cepekolodziej
03.04.09, 06:35
U niektórych połączenie słów Izrael i projekt kolonialny wywołuje
ataki uczuciowej astmy, niekiedy wręcz padaczki. Nie - Izrael to nie
jest państwo kolonialne. Nie, nie ma żadnego apartheidu.
Ale inni, żyjący w końcu w tym samym bliskowschodnim państwie, kiedy
opisują przebiegające tam zdarzenia jakby nie mogli uniknąć
kolonialnej terminologii. Przychodzi im łatwo, bezproblemowo.
Dziennikarz Haaretza opisuje stan umysłów mieszkańców miejscowości, w
której miał miejsce mord na dwu chłopcach. Pisze o środkach
przedsięwziętych przez armię, policję i służby bezpieczeństwa, żeby
nie doszło do aktów zemsty na mieszkańcach ---
Na mieszkańcach czego? No tak - "tubylczych wsi". "Indigenous
villages."
To wyłazi. Zewsząd. Także z języka pogardy, którym posługują się
obecni tu megafono-propagandziści.
<<IDF, Shin Bet and police have stepped up security, fearing
residents of Bat Ayin or the neighboring settlements might assault
innocent Palestinians or sabotage properties in indigenous
villages.>>
www.haaretz.com/hasen/spages/1076122.html