megi22
08.09.04, 13:45
Regularnie odwiedzam to forum i czytalam Twoje ostatnie posty. Z IBS zmagam
sie juz od 3 lat a dokladnie od matury. Na poczatku myslalam ze to
przejsciowe problemy ale kiedy zaczelam studia one jeszcze sie poglebily. To
byl dla mnie koszmar. Mam podobne objawy do Twoich, nie mam raczej problemow
z biegunkami tylko z zaparciami i "glosnym brzuniem". Zwlaszcza ten glosny
brzunio komplikuje mi zycie... wiesz jak to jest... na studiach zajecia w
malych grupach, cisza, a ja mysle tylko o tym czy zaraz nie zaczna sie "
rewolucje"... doszlo do tego ze zamiast przykladac sie do nauki(studiuje
prawo) ja przejmowalam sie swoim brzuchem i wszystko od niego uzaleznialam.
Dla mnie jest to po prostu wstydliwa dolegliwosc, i strasznie sie przejmuje
ze ktos cos uslyszy i wogole. Bylam u lekarzy, probowalam homeopatii ale to
nic nie dalo. Wiesz... tu nie chodzi nawet o bol, bo rzadko mnie boli, tylko
o to kruczenie w brzuchu. Zauwazylam ze najgorzej jest w pozycji siedzacej.
Mysle ze to jest spowodowane gazami, ktore przemieszczajac sie powoduja "
rewolucje". I wiem tez ze to stres, bledne kolo, bo jak siedze w ciszy, i
mysle tylko o tym to od razu sie zaczyna. A teraz jak jestem w domu, zero
stresu, wszystko ok. Oczywiscie nawet w domu jak zjem cos w stylu: kapusta,
jablko, fasolka dostaje rewolucji ale nie jest tak zle jak jestem na
studiach. Teraz od pazdziernika kolejny koszmar sie zacznie. Radze sobie
tylko dzieki kolezankom ktorym o tym powiedzialam i z ktorymi siadam na
cwiczeniach czy wykladach ale przeciez nie wszedzie mozemy byc razem. Ciagle
kombinuje jak przepisac sie do grupy w ktorej jest ktos kto zna moje
problemy... To bez sensu. Zamiast robic to co mnie naprawde interesuje ja
wszystko uzalezniam od tej choroby, zupelnie jakbym byla wiezniem wlasnego
brzucha... Doszlo nawet do tego ze jak teraz mam wybrac u kogo chce pisac
prace seminaryjna to nie kieruje sie tym co mnie interesuje ale tym zeby byc
z ktoras z kolezanek w grupie... To mnie naprawde meczy. Wiesz, ja nawet tego
nie pokazuje po sobie, staram sie prowadzic normalne zycie, umawiam sie z
przyjaciolmi, mam chlopaka ale tak naprawde nikt z tych osob nie wie jaki to
dla mnie problem... Wiedza o tym ale tego nie rozumieja, mam wrazenie ze
uawazaja ze przesadzam... Dlatego pisze do Ciebie, w nadzieji ze Ty mnie
zrozumiesz... cos doradzisz... Ja zawsze bylam osoba "w goracej wodzie
kapana", taka narwana :) niecierpliwa, i wszystkim sie stresowalam... raczej
bylam niesmiala ale w grupie bliskich znajomych ta niesmialosc zawsze
znikala, jakby byly we mnie dwie rozne osoby. Nie wiem czemu cierpie na ta
chorobe. Znam wiele osob ktore zyja w wiekszym stresie, maja wieksze problemy
niz ja i nic im nie dolega. Lekarz u ktorego bylam powiedzial mi ze to jest
tzw. nerwica wegetatywna czyli "ukryta".Powiedzial ze na zewnatrz wyglada to
tak jakbym byla zadowolona z zycia osoba, ale wszelkie stresy siedza w mojej
podswiadomosci... nie stac mnie na psychologa choc wiem ze bardzo by mi
pomogl dlatego zwracam sie z prosba do Ciebie... doradz mi co mam zrobic zeby
sie tak nie stresowac tymi studiami i brzuniem. Ja mam plany na przyszlosc,
chce zdawac na aplikacje sedziowska, jestem ambitna osoba a ten brzuch we
wszystkim mi przeszkadza... Boze, z ilu ja rzeczy musialam przez niego
zrezygnowac to nawet nie zlicze... Nie chce uzalezniac od tej choroby mojego
zycia, chce z niego korzystac, jestem mloda i mam perspektywy, ale jak to
zrobic??? Jak mam sobie z tym radzic??? Przepraszam ze tak sie rozpisalam...
Prosze doradz mi cos jesli mozesz... Magda