Gość: An-Nah
IP: *.chello.pl
25.02.02, 15:27
Oto fragment (wstęp) z mojego wypracowania sprzed
jakichś dwóch lat. Temat brzmiał: "Wcielasz się w swoją
ulubioną postać literacką, oto fragment z jej
pamiętnika." Ja sformułowanie "wcielasz się" pojęłam
dość dosłownie... Enjoy!
Pewnej nocy spałam bardzo źle. Zasypałam, potem
budziłam się i przewracałam z boku na bok, nie mogąc
znaleźć wygodnej pozycji. W dodatku zerwał się wiatr,
tak silny, że zaczęło mi się wydawać, że coś tam na
zewnątrz wali w moje okna, próbując dostać się do pokoju.
Naciągnęłam kołdrę pod szyję, i skulona pod jej ochroną
powtarzałam sobie, że to tylko wiatr, że żaden upiór,
żadna potępiona dusza nie uderza w okna próbując je
wyłamać. Jednak to "coś" na zewnątrz myślało inaczej,
gwizdało wiec i tłukło się o szyby. Pomimo tego hałasu
wyraźnie słyszałam przyśpieszone bicie mojego serca.
Nagle, w jakiś niewytłumaczalny sposób, klamka puściła
i okno otwarło się, strącając stojące na parapecie
doniczki.
Prawie z krzykiem wyskoczyłam z łóżka i nie zważając na
możliwe niebezpieczeństwo wyjrzałam przez okno. Nic tam
nie było, żadnej czarnej postaci o błyszczących spod
kaptura oczach. Tylko wiatr wpadał do pokoju i
rozwiewał moje włosy, świszczał mi w uszach. Powietrze
wydało mi się niezwykle czyste, gwiazdy - jaśniejsze.
Wiatr niósł z sobą zapach jesiennego lasu. Odetchnęłam
głęboko.
Spojrzałam w dół, na moje ręce. Zamiast na parapecie
opierały się na łęku siodła, pomiędzy palcami trzymałam
skórzane wodze, przede mną falowała biała grzywa
galopującego konia. I same dłonie były inne: większe,
mniej gładkie, ciemniejsze, starsze. Dłonie mężczyzny.
Miałam na sobie długą, szarą szatę, szaroniebieski
płaszcz, szerokoskrzydły kapelusz na głowie, miecz u
pasa. Przyglądałam się sobie z rosnącym zaskoczeniem i,
jednak, zachwytem. Wiedziałam, kim teraz jestem, bardzo
ceniłam tę osobę, znałam jej imię...