opornik4
11.01.09, 00:41
www.dziennik.pl/opinie/article294615/Nie_badzmy_pieknoduchami.html?service=print
Nim wygłosimy kolejny apel o pokój, nim znowu poczujemy się
wstrząśnięci telewizyjnymi obrazami straszliwego ludzkiego
nieszczęścia, nim do przyjaciół powiemy: „Popatrz, co znowu
wyrabiają ci Żydzi!” ,winniśmy podjąć wysiłek zrozumienia zdarzeń w
Strefie Gazy. Założony w czasie intifady 1987 roku Hamas jest tworem
niezwyczajnym, nawet jak na siatkę terrorystyczną. Zabity przez
Izrael szejk Ahmad Jasin oparł bowiem niegdyś jego konstrukcję o
tzw. system „dawa”. System, w którym komórki terrorystyczne działają
wewnątrz instytucji religijnych, kulturalnych, a przede wszystkim
charytatywnych. Jak wykazał w świetnej książce Matthew Levitt -
Uniwersytet w Gazie, Centrum Islamskie, Towarzystwo Hojności, kluby
sportowe, a nawet biblioteki i ochronki są ogniwami sieci
terrorystycznej. Chyba nigdy wcześniej cynizm technologii terroryzmu
nie posunął się tak daleko. Ale to trzeba wiedzieć, jeśli chce się
uczciwie oceniać brutalne ataki wojsk żydowskich na obiekty socjalne
w Gazie. Bez tej wiedzy nasze głębokie oburzenie okrucieństwem Żydów
jest niczym więcej, jak moralnym pięknoduchostwem.
Ale rozumieć trzeba coś jeszcze. Że zatrzymanie przez światową
dyplomację izraelskiej inwazji na Gazę oznaczałoby w dzisiejszych
warunkach dyplomatyczne uznanie państewka Hamasu. I roztoczenie w
ten sposób parasola wspólnoty międzynarodowej nad tą terrorystyczną
enklawą. „Możecie to potem nazywać, jak chcecie! Ale Hamas będzie
już miał legitymizację” - pisał niedawno w gazecie „Haaretz”
publicysta Aluf Benn. To dlatego Amerykanie roztropnie wetowali
projekty rezolucji ONZ wzywające do pokoju. Co najmniej od czasów
stalinowskiego gołąbka pokoju dobrze wiadomo, jak łatwo idea pokoju
poddaje się instrumentalizacji i oszustwu. Mówiąc wprost: jeśli
cywilizowany świat chce mieć na stałe u wybrzeży Morza Śródziemnego
terrorystyczne państewko, które niegdyś obronił przed okrutnymi
Żydami - to dyplomacje francuska, rosyjska i niestety polska mają
dzisiaj rację. Lecz jeśli świat chce takie państewko zlikwidować -
to poza Izraelem, nikt jakiegokolwiek pomysłu na to nie przedstawił.
A to znaczy, że mądrzejsi od Europy są milczący dzisiaj król Arabii
Saudyjskiej, prezydent Egiptu, a nawet - postawiony w rozpaczliwej
sytuacji - Abu Abbas, przywódca Autonomii Palestyńskiej.
Bo w istocie z naszej perspektywy, odległej przecież od
bliskowschodnich emocji, chodzi o coś znacznie więcej niż o kolejną
odsłonę izraelsko-arabskiego konfliktu. Chodzi o jedną z
podstawowych kwestii definiujących istotę cywilizacji. Czy godzimy
się na to, aby w centrum świata XXI wieku sprawna i bezwzględna
siatka terrorystyczna mogła powołać swoje państewko? I czy takiemu
potworkowi nadamy międzynarodową ochronę? Owszem, historia zna takie
zdarzenia z odległych wieków. Niegdyś cesarz Karol V wyprawiał się
przeciwko piratowi Barbarossie, który założył korsarskie państwo w
Algierze. Chciałoby się zapytać: gdzie jest dzisiaj miejsce
Europejczyków? Czy po stronie wojsk Karola idących pod Tunis? Czy po
stronie demonstrantów i dyplomatów, którzy żądają, aby w spokoju
zostawić pirata Barbarossę?