Dodaj do ulubionych

samotne chodzenie po gorach

29.09.06, 10:58
zainspirowala mnie wypowiedz Weekendy, ktora czesto sama jezdzi w gory.

jezdzicie sami? czy kobiety sie nie boja? przyznam szczerze, ze mnie to kusi-
jechac samej, nie musiec dopasowywac sie do towarzystwa, isc we wlasnym
tempie tam, gdzie mnie oczy poniosa. z drugiej strony ... no wlasnie. troche
strach. potwory pewnie troche wyimaginowane, ale mimo to jakos tak sie
wzdragam. zawsze jezdzilam z kims. bardzo chetnie przygarnialismy do naszego
grona samotnie idace osoby, jakos dziwnie majac wrazenie, ze ci ludzie
szukali towarzystwa, bo zdarzalo sie, ze szlismy potem razem pare dni.
Obserwuj wątek
      • weekenda Re: samotne chodzenie po gorach 29.09.06, 12:38
        A ja mam bardzo ostrożny stosunek do ludzi... nie to że "nas" nie lubię - żadne
        takie - ale podchodzę do ludzi baaaaardzo ostrożnie. Wiele wycierpiałam od
        współbratymców i od dłuższego czasu mam oczki, uszki i główkę baaaardzo szeroko
        otwarte na ludzi... "homo homini lupus est" ... przez te tysiące lat, nic nie
        straciło na znaczeniu...
        • ka2 a nienie ! 29.09.06, 12:55
          nie to że lubię ludzi wszystkich bez wyjątku, tylko tych z którymi chodzę w
          gory :)
          ostatnio wymyśliłam sobie urodziny w górach i między innymi zaprosiłam kolegę,
          który jest w stanie wyprowadzić samochód z garażu, żeby 200 m po fajki podjechać
          i co, poszedł, szedł 2 godziny godzinną trasę ale doszedł, i był szczęśliwy,
          raz tylko powiedział niecenzuralne słowo, przy jednym ostrym podejściu
          i jak takiego nie lubieć
      • Gość: KA Re: samotne chodzenie po gorach IP: *.chomiczowka.waw.pl 29.09.06, 15:42
        Najlepiej chodzi mi się z żoną, samotna wyprawa moze miała by sen gdybym chciał
        się jakoś szczególnie wyciszyc (choć jakos mnie to nie przekonuje). Samotne
        łazęgi wydają mi się zubożeniem penych doznań bo piekno gór wymaga podzieleniem
        się tym wspaniałym uczuciem z kimś najlepiej z kims bliskim, inna sprawa to
        bezpieczeństwo (napady sa raczej wyjatkiem, ale diabeł nie spi i głupie
        potknięcie może zamienić sie w horror).
        Pozdrawiam KA
    • weekenda Re: samotne chodzenie po gorach 29.09.06, 12:24
      :) patrz zaainspirowałam kogoś... ;)))

      Tak. Chodzę sama. Kiedyś z konieczności bo mój ex nie za bardzo lubił a nawet
      jeśli już, to ciągle mu było "pod górkę i pod wiatr" a już w Wysokie to nie "bo
      go to nie bawi". Więc siłą rzeczy zaczęłam sama.

      Na początku było nieswojo ale już na drugim wyjeździe poczułam "wiatr w
      skrzydłach" :) Nikt nie marudził, nie zrzędził, szłam własnym tempem, nie
      musiałam na nikogo czekać, jak po drodze z różnych powodów chciałam zmienić
      plany to je zmieniałam i nie musiałam nikomu tłumaczyć dlaczego i po co... I
      tak mam do dzisiaj :) Jak już czasami idę z kimś to jasne, że idziemy razem i
      wspólnie podejmujemy decyzje różne i jest fajnie, wesoło, inaczej! Ale przyznam
      szczerze, że po kilku dniach chodzenia w tłumie zaczynam tęsknić do moich
      samotnych wędrówek...

      Nie. Nie boję się. Nigdy się nie bałam. Raz, że chodzę po Górach w takich
      porach roku, że już praktycznie ja i Góry albo tacy sami "szaleńcy" ;) jak ja a
      dwa, że czegóż mam się bać? duchów się nie boję, zwierzęta kocham. Jedyne co
      sprawia, że czasami się zastanawiam nad tymi moimi samotnymi wędrówkami to
      sytuacja, kiedy zdarzy mi się jakiś wypadek... nawet "głupie" zwichnięcie...

      A najbardziej lubię momenty, kiedy jestem gdzieś wysoko sama... Kamienie,
      wiatr, przestrzeń, cisza i ja...... i dla tych chwil, znów sama, za dwa
      tygodnie jadę w Tatry :)))
      • Gość: pszczola25 Re: samotne chodzenie po gorach IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.09.06, 15:49
        witam:)

        Ja rok temu pytałam na forum o bezpieczne szlaki dla samotnej kobiety. Padło
        kilka różncyh ciekawych propozycji, które wykorzystałam. A od tamtego czasu?
        cóż...uwielbiam sama chodzić po górach. Czasem kogoś chętnego zabiorę, ide w
        dwie lub trzy osoby. Ale tak naprawdę tęsknię za samotnymi wypadami. Idę swoim
        tempem, robię przerwy kiedy chcę i patrzę na piękno gór ile tylko chcę.

        Chodzę sama po Beskidach, byłam też w Tatrach. Staram się nie bać innych,
        zakładam,że ludzie nie chodzą w góry robić innym krzywdę.

        A teraz robię kurs żeglarski i w góry dopiero w listopadzie:((((

        pozdrawiam
        • Gość: Andrzej Re: samotne chodzenie po gorach IP: *.gprsbal.plusgsm.pl 29.09.06, 18:52
          Zadżało sie chodzić samemu, ale trudne do zapomnienia chwile związane są z nocnym przejściem. Otóż jakieś 20lat temu wyszedłem z Łopusznej czarnym szlakiem do Kiczory i dalej na Turbacz. Wyszedłem za póżno bo w połowie drogi miałem noc.Był poczatek pażdziernika, prawdziwa złota polska jesień,idealna pogoda, brak nawet najmniejszego powiewu. Było słychać spadające liście bukowe, a gdzieś w oddali rykoisko. Musze dodać, że nie miałem latarki więc uszy stawały mi dęba. Po tej wycieczce nie mam żadnych obaw do samodzielnego łażenia. Teraz 42l to już czas, aby nadążać za córką, a nie wypada mi sie wyrwać samemu. Pozdrowienia!
    • cobalt7x Re: samotne chodzenie po gorach 29.09.06, 18:58
      Napiszę jak to wygląda od strony faceta... Na początku września po raz pierwszy
      byłem sam w górach (Tatry), wcześniej zawsze z kimś. Wydawało mi się trochę
      dziwne jechać samemu, ale trochę niepewności i podjęta decyzja: jadę. Miałem co
      prawda do przemyślenia parę rzeczy, ale gdyby tego nie liczyć to i tak nie
      żałuję że pojechałem.

      Brakuje wówczas osoby z którą można przeżywać zdobywanie kolejnych metrów,
      podziwiać widoki czy choćby wieczorem wyskoczyć do knajpki na kawę czy piwo i
      pogadać, ale za to można całkowicie odciąć się od trosk i problemów, uspokoić
      swoje wnętrze i naprawdę "wtopić" się w góry, chodzić własnym tempem i tam
      gdzie się ma ochotę.

      Nigdy wcześniej specjalnie nie zwracałem na to uwagi, ale osób wędrującyh
      samotnie po górach było wtedy sporo. Czy tak jest zawsze? Nie wiem. Ale jeśli
      tak, to w razie czego przyłączyć się do kogoś chyba nie będzie problemem, a w
      przypadku choćby skręcenia nóżki to każdy Ci pomoże, jeśli nawet może nie w
      samym zejściu, to na pewno poczeka do przybycia GOPR'u/TOPR'u.

      Bezpieczeństwo-wszystko w granicach rozsądku, ale spotkanie świra na wysokości
      prawie 2000m jest bardzo mało prawdopodobne. Zwierzęta-też mała szansa
      spotkania jak się nie schodzi ze szlaku.

      W każdym razie to na pewno nie był mój ostatni samotny wyjazd (choć uważam, że
      samotne wyprawy są dobre co pewien czas) i już myslę czy jeszcze w tym roku dam
      radę wyskoczyć na kilka chwil...

      'saqqara' polecam Ci kupno dobrej mapy, butów i na szlak:)
      • saqqara Re: samotne chodzenie po gorach 29.09.06, 20:23
        wszystko potrzebne do wedrowki juz mam:) a wiele szlakow znam na pamiec, wiec
        mysle, ze zgubienie drogi by mi nie grozilo. chociaz w ciemnosciach miejsca
        doskonale znane moga wydawac sie zupelnie obce
        mimo to, mnie bardziej prozaiczne problemy gnebia. ludzie na szlaku -nie zawsze
        tak przyjaznie nastawieni do innych. zwierzeta. do dzis pamietam zbierane wiory
        pod drzewem, na ktorym sobie misio lapki cwiczyl. a bylo to jakies 4 m nad
        ziemia. fakt, w Bieszczadach to bylo, ale w naszych Taterkach miski tez sa.
        i mam niezwykle wrazliwe uszy na roznego rodzaju dzwieki, szczegolnie w lesie,
        po ciemku! czuje, ze do rana siedzialabym na drzewie i udawala wiewiorke! hm...
        wychodzi na to, ze bojazliwą niewiastą jestem;)))
        • cobalt7x Re: samotne chodzenie po gorach 29.09.06, 23:58
          Jeśli wiewiórka to nie zapomnij zabrać orzeszków, tylko to chrupanie w tej
          ciszy:)

          Ale poważnie: póki nie sprawdzisz czy Ci takie samotne wędrówki odpowiadają to
          nie będziesz wiedziała:) Ale naprawdę warto spróbować. Wyciągaj plecak z szafy
          i wcale się nie zastanawiaj. Przecież nie musisz od razu jechać na 2 tygodnie,
          3-4 dni na początek mogą wystarczyć. Chodzić przez całą noc też nie trzeba, jak
          już chcesz oglądać zachody słońca ze szczytów to przecież można wybrać taki z
          którego jest blisko do schroniska i tam przenocować bez potrzeby
          kilkugodzinnego schodzenia do miejsca zakwaterowania. O tej porze roku raczej
          nie powinno być problemów. Nie wiem jak w najbliższym czasie, ale w tym
          tygodniu pogoda była idealna na góry.
        • weekenda Re: samotne chodzenie po gorach 03.10.06, 09:48
          Z tym chodzeniem w nocy to nie jest taka trudna sprawa. Przecież tak naprawdę
          jak zbliża się zmierzch to już schodzimy. Więc po ciemku zwykle pokonuje
          się "ostatnie metry". Zwykle są to już dojściówki do schroniska albo zejście do
          Kuźnic, Palenicy, Kir czy innych. A tu już szlaki są wygodne :)

          Inną sprawą są dźwięki czy obrazy z lasu :))) to jest piękne! strach ma zawsze
          wielkie oczy więc to co rozpoznaje nasz umysł z tego co słyszymy czy widzimy
          jest fatastico! :))) ileż raz szłam z tzw duszą na ramieniu widząc stada
          potworów, wiedźm, zjaw i innych duchów! :DDD a zwierząt z jakiegoś tam powodu w
          ogóle się nie boję...
      • tatromaniak Re: samotne chodzenie po gorach 29.09.06, 20:27
        Od czasu, gdy chodzę po Tatrach połowa wypadów była samotna (inna sprawa z
        beskidami, gdzie tylko raz byłem sam). Tak jak weekenda potwierdzam, że nie ma
        lepszych przeżyc jak np samotnie przebywanie na szczycie, rano lub później
        wieczorem, ja i tylko góry, żadnego innego człowieka nie słychać, ani nie widać.
        Własne tempo, szybkie zmiany decyzji i w zasadzie nikt nie wie gdzie jestem, (a
        czasami nawet ja sam :P) trochę nierozsądne, ale bardzo romantyczne, ryzyko
        zawsze istnieje, że skręce kostke lub gorszy wypadek i będe musiał spedzić noc,
        tam gdzie jestem.
        Stach jest w nocy w lesie (oprócz zimy), bez światła gdy wyobrażnia "słyszy i
        widzi" wszędzie misia.
        A zwierzęta widziałem tylko na szlaku lub przy szlaku(kozice, lisa, swistaki,
        jelenia). Z misiem nie miałem jeszcze kontaktu na szczeście.

        Pozdrawiam wszystich samotników z wyboru.

        ps.Ci którzy nie mają z kim jechać niech jadą sami, zawsze można kogoś spotkac
        i sie dołączyć lub poznać smak samotnego wędrowania.
      • motorus Re: samotne chodzenie po gorach 29.09.06, 20:39
        Moje uczucie i zamiłowanie do gór zawsze wyzwala impuls do wyjazdu bez żadnych
        uwarunkowań. Lubię wędrować w gronie dobrych znajomych, ze swoją rodziną, ale
        także samotne wędrówki dostarczają wiele emocji i doznań zwłaszcza w okresie
        zimowym, w nocy lub w nieznanych mi górach, szczególnie w Karpatach.
        Bywało różnie, lekko i przyjemnie, ale też groźnie i ryzykownie. Są góry i w
        Polsce, gdzie przez kilka dni wędrówki nie spotyka się żywej duszy, ale jakaż
        to radość, obopólna zresztą z tak nieoczekiwanego spotkania. Tylko wtedy
        sprawdza się powiedzenie "człowiek, człowiekowi bratem".
        Pozdrawiam wszystkie samotne dusze na szlaku.
        • Gość: zaba-agata Re: samotne chodzenie po gorach IP: *.gorzow.mm.pl 30.09.06, 13:25
          Uwielbiam to. Ludzie tylko gadają, jęczą że za daleko, wysoko, męcząco. Od 20
          lat sama się szwędam po Tatrach i jest cool. Poza tym prawdziwe górołazy jakoś
          się na szlakach rozpoznają i zawsze zamienią ze sobą słówko. Jak dla mnie tyle
          kontaktu z ludźmi w górach wystarczy. A potwory przestają być wyimaginowane,
          kiedy przybierają kształt ... niedźwiedzia.
        • Gość: Zdzisław Re: samotne chodzenie po gorach IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.10.06, 13:25
          Chdzę sam ponieważ żona jest chora i nie może.Już się tak przyzwyczaiłem i nie
          bardzo wyobrażam sobie inaczej.Nikt mi nie dyktuje tępa, nie mówi gdzie się
          zatrzymać. A pogadać zawsze jest z kim; inni górołazi, tubylcy,drwale prawie
          zawsze spotykam jakiegoś normalnego człowieka i pogadamy sobie chwilkę.A w
          schronisku też często spotykam fajne ekipy, i czasem się przyłanczam do imprezki
          :).Pozdrawiam wszystkich samotników :)
    • zdanka1 Re: samotne chodzenie po gorach 01.10.06, 10:22
      A ja lubiłam zawsze pojechać grupą i po wyjezdzie grupy zostać sobie sama na
      jakieś 3-4 dni. To jest dla mnie optimum, dłuzej zaczełabym tęsknić za ludzmi -
      chyba:)

      Zdecydowanei , samotne wędrówki inaczej czlwoeika nastrajaja i warto choć raz w
      zyciu zrobić sobie takei 5 dni samotnie w górach.
    • Gość: on691 Re: samotne chodzenie po gorach IP: *.u.pppool.de 01.10.06, 17:12
      przyznam sie, ze jeszcze nigdy nie spacerowalem sam po gorach.Kiedys nie bylo to
      moim marzeniem,wolalem morze.A jesli juz gory, to w polaczeniu z woda.Jest sporo
      takich miejscowosci np.we Wloszech.
      Moja zona nigdy nie lubila chodzic po gorach.
      Ja odkrylem w sobie ta pasje jakies 4 lata temu.Ostatnio spedzilem mile dni w
      towarzystwie kobiety o podobnych zainteresowaniach.Nawet myslalem, ze polaczy
      nas cos wiecej (z zona sie rozeszlismy)ale niestety.Ona ma malego chlopca i z
      roznych wzgledow nie sa mozliwe wspolne wycieczki.Zostalem sam i nie mam
      specjalnie przyjaciol.Gory mnie jednak wolaja!
      Nie wiem, czy bede w stanie sam pojechac i podjac wedrowki.
      Jakos trudno mi sie pogodzic z mysla, ze nie bede mial do kogo otworzyc
      przyslowiowej buzi.
      • Gość: Ona Re: samotne chodzenie po gorach IP: *.chello.pl 01.10.06, 18:56
        Jak juz czytałeś w innych wątkach ,w górach zawsze jest do kogo otworzyć buzie
        jesli tylko sie chce.Ja podobnie jak Ty całkiem niedawno odkryłam w sobie te
        pasję i z uporem maniaka realizuje sie w górach,a samotnie wędrujących ludzi
        jest cała masa i może na szlaku gdzieś kiedyś spotkasz swoja druga połowę czego
        ci życzę....
        • Gość: on691 Re: samotne chodzenie po gorach IP: *.u.pppool.de 01.10.06, 19:27
          wiesz, nie zauwazalem do tej pory samotnych wedrowcow.
          Moze ich nie bylo, a moze tylko nie zwracalem na to uwagi?
          Na pewno mozna chodzic i samemu, tyle ze jesli spedzasz samotnie popoludnia to
          chcialabys chociaz wczasy na szlaku spedzic z kims normalnym.
          W tym roku bylem z kims (byla to odwazna kobieta)w zime w Karpaczu i nawet przy
          zawieji snieznej weszlismy na Sniezke, ot tak z marszu, nawet bez porzadnych
          butow.Bylo to moze glupie z naszej strony, ale cieszylismy sie jak wariaty.
          Jakos nie moge sobie wyobrazic i takiego ryzyka i radosci samotnie.
          Czytalem tez tutaj, ze sporo ludzi sparzylo sie na takich przypadkowych,
          gorskich znajomosciach.
          Ja jestem zwykle latwowierny i choc nie naleze do strachliwych, to mysle sobie,
          czy warto zaryzykowac z kims zupelnie nieznanym?

          • motorus Re: samotne chodzenie po gorach 01.10.06, 20:25
            Do samotnych wędrówek po górach nie zawsze skłaniała mnie sytuacja, często był
            to mój wybór. Podczas takiej eskapady całe piękno chłonę wszystkimi zmysłami, a
            radość z prawie, że nieograniczonej wolności poznawczej daje poczucie
            niezwykłego zadowolenia z każdej wyprawy. Aby jednak być bliższym prawdy, muszę
            powiedzieć, że każdy wybór jest też w pewnym stopniu rezygnacją z innych
            bliskich nam wartości, a więc jak zwykle- coś za coś.
          • Gość: Ona Re: samotne chodzenie po gorach IP: *.chello.pl 02.10.06, 22:38
            a Ja podpisuję sie 3x tak warto, miałam okazje przekonac się na własnej skorze
            że warto i powiem więcej czasami takie spotkania wnoszą w nasze życie wiele
            cennych przeżyć i czegoś co długo pamietamy..a to że gdzieś ktos sie sparzył?
            może oczekiwał zbyt wiele,albo czyż nie mammy niejednokrotnie okazji przekonać
            sie że ci rzekomo znani nam ludzie zaskakuja nas niezbyt miło to poprostu życie
            ile ludzi tyle opini....
    • tomo1974 Re: samotne chodzenie po gorach 02.10.06, 00:52
      Samotne chodzenie po gorach to to co Tygryski lubia najbardziej... A na serio:
      zaluje ze dopiero po 20-tce odkrylem jak fantastyczne jest samotne wedrowanie po
      gorach. NIE MA NIC LEPSZEGO co pozwoliloby mi "naladowac akumulatory". Fakt,
      ryzyko spotkania kogos/czegos niebezpiecznego istnieje, ale statystycznie na
      pewno bardziej niebezpieczna jest jazda samochodem osobowym. Co do ryzyka
      kontuzji itp. - tu warto chyba zwracac uwage na zasieg komorek, tak zeby w razie
      czego mozna bylo wezwac pomoc. Podsumowujac: polecam samotne chodzenie (z duza
      iloscia zdrowego rozsadku), uwazam ze nawet jesli kiedys skasuje mnie niedzwiedz
      to i tak warto :-))). Ps. Ku przestodze:
      kongresonkol.io.gliwice.pl/piotr/opowiesci.html
      • jooggii Re: samotne chodzenie po gorach 02.10.06, 09:32
        hej-fajną stroną samotnych wędrówek jest(przynajmniej dla mnie)komfort w sensie
        takim że za nikogo nie odpowiadam,nie muszę ciągle myślec że ta druga osoba
        popełni jakiś błąd.tak już mam że zawsze idąc z kimś czuję sie za niego
        odpowiedzialny-przynajmniej do tej pory tak było.
        • saqqara Re: samotne chodzenie po gorach 03.10.06, 10:18
          mam dokladnie to samo! zachowuje sie jak kwoka na szlaku, caly czas patrzac czy
          idziemy tak, by nawet najslabsi nadazyli, czy kazdy ma wygodne buty i nic go
          nie dreczy, czy nie jest zmeczony, itd. nie przeszkadza mi to, ale czasem...
          chcialabym pojsc na Swinice, Kozie Czuby czy Kozia i nie ogladac sie na innych
          martwiac, czy wszystko bedzie ok.
          alez mnie chcica wziela..uhhh!;))
          • jooggii Re: samotne chodzenie po gorach 06.10.06, 10:26
            muszę Ci powiedziec że czasami wędrując samotnie łapię sie na tym że odwracam
            się w tył i już mam przestrzec że teraz będzie trudno...i patrzę a tu nie ma
            nikogo-sam.ale wtedy przychodzi ten komfort samotnego turysty do czasu
            następnego zapomnienia.myślę że z czasam to minie.człowiek jest taką istotą że
            zawsze odczuwa jakiś niedosyt,brak.ale ogólnie lubię samotnośc w górach,w tej
            chwili to mi odpowiada.
    • Gość: jeśli w górach cho jeśli w górach chodzi o góry IP: *.aster.pl 06.10.06, 12:15
      zdecydowanie polecam samotne chodzenie.

      Jeśli założymy, że w górach chodzi o góry – a nie o to, żeby miło spędzić czas
      z przyjaciółmi, zdrowo się poruszać i dotlenić czy podszlifować technikę
      carvingu – to najlepiej robi się to samemu.

      Kiedy jesteś w górach samotnie to ty jesteś szczytem a szczyt jest tobą;
      kosówka to twoje ręce, a kamienie to twoje stopy. Wiatr na grani przechodzi
      przez ciebie na wylot, słyszysz co mówi trawa metr pod śniegiem, a rano po
      biwaku witasz się ze strumieniem ściskając jego zimne ręce. Jesteś wolny – nie
      musisz nic nikomu pokazywać i do nikogo się stosować – oprócz gór. Masz czas
      przemyśleć wszystko, ale ci to niepotrzebne – bo raptem i tak wszystko
      zrozumiałeś.

      Jasne że na wspólnych wycieczkach w dobrze dobranym towarzystwie jest fajnie
      (choć o to trudno, a marnie dobrane towarzystwo to problemy pod każdym
      względem). W drodze są dowcipy i anegdoty, jest dotyk bliskich, wieczorem jest
      gitara i ognisko, potem wspólne zdjęcia i wspólne wspomnienia, które łączą i po
      dziesiątkach lat. Góry sączą się wtedy przez towarzysko-rodzinny filtr – im
      bardziej wyrafinowany i dobrze dobrany, tym więcej tych gór do ciebie dociera.
      Ale w sumie, jeśli chodzi ci o góry - nie o żonę, chłopaka czy przyjaciół – czy
      nie lepiej bez tego filtra w ogóle?

      I żeby postawić kropkę nad i: na randkę nie zabierasz koleżanek ani kolegów.

      **

      PS. We wszystkich znanych mi poradnikach sugerują, żeby unikać samotnego
      chodzenia po górach. Przeciwskazanie dotyczy sprawy kluczowej - bezpieczeństwa.
      Przy czym chodzi bardziej o zabłądzenie, kontuzję czy załamanie pogody niż o
      napady. Oczywiście zgadzam się, że pierwsze kilkadziesiąt razy trzeba iść w
      góry z kimś i byłoby idiotyzmem namawiać kogoś zielonego „a co ty się
      przejmujesz, weź mapę, przewodnik, kanapki, sweter i wal na szlak”. Jest spora
      szansa że taki ktoś na grani zamiast na polską stronę zejdzie na słowacką, źle
      obliczy czas przemarszu i zmrok zastanie go w lesie, albo wypije cały termos i
      ostatnie 4 godziny przejdzie usychając z pragnienia. Ale po kilkudziesięciu
      wycieczkach każdy nabiera odpowiedniego doświadczenia i tego typu przypadki
      raczej mu już nie grożą. Pozostaje sprawa kontuzji, która może przydarzyć się
      każdemu. Na szczęście dziś prawie każdy ma telefon komórkowy (a zdobyte
      wcześniej doświadczenie każe naładować baterię, po czym wyłączyć telefon).
      Fakt, są rejony pozbawione zasięgu, i tam samotne chodzenie może być problemem –
      na szczęście są to rejony techniczne łatwe (typu Beskid Niski), gdzie o
      kontuzję raczej trudno. Wniosek: w przypadku jako-tako doświadczonych turystów
      przeciwskazania dotyczące bezpieczeństwa bardzo już straciły na znaczeniu.
      Zastrzeżenie: nie dotyczy to wspinaczki ani narciarstwa – tu ryzyko jest o
      wiele większe i samotne eskapady zdecydowanie odradzam.

      PPS. Wszystkim, którym udało się tak dobrać towarzyszy, że nie utrudniają
      kontaktu z górami, serdecznie zazdroszczę. Oczywiście, mi też zdarza się
      chodzić z rodziną i znajomymi – ale to jest świadomy kompromis, w czasie takich
      wycieczek chodzi trochę o góry, a trochę o rodzinę i znajomych.
      • weekenda Re: jeśli w górach chodzi o góry 06.10.06, 15:48
        Pięknie napisałeś....

        Tak to właśnie jest, tam jestem wolna... wszystko co "olbrzymie" w nizinach
        staje się malutkie w Górach i takie już pozostaje... zapach mgły i mokrych
        Kamieni... szelest kosówki... śpiew wiatru na Graniach... dotyk chmury... nie
        znalazłam nikogo kto by czuł Góry tak jak ja a mówiąc o tym pozostałym
        narażałam się często na śmieszność więc po co mnie to? wolę sama.

        Nie namawiam też nikogo, ale ja wszystkie trasy w Tatrach poznałam i przeszłam
        sama. Uczyłam się Tatr kompletnie sama. Ale być może dzięki temu znam te trasy
        bardzo dobrze. Często słyszę stwierdzenia "a nie wiem jak to czy tamto bo
        szłam/szedłem w grupie". Ja tak nie mam. Znam prawie na pamięć każdą ścieżkę...
        Bankowo dlatego, że idąc samej uważa się, patrzy się i umysł pracuje zupełnie
        inaczej. Ale to ja. Samotnica z wyboru i powołania :)
    • werner_holt74 Re: samotne chodzenie po gorach 07.10.06, 17:12
      Nie często ,ale zdarza mi sie samotnie wyjść w góry , nie te "wysokie" (czytaj
      Tatry) ale te niskie-Beskidy , gdyż mieszkam nieopodal. Wsiadam w auto i w
      ciągu poł godziny mogę rozkoszować się pięknem widoków i klimatem
      nieporównywalnym z niczym innym . Gdy idę sam , robię to z przyczyn
      prozaicznych- czyli braku odpowiedniego towarzystwa , idę sam miast iść z kimś
      kto idzie dla towarzystwa a nie czuje tego co ja . W tym roku zapewne jeszcze
      zdarzy mi sie samotnie wyjść na szlak- choć wolałbym iść z kimś kto podobnie
      widzi to , co wydaje sie widoczne jednokowo dla wszystkich . Nie cierpie z
      powodu samotnychj wyjść , jest to czas nader przyjemny-mozna wiele spraw
      przemyśleć i wyciszyć się . Na codzień jestem wielce towarzyski i ludzie z
      mojego otoczenia czesto dziwią się ,że idę w góry sam .

      Pozdrawiam wszystkich góromaniaków .
      • Gość: darekM Re: samotne chodzenie po gorach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.10.06, 14:01
        Witam. Tak sobie siedzę i czytam te wszystkie wypowiedzi i mam mały dylemat. Na
        początku listopada mam tydzień urlopu i zastanawiam się czy nie wybrać się
        właśnie w góry. Z konieczności w pojedynkę. I tu nasuwa się moje pytanie, czy
        samotne wędrówki o tej porze roku są bezpieczne? I jakiej można spodziewać się
        pogody? Czy wtedy można jeszcze podziwiać jesienne góry, a może już tylko śnieg?
        Przyznam, że byłem raptem na szlakach kilka razy ale zawsze w towarzystwie i w
        wakacyjnej porze. Teraz chciałbym po prostu odpocząć i podziwiać. Co polecacie
        zabrać ze sobą w późnojesiennym czasie na wędrówkę? Kiedy zaczyna się
        ściemniać?
        Widzę, że jest Was tutaj wielu piechurów-samotników i mam nadzieję, że mi
        pomożecie. No i pozostaje jeszcze jedna kwestia a mianowicie kwatera. Zna ktoś
        dobre i sprawdzone miejsce gdzie można za niewygórowaną cenę dostać jakiś
        jednoosobowy pokój? Dobrze jakby miał jakiś czajnik do robienia herbatki i
        telewizorek na wieczory.
        Pozdrawiam serdecznie i dzięki za ewentualne podpowiedzi.
        • zdanka1 Re: samotne chodzenie po gorach 08.10.06, 14:59
          W listopadzie bywa róznie :)

          Tzn. w wysokich partiach będxie lezał snieg - nie ma bata:)Jakoś chyba w tamtym
          roku(?) alnbo 2 lata temu na wszystkich swietych Kasprowy miał 12 cm sniegu.

          O ile jednak utrzyma sie taka aura jak teraz, to jest prawdopodobieństwo, ze
          trafisz jeszcze na dogorywanie "złotej jesieni" - mówię to zupełnie powaznie -
          zazwyczaj ten czas trwa dłużej niż na nizinach, bo nastepuje pózniej i potam
          przychodzi pierwszy snieg i trzy dni pózniej nei ma już sladu po kolorach -
          wszystko leci na dół.

          ja proponuje wybierać sobie trasy niskie - doliny - choćby cudna
          słowacka ,Dolina Białej Wody zaraz przy granicy , zamiast walenia asfaltem do
          Morskeigo Oka - i moze jeszcze kawałki Czerwonych Wierchów - w zachodnei balbym
          sie już pojechać sama w listopadzie - za odludne , przy załamaniu pogody moga
          być naprawdę spore problemy - tam łatwo pomylić kierunki. Tak mi sie wydaje, ze
          nie nalezysz do tych co Tatryznają - proponują naprawdę dać sobie spokój z
          wchodzeneim w listopadzie na grań - taczej oglądanie jej z Rusinowej Polany,
          albo Gubałówki .

          Jak chcesz fajny namiar na pokój na Gubałówce, to odezwij sie na mój meil
          gazetowy
          • jooggii Re: samotne chodzenie po gorach 08.10.06, 20:45
            z pewnością w listopadzie wyższe partie tatr będą niedostępne(bez odp.sprzętu)
            ale jest wiele przepięknych w miarę bezpiecznych szlaków,np.tatry zachodnie.co
            do noclegu to ja bardzo miło wspominam pensjonat Jaworzynka w Kuźnicach-choc w
            proponowane zachodnie stamtąd daleko.
    • kotopodobna2 Tak.... 12.10.06, 14:05
      ....jak najbardziej, chodzenie samemu to jest "to"!.... cisza, spokoj, wlasne tempo, mozliwosc
      przystaniecia gdzie sie chce i na jak dlugo ma sie ochote - nie tylko by np. odpoczac ale by chlonac
      piekno gor i przyrody..... Poza tym np. mam taki nawyk, ze lubie poznawac wszystko organoleptycznie i
      np. b.czesto podchodze do kamieni czy drzew i je dotykam... a zwlaszcza kocham dotykac mchy i takie
      tam rozmaite... :-)
      czy postudiowac ksztalty lisci lub powachac kwiatki.

      Czasem, wedrujac sama, boje sie ze spotkam jakichs "niedobrych ludzi" - ale na tych mozna wpasc
      wszedzie, nie tylko w gorach.

      Mam nadzieje, ze niedlugo uda mi sie pojechac w gory....

      Pozdrawiam innych samotnikow!... :-)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka