Dodaj do ulubionych

_________________Komisje samobójcze_______________

06.12.07, 10:44
Gdzie Komisja do sprawy samobójstwa prokuratora Janusza Regulskiego
który umorzył dochodzenie w sprawie pożyczki moskiewskiej
i powiązań ze śmiercią gen. Papały?

Gdzie Komisja w sprawie Sekuły?
polityka.w.polsce.org/161525-polityka/
Dlaczego nie nazywa się Komisją w sprawie nieprzestrzegania
regulaminu przez funkcjonariuszkę w czasie aresztowania
podejrzanego polityka o kontakty z "mafią węglową"?


Obserwuj wątek
    • cs137 Re: _________________Samobójstwa komisyjne________ 06.12.07, 11:04
      Nie wiem, do czego taki tytuł mógłby sie odnosić - ale brzmi intrygująco, nie?

      Moze samobójstwo Majakowskiego by podchodziło? Zważywszy na ostatnie słowa,
      krore rzekomo wypowiedział: "Towariszczi! Nie strielajtie po mnie!"

      Niektórzy twierdzą, że dodał jeszcze "Pożałujsta" - to by sie zgadzało z tym, ze
      ponoc Majakowski słynąl z wytwornych manier, co było ewenementem w bolszewickich
      kregach.
      • szach0 To są______________Samobójstwa komisyjne_______ 06.12.07, 11:17
        Samobójcze Komisje

        oskarżają o ferowanie wyroków... ferując wyrok!

        Wystapienia posłów SLD i PSL to tragiczna farsa i tragikomedia -
        połączona z żenującym popisem hipokryzji, niegodna statusu posła,
        jako wybrańca uczciwych obywateli a nie żadnych gangów i mafii,
        profanująca swym absurdem kontekstu z Św. Barbarą i świętowaniem
        Barbórki przez górników, narażonych korupcją gangów węglowych w
        kopalniach na niepotrzebną śmierć i naruszająca powagę śmierci
        człowieka dla ratowania haniebnych zaszłości kapitalizmu
        politycznego i to w polskim Sejmie.
        • rycho7 demokracja to bardzo zly ustroj 06.12.07, 15:48
          szach0 napisał:

          > jako wybrańca uczciwych obywateli

          Demokracja pozwala wybierac takze nieuczciwym obywatelom. Hasz
          ("chrzescianin") nie jest w stane pojac Jezusa, gdy ten wzywal aby
          pierwszy rzucil kamieniem kto bez grzechu.

          Ciekawe, czy tam u Was w sali Bogow, ktorys kiedys pojmie ze to nie
          Ty bedziesz Sedzia Ostatecznym i nie Ty bedziesz mowil co bylo/jest
          grzechem?

          > narażonych ... na niepotrzebną śmierć

          Kto Mieciem wojuje ten od Miecia ginie. Kopanie w ruchomym
          gorotworze jest samo z siebie smiertelnie niebezpieczne.
          Bezpieczniej jest zdechnac z glodu.

          > dla ratowania haniebnych zaszłości kapitalizmu

          Hasz wyje do swoich idoli, wlascicieli Slaska z poczatkow XIX wieku.
          • atolski21 Demokracja to nie ustroj dla insektow 06.12.07, 16:28
            W mrowisku czy w ulu demokracja nie moze istniec, bo kazdy insekt
            mysli jednakowo. Istnieje dyktatura krolowej. W Polsce demokracja
            nie moze zaistniec poniewaz 90% polaczkow nie ma umiejetnosci
            samodzielnego myslenia. Jedynie w Polsce nie bylo dekomunizacji.
            Jedynie w Polsce nie ma opozycji - istnieje tylko cyrk Po-PiSu.
            • rycho7 cuda, cuda, cuda, ... 06.12.07, 16:33
              atolski21 napisał:

              > W Polsce demokracja nie moze zaistniec

              Wbrew "naturze" (biskupow) istnieje. Widzisz Boze i nie grzmisz?

              > Jedynie w Polsce nie bylo dekomunizacji.

              Nie bylo takze wojny domowej. Sadzisz, ze wszystko do nadrobienia?

              Czeczenska teokracja naszym niedosciglym wzorem. Dobijemy Ruska.

              > Istnieje dyktatura krolowej.

              A jakie fermony wydziela B16 z Hitlerjugend?
              • jaceq Re: cuda, cuda, cuda, ... 06.12.07, 22:26
                rycho7 napisał:
                > Nie bylo takze wojny domowej. Sadzisz, ze wszystko do nadrobienia?


                Nie? A ekspedycja Oleśnickiego z maja 1439? Zebrzydowscy, Zborowscy, Lubomirscy,
                wojna o drób podkrakowski. Nic nie trzeba nadrabiać, nie mamy się czego przed
                światem wstydzić.
    • atolski21 Demokracja tylko dla homo sapiens 06.12.07, 17:25
      To straszenie wojna domowa z powodu dekomunizacji to pic na wode.
      Radykalna dekomunizacje przeprowadzono w Niemczech, Czechach,
      na Wegrzech, w Bulgarii, w Rumunii a nawet w Albanii.
      Ku zdumieniu calego swiata tylko polaczkom sie dekomunizacja nie
      udaje. A wiecie dalczego? Bo 90% narodku nadwislanskiego to
      bezmozgowa mamalyga ateistyczno-pseudokatolicka. Taki bezmyslny
      motloch nie potrafi sie rzadzic sam i jest ujezdzany przez
      cynicznych nie-slowian. No i dobrze tak idiotom , ktorzy nie
      zasluguja na wlasne panstwo.
    • atolski21 _Komisje samobójcze w tym Blidy - potrzebne 06.12.07, 22:45
      Najgorsze jest milczenie. Niech bedzie jak najwiecej tego typu
      komisji i takze komsja Blidy. Bo wiemy , ze te komisje beda
      ulomne i stronnicze - ale troche prawdy odkryja.
      A prawda jest taka,ze PiS-PO-LiD to to samo antypolskie lajno.
      Jedyna roznica to jedynie , ze PO-LiD sa to zlodzieje wielkich sum,
      eksperci od przekretow sumujacych sie w setki miliardow zlotych.
      PiS zas to male gnojki krasc nie potrafiacy chocby bardzo chcieli.
    • babariba-babariba tak się składa haszołku, że... 07.12.07, 13:19
      ...w czasie próby zatrzymania B. Blidy, nie była ona czynnym politykiem.
      Politykier Zi0bro natomiast przez kilka jeszcze miesięcy po jej śmierci uprawiać
      kazał śledztwo w sprawie jej rzekomych przewin.
      A potem się śledztwo9 to wzięło i zziob0wało.
      Jak zwykle w przypadku zi0browych rewelacji.
      • hasz0 Blida zabiła się sama. A nieczynny polityk nie odp 07.12.07, 14:06
        owiada prezd prawem za swe czyny?

        babariba-babariba napisała:
        > ...w czasie próby zatrzymania B. Blidy, nie była ona czynnym
        politykiem.

        Za jej śmierć nie odpowiada Ziobro, prokuratorzy którzy zarządzili
        aresztowanie ani nawet pilnująca ją agentka:
        Bo Blida sama odpowiadała za swoje czyny, jako b. poseł
        i minister budownictwa. Nie była pozbawiona praw ani
        ubezwłasnowolniona!

        Gdyby strzelała do innych - to co innego.

        Odpowiedzialności wyższych zwierzchników jest żadna za zajście, na
        które nie m ieli najmniejszego wpływu po decyzji prokuratorów o
        arsztowaniu.
        Wyrachowani politycy zbijają na tej śmierci polityczny kapitał,
        zwyczajnie wykorzystując samobójstwo do populistycznych wystapień
        pełnych zacietrzewienia, irarcjonalnych oskarżeń i jadu
        nieprzystającego do powagi smierci.

        Obserwowałem partyjniaków PZPR dla nich koleżeństwo i przyjaźń
        kończyła się tam gdzie zaczynał się interes i strach przed wpadką.
        Pierwsi odwracali się jak od trędowatego, gdy Komitet któregoś
        poddał krytyce partyjnej.
        Kto z nich ma na mysli wyjasnienie powiązań mafii węglowej?

        Kto z nich chce ukarania smierci górników sprzedanej za zysk?

        Czy słyszałes od komuchów choć jedno słowo w debacie nienawiści i
        odwetu za próbę ukarania mafii?

        Śmierć Barbary Blidy to następstwo decyzji jej samej. Decyzji, którą
        podjęła na skutek świadomości, jakie są konsekwencje tego, co
        wcześniej robiła. Co robiła za wiedzą (a zapewne i aprobatą)
        swoich "przyjaciół" z SLD i partii okolicznych.

        Niewinni bronią się przed oskarżeniami. Samobójstwo jest
        rozwiązaniem rozpaczliwym i ostatecznym, zupełnie ostatecznym. W
        znacznym stopniu rehabilituje, ale nie poprzez zaprzeczenie winom,
        ale przez przyznanie się do nich, zrozumienie i świadomość
        konsekwencji, jakie trzeba ponieść.

        • hasz0 ______________DLAczego nie ma tych komisji? 07.12.07, 14:25
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=73018581&a=73022319
        • babariba-babariba haszołku-matołku... 07.12.07, 14:30
          ...Zi0bro Zbynio aresztowywać kazywał różnych, co ich potem pozwalniać musiał
          kazać sąd. A takiego Dochnala, postkomuna zakluczyć kazała i do dziś go trzymają.
        • rycho7 Blida sama wpuscila do domu swych zabojcow 07.12.07, 18:35
          hasz0 napisał:

          > Bo Blida sama odpowiadała za swoje czyny

          Swego czasu dwoch kombatantow Legii Cudzoziemskiej nie chcialo
          wpuscic w Magdalence na posesje terrorystow panstwowych. Hasz
          slusznie uwaza, ze Blidowie powinni leworucjonistow obszczymurkowych
          IVRzeszy odstrzelic. Jednak nie kazdy tak jak Ty ma misje i wizje
          Lenina.
    • qwardian Re: _________________Komisje samobójcze__________ 07.12.07, 19:05
      rycho7 06.12.07, 15:48 Odpowiedz szach0 napisał:

      >Ciekawe, czy tam u Was w sali Bogow, ktorys kiedys pojmie ze to nie
      >Ty bedziesz Sedzia Ostatecznym i nie Ty bedziesz mowil co bylo/jest
      >grzechem?

      O wieczności mówisz, a nie o konkursie za najładniej zredagowany
      życiorys, podretuszowany tu i ówdzie, podpicowany z wierzchu...
      Jako katolik będę protestował, jeżeli mielibyście otrzymać
      przepustkę do życia wiecznego. Nasze drogi rozchodzą się i to jest
      mój warunek, bo wieczność to spory szmat czasu i ja z ateistami nie
      zamierzam ponownie dzielić przestrzeni zważywszy na ich rekord. To
      będzie mój twardy warunek, jeżeli wieczność zostanie mi zaproponowana
      • jaceq Re: _________________Komisje samobójcze__________ 07.12.07, 19:52
        qwardian napisał:
        > Jako katolik będę protestował, jeżeli mielibyście otrzymać
        > przepustkę do życia wiecznego.

        W tym momencie dedykuję Ci "Legendę połdawską" Marcela Ayme'go. Marcel napisał
        to opowiadanko jak raz dla takich katolików jak Ty. Niewątpliwie, z powodu
        napisania tego dziełka ateista Marcel ma zasługę w niebiosach.
        • jaceq Legenda połdawska 1 07.12.07, 19:56
          W mieście Czwerczsku żyła sobie stara panna imieniem Marichella Borbojé, która
          zasłużenie zdobyła sobie reputację osoby pobożnej i cnotliwej. Przynajmniej raz
          dziennie wysłuchiwała mszy, dwa razy w tygodniu szła do komunii, hojnie łożyła
          na Kościół, haftowała obrusy na ołtarze i rozdawała jałmużnę biednym najbardziej
          godnym polecenia. W każdej porze roku ubierała się na czarno, z mężczyznami
          rozmawiała tylko w wypadku skrajnej konieczności i zawsze ze spuszczonymi
          oczami, toteż nie budziła żadnej z tych złych myśli, które prowadzą do grzechu
          lubieżności, i sama też ich nie znała. Wreszcie, jakby po to, by mogła osiągnąć
          doskonałość, Bóg zesłał na nią wielką i bolesną próbę, która - o cudzie
          gorejącego serca! - spotęgowała jeszcze jej pobożność.
          Panna Borbojé z najczulszą i największą troską wychowywała osieroconego
          siostrzeńca Bobisława. To miłe, wielce obiecujące dziecko stara panna
          postanowiła wykształcić na notariusza i w prostocie swej powierzyła je
          państwowemu liceum - polegając na reputacji pedagogów tego zakładu - gdzie w
          szybkim tempie chłopak się zdemoralizował. Zwłaszcza filozofia okazała się dlań
          szczególnie zgubna, jak to często się zdarza pod kierunkiem nauczycieli
          ateuszów. Nauczył się tam mechanizmu ludzkich namiętności, by tym gorliwiej
          oddawać się własnym i wykorzystywać cudze. Zaczął palić, pić i patrzyć na
          kobiety oczami błyszczącymi ohydnym pożądaniem. Ponieważ nigdy tak nie patrzył
          na starą pannę, a od wina robił się wesół, tak iż mogło to uchodzić za dobry
          humor, nawet nie podejrzewała, że jej siostrzeniec schodzi na manowce.
          Po ukończeniu liceum Bobisław rozpoczął pracę u notariusza z Czwerczska, by
          przyuczyć się zawodu. Wtedy właśnie objawił całą swą podłą naturę. Pewnego
          popołudnia, pod nieobecność notariusza, Bobisław ukradł pieniądze z kasy,
          zgwałcił notariuszową i jej dwie służące, po czym zmusił je, by zeszły z nim do
          piwnicy, gdzie razem upili się wódką i różnymi winami. Siedmiu córek notariusza
          na szczęście nie było w domu, ale szkody i tak były znaczne. Okradziony i
          znieważony mąż przepędził aplikanta i poskarżył się pannie Borbojé.
          Stara panna, z sercem rozdartym odkryciem tak przedwczesnego zepsucia,
          ofiarowała swój ból Bogu i zabrała się do naprowadzania siostrzeńca na drogę
          cnoty. Był to trud daremny. Ten nędznik imał się dziesięciu rozmaitych fachów, w
          żadnym nie wytrwał i staczał się od upadku do upadku. W mieście Czwerczsku
          mówiono już tylko o jego wybrykach, orgiach, awanturach, o .dziewczętach i
          mężatkach, które skazywał na wstyd i hańbę, o dziwkach, z którymi się wiązał.
          Przez pięć lat panna Borbojé wierzyła, że któregoś dnia siostrzeniec się
          poprawi, niezmordowanie udzielała mu dobrych rad i pobożnych nagan oraz takiej
          ilości gotówki, ile było trzeba, by jej rady zaowocowały. Wreszcie przekonała
          się, że wyrozumiałość tylko utwierdza siostrzeńca w grzechu, i pomyślała, że
          niedostatek przywoła go do porządku. Toteż kiedy pewnego wieczoru poprosił ją o
          pieniądze, miała odwagę powiedzieć „nie".
          Tak się rzeczy miały, kiedy wybuchła wojna. Od dawna lud połdawski żył w
          niezgodzie z sąsiednim ludem małmuckim. Nowe spory wybuchały co chwila między
          dwoma wielkimi państwami, a szansę na porozumienie były tym mniejsze, że obydwa
          miały rację. Sytuacja była już bardzo napięta, kiedy poważny incydent dopełnił
          czary. Chłopczyk z Małmucji beztrosko nasikał przez granicę i zrosił terytorium
          połdawskie. Tego było za wiele dla połdawskiego ludu - jego honor został
          zbeszczeszczony i natychmiast ogłoszono mobilizację.
          Miasto Czwerczsk ogarnęło wielkie poruszenie. Mężczyźni zostali wezwani do
          obrony ojczyzny w niebezpieczeństwie, a kobiety zabrały się do robienia swetrów.
          Panna Borbojé wyróżniła się swetrem tyleż ściśle robionym co obszernym, ona też
          zapaliła w kościele najgrubsze świece na intencję zwycięstwa wojsk połdawskich.
          Bobisław skończył dwudziesty ósmy rok życia i został z miejsca zmobilizowany do
          pułku huzarów stacjonujących w mieście. W nowym mundurze i lederwerkach, w czako
          z piórem na głowie i czterema stopami szabli obijającej się o kolano poczuł się
          szalenie ważny i zaraz zaczął wykorzystywać przywileje dzielnego obrońcy ziemi
          połdawskiej. Jego bezczelność i zuchwałość były wprost bezgraniczne. Oczekując
          na wymarsz do boju traktował wojnę jako okazję do pijaństwa, obżarstwa i zabawy,
          a jego wymagania wobec cywilów z dnia na dzień stawały się coraz bardziej
          wygórowane pod pretekstem, że nastawia za nich pysk. Nie było w mieście kobiety
          ani dziewczyny, na którą nie ośmieliłby się podnieść oczu i ręki, gonił je i
          przyciskał nawet w kościele, nawet w ich własnych domach, sięgając bezwstydnie
          do kieszeni ojca lub przerażonego męża, ograbiając w razie potrzeby przechodniów
          pod pozorem zbiórki na obronę kraju. Panna Borbojé, która do tej pory zachowała
          resztki uczucia dla wykolejonego siostrzeńca, znienawidziła go z całą
          żarliwością i siłą, do jakiej tylko cnota jest zdolna wobec kreatury
          ucieleśniającej najpodlejsze występki. Nienawiść ta, którą uważała za swój
          najświętszy obowiązek, nie powstrzymywała wojaka od składania jej wizyt. Jego
          osobę zapowiadał stek ohydnych przekleństw rozlegających się już na rogu ulicy,
          na której mieszkała stara panna. Zataczając się i zawadzając szablą o meble, nie
          uznając innego pozdrowienia jak bluźnierstwo, nakazywał jej z wrzaskiem i
          rzucając obelgami wyciągać pieniądze, i to szybko. Nie jednokrotnie, kiedy nie
          spieszyła się z wykonaniem polecenia, obnażał szablę i groził świętej dziewicy,
          że ją wzdłuż przepołowi.
          • jaceq Re: Legenda połdawska 2 07.12.07, 19:56
            Wreszcie po sześciu miesiącach hultajskiego i zbójeckiego życia huzar Bobisław
            załadowany został wraz z koniem na wagon i Wysłany prosto na front. W mieście
            Czwerczsku wszyscy odetchnęli z ulgą. Radość tych poczciwych ludzi była tak
            wielka, że w dniu jego wyjazdu ogłoszono piękny komunikat, który - zresztą
            przeszedł nie zauważony. Pannie Borbojé zdawało się, że zaczyna nowe życie,
            jasne i pełne spokoju. Wróciła do równowagi. W swych modlitwach odnajdywała
            akcenty dziecięcej słodyczy, a skrzydła serafinów szeleściły w jej snach.
            Od wyjazdu Bobisława minęło sześć miesięcy, wojska połdawskie zaznały różnych
            doli i niedoli, kiedy epidemia zakaźnej grypy spustoszyła miasto Czwerczsk.
            Panna Borbojé była jedną z pierwszych ofiar. Śmierć przyjęła pogodnie - spisała
            testament na rzecz najbardziej nabożnych akcji w kraju, z rzeczową dewocją
            przyjęła ostatnie sakramenty i zmarła o piątej nad ranem z imieniem Boga na
            ustach. Kiedy wieść o tym rozeszła się po mieście, wszyscy zgodnie orzekli, że
            wieczorem panna Borbojé będzie jeść kolację z aniołami w Raju.
            Dochodząc do Bram Nieba panna Borbojé ujrzała dziwne widowisko, którego sensu
            początkowo nie pojęła. Drogi zapchane były kolumnami żołnierzy defilujących
            między dwoma rzędami cywilów, którzy leżeli lub siedzieli w kucki i przyglądali
            się wojskowym, wzrokiem pochmurnym i pozbawionym złudzeń. Panna Borbojé
            spokojnie dreptała u boku kolumny wstępującej, kiedy usłyszała, że ktoś woła ją
            po nazwisku. Odwróciwszy głowę ujrzała wśród siedzących na skraju drogi cywilów
            notariusza, którego żonę zhańbił Bobisław. Poczciwiec wyprzedził ją w grobie o
            dwa tygodnie, a teraz złożył jej kondolencje i z dobrotliwie ironicznym
            uśmiechem spytał, dokąd się tak śpieszy.
            - Idę się rozliczyć z mojego życia - odpowiedziała.
            - Niestety! - westchnął notariusz - czas zdawania rachunków nieprędko dla nas
            nastąpi.
            - To pan to mówi. Chciałabym wiedzieć, dlaczego miano by odmówić mi...
            - Sprawa jest prosta, wystarczy spojrzeć trzeźwo, żeby się o tym przekonać. Od
            kiedy na granicach połdawskich szaleje wojna, tutaj zajmują się tylko
            żołnierzami. Wchodzą do nieba czwórkami, bez żadnego rachunku sumienia, bez
            rozliczania się z grzechów, jakie mogli popełnić.
            - Niemożliwe - wyszeptała stara panna. - To byłoby straszne...
            - Przeciwnie, nic bardziej sprawiedliwego. Ci, co umierają za świętą sprawę,
            zasłużyli sobie na Niebo. I tak jest właśnie w przypadku połdawskich żołnierzy,
            którzy walczą o słuszną sprawę i mają za sobą Boga, Tak jest również w przypadku
            wojowników małmuckich. Nie mówiono nam tego, ale Bóg jest z nimi także. W sumie
            to bardzo wielu ludzi, a boję się, że wojna potrwa jeszcze długo. Po obu
            stronach morale armii jest wysokie, generałowie nigdy nie wykazywali tyle
            geniuszu, nie ma co liczyć na to, że zajmą się nami przed zakończeniem wojny. I
            tak będziemy mieli szczęście, jeśli nasze papiery nie zawieruszą się w tym
            bałaganie.
            Początkowo panna Borbojé była bardzo przygnębiona rewelacjami notariusza. Po
            namyśle zwątpiła w ich prawdziwość. Za życia był dość uczciwym człowiekiem, ale
            nigdy nie przejawiał wielkiej żarliwości w sprawach religii, a poza tym zyskał
            sobie opinię skąpca i żarłoka. Nie trzeba było aż tyle, by potępić jego duszę.
            Żołnierze, pieszo i konno, ze śpiewem wkraczali w jaśniejące Bramy Nieba,
            których szeroko otwarte wrota tworzyły szeroką aleję. Przy bramie na obłoku
            siedział święty Piotr; czuwał nad defiladą wojsk i liczył żołnierzy. Panna
            Borbojé, w nieświadomości czystego sumienia, wyszła odważnie na środek alei.
            Podszedł do niej archanioł i odezwał się niewypowiedzianie słodkim głosem, który
            brzmiał już jak rajska muzyka:
            - Zawracaj, stara. Dobrze wiesz, że wstęp na tę aleję jest cywilom wzbroniony.
            - Piękny aniele, zapewne nie wiesz, kim jestem - panna Borbojé z Czwerczska. Mam
            sześćdziesiąt osiem lat, jestem jeszcze dziewicą i całe życie żyłam w miłości
            Bożej i bojaźni przed świętym jego imieniem. Proboszcz naszej parafii, mój
            spowiednik...
            Wyliczając w niewinności swojej cnoty upoważniające ją do pobłażliwości
            trybunału szła cały czas naprzód mimo protestów archanioła, który daremnie
            próbował jej przerwać.
            - Przecież mówię ci, że aleja...
            - ...Modlitwa poranna, dziękczynienia, msza o szóstej bez względu na pogodę. Po
            mszy specjalna inwokacja do św. Józefa i podziękowania Najświętszej Pannie.
            Różaniec
            o dziesiątej, czytanie rozdziału z Ewangelii, benedicite w południe...
            Wbrew rozkazom archanioł przysłuchiwał, się jej uważnie. Nie ma nic bardziej
            interesującego i pasjonującego dla stworzeń niebieskich jak litania zasług i
            dobrych uczynków starej panny dewotki. Ciekawość, z jaką na tym padole czytamy
            powieść Aleksandra Dumas, nie daje nam najsłabszego pojęcia o dreszczu bolesnej
            rozkoszy, jaka je ogarnia, kiedy słyszą o tysiącach drobnych codziennych
            wysiłków na rzecz Dobra.
            -Posłuchaj - powiedział dobry archanioł - twój przypadek wydaje mi się
            interesujący. Spróbuję coś dla ciebie zrobić.
            Zaprowadził pannę Borbojé do stóp obłoku, na którym tronował święty Piotr, i
            wzbiwszy się w górę jednym uderzeniem skrzydeł zaszeptał coś do ucha wiecznego
            Klucznika. Ten słuchał go uważnie, nie tracąc jednak z oczu maszerujących żołnierzy.
            Sprawa była prawie załatwiona, zakaz dla panny Borbojé uchylony, kiedy inny
            archanioł nachylił się nad lewym uchem świętego Piotra i poinformował go, że na
            granicy połdawskiej rozpoczęła się wielka ofensywa wiosenna. Święty Piotr gestem
            ręki jakby zmiótł wszystkich cywilów i zaczął wydawać rozkazy.
            • jaceq Re: Legenda połdawska 3 07.12.07, 19:58
              Odepchnięta do cywilów siedzących przy drodze, którą przyszła, panna Borbojé, z
              sercem pełnym straszliwego niepokoju, szła teraz naprzeciw napływającym coraz
              liczniej wojskom. Piechurzy, strzelcy, dragoni, artylerzyści kroczyli mniej
              więcej po porządku, mieszając się tylko niekiedy z innymi rodzajami broni i
              głośny zgiełk unosił się nad wielką maszerującą armią. Oficerowie wykrzykiwali
              rozkazy, żołnierze strzelali, lżyli się wzajemnie, wyzywali cywilów,
              dowcipkowali na temat kobiet i chórem ryczeli świńskie piosenki należące do
              bohaterskich tradycji. Od czasu do czasu nie kończący się pochód zatrzymywał
              się. Jedne szeregi następowały na drugie, a bałagan i przymusowe postoje
              rozniecały burze złorzeczeń:
              artylerzyści klęli piechurów, ci zaś wymyślali dragonom i grenadierom. Ogłuszona
              zgiełkiem, panna Borbojé była już bliska myśli, że znalazła się w piekle.
              Ogłupiała, szła wzdłuż drogi, najczęściej rowem, szukając w tłumie apatycznych
              cywilów notariusza z Czwerczska albo jakiejś innej znajomej osoby, której
              towarzystwo byłoby jej pociechą. Kilka razy buchnął jej prosto w twarz plugawy
              refren trąbiony przez sto gardeł. Zmęczona i zrozpaczona, usiadła wreszcie w
              przydrożnym rowie i zalała się łzami.
              Na wprost panny Borbojé stał oddział huzarów, który miał zatarasowaną drogę. Na
              czele oddziału jechał stary kapitan z siwym wąsem, który pod pachą niósł dumnie
              własną głowę w huzarskim czako i uspokajał niecierpliwego wierzchowca.
              Zdenerwowany przedłużającym się czekaniem, nadział- głowę na szablę i podniósł
              ją w wyciągniętej ręce, żeby zobaczyć, co się dzieje na przedzie. I nagle uwagę
              panny Borbojé zwrócił krzyk głośny i pełen oburzenia.
              - Czwerczska cholera! - krzyczał stary kapitan. - Znów te świnie z taborów!
              Mogłem się tego domyślić! Bydło! Tchórze! Trzymają się na koniu jak żandarm na
              nogach! Tabory w Raju! Czemu nie pracownicy gazowni? Do kroćset Czwerczsków!
              I wszyscy. huzarzy stojąc w strzemionach podchwycili za nim:
              - Precz z taborami! Wszyscy żołnierze z taborów to szuje! Tabory do piekła!
              Po czym zgodnie zaintonowali hymn na swą własną chwałę, zaczynający się od słów:
              Kiedy czwerczscy huzarzy idą ulicami,
              Wtedy czwerczskie dziewczyny majtają nogami...
              Panna Borbojé nie mogła już wątpić, że ma przed sobą huzarów z czwerczskiego
              garnizonu,
              Poznała zresztą starego kapitana z siwym wąsem, gdyż niegdyś nieraz widziała,
              jak szlifował szablą bruki miasta. Miał nawet kochankę, dziewczynę lekkich
              obyczajów, której kupował futra i jedwabne suknie. Stara panna zadrżała na myśl,
              że Bramy Nieba otwarte są dla mężczyzny winnego posiadania kochanki. Dostrzegła
              w szeregach wiele jeszcze znajomych twarzy, między innymi młodego podporucznika,
              ładnego jak dziewczyna. Lubił przebywać w towarzystwie pięknych jak on chłopców
              i opowiadano o nim różne rzeczy, których dobrze nie rozumiała, uważała je jednak
              za podejrzane, gdyż damy zawsze ściszały przy tym głos. I oto szedł teraz prosto
              do Raju.
              Panna Borbojé przyglądała się ostatnim szeregom i wtem wyrwał się z jej piersi
              głośny krzyk zgrozy i zdumienia. W kawalerzyście stojącym z tyłu kolumny
              rozpoznała swego nicponia, Bobisława. W odruchu buntu poderwała się z ziemi. Ten
              hultaj bez serca i czci, ten bandyta, ten cyniczny rozpustnik oddający się
              najbardziej haniebnym występkom, bez problemu dostaje się do Raju, podczas gdy
              ona latami czekać będzie na wstęp, którego być może jej odmówią. Na wspomnienie
              swego skromnego życia starej panny, swych modlitw i dobrych uczynków, uczucie
              buntu zalewające jej serce ustąpiło miejsca nieodwracalnemu, zdawałoby się,
              głębokiemu zniechęceniu. Tymczasem Bobisław. również ją poznał i przepychał się
              na koniu skrajem drogi W jej kierunku.
              - No proszę, starucha! - powiedział. - Oto, gdzie się spotykamy.
              „Starucha", wyrażenie połdawskie, które dosłownie znaczy „stara", ma odcień
              pejoratywny, jak najbardziej lekceważący. W ustach Bobisława zabrzmiało to
              zjadliwie.
              - To zabawne, że oboje zdechliśmy w tym samym czasie - powiedział. - Jak
              widzisz, nie skończyłem aż tak źle, jak mi wróżyłaś. Tym razem przyszłość mam
              zapewnioną. Jeśli dobrze rozumiem, nie możesz powiedzieć tego o sobie, co?
              Panna Borbojé nie mogła znieść okrutnej ironii, ukryła twarz w dłoniach i
              rozszlochała się. Rozczulony Bobisław powiedział łagodnie:
              - Nie płacz. W gruncie rzeczy nie jestem taki zły, na jakiego wyglądam. Czekaj,
              wyciągnę cię z kłopotu. Siadaj za mną.
              Panna Borbojé zawahała, się, ale że kolumna właśnie ruszyła do przodu, Bobisław
              schylił się, schwycił ją w ramiona i posadził okrakiem za sobą.
              - Obejmij mnie w pasie i mocno się trzymaj. Nie bój się pokazać uda, nikt od
              tego nie oślepnie. A co nowego w Czwerczsku?
              - Umarł notariusz. Dopiero co spotkałam go na skraju drogi.
              • jaceq Re: Legenda połdawska 3 07.12.07, 19:59
                - Biedaczysko. Zgwałciłem mu żonę, pamiętasz? Panna Borbojé bynajmniej nie czuła
                się dobrze i zastanawiała się, czy nie poprosić Bobisława, żeby pozwolił jej
                zsiąść. Dla starej panny, opatrzonej najświętszymi sakramentami, była to
                doprawdy dziwna sytuacja: cwałowała siedząc za huzarem na końskim zadzie, pośród
                żołnierzy, którzy na ten widok śmiali się do rozpuku. Ale nie to było najgorsze,
                jeszcze nie to. Jeżeli ktoś ma za sobą życie strawione na poszukiwaniu
                chrześcijańskiej doskonałości, to odczuwa piekący wstyd, gdy zbawienie
                zawdzięczać musi hultajowi zbrukanemu najczarniejszymi grzechami. Odczuwa
                również nie mniej piekący wstyd, kiedy uświadomi sobie, że wkracza do Nieba
                podstępem.
                - Nikogo nie widziałem, nikogo nie brałem - powiedział Bobisław. - Trzymaj się
                mocno.
                „Niezbadane są wyroki Opatrzności" - pomyślała panna Borbojé z odrobiną
                hipokryzji. Konie szły stępa, częste przystanki przedłużały jeszcze jej mękę.
                Wreszcie grupa kawalerzystów wjechała na aleję na wprost Bram Nieba. Trąby
                niebiańskie zaintonowały marsz czwerczskich huzarów i czoło oddziału wkroczyło
                pod sklepienie bramy. Rozparty na obłoku święty Piotr czujnym okiem śledził
                wchodzących żołnierzy.
                - Schowaj się za mną - szepnął Bobisław. Rada była zbyteczna. Panna Borbojé,
                skulona ze wstydu i strachu, w swoim czarnym stroju sprawiała wrażenie kupki
                łachów zapomnianej na końskim zadzie. Koń już wsuwał szyję we wrota, kiedy z
                obłoku. rozległ się gromki głos:
                - Hej tam, żołnierzu, stop! - krzyczał święty Piotr. - Cóż to za kobietę
                posadziłeś za sobą?
                Stara panna ze strachu nie mogła się dłużej utrzymać i omal nie spadła z
                wierzchowca. Kawalerzysta Bobisław podniósł się lekko w strzemionach i swobodnym
                ruchem uchyliwszy czako odpowiedział świętemu Piotrowi głosem męskim i pewnym:
                - To dziwka pułkowa!
                - A, w porządku... Jechać!
                Panna Borbojé z jękiem przełknęła to najwyższe upokorzenie, ale w sekundę
                później nie myślała już o tym, gdyż weszła do Bożego Królestwa, gdzie „jak" i
                „dlaczego" nie znaczą już absolutnie nic.


                KONIEC
                • rycho7 jak smiesz tak obrazac weteranow Wietnamu 07.12.07, 21:06
                  jaceq napisał:

                  > - To dziwka pułkowa!
      • rycho7 pierwszy raz zgadzam sie z Qwardianem 07.12.07, 20:45
        qwardian napisał:

        > Jako katolik będę protestował, jeżeli mielibyście otrzymać
        > przepustkę do życia wiecznego.

        Trzymam Cie za slowo. Przenigdy nie chcialbym zyc wiecznie, czy tez
        po Twojemu zazywac zywota wiecznego. Nie lubie chinskich tortur.

        > jeżeli wieczność zostanie mi zaproponowana

        Jestes czleczkiem malej wiary. "Jezeli" u religianta?
        • andrzejg Re: pierwszy raz zgadzam sie z Qwardianem 07.12.07, 21:05
          rycho7 napisał:
          >
          > > jeżeli wieczność zostanie mi zaproponowana
          >
          > Jestes czleczkiem malej wiary. "Jezeli" u religianta?

          bo on się waha z której religii wystartować w tą wieczniść
          W islamie ma obiecane hurysy

          A.
          • rycho7 nie wystarczy Ci jedna po 60 latach? 07.12.07, 21:13
            andrzejg napisał:

            > W islamie ma obiecane hurysy

            40 sztuk przez wiecznosc. Po 2400 tysiacach lat zacznie sie tortura.

            Jezeli mamy byc szczesliwi to musimy zachowac swoj tryb zycia.
            Neandertalczycy musowo beda na nas polowac.
            • haszszachmat _________wizja nieba hultajom dopiekła? 10.12.07, 09:55
              Samodzielnie, krytycznie myślący, wyznający system wartości
              nawiązujący do tradycji, do narodu, do solidarności, honoru, wiary i
              szacunku do innego człowieka, do sprawiedliwego prawa, równych
              szans, nienawidzący cynizmu i hipokryzji, populizmu i zaprzaństwa
              nie znajdzie uznania u osób o mentalności kupieckiej, elastycznie
              opowiadających się w każdych warunkach po stronie zysku.

              Kolaboracja z SB, matactwa i afery kilkunastu lat są traktowane
              propagandowo jako pretekst dla użytecznych haseł do przejęcia władzy
              a nie do realizacji rzeczywistego programu wyeliminowania ich z
              życia politycznego i gospodarczego.

              Piekło jest niebem dla strażników i palących w kotle.
              Niebo katastrofą dla diabłów.




              • rycho7 Re: _________wizja nieba hultajom dopiekła? 10.12.07, 11:06
                haszszachmat napisał:

                > nie znajdzie uznania u osób o mentalności kupieckiej

                Roznimy sie zasadniczo w recepcie ulzenia najbiedniejszym. Ja
                chcilabym im dac wedke, Ty przyblizyc do Boga. To ostatnie
                oczywiscie ze sredniowiecznym dopowiedzeniem, ze Bog rozpozna
                swoich, czyli niewinne ofiary masowych mordow.

                > Niebo katastrofą dla diabłów.

                Przeciwnoscia monopolu (monoteizmu) jest konkurencja,
                bioroznorodnosc, demokracja. Gnojarek skomplementowal mnie
                zaliczeniem do szatanow (koniecznie w liczbie mnogiej).

                Nie pojmiesz nigdy, ze dla myslacych wizja nieba nie jest oferta.
                Wciskasz kit. Zmien utowarowienie.

                Bog jedyny, faraon Seti zmarl 3300 lat temu. Nie przywrocisz jego
                wartosciow. Obecnie wladza pochodzi od ludu.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka