Gość: SZAK
IP: *.pl / 192.168.1.*
13.07.03, 11:29
Chlupot głupot
Głupota wali pod pełną parą. P. gen. Andrzej Tyszkiewicz, odlatując z
żołnierzami do Iraku, oświadczył: „Zrobię wszystko, co w mojej mocy, by
wrócić z tyloma żołnierzami, ilu dostanę pod moją komendę”. To znaczy, że
jak pojawi się Saddam Husajn i powie: „Oddaj mi kontrolę nad Twoją strefą,
bo zabiję ci dwóch żołnierzy” – to p. Generał odda?
Przestańmy pieprzyć, za przeproszeniem, głupoty. Żołnierze są po to, aby
ginąć! Ja oceniam, że w pierwszych dwóch miesiącach zginie 30-40
podkomendnych p. gen. Tyszkiewicza – i każdy z jadących do Iraku (na
ochotnika przecież – na jedno miejsce było kilkunastu chętnych!) musi być
tego świadom. Kto idzie na zawodowego – wybiera zawód ryzykowny. Zresztą:
każdy zawód jest ryzykowny – przy budowie średnio dużej fabryki też zawsze
ginie kilka osób. Giną kierowcy, giną górnicy... Mężczyźni są od tego, aby
zarabiać na swoje rodziny, ryzykować – i czasem ginąć.
A czy kobiety nie umierają np. przy skrobankach? Trudno: życie jest
ryzykowne. Kto nie lubi ryzyka, niech się nie rodzi!
Głupota wraca. Za tzw. komuny na książkach obowiązkowo drukowane były ceny.
Moja podziemna „Officyna Liberałów” była jedyną, która ich nie drukowała –
wręcz przeciwnie, na większości był napis: „Zostań spekulantem! Kup,
przeczytaj – sprzedaj drożej!” Efekt: soliduraki na kilka dni zakazały nam
kolportażu w siedzibie „Solidarności”!! Ale potem był rok 1988, ustawa
Rakowskiego o wolności gospodarczej – i ceny szczęśliwie zniknęły. I oto
czytam, że Ministerstwo Kultury szykuje ustawę nakazującą drukowanie cen na
okładkach!
Głupota jest tak oczywista, że nie będę z nią dyskutował. Spytam tylko: czy
ma to dotyczyć również książek drukowanych za granicą – a jeśli nie, to
dlaczego? I domagam się, by każdemu kurczakowi tatuować cenę pod skrzydłem –
dlaczego kobiety na targowiskach mają być „oszukiwane”?
Zjazd SLD... Pełna sala pełnych głupoli. Obiecywali walkę z bezrobociem. Aż
się prosi, by powiedzieć jak p. Ronald Reagan: „Depresja jest wtedy, gdy ty
nie masz pracy; kryzys jest wtedy, gdy ja tracę pracę; a ożywienie
gospodarcze – kiedy Leszek Miller nie ma pracy...”. Niestety: na Jego
miejsce szykują się akuratnie takuteńkie głupole z innych partyj. Obudził
się nagle nawet p. prof. Jerzy Buzek, zwołał Swoich paladynów z AW „S”, i
oświadczył, że nadszedł czas ich powrotu. A co – niech wracają! Gorzej niż
za SLD już nie będzie. Co za różnica, czy rządzą Czerwoni, czy któraś z
agenturalnych partyjek „solidarnościowych”. Też każą tatuować kurczakom ceny
na tyłkach.
Narasta euro-głupota. Moi znajomi, którzy głosowali w referendum za
Anschlußem, teraz łapią się za głowy. To miała być Unia Prawa i Porządku.
Koniec z łamaniem Prawa – Unia nie pozwoli. Koniec z robieniem deficytów
budżetowych – Unia nie pozwoli. Niech tam sobie tow. Miller czy tow. Kołodko
mówi o dodruku pieniądza – a my śpimy spokojnie, bo Unia nie pozwoli. Co
prawda p. Jerzy Epaminondas Osiatyński (to ten, co rżnął głupa, pytając,
dlaczego po podwyżce cen elektryczności piekarze podnieśli ceny chleba...)
powiedział, że deficyt jest zły, bo robi go p. Miller z p. Hausnerem – gdyby
robiła go p. Suchocka z p. Osiatyńskim, to byłby to deficyt słuszny, a nawet
jedynie słuszny... ale nawet im by Unia nie pozwoliła...
A tu – grom z jasnego Nieba: Francja i Niemcy oświadczają, że mają w nosie
Traktat z Maastricht (zakazujący deficytu powyżej 3%) – i z uwagi na
katastrofę gospodarczą będą zwiększać ten deficyt!
Państwo jesteście świadkami – ja ostrzegałem...
Kiedy napisałem, że podatki mamy trzy razy wyższe niż za Hitlera – to
podniósł się chórek oburzenia, że tak nie można, bo idziemy do Europy! A tu –
masz! P. Sylwiusz Berlusconi oświadczył, że tow. Marcin Schultz, szef
Czerwonych w euro-sejmie, nadawałby się do roli kapo w obozie
koncentracyjnym. I nic – bo co prawda, to prawda... Z tymi podatkami zresztą
też.
Ech, wesolutko! A wiecie Państwo, jak gorąco będzie jesienią?
Janusz KORWIN-MIKKE