Gość: Pytak
IP: *.gen.twtelecom.net
27.07.03, 00:12
Sekscasting
Tygodnik "Wprost", Nr 1078 (27 lipca 2003)
Reporterzy "Wprost" uczestniczyli w aukcjach kobiet
do domów publicznych
Prawie 50 tys. kobiet trafia co roku poprzez Polskę do
domów publicznych
w zachodniej Europie. Według najnowszego raportu Rady
Europy, ponad 300 tys. kobiet z Europy Środkowej i
Wschodniej pracuje obecnie na Zachodzie jako
prostytutki. W naszym kraju odbywają się sekscastingi
do domów publicznych, m.in. w okolicach Słubic,
Świecka, Świnoujścia, Zgorzelca. Polacy są również
współorganizatorami podobnych aukcji we Lwowie, a
także w okolicach Chociebuża, Frankfurtu nad Odrą,
Görlitz, Stralsundu i Greifswaldu w Niemczech. Oprócz
aukcji w tych miejscowościach działają też sklepy z
kobietami - przedstawiając odpowiednie referencje,
można tam kupić dziewczynę o każdej porze dnia i nocy.
W sklepach wybór jest jednak znacznie mniejszy niż na
sekscastingach.
Reporterzy "Wprost" brali udział w kilku
sekscastingach w pobliżu granicy z Niemcami. W
aukcjach tych uczestniczyli prawie wyłącznie
wysłannicy domów publicznych z Niemiec, Francji,
Włoch, Hiszpanii, Holandii i Austrii. Udało nam się
dostać na nie dzięki referencjom poznanego w
Świnoujściu właściciela kilku domów publicznych w
Niemczech.
Płynąca przez Polskę rzeka prostytutek ma swój
początek na terenie byłego ZSRR. Pierwszej selekcji
dokonują tamtejsi pośrednicy - głównie w Moskwie,
Kijowie, Lwowie, Kiszyniowie i Wilnie. To oni
sprowadzają dziewczyny z Mołdawii, Rosji, Ukrainy,
Białorusi. Większości z nich obiecują pracę na
Zachodzie - w charakterze kelnerek, sprzątaczek,
opiekunek do dzieci, tancerek. Oporne dziewczyny
zmuszają do uleg-łości przemocą lub szantażem.
Targi kobiet
Na trop największych organizowanych w Polsce
sekscastingów wpadliśmy we Lwowie. Tam przy bulwarze
Tarasa Szewczenki kobietami handluje się jak
zwierzętami. Jak zauważyliśmy, wśród nabywców
dominowali Polacy. Są oni pośrednikami w handlu między
zachodnioeuropejskimi sutenerami a rosyjskimi i
ukraińskimi mafiosami: kupione kobiety wywożą do
Polski i tu ponownie je sprzedają, co najmniej za
dwukrotnie wyższą cenę. Na aukcjach organizowanych w
naszym kraju do "towaru" ze Wschodu dołączają Polki. -
Pomagaliśmy kobiecie, która została wystawiona na
aukcji i sprzedana. Opowiadała o tym straszne rzeczy.
Dziewczyny były "wypróbowywane" na miejscu, gwałcone,
straszone bronią. Grano o nie w karty - mówi Irena
Dawid-Olczyk z fundacji La Strada, walczącej z handlem
kobietami.
Na aukcjach kobiet zatrudnianych w domach publicznych
klient ma godzinę na wyłączność - rozmowę i
sprawdzenie kupowanych kandydatek. Kontrahent sprawdza
przede wszystkim, czy dziewczyny nie mają rozległych
blizn (duża blizna po cesarskim cięciu obniża wartość
kobiety), śladów poparzeń czy przebarwień skóry bądź
braków w uzębieniu. Cena zależy również od wieku
kandydatki, wzrostu, wielkości biustu, doświadczenia i
znajomości języków obcych. Jeśli klient ma ochotę, sam
może się przekonać o umiejętnościach kobiety. Wybrane
przez niego dziewczyny nie są już pokazywa-
ne następnym kontrahentom. Kolejność prezentacji jest
albo losowana, albo wynika z rangi klienta.
Pierwszeństwo mają wysłannicy domów publicznych z
zachodniej Europy oraz właściciele polskich agencji
dla VIP-ów. Cena Rosjanki i Ukrainki wynosi 1-4 tys.
euro, Polki, Wietnamki, Tajki, Brazylijki czy Kubanki
kosztują 4-7 tys. euro.
Na casting pod Kostrzynem nad Odrą trafiliśmy jako
wysłannicy właściciela dużego domu publicznego w
Kilonii (osoba ta została wtajemniczona w naszą
misję). Z organizatorem aukcji umówiliśmy się
telefonicznie, podając hasło (zmieniane przy okazji
każdego castingu). Po sprawdzeniu nas u kilończyka
organizator przyjechał po nas na przystanek
autobusowy. Miejscem castingu okazał się niewielki
pensjonat. Wprowadzono piętnaście dziewczyn: w
bieliźnie bądź lateksowych kombinezonach. Na początek
zaprezentowały się trzy: opowiadały, że mają za sobą
doświadczenia we Włoszech i Hiszpanii. Pokazywały
także aktualne badania lekarskie, w tym testy na
obecność wiru-
sa HIV. Za najtańszą (Ukrainkę) pośrednik żądał 2 tys.
euro, najdroższa (Brazylijka) kosztowała 7 tys. euro.
Dziewczyny podpisywały umowy na trzy lata. Co ciekawe,
większość nabywców wolała kupować kobiety, które
wcześniej pracowały jako prostytutki, zamiast młodych
amatorek.
Dziewczyny, które nie znajdą nabywcy podczas castingu,
dowożone są do klientów gorszej kategorii i
sprzedawane wprost z samochodu. Wzdłuż naszej
zachodniej granicy funkcjonuje swoisty targ obwoźny,
którego organizatorami są głównie Rosjanie i
Ukraińcy. - Nie korzystamy z dziewczyn sprzedawanych w
ramach obwoźnego handlu, bo obawiamy się, że są one
szantażowane bądź zmuszane do prostytucji - mówi
Joachim Cramer, mąż właścicielki agencji towarzyskiej
Ekstaza w Świnoujściu. Spotkaliśmy się z kilkoma
handlarzami obwoźnymi. Zaskoczyło nas to, że w ogóle
nas nie sprawdzali, nie bali się policyjnej
prowokacji.
Casting dla początkujących
Prostytutki, które od lat pracują w
zachodnioeuropejskich domach publicznych, bardzo
rzadko korzystają z sekscastingów. Trafiają na nie
głównie kobiety zaczynające w tym zawodzie albo
oszukane perspektywą innej pracy. Trafiają też
dziesiątki tysięcy Rosjanek, Ukrai-nek czy
Białorusinek, które już trudniły się prostytucją, ale
nie wiedzą, jak funkcjonuje zachodni seksbiznes, nie
mają wizy ani zaproszenia. Polska policja nie może
nadążyć ze sprawdzaniem informacji o kolejnych
aukcjach. W ostatnich pięciu miesiącach zatrzymano
zaledwie dwanaście osób trudniących się handlem
kobietami. Niedawno zlikwidowano grupę handlującą
Ukrainkami. Tarnobrzeska prokuratura oskarżyła m.in.
Ukrainkę Tatianę V., która sprzedawała swoje rodaczki
do domów publicznych w Rzeszowie i okolicach.
W Słupsku udało się namierzyć mężczyzn handlujących
nastolatkami ze Wschodu. W ręce policji wpadli też
dwaj Bułgarzy, którzy organizowali castingi dla
Niemców w okolicach Koła i Konina. Zlikwidowano
również polsko-niemiecką grupę eksportującą kobiety do
domów publicznych w miejscowości Schwalmtal. - Dzięki
współpracy ze strażą graniczną wykryliśmy aukcję
odbywającą się w hotelu pod Warszawą - mówi młodszy
inspektor Bogusław Tomtała z wydziału kryminalnego
Komendy Głównej Policji, który zajmuje się walką z
handlarzami kobiet.
Dziewczyny, które przedstawiono nam na castingach przy
zachodniej granicy, twierdziły, że biorą w nich udział
dobrowolnie. Jednak nawet te, które są sprzedawane
wbrew swojej woli, nie chcą zeznawać przeciwko
handlarzom. Dlatego procesy przeciwko organizatorom
handlu można policzyć na palcach jednej ręki, a
zapadające wyroki są zazwyczaj bardzo niskie. Sąd w
Szczecinie skazał na przykład trzech mężczyzn (dwóch
otrzymało wyroki w zawieszeniu) za sprzedaż piętnastu
kobiet do niemieckich domów publicznych. Szefowi grupy
wymierzono karę czterech lat więzienia. Na trzy lata
pozbawienia wolności skazał częstochowski sąd Jana K.,
który handlował kobietami z Turkami prowadzącymi domy
publiczne w Niemczech. - Takie sprawy rzadko wychodzą
na światło dzienne, bo kobiety są zastraszane. Gdy się
buntują, są przemocą zmuszane do odpracowania
pieniędzy, za które je kupiono. Handel kobietami to
bardzo zyskowny interes, dlatego zajmują się nim
świetnie zorganizowane gangi. W konfrontacji z nimi
dziewczyny nie mają wielkich szans - mówi Irena Dawid-
Olczyk z La Strady.
Niewolnictwo XXI wieku
W najnowszym raporcie Rady Europy dotyczącym handlu
kobietami Polska została określona (podobnie jak
Rumunia i Ukraina) jako europejskie centrum tego
procederu. Autorzy raportu zarzucają naszym władzom
bagatelizowanie problemu. Domagają się przyjęcia
europejskiej konwencji zakazującej handlu kobietami,
powołania narodowych pełnomocn