absztyfikant
25.04.09, 17:13
wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80277,6538237,Kebab_Libre___czyli_Lombardii_wojna_z_kebabami.html
Władze włoskiej Lombardii zakazały sprzedaży kebabów i innych fast foodów
zjadanych na ulicy.
Ustawy antykebabowe są oczkiem w głowie populistycznej prawicowej Ligi
Północnej, która zdobywa wyborców antyimigranckimi hasłami i jest potrzebna
premierowi Silviowi Berlusconiemu do utrzymania większości parlamentarnej. -
Mamy przepisy, które określają kolor stolików restauracyjnych oraz wygląd
okien i drzwi w centrach naszych historycznych miast. Nie chcemy, by straciły
swój włoski charakter. Dlaczego nie moglibyśmy określać, co można jeść na ich
ulicach? - przekonywał niedawno prominentny polityki Ligi Daniele Belotti.
Władze Lombardii (stolica w Mediolanie) ostatecznie nie zdecydowały się na
argumentację historyczną (choć na takiej właśnie podstawie kebaby są od
stycznia zakazane w centrum toskańskiej Luccy), lecz uchwaliły właśnie
całkowity zakaz sprzedaży fast foodów poza restauracjami. Powołują się przy
tym na troskę o higienę i zdrowie klientów.
Wprawdzie grzywny nie grożą ludziom jedzącym fast food na ulicy, ale
sprzedawcy, którzy nie zaoferują im miejsca do jedzenia w barze lub choćby
restauracyjnym ogródku, będą płacić kary do 3 tys. euro.
- Przecież w całej Europie nikt jeszcze nie umarł od kebaba z budki. Tu nie
chodzi o żadne zdrowie. Drażni ich, że zarabiają na tym imigranci - ta opinia
Turka Salmana Zafera z kebabowni przy ulicy Giambellino w Mediolanie dobrze
oddaje nastroje ulicznych restauratorów.
Nawet jeśli Salman Zafer wyłoży teraz grube pieniądze na wynajem powierzchni i
urządzenie małego baru, to i tak zgodnie z nowymi przepisami będzie musiał
zamykać go już przed pierwszą w nocy. Oficjalnie z powodu ciszy nocnej. - To
mnie zrujnuje. Latem najwięcej kebabów sprzedaję około drugiej, kiedy młodzi
wracają do domów - mówi Zafer.
W wojnie o kebab naprzeciw rządzącej Lombardią centroprawicy stanęła
opozycyjna centrolewicowa Partia Demokratyczna, która przedwczoraj urządziła w
Mediolanie protest pod hasłem "Kebab Libre!" (Wolny Kebab!). - Włoska kuchnia
jest znana na całym świecie. I wszędzie otwierano się na ich pomysły
kulinarne. Zamykając się na obcych i ich kulturę, zaprzeczamy własnym
tradycjom wolnościowym - twierdzi Vittorio Castelanni, twórca Klanu Kuskus,
internetowego ruchu przeciw prawnemu faworyzowaniu włoskiej kuchni.
Opozycja zapowiada oddanie ustaw antykebabowych do sądu konstytucyjnego i chce
namawiać poszczególne gminy Lombardii, by skorzystały z uprawnień do
niewprowadzania u siebie tych przepisów. Jednak szanse na to są niewielkie, bo
w wielu miastach Lombardii dominuje Liga Północna, dla której wojna kebabowa
to jeden z frontów walki o zachowanie włoskiej tożsamości.
Populistyczni politycy próbują też blokować wprowadzanie niewłoskich dań w
stołówkach szkolnych, sabotują też budowę meczetów i muzułmańskich centrów
kultury. Wykorzystują przy tym strach Włochów przed imigracją z krajów
muzułmańskich oraz Czarnej Afryki, która bardzo wzmaga się, zwłaszcza na
najbogatszej północy kraju. W niektórych miastach Lombardii i Turynu odsetek
imigrantów w ciągu ostatniej dekady wzrósł z 2 do 10-12 proc. populacji.
Źródło: Gazeta Wyborcza