czuk1
05.06.05, 09:30
Potomek rodu "przemysłowców" jak w okolicy ród ten nazywają (w ciagu
kilkunastu minut) opowiedział mi i dokumentował wizją w terenie ciekawa
historię przysiółka Łukawicy - Pizun. Wioseczka lezy nad Tanwia wijacą się
tu meandrami ale ostro i ma kilka chałup. Niektóre drewniane, przewiezione
zostały z innego terenu i teraz modernizowane są na nowej lokalizacji.
Teren opisywany - wg mojego starszego , sympatycznego rozmówcy o oryginalnej
urodzie, który tam sie urodził i zył już przed wojną - oceniony został
podobno przez słynnego zielarza Klimuszke jako jeden z trzech w Polsce
najbardziej klimatycznie korzystnych dla człowieka (wymienił tu trójkąt
Suwałki-Augustów-Ełk, Pieniny- rejon 3 Koron i Roztocze Południowe - rejon
źródel Tanwi i największych wniesień w tej części Roztocza)
Otóż przed ostatnia wojną światową żyło w Pizunach 14 rodzin , w tym trzy
rodziny młynarzy (Żydów ). Jedenaście rodzin - to byli Polacy .Był tu
największy w regionie młyn wodny polozony nad specjalnie w tym celu
wybudowanym zalewem. Przyszła w 40 r. duza woda (ktos chyba zaniedbał i nie
spuścił wody z zalewu - nie dziwię się bo zaczęło się prześladowanie Żydów)
Wieś od 17.IX .39 r. stała się bowiem "graniczną" miedzy terenem
zagarniętym przez Rosję a terenem zawladniętym przez Niemcy hitlerowskie -
i.... wał został prezrwany a młyn zmieciony przez wielką wodę . Pozostały
ruiny młyna i wielka niecka po zalewie, na której dnie wije sie, szybko jak
wąź , rzeka Tanew.
W tym miejscu była informacja mojego rozmowcy , że Tanew ma swoje źródło
niedaleko w okolicach Brusna i jest to bardzo duże i silnie bijace źródlo,
podobno najwieksze w POlsce.
Wracając do Pizun. Historia rodzin żydowskich w czasie wojny byla podobna
jak wszędzie. Przyjechali Niemcy i zabrali ich wszystkich (?) na stracenie.
Wioska po wojnie brała tragiczny udział w wojnie domowej między UPA(?) a
formacjami polskimi.Może niedoklanie tak bylo ? Wioseczka zostala dokladnie
spalona a mieszkańcy uciekli w las. Wieś jest w lesie - 1,7 km od głównej
drogi Lukawica-Narol, w kierunku Narola jadąc na prawo. Te obecne domy
wybudowano już po wojnie i jeden drewniany - córki rozmówcy warszawianki -
jest teraz montowany.
Ale to nie wszystko. Bez niczyjej inspiracji (wiedziałem o tym wcześniej od
znanego - dziś też przemysłowca - właściciela odlewni i producenta kominków
Pana M. z Łukawicy, zresztą brata mojego przypadkowego, wczorajszego
rozmowcy) jechałem zobaczyć co nowego w Pizunach z obiektem zakonnic
Albertynek.
Budowany jest on nadal powoli ale z wielka starannością jako duża
wielofunkcyjna kaplica w kształcie Kościola . Teren jest ogrodzony wysokim
ceglanym ogrodzeniem. Kościół - jest w fazie stanu stanu zamknietego - ma w
swojej bryle mieszkania dla zakonnic (do 10-ciu ?). Jest to "b.ciekawa" i
funkcjonalna architektura. Ponadto jest tu duzy budynek garażowo(3) -
techniczny. O jakość robót dba zacny Pan M. z Lukawicy a forsa na budowę z
różnych zbiórek.
I na koniec najważniejsze. TO nadal z relacji mojego rozmówcy . Wszystko może
byc obalone przez znawców tematu, i nie będzę się wtedy spierał. Prosze
jedynie o ew. potwierdzenie czy obaleniemojej relacji.
Kościół-zakon powstaje w miejscu gospodarstwa z którego pochodziła
zakonnica, błogoslawiona potem, Siostra Maria Bernardyna Jabłońska która z
Bratem Albertem (stąd póżniejsza nazwa Zakonu i akcji humanitarnej "domy
Brata Alberta") pochodzącym z okolic Brusna zajmowala się najpierw w
regionie Roztocza dzialalnością opiekuńczo-charytatywną. Ostatecznie została
Generałem Zakonu w Krakowie?.
Dla upamietnienia tego faktu na węgle fundamentów domu rodzinnego Siostry
Jabłońkiej (przy budowanym kosciele) stoi krzyż a dalej na terenie wsi drugi
(ze zdjęciem Siostry Jabłońskie) opisujący Jej życie.
T y l e .
Tak mozna, jadąc sobie rekreacyjnie i majac naturę dociekliwego turysty,
odtwarzać sobie dawne dziej , znaleźć unikalne tematy i poznać
przedstawicieli odchodzacego pokolenia ktore swoim życiem pisało historię
Polski.
Nie jest to nowe podejście do uprawiania turystyki. Zdaje sobie sprawę, że
znacznie atrakcyjniej mozna zwiedzać i odkrywać uroki Roztocza w czasie
wędrowek pieszych czy rowerowych. W ubiegłym roku prawdziwy pokaz atrakcyjnej
(nawet dla na - bo opisanej) wędrowki rowerowej, przygód i spotkań z
napotkanymi ludźmi , opis obiektów i wydarzeń dał nam na tym forum USERS.
Ja , nie mam zdrowia i czasu na takie (Najlepsze przecież)
zwiedzanie Roztocza. Wielka to szkoda i strata, dla mnie.
pzdr mariusz