Talmud - chlostaj dzieci

IP: *.zabkowska.sdi.tpnet.pl 25.08.03, 18:42
mamy cykl wyrwanych z kontekstu cytatow z koranu wiec tu cus malego z
talmudu wink

"Nie nalezy grozic dzecku kara, ale albo je wychlostac od razu, albo zmilczec
i nic nie mowic."
Simechot 2
    • Gość: Blong kobiety smierdza IP: *.zabkowska.sdi.tpnet.pl 25.08.03, 18:44
      "Zapytano Rabbiego Jehoszue: Dlaczego kobieta uzywa wonnosci, a mezczyzna ich
      nie uzywa? Odrzekl: Adam stworzony zostal z ziemi, a ziemia nigdy nie cuchnie.
      Zas Ewa zostala stworzona z kosci. A oto przyklad: pozostaw mieso trzy dni bez
      soli, a natychmiast zacznie cuchnac."
      Bereszit Rabba 17
      • pit_b No, ten rabbi za madry nie byl (n/t) 25.08.03, 19:00
    • Gość: Blong kobiety stworzone do rodzenia IP: *.zabkowska.sdi.tpnet.pl 25.08.03, 18:46
      "Rabbi Chija nauczal: Kobieta stworzona jest tylko po to, zeby byc piekna.
      Kobieta stworzona jest tylko do rodzenia dzieci. I jeszcze nauczal Rabbi Chija:
      Kobieta jest stworzona tylko po to, zeby sie stroic.""
      Ketuwot 59
    • pit_b Re: Talmud - chlostaj dzieci ??? 25.08.03, 18:48
      Niestety, w swoim tytule mijasz sie z prawda
      o kilka ladnych kilometrow.
      1) Ten przepis jest najwyrazniej skierowany
      przeciw pustym pogrozkom, psychicznemu
      znecaniu sie nad dziecmi (bardzo slusznie)
      2) Daje wyrazna alteranatywe, nie kaze bic.

      Czytac ze zrozumieniem trzeba.
      Pit
      • Gość: Blong Re: Talmud - chlostaj dzieci ??? IP: *.zabkowska.sdi.tpnet.pl 25.08.03, 18:49
        daje dwie alternatywy
        bij albo nie bij
        nie zakazuje bicia a poleca go jako jedno z rozwiazan
        • pit_b Re: Talmud - chlostaj dzieci ??? 25.08.03, 18:54
          A jednak, istota przepisu jest cos innego, niz
          to, co eksponujesz. Punkt 1. Jakbys zajrzal
          do dobrych podrecznikow pedagogiki, to
          bys sie zdumial o ile ta zasada wychowawcza
          wyprzedza swoje czasy.

          Duch, chlopie. Czytac trzeba ze zrozumieniem.
          Pozdrawiam
          Pit
          • Gość: Blong Re: Talmud - chlostaj dzieci ??? IP: *.zabkowska.sdi.tpnet.pl 25.08.03, 18:56
            zauwaz ze ja nie twierdze nic innego niz ze sa dwie alternatywy rowne sobie a
            jedna z nich jest chlosta
            • pit_b Re: Talmud - chlostaj dzieci ??? 25.08.03, 18:59
              Czyzby chlosta (bicie) nie byla, jeszcze niedawno,
              normalnym srodkiem wychowawczym we wszystkich
              kulturach? Co w tym dziwnego?

              Widze, ze dalej nie zrozumiles istoty madrej rady,
              ktory mowi: karaj szybko, albo wcale.

              Pozdrawiam
              Pit
              • Gość: Blong Re: Talmud - chlostaj dzieci ??? IP: *.zabkowska.sdi.tpnet.pl 25.08.03, 19:03
                biorac doslownie jak jest moda na tym forum /wstep/
                chlostaj albo nie - ale chlosta pozostaje
                zauwaz ze argument o zwyczajach kilka set/tysiecy lat wczesniej dokladnie
                pasuje do koranu, ale jakos malo kto go zauwaza i malo kto broni tutaj
                • pit_b Zasadnicza roznica 25.08.03, 19:25
                  Nie wiem, na ile znasz Koran, Tore oraz praktyke
                  Islamu i judaizmu. Koran jest, w istocie, bardzo
                  szczegolowym zbiorem przepisow do wiernego
                  stosowania. Wiele z tych przepisow utrwala
                  jednoznacznie nienawisc do innych wyznan.
                  Praktycznie nie masz swobody interpreacji.
                  Posluszenstwo, to centrum Islamu.

                  Judaizm jest zdecydowanie bardziej otwarty.
                  Tora nie ma charakteru zbioru przepisow,
                  z Twoich postow nawet widac, ze to raczej
                  zbior ludowych madrosci. Mozliwe sa w judaizmie
                  spory teologiczne, nienawisc do innowiercow nie
                  jest silnie akcentowana.

                  Mozliwe, ze jest szansa na otwarcie sie Islamu
                  na swiat i jakies swieze powiewy nowych
                  interpretacji. Na razie jednak, wyglada to dosyc
                  smutnie. Nie pisze z teorii. Mieszkalem w
                  stosunkowo cywilizowanym kraju islamskim
                  przez 2 lata.

                  Pozdrawiam
                  Pit
                  • Gość: Blong Re: Zasadnicza roznica IP: *.zabkowska.sdi.tpnet.pl 25.08.03, 19:32
                    zauwaz jedno, jak interpretacja islamu w roznych okresach historycznych sie
                    rozni
                    naprz. skoki miedzy tolerancja dla chrzescijan i zydow i nawracanie tychze, a
                    ciagle wyznawali jeden i ten sam koran
                    porownaj tez zachowanie muzulmanow z roznych spolecznosci o roznych tradycjach
                    i znow zobaczysz olbrzymie roznice choc ciagle koran jest jeden i ten sam i
                    wszyscy w swoim zachowaniu powoluja sie na niego
                    i na koniec popatrz na osame ktory twierdzi ze postepuje zgodnie z koranem i
                    mnostwo wypowiedzi muzulmanow z roznych krajow /i arabskich naprz. egipt/
                    potepiajacych osame ze dziala niezgodnie z koranem
                    wiec jak widzisz mozliwosci interpretacji sa duze
                    • pit_b Re: Zasadnicza roznica 25.08.03, 19:43
                      W przypadku Osamy bin Ladena, klopoty z
                      interpretacja nie dotycza teologii, a oceny stanu
                      faktycznego. Tzn., centralne jest tu pytanie, czy
                      USA sa wojujacym wrogiem Islamu. Faktem jest,
                      ze na takie pytanie, twierdzaco moze odpowiedziec
                      tylko psychopata, tu wlasnie zaczyna sie problem
                      bin Ladena i jego kolegow.

                      Na pewno Koran mozna sprobowac zinterpretowac
                      w duchu otwartosci. Problem w tym, ze jest to
                      dosyc trudne, ze wzgledu na bardzo konkretny styl
                      tej natchnionej ksiegi. Tak, czy inaczej, obecnie
                      Islam brnie w slepa uliczke, nie widac swiezych idei.

                      Pozdrawiam
                      Pit
                      • Gość: Blong Re: Zasadnicza roznica IP: *.zabkowska.sdi.tpnet.pl 25.08.03, 19:53
                        zauwaz ze miales w historii okresy kiedy islam byl bardzo otwarty na nauke i
                        bardzo zamkniety na wszelkie nowe mysli i znow wszyscy korzystali z jednej i
                        tej samej ksiegi
                        zreszta ja uwazam ze aktualny kurs czesci muzulmanow - powrot do powiedzmy
                        ortodoxyjnej wykladni i potepianie wszystkiego co inne - jest spowodowany obawa
                        z dominacji zachodniej kultury i odejscia ludzi od tradycji
                        zreszta nie trzeba patrzec az na islam, taka sama tendencje ma przeciez i czesc
                        kosciola katolickiego
                        • pit_b Problem 25.08.03, 20:07
                          Tak czy inaczej, maja dzis duzy problem
                          i my tez. Chca bogactwa swiata zachodniego,
                          a nie chca zachodniego stylu zycia.
                          To widac nawet wsrod imigrantow.

                          Chca duzo konsumowac, ale nie potrafia pogodzic
                          tego ze swoja religia. Chca zachowac tozsamosc,
                          ale ciagnie ich bardziej prezna kultura Zachodu.
                          Nie bardzo sobie z tym wszystkim radza i
                          dlatego bardzo nas nienawidza.
                          Koran tez nie bardzo tu pomaga.

                          Co proponujesz?

                          • Gość: Blong Re: Problem IP: *.zabkowska.sdi.tpnet.pl 26.08.03, 00:32
                            owszem problem
                            i to w stwierdzeniu "bardzo nas nienawidza"
                            czy ty uwazasz ze abdul z pcimia pustynnego przy rijadzie naprawde mysli tylko
                            o tym jak zamordowac wszystkich niemuzulmanow ?
                            to raczej jakas dziwna wizja bo arabow poznalem w zyciu dosyc sporo a
                            ekstremistow /ktorymi ponoc sa wszyscy tylko z racji swojej wiary/ byl zupelny
                            ulamek, powiedzialbym ze podobny procent jak rydzykowcow w polsce
    • Gość: Blong nie rozmawiaj wiele z zona IP: *.zabkowska.sdi.tpnet.pl 25.08.03, 18:52
      "Jose ben Jochanan z Jerozolimy powiada: Nicha dom twoj bedzie otwarty na
      osciez i niech ubodzy beda twymi domownikami, a nie rozmawiaj wiele z zona.
      Mowa tu o zonie wlasnej, a coz dopiero o zonie przyjaciela!
      Stad powiadaja medrcy: Kto rozmawia wiele z zona, sprowadza zlo na siebie,
      zaniedbuje slowa Tory, a w koncu znajdzie sie w piekle."
      Awot 1,5
      • Gość: Zuzia Re: nie rozmawiaj wiele z zona IP: *.proxy.aol.com 17.11.03, 12:52
    • miriamfirst_ Re: Talmud - o Ewie 25.08.03, 18:55
      Talmud nie jest opiniotwórczy. To nie jest wyrocznia. Talmud to dyskusje wielu
      rabinów, bardzo, bardzo wielu.
      Można znaleźć w Talmudzie wiele cytatów, w których rabini piszą, że kobieta
      jest delikatniejsza (od mężczyzny), subtelniejsza, pachnąca, i w ogóle ponad
      wszystko. Porównują Ją do "boskiego mieszkania" - ponieważ posiadła zdolnośc
      rodzenia dzieci.
      Hej Blong, a wogóle, to zaatakuj sprawę globalnie: napisz o Ewie, i zaproponuj
      nam, kobietom odpowiedzialność zbiorową. Bo co to jest? gdyby nie wrąbała tego
      jabłka, to siedziałbyś sobie w Gan Eden, popijał zimne pifko, Pan Bóg
      przechadzałby się, a tak?

      Ukłony

      Miriam
      • Gość: Blong Re: Talmud - o Ewie IP: *.zabkowska.sdi.tpnet.pl 25.08.03, 18:58
        pachnaca bo musi uzywac pachnidel smile))
        i tak na marginesie przeczytaj wstepniak
        nie twierdze w odroznieniu od tych co tu "cytuja" koran ze to jedyna
        sprawiedliwa wykladnia, ale wybieram sobie rozne smakowite kawalki, nie
        moge ? smile_
    • Gość: Blong o lekarzach IP: *.zabkowska.sdi.tpnet.pl 25.08.03, 19:06
      "Lekarz, ktory leczy za darmo, nic nie jest wart"
      Bawa Batra 85

      "Chocby najlepszy lekarz - do piekla z nim"
      Kidduszin 82

      "Przyslowie powiada: Szanuj swojego lekarza, dopoki moze ci sie przydac"
      Taanit 80,3
    • Gość: Blong interesy IP: *.zabkowska.sdi.tpnet.pl 25.08.03, 19:20
      "Gorsza jest nieuczciwosc w mowie niz nieuczciwosc w interesach"
      Bawa Mecyja 58
      • Gość: zosia Re: interesy IP: w3cache.* / 192.168.0.* 25.08.03, 20:18
        W innym wątku przedstawiałeś pogląd, że wyznawcy islamu nie są zobowiązani
        przez koran do nienawiści wobec innowierców. To miłe. Ja też w to wierzę.
        Gdybyś tylko zechciał potwierdzić to uczynkami. To, że Palnick, z ktorym w
        ogóle nie mam ochoty gadać, napadł na muzułmanów, nie powinno wywoływać takiej
        reakcji u osoby szlachetnej, za jaką się uważasz.
        • Gość: Blong Re: interesy IP: *.zabkowska.sdi.tpnet.pl 26.08.03, 00:26
          1. nie uwazam sie za jakos specjalnie szlachetnego smile
          2. nie nawoluje do nienawisci jak i odpuscilem sobie komentarze w stylu
          palnickowo pulsowych a podaje czyste cytaty, zreszta nie wybralem tylko dziwne
          kawalki ale i jeden relatywnie zabawny /ciut glupawy/ o pachnidlach
    • tete Re: Talmud - kobiety, miłość 26.08.03, 00:22
      Kobieta, jeśli pragnie czegoś, to sercem ; mężczyzna, jeśli pragnie czegoś,
      to ustami.Dobra to cecha kobiet.
      ERUWIN 100

      Gdy miłość była wielka, wystarczało nam łoże na szerokość klingi miecza,
      teraz, kiedy miłość zmalała, łoże na sześćdziesiąt łokci nie jest nam za
      szerokie.
      SANNHEDRIN 7

      Pewien człowiek miał dwie żony, jedną młodą, drugą starą. Mloda wyrywała mu
      włosy siwe, a stara - czarne. Dzięki jednej i drugiej stał się łysy.

      BAWA KAMMA 60

      Miłość wypacza widzenie ; i nienawiść wypacza widzenie.
      BERESZIT RABBA 55

      Miłość przekreśla wszelkie reguły.
      SANNHEDRIN 105 ; BERESZIT RABBA 55



      pozdrawiam nocnie, tete



      • Gość: Blong :))) IP: *.zabkowska.sdi.tpnet.pl 26.08.03, 00:24
        hehe tete czyzbys korzystala z tego samego zrodla ? smile
        • tete Re: :))) 26.08.03, 00:26

          to możliwe smile

          PIW 1988 r., Z mądrości Talmudu

          wybrali i przełożyli Szymon Datner i Anna Kamieńska


          tete
          • Gość: Blong Re: :))) IP: *.zabkowska.sdi.tpnet.pl 26.08.03, 00:28
            bingoooo smile
            ten z wyrywaniem wlosow to moj ulubiony dlatego to poznalem smile
            • tete mój też :)))))))))))))))))dobranoc :))ntx 26.08.03, 00:32
              • Gość: Blong dobranoc :) /nt IP: *.zabkowska.sdi.tpnet.pl 26.08.03, 00:33
    • Gość: Mosze Talmud - Nie tylko chlostaj dzieci... IP: *.red.bezeqint.net 26.08.03, 08:02
      .
      WSPANIAŁE MIASTO CHEŁM

      Do Chełma przyjechał kiedyś z Lublina gubernator i oczywiście pierwsze swoje
      kroki skierował do tutejszego RaMBaM - rabina. Przez dłuższy czas rozmawiali ze
      sobą na różne interesujące tematy; rabin opowiadał gubernatorowi o
      osobliwościach tego pięknego miasta i wtajemniczał go w jego sekrety. Na koniec
      gubernator zapytał rabina, czy w Chełmie urodzili się jacyś wielcy ludzie.
      Pytanie to wprawiło rabina w konsternację. "Niestety nie, wasza ekscelencjo"-
      odpowiedział. - "Jestem tutaj rabinem już przez trzydzieści lat i przez cały
      ten okres rodziły się tylko małe dzieci". Podobno pewnego podróżnego, który
      nocował w najlepszym chełmskim hotelu, obudził o godzinie czwartej nad ranem
      właściciel tego hotelu, który zwrócił się do niego z taką prośbą: "Niech pan
      prędzej śpi, bo pańskie prześcieradło potrzebne jest do tego, aby przykryć nim
      jako obrusem stół w naszej restauracji hotelowej; pewien gość naszego hotelu
      wyjeżdża bowiem wcześnie rano i o godzinie szóstej musimy mu podać śniadanie".
      Jednego z chełmskich mędrców zobaczono kiedyś, jak szybkim krokiem wychodzi z
      walizką w ręku ze swojego domu i woła do siedzącego na ganku starszego
      człowieka; "Bądź mi zdrów, teściu, jadę w interesach do Warszawy". Kilkanaście
      minut później ten sam chełmianin pojawił się znowu na progu swojego domu, tym
      razem wołając: "Nie bądź mi jeszcze zdrów, teściu; spóźniłem się na pociąg".
      Innego chełmskiego mędrca widziano, jak biegnie w stronę dworca kolejowego.
      Zapytany o to, gdzie się tak spieszy, odpowiedział, że musi odebrać z dworca
      swoją teściową, która we środę przyjeżdża koleją z Warszawy. Na uwagę, że środa
      będzie dopiero na następny dzień, odpowiedział: "Ale ja będę jutro bardzo
      zajęty, więc wolę załatwić to dzisiaj i mieć kłopot z głowy". Mełamed z Chełma
      zwykł był mawiać: "Gdybym był Rotszyldem, to byłbym jeszcze bogatszy od niego,
      gdyż dorabiałbym sobie jeszcze ucząc dzieci w chederze. W Chełmie nie tylko
      mężczyźni zajmują się studiowaniem Tory, ale także i kobiety chcą wiedzieć, co
      czyta się w synagodze w cotygodniowej parszy. Pewna mieszkanka Chełma czytała
      właśnie pierwszą parszę z Tory, parszę Bereszit. Nie wiadomo dokładnie, czy
      studiowała Chumesz, czy też raczej (co wydaje się bardziej prawdopodobne)
      księgę Cene Urene w języku jidysz. Skleiły jej się jednak kartki, tak więc
      koniec historii pierwszych ludzi na ziemi połączyła z opisem budowy arki Noego;
      przeczytała więc takie zdanie: "I poznał Adam żonę swoją Ewę.. i wysmarował ją
      od środka i od zewnątrz smołą", po czym zawołała: "Jacy to źli ludzie żyli w
      tamtych czasach". W niedługi czas potem w synagodze odczytywano z Tory parszę
      Wajeszew. Mieszkanka Chełma czytała o tym, jak to bracia sprzedali Józefa
      Izmaelitom, i użaliła się nad jego losem. Zawołała: "Biedna sieroto bez matki.
      Jakże tak można krzywdzić rodzonego brata". Po chwili jednak przypomniała
      sobie, że rok wcześniej czytała tę samą historię. Rozsierdziła się bardzo i
      krzyknęła: "O ty idioto! Przecież już rok temu cię sprzedali, a ty pomimo tego
      nadal się z nimi zadawałeś. Wiedziałeś, jakie to z nich są gagatki, a dałeś się
      im jeszcze raz podejść! Dobrze ci tak!"


      Mieszkańcy Chełma są ludźmi bardzo towarzyskimi i często umawiają się na
      spotkania. Zwykle wygląda to tak: jeden chełmian widzi na ulicy swojego
      znajomego i mówi do niego: - "Umówmy się na spotkanie." -"Doskonale" - mówi
      drugi chełmianin - "ale na kiedy?" -"Na kiedy tylko chcesz" - odpowiada ten
      pierwszy. - "A gdzie się spotkamy?" - pyta drugi chełmianin. -"Gdzie tylko
      sobie życzysz" - odpowiada pierwszy chełmianin. -"Świetnie" - mówi ten drugi -
      "to już jesteśmy umówieni. Tylko się nie spóźnij".

      Pewien mieszkaniec Chełma spotkał się kiedyś wieczorem z kilkoma przyjaciółmi
      i niewąsko popił gorzałkę. Zmęczony i upity, wrócił do domu; nie zdejmując
      ubrania ani butów położył się do łóżka na odwrotną stronę - z nogami na
      wezgłowiu, a z głową w nogach łóżka - i zasnął. Rano skacowany chełmianin
      obudził się z uczuciem, że głowa mu pęka. Popatrzył na swoje obute stopy,
      spoczywające na poduszce, i zawołał: -"Ja myślałem, że mnie głowa boli, a to
      przecież buty mnie tak strasznie cisną!".

      Każdy musi umrzeć, a mieszkańcy Chełma nie byli żadnym wyjątkiem od tej
      reguły. Kiedy chełmianin umarł, to jego doczesne szczątki zakopywano na
      miejscowym cmentarzu, gdzie oczekiwały na przyjście Mesjasza. Atoli w związku z
      tym powstał bardzo poważny problem: otóż cmentarz chełmski był już za mały i
      brakowało na nim miejsca na nowe pochówki. Pomimo tego mieszkańcy Chełma nie
      chcieli przestać umierać. W związku z tym Rada Chełmskich Mędrców zebrała się,
      aby omówić zaistniałą sytuację. Wszyscy zgadzali się z tym, że trzeba cmentarz
      powiększyć. Jak to jednak zrobić? Z dwóch stron cmentarz otaczały zabudowania,
      z trzeciej płynęła rzeka, zaś z czwartej przytykał on do podnóża góry. Mędrcy
      dyskutowali przez wiele dni i nocy. Doszli do wniosku, że nie mogą rozebrać
      domów, gdzieżby bowiem mieszkali wówczas ludzie. Nie potrafią też osuszyć
      rzeki. Jedyne zatem co im pozostało, to przesunięcie góry. Jak to jednak
      zrobić? Bardzo prosto. Przecież mieszkańcy Chełma to nie ułomki. Jeśli zbiorą
      się wszyscy mężczyźni z całego miasta i odpowiednio się natężą, to niechybnie
      górę przesuną. Co mędrcy uradzili, to chełmianie wcielili w życie. Zebrali się
      wszyscy jak jeden mąż - z jednym sercem, jedną duszą i jedną wolą - i zaczęli
      pchać górę. Był upalny dzień, słońce grzało, więc pracującym ciężko chełmianom
      było bardzo gorąco. Pot zalewał im czoła, co niewątpliwie przeszkadzało im w
      pracy. Jeden z mędrców zaproponował więc swoim towarzyszom, aby zdjęli kapoty i
      pracowali w samych tylko koszulach. Pozostali skwapliwie skorzystali z tej
      propozycji. Złożyli wszystkie kapoty na jedną kupkę, i z jeszcze większym
      zapałem wzięli się do pracy. Przychodziła akurat obok grupa złodziei z
      sąsiedniego miasteczka. Zobaczyli grupę Żydów pchających górę z takim zapałem,
      że na nic dokoła nie zwracali uwagi, obok zaś leżały ich kapoty. Nie namyślając
      się długo ukradli je i poszli dalej swoją drogą. A tymczasem chełmianie pchali
      górę i pchali. W pewnej chwili najmędrszy z chełmian odwrócił się do tyłu i
      zawołał: "Patrzcie, jak wielką pracę już wykonaliśmy! Odepchnęliśmy górę tak
      daleko, że już nie widać naszych kapot!"


      ŻYDZI I CHIŃCZYCY

      Właśnie minęła setna rocznica urodzin słynnego komika estradowego Kazimierza
      Krukowskiego (skądinąd zresztą kuzyna Juliana Tuwima), który w latach
      występując w międzywojennych warszawskich kabaretach wykreował postać Lopka,
      biednego warszawskiego Żyda z mnóstwem curesów na głowie. W jednym ze swoich
      monologów Lopek mówił, że ma trójką dzieci. Początkowo planował, że będzie ich
      miał czworo, kiedy jednak przeczytał w gazecie, że co czwarte rodzące się na
      ziemi dziecko jest chińczykiem, postanowił ograniczyć się do trojga - nie
      chciał mieć bowiem dziecka-chińczyka. Podobno Żydzi i Chińczycy to dwa
      najstarsze (z istniejących po dziś dzień) narody. Niektórzy socjologowie
      porównywali sytuację Żydów w Europie i Chińczyków w Południowo-wschodniej Azji.
      Jednakże mieszkający na ogół w Europie Żydzi nie mieli raczej kontaktów z
      Chińczykami zamieszkującymi wschodnią Azję. Sytuacja zmieniła się gdy
      przedstawiciele obu tych nacji przenieśli się do Ameryki. Wielu Chińczyków
      prowadziło tutaj pralnie i (bardzo popularne także wśród amerykańskich Żydów)
      restauracje. Dlatego też zwykli byli mówić, że naród żydowski istnieje cztery
      tysiące lat, zaś naród chiński - tylko trzy tysiące lat. Któż zatem tym biednym
      Żydom przez pierwsze tysiąc lat prał koszule i co oni wówczas jedli. Chińczycy
      w podświadomości amerykańskich Żydów jakoś powiązali się z samą ideą
      restauracji jako takiej, co zapewne zaowocowało popularną anegdotą: Pewien Żyd
      przyjec
      • Gość: Mosze Re: Talmud - Nie tylko chlostaj dzieci...(2) IP: *.red.bezeqint.net 26.08.03, 08:03
        .

        ŻYDZI I CHIŃCZYCY

        Właśnie minęła setna rocznica urodzin słynnego komika estradowego Kazimierza
        Krukowskiego (skądinąd zresztą kuzyna Juliana Tuwima), który w latach
        występując w międzywojennych warszawskich kabaretach wykreował postać Lopka,
        biednego warszawskiego Żyda z mnóstwem curesów na głowie. W jednym ze swoich
        monologów Lopek mówił, że ma trójką dzieci. Początkowo planował, że będzie ich
        miał czworo, kiedy jednak przeczytał w gazecie, że co czwarte rodzące się na
        ziemi dziecko jest chińczykiem, postanowił ograniczyć się do trojga - nie
        chciał mieć bowiem dziecka-chińczyka. Podobno Żydzi i Chińczycy to dwa
        najstarsze (z istniejących po dziś dzień) narody. Niektórzy socjologowie
        porównywali sytuację Żydów w Europie i Chińczyków w Południowo-wschodniej Azji.
        Jednakże mieszkający na ogół w Europie Żydzi nie mieli raczej kontaktów z
        Chińczykami zamieszkującymi wschodnią Azję. Sytuacja zmieniła się gdy
        przedstawiciele obu tych nacji przenieśli się do Ameryki. Wielu Chińczyków
        prowadziło tutaj pralnie i (bardzo popularne także wśród amerykańskich Żydów)
        restauracje. Dlatego też zwykli byli mówić, że naród żydowski istnieje cztery
        tysiące lat, zaś naród chiński - tylko trzy tysiące lat. Któż zatem tym biednym
        Żydom przez pierwsze tysiąc lat prał koszule i co oni wówczas jedli. Chińczycy
        w podświadomości amerykańskich Żydów jakoś powiązali się z samą ideą
        restauracji jako takiej, co zapewne zaowocowało popularną anegdotą: Pewien Żyd
        przyjechał z Polski do Nowego Jorku i ponieważ zatęsknił za domem, zapragnął
        zjeść posiłek w jakiejś możliwie najbardziej typowej żydowskiej restauracji.
        Wskazano mu taką restaurację gdzieś tam na Lower East Side. Jakież było jego
        zdumienie, kiedy zauważył, że kelnerami w tej restauracji byli Chińczycy,
        skądinąd znakomicie mówiący w języku jidysz. Udał się więc do kantorku
        właściciela restauracji, który był sędziwym ortodoksyjnym Żydem z długą siwą
        brodą, i zapytał go: "Gdzieżeś pan znalazł tylu Chińczyków znających język
        jidysz". Właściciel restauracji przyłożył palec do wargi i wyszeptał: "Sza,
        niech pan nie mówi tak głośno. Oni są przekonani, że to angielski.


        ŻYDZI I CHIŃCZYCY

        Pewien amerykański Żyd odwiedzał Chiny. Spacerował właśnie ulicami Szanghaju,
        kiedy doleciał go melodyjny zaśpiew hebrajskiej modlitwy. Podążył za tym
        głosem, aż w końcu znalazł się w pomieszczeniu, w którym kilkunastu typowo
        wyglądających Chińczyków, w narodowych chińskich strojach, kiwając się,
        odmawiało szmone esre. Amerykański Żyd był bardzo zdziwiony tym widokiem. Nie
        posiadając się ze zdumienia, zawołał: "To wy jesteście Żydami?" Słysząc te
        słowa jeden z modlących odwrócił się, pokazał go palcem i powiedział do swoich
        kolegów: "Patrzcie na tego człowieka, on wcale nie wygląda jak Żyd!"


        SZADCHEN (SWAT)

        Jedną z najpopularniejszych postaci w miasteczku był swat. Co prawda
        małżeństwa zadecydowane są w niebiosach, ale swat musiał się nieraz nieźle
        nabiegać i nagadać, aby wola niebios mogła zostać zrealizowana. I tak pewien
        swat przekonywał młodego człowieka, że powinien się ożenić. Ten - nie będąc
        przekonany do ożenku - zapytał, do czego potrzebna mu jest żona. Swat
        odpowiedział: "Jak to do czego potrzebna jest żona. Budzisz się pan z samego
        rana, a obok pana uśmiechnięta żona, śniadanie na stole, a na krześle uprane i
        wyprasowane ubranie. Wracasz po pracy do domu, a na stole ciepły obiad. Po
        poobiedniej drzemce małżonka przychodzi, siada obok i opowiada o wszystkim, co
        jej się przydarzyło w trakcie dnia. I mówi, mówi, mówi, mówi... Ojojoj! Żeby
        jej tak mowę odjęło!"

        Pewien swat dożył sędziwego wieku i uznał, że stan zdrowia utrudnia mu
        właściwe wykonywanie tej jakże ważnej funkcji; ktoś powinien go więc wyręczyć i
        wziąć na swoje barki przynajmniej część jego obowiązków. Przyjął więc "do
        terminu" pewnego młodego człowieka, który miał przy nim przyuczać się do
        zawodu, a później pomagać mu w kojarzeniu małżeństw. Przed udaniem się z
        pierwszą wizytą. stary swat powiedział do swojego ucznia: "Zapamiętaj sobie
        dobrze, że najważniejszą rzeczą w naszym zawodzie jest wychwalanie aż do
        przesady. Jeśli opanujesz tę umiejętność, to będziesz dobrym swatem". Młody
        człowiek powiedział, że rozumie i dostosuje się do wskazówek swojego mistrza.
        Udali się zatem do pewnego bogatego człowieka, aby zaproponować dobrą partię
        dla jego jedynego syna. Stary swat zaczął rozmowę z gospodarzem. - "Dziewczyna
        pochodzi z bardzo dobrej rodziny" - powiedział. -"Co to znaczy z dobrej
        rodziny?" - zawołał praktykant.- "Ona jest blisko spokrewniona z samym Gerer
        Rebe (cadykiem z Góry Kalwarii)!" -"Jej rodzice są bardzo bogaci" - powiedział
        swat. -"Co to znaczy bogaci?" - zawołał praktykant.- "To milionerzy, to istni
        Rotszyldowie!" -"Dziewczyna jest bardzo mądra" - powiedział swat. -"Co to
        znaczy mądra?" - zawołał praktykant. - "Ona ma rozum jak sam RaMbaM!" -"Jest
        także bardzo piękna" - powiedział swat. -"Co to znaczy piękna?" - zawołał
        praktykant. - "Ona jest podobna do Szulamit, to prawdziwa Wenus!" -"Ma tylko
        jedną małą wadę" - powiedział swat. -"Na plecach ma malutką brodawkę". - "Co to
        znaczy malutką brodawkę?" - zawołał praktykant. - "Ona jest większa od Góry
        Synaj!"

        Swat nie mógł nigdy tracić języka w gębie. I tak pewien swat zapoznał kiedyś
        młodego człowieka z wielce urodziwą panną, która to panna bardzo mu się
        spodobała. Zaprosił ją więc do kawiarni, a potem do teatru. Na drugi dzień rano
        któryś z przyjaciół zapytał go, kim jest dla niego owa niewiasta, z którą
        widziano go poprzedniego wieczora. Młody człowiek oświadczył z dumą, że jest to
        jego narzeczona. Jego przyjaciel zaczął się śmiać, że chyba zwariował, albowiem
        z ową niewiastą żyło już pół miasta. Zrozpaczony młody człowiek udał się z
        pretensjami do swata. Swat wysłuchał go uważnie, po czym - wcale nie zbity z
        pantałyku - stwierdził autorytatywnie: "Też mi miasto! Tylko pięć tysięcy
        mieszkańców".


        MAGID Z DUBNA

        Najwybitniejszym i najsłynniejszym żydowskim kaznodzieją swojej epoki był
        Jaakow ben Zeew Wolf Kranz, zwany Magidem z Dubna (ok. 1740-1804). Wędrował on
        po całej Europie Środkowej i Środkowo-wschodniej, nauczając i wygłaszając
        wspaniałe, porywające kazania. Podróżując pomiędzy większymi miastami, gdzie
        zatrzymywał się na dłużej, odwiedzał także i mniejsze miasteczka. Wszędzie
        gotowano mu królewskie przyjęcie i witano z najwyższymi honorami. Z podziwem i
        zazdrością patrzył na to wożący Magida woźnica. Wreszcie nie wytrzymał i
        zwrócił się do niego z następującą prośbą: - Rebe! Wszędzie witają cię jak
        króla albo cesarza. Chciałbym choć raz doświadczyć takich zaszczytów. Pozwól mi
        przebrać się w twoje szaty i w mieście, do którego się zbliżamy, uchodzić za
        wielkiego kaznodzieję z Dubna. Magid uśmiechnął się i powiedział: - Chętnie
        spełnię twoją prośbę. Jest jednak jeden problem. Otóż kiedy przyjeżdżam do
        jakiegoś miasta, to po uroczystym przyjęciu, którego mi tak zazdrościsz,
        zapraszają mnie do bet ha-midraszu, gdzie zadają mi bardzo trudne pytania na
        temat Tory. Skąd będziesz wiedzieć, jak na nie odpowiedzieć? Woźnica zapewnił
        go, że da sobie radę, więc rozbawiony Magid zamienił się z nim ubraniem i
        usiadł na koźle. Niebawem wjechali do miasteczka. Mieszkańcy miasteczka -
        szczęśliwi, że goszczą u siebie tak wielkiego "rabina" - fetowali go z wielkim
        zapałem. Potem zaprowadzili go do miejscowego bet ha-midraszu, gdzie dano mu do
        rozwiązania bardzo skomplikowany problem. Przebrany Magid z Dubna stał obok,
        ciekaw, jak jego woźnica poradzi sobie w tej sytuacji. Ten zaś powiedział: -
        Jak to? Takie łatwe i proste pytanie zadajecie mnie, słynnemu Magidowi z Dubna?
        Na takie pytanie mógłby odpowiedzieć nawet mój furman. Woźnico, chodź no
        tutaj!

        Do Magida z Dubna przybył kie
        • Gość: Mosze Re: Talmud - Nie tylko chlostaj dzieci...(3) IP: *.red.bezeqint.net 26.08.03, 08:05

          MAGID Z DUBNA

          Najwybitniejszym i najsłynniejszym żydowskim kaznodzieją swojej epoki był
          Jaakow ben Zeew Wolf Kranz, zwany Magidem z Dubna (ok. 1740-1804). Wędrował on
          po całej Europie Środkowej i Środkowo-wschodniej, nauczając i wygłaszając
          wspaniałe, porywające kazania. Podróżując pomiędzy większymi miastami, gdzie
          zatrzymywał się na dłużej, odwiedzał także i mniejsze miasteczka. Wszędzie
          gotowano mu królewskie przyjęcie i witano z najwyższymi honorami. Z podziwem i
          zazdrością patrzył na to wożący Magida woźnica. Wreszcie nie wytrzymał i
          zwrócił się do niego z następującą prośbą: - Rebe! Wszędzie witają cię jak
          króla albo cesarza. Chciałbym choć raz doświadczyć takich zaszczytów. Pozwól mi
          przebrać się w twoje szaty i w mieście, do którego się zbliżamy, uchodzić za
          wielkiego kaznodzieję z Dubna. Magid uśmiechnął się i powiedział: - Chętnie
          spełnię twoją prośbę. Jest jednak jeden problem. Otóż kiedy przyjeżdżam do
          jakiegoś miasta, to po uroczystym przyjęciu, którego mi tak zazdrościsz,
          zapraszają mnie do bet ha-midraszu, gdzie zadają mi bardzo trudne pytania na
          temat Tory. Skąd będziesz wiedzieć, jak na nie odpowiedzieć? Woźnica zapewnił
          go, że da sobie radę, więc rozbawiony Magid zamienił się z nim ubraniem i
          usiadł na koźle. Niebawem wjechali do miasteczka. Mieszkańcy miasteczka -
          szczęśliwi, że goszczą u siebie tak wielkiego "rabina" - fetowali go z wielkim
          zapałem. Potem zaprowadzili go do miejscowego bet ha-midraszu, gdzie dano mu do
          rozwiązania bardzo skomplikowany problem. Przebrany Magid z Dubna stał obok,
          ciekaw, jak jego woźnica poradzi sobie w tej sytuacji. Ten zaś powiedział: -
          Jak to? Takie łatwe i proste pytanie zadajecie mnie, słynnemu Magidowi z Dubna?
          Na takie pytanie mógłby odpowiedzieć nawet mój furman. Woźnico, chodź no
          tutaj!

          Do Magida z Dubna przybył kiedyś w odwiedziny zaprzyjaźniony z nim wielki
          rabin Elijahu ben Salomon Zalman, zwany Gaonem z Wilna (1720-1797). W czasie
          rozmowy gość zapytał gospodarza, jak to się dzieje, że zawsze ma on na
          podorędziu jakąś stosowną przypowieść. Magid z Dubna tak odpowiedział: Żeby to
          wyjaśnić, muszę posłużyć się przypowieścią. Otóż pewien oficer był mistrzem w
          strzelaniu z łuku do tarczy. Zawsze zdobywał pierwsze miejsce we wszystkich
          konkursach, w jakich brał udział, otrzymał więc z tego powodu wiele złotych
          medali i dyplomów. Pewnego razu, będąc w podróży, przenocował w żydowskiej
          karczmie. Jakie było jego zdumienie, kiedy w przydzielonym mu pokoju znalazł na
          ścianie wiele tarcz strzelniczych narysowanych kredą na ścianie, a w każdej z
          nich w samym środku tkwiła strzała. Oficer był mistrzem, ale nawet on nie
          osiągnąłby za każdym razem tak idealnego efektu. Zszedł więc na dół i zapytał
          karczmarza o to, kto w u niego strzela z łuku do celu. Karczmarz odpowiedział,
          że to jego dziesięcioletni synek bawi się w taki sposób. Oficer poprosił, aby
          przyprowadzono do niego chłopca. Kiedy stanął przed nim mały, bosy i umorusany
          chłopczyk, oficer powiedział: - Widzę, że jesteś doskonałym strzelcem. Gdzie
          się tego nauczyłeś? Kto tak cię wyszkolił, że za każdym razem trafiasz w sam
          środek tarczy? - Nikt mnie nie uczył strzelać - odpowiedział chłopiec. - A
          wyjaśnienie tego, że strzały tkwią w samym środku tarcz, jest bardzo proste. Ja
          najpierw strzelam z łuku, a potem rysuję kredą kółko wokół wbitej w ścianę
          strzały. Ja postępuję tak samo, jak ten chłopiec - powiedział Magid z Dubna. -
          Kiedy słyszę jakąś przypowieść, zachowuję ją w pamięci. Wiem, że prędzej czy
          później znajdzie się okazja, aby ją użyć.


          MEŁAMED (Nauczyciel)

          Mełamed opisuje uczniom dobroć Boga.
          Mówi im:
          Jeśli któryś ze zmysłów człowieka szwankuje, to dobry Bóg sprawia, że jakiś
          inny zmysł jest udoskonalony. Na przykład jeśli ktoś ma osłabiony wzrok, to
          jego słuch i dotyk są bardziej czułe.
          Czy któryś z was mógłby dać jakiś inny przykład?
          - "Mój wujek ma jedną nogę krótszą"
          - mówi mały Dawidek
          -"Bóg mu to jednak wynagrodził, bo drugą nogę ma dłuższą"

          Uczniowie w chederze przerabiali księgę Sz'mot (Księgę Wyjścia) i doszli do
          tego miejsca, w którym napisano, że pożywieniem Izraelitów na pustyni była
          manna, która miała smak miodu i capichit. Uczniowie nie wiedzą, co znaczy słowo
          capichit, więc jeden z nich pyta o to nauczyciela.
          Mełamed sam nie rozumie znaczenia tego słowa, nie może jednak przyznać się do
          tego uczniom, gdyż podważyłoby to jego autorytet. Mówi więc tak:
          "No wiesz, kiedy Izraelici pod wodzą Mojżesza wędrowali po pustyni, to ich
          pożywieniem była zesłana przez Boga manna, która miała właśnie smak miodu i
          capichit."
          Uczeń mówi: "No tak, ja to wiem, ale co znaczy słowo capichit?"
          Nauczyciel jest w kłopocie, i odpowiada:
          "No wiesz, to całkiem proste!
          Gdy w ziemi Kanaan zapanował głód, to nasz praojciec Jakub razem ze swoją
          rodziną zamieszkał w Egipcie, gdzie namiestnikiem był jego syn Józef.
          Początkowo Izraelitom powodziło się bardzo dobrze, potem jednak srogi Faraon
          zaczął ich uciskać. Wtedy nasi przodkowie wyszli z Egiptu pod wodzą Mojżesza i
          przez czterdzieści lat wędrowali po pustyni, gdzie żywili się manną, którą
          zesłał im Bóg i która miała właśnie smak miodu i capichit.
          " Uczeń mówi:
          "Ja to wszystko wiem, ale nie rozumiem, co znaczy słowo capichit." -
          "Ale z ciebie tępak!" - mówi nauczyciel, ocierając pot z czoła. -
          "Słuchaj uważnie!
          Bóg stworzył świat w siedem dni. Adam i Ewa zgrzeszyli i zostali wygnani z
          Raju. Jednak ich potomkowie nadal grzeszyli, dlatego Bóg zasłał potop i ocalał
          tylko sprawiedliwy Noe i jego rodzina. Potem ludzie nadal grzeszyli i chcieli
          zbudować wieżę do nieba, dlatego Bóg pomieszał im języki. Na rozkaz Boga nasz
          praojciec Abraham opuścić Ur Chaldejskie i zamieszkał w Kraju Kanaan. Później -
          kiedy zapanował tam głód - nasz praojciec Jakub ze swoją rodziną przeniósł się
          stamtąd do Egiptu, gdzie namiestnikiem był jego syn Józef. Początkowo
          Izraelitom powodziło się bardzo dobrze, potem jednak srogi Faraon zaczął ich
          uciskać. Wtedy nasi przodkowie wyszli z Egiptu pod wodzą Mojżesza i przez
          czterdzieści lat wędrowali po pustyni i żywili się zesłaną przez Boga manną,
          która miała właśnie smak miodu i capichit."

          - "Ja to wszystko rozumiem" - mówi uczeń - ale co to jest capichit?"
          - "O ty łobuzie" - woła czerwony z gniewu mełamed
          - "Ty chcesz, abym ci opowiedział, co było przed stworzeniem świata."



          CHAZAN czyli kantor

          Jadą Żydzi pociągiem i rozmawiają. Jeden z nich mówi: "Czy wiecie o tym, że
          słynny chazan Mosze Kusewicki wziął udział w koncercie publicznym w Odessie i
          zarobił na tym sto tysięcy rubli? Jeden z obecnych w przedziale Żydów wtrąca
          się do rozmowy i mówi: "To prawda. Ja też słyszałem o tym przypadku. Wszystko
          zgadza się całkowicie, jest tu jednak drobna nieścisłość. Otóż nie w Odessie
          ale w Berdyczowie. I nie Mosze Kusewicki ale Gedalia Bonower. I nie słynny
          chazan, ale kupiec drzewny z rozległymi interesami. I nie sto tysięcy ale
          dwieście tysięcy rubli. I nie zarobił ale stracił. I nie za udział w koncercie
          ale na nieudanej transakcji kupna lasu.

          Żydzi siedzą przed synagogą i rozmawiają o chazanie, odprawiającym modlitwy w
          tym mieście, i chwalą go za to, że tak pięknie śpiewa. "Też mi coś" - wtrąca
          się do ich rozmowy przechodzący obok Żyd - to przecież żadna zasługa. Jakbym ja
          miał tak wspaniały głos jak on, to śpiewałbym dużo, dużo lepiej".

          Żydzi nie są zadowoleni z zatrudnionego niedawno przez gminę nowego chazana,
          udają się więc do rabina z propozycją zwolnienia go z pracy i przyjęcia na jego
          miejsce kogoś innego. "Dlaczego uważacie, że nasz chazan nie nadaje się na
          swoje stanowisko?" - pyta rabin Żydzi jeden przez drugiego mówią, że chazan ma
          bardzo brzydki głos i dlatego śpiewa modlitwy w nieodpowiedni sposób - co tu
          dużo mówić, po prostu skrzypi jak nie na
          • Gość: Mosze Re: Talmud - Nie tylko chlostaj dzieci...(4) IP: *.red.bezeqint.net 26.08.03, 08:07


            CHAZAN czyli kantor

            Jadą Żydzi pociągiem i rozmawiają. Jeden z nich mówi: "Czy wiecie o tym, że
            słynny chazan Mosze Kusewicki wziął udział w koncercie publicznym w Odessie i
            zarobił na tym sto tysięcy rubli? Jeden z obecnych w przedziale Żydów wtrąca
            się do rozmowy i mówi: "To prawda. Ja też słyszałem o tym przypadku. Wszystko
            zgadza się całkowicie, jest tu jednak drobna nieścisłość. Otóż nie w Odessie
            ale w Berdyczowie. I nie Mosze Kusewicki ale Gedalia Bonower. I nie słynny
            chazan, ale kupiec drzewny z rozległymi interesami. I nie sto tysięcy ale
            dwieście tysięcy rubli. I nie zarobił ale stracił. I nie za udział w koncercie
            ale na nieudanej transakcji kupna lasu.

            Żydzi siedzą przed synagogą i rozmawiają o chazanie, odprawiającym modlitwy w
            tym mieście, i chwalą go za to, że tak pięknie śpiewa. "Też mi coś" - wtrąca
            się do ich rozmowy przechodzący obok Żyd - to przecież żadna zasługa. Jakbym ja
            miał tak wspaniały głos jak on, to śpiewałbym dużo, dużo lepiej".

            Żydzi nie są zadowoleni z zatrudnionego niedawno przez gminę nowego chazana,
            udają się więc do rabina z propozycją zwolnienia go z pracy i przyjęcia na jego
            miejsce kogoś innego. "Dlaczego uważacie, że nasz chazan nie nadaje się na
            swoje stanowisko?" - pyta rabin Żydzi jeden przez drugiego mówią, że chazan ma
            bardzo brzydki głos i dlatego śpiewa modlitwy w nieodpowiedni sposób - co tu
            dużo mówić, po prostu skrzypi jak nie naoliwione drzwi i beczy jak kozioł. -
            "Słuchajcie" - mówi rabin - "chazan powinien być człowiekiem pobożnym.
            Powiedzcie, czy nasz chazan spełnia ten warunek?" -"Owszem" - przyznali Żydzi -
            "nasz chazan jest pobożny". -"Powinien także być uczony w piśmie" - mówi
            rabin. - "Czy nasz spełnia ten warunek?" Żydzi przyznają, że chazan jest uczony
            w piśmie, jak również że jest człowiekiem uczciwym, w odpowiednim wieku i że
            zna melodie modlitw. -"Oprócz tego wszystkiego chazan powinien mieć także dobry
            głos" - mówi rabin. - "Powiedzmy, że nasz chazan nie ma najlepszego głosu. Czy
            zatem chcecie pozbawić człowieka posady tylko dlatego, że nie odpowiada jednemu
            z kryteriów, podczas gdy pod każdym innym względem całkowicie nadaje się na to
            stanowisko.

            Kiedy w jednym z licznych żydowskich miasteczek w Europie Środkowo-wschodniej
            zmarł chazan, pewien czcigodny Żyd dobrowolnie zobowiązuje się do wypełniania
            jego funkcji w synagodze, nie pobierając za to ani grosza od gminy. Niebawem
            okazuje się jednak, że nowy chazan nie ma ani słuchu, ani głosu, i że w ogóle
            jest złym chazanem. Delegacja członów gminy udaje się zatem do rabina z prośbą
            o pozbawienie go tej funkcji. Rabin uważnie ich wysłuchuje, po czym wydaje taką
            decyzję: "Niech chazan dalej śpiewa w naszej synagodze. Powiedziano przecież:
            Błogosławieni ci, którzy nie mają z czego dawać, a jednak dają".


            PIENIĄDZE

            Dwóch żydowskich kupców ustala u adwokata warunki zawarcia spółki. Negocjacje
            trwają bardzo długo, dyskutują bowiem nad każdym najdrobniejszym szczegółem. W
            końcu adwokat spisuje pod ich dyktando kilometrową umowę. Wspólnicy żegnają się
            z adwokatem i wychodzą. Po kilkunastu minutach znowu zjawiają się w biurze
            adwokata. Ten - mocno tym zdziwiony - pyta: - "Co się stało?" - "Panie
            mecenasie" - mówią wspólnicy jeden przez drugiego - "zapomnieliśmy o
            najważniejszym punkcie umowy. Ma on brzmieć tak: W przypadku bankructwa spółki
            obaj wspólnicy dzielą się po połowie czystym zyskiem."

            Sensacyjna wiadomość obiegła kilka żydowskich miasteczek we Wschodniej
            Galicji: otóż mieszkający w jednym z nich kupiec wygrał na loterii olbrzymią
            kwotę miliona guldenów. Od samego już rana pod dom szczęśliwca przybywali
            rozmaici pośrednicy i maklerzy, oferując mu do kupienia majątki ziemskie, domy,
            kamienice, fabryki i akcje. Kupiec wyszedł na balkon i zawołał: - "Żydzi,
            dajcie mi spokój. Ja niczego nie kupuję, muszę bowiem spłacić weksle". - "A co
            z resztą?" - zapytał ktoś z tłumu. - "Resztę sprolonguję" - odpowiedział
            kupiec.

            Ojciec udziela wskazówek swojemu synowi i pyta go: - "Powiedz mi, co byś
            zrobił, gdybyś znalazł leżące na ulicy dwadzieścia złotych? - "Schowałbym do
            kieszeni" - odpowiada syn. - "Bardzo zła odpowiedź" - mówi ojciec. "Powinieneś
            zanieść te pieniądze na najbliższy posterunek policji, tam daliby ci dwa złote
            znaleźnego i powiedzieli, że jesteś porządny człowiek. - "Dobrze, tato" - mówi
            syn. - "A co byś zrobił, gdybyś znalazł na ulicy dwadzieścia tysięcy dolarów?" -
            pyta dalej ojciec. - "Oczywiście zaniósłbym je na policję, tam daliby mi dwa
            tysiące dolarów znaleźnego i powiedzieliby, że jestem porządny człowiek. - "I
            źle byś postąpił" - mówi ojciec. "Jeślibyś znalazł na ulicy dwadzieścia tysięcy
            dolarów, to powinieneś schować je do kieszeni". - "Ależ tato!" - zaprotestował
            syn. "Jeślibym tak zrobił, to nie powiedzieliby, że jestem porządnym
            człowiekiem. - "Oj ty głupi" - mówi ojciec. "Jak ty masz dwadzieścia tysięcy
            dolarów w kieszeni, to ty już wcale nie musisz być porządny człowiek.

            Pewien bogaty i pobożny Żyd miał trzech kandydatów do ręki swojej córki.
            Pragnąc przekonać się, który z nich najlepiej przestrzega przykazań Tory, zadał
            im kiedyś następujące pytanie: - "Co byście zrobili, gdybyście przechadzając
            się podczas Szabatu zobaczyli leżące przy drodze dwadzieścia tysięcy dolarów?" -
            "Nic bym nie mógł zrobić" - powiedział pierwszy konkurent. -"Skoro byłoby to
            podczas Szabatu, to musiałbym pójść dalej." - "Siadłbym sobie na tych
            pieniądzach i poczekałbym na koniec Szabatu" - powiedział drugi konkurent. -
            "Wtedy dopiero schowałbym je do kieszeni." - "Gdybym znalazł dwadzieścia
            tysięcy dolarów" - powiedział trzeci konkurent - "to puściłbym kantem ciebie,
            ty stary skąpy obłudniku, i tę twoją wstrętną córeczkę".


            NA KOLEI

            Akcja jednej z opowiedzianych przeze mnie tydzień temu anegdot toczy się w
            pociągu. Po jej napisaniu zauważyłem, jak wiele żydowskich opowieści związanych
            jest z tym właśnie środkiem lokomocji - nie szukając daleko chociażby wszystkie
            zamieszczone w tomie "Notatki komiwojażera" Szolem Alejchema. Pozwolę więc
            sobie umieścić kilka anegdot, że się tak wyrażę, "pociągowych", a więc
            dziejących się na kolei:

            Henryk Halkowski


            W przedziale pociągu jadącego z Warszawy do Łodzi siedzi dwóch Żydów: jeden -
            starszy, zażywny, wyglądający na poważnego kupca, a drugi - młody, elegancko
            ubrany. W pewnej chwili młodzieniec zwraca się do swojego współpasażera tymi
            słowy: - "Najmocniej pana przepraszam, czy mógłby mi pan z łaski swojej
            powiedzieć, która to teraz jest godzina?" - "A idź pan do cholery" - odpowiada
            kupiec. - "Bardzo przepraszam, ale ja tylko grzecznie zapytałem o godzinę i nie
            dałem najmniejszego powodu, aby mnie pan tak grubiańsko traktował" - mówi
            młodzieniec. - "Nie obrażaj się, młody człowieku, ja ci to zaraz wytłumaczę i
            zrozumiesz, że nie mogłem ci inaczej odpowiedzieć. Ja jestem Żydem i ty jesteś
            Żydem. Ja mieszkam w Łodzi, a ty się tam udajesz. Ja bym ci powiedział, która
            godzina, potem zaczęlibyśmy rozmawiać o pogodzie, o polityce, o interesach - i
            tak słowo do słowa, nie miałbym innego wyjścia, tylko musiałbym zaprosić cię na
            obiad do swojego domu w Łodzi . Jakbyś do mnie przyszedł, to poznałbyś moją
            córkę. Ona jest młoda, ładna, inteligentna, wykształcona, ma duży posag. Ty
            jesteś młody, przystojny, elegancko się pan ubierasz, więc jak tylko byście się
            poznali, to od razu przypadlibyście sobie do gustu, potem zakochalibyście się w
            sobie, a potem zechcielibyście się pobrać. Wolałem więc od razu posłać cię do
            cholery, no bo sam powiedz, młody człowieku - czy ja mogę wydać swoją
            jedynaczkę za kogoś takiego, kto nie ma nawet zegarka

            Na dworcu pociąg szykuje się do odjazdu, kiedy na peron wbiega jakiś Żyd
            wrzeszcząc co sił w płucach: "A
            • Gość: Mosze Re: Talmud - Nie tylko chlostaj dzieci...(5) IP: *.red.bezeqint.net 26.08.03, 08:09

              NA KOLEI

              Akcja jednej z opowiedzianych przeze mnie tydzień temu anegdot toczy się w
              pociągu. Po jej napisaniu zauważyłem, jak wiele żydowskich opowieści związanych
              jest z tym właśnie środkiem lokomocji - nie szukając daleko chociażby wszystkie
              zamieszczone w tomie "Notatki komiwojażera" Szolem Alejchema. Pozwolę więc
              sobie umieścić kilka anegdot, że się tak wyrażę, "pociągowych", a więc
              dziejących się na kolei:

              Henryk Halkowski


              W przedziale pociągu jadącego z Warszawy do Łodzi siedzi dwóch Żydów: jeden -
              starszy, zażywny, wyglądający na poważnego kupca, a drugi - młody, elegancko
              ubrany. W pewnej chwili młodzieniec zwraca się do swojego współpasażera tymi
              słowy: - "Najmocniej pana przepraszam, czy mógłby mi pan z łaski swojej
              powiedzieć, która to teraz jest godzina?" - "A idź pan do cholery" - odpowiada
              kupiec. - "Bardzo przepraszam, ale ja tylko grzecznie zapytałem o godzinę i nie
              dałem najmniejszego powodu, aby mnie pan tak grubiańsko traktował" - mówi
              młodzieniec. - "Nie obrażaj się, młody człowieku, ja ci to zaraz wytłumaczę i
              zrozumiesz, że nie mogłem ci inaczej odpowiedzieć. Ja jestem Żydem i ty jesteś
              Żydem. Ja mieszkam w Łodzi, a ty się tam udajesz. Ja bym ci powiedział, która
              godzina, potem zaczęlibyśmy rozmawiać o pogodzie, o polityce, o interesach - i
              tak słowo do słowa, nie miałbym innego wyjścia, tylko musiałbym zaprosić cię na
              obiad do swojego domu w Łodzi . Jakbyś do mnie przyszedł, to poznałbyś moją
              córkę. Ona jest młoda, ładna, inteligentna, wykształcona, ma duży posag. Ty
              jesteś młody, przystojny, elegancko się pan ubierasz, więc jak tylko byście się
              poznali, to od razu przypadlibyście sobie do gustu, potem zakochalibyście się w
              sobie, a potem zechcielibyście się pobrać. Wolałem więc od razu posłać cię do
              cholery, no bo sam powiedz, młody człowieku - czy ja mogę wydać swoją
              jedynaczkę za kogoś takiego, kto nie ma nawet zegarka

              Na dworcu pociąg szykuje się do odjazdu, kiedy na peron wbiega jakiś Żyd
              wrzeszcząc co sił w płucach: "Abramowicz! Abramowicz! Gdzie jesteś,
              Abramowicz?" Z okna jednego z przedziałów wychyla się głowa jakiegoś innego
              Żyda. Biegnący po peronie bije go po twarzy z obu stron, i w tym momencie
              pociąg rusza. Żydzi w przedziale śmieją się do rozpuku, a najbardziej ten
              pobity. Jeden ze współpasażerów mówi do niego: "My śmiejemy się z pana, ale z
              kogo pan się śmieje?" - "Jak to z kogo" - mówi pobity Żyd. - "Ja śmieję się z
              niego - no bo ja wcale nie nazywam się Abramowicz"

              W przedziale kolejowym jedzie dwóch słynnych rabinów. Mijają godziny podróży,
              a obaj mędrcy nie zamienili ze sobą ani słowa. -"Najmocniej przepraszam" -
              "mówi jeden ze współpasażerów. -"Miałem nadzieję, że jadąc w tym samym
              przedziale z tak wielkimi rabinami będę świadkiem wspaniałej dysputy na temat
              Tory, a wy tymczasem nie zamieniliście ze sobą ani słowa. Dlaczego tak jest? -
              "Widzi pan" - odpowiada jeden z rabinów. - "On jest wielki rabin i ja jestem
              wielki rabin. On wszystko wie i ja wszystko wiem, - to co my mamy ze sobą
              jeszcze dyskutować".

              Oczywiście, pociągami podróżowali nie tylko Żydzi; spotykali się oni tutaj z
              nie-Żydami (czyli gojami) - zarówno jako współpasażerami i jako obsługą
              pociągu. Pozwolę więc sobie o umieszczenie kilku anegdot na ten temat:

              W przedziale kolejowym jadą Żyd i szlachcic i rozmawiają na różne tematy.
              Kiedy w końcu rozmowa schodzi na temat interesów, szlachcic pyta: - "Panie
              kupiec, niechże pan mi powie, skąd wy - Żydzi macie taką dobrą głowę do
              interesów." Żyd, który właśnie je śledzia, uśmiecha się na te słowa i mówi: -
              "Widzi pan, panie dziedzicu, my Żydzi jadamy bardzo dużo ryb, i to razem z
              głowami. W ciele ryby, a zwłaszcza w jej głowie, znajduje się dużo fosforu.
              Fosfor rozwija komórki mózgowe i sprawia, że jesteśmy tak dobrzy w interesach."
              Szlachcic widzi, że Żyd obżera się śledziami, i postanawia coś zrobić, aby mu
              się lepiej powodziło w interesach. Mówi więc do Żyda: - "Panie kupiec,
              odsprzedaj mi kilka śledzi." Żyd odmawia. Szlachcic proponuje mu po pięć rubli
              za sztukę, potem dziesięć, potem piętnaście, potem dwadzieścia. Wreszcie, po
              długich targach, Żyd zgadza się sprzedać mu dwa śledzie za pięćdziesiąt rubli.
              Szlachcic zjada je z apetytem, ale niebawem odczuwa pragnienie. Na najbliższej
              stacji wychodzi więc z pociągu i idzie do bufetu, aby napić się piwa. Po chwili
              wraca do przedziału i mówi do Żyda: - "Ale ze mnie głupiec, że zapłaciłem panu
              tyle pieniędzy za te śledzie. Przecież mogłem poczekać do tej stacji i kupić je
              tutaj za trzydzieści kopiejek. - "O widzi pan, panie dziedzicu!" - woła Żyd. -
              "To już działa!"

              W przedziale kolejowym jadą Żyd i pułkownik armii rosyjskiej ze swoim psem.
              Pułkownik mówi, że jego pies wabi się Mosiek i umie wiele sztuczek. Pies na
              jego rozkaz aportuje, kładzie się plackiem na podłodze, chodzi na tylnych
              łapach". Oficer pyta: - "No i co , Żydku, jak ci się podoba mój Mosiek?" -
              "Bardzo mi się podoba" - mówi Żyd - "tylko wielka szkoda, że on nazywa się
              Mosiek." -"Dlaczego szkoda?" - pyta pułkownik. - No bo gdyby nie miał on
              takiego żydowskiego imienia, to ze swoją wiedzą i mądrością już dawno byłby
              generałem".

              Pewien Żyd tak opowiada o swojej podróży pociągiem: -"Jadę sobie i jadę, a tu
              nagle do przedziału wchodzi konduktor i patrzy na mnie tak, jak gdybym nie miał
              biletu." -"I co wówczas zrobiłeś" - zapytali słuchacze. - "Ano nic. Po prostu
              popatrzyłem na niego tak, jak gdybym miał bilet."

              Konduktor łapie w pociągu dwóch żydowskich pasażerów bez biletu. Jeden z nich
              jest staruszkiem, a drugi - młodzieńcem. -"Niech się pan zlituje, panie
              konduktorze" - prosi staruszek. -"Moja ukochana, jedyna córka bierze jutro
              ślub. Nie widziałem jej już kilka lat i bardzo chciałem pojechać na ten ślub,
              nie miałem zaś pieniędzy na bilet". -"No dobrze" - mówi konduktor. "Jedź dalej.
              No a ty?" - zwraca się z groźną mina do drugiego pasażera na gapę. "A ja" -
              mówi młodzieniec, pokazując palcem swojego towarzysza podróży - "jestem właśnie
              jego przyszłym zięciem".






Pełna wersja