krol_boleslaw_chrobry
06.02.09, 14:26
Saracenom, którzy padli,
Już ich sławne, wielkie miecze
Bohatery nasze kradli
I już każdy z nich swym siecze.
Już był Jakub w swym żywiole,
Pośród potu, krwi i śmierci;
Ścinał pogan mieczem w kole-
I się żaden nie wykręci.
Ruszył szturmem z mieczem w garści,
Walcząc dzielnie i bez strachu,
Wbił swe ostrze w pomiot czarci
I już gość ów leży w piachu.
Heniek też już kogoś ściska
Swym ramieniem jak kopara,
Z saracenów krew wyciska,
A pod stopą trupów chmara.
Któryś zaszedł go od tyłu,
Ale Heniek ruchem nagle
Trzepnął ręką jak w garść pyłu
I go trzyma jak w imadle.
Gość się siny zrobił z twarzy,
Bo oddechu nie mógł złapać,
Heniek tylko na to patrzy
Aż mu oczy zaczną spadać.
Z innej strony Karol szalał,
Walcząc wściekle bez litości,
A miecz jego wciąż to spadał,
Przecinając pogan kości.
Nawet kiedy pięciu się rzuciło
Na Karola razem w dzikim szale,
Zaraz pięciu też nie żyło;
Karol nie przejął się nimi wcale.
Tylko uśmiech w jego twarzy
Świadczy o tym, że szczęśliwy
I o walce ciągle marzy,
Czeka na nią niecierpliwy;
A gdy wreszcie ta nadchodzi,
Ten ze szczęścia wnet szaleje,
W ciżbę wrogów z mieczem wchodzi
I krew pogan tam się leje.
I tak walka ta tam trwała,
Kiedy słońce się chowało
I noc się już zaczynała,
Pogan już zostało mało.
Lecz rycerzy też ubyło,
W bitwie owej, pełnej trupów,
Wielu sławnych już nie żyło;
Ci nie wezmą już swych łupów.
Jakub spojrzał, w środku pola,
Heniek wali w pogan rzesze,
Niedaleko twarz wesoła,
Karol tam krzyżuje miecze.
Reszta wojów jego padła,
Pod niewiernych złych ciosami,
I nie będzie mieczów władła-
Teraz zowią się trupami.
Jakub skoczył w stronę druhów,
Siekąc ostrzem na swej drodze,
Czynił ręką tysiąc ruchów
Bez litości, bijąc srodze.
I gdy był w połowie drogi,
Ujrzał Heńka jak w żwir pada;
Ktoś odrąbał mu pół nogi
I już na nim złych gromada.
I olbrzyma tego wnet pokryli
Saraceni bez litości
I Henryka tam zabili
W swej szatańskiej niemal złości.
Jakub wtedy głośno ryknął,
Widząc przyjaciela czas ostatni
I w to miejsce szybko myknął-
Nie przeżyli dzicy żadni,
Którzy Heńka załatwili;
Jakub przelał ich krew wszystką
I wciąż walczy, wciąż się sili,
Czyniąc bitwę końca bliską.
Zbliżył Karol się do Kuby,
Waląc wściekle w pogan ciała
I uniknąć pragnąc zguby,
Walczył z Kubą; krew się lała.
Ramię w ramię siekli razem,
Tnąc pancerze i kolczugi,
Kości, ciała swym żelazem
Jak dzień piękny był i długi.
Ale wtedy znów nieszczęście,
Miecz Karola pękł na pół,
Na nic były jego pięście,
Powalili go wnet w dół.
Wbili setki mieczy w ciało,
Jego zwłoki gnietli, pruli;
Jakby tego było mało,
Jeszcze oczy mu wykłuli.
Jakub sam pozostał pośród wrogów,
Którzy zaszli ze wszystkich stron
Rycerza i z wszystkich rogów,
A w środku z mieczem stanął on.
Ze zmęczeniem walczył i z pogany,
Lecz daremny był to bój,
Jakub oddał żywot dany,
Gdy w piersi jego ostrzy rój.
Szans by przeżyć nie miał żadnej,
Ale poległ bohatera śmiercią,
Pośród bitwy takiej ładnej,
Broniąc wiary własną piersią.