Dodaj do ulubionych

Prawdziwa nowa SF - jakieś propozycje?

IP: *.acn.waw.pl 19.08.04, 14:37
Chodzi o nowe rzeczy z gatunku SF. Nie fantasy - ma być bez żadnych
cudowności, elfów, a nawet bez telepatii w stylu Dicka. Coś porównywalnego z
Lemem - futurologiczne wizje oparte na przesłankach naukowych, a do tego
wartościowe literacko. Wychodzi w ogóle coś takiego?
Obserwuj wątek
    • Gość: balt Re: Prawdziwa nowa SF - jakieś propozycje? IP: 213.134.158.* 20.08.04, 13:47
      polecam Diaczenków (nie wiem,czy mozna tak napisać,jesli zrobilem bląd
      sorka).czytalem tylko bodajże "Dolina Sumienia'. świetna rzecz, przywróciła mi
      wiarę w literaturę SF.pozdr,
    • Gość: maksym_kammerer Re: Prawdziwa nowa SF - jakieś propozycje? IP: *.west.tarnow.pl 22.08.04, 22:10
      Polecam "Przestrzeń objawienia" Reynoldsa (jeśli skłaniasz się do space oper)
      lub "czarne oceany Dukaja (choć tu występuje element telepatii i tzw. memów)
    • Gość: Illain Re: Prawdziwa nowa SF - jakieś propozycje? IP: *.riz.pl / *.riz.pl 23.08.04, 11:24
      Zawsze zastanawia mnie pojecie "wartosciowe literacko".To znaczy jakie?
      Zaryzykuje, ze nasza definicja jest podobna i zasugeruje kilka rzeczy, ktore
      moim zdaniem warto przeczytac, choc sa zdecydowanie z literatury polpularnej.

      1. David Weber - cykl "Honor Harrington". Kosmiczna wojna, technika rzetelna
      naukowo i prawdopodobna, ciekawie przedstawiony rozwoj ludzkiej cywilizacji.
      Pewne niedociagniecia w taktyce okretow kosmicznych i w wykorzystaniu sprzetu
      nie przeszkadzaja w odbiorze, jednoczesnie mile jest przeniesienie w kosmos
      idealow honoru i poswiecenia dla ojczyzny, dbalosci dowodcow o podwladnych itp.
      Ogolnie - za duzo 1 i 2 wojny swiatowej (tej ziemskiej), ale bardzo przyjemne.

      2. John Ringo "Piesn przed Bitwa", "Pierwsze Uderzenie" - najblizsza
      przyszlosc, ale wzbogacona technicznie przez obce cywilizacje. Duze zwiazki z
      Weberem, ale znacznie lepsz taktyka i strategia. Klopot dla nie lubiacych
      wierszy Kipplinga - Ringo go uwielbia i widac to na kazdym kroku - pełno
      cytatow o odniesien, oczywiscie honor i poswiecenie. Ogolnie - literatura 100%
      rozrywkowa, ale wciaga.

      3. Sergiej Lukjanienko - w zasadzie wszystko (no jak ma nie byc telepatii to
      bez patroli, nocego i dziennego). Autor jest psychiatra(co powoduje ze postacie
      i ich motywacje sa wiarygodne, przynajmniej ja nie zauwazylem zadnych
      niedociagniec) i slowianinem (co z kolei powoduje, ze Polakowi latwo sie z
      bohaterem utozsamic lub go zrozumiec). Naprawde polecam.

      4. Inni rosysjcy autorzy - a imie ich legion. Wiekszosc jest zdecydowanie
      bardziej wartosciowa literacko niz wychodzace u nas prodkcje zachodnie (np.
      kolejne tomy Gwiezdnych Wojen)

      To tyle, choc oczywiscie to daleko nie wszystko - przyblizysz wymagania to moge
      sprobowac dalej.
    • braineater Re: Prawdziwa nowa SF - kilka propozycji 23.08.04, 18:14
      Ian Banks - wszystko
      Ben Bova - wszystko
      Benford Greg - If the stars are Gods
      Cj Cherrych - wszystko, tylko trzeba wziąśc pod uwagę że pani kompletnie nie
      potrafi pisać - ale pomysły ma przednie
      Carol Emshwiller - Childhood of Human Hero
      Greg Egan - Distress
      Jerry Oltion - Abandon in Place
      nina Osier - Matushka
      Sturgeon - Venus Plus X
      Robert Tine - Astronauts Wife
      Vinge Vernon - Across Realtime

      To tak tyle z w miarę nowych rzeczy pełnych zardzewiałych spaceshipów, teori
      naukowych i zapijaczonych astronautów...:)
      Pozdrowienia:)
      • Gość: sylwek Re: Prawdziwa nowa SF - kilka propozycji IP: *.acn.waw.pl 24.08.04, 16:46
        Nie twierdzę, że w SF jest mniej śmiecia niż w fantasy, które jest śmieciem
        prawie w całości (fanatycznych fantastów nie będę tu przepraszał - dużo gorsze
        rzeczy można od niektórych z nich usłyszeć o Tomaszu Mannie czy Prouście,
        których to pisarzy nie raczyli przeczytać i są z tego dumni;). W SF jest jednak
        Lem, kilka powieści Strugackich, Dick (większość tego, co napisał to kaszana,
        ale kilka dobrych rzeczy mu się trafiło).Pytałem o rzeczy, które zbliżałyby się
        choć trochę do tego poziomu. Z tego co się orientuję, ostatni przedmówca
        podsuwa mi papkę typu space opera mającą utwierdzić mnie w przekonaniu, że sf,
        podobnie jak fantasy jest gettem grafomanów i ludzi niepoważnych. W zasadzie
        potwierdza to moje obserwacje:)
        • braineater Re: Prawdziwa nowa SF - kilka propozycji 24.08.04, 18:39
          A tu pudło, mój dhrogi, bowiem starałem sie polecić rzeczy ciekawe, także z
          powodu dośc śmiałych wizji przyszłosci, o co bodaj w pierwszym poście prosiłeś,
          a ze są tam spaceshipy i astronauci dotknięci nałogami, to bynajmniej, jak dla
          mnie nie wada lecz, zaleta - naprawdę polecam zajrzeć do tych tekstów jesli
          szukasz czegos odświeżającego w SF i nie są to zareczam 'teksty ludzi
          niepoważnych' acz czasmi bywają humorystyczne - Banks w szcególności, co nie
          zmienia faktu, że jest jednym z najciekawszych współczenych autorów Sf...
          PS Manna lubię, co do Prousta zdania nie mam, bom utknął w połowie 3go tomu i
          stracił motywacje do mierzenia się z całościa
          Pozdrowienia:)
          • Gość: sylwek Re: Prawdziwa nowa SF - kilka propozycji IP: *.acn.waw.pl 24.08.04, 20:08
            Możesz wybrać ze swojej listy jedną, najciekawszą Twoim zdaniem rzecz? Jeśli mi
            wpadnie w ręce, to przeczytam:)
    • braineater Re: Prawdziwa nowa SF - jakieś propozycje? 24.08.04, 20:12
      sturgeon - Venus Plus X - jesli może byc po angielsku
      Banks - Wspomnij Phoebasa - jeśli musi byc po polsku
      Pozdrowienia:)
      • Gość: sylwek Re: Prawdziwa nowa SF - jakieś propozycje? IP: *.acn.waw.pl 24.08.04, 20:33
        OK:)
        • taki.jeden.tetrix Re: Prawdziwa nowa SF - jakieś propozycje? 25.08.04, 15:25
          Psiakostka, Braineater listę swą niemal z mózgu mi wyjął i uprzedził (mam
          alibi - tydzień w Pradze bez internetu :))) - respekt! Oltion to jeden z nowych
          zdolnych, osobiście uwielbiam też Davida Nordleya i Toma Purdoma (po tym, jak
          wrócił do pisania tak około 1998). Dla Banksa wielkie YEAH! - ale bezpieczniej
          jest trzymać się tego, co wydaje jako Iain M. Banks, czyli gatunkowej
          fantastyki, bo w mainstreamie obok fenomenalnych powieści typu "The Wasp
          Factory" czy "Walking on Glass" zdarzały mu się wtopy, jak "Canal Dreams" (a
          w "The Business" żenująca wpadka merytoryczna, kiedy powieściowy ekspert
          naukowy podaje wzór chemiczny ciężkiej wody jako H2O2).
          Do listy dorzuciłbym jeszcze np. "Ship of Fools" Richarda Paula Russo, całego
          niemal Kima Stanleya Robinsona ("Icehenge" jest takie sobie, a "Ucieczka z
          Katmandu" zatrąca jednak o mistycyzm), Paula J. MacAuleya, Geoffreya Landisa
          (facet należał do zespołu naukowców nadzorującego przebieg misji
          Pathfinder/Sojourner)... heh, skreślanie rzetelnej SF jest zdecydowanie
          przedwczesne, mimo nowelizacji Starcrafta i innych bitewniaków, co to je już
          ktoś tu wymieniał (acz w zupełnie innej intencji :))))))))

          Pozdrowienia

          tj
          • braineater K.S. Robinsonowi stanowcze 25.08.04, 19:03
            NIE:) acz wynika to tylko z przypadkowego rzutu monetą, który wskazał na CJ
            Cherrych - oboje piszą bardzo podobnie, do tego stopnia, że czytając ich teksty
            mam nieodparte wrażenie że zdawali te same egzeminy na tych samych kursach
            Creative Writting...:) - oboje mają mnóstwo doskonałych i dobrze podbudowanych
            naukowo ideii, ale oboje też piszą tak, że nic tylko siąść i płakać ze
            znurzenia - mędzą gorzej niż 99% polskich autorów SF...więc co za dużo, to nie
            zdrowo i uznałem że jeden przedstawiciel tej szkoły wystarczy w zupełności:)
            Pozdrowienia:)
            • taki.jeden.tetrix Ała, boli! 25.08.04, 20:15
              No, to mi akurat pieniążek (ten od rozstrzygania między KSRem a CJC) upadł na
              drugą stronę. Parę scen z "Ucieczki z Katmandu" po prostu czczę i wielbię. Tak
              samo, jak cały cykl marsjański - weź np. "Sax Moments" czy "Sexual Dymorphism"
              z "The Martians". Bardzo wysoko cenię też trylogię kalifornijską
              i "Antarktykę" - i podpisuję się wszystkiemi kończynami pod tym, co ktoś kiedyś
              powiedział, że nikt tak pięknie nie nudzi, jak KSR... (no, chyba, że chodzi o
              ten jego doktorat o PKDicku - miałem nieprzyjemność czytać, i chyba od tego
              zaczęło się moje uczulenie na prace doktorskie...)
              Natomiast CJC zacząłem i skończyłem na "Downbelow Station" - sorry, ale tego
              typu powieść powinna jednak bronić się fabułą, a tutaj nawet to nie wyszło. To
              już wolę się odmóżdżyć przy Bujold :)
              Aha - żeby nie zjeżdżać zanadto z tematu wątku - do listy zdolniachów
              dorzuciłbym Kena MacLeoda za dwie pierwsze powieści, "The Star Fraction" i "The
              Stone Canal" (bez ich znajomości nie ma właściwie sensu czytanie tomu
              trzeciego, który jako solówkę wydał nam Amberek - o, dzięki ci, wielgi
              Fonioku:)).
              Poza tym rzecz jasna Neal Stephenson (no chyba mam gwóźdź żelazny w głowie, że
              go wcześniej nie wymieniłem), Jack McDevitt, Bruce Sterling (ZEITGEIST!!!! i
              Distraction, a ja na klęczkach), Michael Swanwick (Stacje przypływu!!! i masa
              fenomenalnych opowiadań), Steven Utley, Marc Laidlaw, Howard Waldrop (mam chyba
              jakieś skrzywienie na Teksas), Joe Haldeman... Ho ho, widzę, że powstaje mi tu
              jedna z tych list, co to je łatwiej zacząć, niż skończyć.

              Pozdrawiam spod Robinsonowego sztandaru,

              tj
              • braineater Re: Ała, boli! 25.08.04, 21:20
                żem się poczuł, jak little pussy (mała cipa, znaczy sie:) pacząc z
                niedowierzaniem na twoją listę - dowalę jeszcze Resnicka za Kiryangę, bo rzecz
                imponujaca wielce, Katherine Rush, za poetyke co poniektórych tekstów i Steve
                Ericssona (nie tego od fantasy, tylko całkiem inkszego) za napisanie 2ch
                powieści, których się nie da zakwalifikować - Dni między stacjami i drugiego
                tytułu nie pamietam:). No i jeszce pani Murphy, za 'spadającą kobietę' i
                (wreszcie skleroza wyprowadza się z synaps:) Jonathan Lethem za całokształt, z
                Amnesią Moon na czele i Womack, wielki niedoceniony Womack i Chaotyczne Akty
                Bezsensownej Przemocy'
                Pozdrowienia:)
                no dobra, trylogia o producentach broni nie była aż tak nędzna i parę
                przyjemnych chwil zapewnia....:)
                • taki.jeden.tetrix Re: Ała, boli! 25.08.04, 22:54
                  E, policytujmy się :) (a z małocipnością toś z deka przesadził, kiciusiu :) -
                  ech, skromność jako nasza narodowa przywara :)) - Chaga! Chaga!! Chaga!!! i
                  Serca, dłonie, głosy Iana MacDonalda, do tego Geoff Ryman... Sturgeona może bym
                  skreślił z listy nowych eseferów, bo Venus + X ukazała się pierwszy raz jeszcze
                  zanim moi rodzice się pobrali :), sam miałem wtedy minus dwanaście
                  lat :)))))))))))))
                  Lethem za całokształt... całkiem słusznie, ale to wypacza ideę wątkotwórcy, bo
                  Amnesia Moon przez Mirka Jabłońskiego nikczemnie zamordowana (jak sobie
                  pomyślę, że ten facet napisał Ducha Czasu, to mi się wierzyć nie chce) jest
                  jedną z najbardziej ubikoidalnych powieści, jakie w życiu czytałem. Womack jest
                  OK, choć z takich apokalipto klimatów mimo wszystko preferuję pana Morgana
                  od "Modyfikowanego węgla", panią Lessing ("Pamiętnik przetrwania" w białej
                  serii... chyba się rozmarzyłem), i te de (w ogóle mam trochę problemów z lansem
                  we współczesnej fantastyce - dajesz radę czytać prozę Paula di Filippo? Albo
                  Chrisa Fowlera? A wszyscy na Zapadzie, kurna, pieją :))
                  A... chwila - o którą trylogię o producentach broni chodzi? Van Vogta? :)

                  Z serdecznym

                  tj
                  • braineater Re: Ała, boli! 26.08.04, 10:14
                    No 'Węgiel' tak, rzecz zacna i całkiem sprawnie napisana...Z Macdonaldem sobie
                    nie radziłem, jakoś mię tak przymęczył. Sturgeona skreślić nie dam a to ze
                    względu na specyfikę polskiego rynku, gdzie 90% tekstów Pohla, Bradbury'ego i
                    Knighta musi zostać uznane za nowośc:) Ryman jak najbardziej - szcególnie w
                    wersji hipertekstowej - bo 253 jednak coś traci w papier przemienione i tu mi
                    się jeszce nasunęło z tej działki - prace kolesia znanego jako Marc
                    America 'Gramatron' w szczególności dostępne tylko via net (linki kiedyś
                    podawałem na FK przy wątku o końcu powieści) - czysta piekna fantastyka (inner,
                    że sie określeniem paskudnym posłużę) plus niesamowity łeb do graficznego
                    opracowania swoich projektów...Lethema polskie tłumaczenia sobie darowałem bom
                    go sporo wcześniej wchłonął po oryginalnemu więc nie wiem co mu Jabłoński
                    zrobił - ale jak się szuka misiów do zdupczenia to nie ma czasu pożadnie
                    tłumaczyć,nie?
                    A z nowych zachodnich rzeczów to ostatnio znajomy mnie wkręcił w pana China
                    Melville i próbowwał mi wmówić wielkość Gaimana - obie próby zakończyły się
                    niestetyż fiaskiem - Gaiman zostaje tylko jako komiksiarz a Melville został
                    pokryty mrokiem zapomnienia:)
                    A z nieco innych bajek to jeszce nieźle sobie radzą dwie panie - Kathe Koja i
                    Elizabeth Hand - obie już z jakims dorobkiem i obie coraz lepsze (no i nie
                    napier...ją cyklów nieskończonych) A wracając do tematu wątku, tośmy oba
                    zapomnieli koledze polecić 'Wróbla' i jego kontynuację, Rusellowej a to źle bo
                    rzecz nader warta czytania i spełniająca wszystkie zapodane w 1szym poście
                    kryteria...
                    Pozdrowienia:)
                    Pozdrowienia:)
                    • taki.jeden.tetrix Re: Ała, boli! 26.08.04, 22:24
                      Z Mieville'em mam podobnie - jak ten głupi, zacząłem od "King Rat" (bo
                      chronologia, panie, to u historyka druga natura). Nigdy więcej powieści
                      pisanych przez 17-latków - cały urok pomysłu ginął w opisach transowych
                      imprezek. Skutek przewidywalny: "Perdido Street Station" leży od roku w kolejce
                      do przerobu, i jakoś się nie zanosi, żebym ją w końcu "zaliczył".

                      Co do dam - Koja jak najbardziej (a duety z Malzbergiem... mniam). Hand jak
                      najbardziej. Mary Doria Russell jest cały czas jeszcze przede mną, ale
                      chciałbym wspomnieć o Nancy Kress (za krótkie formy i - szczególnie - "Oaths
                      and Miracles", wykur...istą powieść o biotechnologii i popieprzonych związkach
                      międzyludzkich).

                      Macdonalda generalnie preferuję w oryginale - polski tłumacz "Serc, dłoni,
                      głosów" nie zauważył :), że to jedna wielka alegoria stosunków brytyjsko-
                      irlandzkich...

                      Cóż, do prozy hipertekstowej jakoś się nie przekonałem - wydawało mi się, że to
                      jeden z gadżetów, do których jakże często uciekają się "artyści" w obecnych
                      ciężkich czasach (choć zaangażowanie w ten fun Rymana, Coovera, itede mogłoby
                      sugerować, że coś jest na rzeczy!).

                      O specyfice polskiego rynku się nie będę wypowiadał, bo nie będę sobie na
                      dobranoc psuł humoru. Za to w tej sytuacji do nowych fantastów dopisuję Chipa
                      Delany'ego :)

                      A dziś dostałem nowy numerek Fantasy and Science Fiction - i w domu święto, bo
                      jest opowiadanie Bradleya Dentona... (a w NF dla równowagi psychicznej
                      Pilipiuk. Ciekawe, czemu jednak wyżej cenię kunszt redaktorski Gordona Van
                      Geldera niż jego polskich kolegów po fachu. Naprawdę ciekawe. Albo dlaczego
                      wolę recenzje z filmów pióra Luciusa Sheparda niż Pawła Ziemkiewicza.)

                      O - a w Esensji dali pierwszy rozdział sequela do "Węgla". Poczekam jednak na
                      całość, jak już spadać, to z wysokiego konia :)

                      Pozdrowienia

                      tj

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka