Dodaj do ulubionych

iracki dylemat Busha ...

16.09.07, 09:38

Prezydent George W. Bush przedstawił Amerykanom plany ograniczenia
liczby żołnierzy biorących udział w operacjach w Iraku. Niestety z
przemówienia prezydenta niewiele można było się dowiedzieć na temat
planów zakończenia wojny.

Wbrew napływającym codziennie informacjom o nowych zamachach i
ofiarach po stronie amerykańskiej prezydent Bush oświadczył, że jego
strategia w Iraku przynosi rezultaty i w związku z tym będzie
możliwe stopniowe zmniejszanie liczby żołnierzy USA w tym kraju.
Prezydent uzależnił rozmiar redukcji wojsk od postępów w
normalizacji sytuacji w Iraku. Niewiele jednak mówił o ciągłych
niepowodzeniach w kraju, który stał się mekką terrorystów. W dniu, w
którym Bush wygłaszał swoje przemówienie, w Iraku zginął w zamachu
sunnicki szejk Abdul Sattar Abu Richa, który zaledwie tydzień
wcześniej rozmawiał z prezydentem USA podczas jego wizyty nad
Tygrysem.

W przemówieniu telewizyjnym wygłoszonym w czwartek wieczorem Bush
zapowiedział wycofanie z Iraku przed końcem bieżącego roku 5700
amerykańskich żołnierzy. Kolejne redukcje będą następować do lipca
2008 r., tak aby w Iraku stacjonowała "tylko" 130-tysięczna armia.
To chyba jedyny pozytywny punkt w planach administracji,
krytykowanej przede wszystkim za brak strategii zakończenia wojny
pochłaniającej wciąż nowe ofiary. W przemówieniu bowiem prezydent
nie przedstawił żadnej "mapy drogowej", która prowadziłaby do
zakończenia wojny czy choćby próby zapewnienia stabilizacji Iraku z
udziałem sąsiadów tego kraju.

Można się zgodzić z Bushem, że podczas wojny nie wolno otwarcie
przyznawać się do porażki ani podawać konkretnych dat odwrotu, które
byłyby tylko dowodem klęski. Iraku nie można okupować w
nieskończoność, ale nie można go opuścić bez zapewnienia
stabilizacji przynajmniej na najbardziej podstawowym poziomie - te
dwie sprzeczne ze sobą prawdy sprawiają, że Biały Dom znalazł się w
prawdziwej pułapce. Sytuacja w Iraku jest tak skomplikowana, że nikt
realnie myślący nie byłby w stanie podać dokładnej daty całkowitego
wycofania obcych wojsk z Iraku.

Pozostaje otwartym pytanie, czy jest dziś na świecie ktokolwiek, kto
potrafiłby przedstawić sensowną alternatywę dla Iraku po długiej
serii błędów popełnionych przez Amerykanów i innych aliantów
zaangażowanych w konflikt. Nie potrafią zrobić tego demokraci,
którzy ograniczają się jedynie do krytyki, jednak doskonale wiedzą,
że szybka ewakuacja żołnierzy znad Tygrysu i Eufratu mogłaby okazać
się dużo bardziej kosztowna politycznie. Przedstawione w Kongresie
przez nową demokratyczną większość plany wycofania większość
oddziałów bojowych i pozostawienie tylko ograniczonego kontyngentu
zapewniającego bezpieczeństwo tego kraju mogłyby zakończyć się
katastrofą, rzucając Irak w otchłań wojny domowej i jeszcze bardziej
destabilizując Bliski Wschód.

Quelle PDN-NY(TD)
Obserwuj wątek
    • rycho7 alternatywa bez Iraku 16.09.07, 09:54
      hugo_w2 napisał:

      > Pozostaje otwartym pytanie, czy jest dziś na świecie ktokolwiek,
      > kto potrafiłby przedstawić sensowną alternatywę dla Iraku

      Nalezy wrocic do czasow dekolonizacji i podzielic to terytorium
      inaczej niz zrobili to Anglicy. Anglicy celowo stworzyli obszar
      konfliktow. Wiadomo to od jakichs 80 lat. Oczywiscie w wyniku
      podzialu nie bedzie zadnego Iraku. Ale czy dla szczescia miejscowej
      ludnosci musi istniec cos takiego?
      • j-k niemozliwe... 17.09.07, 09:31
        nie tyle ze wzgledu na rope, co na Iran, nie da sie tego podzielic...

        cos nie jasne?
        • rycho7 mozliwe...mozliwe... 17.09.07, 13:21
          j-k napisał:

          > nie tyle ze wzgledu na rope, co na Iran, nie da sie tego
          podzielic...

          Oddac Persom co perskie i co kurdyjskie Kurdom (z turecka strefa
          okupacyjna).

          > cos nie jasne?

          Zupelnie jasne. Aczkolwiek moze na dzis niewykonalne. Tak
          przeprowadzano dekolonizacje, na calym swiecie. No i rzna sie na
          potege. Czaby podjac decyzie, czy wstrzymac rzezie. No ale co by
          rzucali na pierwsze strony? Rombankie?
    • jaski Re: iracki dylemat Busha ... 16.09.07, 16:49
      1. 160 k. zolnierzy i gwardzistow w iraku to absolutnie wszystko na
      co dod w tej chwili stac, a moze i wiecej. Dlatego tez wycofanie
      tych dwu brygad jest po prostu koniecznoscia wypadajaca z logistyki,
      nie politycznej woli. Tak samo jak propozycja wycofania nastepnych
      jednostek w przyszlym roku, wiaze sie z 15. miesiecznym tour of
      duty, czyli po prostu tych zolnierzy nie ma komu zastapic, jezeli
      nie chcemy przedluzyc wojennego cyklu dyslokacji.To po prostu
      koniecznosc.
      2. Rezultay? Co bylo w iraku przed lampa naftowa? Elektrycznosc.
      Taki dowcip sobie kursuje- wnioski mozna samemu wyciagnac.

      3.Strategia pana busza byla prosta- najechac jakis najlepiej slaby
      militarnie kraj w zatoce i zrobic poligon, czyli zogniskowac
      dzialania prawdziwych terrorystow z daleka od kontynentalnego usa.
      Poniekad dziala. Zabijaja wiecej irakijczykow jak amerykanow, czyli
      jest OK. Cyniczne? owszem. Skuteczne? Hmmm, nie mam zdania.

      Wniski: Armia w iraku zostanie na dlugo i to w duzej sile. RZad
      iracki bedzie taki jaki jest, czyli zaden.

      Prognozy:Irak czeka federylizacja. Podzial terytorium miedzy
      szyitow, sunni i kurdow. Ok. 20. brygad us-army ochrania granice i
      robi za psy goncze. No i szkoli te irackie sily ponoc zbrojne w
      nieskonczonosc.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka