Dodaj do ulubionych

chyba już nigdy..

27.07.06, 09:21
nie pojade w góry.
a jeżdżę od 45 lat.
nie mam plecaka żeby zapakować xcały sperzt potrzebny-NIEZBĘDNY- na wycieczke
do doliny kościeliskiej, nie mam butów trekkingowych na warunki zimowe i na
zmiane na letnie.no i naturalnie na wszelki wypadek jednej pary większej pod
skarpete. nie mam spodni oddychających, nie mam kurtki oddychającej i
przepuszczającej.łojezuniu-zapomniałbym że nie mam kijków trekkingowych
teleskopowych.nie mam nawet tabliczki czekolady żeby się pokrzepic w ciężkich
chwilach.
to jak ja bede wyglądał w tej dolince-jak zwykła stonka?tego moja dusza
turysty nie zniesie. TAKI WSTYD.
Obserwuj wątek
          • Gość: monika Re: chyba już nigdy.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.07.06, 10:05
            To ja Wam opowiem moja historie.. Otoz teraz jak czytam te wszystkie posty o
            sprzecie a szczegolnie BUTACH to wscieklosc mnie ogarnia, poniewaz
            zeszlam wiekszosc pasm polskich, tatry slowackie az tu uznalam, ze nalezy nowe
            buty nabyc - nabylam jakies z gore-tex. Nawet na tym texie mi nie zalezalo, ale
            buty wygladaly calkie przyzwoicie i te pareset pln wydalam (a wczesniej
            czytalam, ze garmont moze byc).
            W ostatni weekend zrobilam wycieczke w tatrach, wycieczka jak to wycieczka -
            kuznice-murowaniec-kasprowy-czerwone wierchy-tomanowa-ornak.
            Po drodze burza, buty przemoczone, 3h marszu w jeziorze..
            A po powrocie do domu nogi spuchniete jak nigdy w zyciu, lecze smaruje, mocze
            (jest poprawa) bo za kilka dni kolejna wyprawa. Tak to mnie buty urzadzily, tuz
            po powrocie zanioslam do szewca moje ponaddziesiecioletnie trapery, zeby cos
            tam posklejal. Szewc - "to dobre buty, moze by tu jeszcze rowki porobic.." - po
            tylu szczytach wszak na piecie lekko juz wychodzone.
            Dzis je odbiore z pewnym poczuciem winy, ze w ogole przyszlo mi do glowy sie z
            nimi rozstawac.

            A po tej przygodzie mam wstret do sklepow sportowych. Nie dokupie
            spodni "nieprzemaklnych" ani skarpetek oddychajacych, ani innego badziewia ;-)
            Musze za to dokupic czerwonego ben-gaya.

            • billy.the.kid Re: chyba już nigdy.. 27.07.06, 10:16
              no i nedziesz robiłą za stonkę.
              a tak po złości wyciągne starą brezentową kangurkę i w niej poszpanuję na
              krupówkach.gdzies tam w piwnicy mam jeszcze takiż plecaczek. tylko czy
              goreteksowcy to docenią.???
              • Gość: monika Re: chyba już nigdy.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.07.06, 10:40
                o tak! kangurka tez gdzies sie jeszcze pałęta :) To w ogole byloby bardzo
                wesole tak sie zgromadzic przed zakopianskim dworcem PKP w traperach kangurkach
                i z plecakami typu "wierchy", ktory tez gdzies w piwnicy. Chociaz nie, stelaz
                to jest zbyt nowoczesny, mam tez jeszcze taki plecak "harcerski" (aczkolwiek
                harcerka byla ze mnie zadna), plecak po prostu ;)
                • billy.the.kid Re: chyba już nigdy.. 27.07.06, 10:46
                  i raczej pomalutku. w dol.kości8eliskiej do pisanki dojść w 2-3 godziny.pogapić
                  sie raptawicę, odszukać gdzieś tam górze zbójnickie okna,pomalutku obejść
                  kraków.[w smoczej jamie kiedys przyświecałem sobie zapaloną paczką od
                  papierosów].taka głupia stonka ze mnie ze nie miałem latarki.a może taki mądry
                  ze mnie mcgywer??
    • Gość: KA Re: chyba już nigdy.. IP: *.chomiczowka.waw.pl 27.07.06, 11:26
      Billy można chodzić po górach i w klapkach na obcasie co niejedna lalunia już
      udowodniła, można wejść na rysy w garniturze co nie jeden jajcarz już zrobił,
      można chodzić w każdym dowolnym odzieniu jak i bez niego, można nadal rozpalać
      ognisko trąc patyk o patyk, można do golenia używań ostrego noża (oszczędność
      wielka bo i chlebuś potem nim pokroisz) można do mycia używać tylko zimnej wody
      i nosić wełniane barchany. Można ale czy jeśli można ułatwić sobie zycie i
      zamiast plecaka szczelnie przylegającego do pleców nosić plecak który pozwala je
      wentylować to czemu nie, można łazić w traperach (klapki to taki drastyczny
      przykład)wleziesz i zleziesz ale można też latać w butkach na Wibramie który tak
      się nie ślizga na granicie, a sznurowanie które zaczyna się niżej lepiej trzyma
      stope, specjalnie wszyty jezyk zapobiega wlewniu się wody i wsypywaniu
      piachu,membrana lub pożana impregnacja zapobiega przemakaniu (moje Polskie
      Hanzele wytrzymują długi marsz w potoku) Można latać w deszcz w ortalionie i być
      mokrym od potu i można w jakimś texie bez tego miłego efektu, mozna dojść do
      schroniska i godzinami suszyć mokre wełny i bawełny lub ew błyskawicznie
      wysuszyć polar lub inny syntetyk i iść dalej, można na wietrze trzęść dupą z
      zimna w mokrej bawełnie lub nadal iść w miare komfortowo w syntetyku. Wybór
      należy do ciebie Nie wydaje setek złotych na te rzeczy, przy odrobinie wysiłku
      można to kupić w tej samej niemal cenie jak te dobre bawełniane i jeśli moge
      uczynić kontakt z górami milszym to to zrobie, ale też brak tych dodatków nie
      powstrzyma mnie przed pójściem w góry. Wole iść w góry z apteczką, gwizdkiem,
      jakimś ciuchem na zmianę, z zapasem picia i jakimś batonikiem gdy paliwa
      zabraknie. Do tej pory raz się tylko te dzwiganie kurtki w plecaku przydało ale
      cienko się widzę a szczególniie oje ciepłolubne kochanie bez tych kurtek.Owszem
      super wdzianko z nikogo GÓRALEM nie zrobiło ale lepiej być zabezpieczonym niż
      zmianą pogody zadtręczonym.
      KA
      • billy.the.kid Re: chyba już nigdy.. 27.07.06, 11:59
        wszystko to prawda ale...wramach tych ułatwień jakie znalazłem na tym forumie
        plecaczek powinien ważyc tak coś 30-40kg.to raczej nie ułatwienie.

        gdzie w taterkachmożna od równi przejśc bystrą do wywierzyska znalezc miejsce
        na "długi marsz w potoku",można od równi prtzejśc do wywierzyska-tylko po co?
        może jestem starej daty-ale jak jadę w górki -to na miesiąc.może to z gonitwy
        dzisiejszych,wyjazd na 3-4 dni.jak najwięcej ZALICZYĆ'.
        gdy niezbyt piękna pogoda nie muszę koniecznie gonić po szlaku. można znalezć
        kolesiów do bridgea, można spokojnie posączyć piwko a nawet napić się wódeczki,
        bez obawy że NIE WYKONAM PLANU a jutro muszę wracac.
        • Gość: KA Re: chyba już nigdy.. IP: *.chomiczowka.waw.pl 27.07.06, 12:38
          Jest w Słowackim Raju taka traska co potoczkiem wiedzie. Plecaczek z przydatnymi
          rzeczami tyle nie waży chyba że ktoś lezie z 100 i łazi od schroniska do
          schroniska a sa tacy. Ja wole jednodniowe wypady z kwaterki w Zakopcu i jak nie
          idę w góry lub z nich wracam to też piwkiem ani dobrą wódeczką nie pogardze.
          Jeśli idę w góry to idę zaplanowana tak trasą by noc mnie na niej nie zastała i
          raczej też mnie nic nie goni, rekordy są mi tu obce a jeśli dziś czegoś nie
          zobacze to jest jescze jutro a Tatry stoją sobie już kilka milionów lat i pewnie
          jeszcze postoją. Jak zwykle wszystko jest Ok byle w granicy rozsądku.
          KA
      • kadrowa Re: chyba już nigdy.. 27.07.06, 12:22
        Natomiast jęczący turysta że dalej nie pójdzie i że się boi i że go boli i że
        nie zejdzie (blokując przejście dla x osób) "w" "z" ekwipunkiem full wypas to
        prawdopodobnie ma zły dzień i zasługuje na uznanie bo ma taki sprzęt (za x
        tysięcy) i na 100% to nie wstyd i o takich turystach się nie mówi choć się
        zdarzają. Czy wyposażenie zastąpi rozwagę, kondycję – wątpię.
        • Gość: KA Re: chyba już nigdy.. IP: *.chomiczowka.waw.pl 27.07.06, 12:54
          A jęczący turysta,w klapkach, i majtkach i podkoszulce z chustką do nosa na
          głowie, z reklamówką z dwoma piwami blokujący trasę to na co zasługuje. Nie
          wyposażenie nie zastąpi rozwagi i kondycji ale pomoże prtzeżyć.Dwa lata tem w
          listopadzie mimo że wszelkich prognoz pogody mimo ostrzeżeń grupa pacjentów
          polazła na Kozi Wierch, śnieg sypnoł obficie, zrobiło sie zimno, rano TOPR
          zdioł ich z góry zmarźli tak że nie byli wstanie stać ale przezyli tylko dlatego
          ze byli porządnie wyekwipowani. Rozumu im to nie zastąpiło ale pomogło. Zdarzają
          się i tacy i tacy turyści wole tych którzy mają zacięzki plecak i full wypas
          wyposażenie niż tych w klapkach i z reklamówką pełną piwa co to im się wydaje że
          jak jest trasa i drogowskaz to się przejdzie. Ci pierwsi przynajmniej wykazali
          się wysiłkiem i zaopatrzyli się wsprzęt, kilka takich doświadczeń sprawi ze
          zbędny zostawią w domu, ci drudzy raczej nie pójdą więcej w góry.
          Po za tym umówmy się ci w ubrankach za kilka tysięcy pokonują góra grań Krupówek.
          KA
          • kadrowa Re: chyba już nigdy.. 27.07.06, 13:09
            Umówmy się że " jęczący turysta,w klapkach, i majtkach i podkoszulce z chustką
            do nosa na głowie, z reklamówką z dwoma piwami" nie wchodzi w listopadzie na
            Kozi Wierch - bo takich w Zakopcu w tym czasie nie ma a "pacjenci" zdarzają się
            o każdej porze roku.
            • Gość: KA Re: chyba już nigdy.. IP: *.chomiczowka.waw.pl 27.07.06, 13:20
              Dobra to powiedz mi co się stanie z takim TURYSTĄ powiedzmy na trasie z MO do 5
              przez Świstówkę gdy nagle w sierpniu załamie się pogoda i spadnie śnieg?? nagle
              z +20 robi się 0 sypie śnieg wieje wiatr?? gostek jest spocony i po kilku piwach.
              Dalej twierdze ze wole tego fullwypasionego z wyładowanym dobrem wszelkim plecakiem.
              KA
              • kadrowa Re: chyba już nigdy.. 27.07.06, 14:12
                Ten mój wejdzie z 300m wyżej i powie że to p...., tak że jak pogoda się załamie
                będzie bezpiecznie siedział w schronisku i pił 3 piwko :), a ten ze sprzętem
                wejdzie na górę, założy te wszystkie wspaniałości i będzie płakał że chce do
                mamy:). Dla mnie oba te typy są beznadziejne bo i tak najważniejsza jest
                rozwaga i kondycja. Tak samo na trasie "padnie" ten co przez rok siedzi za
                biurkiem i sport dla niego to przejście z domu do garażu, choćby miał super
                sprzęt (bo wbrew przekonaniom sprzęt za nikogo nie wejdzie i nie zejdzie;) jak
                i ten co nie wie dokońca po co tam wlazł :). Wyposażenie niestety kosztuje, a
                np. rodzice nie wszystkich dzieci mogą sobie pozwolić na wydatek x na sprzęt bo
                ledwo wystarczy dać dziecku na wyjazd (załóżmy że oni nie chodzą po górach). I
                teraz czy w związku z tym że dzieciak nie ma wypasionych butów a zwykłe no name
                na dobrej podeszwie i zamiast jakieś super oddychającej kurtki polar i bluzę,
                zwykły plecak i kondycję (bo uprawia sporty) to mamy go zostawić np. w
                Chochołowskiej.
                • Gość: KA Re: chyba już nigdy.. IP: *.chomiczowka.waw.pl 27.07.06, 14:57
                  kadrowa napisała:
                  > Wyposażenie niestety kosztuje, a
                  > np. rodzice nie wszystkich dzieci mogą sobie pozwolić na wydatek x na sprzęt bo
                  > ledwo wystarczy dać dziecku na wyjazd (załóżmy że oni nie chodzą po górach). I
                  > teraz czy w związku z tym że dzieciak nie ma wypasionych butów a zwykłe no name
                  > na dobrej podeszwie i zamiast jakieś super oddychającej kurtki polar i bluzę,
                  > zwykły plecak i kondycję (bo uprawia sporty) to mamy go zostawić np. w
                  > Chochołowskiej.
                  Skaczesz z problemu na problem, ja że drogi ekwipunek nikomu nie zaszkodzi, a
                  wręcz przeciwnie, a ty o jakimś prawie biednych i bogatych,ładnych i brzydkich.
                  Prawo do pójścia w góry maja jedni i drudzy, ba nawet niestety mają prawo do
                  tego idioci co nietety jest mało przyjemne. Tak sprzet sam nie wejdzi, nawet
                  codzienne uprawianie sportu sprawy nie załatwi. Góry wymagają też charakteru i
                  siły woli, szczególnie gdy załamie sie pogoda. To że ktoś lezie w wypasinej
                  kurtce nie swiadczy że jest lalusiem, jak i to że gość w wyciągniętym swetrze i
                  z brezentowym plecakiem ze to twardziel. Smutne jest że oceniasz ludzi po
                  wygladzie. Znam wielu zapaleńców co to prez cały rok ciułają kase na pożadną
                  drogą kurtkę bo chcą jak najbardziej ograniczyć wpływ pogody na radość obcowania
                  z górami.
                  KA
                  • kadrowa Re: chyba już nigdy.. 27.07.06, 15:50
                    "Smutne jest że oceniasz ludzi po wygladzie" - a co tu ma ocena wyglądu, jaki
                    wygląd wogóle???. Jeżeli chodzi o mnie osobiście to o tym z kim chodzę po
                    górach nie decyduje strój, jakby decydował to pewnie też ze mną nikt by nie
                    poszedł (nie wyglądam na sportowca). Chodziło mi o to, że jak ktoś jest ubrany
                    i wyposażony w alpejski sprzęt to nie znaczy że jest wytrawnym "górołazem" a
                    jak ktoś ma no name to powinien najdalej zapuszczać się do schroniska. I tyle.
                    Nie wiem dlaczego uważasz że jak się spoce bo mam kiepski plecak to widzę góry
                    innymi oczami niż ktoś kto ma jakiśtam.
                    • Gość: KA Re: chyba już nigdy.. IP: *.chomiczowka.waw.pl 28.07.06, 09:48
                      kadrowa napisała:

                      > "Smutne jest że oceniasz ludzi po wygladzie" - a co tu ma ocena wyglądu, jaki
                      > wygląd wogóle???. Jeżeli chodzi o mnie osobiście to o tym z kim chodzę po
                      > górach nie decyduje strój,

                      To ty nie ja odsadzasz od czci i wiary tych wyekwipowanych. Ja również twierdze
                      ze ciuch nie czyni człowieka specem od gór.

                      > Nie wiem dlaczego uważasz że jak się spoce bo mam kiepski plecak to widzę góry
                      > innymi oczami niż ktoś kto ma jakiśtam.

                      To proste, jakoś mam dyskomfort gdy pot ciurkiem po du... mi cieknie i
                      siłąrzeczy moja uwaga koncentruje się na mokrej du... bardziej niż na
                      krajobrazie, bo jak wszystko mi się klei od potu się dobrze nie czuje a dzięki
                      pewnym nowinką technicznym mogę ten efekt mocno ograniczyć.
                      KA
                      • kadrowa Re: chyba już nigdy.. 28.07.06, 11:26
                        "To ty nie ja odsadzasz od czci i wiary tych wyekwipowanych" - prawidłowo
                        powinno być wyekwipowanych pozorantów.
                        "dzięki pewnym nowinką technicznym mogę ten efekt mocno ograniczyć" - ja
                        ograniczam go zmieniając koszulkę.
                        Prawdopodobnie gdyby efekt pocenia miał dla mnie większe znaczenie niż
                        przyjemność z wędrowania po górach, to bym siedziałabym w domu z klimatyzacją.
                        • Gość: KA Re: chyba już nigdy.. IP: *.chomiczowka.waw.pl 28.07.06, 16:28
                          Tak, wyekwipowany to pozorant, niech ci bedzie, wolisz nosić dziesięć koszulek
                          na zmianę twoja wola, efektu pocenia podczas wysiłku raczej nie da się
                          wyeliminować choć alpiniści by tego uniknać wspinaja się wolnym rónym tempem (w
                          lato zapocenie to tylko dyskomfort, wiosna i jesińią grozi to przeziębieniem,
                          zima wychłodzeniem i czasem śmiercią) Jak wskazują badania klimatyzacja jest
                          groźniejsza dla zdrowi niż wędrówki po górach nawet w klapkach i z reklamówką piwa.
                          Mysle że czas zakończyć tę dyspute bo robi się nudna
                          KA
                  • Gość: wobo1704 Re: chyba już nigdy.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.07.06, 21:33
                    KA napisał(a):
                    ...
                    >Tak sprzet sam nie wejdzi, nawet
                    > codzienne uprawianie sportu sprawy nie załatwi. Góry wymagają też charakteru i
                    > siły woli, szczególnie gdy załamie sie pogoda. To że ktoś lezie w wypasinej
                    > kurtce nie swiadczy że jest lalusiem, jak i to że gość w wyciągniętym swetrze
                    >i z brezentowym plecakiem ze to twardziel.

                    'Góry wymagają też charakteru i siły woli' i zdobycia pewnego obycia
                    (doświadczenia). Nie wierzę, aby twardziel o silnej woli, który pierwszy raz
                    poszedł w górki, nie popełniał błędów wychwytywanych natychmiast bardziej
                    doświadczonych.
                    Po kilku wyprawach zaczyna się upodabniac do całej reszty górskiej braci.
                    I sam natychmiast rozpoznaje nowicjuszy.
                    A co do wypasionego sprzętu - niech każdy nosi to co chce. Każdy wypracuje
                    sobie po zdobyciu pewnych doświadczeń swój własny styl. I nic innym do tego.
                    • Gość: KA Re: chyba już nigdy.. IP: *.chomiczowka.waw.pl 29.07.06, 15:28
                      Gość portalu: wobo1704 napisał(a):
                      > 'Góry wymagają też charakteru i siły woli' i zdobycia pewnego obycia
                      > (doświadczenia). Nie wierzę, aby twardziel o silnej woli, który pierwszy raz
                      > poszedł w górki, nie popełniał błędów wychwytywanych natychmiast bardziej
                      > doświadczonych.
                      > Po kilku wyprawach zaczyna się upodabniac do całej reszty górskiej braci.
                      > I sam natychmiast rozpoznaje nowicjuszy.
                      > A co do wypasionego sprzętu - niech każdy nosi to co chce. Każdy wypracuje
                      > sobie po zdobyciu pewnych doświadczeń swój własny styl. I nic innym do tego.
                      Amen i niech sobie łazi po górkach ku własnej radości ten w Gore jak i ten w
                      flaneli i nic mi do tego jak długo nie zagraża swym zachowaniem mi jak i innym.
                      Pozdrawiam KA
    • Gość: mój snobizm mój snobizm IP: *.aster.pl 27.07.06, 13:42
      tak, te snobizmy... chyba prawie każdy ma jakiś.

      kiedyś snobowałem się na super sprzęt - puchatki, dziobaczki etc. A że było to
      w czasach, kiedy szczytem marzeń była enerdowska żółta kurtka przeciwdeszczowa,
      taki snobizm był naprawdę trudny. Przeszło ni.

      potem snobowałem się na niezależność. Chodziłem po śniegu w butach do biegania,
      zakładałem dziurawe swetry etc. Przeszło mi.

      teraz snobuję się weterana. Mam taką słowacką horolezkę, kupioną w Priorze w
      Liptowskim Mikulaszu bodaj w 1983, może pamiętacie: z dołu skóra, żadnych
      kieszeni, uchwyt na czekan. Już ich dawno nie robią. Jest kompletnie znoszona w
      setkach tatrzańskich wycieczek. Pruje się, a ja ją szyję. Oczywiście większość
      spotkanych ludzi nie wie, o co chodzi, ot, stary plecak. Ale ja mam nadzieję,
      że kto pamięta ten rozpozna i doceni.
      • billy.the.kid Re:dziwne 27.07.06, 19:15
        jakoś tak śmiesznie zapotrzebowanie na te kurtki, buty, i inne bajery tworzą
        firmy produkujące."bez naszych butów zabijesz sie w górach". nie powiem-mógłbym
        nabyć te rzeczy bez specjalnego uszczerbku w zasobach finansowych-tylko po
        co.jakoś tak stałem sie odporny na wciskanie kitu.
        chodzę po taterkach od 40 i lepiej latek,kiedyś w butkach m-ki druch, pózniej w
        butach marki autostopki.[były takie]. ubranko takie mniej więcej, jakiego
        używam na codzień w mieście. i nie miałem nijakiej kontuzji ani nawet
        skaleczenia.pardones raz-na potężnym kacu gigancie polazłem z ferajną przez
        czerwone wierchu do kościeliskiej przez twardy upłaz. ło jezuniu-jak ja wtedy
        dostałem po kolanach. ledwo dolazłem. ale tu żaden sprzęt nie pomógłby mi.
        • Gość: bea Re:dziwne IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.07.06, 09:36
          trochę nie rozumiem Twojej postawy. Ja od kilku lat chodze po górach. Zawsze
          chodziłam w adidasach, niestety nie miałam możliwości kupić sobie traperek, na
          niższe górki wystarczyły adidasy. Niestety, kilka razy bardzo przemokły, a iść
          po szlaku w mokrych butach - żadna przyjemność. Z tego powodu zdecydowałam się
          na zakup porządnych górskich butów. Nie żałuję! Idąc w deszczu mam suchą stopę,
          nie ślizgam się na kamieniach, nie mam żadnych urazów. Te buty uratowały mnie,
          kiedy schodziłam w deszczu ze Świnicy. I nie obchodzi mnie to, co piszą, cała
          ta reklama itd. Ja czuję się bezpiecznie, kiedy wychodzę w tych butach w góry.
          Na szlaku z Doliny 5 Stawów do Morskiego Oka o mały włos nie doszło do
          tragedii - chłopak szedł w adidasach, poślizgnął się i upadł, a był blisko
          zakręt. Szczęście, że przed nim nie było nikogo, bo ten chłopak mógł kogoś
          zepchnąć w przepaść. Sam ledwo zatrzymał się! Na tym samym szlaku mężczyzna
          skręcił sobie kostkę, nie mógł dalej iść, ale szedł przewodnik i pomógł mu
          zejść. Przecież tu chodzi o nasze życie! Dlatego w góry trzeba sie dobrze
          przygotować! Jeśli chodzisz w traperach i jest Ci wygodnie i czujesz się
          bezpiecznie, to przecież nikt Ci tego nie zabrania! Ja nie patrzę "krzywo" na
          takich ludzi, wręcz przeciwnie, bardzo ich sznuję i cenię, bo widać, że to
          doświadczeni turyści, kochający góry. Nie rozumiem tylko, dlaczego jesteś
          przeciwny kurtkom, butom itd.? Czy jak się spotkamy na szlaku, a ja będę w
          górskich butach, to co pomyślisz o mnie? Nie jestem osobą, która za wszelką
          cenę musi mieć najlepszy sprzęt. Kurtkę kupiłam na odzieży używanej i dobrze mi
          służy. Pozdrawiam
        • Gość: KA Re:dziwne IP: *.chomiczowka.waw.pl 28.07.06, 10:04
          But górski ma tak uformowaną podeszwe ze amortyzuje uderzenia na pięte a kijki
          odciązają na zejściu kolana. złaziłem z niejednej górki w traperach, ba zdarzyło
          się w adidasach(ach te szusy) i czuje różnice na kożyść w chodzeniu w butach
          górskich (patyków nie uzywam ale chyba to raczej z braku wprawy)
          KA
    • Gość: szpaky Re: chyba już nigdy.. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.07.06, 08:56
      W Tatry jeżdżę od ponad 10 lat. Zaczynałem od spodni jeans, gumowego sztormiaka
      i szmacianego plecaka, jedynie co miałem to dobre buty - czyt. traperki firmy
      no name. Było fajnie i można było chodzić po górach, chociaż czasami z
      komfortem to nie miało wiele wspólnego.
      Zdarzyło się, że raz byłem zmuszony iść w góry w adidasach (kontuzja kostki i
      niemożność ubrania traperek). W adidasach nie było problemu, kiedy było sucho.
      Akurat wtedy zaczęło ostro lać (jak to w górach) i powiem, że było średnio -
      dwa upadki na zejściu na tyłek, przy czym jeden ze zjazdem 2 metry w dół.
      Dlatego jestem dużym zwolennikiem w miarę dobrych butów, niekoniecznie typu
      gortex + vibram.
      Przez te parę lat chodzenia po górach dorobiłem się dobrego plecaka, średnich
      butów, niezłej kurtki przeciwdeszczowej, dobrego polara i nieprzemakalnych
      spodni.
      Czy już jestem gościem, który musi mieć sprzęt bo inaczej jest nikim i nigdzie
      nie wejdzie?
      Sądzę, że nie, bo oprócz fascynacji górami jestem zapalonym fotografem, przez
      co jeżdżę po terenie i miejscach, które w większości przypadków są mało
      przyjazne dla adidasów, krótkich spodenek i T-shirta.
      Tak naprawdę ten cały sprzęt częśćiej wykorzystuje poza górami niż w samych
      górach.
      Jeśli, więc spotkamy się w górach to pewnie będę miał napakowany plecak (50
      litrowy), w którym będzie aparat z paroma obiektywami i dodatkami, mała
      apteczka - typu bandaż, plaster etc. - która była sporadycznie używana, ale
      używana. I jeszcze osławiona tabliczka czekolady lub inne batoniki, duża
      butelka wody, długie spodnie (te nieprzemakalne i oddychające), kurtka i ciepły
      polar. A dodatkowo zawsze naładowany telefon komórkowy - tak na wszelki
      wypadek. Może jestem jakiś gupi :) ale dzięki temu wiem, że nawet jeśli idę i
      pogoda się popsuje to dla mnie nie ma to znaczenia, mogę spokojnie wracać na
      kwaterę i nie czekać w schronisku na moment kiedy przestanie padać.
      Generalnie poznałem wcześniej klimat pelerynki czy innego sztormiaka, może
      komuś to odpowiada - mnie nie bardzo.
      Z drugiej strony chodzenie po asfalcie (trasa na MO) z kijkami jest przegięciem
      w drugą stronę, co niestety coraz częściej się zdarza.
      Dlatego w ramach podsumowania wyznaję zasadę złotego środka, czyli uznajmy, że
      mamy jeszcze inne kolory niż czarny i biały.

      ps. Co jest z tymi grubymi skarpetami? Od lat chodzę w bawełnianych skarpetach -
      niezbyt grubych i nie narzekam. A wkurzają mnie te zwyczaje, że gdy idziesz do
      sklepu, to gość w momencie przymierzania buta wciska skarpetę w rozmiarze 46,
      bo podobno tak się robi. O co chodzi?!

      • Gość: KA Re: chyba już nigdy.. IP: *.chomiczowka.waw.pl 28.07.06, 10:26

        > A wkurzają mnie te zwyczaje, że gdy idziesz do sklepu, to gość w momencie
        > przymierzania buta wciska skarpetę w rozmiarze 46, bo podobno tak się robi. O
        co > chodzi?!
        To proste, gruba wełniana skarpeta tworzy miękką wyściułkę w bucie która chroni
        przed otarciami, dwa oczka wełnianej skarpety tworą pustą przestrzeń tworzy sie
        efekt podobny jak w termosie czyli warstwa izolująca przed zimnem ale i ciepłem
        czyli taki złoty środek coś po srodku nie za zimno nie za ciepło (chyba znasz
        efekt przegrzanej stopy jak i zmarźniętej)
        Lubie nownki i jesli coś nie jest z kosmosu a widze przydatnośc tej rzeczy to
        czemu nie ostatecznie nasi dziadowie mieszkali w kurnych chatach i dobrze im
        było ale to nie znaczy że i my tak mamy żyć. Inicjatorzy turystyki górskiej
        chodzili w góry w wykrochmalonych kołniezykach irękawkach, od krawatką i gajerku
        teraz wszyscy by pokładali sie ze śmiechu na ich widok. Strój ewoluje, zmienia
        sie nasze podejście i krytyka tego wydaje mi się zwykłą nietolerancją a teksty
        typu a ja 40 lat juz tak chodze to niestety bez obrazy Billa oznaka starzenia
        (im człowiek starzy tym mniej otwarty na nowości i tym bardziej przywiązany do
        tradycji pewnie mnie też to czeka a nawet już z własną córką nie znajduje
        porozumienia w wielu dla niej normalych a dla mnie już nie rzeczach)
        Pozdrawiam KA
        • Gość: wobo1704 Re: chyba już nigdy.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.07.06, 16:32
          Billy.the kid napisał:
          >nie pojade w góry.
          >a jeżdżę od 45 lat.
          >nie mam plecaka żeby zapakować xcały sperzt potrzebny-NIEZBĘDNY- na wycieczke
          >do doliny kościeliskiej, nie mam butów trekkingowych na warunki zimowe i na
          >zmiane na letnie.no i naturalnie na wszelki wypadek jednej pary większej pod
          >skarpete. nie mam spodni oddychających, nie mam kurtki oddychającej i
          >przepuszczającej.łojezuniu-zapomniałbym że nie mam kijków trekkingowych
          >teleskopowych.nie mam nawet tabliczki czekolady żeby się pokrzepic w ciężkich
          >chwilach.
          >to jak ja bede wyglądał w tej dolince-jak zwykła stonka?tego moja dusza
          >turysty nie zniesie. TAKI WSTYD.

          Ech Billy. Ja o kilka lat dłużej. Myśle, że zaczynałeś łazić wtedy, gdy tych
          cudów po prostu nie było. I łaziliśmy w tym co było. Wypracowaliśmy swoje
          własne sposoby aby przeżyć w górach.
          Folie polietylenowe i ortalion miano dopiero wynależć ale była np. cienka
          ceratka pod niemowlaki (na Czechach)- mnie służyła jako 'namiot'. Lekkościa
          przebiła ją dopiero folia polietylenowa. I pomimo tego, że namioty 'jedynki'
          nie ważą już 5 kg/8 kg (na sucho/ na mokro), to nie przebiły jeszcze wagi
          mojego 'namiotu' z folii (0,25 kg z podłogą). I dla tego nadal go używałem.

          Śpiwory przypominały wtedy pierzynę i nie nadawały się się do noszenia na
          plecach. Były śpiwory wojskowe, ale one prawdopodobnie były produkowane dla
          wzmocnienia pancerzy czołgów. ;)
          Ale były koce. Spałem albo na miejscu po ognisku (wtedy to był powszechnie
          znany sposób), albo utrzymywało sie ognisko przez całą noc (także w czasie
          deszczu; można, można). Pod plecy i okolice podkładano jedlinę.
          Spiwory (letni i zimowy) kupiłem, ale nie zrezygnowałem z tradycyjnej odzieży.
          Nie dlatego, że lepsza, ale nauczyłem się zachować 'suchość' odzieży w każdych
          warunkach. Doceniam zalety polaru, ale łatwości jego suszenia nie wykorzystuję,
          bo nawet w najwieksza ulewę nie zmoknę.

          Kolejne pary 'szmacianek' z goretexem (Skarpa) kupuję bo miękkie i szybko
          uchodzi z nich woda, dobrze trzymają się podłoża. A ponieważ łaziłem na bardzo
          długich trasach (np. Ustroń Śl - Ustrzyki i z powrotem) ich miekkość była
          ważniejsza niż iluzoryczna nieprzemakalność. Tak więc przyjąłem nowość nie dla
          tych zalet, które rzekomo miały mieć.
          Nie widzę potrzeby noszenia kijków, bo w lesie kijów pod dostatkiem; jak trzeba
          to biorę nowe.
          I wcale sie nie martwię jak wyglądam. Przyjmuję z nowości tylko to
          co jest zdecydowanie lepsze od starych wypracowanych sposobów przeżycia.
          Mój plecak nawet na długą wyprawę (a tylko na takie łażę) waży 8 kg. Noszę
          tylko co naprawdę potrzebne. Dwa miesiące naprawdę można wytrzymać z tym co sie
          weń mieści.
          Nie podśmiewam się (nawet w duchu) z tych obwieszonych gadżetami. Ale myślę
          sobie: po co ty to nosisz? Czy potrzebny ci kubek z blachy nierdzewnej skoro
          obcięta puszka po piwie waży 2g i do tego można w nią włozyć butelkę z wodą?
          (Oszczędność miejsca.) I wiele takich drobiazgów. Tylko ci, którzy idą np. dwa
          miesiące bez zagladania do schronisk wiedzą ile waży łyżka stalowa i czy
          potrzebna jest łyżeczka do herbaty itp.
          Nie śmieję się także z dzieciaków w sandałkach i koszulinie na Babiej. Oni nie
          wiedzą co ich tam może spotkać. Ich rodzice także.

          KA napisał(a):
          >Inicjatorzy turystyki górskiej
          > chodzili w góry w wykrochmalonych kołniezykach irękawkach, od krawatką i
          >gajerk u teraz wszyscy by pokładali sie ze śmiechu na ich widok. Strój
          ewoluje, zmienia
          > sie nasze podejście i krytyka tego wydaje mi się zwykłą nietolerancją a teksty
          > typu a ja 40 lat juz tak chodze to niestety bez obrazy Billa oznaka starzenia
          > (im człowiek starzy tym mniej otwarty na nowości i tym bardziej przywiązany do
          > tradycji pewnie mnie też to czeka a nawet już z własną córką nie znajduje
          > porozumienia w wielu dla niej normalych a dla mnie już nie rzeczach)
          > Pozdrawiam KA

          Bill trochę żartował.('...xcały sperzt potrzebny-NIEZBĘDNY- na wycieczke
          >do doliny kościeliskiej,...')
          Ostrozność w przyjmowaniu nowości to nie tylko starcze zamknięcie sie na
          nowości. To wypracowanie swoich własnych sposobów na przeżycie w górach. Te
          gadżety są wspaniałe, ale mnie nie są potrzebne.
          To nie ja jestem nietolerancyjny wobec tych co noszą na sobie kosmiczne
          wyposażenia za wiele tysięcy. To oni są nietolerancyjni webec mnie.

          Ps. 'Które skarpety sa lepsze, te z xx za 480,- czy z yy za 640,- ?' ;)

          wobo pozdrawia jednakowo serdecznie i tych w barchanach i tych w teksie.
          • bartekoo do wobo1704 28.07.06, 17:06
            Witaj. Przeczytałem Twój post i własnym oczom nie wierzę, na dwumiesięczne łażenie wystarcza plecak ważący 8kg?? Zaniedługo wyruszam na dwa tygodnie, kombinuję jak najbardziej odchudzić plecak, bez czego można się obejść, itd.

            Mam prośbę, mógłbyś podać jeszcze kilka sprawdzonych patentów (ten o zrobieniu kubka z puszki aluminiowej jest pierwsza klasa), myślę że z tej wiedzy nie tylko ja skorzystałbym.Pozdrawiam
            • Gość: wobo1704 Re: do wobo1704 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.07.06, 19:01
              A co potrzebne jest człowiekowi?
              Na sobie podkoszulek i koszula flanelowa (hihihi), spodnie, polar, płaszcz
              deszczowy (za kolana). W kieszeni płaszcza dwa kawałki cienkiej folii 50x35 cm
              i po trzy agrafki na każdą łydkę. (W razie deszczu zawijasz koło nogawicy na
              zakładkę i przypinasz agrafką do zewnętrznego szwu spodni. Jeżeli ta folia
              sięga przynajmniej 10 cm powyżej dolnej krawędzi płaszcza to nie zmokniesz
              nawet po całym dniu łażenia w deszczu. Woda ładnie spływa na zewnątrz buta. To
              znacznie lepsze, nie namaka i jest lżejsze niż to co sprzedają w sklepach.)
              Para cieńkich rekawiczek roboczych 'ogniskowych'.
              W plecaku lekki 'ewakuacyjny zestaw odzieżowy' zawiniety w szczelą folię by
              nie 'prześmierdł' dymem. Jeżeli się o tym zapomni to w czasie powrotu wyrzucą
              Cię z pociągu. ;)
              Dwie pary skarpetek. (Ale to już rozpusta.)
              I to wystarcza. Zawsze można od czasu do czasu przepłukać w potoku.
              Przybory toaletowe: pół mydła, pół pasty do zębów. Zamiast wiecznie mokrego i
              zaczynającego po kilku dniach śmiedzieć ręcznika duży płat gazy (po rozłożeniu
              przynajmniej 2x1 m. Takie coś błyskawicznie schnie; na słońcu po minucie; na
              wietrze też. Poza tym lżejsze i zajmuje mniej miejsca niż ręcznik.)
              Czajnik i menażka aluminiowa. Łyzka aluminiowa.
              Staram się nie nosić wody; wykorzystuję potoki, żródełka. (Na moich mapach
              zaznaczam odkryte przypadkowo żródełka i strumyki.)
              'Żrę' w zasadzie wieczorem. Ognisko, kilka (!) czajników 'herbaty' z liści
              borówki i zapas na rano. Polecam kaszę gryczaną. Woreczek kaszy wystarcza na
              wiele 'zapychających' posiłków. Garść kaszy zalać wrzątkiem i przykryć warstwą
              suchych liści. Pęcznieje to to cudownie (chyba i w żołądku)i pozwala oszukać
              głód. Jeżeli w nocy do resztek kaszy nie dobiorą sie nie proszeni goście to
              może zjesz i śniadanie. (Kiedyś jakieś licho potrafiło zrzucic z pokrywki
              menażki duży kamień i wylizać precyzyjnie zawartość.
              W ciągu dnia czasami chińskie zupki.
              W sezonie zawsze zbieram po drodze grzyby. Nawet gdy brak cebuli to da się
              zjeść po zakwaszeniu odrobiną żurku. Leży w żołądku długo, długo. ;)
              Od czasu gdy wynaleziono folię polietylenową śpię pod nią; naciągam sznurek
              pomiędzy drzewkiem a kołkiem wbitym w ziemię. Zarzucam folię, brzeg folii
              dociskam od wewnatrz kamieniami, butami i tym co pod ręką. Gdy tą 'technikę'
              dopracowałem przestałem mysleć nawet o super lekkim namiocie.
              Pod siebie mata plażowa (pokryta folią aluminiową). Gdy jest za cienka warstwa
              trawy to podkładam pod plecy i okolice gałązki świerkowe. Gdy zimno, śpię w
              odzieży. Mój 'namiot' waży 0,25 kg (z sznurkiem i podłogą. Ten namiot nie zdaje
              egzaminu w terenie w którym nie ma bodaj jednego krzaczka. Taki namiot używałem
              nawet w Gorganach. Matę plażową i folię zwijam ciasno w rulon i przyczepiam z
              boku plecaka. Noszę zawsze folię 'termo'. (?) W razie parszywej nocy można
              trochę 'docieplić' śpiworek.
              Zauważ, że jeszcze wiele brakuje do 8 kg. Zależnie od przewidywanej trasy mozna
              uzupełnić odpowiednią ilością zupek i kaszy. ;)

              Nie namawiam nikogo do ascetycznego trybu życia.
              Dla mnie minimalizacja ciężaru jest ważniejsza niż wygoda.

              Ps. Używam plecak własnej konstrukcji; idealnie przylega do pleców, max.
              grubość ok. 10 cm. Ale to inny temat.

              Pozdrawiam
              wobo
              • Gość: KA Re: do wobo1704 IP: *.chomiczowka.waw.pl 28.07.06, 19:48
                Przegapiłem w Lidlu hamak mały leki z zapinaną siatką na to można założyc cienką
                folie i nocleg powinien być jak bajka, waga zbliżona, objętośc też.
                KA
                PS doceniam ironie Billa, ale jakoś nie moge uznać wykpiwania w czambuł
                wszelkich nowinek, owszem wiele z nich to bajer dla samego bjeru ale wysiłek w
                kurtce ortalionowej podczas deszczu przynosi efekt taki ze deszcz nas nie
                przemoczy a mimo to jesteśmy mokrzy do cna od potu, wole Aquatex.
                KA
                • billy.the.kid Re: do wobo1704 28.07.06, 21:16
                  wobeńku-mniej więcej ło to miem siem rozchodziło. a że nie robie już wycieczek
                  kilkudniowych z takiego plecaczka jak twój ubędzie mi jescze jakies 4-5kg.
                  zostanie butelka wody[tą ze zródełek nie da rady się napić] piję,piję już ma
                  powyzej pepka- a dalej spragniony. jakies puieczywo+kons.turystyczna brrrr.no i
                  kawałek przyzwoitego noża.zmieści się to w pojemniczku wielkości chlebaczka, no
                  z szelkami.a jak przez cały bozy dzionek nie zjem kawałka chlebusia to
                  kolacyjka bedzie lepiej wchodzić.tak ze 100g czekolady lzejszy plecak.

                  no naturalnie-nie adidaski-które cenie do sportowych zabaw- ale na mokrej
                  skałce-zjeżdżalnia.

                  gdzies tu chtóś zapodał że to u mnie takie starcze przywiązanie do tego co w
                  mojej młodości. może z tych moich liścików to wynika ale nie jest jeszcze tak
                  zle.z tym ze dziś w moim górkowaniu raczej spokojnie jakoś samo to przyszło -
                  NIC NA SIŁĘ. do ornaku czasem idę 3-4 godzinki.i nie ze względu na brak siłki.
                  a to zatrzymam sie w bacówce- tu mam szkopeczek żętycy,pogadam z juhasem.
                  a to przy lodowym dla sprawdzenia czy faktycznie lodowe włożę bosą nogę.a to na
                  pisance uwalę się ławce i pogapię na chmury.za wypływem spod pisanej czesto
                  zadarza się spotkać łanię.czasem widać wspinaczy na raptawicy.pózniej troche
                  posiedze przy schronislu.przewakę się przez przełęcz do chochołowskiej.

                  może wynika to z tego ze nie musze się spieszyć. nie mam gonitwy że za dwa dni
                  mam wracać..
    • ppppp7 Re: chyba już nigdy.. 28.07.06, 23:27
      Nie popadajmy w skrajności.
      A taką skrajnością jest zarówno super-hiper wyekwipowany (jak na Everest)
      turysta w kościeliskiej, ale także stary wyjadacz w enerdowskiej gumowanej
      pelerynie.
      Chodzę po Tatrach ponad 25 lat. I bez oporów zamieniłem sweter na polar,
      skafander na goretex, latarkę na czołówkę.
      Korzyść? Plecak na 15-dniowy obchód Tatr (od schroniska do schroniska) waży 12
      a nie 24 kg.
      • billy.the.kid Re: chyba już nigdy.. 29.07.06, 20:52
        ociupinke mnie przekonałeś. może nie do końca. z tym że jak zapodałem moje
        łazikowanie jest raczej jednodniowe. i tu wystarczaję mi jeanesy. glany i
        kurtałka której te normalnie używam w mieście.

        a spróbujcie przejść np.wspomnianą dol.kościeliska systemem opisanym
        przezemnie. zobaczycia JAKTAMŁADNIE.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka