Banda Demokracja!

11.12.01, 10:31
www.zb.eco.pl/inne/jonatan/31.htm
www.zb.eco.pl/inne/jonatan/index.htm

Ken Schoolland

Przygody Jonatana Poczciwego


Banda Demokracja
Nagle ktoś na ulicy krzyknął - Banda Demokracja! Banda Demokracja! Ratuj się,
kto może!

- Uciekaj, uciekaj! - jakieś dziecko upomniało siedzącego na krawężniku
Jonatana. Ania zerwała się na równe nogi, na jej twarzy malowało się
przerażenie.

- Musimy stąd zaraz zniknąć! - zawołała wystraszona.

Ludzie stojący przy bloku rozbiegli się na wszystkie strony. Mieszkańcy budynku
"B" zbiegali po schodach z dziećmi na rękach, zrzucając różne rzeczy czekającym
na dole znajomym, którzy pozbierali wszystko z ulicy i czmychnęli.

W jednej chwili jakby wszystkich wymiotło. Tylko najbardziej opieszali,
zazwyczaj obarczeni nadmiarem bagaży i małych dzieci powoli oddalali się od
źródła zamieszania. Budynek na końcu przecznicy stanął nagle w płomieniach.
Siedzący w bezruchu Jonatan złapał Anię za rękę.

- Co się dzieje? - zapytał. - Dlaczego wszyscy są tak bardzo przerażeni?

- To Banda Demokracja! Natychmiast stąd uciekaj! - Ania ciągnęła Jonatana za
rękę, zmuszając go do podniesienia się z krawężnika.

- Ale dlaczego?

- Teraz nie czas na pytania, chodźmy! - krzyczała, ale Jonatan nie zwolnił
uścisku ręki, zatrzymując ją przy sobie.

- Puść mnie, bo dopadną nas oboje! - wrzasnęła śmiertelnie przerażona.

- Kto?

- Banda Demokracja! Otaczają wszystkich, na których natrafią i głosują, co z
nimi zrobić! Mogą zabrać ci pieniądze, uwięzić, a nawet zmusić do wstąpienia do
bandy. Nie sposób się im przeciwstawić!

------------------------------------------------------------------------------

gdzież ona? trzeba s..!=surprised
    • Gość: wild Wujek Fiskus i "Wesołych Świąt" Rozdział XV IP: *.net.bialystok.pl 22.12.01, 16:09
      Rozdział XV

      --------------------------------------------------------------------------------

      Wujek Fiskus

      Miasto zapadało powoli w sen. Kobieta w rajstopach zapłaciła Jonatanowi ponad
      pięćdziesiąt kainów. Była bardzo zadowolona z tego, że tak sumiennie wykonał
      powierzoną mu pracę, więc zaprosiła go również na następny wieczór. Jonatan po
      zapewnieniu, iż jutro znowu się u niej zjawi, ruszył na poszukiwanie jakiegoś w
      miarę wygodnego noclegu. Nie miał żadnych konkretnych zamiarów, więc po prostu
      wałęsał się bez celu po ulicach miasta. Gdy stał w nikłym blasku latarni, na
      ganek pobliskiego domu wyszedł nieznajomy starzec w nocnej koszuli. Mrużąc oczy
      obserwował dachy okolicznych budynków.

      - Na co pan patrzy? - spytał zaintrygowany Jonatan.

      - Na dach tamtego domu - szepnął staruszek, wskazując ręką coś zatopionego w
      ciemności. - Widzisz tego grubasa w trójkolorowym stroju? Im więcej mieszkań
      odwiedzi, tym bardziej pękaty stanie się jego worek.

      Jonatan powędrował wzrokiem za ruchem ręki i dostrzegł niewyraźny zarys postaci,
      która wspinała się po dachówkach jednego z domostw.

      - Teraz widzę - zawołał. - Dlaczego nie zaalarmuje pan innych mieszkańców?

      - O nie - wzdrygnął się starzec. - Wujek Fiskus surowo rozprawia się ze
      wszystkimi, którzy staną mu na drodze.

      - To pan go zna? - zdumiał się Jonatan. - Ale przecież...

      - Ciii, nie tak głośno - syknął mężczyzna, przykładając palec do ust. - Wujek
      Fiskus lubi odwiedzać tych, co robią za dużo hałasu. Ludzie udają, że śpią tej
      okropnej nocy, choć przecież nie sposób wytrzymać, gdy ktoś włazi ci z butami do
      łóżka.

      - Nie rozumiem - Jonatan nachylił się do ucha starca, starając się mówić jak
      najciszej. - Czemu wszyscy przymykają oczy na rabunek?

      - Podczas tej kwietniowej nocy wszyscy zachowują się wyjątkowo cicho - wyjaśnił
      starzec - w zamian za co Wujek Fiskus pojawia się w Wigilię i obdarowuje każdy
      dom różnymi zabawkami i drobiazgami.

      - Aha - westchnął z ulgą Jonatan - czyli Wujek Fiskus wszystko oddaje?

      - a gdzie tam! Ale ludzie lubią tak to sobie tłumaczyć. Ja staram się nie zasnąć,
      żeby porachować, ile zabierze, a ile potem zwróci. To jest takie moje, że tak
      powiem, prywatne hobby. Z moich obliczeń wynika, iż Wujaszek większość dóbr
      zachowuje dla siebie, swoich najemników i kilku wybranych rodzin w mieście. Ale -
      tu mężczyzna zacisnął dłonie w pięści - stara się każdego po trosze obdarować,
      żeby wszyscy czuli się zadowoleni. Dzięki temu za rok w kwietniu ludzie znowu
      będą spali, a on przyjdzie i zabierze, to co mu się spodoba.

      - Czegoś tu nie rozumiem - powiedział Jonatan. - Dlaczego ludzie nie czuwają, by
      przyłapać złodzieja na gorącym uczynku? Dlaczego nie pilnują własnego majątku?
      Mogliby wtedy nakupić prezentów i obdarować nimi, kogo zechcą.

      Starzec zachichotał rozbawiony naiwnością Jonatana i potrząsnął głową:

      - Wujek Fiskus, to postać z dziecięcych marzeń. Rodzice zawsze powtarzali swoim
      pociechom, że przynosi zabawki prosto z nieba i że to nic nikogo nie kosztuje.

      Widząc zmęczenie na twarzy Jonatana, staruszek zaproponował:

      - Widać, że masz za sobą ciężki dzień. Chodź do mnie i ogrzej się, mój młody
      przyjacielu. Masz gdzie przenocować?

      Jonatan z wdzięcznością przyjął zaproszenie. Starzec przedstawił go żonie, która
      natychmiast przyniosła filiżankę gorącej czekolady i talerzyk pełen świeżych
      drożdżówek. Po kolacji młodzieniec położył się na specjalnie dla niego
      zaścielonej kanapie. Staruszek zapalił długą fajkę i rozparł się wygodnie na
      bujanym fotelu.

      - Skąd wzięła się ta tradycja? - zapytał Jonatan, ułożywszy się wygodnie na
      posłaniu.

      - Kiedyś obchodziliśmy święto zwane Bożym Narodzeniem. Było to święto religijne,
      czas radości i prezentów. Wszystkim tak się to podobało, iż Rada Lordów uznała,
      że tak ważnych uroczystości nie wolno celebrować spontanicznie i baz ustalonego z
      góry porządku. Zaczęli więc urządzać je "tak, jak należy" - staruszek mówił z
      wyraźną dezaprobatą. - Na początek trzeba było pozbyć się niewłaściwych symboli
      religijnych. Urzędowa nazwa uroczystości brzmiała odtąd "Święta", zaś bajkowego
      darczyńcę nazwano "Wujkiem Fiskusem", tak że poborca podatków mógł odtąd
      przywdziać jego kostium.

      Starzec urwał, kilka razy energiczniej pykając z fajki i wytrząsając z niej
      popiół.

      - Obecnie w Biurze Dobrej Woli składa się świąteczne zeznania podatkowe w trzech
      egzemplarzach. Biuro, na podstawie formularzy ułożonych przez Radę Lordów,
      oblicza stopień hojności każdego podatnika. Byłeś przed chwilą świadkiem
      corocznego, kwietniowego zbierania podatków.

      - Następna instytucja to Biuro Kija i Marchewki. Pod pieczą Księgowego Moralności
      ludzie wypełniają formularze ze szczegółowym opisem swojego dobrego i złego
      zachowania w ciągu całego roku. Biuro Kija i Marchewki zatrudnia wielką armię
      urzędników i detektywów, którzy decydują, czy ludzie składający podania o
      grudniowe prezenty naprawdę sobie na nie zasłużyli.

      - Wreszcie, Komisja Dobrego Smaku określa dozwolone rozmiary, kolory i modele
      zestawów prezentowych, podpisując monopolistyczne umowy z uprzednio dobranymi
      firmami, które miały odpowiednie układy polityczne. Wszyscy bez wyjątku otrzymują
      identyczne ozdoby świąteczne. Na Wigilię powołuje się specjalną milicję, która
      odśpiewuje właściwe pieśni świąteczne.

      Znużony poszukiwacz przygód spał już jednak jak kamień. Starzec nakrył go kocem i
      wraz z żoną szepnął Jonatanowi do ucha:

      - Wesołych Świąt!

    • Gość: wild Jak się robi pieniądze------------Rozdział VIII :) IP: *.net.bialystok.pl 30.12.01, 18:51
      Rozdział VIII

      --------------------------------------------------------------------------------

      Jak się robi pieniądze

      Jonatan dotarł do wielkiego, kamiennego muru, w którym stały otworem masywne,
      drewniane wrota. Wielkie rzesze ludzi objuczonych tobołami i skrzyniami, na
      wozach i furmankach zmierzały do centrum miasta. Jonatan rozprostował kości,
      otrzepał z kurzu podarte ubranie i włączył się do ludzkiej ciżby.

      Tuż za bramą usłyszał warkot maszyn, dochodzący z drugiego piętra ogromnego
      budynku z czerwonej cegły. Terkot przypominał odgłosy wydawane przez prasę
      drukarską.

      "To może być redakcja miejscowej gazety - pomyślał. - Właśnie tego mi potrzeba!
      Dowiem się czegoś więcej o tej wyspie i może znajdę drogę powrotną do domu."

      W poszukiwaniu wejścia skręcił za róg i o mało co nie zderzył się z elegancką
      parą, która przechadzała się ulicą.

      - Przepraszam, ale jakoś nie mogę znaleźć wejścia do redakcji tej gazety. Czy
      mogliby mi je państwo wskazać?

      - Obawiam się, że mylisz się, młody człowieku. To Urzędowe Biuro Kreacji
      Pieniądza, a nie redakcja gazety - poprawił Jonatana mężczyzna.

      - Ojej - zawołał rozczarowany Jonatan - a ja chciałem znaleźć jakąś większą
      drukarnię.

      - Nie ma powodów do zmartwienia - pocieszył go nieznajomy dżentelmen. To biuro
      jest o wiele ważniejsze niż jakaś drukarnia i z całą pewnością daje od niej
      więcej radości. Dobrze mówię kochanie? - dotknął ręki kobiety.

      - Święta prawda - potwierdziła chichocząc jego towarzyszka. - Ci ludzie drukują
      mnóstwo pieniędzy, które dają radość wielu bliźnim.

      Jonatan pomyślał, że może w ten sposób uda mu się kupić bilet na statek i
      wydostać się z wyspy.

      - To świetnie! - wykrzyknął. - Ja też chciałbym być szczęśliwy! Może będę mógł
      wydrukować sobie trochę pieniędzy i...

      - Nic z tego - przerwał mu mężczyzna i pogroził palcem. - To nie wchodzi w
      rachubę. Prawda, moja droga?

      - Oczywiście - zgodziła się kobieta. - Drukarze pieniędzy, którzy nie uzyskają
      pozwolenia od Rady Lordów, zostają okrzyknięci fałszerzami i lądują za kratkami.
      W naszym mieście nie toleruje się takich szubrawców.

      - Kiedy fałszerze drukują pieniądze - podchwycił żywo jej kompan - zalewają nimi
      całe miasto, pozbawiając przez to wartości wszystkie inne pieniądze. Każdy
      nieszczęśnik, żyjący dzięki stałym zarobkom, oszczędnościom lub emeryturze,
      stałby się nędzarzem.

      Jonatan zmarszczył czoło. Znów czegoś tu nie rozumiał.

      - Zdawało mi się, że powiedział pan, iż drukowanie mnóstwa pieniędzy daje radość
      wielu ludziom.

      - Zgoda - przytaknęła kobieta - ale pod warunkiem, że...

      - Że robi się to w sposób urzędowy - wtrącił mężczyzna, nie dając jej dokończyć.
      Ku uciesze Jonatana ta para znała się na wylot tak, że potrafiła czytać sobie
      nawzajem w myślach. Mężczyzna wyjął z portfela banknot i wskazał na urzędową
      pieczęć:

      - w sposób urzędowy czyli nie fałszując.

      - Nazywa się to finansowaniem deficytu - podjęła kobieta, jakby recytowała
      fragment tekstu wyuczonego na szkolną klasówkę. - Finansowanie deficytu to część
      złożonego i szeroko zakrojonego planu wydatków.

      - To znaczy, że ci, którzy urzędowo wypuszczają pieniądz, nie są złodziejami -
      wszedł jej w słowo mężczyzna.

      - No jasne, że nie są! - zawołała tamta. - Ludzie, którzy dokonują tych wydatków,
      to nikt inny, jak nasza Rada Lordów.

      - Właśnie - potwierdził mężczyzna. - a nie można im odmówić hojności.
      Przeznaczają pieniądze na projekty dla dobra lojalnych wyborców, którzy na nich
      głosowali.- Spojrzeli na Jonatana i zgodnym chórem zapytali:

      - Czy nie zechciałbyś na nich głosować?

      Młodzieniec zamyślił się. Tamci cierpliwie czekali na odpowiedź.

      - Jeżeli można, to chciałbym zadać jeszcze jedno pytanie. Wspominali państwo coś
      o tym, że pensje, oszczędności i emerytury tracą na wartości, gdy drukuje się
      więcej pieniędzy? Czy to samo dzieje się w przypadku, gdy dodatkowe pieniądze
      puszczają w obieg urzędnicy? Czy wtedy wszyscy są zadowoleni?

      Tamci spojrzeli na siebie. Odpowiedział mężczyzna:

      - Oczywiście, zawsze cieszymy się, gdy Lordowie mogą przeznaczyć na nasze
      potrzeby więcej pieniędzy. Muszą pomagać tak wielu ludziom: robotnikom, starcom,
      tym, którym się nie poszczęściło.

      - Lordowie bardzo skrupulatnie badają przyczyny naszych trudności - wyjaśniała
      kobieta. - Doszli do wniosku, że główną ich przyczyną jest zła pogoda i brak
      szczęścia. Oto powody wzrostu cen i obniżania się stopy życiowej.

      - No i - dżentelmen zrobił znaczącą pauzę - nie wolno zapominać o obcych.

      - Właśnie, wszystko przez obcych! - podchwyciła poruszona kobieta. - Nasza wyspa
      jest oblężona przez wrogów, którzy próbują zniszczyć naszą gospodarkę wysokimi
      cenami sprzedawanych przez siebie towarów. Cena ich nafty z pewnością doprowadzi
      nas na skraj przepaści.

      - Albo zaniżanie cen - dorzucił mężczyzna. - Usiłują wepchnąć nam ubrania i
      żywność po niemożliwie niskich cenach. Na szczęście Rada Lordów zwalcza ich bez
      litości.

      - Dzięki Bogu mamy mądrą Radę, która zawsze wybierze dla nas właściwe ceny -
      powiedziała kobieta z zadowoloną miną. Wskazała na słońce i upomniała swojego
      towarzysza, że na nich już pora.

      Dżentelmen uchylił kapelusza, dama dygnęła grzecznie i para oddaliła się życząc
      Jonatanowi miłego dnia.

    • Gość: wild "Przeszłość albo przyszłość!" Rozdział XVIII IP: *.net.bialystok.pl 11.01.02, 22:13
      Rozdział XVIII

      --------------------------------------------------------------------------------

      "Przeszłość albo przyszłość!"
      Pałac położony był gdzieś w pobliżu rynku. Jonatan postanowił iść na skróty
      boczną ulicą zawaloną pustymi pudłami i stertami śmieci. Szedł żwawo ciemnym
      zaułkiem, starając się nie zwracać uwagi na niepokój, jaki odczuwał po
      opuszczeniu zaludnionej i jasno oświetlonej części miasta. Wtem poczuł, jak jakaś
      ręka ściska go za gardło, a między żebra wbija się chłodny metal lufy pistoletu.

      - Przeszłość albo przyszłość! - warknął wściekle napastnik.

      - Co? - spytał trzęsąc się Jonatan. - O co chodzi?

      - To, co słyszysz: pieniądze albo życie! - powtórzył rabuś, przyciskając mocniej
      broń do boku młodzieńca. Jonatanowi nie trzeba było lepszej zachęty - szybko
      sięgnął do kieszeni po swoje ciężko zapracowane pieniądze.

      - Mam tylko tyle, a połowa ma pójść na podatki - błagał bandytę, starannie
      ukrywając kilka kromek chleba, otrzymanych od Babci. - Proszę zostawić mi chociaż
      tę połowę.

      Napastnik rozluźnił uchwyt. Zza szalika i nasuniętego na czoło kapelusza ledwie
      widać było rysy jego twarzy. Bandyta był kobietą.

      - Skoro i tak musisz oddać pieniądze - zaśmiała się chrapliwie - to lepiej na tym
      wyjdziesz, dając je mnie, a nie jakiemuś tam poborcy podatków.

      - Dlaczego? - zapytał, kładąc pieniądze na jej twardej, zręcznej dłoni.

      - Jeżeli oddasz je mnie - tłumaczyła, wpychając banknoty do skórzanego mieszka u
      pasa - to daruję ci życie i puszczę wolno. Natomiast poborca nie opuści cię już
      do śmierci i będzie odbierał pieniądze, owoc twej przeszłości, tak by móc
      zawładnąć całym twoim przyszłym życiem. W ciągu roku zmarnuje więcej twoich
      zarobków niż przez całe życie zdążą zabrać ci wszyscy niezależni złodzieje.

      - a czy przypadkiem Rada Lordów nie obraca wszystkich zebranych pieniędzy na
      pożyteczne cele? - zapytał niepewnie Jonatan.

      - Ależ jak najbardziej - odparła sucho. - Niektórzy się dzięki temu wzbogacą. Ale
      skoro podatki są tak wspaniałe, to dlaczego poborca nie spróbuje przekonać ludzi
      do ich zalet i pozwolić na to, by uiszczali je dobrowolnie?

      - Bo może przekonywanie wymagałoby zbyt dużo czasu i wysiłku? - odrzekł po
      namyśle Jonatan.

      - O, właśnie - podchwyciła roześmiana od ucha do ucha złodziejka. - To także mój
      kłopot. Dlatego obydwoje zaoszczędzamy czas i energię wykorzystując broń!

      Jedną ręką obróciła Jonatana, skrępowała mu ręce cienkim sznurkiem, pchnęłą na
      ziemię i zakneblowała jego własną chusteczką do nosa.

      - Obawiam się, że na razie będziesz musiał odłożyć wyprawę do poborcy. Ale wiesz,
      przyszło mi coś do głowy. Usiadła przy obezwładnionym Jonatanie, który
      bezskutecznie usiłował się poruszyć.

      - Polityka jest swego rodzaju rytuałem. Obrzędem oczyszczenia! Większość ludzi
      uważa, że pożądanie, kłamstwa, kradzieże czy zabójstwa to występki. Po prostu nie
      wypada robić tego swojemu bliźniemu. Dlatego znajdują sobie polityka, który
      zajmuje się za nich brudną robotą. Tak, tak, polityka pozwala dosłownie
      wszystkim, nawet najlepszym, na folgowanie żądzom, na kłamanie, na kradzieże, a
      od czasu do czasu nawet na zabijanie. I mimo wszystko politycy nie muszą odczuwać
      z tego powodu wyrzutów sumienia.

      Mina kobiety zdradzała, że wpadła ona na jakiś mądry pomysł.

      - Mnie też przyda się odrobina oczyszczenia z poczucia winy i lęku przed
      niebezpieczeństwem.

      Zmarszczyła czoło: - Mam zamiar wpaść z wizytą do pani de Flanelle. - Zerwała się
      na równe nogi i ruszyła przed siebie. Jonatan patrzył, jak znika za rogiem.

      W zaułku zapanowała cisza. Zastanawiając się nad tym, co powiedziała bandytka,
      Jonatan próbował oswobodzić się z więzów. Bez pomocy nie miał szans się uwolnić.

      "«Przeszłość albo przyszłość». Co ona chciała przez to powiedzieć? Już wiem -
      myślał, nie ustając w bezskutecznych wysiłkach uwolnienia się. - Pieniądze,
      własność, oto moja przeszłość - to znaczy wytwór mego dotychczasowego życia.
      Zabierając mi pieniądze, zmusza się mnie do pracy, żebym mógł je zarobić na nowo.
      Gdyby mnie zabiła, to odbierając mi życie, odebrałaby mi zarazem przyszłość.
      Związała mnie, pozbawiając na razie wolności!"

      Zdenerwowany przypomniał sobie spotkanego wczoraj, młodego policjanta. "Gdzie on
      się podziewa, kiedy potrzeba go naprawdę!"

      Rozwścieczyła go myśl, że będzie musiał wrócić do Pawilonu Zysków Nadzwyczajnych
      i jeszcze raz zarabiać pieniądze. Uderzając piętami o bruk myślał, że gdyby teraz
      zarobił tyle samo, musiałby wszystko oddać poborcy podatkowemu! "A zatem życie,
      wolność i własność, to części mojej osoby - tyle że w różnych czasach: w
      przeszłości, w teraźniejszości, albo w przyszłości. Bandytka zagroziła części,
      która jest mi najdroższa, by zabrać tę, z której może najłatwiej skorzystać."

      Nagle jeden ze sznurków pękł.

      - Auu! Boli!

      Jonatan przestał na chwilę szarpać i myśląc o swoim położeniu doszedł do
      wniosku: "Do tej pory nawet nie zdawałem sobie sprawy, jak cenną rzeczą jest
      wolność!"

    • pewniak Re: Banda Demokracja! 13.01.02, 15:16
      max_bialystock napisał(a):

      > <a href="http://www.zb.eco.pl/inne/jonatan/31.htm">www.zb.eco.pl/inne/jonatan/3
      > 1.htm</a>
      > <a href="http://www.zb.eco.pl/inne/jonatan/index.htm">www.zb.eco.pl/inne/jonata
      > n/index.htm</a>
      >
      > Ken Schoolland
      >
      > Przygody Jonatana Poczciwego
      >
      >
      > Banda Demokracja
      > Nagle ktoś na ulicy krzyknął - Banda Demokracja! Banda Demokracja! Ratuj się,
      > kto może!
      >
      > - Uciekaj, uciekaj! - jakieś dziecko upomniało siedzącego na krawężniku
      > Jonatana. Ania zerwała się na równe nogi, na jej twarzy malowało się
      > przerażenie.
      >
      > - Musimy stąd zaraz zniknąć! - zawołała wystraszona.
      >
      > Ludzie stojący przy bloku rozbiegli się na wszystkie strony. Mieszkańcy budynku
      >
      > "B" zbiegali po schodach z dziećmi na rękach, zrzucając różne rzeczy czekającym
      >
      > na dole znajomym, którzy pozbierali wszystko z ulicy i czmychnęli.
      >
      > W jednej chwili jakby wszystkich wymiotło. Tylko najbardziej opieszali,
      > zazwyczaj obarczeni nadmiarem bagaży i małych dzieci powoli oddalali się od
      > źródła zamieszania. Budynek na końcu przecznicy stanął nagle w płomieniach.
      > Siedzący w bezruchu Jonatan złapał Anię za rękę.
      >
      > - Co się dzieje? - zapytał. - Dlaczego wszyscy są tak bardzo przerażeni?
      >
      > - To Banda Demokracja! Natychmiast stąd uciekaj! - Ania ciągnęła Jonatana za
      > rękę, zmuszając go do podniesienia się z krawężnika. .
      >
      > - Ale dlaczego?
      >
      > - Teraz nie czas na pytania, chodźmy! - krzyczała, ale Jonatan nie zwolnił
      > uścisku ręki, zatrzymując ją przy sobie.
      >
      > - Puść mnie, bo dopadną nas oboje! - wrzasnęła śmiertelnie przerażona.
      >
      > - Kto?
      >
      > - Banda Demokracja! Otaczają wszystkich, na których natrafią i głosują, co z
      > nimi zrobić! Mogą zabrać ci pieniądze, uwięzić, a nawet zmusić do wstąpienia do
      >
      > bandy. Nie sposób się im przeciwstawić!
      >
      > ------------------------------------------------------------------------------
      >
      > gdzież ona? trzeba s..!=surprised

Pełna wersja