Dodaj do ulubionych

Oplatek z miodem i inne zwyczaje wigilijne

09.12.04, 13:07
W moim domu rodzinnym oplatek wigilijny smarowalo sie miodem, bo taka tradycja
istniala w stronach mojego ojca. Myslalam, ze to kuriozum mialo miejsce tylko
w naszej lub kilku spokrewnionych rodzinach, tymczasem, oto co wyczytalam w
artykule o obyczajach wigilijnych na Zamojszczyznie:

"Podczas dzielenia sie oplatkiem powszechnie macza sie go w miodzie. Uwaza
sie, ze spozycie oplatka z prawdziwym pszczelim miodem jest po to, 'zeby bylo
slodkie zycie', 'zeby bylo cos do chleba', 'zeby byc zdrowym', 'zeby sie
pszczoly dobrze trzymaly' (Dzieraznia, Kolonia Podhorce, Pawlowka, Deby,
Jarczow, Ulow). Z tym zwyczajem laczy sie przyslowie: 'Oplatek z miodem nie
umorzy glodem', znane w Rogoznie, Belzcu i Losincu."
(Jozef Nowak, Zamojski Kwartalnik Kulturalny, Nr 3-4, 2003

Kto jeszcze zna oplatek z miodem? A jesli tak, to czy oplatek jest delikatnie
smarowany rozpuszczonym uprzednio miodem, czy jest w nim maczany, jak w opisie
powyzej?
Pozdrawiam slodko-przedswiatecznie,
B.
Obserwuj wątek
        • blotniarka.stawowa Re: Oplatek z miodem i inne zwyczaje wigilijne 09.12.04, 20:14
          Jak sie ciesze Mamix, ze tez u Ciebie byl taki oplatek! I tez pamietam taki
          przekladaniec, z tym, ze byl lamany, nie krojony.

          Do przeczytania powyzszego artykulu bylam przekonana, ze to tylko zwyczaj
          rodzinny ze strony moich przodkow "po mieczu", lub tez ograniczony do zaledwie
          kilku wiosek z okolic Bilgoraja. Co ciekawe, w jednej wiosce byl to powszechny
          zwyczaj, w sasiedniej - nieznany. Chyba w tym roku powroce do tej tradycji smile)

          Ktos jeszcze spozywal oplatek z miodem?
          • lalka_01 Re: Oplatek z miodem i inne zwyczaje wigilijne 10.12.04, 12:33
            moja rodzina przeniosla sie do Bilgoraja z innej czesci POlski (inne wiec
            mielismy i mamy tradycje), ale nie kojarze tez, zeby rodzimi Bilgorajanie
            smarowali oplatek miodem. To musial byc bardzo lokalny zwyczaj, albo...tradycja
            przyniesiona z dalszego wschodu konkretnie do tych wiosek. Ciekawe w sensie
            etnograficznym smile.
            • vigor3 Re: Oplatek z miodem i inne zwyczaje wigilijne 30.01.06, 21:51
              A u mnie się "smarowało" prawdzistym miodem i smaruje po dziś dzień. Zwyczaj to
              dla mnie taki jak i cały pośnik. Ale żeby się nikt nie wazył posmarować kupczym
              miodem bo nie przystoi ten swięty dzień lekceważyć i iść na łatwiznę. A że
              pasieka dwie zdrowaśki dalej to i miód prawdzisty zawsze był, a leśny najlepszy
              bo zielony i smaczny (a jak prawdziwy to zdrowy).
    • blotniarka.stawowa Dodatkowe nakrycie przy stole 14.12.04, 01:35
      W moim domu rodzinnym dodatkowy talerz przy stole wigilijnym symbolizowal
      "niespodziewanego goscia" lub "zablakanego wedrowca". Okazuje sie (znow cytuje
      artykul Jozefa Nowaka w ZKK), ze w roznych czesciach Zamojszczyzny rozne byly
      interpretacje owego pustego talerza:

      "... dodatkowy talerz stawiano z kilku zasadniczych powodow. Pierwotnym
      uzasadnieniem wydaje sie byc wiara w realnosc swiata niewidzialnego i odwiedziny
      zmarlych przodkow. Jak relacjonuje informatorka z Rogozna: 'My idziemy na
      cmentarz do nich w Dzien Zaduszny, a ojce przychodzo do nas na Wigilie". Wg
      respondentki ze Zwiartowa: 'Ile nieboszczykow z domu poszlo, tylesmy talerzykow
      kladli". W tym odniesieniu nalezy tez postrzegac wypowiedz respondentow z
      Werechan, wg ktorych na wieczerze 'Aniolowie przyjdo jesc'.

      Bardziej konkretnym motywem jest dostawianie talerza na wypadek, jak przyjdzie
      ktos glodny, czy dla biednego. Zaproszenie ubogich na kolacje wigilijna
      dyktowaly zwykle wzgledy altruistyczne. Taka interpretacje wiazano tez z
      przesadnym wierzeniem, wg ktorego nieparzysta liczba osob przy stole ma
      prorokowac smierc jednego z czlonkow rodziny (Kunki, Rabinowka, Belzec,
      Tarnawatka). ...
      W Tyminie przed wojna na wieczerze zapraszano Chrystusa i dla Niego wlasnie
      dostawiano talerz. Gospodarz stukajac w okno mowil: 'Panie Jezu zapraszamy Cie
      do nas na posnik'.
      Wg opowiadan respondentow z Jarczowa w Chodywancach, podobnie jak w
      rzeszowskiem, na wieczerze zapraszano wilka, bo dzieki temu ludzie jednali sobie
      tego drapieznika i zapewniali bezpieczenstwo zwierzetom domowym.

      Mimo roznorodnosci pogladow wynikajacych z zachodzacych przemian kulturowych
      rudymentarne jest wyobrazenie, ze nie zajmowana przez domownikow przestrzen jest
      po to, 'zeby podkreslic, ze ktos z nami jest, ze nie jestesmy sami' (Siedliska).
    • blotniarka.stawowa Snopek slomy 15.12.04, 14:32
      Aj czy ktos zna zwyczaj snopka zboza przynoszonego do chalupy na Wigilie?
      We wsi mojego taty byl taki zwyczaj. Byl to snopek nie mloconego zboza, a
      symbolizowac mial zapewne prosbe o urodzaj przyszlego roku...
      • stief Re: Snopek slomy 15.12.04, 16:11
        W moim Domu Tato ciągle w Wigilię przynosi trochę siana zaraz przd kolacją...
        Zwykle kładziemy je pod choinką, czasem - i tak było na Roztoczu kiedyś - siano
        wkłada się pod obrus. Wchodząc Tato mówi: "Na szczęście, na zdrowie z Wigilią!"
        Mama odpowiada: "Daj nam Boże ten rok sprowadzić, drugiego, lepszego doczekać!"
        Co roku również wszyscy domownicy wkładają pod swoje wigilijne naczynia łuski
        wigilijnego karpia. Potem, przez cały rok, należy nosić je w portfelu, co
        zapewni dobrobyt i pełny portfel (w moim przypadku - nie działa..wink)
        Na koniec kolacji, jako ostatnią potrawę wigilijną, Mama podaje racuchy. W
        jednym z nich znajduje się dobrze ukryta rodzynka. Szczęściarz, któremu uda
        się "wylosować" rodzynkowego racucha na 100 % będzie miał wyjątkowo pomyślny
        rok.
        Pamiętam jeszcze jak mój Dziadek, kultywując wigilijną tradycję (okolice
        Majdanu Sopockiego) nabierał na łyżkę kutii i energicznym ruchem rzucał jej
        zawartość na sufit. Liczyło się wtedy dokładnie ziarna pszenicy przyklejone do
        sufitu. Ich liczba była równoznaczna z ilością kop pszenicy zebranych w
        przyszłorocznych żniwach.
        • blotniarka.stawowa Jeszcze o slomie 16.12.04, 21:53
          stief napisał:

          > Wchodząc Tato mówi: "Na szczęście, na zdrowie z Wigilią!"
          > Mama odpowiada: "Daj nam Boże ten rok sprowadzić, drugiego, lepszego doczekać!"

          Dokladnie takie samo pozdrowienie (takie samiuskie, kropka w kropke)
          przeczytalam w artykule o obyczajach wigilijnych na Zamojszczyznie!

          A teraz dalszy cytat o slomie, z tego samego artykulu:
          "..bylo obwiazywanie drzewek owocowych wigilijna sloma. W okolicach Tomaszowa
          Lubelskiego do sadu szedl gospodarz z synem. Zabierali oni powroselka ze slomy i
          siekiere. Nastepnie wizyta w sadzie nabierala dramatyzmu. Przed wybranym drzewem
          rozpoczynano dialog: gospodarz grozac siekiera trzykrotnie pytal: "Bedziesz
          rodzic? Bo cie zetne!" Syn, trzymajacy powroselka, odpowiadal - "Bede". Wtedy
          obaj obwieszczali Dobra Nowine, mowiac: "Masz kolede!" i obwiazywali drzewka.
          Zwyczaj ten spelniano kierujac sie rowniez praktycznym uzasadnieniem. Wiosna
          gasienice dochodzily po pniu tylko do powrosla. Zdejmowano wtedy smomiany pas i
          palono go wraz ze szkodnikami."


          > Co roku również wszyscy domownicy wkładają pod swoje wigilijne naczynia łuski
          > wigilijnego karpia. Potem, przez cały rok, należy nosić je w portfelu, co
          > zapewni dobrobyt i pełny portfel (w moim przypadku - nie działa..wink)
          > Na koniec kolacji, jako ostatnią potrawę wigilijną, Mama podaje racuchy. W
          > jednym z nich znajduje się dobrze ukryta rodzynka. Szczęściarz, któremu uda
          > się "wylosować" rodzynkowego racucha na 100 % będzie miał wyjątkowo pomyślny
          > rok.
          > Pamiętam jeszcze jak mój Dziadek, kultywując wigilijną tradycję (okolice
          > Majdanu Sopockiego) nabierał na łyżkę kutii i energicznym ruchem rzucał jej
          > zawartość na sufit. Liczyło się wtedy dokładnie ziarna pszenicy przyklejone do
          > sufitu. Ich liczba była równoznaczna z ilością kop pszenicy zebranych w
          > przyszłorocznych żniwach.
          • morven Re: Jeszcze o slomie 31.01.06, 14:30
            blotniarka.stawowa napisała:

            > stief napisał:
            >
            > > Wchodząc Tato mówi: "Na szczęście, na zdrowie z Wigilią!"
            > > Mama odpowiada: "Daj nam Boże ten rok sprowadzić, drugiego, lepszego docz
            > ekać!"
            >
            > Dokladnie takie samo pozdrowienie (takie samiuskie, kropka w kropke)
            > przeczytalam w artykule o obyczajach wigilijnych na Zamojszczyznie!

            Czytam listy o zwyczajach wigilijnych i uśmiechałabym się pod wąsem, gdybym
            miała wąsy. Błotniarko, to musiałaś aż czytać o tych zwyczajach? Bo ja to
            pamiętam z własnego domu smile Wychodzi na to, że jestem wielką szczęściarą i nic
            a nic tego nie doceniałam.
            Wszystko, o czym piszecie, praktykuje się do tej pory w domu moich rodziców,
            może z wyjątkiem opłatka z miodem. O snopek wprawdzie już coraz ciężej, odkąd
            rodzice mieszkają w Zamościu (a nie w Krynicach, jak kiedyś), ale czasem ciocia
            ze wsi dowiezie i jest jak trzeba smile A źdźbła siana spod obrusa wyciąga się w
            ramach wróżby: kto wyciągnie dłuższe i bardziej zielone, temu się będzie cały
            rok darzyło...
            W dzień po św. Szczepanie zaczyna się także odliczanie pogody. Każdy dzień to
            kolejny miesiąc Nowego Roku. 27 grudnia symbolizuje pogodę w styczniu, 28
            grudnia w lutym itd.
            Ogólnie wątek sprowokował mnie do wspomnień, również tych pozawigilijnych. W
            chwili wolnego czasu spróbuję spisać wszystkie co rzadsze zwyczaje z całego
            roku, jakie pamiętam.
            • blotniarka.stawowa Re: Jeszcze o slomie 01.02.06, 01:41
              morven napisała:
              > Błotniarko, to musiałaś aż czytać o tych zwyczajach? Bo ja to
              > pamiętam z własnego domu smile
              Ano, tez pamietalam z domu dziadkow, ale zawszec to lepiej podeprzec sie
              autorytetem znawcy regionalnych obyczajow smile

              > chwili wolnego czasu spróbuję spisać wszystkie co rzadsze zwyczaje z całego
              > roku, jakie pamiętam.
              Z przyjemnoscia poczytamy smile

        • vigor3 Re: Snopek slomy 30.01.06, 22:06
          Ty to musisz Stief gdzieś za miedzo mieszkać. No Jota w jote tylko przed
          Wigilio u nas jest " to święto". Aaaa, Majdan Sopocki no to rzut kamieniem. Z
          łuskami to samo. Ale racuch nie ma, a coś na 100% farta "chowa się" w
          pierogach... ten olej lniany... mmmm... ten barszcz czerwony na karpiu z
          garścio reczki z hubami... Eee... co to ja chciałem. Acha! Na pieniążki jest
          groch jasiek. Tyle ile zjesz tyle bedziesz miał pieniędzy ale trzeba je
          bedzie ... zarobić ciężką pracą. A dla tych co im się fuksnęło w pierogu na
          100% rozbiją bank. Jeszcze ani razu nie było wtopy. Jak ktoś wylosował to
          zawzsze rozwalał bank.

          Co do snopka; komuś pomylił się z sianem he, he, he. Dla mnie to taka różnica
          jak między sałatą i kapustą - też zielona. Wracając do snopka. Snopek stawia
          się albo w kącie izby albo pode stołem.
          • blotniarka.stawowa Re: Snopek slomy 01.02.06, 01:45
            vigor3 napisał:
            > Co do snopka; komuś pomylił się z sianem he, he, he. Dla mnie to taka różnica
            > jak między sałatą i kapustą - też zielona.

            Nie mysle, ze ktos pomylil tu siano ze snopkiem. Po prostu ja pisalam o snopku,
            kolega o sianie pod obrusem - oboje pisalismy prawde smile)

            > Snopek stawia się albo w kącie izby albo pode stołem.
            U moich dziadkow snopek poczatkowo stal "na sztorc" w kacie, potem, juz po
            wigilijnej wieczerzy dzieciaki go przewracalay na podloge i baraszkowaly w slomie...
    • benia30 Re: Oplatek z miodem i inne zwyczaje wigilijne 15.12.04, 16:51
      Jadanie opłatka z miodem występuje też na Słowacji... Nie ma tam co prawda
      zwyczaju łamania się nim i składania sobie życzeń, ale spożywa się go podczas
      wigilijnej kolacji, macza w miodzie i zjada wraz z ząbkiem czosnku (na
      pomyślność i zdrowie)
      --
      Nawet jeśli niebo zmęczyło sie błękitem, nie gaś nigdy światła nadziei...
          • krecik23 Re: Oplatek z miodem i inne zwyczaje wigilijne 08.12.05, 13:20
            no tak ale sie wkopalem.......smile)) sam siebie wywolalem do tablicysmile
            Trudno, musze sobie przypomniec...
            Tak to bylo:
            1. Przed Swietami w adwencie chodzilo sie do kosciola w niedziele na tzw.
            Roraty byla to msza odprawiana juz o godz. 6.00 wiec trzeba bylo wstawac juz co
            najmniej przed godz. 5.00!!! w calkowitych ciemnosciach droga do kosciola z
            latarkami pamietam szlo sie w kierunku wschodnim a na horyzoncie mozna bylo
            obserwowac bardzo jasna gwiazde czy to byla jakas planeta?
            2. Tuz prze Swietami tzw. swiniobicie czyli zycie tracila jakas swinka czesto
            byla dzielona na 2 lub 4 czesci i dzielona miedzy rodzine lub sasiadow . Ci z
            kolei rewanzowali sie tym samym przy okazji kolejnych swiat. Nastepnie
            nastepowala produkcja wedlin hmmmmmmmmmm coz za smak coz za zapachy. Wedzilo
            sie w sadzie drewnem z drzew owocowych pycha.
            3. Nastepnie wyprawa do lasu z siekierka po zasniezonych polach po choinke
            (wtedy byly jeszcze prawdziwe zimy).
            cdnnnnnnnnnnnnnn
          • stief A co z jemiołą? 20.12.05, 21:13
            Tak sobie dzisiaj rano przypominałem i w końcu i tak nie pamiętam czy była ona
            kiedyś na Roztoczu popularna... Była? Odbywały się te całowania pod jemiołą? wink
            • blotniarka.stawowa Re: A co z jemiołą? 21.12.05, 13:17
              Nie pamietam calowania pod jemiola w domu dziadkow, ale moze w innych
              roztoczanskich domach ten zwyczaj byl? Mgliscie pamietam cos, co nazywalo sie
              "podlazniczka" - byla to kompozycja z galazek, zawieszona u sufitu, stanowiaca
              swoisty zyrandol. Zdaje sie, ze to byly galazki 'choinkowe', a nie jemiola, a
              moze...?

              Calowanie pod jemiola jest tradycja w krajach anglosaskich:
              ----
              Druidowie wierzyli, że jemioła spadła z nieba i dlatego rośnie na drzewach. W
              ten sposób łączy to, co niebiańskie i duchowe, z tym, co ziemskie. Symbolizuje
              więc pojednanie Boga z grzeszną ludzkością. Zwyczaj publicznego całowania się
              pod jemiołą pochodzi właśnie z Anglii. Należy przedtem urwać z gałązki białą
              jagodę i wręczyć ją osobie, którą chcemy pocałować. Gdy kończą się jagody,
              kończą się i pocałunki. Jemioła to także roślina przyjaźni i pojednania.
              goniec.com/modules.php?op=modload&name=News&file=article&sid=372
    • blotniarka.stawowa A taki zabobon ktos pamieta? 24.12.05, 01:15
      Gdy pierwsza w Wigilie do czyjegos domu przyszla BABA, to tej rodzinie nie
      darzylo sie caly nastepny rok... Moja babcia z samego rana wysylala swoich synow
      do sasiadow i krewnych, by pierwszym odwiedzajacym ich tego dnia byl CHLOP.
      W rewanzu z samego rana nastepowaly krotkie wizyty mezczyzn i prawie doroslych
      chlopakow pod byle jakim pretekstem (matka mnie wyslali pozyczyc soli), by komus
      bron Boze nie zdarzylo sie nieszczescie i jakas zlosliwa baba pierwsza nie
      zapukala do drzwi...
      • benia30 Re: A taki zabobon ktos pamieta? 27.12.05, 16:30
        W naszej rodzinie do dzisiaj się tego zwyczaju przestrzega, mój tata specjalnie
        robi obchód po sąsiedzko-rodzinnych domach, żeby się wszystkim cały rok darzyło.
        Nasze progi w wigilijny poranek też przekroczył chłop i radość była ogromna bo
        na tego akurat chłopa czekaliśmy kilka dni, a poza tym wywróżył nam szczęście i
        powodzenie na cały rok, czego wszystkim roztoczańskim forumkom i foremkom życzę...

        --
        Roztocze
        • zaisa Re: A taki zabobon ktos pamieta? 29.12.05, 00:49
          Właśnie dopiero co się zastanawiałam, skąd się to wzięło, z jakiego regionu. Bo
          pamiętam właśnie, że zależało na tym chłopie babci pochodzącej z Mazowsza. Ale
          jej drugi mąż był z Roztocza, he,he. W którymś momencie pamiętam naciąganie
          zwyczaju - nie mógł do babci pojechać żaden z domowych panów (to już w W-wie),
          więc któremuś zostało nakazane, żeby przynajmniej z rana zadzwoniłsmile
              • vigor3 Re: A taki zabobon ktos pamieta? 30.01.06, 22:21
                U mnie złośliwych bab nie brak wię drzwi z rana są dla nich zaparte. Ma być
                chłop i to nie przez telefon.
                czuk1 - a gdzie mają być zakorzenione jak tego czego nie udało się zwalczyć
                wciągano w religię. Słowiańskich zwyczajów u nas aż nadto, białej i czarnej
                magii...
                • czuk1 Re: A taki zabobon ktos pamieta? 30.01.06, 22:36
                  ZgodA. Mnie to nie przeszkadzało i nie przeszkadza. Ba, "zbliżam się do ogólnego
                  myślenia". w miarę upływu lat.
                  Wczoraj wieczorem w TVP3 np. był reportaż z Krasnobrodu o cudownych (różne
                  podawano przykłady)uzdrowieniach wodą ze źródła przy Kapliczce. Jeden z
                  przykladow. Woda tą źrodlaną ks.dziekan obmywa nogi 12 starcom (wiemy o co
                  chodzi). Na wsi był chłopiec ktoremu oczy ropiały i nie mozna było go przez
                  dłougi okres wyleczyc. Matka poszła na mszę z obmywaniem nóg, miała przygotowany
                  kieliszek i kiedy koscielny wyniosił do zachrystii naczynie z wodą (z cudownego
                  źrodla) po umyciu, szybko nabrała wody w kieliszek i przemywała oczy dziecku.
                  Od tamtej pory do dziś dziecko ma zdrowe oczy.
                  Czy to jest zabobon ? czy cud? czy przypadek? Nie mnie to oceniać.
                  m
                  nóg starcom
                  • vigor3 Re: A taki zabobon ktos pamieta? 31.01.06, 20:45
                    Kto go tam wie. Jak się coś zdarzy w takim biegu zdarzeń to po prostu szukamy
                    najprostszego wyjaśnienia. W tym wypadku cód jest chyba najbardziej możliwy do
                    zrozumienia. Nikt tysięcy ludzi, którzy mając kontakt z tą wodą nie
                    zostawi "świadectwa" próbowałem nic mi to nie dało. Każdy potrzebuje wiary w
                    cuda (nie te na zawołanie), że może w zyciu dostać zawsze taki bonus jakiego by
                    nigdy nie otrzymał normalnie. Po wsiach żyją wciąż zamawiaczki - trudnią się
                    takie białą albo czarną magią. Ogród swój chronimy przed tymi co mogą go urzec
                    dajemy sobie woskować uszy (fajne uczucie a ból przewianej głowy znika),
                    wylewamy jajka itd, itp. Jeszcze kilka lat temu karmiło się złe na strychu i
                    robiło wiele rzeczy, o których żadnemu proboszczowi na spowiedzi nikt nie
                    powie. Tak daleko odeszliśmy? Naprawdę? Zabobonów u nas aż nadto wprawdzie
                    powoluśku znikają ale jeszcze są i dobrze służą.
      • amalfi Re: Swieta za pasem 16.12.06, 21:15
        W czasach mojego dzieciństwa Wigilie spędzałam z rodziną mojego Dziadka.
        Co roku kolacja wigilijna była urządzana przez innego brata lub siostrę, tak,że
        u nas wigilia wypadała raz na 4 lata. Rodzina się rozrastała (dzieci, wnuki),
        więc w końcu biesiadowało ponad 20 osób. Gdy Dziadkowie się postarzeli, dzieci
        już niekoniecznie chciały się spotykać w tak dużym gronie.
        Przygotowania do takiej licznej Wigilii i Świąt zajmowały prawie tydzień:
        świniobicie, wyroby kiełbas, przepysznej pieczonej kaszanki, "maciek" czyli
        salceson zapakowany w świński żołądek.
        Pieczono oczywiście też chleb żytni na zakwasie. Wielka dzieża stała tuż przy
        kuchni, żeby ciasto "rosło". Po chlebie do pieca szły bułki i na koniec
        ciasteczka amoniaczki.
        Rodzina zbierała się wieczorem, najpierw opłatek, ale nie był maczany w miodzie.
        Potem reszta dań: barszcz, pierogi,karp, śledzie, na końcu racuchy smażone na
        oleju. Obowiązkowo kompot z suszonych jabłek. Kutii nie pamiętam.
        Dziadek zawsze przynosił siano i to dużo - dzieci miały używanie skacząc i
        turlając się po podłodze w pokoju.
        Niebezpieczne to było, bo choinka stała też obok a na niej paliły się malutkie
        świeczki w bardzo zmyślnych lichtarzykach. Na szczęście nie było nigdy pożaru.
        Pierwszy dzień świąt był w gronie najbliższych, w drugi dzień odwiedzało się
        wujka Jana.
        Nie było u nas przesądu "baba-chłop" może dlatego że Dziadek miał tylko 1 córkę
        i 2 wnuczki - same baby smile)
        • czuk1 Swieta za pasem.obrzędy , zwyczaje, przemyslenia 17.12.06, 04:20
          Przekazałaś klasyczny obrzęd wigilijny,identycznie w takich zwyczajach
          wychowywałem się - na Lubelszczyźnie, nad Wisłą. Potem żyjąc na granicy Warmii-
          Mazur gdzie bytowała razem miesznina ludów (ludzie wyznania katolickiego i
          prawosławnego,...) wszystko wymieszało się. Katolicy ze świętami (a więc i
          wigilją) trzymali się razem, tj. zapraszali do siebie sąsiadów i krajan. Z
          grupy bardzo dobrych sąsiadów na świętowanie Bożego Narodzenia wyłączeni byli
          sąsiedzi-Ukraińcy, prawosławni przecież. I tak na Wigilii bywali najbliżsi
          sąsiedzi-katolicy(Łotysze, Wilieńszczyźniacy) i krajanie z Lubelszczyzny.W
          kolejnych latach Wigilia była u kogoś innego. Wielką rodziną - na codzień -
          byli właśnie Ci najbliżsi z którymi świętowano ale także Ukraińcy.Sąsiedzi bez
          wzgledu na wyznanie podawali dzieci do chrztu, byli drużbami na weselach,
          dzieci ich wspólnie wychowywały się. I utrudnien w bliskiej rodzinności i
          gościnności nie stanowiły odległości do tych sąsiadów (0,5 km, 1,5 km i ok.
          2,5 km), a z Ukraińcami wyznanie.
          Nawiasem mówiąc w okresie letnim w pobliskim lesie zatrzymywali się w taborach
          b.często (nawet na miesiąc) Cyganie. Stosunki z nimi były przyjazne. Rodzice
          moi zapraszani byli na ich wieczorne ogniska, zabawy i różne uroczystości.
          Nikt nawet nie pomyślał, że ludzie innych wyznań (nie naszego katolickiego)
          to jacyś gorsi, których trzeba oceniać, potępiać i omijać z daleka. Nikt nikogo
          nie pouczał i nie namawiał do zmiany wyznania,jak teraz słyszę wokół nawet od
          misjonarzy. Mówią: katolik rozmawiając z mahometaninem ma obowiązek
          przedstawienia swojej wiary jako jedynie słusznej i prawdziwej. Jeśli to samo
          zrobi mahometanin (a zrobi napewno) to nie dziwmy sie, że na tle wyznania (W
          21 WIEKU !!!!!!!) ciągle dochodzi do wojen, szczególnie w państwach i miedzy
          państwami gdzie rządzą agresywni fundamentaliści religijni. W takiej sytuacji
          tylko ustrój demokratyczny w państwie jest jakimś lekarstwem na życie (do
          zniesienia)ludzi różnych wyznań i bezwyznaniowców. Trudne jest również
          lawirowanie (życie)części narodu w państwie demokratycznym rzadzonym przez
          fundamentalistów.
          Jeśli założymy , że takim państwem jes Polska - to nie dziwmy się że we
          wszelkich sprawach społecznych i politycznych naród (choć uzywajacy jednego
          języka) jest podzielony. Ba, nadal ciągle dzielony. I dzielone są nadal
          (systematycznie i systemowo) kolejne pokolenia .Demokracja bowiem każe
          narodowi stawać ciagle do wyborów, a podział na gorszych i lepszych prowadzony
          nachalnie i instrumentalne przez rządzących polityków i ewangelizujacyc
          hierarchów kościoła, społeczeństwo to dzieli. Zastanawiam się czy tak powinno
          być, czy hasła o solidarnym państwie są prawdziwe.
          Przepraszam za te przedświąteczne przemyślenia.
        • blotniarka.stawowa Re: Swieta za pasem 19.12.06, 04:22
          amalfi napisała:
          > Niebezpieczne to było, bo choinka stała też obok a na niej paliły się malutkie
          > świeczki w bardzo zmyślnych lichtarzykach.

          Dzieki Amalfi za te lichtarzyki! Zupelnie zapomnialam o czasach, kiedy
          elektryczne swiatelka choinkowe byly rzadkoscia (a moze w ogole ich jeszcze nie
          bylo smile). Lichtarzyki przypinalo sie do galazek choinki, dzialaly na podobnej
          zasadzie jak spinacze do suszenia bielizny, z tym, ze "czesc szczypna" byla
          pozioma, by w lichtarzyku mogla sie pionowo utrzymac woskowa swieczka. U nas te
          swieczki nie byly nawet takie malutkie, chyba mialy z 10-15 cm.
          Tez pamietam apele babci o ostroznosc ze swieczkami i grozby, ze moze byc pozar.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka