Dodaj do ulubionych

Rak piersi

02.05.07, 17:42
Witam.
Dziś dowiedziałam się, że bliska mi osoba ma raka piersi (lat 54). Od roku
wyczuwała guza nic z tym nie robiąc. Proszę o nie ocenianie postawy, to był
dla Niej ciężki okres - dokładnie rok temu pochowała męża i (niestety) nie w
głowie Jej było myślenie o sobie.
USG wykazało liczne guzki i podejrzenie zmian nowotworowych - pobranie wycinka
zaowocowało dzisiejszym wyrokiem - nowotwór złośliwy.
W poniedziałek operacja usunięcia piersi.
A ja nic więcej nie wiem.
Wszyscy bardzo się boimy.

Proszę o opinię - czy rok zwłoki to MUSI być wyrok śmierci? Czy jest
jakikolwiek cień szansy?
Obserwuj wątek
    • gontcha Re: Rak piersi 02.05.07, 18:19
      To NIE JEST i nie musi być wyrok !!

      Na razie cięzko cokolwiek powiedzieć bliżej. Dopiero po operacji, badaniu hist-
      pat, ocenie węzłów chłonnych i stopnia zaawansowania będzie można powiedzieć
      więcej. Jest tu kilka dziewczyn po raku piersi i mają się bardzo dobrze.

      Trzymaj sie dzielnie, głowa do góry i powodzenia.
      Anka
    • cainea Re: Rak piersi 09.05.07, 00:54
      Witajcie, już po operacji.
      Ogólnie wszystko poszło szybciutko - w poniedziałek o 12 "na stół", o 18
      odwiedziny, lekka głupawka, śmiechawka, humor wysmienity u każdego z nas - nie
      wyłączając Poszkodowanej.
      Dziś to samo. W piątek albo w poniedziałek wypis, wyniki badań odnośnie stopnia
      złośliwości (i czegoś jeszcze, nie pamiętam) - za około 2 tygodnie.

      Jesteśmy dobrej myśli. Grunt, to pozytywne nastawienie.
      Pozdrawiam wszystkich walczących i czekających.
      • gontcha Re: Rak piersi 11.05.07, 14:05
        Hej,

        Super, że już po i humory dopisują - tak trzymać :) Dobre myśli i pozytywne
        nastawienie sa bardzo ważne. Czy koleżanka już w domu, czy tez dopiero w
        poniedziałek ją wypuszczą? Teraz spokojnie poczekac na wyniki hist-pat, a potem
        dobrac jak najlepsze leczenie uzupełniające.
        Trzymajcie się dziewczyny.
        Pozdrawiam,
        Anka
        • cainea Re: Rak piersi 12.05.07, 19:09
          Już w domu. Dokładniej rzecz ujmując, to nie koleżanka (chociaż w poście mogło
          tak zabrzmieć), tylko Teściowa - z którą bardzo się lubimy. To bardzo ciepła i
          dobra kobieta. Traktuje mnie od początku jak własną córkę.
          Zasmuciło nas trochę, że już nigdy nie będzie mogła nic cięższego podnosić prawą
          ręką. Ponoć ręka będzie wtedy puchła. Schorowany pies, który nie chodzi po
          schodach = 2 tygodnie spania samej, bo Połówek przenosi się na jakiś czas do
          mamy. Martwimy się, co będzie później, bo Teściowa psa kocha ponad wszystko i
          obawiamy sę, że nie podejmie decyzji o uśpieniu i sama będzie go znosić 5-6 razy
          dziennie (5te piętro, bez windy). Sama kocham zwierzęta i pomagam bezdomnym
          bidom ale wydaje mi się, że w tej sytuacji nie ma zotego środka.
          Czekamy więc na wyniki badań z mieszanymi uczuciami związanymi z dalszym życiem
          Teściówki.

          Dziękuję za ciepłe słowa :)
          • faustine Re: Rak piersi 13.05.07, 15:32
            Witam!
            Dla pocieszenia napiszę ,że jestem 3,5 roku po operacji raka piersi( prawej) i
            również mam wycięte węzły chłonne. Nie jest to regułą ,że ręka musi puchnąc i
            bolec, choc na pewno należy uważac . Ja urodziłam 1,5 roku temu córeczkę która
            obecnie waży ok. 12 kg i jak sie pewnie domyślasz , rączki mamusi są bardzo
            mile widziane i w ciągłym użytku :) I póki co , nic złego z ręką się nie
            dzieje. Życzę dużo zdrowia i optymizmu , też mam taka dobrą i ciepłą teściową.
            Pozdrawiam!
            • cainea Re: Rak piersi 14.05.07, 11:03
              Dzięki za post!
              To super, że takie przejścia nie przeszkodziły Ci w szczęściu. Gratuluję córeczki.
              12 kilo to faktycznie sporo (pies Teściowej waży +/- 10 kilo, czyli niewiele
              mniej) zapewnie i tak krócej na rękach bywa, niż Twój brzdąc.
              Dobrze wiedzieć, że puchnięcie jest kwestią indywidualną - od lekarza się tego
              nie dowiedzieliśmy, zostało to powiedziane niemal jak pewnik, więc się nazwet
              nie zastanawialiśmy.
              • gontcha Re: Rak piersi 15.05.07, 15:45
                Cainea,

                Moja znajoma po operacji dzięki ćwiczeniom - codziennym, systematycznym ale nie
                przeciążającym zbytnio, ma w tej chwili po operowanej stronie rękę sprawniejszą
                niż tą 'zdrową' :) Potrzeba wytrwałości i czasu oczywiście, ale to jest możliwe
                jak najbardziej. Pogdajacie z dobrym rehabilitantem w tej sprawie.

                Powodzenia życzę,
                Anka
    • cainea Cześć i czołem - jest do przodu! 22.05.07, 14:48
      Z 3 wyciętych - 1 torbiel i 2 nowotwory o I-wszym stopniu złośiwości. Dziś
      zaczyna się chemia. Lekarz określił sprawę jako "zwycięte na czas".
      Nie wiem czy dobrze zrozumiałam, więc napiszę jak mi się zdaje, że zrozumiałam -
      na 13 węzłów chłonnych wycięty 1.
      W ręce woda się na razie nie zbiera, ale - jak wiadomo, czeka jeszcze długa
      droga do pełnej sprawności ręki. Namawiam Teściową na rehabilitanta (póćniej),
      żeby jej pokazał jak masować, jak podnosić a jak nie.

      Dziękuję wszystkim i życzę pozytywnego zakończenia wszelkich chorób.
      • gontcha Re: Cześć i czołem - jest do przodu! 22.05.07, 15:07
        Cainea,
        Całkiem dobre wieści jednak są :)Mimo 'poślizgu' z leczeniem st. zaawansowania
        nie jest duży i są spore szanse na pełny powrót do zdrowia Twojej Teściowej -
        czego z całego serca życzę i trzymam mocno kciuki :))) Rehabilitant to dobry
        pomysł.
        A co do węzłów wyciętych - najprawdopodobniej wyciętych 13, w jedym komórki
        nowotworowe - musisz to dokładniej sprawdzić.
        Ale jest dobrze i tak. Powodzenia w czasie chemii.

        Pozdrawiam,
        Anka
        • cainea Re: Cześć i czołem - jest do przodu! 22.05.07, 15:16
          Możliwe, dziś zapytam. Miałam wczoraj w ręku skan z badania usuniętych guzów
          ale.. wiadomo. Ja nie lekarz... co zrozumiałam, to napisalam - a czego nie
          zrozumiałam, to sobie dopowiedziałam :)
          Upewnię się jeszcze dziś, całkiem to logiczne, co piszesz. I najpewniej tak
          właśnie jest. Bo zastanawiałam się skąd oni wzieli do badania taką dziwnie
          nieparzystą liczbę "13" skoro pamiętam, że przy usg "badano" około 20.
          Nie chciałam dokładniej pytać, bo mieliśmy obiad na 2 rodziny, nie wypadało.

          Aniu, z całego serca życzę Ci pozytywnych wyników kuracji. Czytałam trochę, ale
          nie odzywałam się, bo się nie znam. Po prostu śledzę i zaciskam kciuki... że
          jesteś niesamowicie wytrzymała, to chyba nie muszę pisać.

          3majcie się dziewczyny mocno i.. ciepło :)
    • bogutka5 Re: Rak piersi 23.05.07, 11:27
      przeczytalam wszystkie posty, moja mama dopiero w przyszlym tygodniu idzie na
      operacje, martwie sie, boje ale korzystam z wiedzy inforamcji, które tu
      znajduje (do tej pory prawie nic a nic nie wiedziałam) ... Pozdrawiam, zycze
      zdrowia, z calego serca życzę
      • cainea Re: Rak piersi 24.05.07, 15:07
        Cześć Bogutko.
        Na mnie wiadomośc spadła jak grom z jasnego nieba. Najpierw szok, potem łzy,
        następnie same najczarniejsze scenariusze.
        Wstyd przyznać, ale zaczęłam się nawet zastanawiać, czy nie przyspieszyć ślubu
        ze względu na Nią.
        Tak to jest, jak człowiek nic o chorobie nie wie - i myśli, że to wyrok (jak
        widać w moim pierwszym poście).
        Potem było mi głupio, bo spanikowałam i już uśmierciłam teściową w myślach.
        Teraz się z tego śmieję :)
        Teściowa leżała w sali z innymi paniami, rotacja nieziemska.. 3-5 dni i już
        wypis. Jedne kobiety znoszą to lepiej, inne gorze. Jedna to była taka, której
        się buzia nie zamykała i wszyscy odetchnęli, gdy poszła pod narkozę :-)
        To tak dla rozładowania sytuacji.
        Zobaczysz, będzie dobrze.

        Bądź dobrej myśli!
        Tzrzymam kciuki. Koniecznie napisz jak już będzie po wszystkim :)
        • bogutka5 Re: Rak piersi 29.05.07, 12:49
          Nie zagladalam tu bo ostatni tydzien w domu poświęciłam właśnie rodzicom.
          Dzisiaj moja mama zostala przyjęta na oddzial w Szczecinie, . Moja mama caly
          czas byla w bardzo dobrym nastroju, z rozwaga zaplanowała ten tydzien,
          wsyzstkie prace, dom itd. Jestem spokojna, dziwnie spokojna .... Mama jest w
          szpitalu w Szczecinie i ze wzgledu na odległość (200 km) odpada odwiedzanie
          jej. Ale tam jest brat i bratowa więc nie jest sama. Wiem, że teraz wszystko
          się zmieni. Piszesz, że pobyt w szpitalu 5 dni? Mamie zapowiedział lekarz 10 -
          12 .... zobaczymy ... dzieki za odpowiedź, pozdrawiam
          • cainea Re: Rak piersi 29.05.07, 16:03
            Moja Teściowa też leżała w Szczecinie. Lekarz zapowiedział 10-12 dni. Przy czym
            pierwsze dni miała przepustkę (bo mimo wcześniejszego przyjścia operacja miała
            odbyć się po weekendzie). Wróciła do szpitala w niedzielę, operowana była w
            poniedziałek a wyszła w piątek.
            Opieka była świetna.
            W jakim szpitalu leży?
            • bogutka5 Re: Rak piersi 30.05.07, 07:14
              Witaj, moja mama jest w szpitalu na ul.Strzałkowskiego w Szczecinie, operacja
              dzisiaj. Ciekawe czy i kto ewntualnie udzieli mi informacji telefonicznie.
              Bratowa i brat oczywiscie wieczorem pojada do niej. Dziekuję wszytkim, ktorzy
              tutaj na forum są ze mną.
              Cainea, jak się teraz czuje teściowa? Jak jej samopoczucie i fizyczne i
              psychiczne? Jka przebiega rehabilitacja? CZy ktoś jej pomaga w sposób fachowy?
              • cainea Re: Rak piersi 30.05.07, 23:18
                Tzn domyslałm się, że chodzi o Strzałkowską. tam też lezała właśnie moja
                Tesciowa. Bardzo podobał mi się ten szpital. Pielęgniarki bardzo przyjazne,na
                bieząco o wszystkim informują, tłumaczą, uspokajają, pocieszają - sam oddział
                bardzo pozytywny (wnętrze ani wyglądem ani zapachem nie przypomina szpitala -
                prócz łóżek, rzecz jasna - dużyrka wygląda jak pokój, sale nowoczesne, tv itp itd).
                Twoja mama dobrze trafiła.

                Jeśli chodzi o samopoczucie - Teściowa od wyjścia czuła się rewelacyjnie, ręka
                nie bolała, tylko 2 czy 3 razy była na odsysaniu odsocza z operowanego miejsca -
                więcej nie potrzebowała.
                Dziś zaczęła chemioterapię i no... jest cieżko. Czuje się fatalnie psychicznie i
                fizycznie, cały czas wymiotuje, momentami traci kontakt z rzeczywistością (nie
                mdleje, tylko tak, jakby przysypiała na chwilę na siedząco nie zdając sobie z
                tego sprawy) ale mamy nadzieję, że na dniach przejdzie. Połówek przeniósł się do
                Niej na dzisiejszą noc i być może na przyszłe. Na szczęście zastrzyki są co 3
                tygodnie. Tak mi Jej szkoda :(
                • bogutka5 juz po operacji 31.05.07, 12:36
                  wczoraj sie odbyla, dzisiaj rano zadzwonilam , mama miala pogodny glos, na nic
                  nie narzekala ..
                  no i na razie czekamy dalej, ile czasu czekaliście na wynik histopatologiczny?
                  czy wszyscy tak źle znoszą chemię, czy mozna jakoś wtedy ulzyć? męczy brak
                  wiedzy (wlasnie tu na forum duzo sie dowiaduje) ... cenne uwagi, bardzo cenne,
                  dziekuje
                  • cainea Re: juz po operacji 31.05.07, 20:01
                    Nie wszystkie muszą mieć chemię, to podstawa.
                    Na wszystkie wyniki czekaliśmy ok. 2 tygodni. Tzn pierwsze wyniki co do
                    złośliwości - były wiadome już następnego dnia od operacji ale te ze stopniem
                    złośliwości i dot. węzłów chłonnych - to właśnie owe 2 tygodnie czekania.

                    Jeśli chodzi o skutki uboczne to ponoć różnie. Od jednej skrajności po drugą
                    skrajność (od zera objawów po objawy ostrej choroby). Teściowa wczoraj cały
                    dzień wymiotowała, traciła kontakt z rzeczywistością - dziś o niebo lepiej.
                    Wyglądała lepiej niż my z Połówkiem razem wzięci. Tylko koło 18 trochę źle się
                    poczua ale nie ma porównania do wczorajszego dnia. Lekarz powiedziała, że skutki
                    uboczne powinny minąć po 5 dniach, zastrzyk Teściowa dostaje co 3 tygodnie. Więc
                    nie jest AŻ tak źle.
                    Z tego, co wiem - może pomóc to, co ludziom pomaga w zatruciach. Przed wstaniem
                    zjeść sucharka, pić miętę w dzień.
                    Ale - co człowiek to pewnie inne objawy.
        • laretka Re: Rak piersi 24.07.07, 20:10
          Cześć wszystkim W obecnej chwili jestem w takim psychicznym dołku ,że szkoda
          gadać.Mam zrobione USG,manografię i biopsję.na razie czekam na wynik biopsji
          ale lekarz powiedział,że to na 99 procent będzie do operacji Bardzo sie boję
          Dobrze że istnieją fora trochę się uspokoiłam czytajac relacje innych i troche
          sie dowiedziałam co m nie może czekac Pa pozdrawiam
      • cainea Bogutka, jak mama się czuje? 03.06.07, 11:50
        Czy są już wstępne wyniki?
        Trzymam ksiuki za dobre zakończenie sprawy. Daj proszę znać :-)

        Moja teściowa już dużo lepiej, widać ta chemia nie taka straszna. No ale ona
        dobrana jest do stopnia złśliwości, może u Twojej mamy wcale nie będzie potrzebna?

        Trzymaj się.
        • bogutka5 Re: Bogutka, jak mama się czuje? 04.06.07, 07:13
          Witaj, wrócilam ze Szczecina, mama w doskonałym samopoczuciu, dzielnie ćwiczy,
          chwali się że jest najlepsza, ma uśmiech na twarzy. To wulkan optymizmu.
          Mieliśmy dla niej niespodzanki: przyjechal syn z rodziną mieszkający za
          granicą, przywieźliśmy tatę, zabraliśmy ją na niedzielę na przepustkę.
          Ale .... weekend przyniósł też dla mnie cios .... właśnie brat, który
          przyjechał z daleka też ma raka, jest po ciężkich operacjach (nie wiedzialam o
          niczym a trwa to juz od początku roku, przyżyli koszmar, horror) ... i wiesz o
          ile o mamę jestem spokojna, to ta wiadomość zwaliła mnie z nóg ...
            • cainea Re: jutro mama wychodzi ze szpitala 04.06.07, 18:18
              No widzisz, wzystko idzie ku lepszemu. Tak sobie mysle, czy Oni w tym zspitalu
              nie wszczepiają przy oazji wycięcia piersi - jakiejś sporej dawki optymizmu.
              Teściowa też tak humorem tryskała, że cały czeas się chichraliśmy.
              Przykro z powodu brata ale czy w Jego przypadku uracja też idzie do przodu.
              Szkoda, że jak coś się dzieje niedobrego - to hurtem (

              Trzymam kciuki.
              • bogutka5 juz w domu 06.06.07, 08:21
                jestesmy w domu, pierwsza noc nieprzespana ale mysle ze tylko z powodu wrażeń,
                mama cala droge w aucie wyciszona, myślę że szpital byl etapem przejściowym,
                teraz stanęła oko w oko z rzeczywistością - wyniki za tydzien i musi po nie
                osobiście pojechać, szkoda że to taka daleka droga ..... a brat, mam nadzieję,
                że wszystko na dobrej drodze, przeszedl bardzo ciężkie dwie operacje, jest na
                chemii, do końca życia stomia (i znowu temat o którym wiem prawie nic) ...
                czuje, że zaczynaja mnie klopoty przerastać ..... zaczynam się bać również o
                pozostale moje rodzeństwo i o siebie
          • cainea Re: jak samopoczucie teściowej? 14.06.07, 01:30
            Po pierwsze przepraszam, że tak długo mnie nie było. Jak się sypie - to hurtem.
            Pod koniec maja zamordowali mi kolegę, syna bliskich przyjaciół moich rodziców.
            Wszyscy byliśmy zaangażowani w sprawę (szczególnie w walkę o prawa, bo Policja i
            Prokurator to.. aż szkoda słów, najchętniej umorzyliby wszystko i zrzucili na
            samobójstwo.. coś w stylu "potknął się na schodach, spadł na nóż i tak siedem
            razy" :( ).Pogrzeb był dopiero w poniedziałek 11 czerwca.

            Teściowa ma się lepiejn, ale niedługo znów chemia i powtórka z rozrywki.
            Tak, teściowa kupiła sobie specjalny stanik i do tego protezę. Nie wiem ile
            wszystko kosztowało ale mogę podpytać o ceny i adres sklepu w Szczecinie - jeśli
            jnesteś zainteresowana.
            Kupiła sobie też perukę - 250 dało Państwo, resztę dołożyła sama (bodajnże
            kosztowała koło 500 zł). Są oczywiście takie za 250 i tańsze, wszystko jnest
            kwestią wyboru i finansów.
            Nie wiem, czy za protezę do stanika i sam biustonosz specjnalistyczny - płaciła
            z własnejn kieszeni - czy nie. Podpytam jutro.
            Na gojnenie się rany nic nie stosowała, tego co wiem - alebyć może nie wiem, bo
            nie pytałam. ak strasznie zachwalała, że goi się na Niejn szybciejn niż na psie
            - że nawet nie pytałam o przyspieszacze. Jnutro zagadnę.
            Na gimnastykę dalejn chodzi i trzyma tę rękę prawą (prawa pierś wyciachana) cały
            czas na górze ale jnak sama mówiła - szybko się człowiek do tego przyzwyczajna i
            odruchowo kładzie wyżej. Nosi dzielnie psa na dół i do góry (piąte piętro) ale w
            lewej ręce.

            Co do brata - ja bym powiedziała "na szczęście żyje" ale to średnio
            pocieszające, wiem :/ Pozostaje mi życzyć Ci wiele ciepła i dużo siły - nie
            tylko Tobie bo i też Twojemu rodzeństwu. W grupie raźniej, będzie Wam łatwiej to
            "przełknąć" i mieć już to wszystko za sobą.

            Trzymaj się i informuj proszę, teraz będę już częściej zaglądać (żeby już nic
            dramatycznego mi się nie przydażyło :( ).
            • bogutka5 czekamy na wyniki, mama ok 17.06.07, 11:33
              moja mama ma sie dobrze, czekamy na wyniki, jutro bedę dzownic do szpitala,
              bardzo bym chciala aby nie byly złe, jestem niespokojna, mama uczestniczy w
              spotkaniach Amazonek i widze, że bardzo jej to pasuje, ja wczoraj byłam z nią i
              bardzo ale to bardzo chcialo mi się płakać widząc te radosne, rozbawione mimo
              wszystko kobiety (odbywała się spartakiada, zawody, uczestniczyły Amazonki z
              wileu miast) ... jestem z natury optymstką ale coś ostanio podupadlam ...
              • cainea Ceny protez 17.06.07, 23:04
                Nie ma się co dziwić, że podupadłaś - każdy człowiek ma swoje granice przecież.
                Wierzę, że wyniki będą dobre, w każdym razie trzymam kciuki.

                Teściowa dostała 250 zł na perukę i 250 zł na protezę.
                Perukę już pisałam, kupiła za trochę drożej i dopłaciła, proteza kosztowała ją
                399 zł (też dopłaciła, były tańsze) + 3 staniki, po 90 zł każdy.
                Ważna informacja - na protezę lepiej nie żałować, przy źle wyważonej siada
                kręgosłup.
                Z tego, co mi wiadomo, Państwo powtarza kwestię dopłaty po 3 latach.
                • winner2006 Re: Rak piersi 18.06.07, 10:36
                  Cześć dziewczyny! DOpiero teraz Was "podczytałam".
                  Sporo informacji na temat raka piersi oraz porad i wsparcia od innych amazonek
                  znajdziecie na www.amazonki.net

                  Jestem 9 miesiecy po amputacji lewej piersi i wycieciu wezlow chlonnych. W tym
                  roku skoncze 34 lata.
                  Przeszłam 6 kursów chemioterapii. Dwie piersze zniosłam tak, jakby w ogóle nic
                  nie było (tyle, że przez kilka dni nie chciało mi sie w ogóle jesc), dwie
                  kolejne to był koszmar, czułam sie fatalnie, myślałam, że już umieram. Dwie
                  ostatnie chemie - znowu "bułka z masłem".

                  Codziennie śpię z ręka na klinie, choć wiem, że wiele amazonek to odrzuca, bo
                  im niewygodnie.
                  Do okolo 5 miesięcy po operacji ćwiczyłam codzienie rękę i masowałam kilka razy
                  dziennie. Teraz, muszę przyznać, że sobie odpuszczam. Masuję raz na kilka dni
                  (jak mi się przypomni), cwiczę tak gdzień co drugi, trzeci dzień, ale mało
                  intensywnie.
                  Cały czas pracuję (biuro), więc nie mogę sobie pozwolić na trzymanie ręki
                  często w górze. Kilka razy w ciągu dnia staram się nią przez parę sekund
                  potrząsać w górze lub potrzymać ciut wyzej.

                  Na poczatku bardzo się bałam, że bedę z wielu dziedzin życia wykluczona, ale
                  okazuje sie, że nie taki diabeł straszny, jak go malują. Żyję normalnie (jak
                  większość amazonek) - pracuję, sprzątam mieszkanie, jeżdzę na wyprawy rowerowe,
                  pływam, na zakupy chodzę z plecaczkiem (by siatek nei tachać w rękach). Ręka na
                  szczeście nei puchnie. Pamiętam jednak, aby nic ciężkiego nie dzwigać.
                  Tak więc nie ma co przesadzać - bez wezłów chłonnych pod pachą da się życ.

                  CO prawda trzeba też pamiętać, że są osoby, które nie będą ani masować, ani
                  ćwiczyć i z ręka się nic nei będzie działo, a są też osoby, które skrupulatnie
                  dbają o rękę, a mimo to wystarczy mały wysiłek i już im puchnie. Organizmy są
                  różne. Zyczę żeby Waszej mamie i teściowej wszystko jednak dobrze się układało.

                  Co do smarowania blizny to warto stosować maść, aby gojąca się blizna była
                  możliwie jak najjaśniejsza i przy tym mneij widoczna - ale to oczywiście tylko
                  kwestia efektu estetycznego.

                  Mnie lekarz kazał na początku smarować zwykłym Dermosanem (aby natłuszczać, by
                  skóra była elastyczna), a potem przerzuciłam się na maść Cepan, która neistety
                  strasznie śmierdzi cebulą, więc zmieniłam to potem na Contactubecs (nie
                  śmierdzi, ale jest droższy). Nie pamiętam dokładnych cen, Cepan chyba coś około
                  15-20 zł, a Cotractubecs -50-60 zl. Ale taka tubka starcza na jakieś 3 miesiące
                  (przy stosowaniu dwa razy dziennie).

                  Generlanie jeśli chce się smarować maścią na blizny to powinno się jak
                  najszybciej po operacji zacząć (to znaczy jak sie juz rana zagoi).

                  Pozdrawiam i życzę Waszym bliskim wszystkiego dobrego.
                  • winner2006 Re: Rak piersi, a ciąża 18.06.07, 10:53
                    Mam jeszcze pytanie do FAUSTINE.
                    Bardzo zaintrygowało mnei to, że zostałaś mamą po raku piersi.
                    Chciałabym sie dowiedzieć więcej jeśli można - czy to Twoje pierwsze dziecko,
                    ile masz lat, czy było planowane, jak zareagował lekarz-onkolog, jak to
                    przechodziłaś, czy brałaś Zoladex, Tamoxifen, czy miałas HER2 dodatni itp.

                    Ja nie mam jeszcze dzieci i wiem, że najwczesniej mogę o nich myśleć za półtora
                    roku. Nie wiem, czy wtedy jeszcze będzie mi sie chciało :-), ale na wszelki
                    wypadek gdyby tak, to bardzo mnie interesuje jak to przebiegało u kogoś, kto
                    już to przeszedł. Będę wdzięczna za info. Z góry dziękuję.
                    Pozdrawiam - Asia
                    • cainea Re: Rak piersi, a ciąża 19.06.07, 00:35
                      Dzięki za wyczerpujące informacje.
                      Teściowa jest osobą dobrze zorganizowaną i konsekwentną. Wiem, że ćwiczy
                      codziennie. Widzę, że cały czas, kiedy jest w domu - trzyma rękę wyżej na takiej
                      twardej poduszce, z którą łazi po pokoju, albozakłada rękę za głowę itp :)
                      Odnośnie leku na blizny - przyda się, bo ostatnio T. wspominała coś o jakichś
                      maściach. Śmiała się, że lekarz zrobił jej sutka pod pachą (brzydkie zakończenie
                      blizny) - zamiast na środku. Trochę jej to przeszkadza, choć jak mówi - da się żyć.

                      Widzę, że w pełni zaakceptowałaś to, co Cię spotkało - i łapiesz każdą chwilę z
                      życia nie obracając się za siebie. To super :-)
                  • bogutka5 Re: Rak piersi 18.06.07, 22:18
                    Oj, wielkie dzieki winner2006 za tak obszerne informacje, na stronie Amazonek
                    juz byłam, moja mama zgłosiła się juz do stowarzyszenia u nas w mieście.
                    ćwiczy codziennie, mama przed operacja byla bardzo sprawną fizycznie osobą i
                    dzisiaj nie ma żadnych problemów z rehabilitacja .... jest tez bardzo
                    pozytywnie nastawiona osoba ... czekamy na wyniki, ja sie denerwuję a ona:
                    jakie by nie były (wyniki), nic się nie zmienia, dalej musze zyc ...
                    • faustine Re: Winner:) 19.06.07, 00:25
                      Witam!
                      Na początek troche faktów:)
                      Zachorowałam we wrześniu 2003 roku - guz ok 1 cm , G3 , bez przerzutów na
                      węzły. Operacja oszczędzająca. Chemioterapia 4 kursy AC + radioterapia. Guz
                      hormononiezależny , a więc nie było dodatkowego leczenia.
                      Zrobiłam również badanie genu BRCA1 - nie jest zmutowany.
                      Onkolog dał zielone światło na dziecko po roku od zakończenia chemii ,
                      radioterapeuta stwierdził że wystarczy pół roku , a chemiczka rzuciła
                      zdawkowo " poczekac rok ,dwa". A że największe zaufanie mam do onkologa , więc
                      odczekałam rok i zgonie z planem w styczniu 2005 roku zaszłam w pierwszą ciążę.
                      Urodziła się zdrowa i śliczna Anusia. Cała ciąża przebiegała super , bez
                      jakiegoś specjalnego nadzoru onkologicznego. Robiłam jedynie 3 razy USG
                      piersi - prywatnie , u poleconego przez onkologa radiologa.
                      A teraz jestem na półmetku drugiej ciąży i szykuje sie również październikowa
                      córa. Ta ciąża jest trochę bardziej męcząca ze względu na dośc absorbującą córę.

                      Pozdrawiam serdecznie !
                      • faustine Re: Winner:) 19.06.07, 09:50
                        Zapomniałam napisac ,że córka urodziła sie gdy miałam 34 lata ,teraz mam
                        niecałe 36 a więc tyle , ile Ty będziesz miała gdy otrzymasz zielone światło:)
                        HER2 był ujemny.
                        Jeśli bedziesz miała jeszcze jakieś pytania to chętnie odpowiem.

                        Pozdrawiam Ciebie i Dziewczyny piszące w tym wątku , życząc dużo zdrówka i
                        wytrwałości dla ich bliskich , przechodzących przez to trudne ale skuteczne
                        leczenie.
                        • winner2006 Re: Winner:) 19.06.07, 10:41
                          Dzięki Faustine :-)

                          U mnie neistety i guz większy, i hormonozalezny, i z HERem dodatnim :-(
                          Ale nic tam, jak mi się za dwa lata będzie jeszcze chciało pieluchy przewijać,
                          to kto wie, kto wie ....... :-)

                          Gratuluję drugiej ciąży i życzę powodzenia.
                          • faustine Re: Winner:) 19.06.07, 11:38

                            Na pewno będzie Ci się chciało , z całego serca życzę Ci dzidziusia. A to że
                            guz był hormonozależny to lepszy czynnik rokowniczy dla Ciebie , masz
                            dodatkowe zabezpieczenie lekami. Zresztą pewnie o tym wiesz :)
                            Pozdrawiam sedecznie!
              • bogutka5 sa wyniki 21.06.07, 10:07
                .. i to podobno bardzo dobre, nie widzialam ich jeszcze bo mama nie wrociła ale
                nie będzie konieczna ani chemia ani naświetlania - tak mówila ... ale musze to
                na wlasne oczy zobaczyc ... a brata czeka kolejna operacja a chemie ma caly
                czas - ma takie urządzenie ktore mu dawkuje elektronicznie ...
                pozdrawiam wszystkich
                • cainea Re: sa wyniki 22.06.07, 16:17
                  He Bogutko, świetne wieści dot. mamy, a brata mocno trzymam ciuki.

                  Teściowa ma przerwę w przyjmowaniu chemii. Wyniki krwi są beznadziejne.
                  Zobaczymy, jak będzie za tydzień.
                    • cainea Re: sa wyniki 25.06.07, 00:18
                      Wiadomości z drugiej ręki, od Połówka, bo mnie u T. ostatnio nie było. Jest za
                      mało krwinek i za dużo markera nowotworowego (co wskazuje na przerzuty). Dostała
                      skierowanie na badanie kości. Pizę w zasadzie to, co sama usłyszałam,
                      bezszczegołów (jakie to badanie itp).
                      Dowiem się - mam nadzieję - w niedługim czasie.
                      Nie jest dobrze.
                      • bogutka5 Re: sa wyniki 26.06.07, 10:07
                        niedobrze, ze takie wieści, ale trzeba dalej do przodu, badania i leczenie,
                        trzymam kciuki, kiedy to badanie krwi bylo robione? ja kupilam mamie
                        profilaktycznie tabletki z buraka (zwiekszaja ilosc czerwonych cialek krwi)
                        poza tym u niej ok,
                        • cainea Re: sa wyniki 26.06.07, 22:11
                          Krew miała pobieraną w ubiegłą środę, wyniki były na dzień następny - teraz
                          powtórka, pobieranie we środę (27.06) a wyniki we czwartek (28.06)- ale
                          wyjeżdżam 29.06 z samego rana do Warszawy, wracam dopiero 2 lipca i myślę, że
                          poinformuję po powrocie, bo mogę nie mieć wcześniej czasu na forum.
                          Dostała w ubiegły czwartek jakiś zastrzyk wzmacniający, po którym upiekła kilka
                          ciast i pozapraszała znajomych, tyle miała energii :-)
                          Zobaczymy, jestem dobrej myśli choć coraz ciężej jest wierzyć w pozytywne
                          rezultaty leczenia.
                          Ona pije codziennie sok z marchwii, jabłka i buraków. Próbowałam Ją jeszcze
                          namówić na szpinak - zobaczymy, czy się da :)

                          Niech się mama trzyma, nie może być tak, że u wszystkich jakieś niespodzianki.
    • cainea Wyniki krwi są świetne 03.07.07, 12:24
      Śmiać mi się teraz z tego chce, bo jak pomyślę... i płakać by się chciało, gdyby
      pomyłka była w inną stronę, przecież w takiej sytuacji mogłoby doprowadzić do...
      aż strach myśleć.
      POMYLONO SIĘ W LABORATORIUM - marker nowotworowy wyszedł nie 1000, a 1, słownie:
      JEDEN !!
      Jak pisałam - T odstawiono z powodu pierwszego wyniku chemię. Podano zastrzyk
      wzmacniający, po którym T. chodziła praktycznie cały tydzień, jakby ją ktoś
      nakręcił. Kupiła sokowirówkę i robiła te soczki z burakami, jabłkiem i marchewką :)
      Chemia przywrócona i przy okazji: zmieniona. Już nie ma utraty świadomości i
      wymiotów. Jest dobrze.

      Bogutka - a jak u Was? Jak mama? Jak brat?
      • bogutka5 HURRRA 04.07.07, 07:25
        JAK TO POMYLONO SIĘ? ja wiem, że takie sytuacje się zdarzają, że to tylko
        ludzie, że praca i wszystko rozumiem, ale masz rację .... nie są to pomyłki na
        poziomie "wsypalam sol do herbaty" ... tu dostajesz wynik i masz, i musisz miec
        pewnośc że jest prawdziwy ... to znaczy w Waszym przypadku niech Bogu będą
        dzięki że pomylono się ... u nas mama ok, dzisiaj jedzie do Szczecina aby
        odebrac jakis ostatni wynik (receptory ER - cokolwiek to znaczy) - dopiero po
        nim zostanie ustalone leczenie, codziennie chodzi na rehabilitacje, ale widze
        jak juz śmiga na działce ....
        brat dzisiaj ma ostatnia chemie, on mieskza w Belgii i tam jest leczony i moze
        to wlasnie dobrze bo dostaje tam wszystko co można, dzisiaj ma ostatnią chemię
        potem czeka go jeszcze jedna operacja, w czasie ostatniej wizyty u nas
        powiedzial wreszcie rodzicom o tym że jest chory ... z powodu tego, że
        poiwedzial nam wszystkim o tym tak późno, mamy klopoty w kontaktach z nim,
        jakbysmy od początku byli z chorobą, przezywali każdy ból, każdą wiadomośc - a
        tak nie umiemy się odnaleźć, brak spontaniczności i naturalności ... ech,
        ubolewam nad tym ..
      • cainea Bogutka, Faustine, Tk80 i wszyscy :) 10.07.07, 12:45
        Znów na trochę wybyłam, znów problemy prywatne. Ale jestem już.
        Bogutko, przykro, że tak się dzieje - współczuję straty bliskiej osoby.
        Co do brata - myślę, że przynajmniej Jemu spadł kamień z serca, może teraz
        będzie mu łatwiej? Paskudnie się poskładało, to fakt :(
        Niestety nie wiem o co chodzi z receptorami ER.
        U mojej Teściowej bez zmian. Czyli in plus. Tyle, ze straciła już wszystkie włosy.
        Nie wnikamy w to, czy ktoś poniósł konsekwencje pomyłki, bo nie chcemy wnikać.
        Inaczej sprawa by się miała, gdyby pomyłka była w drugą stronę. Lekarka (pani
        lekarz? odmienia się, czy nie?), która "steruje" leczeniem Teściowej - okrutnie
        się tą pomyłką zdenerwowała i z tego, co wiem - mówiła, że "zajmie się sprawą".

        Faustine, zgadzam się z Tobą - ta pomyłka wyszła w pozytywną stronę dla nas
        wszystkich, ale mimo wszystko wos się jeży na głowie. Za życzenia dziękujemy :)

        Tk80 - temat po to został założony, żeby w nim pisać, więc wcale się nie
        wcinasz. Ja również nie umiem pomóc ale mocno trzymam kciuki, żeby wyniki nie
        okazały się bardzo złe!

        Ogólnie:
        Przyzwyczailiśmy się już wszyscy do choroby, walczymy z nią na razie w duchu,
        emocje już zeszły. Będę nadal zaglądać, podczytywać. Dziękowałam już? Chyba nie,
        nie pamiętam, dlatego dziękuję WSZYSTKIM, którzy podtrzymywali mnie na duchu :-)
        A także Balbince, która cierpliwie znosiła moje prośby ;)
        • cainea Dopisek 10.07.07, 12:47
          No i gontcha, która również nadążała za moimi forumowymi pomyłkami :)

          Dziewczyny, trzymajcie się wszystkie i nie dajcie się - szczególnie psychicznie.
      • tk80 Re: receptory ER .. 07.07.07, 08:33
        Witam,przepraszam,że się wcinam w nieswój post,ale mam pytanie moja mama jest prawie pięć lat od zachorowania na raka piersi,robi badania i właśnie wczoraj odebrała wyniki markerów nowotworowych CA 15-3 nie wiem jaka jest norma raz było napisane,że do 53 U/ml więc wynik byłby dobry,bo jej wyszło 25,71 U/ml ale tu jest już inna norma 0-25 U/ml, więc wynik trochę podwyższony,ona się strasznie tym załamała,boi się,że ma jaką wznowę,bo OB wyszło 20,ale marker CEA 2,16 ng/ml dobry (norma 0-3,4 dla niepalących ),ale może ma jakiś stan zapalny, czy ktoś wie jaka jest norma markerów CA 15-3? podobno to zależy od odczyników,wyczytałam ,że norma jest do 30,moja mama poszła powtórzyć badanie do innego laboratorium,narazie czakamy na wynik,wybiera się też do swojego onkologa,ale to dopiero we wtorek,martwię się o nia,bo psychicznie się wykończy,pozdrawiam
        • bogutka5 Re: receptory ER .. 09.07.07, 12:41
          niestety ja nie znam sie na wynikach, jakie sa prawidlowe, pozostaje tylko
          zachować spokój, choć wiem, że to trudno - wiesz, moja mama kiedy czekała na
          wyniki po operacji powiedziała tak: jakie by nie były ja dalej muszę zyc, i
          zabrała sie do kontynuwania zajęć na działce .... wyniki okazały się dobre,
          czego i Wam życzę (a posty sa dla wszystkiech i witamy Cię serdecznei tutaj)
          • winner2006 Re: receptory ER .. 12.07.07, 15:12
            Też jestem po raku piersi, chociaż "dopiero" 10 miesięcy. Nigdy nei miałam
            badanych żadnych markerów, bo lekarze mówią, że przy raku piersi markerów się
            nie bada (spotkałam się z rozbierznymi opiniami w tym temacie, ale nie wnikam).
            Jedno jest pewne - co do wyników REGUŁY NIE MA. Nawet to, na forum, juz kilka
            razy był poruszany ten temat - markery nei są wiarygodnym badaniem -
            rewelacyjne markery nei oznaczają jeszcze, że ktoś jest na pewno zdrowy (a mogą
            niepotrzebnie uśpic czujnośc) i odwrotnie - "zły" wynik wcale nie musi oznaczać
            nawrotu choroby.
            Czy mama ma jakieś niepokojące objawy? Ból kości, zawroty głowy, kłopoty z
            widzeniem czy tego typu rzeczy? Z tego co się orientuję, to jesli ma jakieś
            dolegliwości i do tego podwyższone markery, to pewnie lekarz skieruje ją na
            dodatkowe badania - zeby wykluczyć lub potwierdzić nawrót choroby.
            Jeśli natomiast kwestia lezy tylko w markerach - NIE STRESOWAĆ SIĘ NA ZAPAS -
            to nie musi oznaczać nic złego.
            Życzę żeby własnei tak było.

          • tk80 Re: receptory ER .. 14.07.07, 09:47
            Witam,dziekuję wam, z moją mamą wszystko dobrze,wysokie markery były spowodowane błędem technicznym,tak stwierdził onkolog,z czego się bardzo cieszę,przepraszam,że dopiero dziś odpisuję,ale sama miałam problemy zdrowotne.pozdrawiam.
    • bogutka5 tamoxifen 20.07.07, 10:37
      moja mama dostala ten lek - co to? czy coś na jego temat warto wiedzieć i
      trzeba wiedzieć? czy ktoś go zażywał .? ... Pozdrawiam wszystkich
      • cainea Re: tamoxifen 21.07.07, 19:42
        www.kulturystyka.pl/artykul58/
        Tamoksyfen jest związkiem niesteroidowym o działaniu głównie
        antyestrogenowym. Z medycznego punktu widzenia jest stosowany najczęściej w
        nieoperacyjnym leczeniu nowotworów sutka (jako leczenie uzupełniające). Swoje
        działanie antyestrogenowe zawdzięcza przede wszystkim współzawodnictwie z
        endogennymi estrogenami o miejsce wiązania z receptorem komórkowym, poprzez co
        uniemożliwia bądź minimalizuje możliwość wiązania estrogenów w tkankach
        docelowych – głównie sutki i macica.
        • winner2006 Re: tamoxifen 26.07.07, 22:30
          Polemizowałabym z tym, ze stosuje się to najcześciej w nieoperacyjnych guzach
          piersi. Myślę, że jest wprost przeciwnie. Tamoksifen dostaje mnóstwo babek jako
          leczenie uzupełniające po mastektomii i chemioterapii (i ew. radioterapii) -
          oczywiście chodzi tylko o te babki, które mają raka hormonozależnego.
          Bierze sie to przez 5 lat.
          Niestety są skutki uboczne.
          Najczęściej kobietki narzekają na uderzenia gorąca (nagłe i silne - czasem
          trudne do zniesienia). Z pózniej występujących objawów mogą się przypętać
          oznaki oseoporozy, problemy ze stawami. Niektóre kobietki tyją po tym, ale
          reguły na to nie ma.
          Ale coś za coś.
          Tamoksifen ma blokować wytwarzanie estrogenów, jeśli rak był na nie czuły - i
          tym samym zmniejszać ryzyko nawrotu choroby.
          Niektóre kobietki dostają albo Tamoksifen, albo ZOladex (zastrzyki), a niektóre
          i to i to - zależy chyba od standardów w danym szpitalu.
          • bogutka5 Re: tamoxifen 30.07.07, 09:26
            bardzo dizekuje za odpowiedź, mama bierze krotko i na razie ok, poza tym u niej
            w ogole ok, niestety energia ja rozpiera i czasami przecholuje (mycie okien) -
            • maly_33 Re: tamoxifen 31.07.07, 11:56
              Witam,
              Mojej mamie po usunięciu raka piersi hormonozależnego przepisano tamoxifen, bez
              radio i hemioterapii (lekarze stwierdzili że to wystarczy, było to trzy lata
              temu).
              Tamoxifen jest starym lekiem stosowanym już od kilkunastu lat. Jedni uważają że
              to jest złoty środek inni wręcz przeciwnie.
              Moja mama brała go ok 4 miesięcy i skutki uboczne były fatalne. Oprócz złego
              samopoczucia, strasznych postępów w osteoporozie, bóli stawów, lekarzy do
              zmiany leku zmusiło zapalenie żył, które było powikłaniem tamoxifenu.
              Zastąpiono go Arimidexem (który zaczął być refundowany przez NFZ), tu skutków
              ubocznych jakiś uciążliwych do tej pory nie miała. Jest to nowa generacja tego
              typu leku.
              Pozdrawiam Marcin
    • anchel8 Re: Rak piersi 08.09.07, 11:36
      Witam Wszystkich,
      Mam na imię Gosia.Pragnę pomóc mojej znajomej u której w obu
      piersiach stwierdzono torbiele,guzki lub cysty.Początkowo
      powiedziano jej,że zabieg usunięcia w/w zmian będzie trwał 1 dzień,
      potem stwierdzono,że pobyt w szpitalu przedłuży się do kilku dni. Na
      diagnozie napisano: ca mammae dex. Czy to oznacza nowotwora
      złosliwego, czy jest to tylko podejrzenie tej choroby? Proszę o pomoc
      Pozdrawiam Gosia
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka