Gość: Blong IP: *.zabkowska.sdi.tpnet.pl 25.08.03, 18:42 mamy cykl wyrwanych z kontekstu cytatow z koranu wiec tu cus malego z talmudu "Nie nalezy grozic dzecku kara, ale albo je wychlostac od razu, albo zmilczec i nic nie mowic." Simechot 2 Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
Gość: Blong kobiety smierdza IP: *.zabkowska.sdi.tpnet.pl 25.08.03, 18:44 "Zapytano Rabbiego Jehoszue: Dlaczego kobieta uzywa wonnosci, a mezczyzna ich nie uzywa? Odrzekl: Adam stworzony zostal z ziemi, a ziemia nigdy nie cuchnie. Zas Ewa zostala stworzona z kosci. A oto przyklad: pozostaw mieso trzy dni bez soli, a natychmiast zacznie cuchnac." Bereszit Rabba 17 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Blong kobiety stworzone do rodzenia IP: *.zabkowska.sdi.tpnet.pl 25.08.03, 18:46 "Rabbi Chija nauczal: Kobieta stworzona jest tylko po to, zeby byc piekna. Kobieta stworzona jest tylko do rodzenia dzieci. I jeszcze nauczal Rabbi Chija: Kobieta jest stworzona tylko po to, zeby sie stroic."" Ketuwot 59 Odpowiedz Link Zgłoś
pit_b Re: Talmud - chlostaj dzieci ??? 25.08.03, 18:48 Niestety, w swoim tytule mijasz sie z prawda o kilka ladnych kilometrow. 1) Ten przepis jest najwyrazniej skierowany przeciw pustym pogrozkom, psychicznemu znecaniu sie nad dziecmi (bardzo slusznie) 2) Daje wyrazna alteranatywe, nie kaze bic. Czytac ze zrozumieniem trzeba. Pit Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Blong Re: Talmud - chlostaj dzieci ??? IP: *.zabkowska.sdi.tpnet.pl 25.08.03, 18:49 daje dwie alternatywy bij albo nie bij nie zakazuje bicia a poleca go jako jedno z rozwiazan Odpowiedz Link Zgłoś
pit_b Re: Talmud - chlostaj dzieci ??? 25.08.03, 18:54 A jednak, istota przepisu jest cos innego, niz to, co eksponujesz. Punkt 1. Jakbys zajrzal do dobrych podrecznikow pedagogiki, to bys sie zdumial o ile ta zasada wychowawcza wyprzedza swoje czasy. Duch, chlopie. Czytac trzeba ze zrozumieniem. Pozdrawiam Pit Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Blong Re: Talmud - chlostaj dzieci ??? IP: *.zabkowska.sdi.tpnet.pl 25.08.03, 18:56 zauwaz ze ja nie twierdze nic innego niz ze sa dwie alternatywy rowne sobie a jedna z nich jest chlosta Odpowiedz Link Zgłoś
pit_b Re: Talmud - chlostaj dzieci ??? 25.08.03, 18:59 Czyzby chlosta (bicie) nie byla, jeszcze niedawno, normalnym srodkiem wychowawczym we wszystkich kulturach? Co w tym dziwnego? Widze, ze dalej nie zrozumiles istoty madrej rady, ktory mowi: karaj szybko, albo wcale. Pozdrawiam Pit Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Blong Re: Talmud - chlostaj dzieci ??? IP: *.zabkowska.sdi.tpnet.pl 25.08.03, 19:03 biorac doslownie jak jest moda na tym forum /wstep/ chlostaj albo nie - ale chlosta pozostaje zauwaz ze argument o zwyczajach kilka set/tysiecy lat wczesniej dokladnie pasuje do koranu, ale jakos malo kto go zauwaza i malo kto broni tutaj Odpowiedz Link Zgłoś
pit_b Zasadnicza roznica 25.08.03, 19:25 Nie wiem, na ile znasz Koran, Tore oraz praktyke Islamu i judaizmu. Koran jest, w istocie, bardzo szczegolowym zbiorem przepisow do wiernego stosowania. Wiele z tych przepisow utrwala jednoznacznie nienawisc do innych wyznan. Praktycznie nie masz swobody interpreacji. Posluszenstwo, to centrum Islamu. Judaizm jest zdecydowanie bardziej otwarty. Tora nie ma charakteru zbioru przepisow, z Twoich postow nawet widac, ze to raczej zbior ludowych madrosci. Mozliwe sa w judaizmie spory teologiczne, nienawisc do innowiercow nie jest silnie akcentowana. Mozliwe, ze jest szansa na otwarcie sie Islamu na swiat i jakies swieze powiewy nowych interpretacji. Na razie jednak, wyglada to dosyc smutnie. Nie pisze z teorii. Mieszkalem w stosunkowo cywilizowanym kraju islamskim przez 2 lata. Pozdrawiam Pit Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Blong Re: Zasadnicza roznica IP: *.zabkowska.sdi.tpnet.pl 25.08.03, 19:32 zauwaz jedno, jak interpretacja islamu w roznych okresach historycznych sie rozni naprz. skoki miedzy tolerancja dla chrzescijan i zydow i nawracanie tychze, a ciagle wyznawali jeden i ten sam koran porownaj tez zachowanie muzulmanow z roznych spolecznosci o roznych tradycjach i znow zobaczysz olbrzymie roznice choc ciagle koran jest jeden i ten sam i wszyscy w swoim zachowaniu powoluja sie na niego i na koniec popatrz na osame ktory twierdzi ze postepuje zgodnie z koranem i mnostwo wypowiedzi muzulmanow z roznych krajow /i arabskich naprz. egipt/ potepiajacych osame ze dziala niezgodnie z koranem wiec jak widzisz mozliwosci interpretacji sa duze Odpowiedz Link Zgłoś
pit_b Re: Zasadnicza roznica 25.08.03, 19:43 W przypadku Osamy bin Ladena, klopoty z interpretacja nie dotycza teologii, a oceny stanu faktycznego. Tzn., centralne jest tu pytanie, czy USA sa wojujacym wrogiem Islamu. Faktem jest, ze na takie pytanie, twierdzaco moze odpowiedziec tylko psychopata, tu wlasnie zaczyna sie problem bin Ladena i jego kolegow. Na pewno Koran mozna sprobowac zinterpretowac w duchu otwartosci. Problem w tym, ze jest to dosyc trudne, ze wzgledu na bardzo konkretny styl tej natchnionej ksiegi. Tak, czy inaczej, obecnie Islam brnie w slepa uliczke, nie widac swiezych idei. Pozdrawiam Pit Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Blong Re: Zasadnicza roznica IP: *.zabkowska.sdi.tpnet.pl 25.08.03, 19:53 zauwaz ze miales w historii okresy kiedy islam byl bardzo otwarty na nauke i bardzo zamkniety na wszelkie nowe mysli i znow wszyscy korzystali z jednej i tej samej ksiegi zreszta ja uwazam ze aktualny kurs czesci muzulmanow - powrot do powiedzmy ortodoxyjnej wykladni i potepianie wszystkiego co inne - jest spowodowany obawa z dominacji zachodniej kultury i odejscia ludzi od tradycji zreszta nie trzeba patrzec az na islam, taka sama tendencje ma przeciez i czesc kosciola katolickiego Odpowiedz Link Zgłoś
pit_b Problem 25.08.03, 20:07 Tak czy inaczej, maja dzis duzy problem i my tez. Chca bogactwa swiata zachodniego, a nie chca zachodniego stylu zycia. To widac nawet wsrod imigrantow. Chca duzo konsumowac, ale nie potrafia pogodzic tego ze swoja religia. Chca zachowac tozsamosc, ale ciagnie ich bardziej prezna kultura Zachodu. Nie bardzo sobie z tym wszystkim radza i dlatego bardzo nas nienawidza. Koran tez nie bardzo tu pomaga. Co proponujesz? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Blong Re: Problem IP: *.zabkowska.sdi.tpnet.pl 26.08.03, 00:32 owszem problem i to w stwierdzeniu "bardzo nas nienawidza" czy ty uwazasz ze abdul z pcimia pustynnego przy rijadzie naprawde mysli tylko o tym jak zamordowac wszystkich niemuzulmanow ? to raczej jakas dziwna wizja bo arabow poznalem w zyciu dosyc sporo a ekstremistow /ktorymi ponoc sa wszyscy tylko z racji swojej wiary/ byl zupelny ulamek, powiedzialbym ze podobny procent jak rydzykowcow w polsce Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Blong nie rozmawiaj wiele z zona IP: *.zabkowska.sdi.tpnet.pl 25.08.03, 18:52 "Jose ben Jochanan z Jerozolimy powiada: Nicha dom twoj bedzie otwarty na osciez i niech ubodzy beda twymi domownikami, a nie rozmawiaj wiele z zona. Mowa tu o zonie wlasnej, a coz dopiero o zonie przyjaciela! Stad powiadaja medrcy: Kto rozmawia wiele z zona, sprowadza zlo na siebie, zaniedbuje slowa Tory, a w koncu znajdzie sie w piekle." Awot 1,5 Odpowiedz Link Zgłoś
miriamfirst_ Re: Talmud - o Ewie 25.08.03, 18:55 Talmud nie jest opiniotwórczy. To nie jest wyrocznia. Talmud to dyskusje wielu rabinów, bardzo, bardzo wielu. Można znaleźć w Talmudzie wiele cytatów, w których rabini piszą, że kobieta jest delikatniejsza (od mężczyzny), subtelniejsza, pachnąca, i w ogóle ponad wszystko. Porównują Ją do "boskiego mieszkania" - ponieważ posiadła zdolnośc rodzenia dzieci. Hej Blong, a wogóle, to zaatakuj sprawę globalnie: napisz o Ewie, i zaproponuj nam, kobietom odpowiedzialność zbiorową. Bo co to jest? gdyby nie wrąbała tego jabłka, to siedziałbyś sobie w Gan Eden, popijał zimne pifko, Pan Bóg przechadzałby się, a tak? Ukłony Miriam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Blong Re: Talmud - o Ewie IP: *.zabkowska.sdi.tpnet.pl 25.08.03, 18:58 pachnaca bo musi uzywac pachnidel )) i tak na marginesie przeczytaj wstepniak nie twierdze w odroznieniu od tych co tu "cytuja" koran ze to jedyna sprawiedliwa wykladnia, ale wybieram sobie rozne smakowite kawalki, nie moge ? _ Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Blong o lekarzach IP: *.zabkowska.sdi.tpnet.pl 25.08.03, 19:06 "Lekarz, ktory leczy za darmo, nic nie jest wart" Bawa Batra 85 "Chocby najlepszy lekarz - do piekla z nim" Kidduszin 82 "Przyslowie powiada: Szanuj swojego lekarza, dopoki moze ci sie przydac" Taanit 80,3 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Blong interesy IP: *.zabkowska.sdi.tpnet.pl 25.08.03, 19:20 "Gorsza jest nieuczciwosc w mowie niz nieuczciwosc w interesach" Bawa Mecyja 58 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: zosia Re: interesy IP: w3cache.* / 192.168.0.* 25.08.03, 20:18 W innym wątku przedstawiałeś pogląd, że wyznawcy islamu nie są zobowiązani przez koran do nienawiści wobec innowierców. To miłe. Ja też w to wierzę. Gdybyś tylko zechciał potwierdzić to uczynkami. To, że Palnick, z ktorym w ogóle nie mam ochoty gadać, napadł na muzułmanów, nie powinno wywoływać takiej reakcji u osoby szlachetnej, za jaką się uważasz. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Blong Re: interesy IP: *.zabkowska.sdi.tpnet.pl 26.08.03, 00:26 1. nie uwazam sie za jakos specjalnie szlachetnego 2. nie nawoluje do nienawisci jak i odpuscilem sobie komentarze w stylu palnickowo pulsowych a podaje czyste cytaty, zreszta nie wybralem tylko dziwne kawalki ale i jeden relatywnie zabawny /ciut glupawy/ o pachnidlach Odpowiedz Link Zgłoś
tete Re: Talmud - kobiety, miłość 26.08.03, 00:22 Kobieta, jeśli pragnie czegoś, to sercem ; mężczyzna, jeśli pragnie czegoś, to ustami.Dobra to cecha kobiet. ERUWIN 100 Gdy miłość była wielka, wystarczało nam łoże na szerokość klingi miecza, teraz, kiedy miłość zmalała, łoże na sześćdziesiąt łokci nie jest nam za szerokie. SANNHEDRIN 7 Pewien człowiek miał dwie żony, jedną młodą, drugą starą. Mloda wyrywała mu włosy siwe, a stara - czarne. Dzięki jednej i drugiej stał się łysy. BAWA KAMMA 60 Miłość wypacza widzenie ; i nienawiść wypacza widzenie. BERESZIT RABBA 55 Miłość przekreśla wszelkie reguły. SANNHEDRIN 105 ; BERESZIT RABBA 55 pozdrawiam nocnie, tete Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Blong :))) IP: *.zabkowska.sdi.tpnet.pl 26.08.03, 00:24 hehe tete czyzbys korzystala z tego samego zrodla ? Odpowiedz Link Zgłoś
tete Re: :))) 26.08.03, 00:26 to możliwe PIW 1988 r., Z mądrości Talmudu wybrali i przełożyli Szymon Datner i Anna Kamieńska tete Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Blong Re: :))) IP: *.zabkowska.sdi.tpnet.pl 26.08.03, 00:28 bingoooo ten z wyrywaniem wlosow to moj ulubiony dlatego to poznalem Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Mosze Talmud - Nie tylko chlostaj dzieci... IP: *.red.bezeqint.net 26.08.03, 08:02 . WSPANIAŁE MIASTO CHEŁM Do Chełma przyjechał kiedyś z Lublina gubernator i oczywiście pierwsze swoje kroki skierował do tutejszego RaMBaM - rabina. Przez dłuższy czas rozmawiali ze sobą na różne interesujące tematy; rabin opowiadał gubernatorowi o osobliwościach tego pięknego miasta i wtajemniczał go w jego sekrety. Na koniec gubernator zapytał rabina, czy w Chełmie urodzili się jacyś wielcy ludzie. Pytanie to wprawiło rabina w konsternację. "Niestety nie, wasza ekscelencjo"- odpowiedział. - "Jestem tutaj rabinem już przez trzydzieści lat i przez cały ten okres rodziły się tylko małe dzieci". Podobno pewnego podróżnego, który nocował w najlepszym chełmskim hotelu, obudził o godzinie czwartej nad ranem właściciel tego hotelu, który zwrócił się do niego z taką prośbą: "Niech pan prędzej śpi, bo pańskie prześcieradło potrzebne jest do tego, aby przykryć nim jako obrusem stół w naszej restauracji hotelowej; pewien gość naszego hotelu wyjeżdża bowiem wcześnie rano i o godzinie szóstej musimy mu podać śniadanie". Jednego z chełmskich mędrców zobaczono kiedyś, jak szybkim krokiem wychodzi z walizką w ręku ze swojego domu i woła do siedzącego na ganku starszego człowieka; "Bądź mi zdrów, teściu, jadę w interesach do Warszawy". Kilkanaście minut później ten sam chełmianin pojawił się znowu na progu swojego domu, tym razem wołając: "Nie bądź mi jeszcze zdrów, teściu; spóźniłem się na pociąg". Innego chełmskiego mędrca widziano, jak biegnie w stronę dworca kolejowego. Zapytany o to, gdzie się tak spieszy, odpowiedział, że musi odebrać z dworca swoją teściową, która we środę przyjeżdża koleją z Warszawy. Na uwagę, że środa będzie dopiero na następny dzień, odpowiedział: "Ale ja będę jutro bardzo zajęty, więc wolę załatwić to dzisiaj i mieć kłopot z głowy". Mełamed z Chełma zwykł był mawiać: "Gdybym był Rotszyldem, to byłbym jeszcze bogatszy od niego, gdyż dorabiałbym sobie jeszcze ucząc dzieci w chederze. W Chełmie nie tylko mężczyźni zajmują się studiowaniem Tory, ale także i kobiety chcą wiedzieć, co czyta się w synagodze w cotygodniowej parszy. Pewna mieszkanka Chełma czytała właśnie pierwszą parszę z Tory, parszę Bereszit. Nie wiadomo dokładnie, czy studiowała Chumesz, czy też raczej (co wydaje się bardziej prawdopodobne) księgę Cene Urene w języku jidysz. Skleiły jej się jednak kartki, tak więc koniec historii pierwszych ludzi na ziemi połączyła z opisem budowy arki Noego; przeczytała więc takie zdanie: "I poznał Adam żonę swoją Ewę.. i wysmarował ją od środka i od zewnątrz smołą", po czym zawołała: "Jacy to źli ludzie żyli w tamtych czasach". W niedługi czas potem w synagodze odczytywano z Tory parszę Wajeszew. Mieszkanka Chełma czytała o tym, jak to bracia sprzedali Józefa Izmaelitom, i użaliła się nad jego losem. Zawołała: "Biedna sieroto bez matki. Jakże tak można krzywdzić rodzonego brata". Po chwili jednak przypomniała sobie, że rok wcześniej czytała tę samą historię. Rozsierdziła się bardzo i krzyknęła: "O ty idioto! Przecież już rok temu cię sprzedali, a ty pomimo tego nadal się z nimi zadawałeś. Wiedziałeś, jakie to z nich są gagatki, a dałeś się im jeszcze raz podejść! Dobrze ci tak!" Mieszkańcy Chełma są ludźmi bardzo towarzyskimi i często umawiają się na spotkania. Zwykle wygląda to tak: jeden chełmian widzi na ulicy swojego znajomego i mówi do niego: - "Umówmy się na spotkanie." -"Doskonale" - mówi drugi chełmianin - "ale na kiedy?" -"Na kiedy tylko chcesz" - odpowiada ten pierwszy. - "A gdzie się spotkamy?" - pyta drugi chełmianin. -"Gdzie tylko sobie życzysz" - odpowiada pierwszy chełmianin. -"Świetnie" - mówi ten drugi - "to już jesteśmy umówieni. Tylko się nie spóźnij". Pewien mieszkaniec Chełma spotkał się kiedyś wieczorem z kilkoma przyjaciółmi i niewąsko popił gorzałkę. Zmęczony i upity, wrócił do domu; nie zdejmując ubrania ani butów położył się do łóżka na odwrotną stronę - z nogami na wezgłowiu, a z głową w nogach łóżka - i zasnął. Rano skacowany chełmianin obudził się z uczuciem, że głowa mu pęka. Popatrzył na swoje obute stopy, spoczywające na poduszce, i zawołał: -"Ja myślałem, że mnie głowa boli, a to przecież buty mnie tak strasznie cisną!". Każdy musi umrzeć, a mieszkańcy Chełma nie byli żadnym wyjątkiem od tej reguły. Kiedy chełmianin umarł, to jego doczesne szczątki zakopywano na miejscowym cmentarzu, gdzie oczekiwały na przyjście Mesjasza. Atoli w związku z tym powstał bardzo poważny problem: otóż cmentarz chełmski był już za mały i brakowało na nim miejsca na nowe pochówki. Pomimo tego mieszkańcy Chełma nie chcieli przestać umierać. W związku z tym Rada Chełmskich Mędrców zebrała się, aby omówić zaistniałą sytuację. Wszyscy zgadzali się z tym, że trzeba cmentarz powiększyć. Jak to jednak zrobić? Z dwóch stron cmentarz otaczały zabudowania, z trzeciej płynęła rzeka, zaś z czwartej przytykał on do podnóża góry. Mędrcy dyskutowali przez wiele dni i nocy. Doszli do wniosku, że nie mogą rozebrać domów, gdzieżby bowiem mieszkali wówczas ludzie. Nie potrafią też osuszyć rzeki. Jedyne zatem co im pozostało, to przesunięcie góry. Jak to jednak zrobić? Bardzo prosto. Przecież mieszkańcy Chełma to nie ułomki. Jeśli zbiorą się wszyscy mężczyźni z całego miasta i odpowiednio się natężą, to niechybnie górę przesuną. Co mędrcy uradzili, to chełmianie wcielili w życie. Zebrali się wszyscy jak jeden mąż - z jednym sercem, jedną duszą i jedną wolą - i zaczęli pchać górę. Był upalny dzień, słońce grzało, więc pracującym ciężko chełmianom było bardzo gorąco. Pot zalewał im czoła, co niewątpliwie przeszkadzało im w pracy. Jeden z mędrców zaproponował więc swoim towarzyszom, aby zdjęli kapoty i pracowali w samych tylko koszulach. Pozostali skwapliwie skorzystali z tej propozycji. Złożyli wszystkie kapoty na jedną kupkę, i z jeszcze większym zapałem wzięli się do pracy. Przychodziła akurat obok grupa złodziei z sąsiedniego miasteczka. Zobaczyli grupę Żydów pchających górę z takim zapałem, że na nic dokoła nie zwracali uwagi, obok zaś leżały ich kapoty. Nie namyślając się długo ukradli je i poszli dalej swoją drogą. A tymczasem chełmianie pchali górę i pchali. W pewnej chwili najmędrszy z chełmian odwrócił się do tyłu i zawołał: "Patrzcie, jak wielką pracę już wykonaliśmy! Odepchnęliśmy górę tak daleko, że już nie widać naszych kapot!" ŻYDZI I CHIŃCZYCY Właśnie minęła setna rocznica urodzin słynnego komika estradowego Kazimierza Krukowskiego (skądinąd zresztą kuzyna Juliana Tuwima), który w latach występując w międzywojennych warszawskich kabaretach wykreował postać Lopka, biednego warszawskiego Żyda z mnóstwem curesów na głowie. W jednym ze swoich monologów Lopek mówił, że ma trójką dzieci. Początkowo planował, że będzie ich miał czworo, kiedy jednak przeczytał w gazecie, że co czwarte rodzące się na ziemi dziecko jest chińczykiem, postanowił ograniczyć się do trojga - nie chciał mieć bowiem dziecka-chińczyka. Podobno Żydzi i Chińczycy to dwa najstarsze (z istniejących po dziś dzień) narody. Niektórzy socjologowie porównywali sytuację Żydów w Europie i Chińczyków w Południowo-wschodniej Azji. Jednakże mieszkający na ogół w Europie Żydzi nie mieli raczej kontaktów z Chińczykami zamieszkującymi wschodnią Azję. Sytuacja zmieniła się gdy przedstawiciele obu tych nacji przenieśli się do Ameryki. Wielu Chińczyków prowadziło tutaj pralnie i (bardzo popularne także wśród amerykańskich Żydów) restauracje. Dlatego też zwykli byli mówić, że naród żydowski istnieje cztery tysiące lat, zaś naród chiński - tylko trzy tysiące lat. Któż zatem tym biednym Żydom przez pierwsze tysiąc lat prał koszule i co oni wówczas jedli. Chińczycy w podświadomości amerykańskich Żydów jakoś powiązali się z samą ideą restauracji jako takiej, co zapewne zaowocowało popularną anegdotą: Pewien Żyd przyjec Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Mosze Re: Talmud - Nie tylko chlostaj dzieci...(2) IP: *.red.bezeqint.net 26.08.03, 08:03 . ŻYDZI I CHIŃCZYCY Właśnie minęła setna rocznica urodzin słynnego komika estradowego Kazimierza Krukowskiego (skądinąd zresztą kuzyna Juliana Tuwima), który w latach występując w międzywojennych warszawskich kabaretach wykreował postać Lopka, biednego warszawskiego Żyda z mnóstwem curesów na głowie. W jednym ze swoich monologów Lopek mówił, że ma trójką dzieci. Początkowo planował, że będzie ich miał czworo, kiedy jednak przeczytał w gazecie, że co czwarte rodzące się na ziemi dziecko jest chińczykiem, postanowił ograniczyć się do trojga - nie chciał mieć bowiem dziecka-chińczyka. Podobno Żydzi i Chińczycy to dwa najstarsze (z istniejących po dziś dzień) narody. Niektórzy socjologowie porównywali sytuację Żydów w Europie i Chińczyków w Południowo-wschodniej Azji. Jednakże mieszkający na ogół w Europie Żydzi nie mieli raczej kontaktów z Chińczykami zamieszkującymi wschodnią Azję. Sytuacja zmieniła się gdy przedstawiciele obu tych nacji przenieśli się do Ameryki. Wielu Chińczyków prowadziło tutaj pralnie i (bardzo popularne także wśród amerykańskich Żydów) restauracje. Dlatego też zwykli byli mówić, że naród żydowski istnieje cztery tysiące lat, zaś naród chiński - tylko trzy tysiące lat. Któż zatem tym biednym Żydom przez pierwsze tysiąc lat prał koszule i co oni wówczas jedli. Chińczycy w podświadomości amerykańskich Żydów jakoś powiązali się z samą ideą restauracji jako takiej, co zapewne zaowocowało popularną anegdotą: Pewien Żyd przyjechał z Polski do Nowego Jorku i ponieważ zatęsknił za domem, zapragnął zjeść posiłek w jakiejś możliwie najbardziej typowej żydowskiej restauracji. Wskazano mu taką restaurację gdzieś tam na Lower East Side. Jakież było jego zdumienie, kiedy zauważył, że kelnerami w tej restauracji byli Chińczycy, skądinąd znakomicie mówiący w języku jidysz. Udał się więc do kantorku właściciela restauracji, który był sędziwym ortodoksyjnym Żydem z długą siwą brodą, i zapytał go: "Gdzieżeś pan znalazł tylu Chińczyków znających język jidysz". Właściciel restauracji przyłożył palec do wargi i wyszeptał: "Sza, niech pan nie mówi tak głośno. Oni są przekonani, że to angielski. ŻYDZI I CHIŃCZYCY Pewien amerykański Żyd odwiedzał Chiny. Spacerował właśnie ulicami Szanghaju, kiedy doleciał go melodyjny zaśpiew hebrajskiej modlitwy. Podążył za tym głosem, aż w końcu znalazł się w pomieszczeniu, w którym kilkunastu typowo wyglądających Chińczyków, w narodowych chińskich strojach, kiwając się, odmawiało szmone esre. Amerykański Żyd był bardzo zdziwiony tym widokiem. Nie posiadając się ze zdumienia, zawołał: "To wy jesteście Żydami?" Słysząc te słowa jeden z modlących odwrócił się, pokazał go palcem i powiedział do swoich kolegów: "Patrzcie na tego człowieka, on wcale nie wygląda jak Żyd!" SZADCHEN (SWAT) Jedną z najpopularniejszych postaci w miasteczku był swat. Co prawda małżeństwa zadecydowane są w niebiosach, ale swat musiał się nieraz nieźle nabiegać i nagadać, aby wola niebios mogła zostać zrealizowana. I tak pewien swat przekonywał młodego człowieka, że powinien się ożenić. Ten - nie będąc przekonany do ożenku - zapytał, do czego potrzebna mu jest żona. Swat odpowiedział: "Jak to do czego potrzebna jest żona. Budzisz się pan z samego rana, a obok pana uśmiechnięta żona, śniadanie na stole, a na krześle uprane i wyprasowane ubranie. Wracasz po pracy do domu, a na stole ciepły obiad. Po poobiedniej drzemce małżonka przychodzi, siada obok i opowiada o wszystkim, co jej się przydarzyło w trakcie dnia. I mówi, mówi, mówi, mówi... Ojojoj! Żeby jej tak mowę odjęło!" Pewien swat dożył sędziwego wieku i uznał, że stan zdrowia utrudnia mu właściwe wykonywanie tej jakże ważnej funkcji; ktoś powinien go więc wyręczyć i wziąć na swoje barki przynajmniej część jego obowiązków. Przyjął więc "do terminu" pewnego młodego człowieka, który miał przy nim przyuczać się do zawodu, a później pomagać mu w kojarzeniu małżeństw. Przed udaniem się z pierwszą wizytą. stary swat powiedział do swojego ucznia: "Zapamiętaj sobie dobrze, że najważniejszą rzeczą w naszym zawodzie jest wychwalanie aż do przesady. Jeśli opanujesz tę umiejętność, to będziesz dobrym swatem". Młody człowiek powiedział, że rozumie i dostosuje się do wskazówek swojego mistrza. Udali się zatem do pewnego bogatego człowieka, aby zaproponować dobrą partię dla jego jedynego syna. Stary swat zaczął rozmowę z gospodarzem. - "Dziewczyna pochodzi z bardzo dobrej rodziny" - powiedział. -"Co to znaczy z dobrej rodziny?" - zawołał praktykant.- "Ona jest blisko spokrewniona z samym Gerer Rebe (cadykiem z Góry Kalwarii)!" -"Jej rodzice są bardzo bogaci" - powiedział swat. -"Co to znaczy bogaci?" - zawołał praktykant.- "To milionerzy, to istni Rotszyldowie!" -"Dziewczyna jest bardzo mądra" - powiedział swat. -"Co to znaczy mądra?" - zawołał praktykant. - "Ona ma rozum jak sam RaMbaM!" -"Jest także bardzo piękna" - powiedział swat. -"Co to znaczy piękna?" - zawołał praktykant. - "Ona jest podobna do Szulamit, to prawdziwa Wenus!" -"Ma tylko jedną małą wadę" - powiedział swat. -"Na plecach ma malutką brodawkę". - "Co to znaczy malutką brodawkę?" - zawołał praktykant. - "Ona jest większa od Góry Synaj!" Swat nie mógł nigdy tracić języka w gębie. I tak pewien swat zapoznał kiedyś młodego człowieka z wielce urodziwą panną, która to panna bardzo mu się spodobała. Zaprosił ją więc do kawiarni, a potem do teatru. Na drugi dzień rano któryś z przyjaciół zapytał go, kim jest dla niego owa niewiasta, z którą widziano go poprzedniego wieczora. Młody człowiek oświadczył z dumą, że jest to jego narzeczona. Jego przyjaciel zaczął się śmiać, że chyba zwariował, albowiem z ową niewiastą żyło już pół miasta. Zrozpaczony młody człowiek udał się z pretensjami do swata. Swat wysłuchał go uważnie, po czym - wcale nie zbity z pantałyku - stwierdził autorytatywnie: "Też mi miasto! Tylko pięć tysięcy mieszkańców". MAGID Z DUBNA Najwybitniejszym i najsłynniejszym żydowskim kaznodzieją swojej epoki był Jaakow ben Zeew Wolf Kranz, zwany Magidem z Dubna (ok. 1740-1804). Wędrował on po całej Europie Środkowej i Środkowo-wschodniej, nauczając i wygłaszając wspaniałe, porywające kazania. Podróżując pomiędzy większymi miastami, gdzie zatrzymywał się na dłużej, odwiedzał także i mniejsze miasteczka. Wszędzie gotowano mu królewskie przyjęcie i witano z najwyższymi honorami. Z podziwem i zazdrością patrzył na to wożący Magida woźnica. Wreszcie nie wytrzymał i zwrócił się do niego z następującą prośbą: - Rebe! Wszędzie witają cię jak króla albo cesarza. Chciałbym choć raz doświadczyć takich zaszczytów. Pozwól mi przebrać się w twoje szaty i w mieście, do którego się zbliżamy, uchodzić za wielkiego kaznodzieję z Dubna. Magid uśmiechnął się i powiedział: - Chętnie spełnię twoją prośbę. Jest jednak jeden problem. Otóż kiedy przyjeżdżam do jakiegoś miasta, to po uroczystym przyjęciu, którego mi tak zazdrościsz, zapraszają mnie do bet ha-midraszu, gdzie zadają mi bardzo trudne pytania na temat Tory. Skąd będziesz wiedzieć, jak na nie odpowiedzieć? Woźnica zapewnił go, że da sobie radę, więc rozbawiony Magid zamienił się z nim ubraniem i usiadł na koźle. Niebawem wjechali do miasteczka. Mieszkańcy miasteczka - szczęśliwi, że goszczą u siebie tak wielkiego "rabina" - fetowali go z wielkim zapałem. Potem zaprowadzili go do miejscowego bet ha-midraszu, gdzie dano mu do rozwiązania bardzo skomplikowany problem. Przebrany Magid z Dubna stał obok, ciekaw, jak jego woźnica poradzi sobie w tej sytuacji. Ten zaś powiedział: - Jak to? Takie łatwe i proste pytanie zadajecie mnie, słynnemu Magidowi z Dubna? Na takie pytanie mógłby odpowiedzieć nawet mój furman. Woźnico, chodź no tutaj! Do Magida z Dubna przybył kie Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Mosze Re: Talmud - Nie tylko chlostaj dzieci...(3) IP: *.red.bezeqint.net 26.08.03, 08:05 MAGID Z DUBNA Najwybitniejszym i najsłynniejszym żydowskim kaznodzieją swojej epoki był Jaakow ben Zeew Wolf Kranz, zwany Magidem z Dubna (ok. 1740-1804). Wędrował on po całej Europie Środkowej i Środkowo-wschodniej, nauczając i wygłaszając wspaniałe, porywające kazania. Podróżując pomiędzy większymi miastami, gdzie zatrzymywał się na dłużej, odwiedzał także i mniejsze miasteczka. Wszędzie gotowano mu królewskie przyjęcie i witano z najwyższymi honorami. Z podziwem i zazdrością patrzył na to wożący Magida woźnica. Wreszcie nie wytrzymał i zwrócił się do niego z następującą prośbą: - Rebe! Wszędzie witają cię jak króla albo cesarza. Chciałbym choć raz doświadczyć takich zaszczytów. Pozwól mi przebrać się w twoje szaty i w mieście, do którego się zbliżamy, uchodzić za wielkiego kaznodzieję z Dubna. Magid uśmiechnął się i powiedział: - Chętnie spełnię twoją prośbę. Jest jednak jeden problem. Otóż kiedy przyjeżdżam do jakiegoś miasta, to po uroczystym przyjęciu, którego mi tak zazdrościsz, zapraszają mnie do bet ha-midraszu, gdzie zadają mi bardzo trudne pytania na temat Tory. Skąd będziesz wiedzieć, jak na nie odpowiedzieć? Woźnica zapewnił go, że da sobie radę, więc rozbawiony Magid zamienił się z nim ubraniem i usiadł na koźle. Niebawem wjechali do miasteczka. Mieszkańcy miasteczka - szczęśliwi, że goszczą u siebie tak wielkiego "rabina" - fetowali go z wielkim zapałem. Potem zaprowadzili go do miejscowego bet ha-midraszu, gdzie dano mu do rozwiązania bardzo skomplikowany problem. Przebrany Magid z Dubna stał obok, ciekaw, jak jego woźnica poradzi sobie w tej sytuacji. Ten zaś powiedział: - Jak to? Takie łatwe i proste pytanie zadajecie mnie, słynnemu Magidowi z Dubna? Na takie pytanie mógłby odpowiedzieć nawet mój furman. Woźnico, chodź no tutaj! Do Magida z Dubna przybył kiedyś w odwiedziny zaprzyjaźniony z nim wielki rabin Elijahu ben Salomon Zalman, zwany Gaonem z Wilna (1720-1797). W czasie rozmowy gość zapytał gospodarza, jak to się dzieje, że zawsze ma on na podorędziu jakąś stosowną przypowieść. Magid z Dubna tak odpowiedział: Żeby to wyjaśnić, muszę posłużyć się przypowieścią. Otóż pewien oficer był mistrzem w strzelaniu z łuku do tarczy. Zawsze zdobywał pierwsze miejsce we wszystkich konkursach, w jakich brał udział, otrzymał więc z tego powodu wiele złotych medali i dyplomów. Pewnego razu, będąc w podróży, przenocował w żydowskiej karczmie. Jakie było jego zdumienie, kiedy w przydzielonym mu pokoju znalazł na ścianie wiele tarcz strzelniczych narysowanych kredą na ścianie, a w każdej z nich w samym środku tkwiła strzała. Oficer był mistrzem, ale nawet on nie osiągnąłby za każdym razem tak idealnego efektu. Zszedł więc na dół i zapytał karczmarza o to, kto w u niego strzela z łuku do celu. Karczmarz odpowiedział, że to jego dziesięcioletni synek bawi się w taki sposób. Oficer poprosił, aby przyprowadzono do niego chłopca. Kiedy stanął przed nim mały, bosy i umorusany chłopczyk, oficer powiedział: - Widzę, że jesteś doskonałym strzelcem. Gdzie się tego nauczyłeś? Kto tak cię wyszkolił, że za każdym razem trafiasz w sam środek tarczy? - Nikt mnie nie uczył strzelać - odpowiedział chłopiec. - A wyjaśnienie tego, że strzały tkwią w samym środku tarcz, jest bardzo proste. Ja najpierw strzelam z łuku, a potem rysuję kredą kółko wokół wbitej w ścianę strzały. Ja postępuję tak samo, jak ten chłopiec - powiedział Magid z Dubna. - Kiedy słyszę jakąś przypowieść, zachowuję ją w pamięci. Wiem, że prędzej czy później znajdzie się okazja, aby ją użyć. MEŁAMED (Nauczyciel) Mełamed opisuje uczniom dobroć Boga. Mówi im: Jeśli któryś ze zmysłów człowieka szwankuje, to dobry Bóg sprawia, że jakiś inny zmysł jest udoskonalony. Na przykład jeśli ktoś ma osłabiony wzrok, to jego słuch i dotyk są bardziej czułe. Czy któryś z was mógłby dać jakiś inny przykład? - "Mój wujek ma jedną nogę krótszą" - mówi mały Dawidek -"Bóg mu to jednak wynagrodził, bo drugą nogę ma dłuższą" Uczniowie w chederze przerabiali księgę Sz'mot (Księgę Wyjścia) i doszli do tego miejsca, w którym napisano, że pożywieniem Izraelitów na pustyni była manna, która miała smak miodu i capichit. Uczniowie nie wiedzą, co znaczy słowo capichit, więc jeden z nich pyta o to nauczyciela. Mełamed sam nie rozumie znaczenia tego słowa, nie może jednak przyznać się do tego uczniom, gdyż podważyłoby to jego autorytet. Mówi więc tak: "No wiesz, kiedy Izraelici pod wodzą Mojżesza wędrowali po pustyni, to ich pożywieniem była zesłana przez Boga manna, która miała właśnie smak miodu i capichit." Uczeń mówi: "No tak, ja to wiem, ale co znaczy słowo capichit?" Nauczyciel jest w kłopocie, i odpowiada: "No wiesz, to całkiem proste! Gdy w ziemi Kanaan zapanował głód, to nasz praojciec Jakub razem ze swoją rodziną zamieszkał w Egipcie, gdzie namiestnikiem był jego syn Józef. Początkowo Izraelitom powodziło się bardzo dobrze, potem jednak srogi Faraon zaczął ich uciskać. Wtedy nasi przodkowie wyszli z Egiptu pod wodzą Mojżesza i przez czterdzieści lat wędrowali po pustyni, gdzie żywili się manną, którą zesłał im Bóg i która miała właśnie smak miodu i capichit. " Uczeń mówi: "Ja to wszystko wiem, ale nie rozumiem, co znaczy słowo capichit." - "Ale z ciebie tępak!" - mówi nauczyciel, ocierając pot z czoła. - "Słuchaj uważnie! Bóg stworzył świat w siedem dni. Adam i Ewa zgrzeszyli i zostali wygnani z Raju. Jednak ich potomkowie nadal grzeszyli, dlatego Bóg zasłał potop i ocalał tylko sprawiedliwy Noe i jego rodzina. Potem ludzie nadal grzeszyli i chcieli zbudować wieżę do nieba, dlatego Bóg pomieszał im języki. Na rozkaz Boga nasz praojciec Abraham opuścić Ur Chaldejskie i zamieszkał w Kraju Kanaan. Później - kiedy zapanował tam głód - nasz praojciec Jakub ze swoją rodziną przeniósł się stamtąd do Egiptu, gdzie namiestnikiem był jego syn Józef. Początkowo Izraelitom powodziło się bardzo dobrze, potem jednak srogi Faraon zaczął ich uciskać. Wtedy nasi przodkowie wyszli z Egiptu pod wodzą Mojżesza i przez czterdzieści lat wędrowali po pustyni i żywili się zesłaną przez Boga manną, która miała właśnie smak miodu i capichit." - "Ja to wszystko rozumiem" - mówi uczeń - ale co to jest capichit?" - "O ty łobuzie" - woła czerwony z gniewu mełamed - "Ty chcesz, abym ci opowiedział, co było przed stworzeniem świata." CHAZAN czyli kantor Jadą Żydzi pociągiem i rozmawiają. Jeden z nich mówi: "Czy wiecie o tym, że słynny chazan Mosze Kusewicki wziął udział w koncercie publicznym w Odessie i zarobił na tym sto tysięcy rubli? Jeden z obecnych w przedziale Żydów wtrąca się do rozmowy i mówi: "To prawda. Ja też słyszałem o tym przypadku. Wszystko zgadza się całkowicie, jest tu jednak drobna nieścisłość. Otóż nie w Odessie ale w Berdyczowie. I nie Mosze Kusewicki ale Gedalia Bonower. I nie słynny chazan, ale kupiec drzewny z rozległymi interesami. I nie sto tysięcy ale dwieście tysięcy rubli. I nie zarobił ale stracił. I nie za udział w koncercie ale na nieudanej transakcji kupna lasu. Żydzi siedzą przed synagogą i rozmawiają o chazanie, odprawiającym modlitwy w tym mieście, i chwalą go za to, że tak pięknie śpiewa. "Też mi coś" - wtrąca się do ich rozmowy przechodzący obok Żyd - to przecież żadna zasługa. Jakbym ja miał tak wspaniały głos jak on, to śpiewałbym dużo, dużo lepiej". Żydzi nie są zadowoleni z zatrudnionego niedawno przez gminę nowego chazana, udają się więc do rabina z propozycją zwolnienia go z pracy i przyjęcia na jego miejsce kogoś innego. "Dlaczego uważacie, że nasz chazan nie nadaje się na swoje stanowisko?" - pyta rabin Żydzi jeden przez drugiego mówią, że chazan ma bardzo brzydki głos i dlatego śpiewa modlitwy w nieodpowiedni sposób - co tu dużo mówić, po prostu skrzypi jak nie na Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Mosze Re: Talmud - Nie tylko chlostaj dzieci...(4) IP: *.red.bezeqint.net 26.08.03, 08:07 CHAZAN czyli kantor Jadą Żydzi pociągiem i rozmawiają. Jeden z nich mówi: "Czy wiecie o tym, że słynny chazan Mosze Kusewicki wziął udział w koncercie publicznym w Odessie i zarobił na tym sto tysięcy rubli? Jeden z obecnych w przedziale Żydów wtrąca się do rozmowy i mówi: "To prawda. Ja też słyszałem o tym przypadku. Wszystko zgadza się całkowicie, jest tu jednak drobna nieścisłość. Otóż nie w Odessie ale w Berdyczowie. I nie Mosze Kusewicki ale Gedalia Bonower. I nie słynny chazan, ale kupiec drzewny z rozległymi interesami. I nie sto tysięcy ale dwieście tysięcy rubli. I nie zarobił ale stracił. I nie za udział w koncercie ale na nieudanej transakcji kupna lasu. Żydzi siedzą przed synagogą i rozmawiają o chazanie, odprawiającym modlitwy w tym mieście, i chwalą go za to, że tak pięknie śpiewa. "Też mi coś" - wtrąca się do ich rozmowy przechodzący obok Żyd - to przecież żadna zasługa. Jakbym ja miał tak wspaniały głos jak on, to śpiewałbym dużo, dużo lepiej". Żydzi nie są zadowoleni z zatrudnionego niedawno przez gminę nowego chazana, udają się więc do rabina z propozycją zwolnienia go z pracy i przyjęcia na jego miejsce kogoś innego. "Dlaczego uważacie, że nasz chazan nie nadaje się na swoje stanowisko?" - pyta rabin Żydzi jeden przez drugiego mówią, że chazan ma bardzo brzydki głos i dlatego śpiewa modlitwy w nieodpowiedni sposób - co tu dużo mówić, po prostu skrzypi jak nie naoliwione drzwi i beczy jak kozioł. - "Słuchajcie" - mówi rabin - "chazan powinien być człowiekiem pobożnym. Powiedzcie, czy nasz chazan spełnia ten warunek?" -"Owszem" - przyznali Żydzi - "nasz chazan jest pobożny". -"Powinien także być uczony w piśmie" - mówi rabin. - "Czy nasz spełnia ten warunek?" Żydzi przyznają, że chazan jest uczony w piśmie, jak również że jest człowiekiem uczciwym, w odpowiednim wieku i że zna melodie modlitw. -"Oprócz tego wszystkiego chazan powinien mieć także dobry głos" - mówi rabin. - "Powiedzmy, że nasz chazan nie ma najlepszego głosu. Czy zatem chcecie pozbawić człowieka posady tylko dlatego, że nie odpowiada jednemu z kryteriów, podczas gdy pod każdym innym względem całkowicie nadaje się na to stanowisko. Kiedy w jednym z licznych żydowskich miasteczek w Europie Środkowo-wschodniej zmarł chazan, pewien czcigodny Żyd dobrowolnie zobowiązuje się do wypełniania jego funkcji w synagodze, nie pobierając za to ani grosza od gminy. Niebawem okazuje się jednak, że nowy chazan nie ma ani słuchu, ani głosu, i że w ogóle jest złym chazanem. Delegacja członów gminy udaje się zatem do rabina z prośbą o pozbawienie go tej funkcji. Rabin uważnie ich wysłuchuje, po czym wydaje taką decyzję: "Niech chazan dalej śpiewa w naszej synagodze. Powiedziano przecież: Błogosławieni ci, którzy nie mają z czego dawać, a jednak dają". PIENIĄDZE Dwóch żydowskich kupców ustala u adwokata warunki zawarcia spółki. Negocjacje trwają bardzo długo, dyskutują bowiem nad każdym najdrobniejszym szczegółem. W końcu adwokat spisuje pod ich dyktando kilometrową umowę. Wspólnicy żegnają się z adwokatem i wychodzą. Po kilkunastu minutach znowu zjawiają się w biurze adwokata. Ten - mocno tym zdziwiony - pyta: - "Co się stało?" - "Panie mecenasie" - mówią wspólnicy jeden przez drugiego - "zapomnieliśmy o najważniejszym punkcie umowy. Ma on brzmieć tak: W przypadku bankructwa spółki obaj wspólnicy dzielą się po połowie czystym zyskiem." Sensacyjna wiadomość obiegła kilka żydowskich miasteczek we Wschodniej Galicji: otóż mieszkający w jednym z nich kupiec wygrał na loterii olbrzymią kwotę miliona guldenów. Od samego już rana pod dom szczęśliwca przybywali rozmaici pośrednicy i maklerzy, oferując mu do kupienia majątki ziemskie, domy, kamienice, fabryki i akcje. Kupiec wyszedł na balkon i zawołał: - "Żydzi, dajcie mi spokój. Ja niczego nie kupuję, muszę bowiem spłacić weksle". - "A co z resztą?" - zapytał ktoś z tłumu. - "Resztę sprolonguję" - odpowiedział kupiec. Ojciec udziela wskazówek swojemu synowi i pyta go: - "Powiedz mi, co byś zrobił, gdybyś znalazł leżące na ulicy dwadzieścia złotych? - "Schowałbym do kieszeni" - odpowiada syn. - "Bardzo zła odpowiedź" - mówi ojciec. "Powinieneś zanieść te pieniądze na najbliższy posterunek policji, tam daliby ci dwa złote znaleźnego i powiedzieli, że jesteś porządny człowiek. - "Dobrze, tato" - mówi syn. - "A co byś zrobił, gdybyś znalazł na ulicy dwadzieścia tysięcy dolarów?" - pyta dalej ojciec. - "Oczywiście zaniósłbym je na policję, tam daliby mi dwa tysiące dolarów znaleźnego i powiedzieliby, że jestem porządny człowiek. - "I źle byś postąpił" - mówi ojciec. "Jeślibyś znalazł na ulicy dwadzieścia tysięcy dolarów, to powinieneś schować je do kieszeni". - "Ależ tato!" - zaprotestował syn. "Jeślibym tak zrobił, to nie powiedzieliby, że jestem porządnym człowiekiem. - "Oj ty głupi" - mówi ojciec. "Jak ty masz dwadzieścia tysięcy dolarów w kieszeni, to ty już wcale nie musisz być porządny człowiek. Pewien bogaty i pobożny Żyd miał trzech kandydatów do ręki swojej córki. Pragnąc przekonać się, który z nich najlepiej przestrzega przykazań Tory, zadał im kiedyś następujące pytanie: - "Co byście zrobili, gdybyście przechadzając się podczas Szabatu zobaczyli leżące przy drodze dwadzieścia tysięcy dolarów?" - "Nic bym nie mógł zrobić" - powiedział pierwszy konkurent. -"Skoro byłoby to podczas Szabatu, to musiałbym pójść dalej." - "Siadłbym sobie na tych pieniądzach i poczekałbym na koniec Szabatu" - powiedział drugi konkurent. - "Wtedy dopiero schowałbym je do kieszeni." - "Gdybym znalazł dwadzieścia tysięcy dolarów" - powiedział trzeci konkurent - "to puściłbym kantem ciebie, ty stary skąpy obłudniku, i tę twoją wstrętną córeczkę". NA KOLEI Akcja jednej z opowiedzianych przeze mnie tydzień temu anegdot toczy się w pociągu. Po jej napisaniu zauważyłem, jak wiele żydowskich opowieści związanych jest z tym właśnie środkiem lokomocji - nie szukając daleko chociażby wszystkie zamieszczone w tomie "Notatki komiwojażera" Szolem Alejchema. Pozwolę więc sobie umieścić kilka anegdot, że się tak wyrażę, "pociągowych", a więc dziejących się na kolei: Henryk Halkowski W przedziale pociągu jadącego z Warszawy do Łodzi siedzi dwóch Żydów: jeden - starszy, zażywny, wyglądający na poważnego kupca, a drugi - młody, elegancko ubrany. W pewnej chwili młodzieniec zwraca się do swojego współpasażera tymi słowy: - "Najmocniej pana przepraszam, czy mógłby mi pan z łaski swojej powiedzieć, która to teraz jest godzina?" - "A idź pan do cholery" - odpowiada kupiec. - "Bardzo przepraszam, ale ja tylko grzecznie zapytałem o godzinę i nie dałem najmniejszego powodu, aby mnie pan tak grubiańsko traktował" - mówi młodzieniec. - "Nie obrażaj się, młody człowieku, ja ci to zaraz wytłumaczę i zrozumiesz, że nie mogłem ci inaczej odpowiedzieć. Ja jestem Żydem i ty jesteś Żydem. Ja mieszkam w Łodzi, a ty się tam udajesz. Ja bym ci powiedział, która godzina, potem zaczęlibyśmy rozmawiać o pogodzie, o polityce, o interesach - i tak słowo do słowa, nie miałbym innego wyjścia, tylko musiałbym zaprosić cię na obiad do swojego domu w Łodzi . Jakbyś do mnie przyszedł, to poznałbyś moją córkę. Ona jest młoda, ładna, inteligentna, wykształcona, ma duży posag. Ty jesteś młody, przystojny, elegancko się pan ubierasz, więc jak tylko byście się poznali, to od razu przypadlibyście sobie do gustu, potem zakochalibyście się w sobie, a potem zechcielibyście się pobrać. Wolałem więc od razu posłać cię do cholery, no bo sam powiedz, młody człowieku - czy ja mogę wydać swoją jedynaczkę za kogoś takiego, kto nie ma nawet zegarka Na dworcu pociąg szykuje się do odjazdu, kiedy na peron wbiega jakiś Żyd wrzeszcząc co sił w płucach: "A Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Mosze Re: Talmud - Nie tylko chlostaj dzieci...(5) IP: *.red.bezeqint.net 26.08.03, 08:09 NA KOLEI Akcja jednej z opowiedzianych przeze mnie tydzień temu anegdot toczy się w pociągu. Po jej napisaniu zauważyłem, jak wiele żydowskich opowieści związanych jest z tym właśnie środkiem lokomocji - nie szukając daleko chociażby wszystkie zamieszczone w tomie "Notatki komiwojażera" Szolem Alejchema. Pozwolę więc sobie umieścić kilka anegdot, że się tak wyrażę, "pociągowych", a więc dziejących się na kolei: Henryk Halkowski W przedziale pociągu jadącego z Warszawy do Łodzi siedzi dwóch Żydów: jeden - starszy, zażywny, wyglądający na poważnego kupca, a drugi - młody, elegancko ubrany. W pewnej chwili młodzieniec zwraca się do swojego współpasażera tymi słowy: - "Najmocniej pana przepraszam, czy mógłby mi pan z łaski swojej powiedzieć, która to teraz jest godzina?" - "A idź pan do cholery" - odpowiada kupiec. - "Bardzo przepraszam, ale ja tylko grzecznie zapytałem o godzinę i nie dałem najmniejszego powodu, aby mnie pan tak grubiańsko traktował" - mówi młodzieniec. - "Nie obrażaj się, młody człowieku, ja ci to zaraz wytłumaczę i zrozumiesz, że nie mogłem ci inaczej odpowiedzieć. Ja jestem Żydem i ty jesteś Żydem. Ja mieszkam w Łodzi, a ty się tam udajesz. Ja bym ci powiedział, która godzina, potem zaczęlibyśmy rozmawiać o pogodzie, o polityce, o interesach - i tak słowo do słowa, nie miałbym innego wyjścia, tylko musiałbym zaprosić cię na obiad do swojego domu w Łodzi . Jakbyś do mnie przyszedł, to poznałbyś moją córkę. Ona jest młoda, ładna, inteligentna, wykształcona, ma duży posag. Ty jesteś młody, przystojny, elegancko się pan ubierasz, więc jak tylko byście się poznali, to od razu przypadlibyście sobie do gustu, potem zakochalibyście się w sobie, a potem zechcielibyście się pobrać. Wolałem więc od razu posłać cię do cholery, no bo sam powiedz, młody człowieku - czy ja mogę wydać swoją jedynaczkę za kogoś takiego, kto nie ma nawet zegarka Na dworcu pociąg szykuje się do odjazdu, kiedy na peron wbiega jakiś Żyd wrzeszcząc co sił w płucach: "Abramowicz! Abramowicz! Gdzie jesteś, Abramowicz?" Z okna jednego z przedziałów wychyla się głowa jakiegoś innego Żyda. Biegnący po peronie bije go po twarzy z obu stron, i w tym momencie pociąg rusza. Żydzi w przedziale śmieją się do rozpuku, a najbardziej ten pobity. Jeden ze współpasażerów mówi do niego: "My śmiejemy się z pana, ale z kogo pan się śmieje?" - "Jak to z kogo" - mówi pobity Żyd. - "Ja śmieję się z niego - no bo ja wcale nie nazywam się Abramowicz" W przedziale kolejowym jedzie dwóch słynnych rabinów. Mijają godziny podróży, a obaj mędrcy nie zamienili ze sobą ani słowa. -"Najmocniej przepraszam" - "mówi jeden ze współpasażerów. -"Miałem nadzieję, że jadąc w tym samym przedziale z tak wielkimi rabinami będę świadkiem wspaniałej dysputy na temat Tory, a wy tymczasem nie zamieniliście ze sobą ani słowa. Dlaczego tak jest? - "Widzi pan" - odpowiada jeden z rabinów. - "On jest wielki rabin i ja jestem wielki rabin. On wszystko wie i ja wszystko wiem, - to co my mamy ze sobą jeszcze dyskutować". Oczywiście, pociągami podróżowali nie tylko Żydzi; spotykali się oni tutaj z nie-Żydami (czyli gojami) - zarówno jako współpasażerami i jako obsługą pociągu. Pozwolę więc sobie o umieszczenie kilku anegdot na ten temat: W przedziale kolejowym jadą Żyd i szlachcic i rozmawiają na różne tematy. Kiedy w końcu rozmowa schodzi na temat interesów, szlachcic pyta: - "Panie kupiec, niechże pan mi powie, skąd wy - Żydzi macie taką dobrą głowę do interesów." Żyd, który właśnie je śledzia, uśmiecha się na te słowa i mówi: - "Widzi pan, panie dziedzicu, my Żydzi jadamy bardzo dużo ryb, i to razem z głowami. W ciele ryby, a zwłaszcza w jej głowie, znajduje się dużo fosforu. Fosfor rozwija komórki mózgowe i sprawia, że jesteśmy tak dobrzy w interesach." Szlachcic widzi, że Żyd obżera się śledziami, i postanawia coś zrobić, aby mu się lepiej powodziło w interesach. Mówi więc do Żyda: - "Panie kupiec, odsprzedaj mi kilka śledzi." Żyd odmawia. Szlachcic proponuje mu po pięć rubli za sztukę, potem dziesięć, potem piętnaście, potem dwadzieścia. Wreszcie, po długich targach, Żyd zgadza się sprzedać mu dwa śledzie za pięćdziesiąt rubli. Szlachcic zjada je z apetytem, ale niebawem odczuwa pragnienie. Na najbliższej stacji wychodzi więc z pociągu i idzie do bufetu, aby napić się piwa. Po chwili wraca do przedziału i mówi do Żyda: - "Ale ze mnie głupiec, że zapłaciłem panu tyle pieniędzy za te śledzie. Przecież mogłem poczekać do tej stacji i kupić je tutaj za trzydzieści kopiejek. - "O widzi pan, panie dziedzicu!" - woła Żyd. - "To już działa!" W przedziale kolejowym jadą Żyd i pułkownik armii rosyjskiej ze swoim psem. Pułkownik mówi, że jego pies wabi się Mosiek i umie wiele sztuczek. Pies na jego rozkaz aportuje, kładzie się plackiem na podłodze, chodzi na tylnych łapach". Oficer pyta: - "No i co , Żydku, jak ci się podoba mój Mosiek?" - "Bardzo mi się podoba" - mówi Żyd - "tylko wielka szkoda, że on nazywa się Mosiek." -"Dlaczego szkoda?" - pyta pułkownik. - No bo gdyby nie miał on takiego żydowskiego imienia, to ze swoją wiedzą i mądrością już dawno byłby generałem". Pewien Żyd tak opowiada o swojej podróży pociągiem: -"Jadę sobie i jadę, a tu nagle do przedziału wchodzi konduktor i patrzy na mnie tak, jak gdybym nie miał biletu." -"I co wówczas zrobiłeś" - zapytali słuchacze. - "Ano nic. Po prostu popatrzyłem na niego tak, jak gdybym miał bilet." Konduktor łapie w pociągu dwóch żydowskich pasażerów bez biletu. Jeden z nich jest staruszkiem, a drugi - młodzieńcem. -"Niech się pan zlituje, panie konduktorze" - prosi staruszek. -"Moja ukochana, jedyna córka bierze jutro ślub. Nie widziałem jej już kilka lat i bardzo chciałem pojechać na ten ślub, nie miałem zaś pieniędzy na bilet". -"No dobrze" - mówi konduktor. "Jedź dalej. No a ty?" - zwraca się z groźną mina do drugiego pasażera na gapę. "A ja" - mówi młodzieniec, pokazując palcem swojego towarzysza podróży - "jestem właśnie jego przyszłym zięciem". Odpowiedz Link Zgłoś