialup.inetia.pl
25.06.03, 17:48
"Kobieta ma prawo decydować o własnej macicy" - mówią feministki i zwolennicy
dowolnego przerywania ciąży.
Byłoby to jakoś zrozumiałe, gdyby nie absolutny brak logiki i brak
odpowiedzialności za własne przekonania w życiu społecznym.
Jak wiadomo (nie wszystkim), dziecko bierze się ze specyficznej współpracy
pana i pani. Załóżmy, iż pani stwierdza "nie chcę mieć dzidziusia, bo to moja
macica i ja o tym decyduję". Pan oczywiście nie ma prawa głosu, bo to nie
jego macica - i nikt go nie pyta, czy chce dzidziusia czy nie. A może chce
mieć dzidziusia?
(Dygresja: jest taka reklama fiata, która mnie wqrvia do nieprzytomności:
pani mówi panu, że niedługo będzie ich troje. Pan z pewnością marzy o
dziecku, jest nieprzytomnie szczęśliwy. A ta obrzydliwa qrev głosem słodkiej
idiotki mu mówi że pies siostry będzie z nimi przez całe dwa tygodnie. Boże,
zachowaj mnie od popełnienia zbrodni!!!)
A teraz załóżmy, że pani decyduje że będzie miała dzidziusia. Pan znów nie ma
nic do gadania. Może on tym razem nie chce? Ale po urodzeniu dzidziusia pani
zwraca się do sądu i pan zaczyna mieć prawny obowiązek łożenia na owo
dziecię, mimo że go nie chciał (może pani go oszukała co do możliwości
poczęcia?).
To ja się pytam: o co tu chodzi do cholery? Czy pan nie ma praw, a za to ma
obowiązki? Czy dziecię jest tylko i wyłącznie własnością właścicielki macicy,
a jak by nie patrzeć współrodzic nie ma nic do powiedzenia?
No i czy macica z przyszłym człowieczkiem w środku nie jest jednak przez
przypadek wspólną własnością rodziców?
Jeśli nie jest, to jest to jawny przypadek dyskryminowania mężczyzn w jednej
z podstawowych dziedzin ludzkiego życia.