Grzyb

02.03.04, 21:01
Koniec lat 70-tych, lato. Światło jedzie na wakacje na Roztocze. Niestety
nie ma szybkiego wygodnego expressu pomiędzy Warszawą a Zamościem, nie mówiąc
już o Tomaszowie czy Józefowie, ani też nie wybudowano jeszcze super-
autostrady, nie mowiąc o tym że na Syrenke rodzinę Światła nie stać. No więc
nie ma innego wyjścia jak się zabrać pociągiem osobowym z Warszawy do Bełżca.
Pociąg odchodzi o północy z dworca Warszawa Zachodnia. Światło jest tam już o
23 w nocy, a mimo to peron jest już tak zapełniony że nie ma gdzie stanąć.
Światło przedziera się wśród tłumu aby zajać strategiczną pozycję do ataku.
Ponury i śpiący tłum w milczeniu oczekuje na pociąg. Nad głowami powiewa
rześki, nocny wiatr.

Nadchodzi powoli północ, tłum zaczyna falować. Widać coraz wyraźniejsze w
ciemności światla nadjeżdzającego pociągu. Zaczyna sie ruchawka i szum,
ludzie zaczająją się do skoku. Kobiety z tobołkami rozpychają się ku brzegowi
peronu, dzieci zaczynają płakać.
Pociąg majestatycznie wjeżdża na stację. Jeszcze na dobre nie zwolnił a
ludzie skaczą do drzwi, kopią się wzajemnie, czepiają sie okien. Dziw i cud
że nikt nie wpadł pod koła.
Ku zdumieniu okazuje się że pociag jest już w większości pełny. Jak to się
stało? Ludzie musieli wejść do pociagu jak on stał jeszcze na zajezdni.

"Nastepnym razem i ja pójdę do zajezdni" - myśli Światlo...

Tymczasem na peronie trwa bitwa. Kłęby ludzi wciskają się do okien,
mężczyzni wpychają kobiety i płaczące dzieci, w drzwiach trwa walka na pięści.
Światło rezygnuje z walki. Czeka na swoją kolej aby wejść w pokorze i
rezygnacji. Jest młody, da sobie radę.
W końcu dopiero jak pociąg już rusza udaje się Światle wcisnąć do pociągu.
Stoi na schodkach, drzwi nie dają się zamknąć, więc Światło musi się trzymać
rączki aby nie wypaść.

Po dwudziestu minutach nadchodzi przystanek Warszawa Wschodnia. Podobny tłum
ludzi, jednak chyba bez nadziei na dostanie się do pociągu.
A jednak paradoksy istnieją. Jak to możliwe, aby do pełnego już pociągu
dopchać jeszcze drugie tyle? Okazuje się że to możliwe. Być może nastąpiło to
poprzez załamanie się powłok elektronowych, być może część ludzi została
wypchnieta do góry, tak czy inaczej do nieskończonego tłumu doszła następna
nieskończoność.

Światło na zasadzie ścisnięcia się całego tłumu został przesunięty w
kierunku wnętrza wagonu. Znajduje sie teraz w wąskim korytarzu od ktorego są
wejścia do przedziałów. Stoi, a właściwie tkwi, w pozycji ukośnej, opierając
się na podłodze jedną nogą, podczas gdy druga noga, no właśnie gdzie jest
ruga noga? Swiatlo jednak nie traci nadziei, na pewno się potem znajdzie.
Z czasem Światło zaczyna zazdrościć komfortu sardynkom w puszce...

Mijają godziny. Tuk-tuk-tuk miarowo stukocze pociąg. Ukośnie zorientowany
tłum, zbity w jedna nierozrożnialną mase wchodzi w stan biernego letargu.
Tuk-tuk-tuk, powoli nadchodzi Lublin. Trochę ulgi bo część ludzi wychodzi,
jednak sporo też i wchodzi. Najgorsze jest jednak to, ze w Lublinie
odczepiają elektrowozy, a doczepiają parowe lokomotywy. Linia poniżej Lublina
jest po prostu niezelektryzowana.

Puf-puf-puf, tłum telepie się miarowo wraz z pociągiem. Światło zalany potem
swoich sasiadów miarowo wdycha wydechy wprost z ust nieogolonego rolnika.
Oddech wychodzi poprzez dziury pomiędzy srebrnymi zębami. Ma zapach skisłych
papierosów. Jest majestatycznie prosty i surowy.
Światło i rolnik sa zlepieni w całosc. Prosty chłoporobotnik z dwoma rzędami
złotych zebów i on, miastowy student, przyszły przedstawiciel ćwierć-
inteligencji.

Ktoś usiłuje dostać sie do ubikacji. Bez powodzenia, zresztą i tak cuchnąca
ubikacja jest zajęta prze czwórkę osób.
Mija godzina za godziną. Pociąg staje na dłuższy czas w polu pod Rejowcem.
Tutaj trzeba poczekac na mijankę z pociągiem z Zamościa. Zaczyna powoli
switać.

W Szczebrzeszynie nagle robi sie luźno. Światło odnajduje swoją nogę
i może się oprzeć rękami o okno. Wśrod porannych mgieł unoszących się nad
żytnimi polami pociąg wjeżdza w czerń Puszczy Solskiej. Światło zamyka oczy,
zasypia...

10 rano, Światło sie budzi. Sapiąc i dymiąc pociąg stoi na stacji Zwierzyniec-
Tartak. Światło otwiera okno, wdycha cudowny zapach rozgrzanych drewnianych
pali suszących się na terenie tartaku. Zapach miesza się z zapachem puszczy.

Po chwili pociąg zbliża się do Długiego Kątu, Światło poznaje pola ciotki
Balbiny i wuja Leona. Uśmiecha się.
Wśród obłoków pary wychodzi na stację Długi Kąt. W oddali widać kominy
fabryki sylikatow. Unosi się zapach chmielu i żytnich pól.

Światło szybko idzie poza stację gdzie już czekają furmanki. Jest tylko
jedna. Stary Grzyb kołysze się na siedzeniu. Światło podchodzi, dogadują się
do ceny i Światło siada na ławeczce zaraz za furmanem. Ławeczka jest obita
kocem.

Słońce już na dobre zaczyna przypiekać, a Światło i Grzyb jadą wśród pól. Po
prawej stronie żyto i tytoń, po lewej wysokie pnącza chmielu.
W Majdanie dosiadają się dwie baby. Siadają z tyłu i w milczeniu jedzą
kiełbasę.

Światło wpatruje się w zad konia tuż przed jego nosem. Z zada czasami
wylatuja dymiące kulki i spadają na drogę. Zostają tam ciepłe i parujące.
Z końskiego zada Światlo przerzuca wzrok na Grzyba. Grzyb skulony kiwa sie na
ławce, w jednym ręku lejce, w drugim bat. Do górnej wargi przylepiony jest
sport. Jak Grzyb mówi, to sport się telepie ale nie odpada. Światlo sam tak
kiedyś próbował, ale nigdy się to nie udawało. Jest to chyba sztuka nie
dostępna miastowej inteligencji.

Po prawej stronie mijają grupkę dziewcząt nawlekających liście tytoniowe na
druty. Dostaja złotówke za wianek. Dziewczyny młode i jędrne. Z powodu upału
mocno podkasane. Światło się przygląda i czuje ze ciało mu przyjemnie
drętwieje. Czuje jak przyjemny dreszcz przechodzi mu od głowy niżej i niżej.
Młodość..

Dojeżdzają do Józefowa, wakacje rozpoczętę.
    • perla Re: Grzyb 02.03.04, 21:11
      swiatlo napisał:

      > pociąg wjeżdza w czerń Puszczy Solskiej. Światło zamyka oczy,
      > zasypia...

      a Perła dzieckiem będąc, spędza noc w autobusie relacji Lublin-Józefów przy
      opuszczonych szlabanach kolejowych tuż za Zwierzyńcem, bo pociąg Światły
      nadjechał, a dróżnik poszedł do domu zapomniawszy podnieść szlaban. Następny
      pociąg za kilkanaście godzin dopiero był, to i dróżnik wrócił aby opuścić
      opuszczone zresztą szlabany. Ale to co mu kierowca autobusu nawsadzał to mu
      nawsadzał wtedy.
      • perla nocne opowieści przy opuszczonym szlabanie... 02.03.04, 21:26
        a w tym autobusie, tej nocy, to taki pan był, który opowiadał, że jedzie
        służbowo. On w kuratorium pracował. W jakiejś wiosce, nie pamiętam nazwy,
        szkoła była. I w niej tylko dwóch nauczycieli pracowało. Jeden z nich to
        dyrektorem tej szkoły był. No, i ten wizytator opowiadał, że jak był poprzednio
        z wizytacją to dyrektor tej szkoły w sztok pijany był. I musiał go zdegradować
        do zwykłego nauczyciela, mianując tego drugiego nauczyciela dyrektorem. A teraz
        jechał zdegradować tego dyrektora, którego mianował, na zwykłego nauczyciela i
        przywrócić poprzedniego na stanowisko. Bo ten obecny jeszcze bardziej pił.
        Wizytatator bezradny był, bo nie miał kto pracować, a szkoła musiała być. Takie
        to czasy były.
    • benia30 Re: Grzyb 02.03.04, 22:57
      swiatlo napisał:

      > 10 rano, Światło sie budzi. Sapiąc i dymiąc pociąg stoi na stacji Zwierzyniec-
      > Tartak. Światło otwiera okno, wdycha cudowny zapach rozgrzanych drewnianych
      > pali suszących się na terenie tartaku. Zapach miesza się z zapachem puszczy.

      Też doznawałam tego uczucia, z tą jedynie różnicą że:
      1) mój pociąg wjeżdżał do Zwierzyńca od strony Biłgoraja
      2) była to 4 a nie 10 rano.

      No i też miałam przygody związane z podróżowaniem. Dawno, dawno temu.....by
      dostać się w nasze Ukochane Strony trzeba było jechać pociągiem całą noc, z
      przesiadką, w warunkach urągających godności ludzkiej. Byłam wówczas jedną z
      najmłodszych pasażerek PKP (trzy tygodnie po narodzeniu), sytuacja na dworcu
      Kraków Główny podobna jak ta opisana przez Światło w Warszawie, wszyscy w
      pozycjach "do startu gotowi...", moi rodzice z góry skazani na niepowodzenie bo
      taszczyli noworodka z całym ekwipunkiem. Podjeżdża pociąg, wszyscy tratują się
      nawzajem by zająć jakieś dogodne miejsce (stojące lub wiszące, bo o siedzących
      nie było mowy) i tu moi pomysłowi rodzice zaskakują wszystkich konkurentów...
      podają mnie do przedziału przez okno, zajmując w ten sposób kawałek siedzącego
      miejsca na najbliższą noc. Niestety w ferworze walki, przepychanek, epitetów
      mieli wielkie problemy, żeby do mnie dotrzeć. Poszukiwania trwały dosyć długo,
      bo moja mama dostała w międzyczasie ataku histerii (zgubiła swoje dziecko!!!),
      facet któremu zostałam powierzona nie był zresztą w lepszym stanie
      (przestraszył się, że ktoś mu podrzucił dziecko!!!). Wszystko zakończyło się
      jednak dobrze, zostałam odnaleziona i wszyscy żyli długo, długo i szczęśliwie,
      podróżując w tak komfortowych warunkach średnio raz w miesiącu przez okres
      sześciu lat.
    • swiatlo Grzyba już nie ma.. 03.03.04, 07:03
      i to już od wielu lat. Nie ma furmanek na stacji. Są natomiast postoje taksówek
      i parkingi samochodowe.
      Pociąg już nie staje na stacji Długi Kąt, ale wygodny express staje przy stacji
      Józefow.
      Nie ma już tamtego świata..
      • perla Re: Grzyba już nie ma.. 03.03.04, 08:04
        swiatlo napisał:

        > Pociąg już nie staje na stacji Długi Kąt, ale wygodny express staje przy
        stacji Józefow.

        Chyba jednak dawno nie byłeś tam. Pociąg nadal zatrzymuje się na stacji Długi
        Kąt. W Józefowie nie może, bo tam nie ma torów po prostu. A o ekspresie w ogóle
        zapomnij. Nadal nie ma trakcji elektrycznej.
        Jeżeli pytałeś na PKP to wiem skąd pomyłka jest. Otóż, to co kiedyś nazywaliśmy
        Stacja Kolonia Krasnobród, nazwano obecnie Józefów Roztoczański. Ale to kilka
        kilometrów od Józefpwa jest. I bliżej z Długiego Kątu do Józefowa nadal jest.
        • swiatlo Re: Grzyba już nie ma.. 03.03.04, 09:29
          perla napisał:

          > swiatlo napisał:
          >
          > > Pociąg już nie staje na stacji Długi Kąt, ale wygodny express staje przy
          > stacji Józefow.
          >
          > Chyba jednak dawno nie byłeś tam. Pociąg nadal zatrzymuje się na stacji Długi
          > Kąt. W Józefowie nie może, bo tam nie ma torów po prostu. A o ekspresie w
          ogóle
          >
          > zapomnij. Nadal nie ma trakcji elektrycznej.
          > Jeżeli pytałeś na PKP to wiem skąd pomyłka jest. Otóż, to co kiedyś
          nazywaliśmy
          >
          > Stacja Kolonia Krasnobród, nazwano obecnie Józefów Roztoczański. Ale to kilka
          > kilometrów od Józefpwa jest. I bliżej z Długiego Kątu do Józefowa nadal jest.
          >

          No widzisz, tak to jest jak się bieżące wiadomości opiera na opowieściach
          rodziny. Na przyszłość będę bardziej weryfikował bieżące dane.
          Jeśli chodzi o opowieść o Grzybie, to też pewnie są tam jakieś nieścisłości.
          W końcu pamięć się przytępia po 25 latach kiedy tam ostatnio byłem.
          Zdaje się że pociąg warszawski przyjeżdżał na Długi Kąt o 8 rano, czyż nie tak?
          Ale jak był opóźniony, to by się wszystko zgadzało.
          Podobnie mogę też się mylić co do stacji. Ostatnia stacja przed Długim Kątem to
          był Krasnobród czy Zwierzyniec Leśny? Jeśli Krasnobród to przy jakiej stacji
          był tartak? Coś mi się obija po głowie że to był Zwierzyniec Leśny.

          No ale jeśli nawet są drobne nieścisłości, to na potrzeby literackie chyba jest
          wystarczająco dokładnie.. smile
          • miriamfirst_ Re: Grzyba już nie ma.. 03.03.04, 09:46
            swiatlo napisał:

            >
            >No ale jeśli nawet są drobne nieścisłości, to na potrzeby literackie chyba jest
            >wystarczająco dokładnie.. smile


            Z pewnością wystarczającosmile) Pozdrowienia!

            Miriam
            >
    • blotniarka.stawowa Re: Grzyb 07.06.04, 03:30
      Watek do gory podnosze, bo dopiero teraz przeczytawszy, widze ile stracilam
      przychodzac tak pozno na forum Roztocze.

      Mlodszym stazem forumowiczom tez nalezy sie przeczytac te wspanialosci.
      A moze Pan Swiatlo zechcialby jeszcze cos napisac na tym forum?
    • blotniarka.stawowa Re: Grzyb 08.06.05, 02:03
      I znow ten watek sprzed roku do gory, coby kolejna partie nowo-przybylych
      forumowiczow uradowac...
      • bacia40 Re: Grzyb 08.06.05, 20:55
        Opis podróży dziwnie bliski i znajomy - i dla mnie nowej starej forumowiczki
        też. Takie to były czasy... Niezatarte wspomnienia.Dzieci chyba czytają z
        rozdziawionymi buziami, tak jak trudno im pojąć ideę "kartek" ("Po co były te
        kartki jak miałaś pieniądze?")
        Podobno najtrwalsze są wspomnienia te zdawałoby się najbardziej ulotne tj.
        zapachy. Oddech tego rolnika Światło rozpoznałby i dziś. Pozdrawiam taplających
        się we wspomnieniach.Beniu, Błotniarko -Hallo!!!
        • eselte Re: Grzyb 13.06.05, 10:42
          aż łza się w oku zakręciła...tak było!!!
          To była Wyprawa przed duże W!!!Walki na zachodnim pamiętam!!! ale jaki człowiek
          był zadowolony jak zasaidł szczęśliwie w przedziale.Oprócz tony walizek
          woziliśmy rowery, którymi opiekował się ojciec. Pamiętam jeszcze jedną wariacka
          wyprawę. Bo oprócz nocnegobył jeszcze jakiś poranny pociąg. Na którym moja
          szacowna rodzinka się spóżniła. a szacowna rodzinka wyglądała tak: 3 duże baby
          (mama, ciocia i st. siostra) i 2 mniejsze baby (ja i mł siostra) i świnka
          morska w koszyku-tyż baba i pies-oczywiście ze baba. Na każdą babe wypadały po
          2 torby więc nasz wyjazd wyglądał jak totalna ewakuacja z całym mieniem
          przesiedleńczym (bo to były czasy gdy do kwater jeździło się z poscielą,
          naczyniami). No i pociąg uciekł a my wpaamy na genialny pomysł coby jechac
          etapami tj z w-wy do garwolina z garwolina do lublina z lublina do rejowca z
          rejowca do zamościa z zamościa do upragnionego zwierzyńca.uffffff!!! Na każdym
          dworcu odliczanie rodziny i bagaży, nie licząc trzody hodowlanej.....Zajeło nam
          to oczywiście cały dzień
          ale jak pięknie i wspaniale było
          a teraz co?! wygodny samochodzik i 4h i jestem......ale to nie to!!!moje
          dziecko juz nie odczuwa tego klimatu...hm a moze by jej tak zrobić "szkołę
          przetrwania"?
          • januszx Re: Grzyb 13.06.05, 10:58
            Dobry pomysł z tą szkołą przetrwania, mysle ,że warto, wydaje mi się ,że trasa
            na odcinku Rejowiec - Bełzec _ Rawa Ruska może dostarczyć równie dużo wrażeń
            jak przed latysmile
            A opowiadanie Światlo umknęlo mi przed rokiem , a teraz przeczytałem z
            niekłamaną przyjemnością
            Pozdrawiam
          • benia30 Re: Grzyb 13.06.05, 17:40
            eselte napisała:

            > Na każdą babe wypadały po
            > 2 torby więc nasz wyjazd wyglądał jak totalna ewakuacja z całym mieniem
            > przesiedleńczym (bo to były czasy gdy do kwater jeździło się z poscielą,
            > naczyniami).

            Musiał Was mocno, barrrrdzo mocno, Zwierzyniec przyciągać skoro chciało Wam się
            robić takie przeprawy z całym dobytkiem smile))


            > a teraz co?! wygodny samochodzik i 4h i jestem......

            Żal trochę tamtych czasów - brak wygód, komfortowych warunków, zamieszanie na
            peronach, ścisk i tłok w pociągu a człowiekowi się chciało... Dzisiaj wozi się
            za przeproszeniem zadek samochodem i nic się nie chce... Może zanika w nas
            instynkt samozachowawczy, który działał jeszcze sprawnie w "tamtych" czasach?
            Człowiek radził sobie bo musiał?
            Druga sprawa, że "wczasy pod gruszą" czyli pod własnym, zdobytym gdzieś cudem
            namiotem były tanie jak barszcz. Pod namiot mógł jechać każdy i spędzić miesiąc
            cudownych wakacji poza domem za prawdziwy bezcen. Dzisiaj na polach namiotowych
            kasują prawie tyle co w hotelu i większości osób nie stać nawet na nocleg w
            namiocie. Może to przerysowany obraz ale coś w tym jest...

            > moje
            > dziecko juz nie odczuwa tego klimatu...hm a moze by jej tak zrobić "szkołę
            > przetrwania"?

            Myślałam o tym samym smile)) Namiot mam już kupiony... A Roztocze Południowe to
            idealne miejsce na "szkołę przetrwania"

            Pozdrawiam - życzę udanych wakacji i "tamtych" klimatów (i niech je dziecko
            odczuje...) smile)))))))))))))))))))))))))))))))
    • talisker Re: Grzyb 13.06.05, 11:55
      Fajna historia. Zreszta pociagi "wtedy" mialy swoje historie.
      Ja tez mam jedna zwiazana z pociagiem
      Rok 1989 wrzesien - relacja Hrubieszow - Krakow.
      Dzien w miare pogodny ale noce byly zimne jak diabli.
      Bylem mlody, narwany i glupi. Poza tym zakochany po same uszy.
      Postanowilem "moja wybranke" spotkac w tym pociagu.
      Mialem "przeslanki" ze bedzie nim jechac do Krakowa.
      Nie pytajcie dlaczego tak a nie inaczej, dlaczego sie nie upewnilem itd -
      pisalem juz ze bylem mlody i narwany.
      No i wsiadlem do nocnego pociagu w Hrubieszowie a tu nic - nie ma jej.
      Pomyslalem - wsiadzie w Zamosciu - a tu nic.
      Trzeba wracac - ale z Zamoscia o tej porze nie bylo juz powrotu
      wiec postanowilem - aby nie czekac na peronie kilka godzin - jechac na przeciw
      pociagowi powrotnemu i spotkac go w ... Przeworsku.
      A zimnoi bylo jak diabli a ja na letnio ubrany. Pytam konduktora o ogrzewnie
      a ten ze za wczesnie a po drugie "technicznie" nie mozliwe.
      Boze jak ja wtdedy zmarzlem. Doslownie plakalem z zimna. Stopy to sobie owinalem
      folia aluminiowa po kanapkach - ze niby cieplo trzyma wink
      Jak wrocilem do domu to wygladalem jak kot dachowiec co wpadl w zywoplot.
      Pod dwoma koldrami sie spac polozylem - po prostu SZOK TERMICZNY.

      Calosc ma Happy End (przynajmniej wersja oficjalna tak glosi) bo
      moja ukochana ktora jak marzelm w pociagu na kosc spala sobie w najlepsze
      niczego nieswiadoma zsotala po kilku latach moja zona. Ale to juz zupelnie inna
      historia wink


Pełna wersja