xiazeluka
28.10.08, 09:19
Dominująca obecnie lewacko-postępowa, a więc wulgarna interpretacja
świata i zjawisk społecznych, stosowana jest w oparciu o wydumaną i
pryncypialnie stosowaną metodę wyjaśniania złożonej rzeczywistości
za pomocą jednej przyczyny. Naturalnie także wykoncypowanej w
oderwaniu od realiów. Realia lewaccy mędrcy zwykli pomijać w
rozważaniach, fakty wszak są zbyt prostackie, by je umieszczać w
świętych księgach heglizmu.
Weźmy jako przykład tak zwany antysemityzm, czyli potężną maczugę
nabijaną gwoździami przeznaczoną do rozwalania głów kontestatorom
Nowego Ładu. Antysemityzm w dzisiejszych warunkach to pojęciowy
wytrych, poza zaszytym w sobie oskarżeniem nie niosący literalnie
żadnej wartościowej treści (inne słowa-klucze z tej samej kolekcji
intelektualnych rzezimieszków to rasizm, „homofobia”, faszyzm,
szowinizm, nietolerancja i takie tam). Ta poręczna semantyczna
amunicja służy do nabijania medialnych armat i ciągłego
ostrzeliwania przeciwnika, z intencją zniszczenia go lub
przynajmniej zmuszenia do milczenia. Nieustanna kanonada wyraźnie
dowodzi, że postępowcy nie mają najmniejszego zamiaru podejmować
rokowań – ustalone przez nich „fakty” są aksjomatami nie
podlegającymi rewizji. Można je przyjąć do wiadomości i liczyć na
łagodny wymiar kary lub tkwić uparcie w swym antysemityzmie
(rasizmie, chomowopii, faszyzmie, szowinizmie, nietolerancji etc.),
bez nadziei na ateistyczne zbawienie.
Jaka jest zatem ta „jedna przyczyna”? Odwołam się do słów pewnej
starszej pani, której lekkomyślne oświadczenie doskonale wpisuje się
w postępowe znaczenie zbitki „polski antysemityzm”:
„W lipcu 1993 r. wystąpiła na spotkaniu ku czci Sprawiedliwych "Czy
obojętność może zabić?". Zawieziono ją do mikrofonu na wózku
inwalidzkim. Zapytała: - Czy 4 tysiące Sprawiedliwych na 25 milionów
Polaków przed wojną to dużo, czy mało? Czy spowiadacie się, rodacy,
z grzechu antysemityzmu? "Nie mamy się czym chwalić - stwierdziła -
raczej winniśmy czuć zażenowanie.”
To słowa fetowanej ostatnio (pośmiertnie) jak Polska długa i szeroka
Ireny Sendlerowej. Należy Jej wybaczyć pochopne sformułowania,
wynikające najpewniej z rozpaczy, iż nie zrobiło się więcej ponad
to, co i tak było wielokrotnym aktem heroizmu. Niemniej idealnie
wpisują się w propagandę „jednej przyczyny” – tak, powodem
holokaustu polskich Żydów był antysemityzm. I koniec, problem
rozpoznany, przyczyny ustalone, środki zaradcze wyłuszczy Michnik
Adam na łamach swojego prawdomównego dziennika.
Tutaj kończy się zasięg rozumowy lewackich sił postępu. Dlatego, że
dalej, poza limes wytyczonym przez intelektualne zaklęcia,
rozpoczyna się rubież faktograficzna. Przypomnijmy:
- tylko w okupowanej Polsce (i terenach ZSRS) za ukrywanie Żydów
groziła kara śmierci dla „sprawcy” i jego rodziny. W poddanych
operetkowej okupacji Danii i Holandii ludność bez żadnego strachu
mogła w obronie Żydów strajkować (Holandia) lub niemal jawnie
eksportować ich do Szwecji (Dania).
- Prawie 30% uhonorowanych medalem Sprawiedliwy wśród narodów świata
to Polacy.
- Odznaczenie to przyznaje się tylko za pomyślne uratowanie Żyda od
śmierci, czyli sam akt udzielenia nawet wielomiesięcznej pomocy
zakończonej wpadką nie kwalifikuje do otrzymania medalu.
- Oznacza to, że szara strefa pominiętych zaszczytem może być
konkurencyjna liczebnie. Konkretne wartości nie są znane, szacunki
sięgają kilkunastu tysięcy osób. Oto typowy przykład bohaterów,
którzy zginęli (z rodzinami) wraz z ukrywanymi przez siebie Żydami,
co dyskwalifikuje ich kandydatury:
„20 uciekinierów z Iłży - Polaków narodowości żydowskiej -
ukrywających się w leśnictwie Kutery - "Klepacze", zostało
otoczonych i zamordowanych 6 grudnia 1942r. Pochowano ich również na
terenie tego leśnictwa. Ukrywającym się pomagała moja ciocia
Wiktoria (37) i wujek Władysław Łodej (38-letni żołnierz września,
działacz polskiego podziemia) dostarczając im żywność i wodę. Za
udzielaną Żydom pomoc zginęła cała ośmioosobowa rodzina Łodej.
Żandarmi nie oszczędzili osób starszych: Wojciecha (83) i Marianny
(70). Nie oszczędzono również cioci i jej nieletnich dzieci.
Bestialsko rozstrzelano: Edwarda(14), Janinę(12), Władysława (8) i
zaledwie sześcioletniego Stasia.”
- Dzięki pani Sendlerowej możemy jednak ukazać skalę problemu: Bo
żeby uratować jedno dziecko trzeba było pomocy dziesięciu osób.
Tylko referat dziecięcy Żegoty uratował 2500 dzieci. Nie narzucam
nikomu obliczeń, proszę sobie samemu wyliczyć ilość
współpracowników. O ile w ogóle to możliwe, bo w przypadku terenów
wiejskich, gdzie całe wsie wiedziały, co się dzieje w jednym z
obejść, zwykła arytmetyka nam nie pomoże.
Wracając więc do kwestii „Czy jest się czym chwalić” – wydaje się,
że to niewłaściwie postawione pytanie. W odróżnieniu bowiem od
wspomnianej Danii w okupowanej Polsce za pomoc Żydom groziła śmierć
wraz z rodziną. Nie jest to zatem kwestia ilości, lecz w ogóle
wystąpienia zjawiska udzielania pomocy – wszak najpierw przeciętny
człowiek troszczy się o bezpieczeństwo swoich bliskich, cierpienie
za miliony dobrowolnie cedując na poetów. Napiszę otwarcie: jeśli
ktokolwiek odmówił schronienia Żydom w obawie o życie swoich dzieci,
to nikt nie ma prawa czynić mu z tego powodu wyrzutów. Wymaganie z
bezpiecznej historycznie odległości samobójczego poświęcenia to
gruba przesada, zaś wplątywanie w to „antysemityzmu” to wręcz
potwarz. Odwrotnie raczej – dziesiątki tysięcy ludzi zaangażowanych
w niesienie ratunku ściganej zwierzynie to raczej trudny do
ogarnięcia cud, niewyobrażalne męstwo wymykające się racjonalnemu
uzasadnieniu, niemniej godne najwyższego szacunku.
Powstaje więc pytanie, jak to możliwe, że plucie Polakom w twarz
jedwabną śliną pozostaje bez należytego odporu? Deficyt bohaterstwa
czy obezwładnienie postępową frazeologią?
Sprawa jest jeszcze bardziej złożona, a przez to jeszcze bardziej
zdumiewająca. W sobotnio-niedzielnym wydaniu GW znalazł się – chyba
przypadkiem – fragment książki Jonatana Littella pt. „Łaskawe”.
Poczytajmy:
„Wszystko, co robiłem, robiłem z całkowitą znajomością rzeczy,
przekonany, że należy to do moich obowiązków i że jest to konieczne,
jakkolwiek nieprzyjemne i nieszczęśliwe by było. Na tym polega wojna
totalna: ktoś taki jak cywil przestaje istnieć i jedyna różnica
pomiędzy zagazowanym lub zastrzelonym dzieckiem żydowskim a
dzieckiem niemieckim, które zginęło od przypadkowej bomby, polega na
użytych środkach […] w obu przypadkach człowiek lub ludzie, którzy
te dzieci zabili, sądzili, że było to sprawiedliwe i konieczne, a
skoro się pomylili, to kogo potępiać? […]
To stwierdzenie odnosi się nawet do chwili, w której człowiek
przykłada lufę do skroni innego człowieka i naciska spust. Bo
przecież ofiarę doprowadzili do niego inni ludzie, o jej śmierci
zadecydowali jeszcze jacyś inni, a ten, który strzela, wie, że jest
tylko ostatnim ogniwem długiego łańcucha i że nie musi mieć w
związku z tym wątpliwości […]
Podkreślam raz jeszcze: nie usiłuję wam wmówić, że nie jestem winny
tego czy tamtego czynu. Jestem winny, wy nie jesteście, to świetnie.
Ale przecież musicie umieć powiedzieć sobie, że na moim miejscu
robilibyście to samo. Być może z mniejszą gorliwością, ale może też
z mniejszą rozpaczą, niemniej, w ten czy inny sposób – robilibyście
to samo. […]
Wybaczcie, ale marne macie szanse, żeby być wyjątkiem od tej zasady
[…] Ale w głowach niech na zawsze pozostanie wam ta myśl: macie być
może więcej szczęścia ode mnie, ale nie jesteście ode mnie lepsi. Bo
niebezpiecznie robi się od chwili, w której arogancko pozwolicie
sobie na to poczucie.”
Tropiciele „