Pokojowa Nagroda Nobla 2008 ...

11.10.08, 08:32

Wielu polityków odetchnęło w piątek z ulgą na wiadomość o
wyróżnieniu fińskiego dyplomaty Martti Ahtisaariego.

Przyznanie przez Komitet Noblowski tegorocznej pokojowej Nagrody
Nobla osobie spoza Chin należy interpretować przede wszystkim jako
wybór postaci jak najmniej kontrowersyjnej.

Nazwisko tegorocznego noblisty znajdowało się daleko na liście
bukmacherów przyjmujących zakłady na zwycięzcę w tej rywalizacji.
Oznaczało to, iż według powszechnego przekonania działacze na rzecz
praw człowieka i demokratyzacji w Chinach uważani byli za
istotniejszych dla pokoju światowego i zasługujących tym samym na
wyróżnienie.

Według ostrożnego Komitetu Noblowskiego nie mogła być także wzięta
pod uwagę rosyjska działaczka Memoriału, jednego z nielicznych
autentycznie niezależnych ugrupowań w Rosji znajdujących się poza
kontrolą państwa. Żeby wreszcie nie narazić się wciąż wpływowym
lewicowym kręgom europejskim, skreślono Kolumbijkę Ingrid
Betancourt, więzioną przez sześć lat w dżungli przez lewicową
partyzantkę kraju. Wprawdzie jako osoba ubezwłasnowolniona za wiele
aktywnie na rzecz pokoju nie zdziałała, ale sprawa jej uwolnienia
stawała się od czasu do czasu głośna. Wyróżnienie jej byłoby
równoznaczne z uznaniem działalności tych lewicowych ugrupowań,
będących plagą Ameryki Południowej, za sprzeczną z ideami
pokojowymi.

I tak drogą negatywnej selekcji (odsiano jeszcze buddyjskiego mnicha
walczącego o prawa człowieka i demokratyzację Wietnamu, co także
byłoby źle przyjęte przez neokomunistyczny rząd tego kraju oraz
przez sąsiedni Pekin) pozostała jedyna kandydatura, jeśli nie liczyć
tak "frywolnych" oficjalnych zgłoszeń, jak np. premiera Władimir
Putin czy Oprah Winfrey.

Nie znaczy to bynajmniej, iż uważamy działalność Athisaariego za
mało znaczącą. Jednak jako zawodowy dyplomata po prostu wykonywał on
swoją pracę (za którą mu płacono) i wykonywał ją dobrze. Chyba
bardziej zasługuje na wyróżnienie ktoś, kto ryzykując swoje życie i
bezpieczeństwo przyczynia się do poszerzenia granic wolności i praw
człowieka, albo jak choćby działaczka birmańska Aung San Suu Kyi
(Nobel w 1991 r.), która własną postawą zaświadcza o znaczeniu tych
podstawowych wartości.

Pokój wykuwa się i w walce, i w dyplomacji - z reguły nigdy nie
jednostronnie. Dyplomaci przychodzą po konfliktach, aby doprowadzić
do kompromisu. Nagroda dla Ahtisaariego to oczywisty krytyczny
sygnał pod adresem administracji prezydenta Busha, jako rzekomo
przekonanego tylko do militarnego rozstrzygania kontrowersji. Ale
jest też wyrazem niebezpiecznego złudzenia, iż wyłącznie gabinety
dyplomatów są miejscem, gdzie się rodzi pokój. Wieloletnie rozmowy z
Iranem, z Koreą Północną, zachęcanie Rosji do wejścia do rodziny
krajów demokratycznych nie zdają egzaminu.

"Pokój - szczęśliwość, ale bojowanie" - powiada wielki polski poeta.

Quelle PDN-NY(CK)
Pełna wersja