Dodaj do ulubionych

Przemoc w SF - dlaczego?

02.12.04, 21:30
Po lekturze ostatniego numer SF naszła mnie refleksja na temat poziomu
przemocy w polskiej fantastyce naukowej. Czy zawuażyliście że ostatnio,
zwłaszcza na łamach "SF" autorzy z gigantycznym uwielbieniem zabijają, gwałcą
i torturują swoich bohaterów tudzież postronne osoby?

Powstaje pytanie jaki jest tego cel, lub jaka jest przyczyna.

Rozumiem że w polskiej SF dużo jest odwołań do średniowiecza (tradycje
sarmackie) tudzież wiele na temat religii. Ale skąd np. się wzięła inkwizycja,
która nigdy w polskiej tradycji na dobre nie zagościła? Czy chodzi tylko o
lejącą się krew, jak w tanich filmach?

Przecież autorzy ci mają zapewne marne pojęcie o ludzkich cierpieniach. Są
przecież młodzi i wojny nie pamiętają, a nie sądzę żeby odwiedzali ościenne
konflikty dla wrażeń. Czyżby nasza SF zaczynała ciążyć w strone
niby-terapeutycznej mocy japońskich opowieści?

Ciekawa jest duża skłonność autorów do gwałcenia bohaterek. Zwłaszcza że w
Polsce gwałt jest cały czas tematem tabu, jednocześnie nie ściganym ani
adekwatnie karanym przez sądy. Jednocześnie liczba gwałtów jest cały czas
bardzo wysoka, zwłaszcza w rodzinach. Czyżby autorzy mieli jakieś doświadczenia?

Osobiście posądzam autorów o gonienie za łatwą sensacją i pisanie o rzeczach o
których nie mają pojęcia. Najwyraźniej nie mogą zrozumieć że rzeczy przez nich
opisywane rzeczywiście dotykają wielu ludzi żyjących tuż obok.

A co wy sądzicie? Np. po lekturze Achai, która jest już ekstremalnym
przypadkiem opisywanej patologii.
Obserwuj wątek
    • Gość: byszbysz s/m:) IP: *.lublin.ws 03.12.04, 00:30
      heh
      Kiedyś byłem na spotkaniu autorskim z Ziemiańskim, jeszcze przed wydaniem
      pierwszego tomu "Achai". Autor opowiadał, że niejedna osoba przeczytawszy
      maszynopis miała mu powiedzieć, że to czysty sadyzm i masochizm jest.
      Ziemiański traktował to jako komplement:)
      pozdrawiam
      • kmklim Re: s/m:) 03.12.04, 08:47
        No to przynajmniej wiadomo co Ziemiański lubi :D

        Tyle że akurat w Achai przemoc której doznaje bohaterka jest absolutnie
        nierealistyczna. To masochizm i sadyzm na poziomie nastoletnich chłopców - wstyd
        znajomym powiedzieć że się tą książkę czytało. Chciałbym np. zobaczyć (a
        właściwie to nie) taką kobietę, która po latach spędzonych w kaminiołomie może
        uchodzić za luksusową prostytutkę!

        • Gość: byszbysz Re: s/m:) IP: *.lublin.ws 03.12.04, 09:31
          Bo to twarda (komiksowa) laska była - quod me nutrit, me destruit...:)))
    • Gość: Persephona Black Re: Przemoc w SF - dlaczego? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 03.12.04, 09:39
      Może dlatego, że większość autorów polskiej SF to panowie, delikatnie mówiąc
      nie dojrzali emocjonalnie i nie wyżyci. Zresztą im więcej osób bedzie poruszało
      temat kontrowersyjności książki tym więcej osób ja kupi i przeczyta. A wiadomo,
      że w Polsce najlepsza reklama to oskarzenia o przemoc i różne zboczenia
      (pamiętacie filmy "Skandalista Larry Flynt" czy "Ksiądz"?)
      • Gość: Tomasz Pacyński Re: Przemoc w SF - dlaczego? IP: *.ostroleka.sdi.tpnet.pl 03.12.04, 12:04
        Masz jakieś osobiste doświadczenia?:) Czy tylko tak na podstawie lektur?:)
        Bo jeśli tak, to może warto jakiś przykład?
        BTW jakoś nie pamiętam skandalu z powodu przemocy i różnych zboczeń, który dotyczyłby fantastyki. Więc z tą reklamą to się słabo sprawdza.
        • Gość: Persephona Black Re: Przemoc w SF - dlaczego? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 03.12.04, 22:04
          Hmm, jest tajemnicą poliszynela, że kilku polskich pisarzy SF z wyższej półki
          woli się OSTRO zabawiać na zapleczu niz uczestniczyć w spotkaniach z
          czytelnikami. Ciekawe spostrzeżenia miała też np. pani Brzezińska, ona mogłaby
          sporo opowiedzieć o niezwykle "dżentelmeńskich" zachowaniach panów pisarzy SF i
          Fantazy... Ale oczywiście zaraz usłyszę, że to "zła kobieta była". Jak dla
          takich sporo za dobra. A tak w ogóle to niestety najczęściej w polskiej sf i
          fantazy kobieta służy jako materac. A jak tylko się okazuje że ma trochę oleju
          w głowie i nie musi się wysługiwać innymi częściami ciała to zaraz ginie,
          przedtem mocno wykorzystana seksualnie najlepiej przez połowę męskich bohaterów
          książki, albo wychodzi za mąż i "tyle ją widzieli". A to dla zaznajomionych z
          psychoanaliza oznacza, że panowie mają duze kompleksy na punkcie swojej
          męskości lub w domku noszą żonkom kapciusie w zabkach:[ (pokazuje kły) :))
          (smiech)
    • Gość: Sineira Re: Przemoc w SF - dlaczego? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.04, 14:27
      Mój boshe... A jak Ty sobie wyobrażasz fantastykę bez przemocy? A raczej - bez
      konfliktu, który ową przemoc rodzi?
      Jeżeli się sięga po książki dla dorosłych, należy się liczyć z tym, że będą one
      zawierać sceny nie przeznaczone dla dzieci. Zresztą pod względem sadyzmu,
      masochizmu i innych takich "przypraw" fantastyka jest o wiele łagodniejsza od
      tzw. głównego nurtu.
      A "Achaja" faktycznie jest pod tym względem skrajnością i mocno ociera się o
      granice dobrego smaku. Że o autentyczności nie wspomnę.
      Ogólnie rzecz biorąc znęcanie się nad bohaterami ma za zadanie stworzenie
      emocjonalnego związku pomiędzy nimi a czytelnikiem. Masz im współczuć, masz ich
      polubić, masz rozumieć ich chęć zemsty - etc., etc.
      No i - dla mnie przynajmniej - wspomnienie przeciwności, jakim stawili czoła
      bohaterowie ulubionych książek, dodaje sił w realnym życiu. Czym bowiem
      jest "poważna rozmowa" z szefem wobec straszliwych tortur, jakim poddano tę czy
      inną bohaterkę? :)
      • kmklim Przemoc tworzy konflikt emocjolnalny? 04.12.04, 10:59
        Co do tego że przemoc tworzy konflikt tak potrzebyn fabule to zgoda. W końcu
        proza zazwyczaj mówi o różnego rodzaju nieszczęściach, niepowodzeniach i
        problemach - bez tego ani rusz. Tyle że nie trzeba gwałcić połowy bohaterek żeby
        osiągnąć taki konflikt! O ile dobrze pamiętam w Hamlecie nikogo nie zgwałcili, a
        jakoś uważają to za dobrą literaturę ;-)

        Przychylałbym się też do twierdzenia, że chyba nasi autorzy SF są
        zakompleksieni. Czyżby kobiety zbyt rządziły gatunkiem męskim na codzień i tylko
        w SF mogą panowie wziąć odwet?
        • Gość: Tomasz Pacyński Re: Przemoc tworzy konflikt emocjolnalny? IP: *.ostroleka.sdi.tpnet.pl 04.12.04, 12:19
          "Przychylałbym się też do twierdzenia, że chyba nasi autorzy SF są
          zakompleksieni. Czyżby kobiety zbyt rządziły gatunkiem męskim na codzień i tylko
          w SF mogą panowie wziąć odwet?"

          Dasz przykłady? Poza "Achają", która juź w tym wątku była przywoływana.
          Tylko może raczej z tekstów, a nie o tym co kto robi na zapleczu;)
          • kmklim Re: Przemoc tworzy konflikt emocjolnalny? 04.12.04, 14:13
            Wystarczy wziąć dowolny numer SF do ręki - zawsze jest przynajmniej jedno takie
            opowiadanie.
            • Gość: Tomasz Pacyński Re: Przemoc tworzy konflikt emocjolnalny? IP: *.ostroleka.sdi.tpnet.pl 04.12.04, 14:48
              No dobra, to które w ostatnim?
              • kmklim Re: Przemoc tworzy konflikt emocjolnalny? 04.12.04, 16:24
                Akurat ostatniego nie mam, ale mam październikowe:
                1. Inglot "Brzózka i bohaterowie" - takich bzdur na temat katów to dawno nie
                było. Niby to miało być śmieszne, ale po prostu nie jest. Kaci istnieli
                naprawdę, ludzie też cierpieli naprawdę i nic w tym śmiesznego nie ma. Taka
                farsa jest po prostu niesmaczna. Do tego pod względem twórczym akurat wogóle nie
                tworzy to tutaj konflitku. Równie dobrze mogłoby to być o kolejarzach.

                2. Mortka "Czas bohaterów" - tu akurat rzeczywiście scena gwałtu ma wywołać
                napięcie i dobrze to robi. Nie powiem że autor rzeruje na stereotypach, ale
                pomińmy ten fakt milczeniem. Za to wielokrotnie zgwałcona bohaterka pod koniec
                opowiadanie ucina sobie spokojnie pogawędkę, jakby banda niemców tylko ją nieco
                wkurzyła.

                3. Guzek "śmierć Króla Olch" - tutaj przemoc jest właściwie w tle i ma służyć
                okraszeniu opowiadania. Typowe już wtórne wykorzystanie popularności przemocy w SF.

                Dalej nie doczytałem na razie, choć może by się coś jeszcze znalazło ;-)
    • anahella Re: Przemoc w SF - dlaczego? 04.12.04, 13:45
      kmklim napisał:

      > Osobiście posądzam autorów o gonienie za łatwą sensacją

      Moze tak byc, ale nie sadze aby bylo to regula. Jak bohaterowie sa szczesliwi i
      nic im sie nie dzieje to jest nudno. Przemoc fizyczna i seksualna przeciez
      podnosi adrenaline.

      Ciekawa jestem czy wydawcy sugeruja zwiekszanie ilosci krwi, czy raczej
      wychodzi to z samych autorow? Jezeli sa jedni i drudzy na forum to chetnie
      poczytalabym ich wypowiedzi na ten temat.
      • mrb4 Re: Przemoc w SF - dlaczego? 05.12.04, 19:07
        Wychowałem się na "Panu Samochodziku" Zbigniewa Nienackiego i stąd wiem,
        że "podnieść adrenalinę" można w sposób bardziej intelektualny.

        Pozdrawiam
        • anahella Re: Przemoc w SF - dlaczego? 07.12.04, 08:33
          mrb4 napisał:

          > Wychowałem się na "Panu Samochodziku" Zbigniewa Nienackiego i stąd wiem,
          > że "podnieść adrenalinę" można w sposób bardziej intelektualny.

          Zgadzam sie, mozna. Tez sie chowalam na starej, dobrej literaturze
          mlodziezowej. Nad "Markiem Piegusem" obgryzlam sobie paznokcie az do samych
          lokci, po "Tajemnicy tajemnic" spac nie moglam. Ale nie kazdy to umie. Szeroko
          rozlana krew jest najprostszym sposobem wzburzenia emocji.
      • Gość: Persephone Black Re: Przemoc w SF - dlaczego? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.12.04, 19:35
        anahella napisała: Przemoc fizyczna i seksualna przeciez
        > podnosi adrenaline.
        No tak.... To może zaczniemy uniewinniac gwałcicieli, bo biedactwa inaczej nie
        umieją rozładować emocji... Wqu..aja mnie takie bzdurne uwagi!!!Akcja podnosi
        adrenalinę a nie gwałty, mordy i etc.

        • anahella Re: Przemoc w SF - dlaczego? 07.12.04, 08:30
          Gość portalu: Persephone Black napisał(a):

          > No tak.... To może zaczniemy uniewinniac gwałcicieli,
          > bo biedactwa inaczej nie
          > umieją rozładować emocji...

          To jest nadintepretacja moich slow. Nie ma zadnego zwiazku z moja uwaga z
          ocenianiem postaw gwalcicieli.

          > Wqu..aja mnie takie bzdurne uwagi!!!Akcja podnosi
          > adrenalinę a nie gwałty, mordy i etc.

          Ja podalam jeden sposob na podnoszenie adrenaliny, Ty inny.
          A co z wyrazami wulgarnymi? Apeluje o zachowanie poziomu dyskusji.
          • Gość: Persephone Black Re: Przemoc w SF - dlaczego? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.04, 17:02
            anahella napisała:
            A co z wyrazami wulgarnymi? Apeluje o zachowanie poziomu dyskusji

            Otóż moim skromnym zdaniem, merytoryczna zawartość twojego poprzedniego posta,
            była na takim "poziomie", że wyraz wulgarny, którego uzyłam, był absolutnie na
            miejscu (i na tym samym poziomie)
            • Gość: Persephona Black Re: Przemoc w SF - dlaczego? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.04, 17:08
              Oczywiście miałam na mysli wypowiedź z 04.12.2004 a nie z 07.12
              • Gość: Sineira Re: Przemoc w SF - dlaczego? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.12.04, 17:38
                Ależ koleżanko! Cały czas mówimy przecież o przemocy W LITERATURZE! Nikt tu nie
                twierdzi, że podnosi sobie w ten sposób poziom adrenaliny w realnym życiu!
                A co do przysłowiowej "krwi i flaków" polecam odświeżenie sobie "pieśni o
                Rolandzie". Scena z wypływającym mózgiem bynajmniej nie jest "słodka". Podobnie
                smakowite opisy bitew - i tu zauważ, jak często powtarza się epitet "piękny".
                Piękny cios, na przykład. Przemoc i wnętrzności są elementami pewnej estetyki.
                Sa też zarazem elementami rzeczywistości, czy tego chcemy, czy nie. Nie sposób
                potępiać autora, jeśli pokazuje rzezczy "brzydkie" w sposób uzasadniony.
                • Gość: Persephona Black Re: Przemoc w SF - dlaczego? IP: *.noname.net.icm.edu.pl 10.12.04, 10:17
                  Właśnie uzasadniony!!! A w większości współczesnych "dzieł" SF jest on
                  absolutnie nieuzasadniony! Był taki kierunek w literaturze który polegał na
                  opisywaniu w sposób brzydki otaczającego świata- nazywał sie TURPIZM.Jeśli
                  panowie pisarze chcą się wzorować to polecam Grochowiaka(mój
                  ulubiony "Menuet":"Podaj mi rączkę trumienko...") ale wątpie w ich chęci... to
                  raczej taka moda na dużą ilość ketchupu i brak zachamowań.
                  • Gość: Sineira Re: Przemoc w SF - dlaczego? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.12.04, 16:44
                    Szczerze mówiąc, prócz "Achai" i kilku głupawych opowiadań jakoś tej tendencji
                    nie zauważam. Być może jestem mniej wrażliwa. A może po prostu nie kupuję
                    kiepskich książek? No bo co - prócz "Achai" - masz konkretnie na myśli?
                    • Gość: Rafał Dębski Re: Przemoc w SF - dlaczego? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.12.04, 09:22
                      Własnie. Czy wrzucanie wszystkich do jednego worka na podstawie kilku tekstów
                      to nie przesada? Zresztą odbieranie agresji przez czytelnika to także
                      indywidualna sprawa. Jak skok na banji - co jednemu pasuje, drugiemu może wydać
                      się idiotycznym szaleństwem. Zastosowałbym raczej kategorię dobrego smaku,
                      chociaż to też zawodna technika.
                      Mnie samemu niedawno jeden z redaktorów zarzucił, że niektóre moje opowiadania
                      to krwawa jatka. A wydawało mi się, że nie mam tendencji do nadmiernego rozlewu
                      krwi... Z drugiej strony spotkałem się z zarzutem czytelnika, że jest tego u
                      mnie zbyt mało. De gustibus... itd.
                      No i na koniec - agresja jest wpisana w każdy gatunek literacki tak samo jak w
                      życie. Czy wiąże się to z wiadrami krwi, czy mniej inwazyjnymi rodzajami
                      zachowań gwałtownych. Czasem ta krew jest mniej straszna od potworności, które
                      ludzie potrafią sobie wykombinować w domowym zaciszu. C'est la vie...
                      • ronstein Re: Przemoc w SF - dlaczego? 15.12.04, 17:13
                        Przeczytałem opowiadanie Dudka z "SF" pt. "Opowieści planet pozastrefowych" i
                        powiem szczerze, że zwaliło mnie ono z nóg spokojem, wręcz dziecinną łatwością
                        z jaką autor uraczył nas zabiciem 200 tys. osób w imię... no własnie, czego?
                        absolutnie niczego, śmiem twierdzić!!! już bardziej rozumiem faszystowskich
                        oprawców z obozów koncentracyjnych, niż tych spokojnych, kulturalnych morderców
                        z pałacu (gdzie dzieci jeżdżą sobie na zabawkowych rowerkach a wietrzyk
                        przyjemnie wieje); skądinąd dobre, stylizowane na klasyczną SF opowiadanie
                        sprawiło, że zrobiło mi się niedobrze - od przemocy właśnie
                        i wcale nie ma tam zbyt wielu drastycznych opisów, ale za to jest jakaś okropna
                        amoralność, czy też raczej zupełny brak uczuć; dla mnie tak własnie wygląda
                        triumf zła: człowiek uśmiecha się do kogoś, a pomiędzy jednym uśmiechem, a
                        drugim naciska mały czerwony guzik i nawet nie mruga okiem, kiedy ten ktoś
                        pyta, co to za przycisk (tego nie ma w opowiadaniu, to tylko przykład)
                        przemoc i zło występują w życiu i muszą trafiać do opowiadań i powieści, ale
                        powinny zostać jakoś uzasadnione psychologicznie, jakoś skomentowane, jakoś -
                        do jasnej ciasnej - wmontowane w wykreowany świat na zasadach
                        prawdopodobieństwa, bo inaczej pachnie mi to zboczeniem, bezmyślnym
                        rozgniataniem na miazgę wszystkiego, co się rusza; jeśli autorowi chodziło o
                        taką, żywą reakcję czytelnika, to gratuluję mu efektu :)
                        mimo wszystko nadal twierdzę: NIE MOŻNA BYĆ MIŁYM FACETEM I ZABIĆ 200 TYSIĘCY
                        LUDZI Z ZIMNĄ KRWIĄ!!!
                        pozdr, Ron
                        • Gość: Sineira Re: Przemoc w SF - dlaczego? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.12.04, 17:38
                          Twoja reakcja to sukces Autora - wzburzyło Cię to opowiadanie, zaszokowało,
                          zmusiło do myślenia. I dobrze. Wstrząsnęła Tobą amoralność mieszkańców pałacu -
                          super. A nie spytasz, po co koloniści się wpychali tam, gdzie ich nie proszono
                          i dlaczego przekroczyli uprawnienia należne gościom? A gdyby przejęli planetę i
                          wytłukli jej dotychczasowych mieszkańców, to byłoby ok?
                          Każdy medal ma dwie strony...
                          A co do bycia "miłym" - najwięksi mordercy bywali własnie "miłymi facetami".
                          • anahella Re: Przemoc w SF - dlaczego? 15.12.04, 17:49
                            Gość portalu: Sineira napisał(a):

                            > A co do bycia "miłym" - najwięksi mordercy bywali własnie "miłymi facetami".

                            A Rudolf Hess takie piekne listy pisal z wiezienia... - dodam do Twojej
                            wypowiedzi.
                            • taki.jeden.tetrix "Opowieści..." Dudka 15.12.04, 22:12
                              Czytam sobie opinie na temat tego opowiadania, porównuję ze swoimi wrażeniami
                              (są już gdzie indziej na tym forum) i w głowę zachodzę, czemu tylko Rona i mnie
                              razi ten (że się powtórzę) "Uebermenschowski smrodek", którym cała ta fabułka
                              zalatuje. Jedni zabijają i są OK - a z pewnych wzmianek można by wnioskować, że
                              te 200 tysięcy do piachu to już kolejny wyczyn "milusińskich" z pałacu (były
                              przecież 4 statki z kolonistami); drudzy, ci zabijani, są totalnie niefajni, no,
                              może mają niezłe d..y do zaliczania.
                              Sineiro: ludobójstwo pozostaje ludobójstwem. Przy takich różnicach
                              technologicznych, jakie w alogicznej opowiastce Dudka dzielą psychopatów z
                              pałacu od ich ofiar z kolonii, wynik starcia może być tylko jeden. To już
                              konkwistadorzy w Ameryce mieli trudniej :D
                              A sukces autora nastąpi, kiedy uda mu się pokonać kłopoty z ortografią (ktoś tam
                              się "ksztusił", na przykład :).

                              Pozdrawiam

                              tj
                              • Gość: Sineira Re: "Opowieści..." Dudka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.12.04, 16:23
                                > ludobójstwo pozostaje ludobójstwem
                                A w którym momencie powiedziałam, że je pochwalam? Ja tylko zwracam uwagę na
                                fakt, że nie należy potępiać autora za to, że je opisał. To Czytelnik ma
                                oceniać postępowanie bohaterów, to Czytelnika rolą jest wartościowanie. Autor
                                stoi jedynie na pozycji kronikarza.
                                A co do ortografii - no cóż, każdemu się czasem zdarza popełniać błędy, a
                                znalezienie ich i poprawienie jest psim obowiązkiem faceta zajmującego się
                                korektą. Chyba, że wydawca na tym oszczędza. Tu powstaje pytanie, czy wolimy
                                znieść te kilka błędów za 7 zł, czy raczej chcemy zapłacić więcej...
                                • ronstein Re: "Opowieści..." Dudka 16.12.04, 16:51
                                  To, co piszesz, Sineiro, jest zasadniczo słuszne; autora rzeczywiście trudno
                                  potępiać za uczynki bohaterów i utożsamiać go z nimi, ale przecież...
                                  1) to w jego głowie rodzi się cała historia i coś tak archaicznego (szkolnego?)
                                  jak przesłanie utworu; dla mnie smrodek, o którym pisał TJT, jest również
                                  wyczuwalny, bo autor do końca stoi po stronie oprawców i ukazuje ich jako
                                  miłych, szlachetnych, wyższych cywilizacyjnie i (o zgrozo!) skrzywdzonych przez
                                  kolonistów
                                  2) utwór zapładnia w jakiś sposób wyobraźnię czytelników i kształtuje ich
                                  wartościowanie świata; mam wrażenie, że to opowiadanie zasugerowało Cię na
                                  tyle, że skłonna jesteś szukać usprawiedliwienia dla masowego ludobójstwa; nie
                                  jestem tym zachwycony, bo dla takich rzeczy nie ma usprawiedliwienia
                                  3) gdyby autor ukazał wielowiekową historię przesladowań jakiejś grupy ludzi
                                  przez inną, walkę na śmierć i życie o wolność, której ostatnią sceną jest
                                  wymordowanie całej kolonii oprawców, to może i ja poszukałbym takiego
                                  usprawiedliwienia; sytuacje wątpliwe moralnie są bardzo ciekawe i płodne
                                  dramaturgicznie; tu jednak nie ma takiej sytuacji - tu jest ohydna,
                                  bezsensowna, nieuzasadniona niczym zbrodnia, która doskonale pokazuje czym jest
                                  przemoc w literaturze (również "SF") - jest często najprostszym rozwiązaniem
                                  akcji, z którego korzysta się, gdy braknie innego pomysłu
                                  aż chyba zrymuję: deus ex machina to najtańsza popelina :)
                                  pozdrawiam Cię, Ron
                                  • anahella Re: "Opowieści..." Dudka 16.12.04, 17:26
                                    ronstein napisał:

                                    > 1) to w jego głowie rodzi się cała historia i coś tak archaicznego
                                    > (szkolnego?)
                                    > jak przesłanie utworu;

                                    Przeslanie utworu nie zawsze jest dla czytelnika jasne. Jedni poszli
                                    na "Pluton" O. Stone'a bo "tam fajne jatki byly" (o zgrozo, to jest cytat z
                                    pewnego karka) a inni z zupelnie innego powodu. Autor nie ponosi
                                    odpowiedzialnosci do konca za to jak jego utwor zostanie odebrany, bo nie ma na
                                    to wplywu. Nawet dobra ksiazka czy film ma odbiorcow na zupelnie innym poziomie
                                    percepcji i wrazliwosci.
                                    • taki.jeden.tetrix Re: "Opowieści..." Dudka 16.12.04, 18:05
                                      Teraz więc będzie do Anahelli:
                                      Autor MA wpływ, mniejszy czy większy - to już kwestia zręczności w posługiwaniu
                                      się słowem - na to, jak będzie odbierany. W przeciwnym wypadku pisałby tylko dla
                                      siebie tak naprawdę (diarysta, psiakrew :) ). Dudek strony konfliktu ustawił
                                      wyraźnie: podli koloniści do rozwałki kontra technorozwalatorzy z pałacu. Można
                                      by przyjąć, że rozmyślnie opisywał kolonistów z punktu widzenia Uebermenscha
                                      jako bydło, żeby uczynić JEGO jeszcze bardziej antypatycznym - ale niestety tego
                                      obronić się raczej nie da, chyba, że po prostu zabrakło mu w tym zadaniu
                                      konsekwencji, albo, niestety, umiejętności.
                                      A, i do Sineiry jeszcze słóweczko: jeśli autor wypuszcza - z edytora tekstu
                                      zapewne (nie wierzę, żeby pan Dudek tłukł zapamiętale w wiernego Łucznika czy
                                      innego Remingtona, albo nawet elektryczną Olivetti) - tekst z błędami
                                      ortograficznymi, licząc na korektę, to znaczy dla mnie jedno: NIE SZANUJE
                                      WŁASNEJ TWÓRCZOŚCI. A tym samym również jej odbiorców. Na co odpowiadam autorowi
                                      tą samą monetą.

                                      Pozdrowienia

                                      tj
                                      • Gość: byszbysz Re: "Opowieści..." Dudka IP: *.lublin.ws 16.12.04, 20:35
                                        Muszę przyznać, że opowiadanie Dudka rzeczywiście frapujące:)
                                        Kiedy skończyłem, najpierw pomyślałem, że ma smutne, posępne zakończenie, w
                                        którym wygrywają straszne sukinsyny. A potem przyszła refleksja, że chyba
                                        bardzo autor tych sukinsynów polubił. I w końcu sam już nie wiem...
                                        Tak, czy inaczej, pozdrawiam:)
                                      • anahella Re: "Opowieści..." Dudka 18.12.04, 14:26
                                        taki.jeden.tetrix napisał:

                                        > Teraz więc będzie do Anahelli:
                                        > Autor MA wpływ, mniejszy czy większy - to już kwestia zręczności
                                        > w posługiwaniu
                                        > się słowem - na to, jak będzie odbierany.

                                        Ok, masz czesciowo racje. Nawet w wiekszej czesci. Napisalam, "nie do konca".
                                        Nie dyskutuje o wymienionym utworze, bo go nie czytalam, wiec moja uwaga jest
                                        ogolna i nie odnosi sie zadnego konkretnego utworu.


                                        > licząc na korektę, to znaczy dla mnie jedno: NIE SZANUJE
                                        > WŁASNEJ TWÓRCZOŚCI. A tym samym również jej odbiorców. Na co odpowiadam
                                        > autorow i tą samą monetą.

                                        Pozwole sie wtracic: moim skromnym zdaniem obowiazkiem autora i wydawcy jest
                                        zadbanie o poprawna pisownie. Z doswiadczenia wiem, ze korektor zawsze puszcza
                                        jakis procent bledow. Wiec jezeli na 1800 znakow mamy 30 bledow, to do druku
                                        pojdzie wiecej. Autor - w dobie edytorow tekstu ze slownikami - powinien zadbac
                                        aby jego tekst trafil do wydawnictwa czysty. Jednak nic nie usprawiedliwia
                                        wydawcy, ktory oszczedza na korekcie. Jezeli cienko przedzie, to sam powinien
                                        usiasc i poprawic orty i literowki.

                                        Kiedys dostalam na gwiazdke ksiązkę, ktora bardzo chcialam miec. Rzucilam sie
                                        do czytania i po kilku stronach odrzucilo mnie: w pierwszym rozdziale roilo sie
                                        od bledow. Zacisnelam zeby i nanioslam na swoim egzemplarzu korekte, mimo ze
                                        nie jestem korektorka. W zlosliwym liscie dolaczylam spis znakow korektorskich,
                                        na wypadek gdyby wydawca sie nimi nie umial poslugiwac i napisalam, ze w zamian
                                        za wykonana prace, prosze o egzemplarz z naniesionymi poprawkami:>
                                        Wydawca sie nie odezwal, jednak po jakims czasie w ksiegarniach pojawil sie
                                        dodruk (ksiazka byla bestsellerem) juz bez bledow. Oczywiscie ksiazki, sobie
                                        nie kupilam.
                                  • Gość: Sineira Re: "Opowieści..." Dudka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.12.04, 21:14
                                    Uwielbiam, jak mi ktoś wmawia, że myślę to, czego wcale nie myślę. Skoro trzeba
                                    łopatologicznie, to proszę uprzejmie - nie powiedziałam, że usprawiedliwiam
                                    morderców. Powiedziałam, że można na tę historię spojrzeć inaczej. Tylko tyle.
                                    Nie uczyli Was w szkole trudnej sztuki interpretacji tekstu?
                                    Powiedziałam, że na każdą sprawę można spojrzeć w różnych stron. Że to
                                    opowiadanie w pierwszej chwili skłania czytelnika do spojrzenia z pozycji
                                    Ubermenscha, potem zaś przychodzi czas refleksji... Zagranie, polegające na
                                    sprawieniu, że czytelnik utożsamia się z bohaterem, a potem nagle ze wstydem
                                    konstatuje, że utożsamił się z kanalią, zawsze uważałam za bardzo dobry zabieg.
                                    Dobry, bo zmusza do myślenia. Czytaliscie "Rozmowy z katem"? I co? W gruncie
                                    rzeczy zwykły facet, prawda?
                                    Jesli ktoś i nadal będzie wmawiał, że usprawiedliwiam morderców, to szlag mnie
                                    chyba trafi. Proszę czytać ZE ZROZUMIENIEM.
                                    • taki.jeden.tetrix Re: "Opowieści..." Dudka 17.12.04, 07:40
                                      Uwielbiam, jak ktoś mi wmawia, że piszę, czego nie piszę :D
                                      Moczarski NIE tworzył fikcji literackiej, a jako pisarz znajduje się X klas nad
                                      Dudkiem, i może dlatego udało mu się osiągnąć to, przy czym autor "Opowieści"
                                      moim zdaniem poległ. Wybacz, jeśli tym razem to ja wpadam w łopatologizm.

                                      Swoją drogą, zdumiewające. Płaski tekst, szeleszczące papierem postaci i dialogi
                                      jak z "Na Wspólnej" (czytając pogaduchy młodzieży u Dudka miałem wrażenie, że w
                                      lekturach dobrnął tylko do "Piątki z ulicy Barskiej" :D - jak na opowiadanko z
                                      dość naturalistycznymi klimatami erotycznymi i ilością trupów przebijającą nawet
                                      Hot Shots Part Deux, zaskakująco malo tam k..wowania), a dyskusja, że heeeej!

                                      Pozdrowienia

                                      tj
                                      • Gość: WW Re: "Opowieści..." Dudka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.12.04, 09:52
                                        taki.jeden.tetrix napisał:
                                        > Swoją drogą, zdumiewające. Płaski tekst, szeleszczące papierem postaci i
                                        dialogi jak z "Na Wspólnej" (czytając pogaduchy młodzieży u Dudka miałem
                                        wrażenie, że w lekturach dobrnął tylko do "Piątki z ulicy Barskiej" :D - jak na
                                        opowiadanko z
                                        > dość naturalistycznymi klimatami erotycznymi i ilością trupów przebijającą
                                        nawet Hot Shots Part Deux, zaskakująco malo tam k..wowania), a dyskusja, że
                                        heeeej!>

                                        No i po raz kolejny zgadzam, się z tj.
                                        Ciekawe, kto za tym stoi? ;).
                                        • taki.jeden.tetrix Re: "Opowieści..." Dudka 17.12.04, 10:14
                                          Gość portalu: WW napisał(a):

                                          > taki.jeden.tetrix napisał:
                                          [ciach!]
                                          >
                                          > No i po raz kolejny zgadzam, się z tj.
                                          > Ciekawe, kto za tym stoi? ;).

                                          WIADOME SIŁY :D
                                          • Gość: Sineira Re: "Opowieści..." Dudka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.12.04, 15:54
                                            Odrywając się od Dudka i wracając do głównego tematu - w nowej NF jest wywiad z
                                            Sapkiem. Sapek mówi o przemocy w fantastyce i mówi z sensem. Poczytajcie.
                                            Jest tam też opowiadanie Orbitowskiego "Pan Śnieg i Pan Wiatr". Ciekawa jestem
                                            Waszego zdania na jego temat. Od razu mówię, że mi się nie podobało, ale mówię
                                            to straaasznie subiektywnie - mam alergię na historyjki o pijaczkach i dresach.
                                    • anahella Re: "Opowieści..." Dudka 18.12.04, 14:33
                                      Gość portalu: Sineira napisał(a):

                                      > Czytaliscie "Rozmowy z katem"? I co? W gruncie
                                      > rzeczy zwykły facet, prawda?

                                      Wiesz co? Dobrze ze przypomnialas ten tytul. Czytalam w liceum, na lekcji
                                      polskiego tez trwaly zaciete dystkusje na temat tej ksiazki, o wiele goretsze
                                      niz tutaj. Naszla mnie wlasnie refleksja: wiec moze chodzi nie o ocene
                                      bohatera, ale o zwykle sprowokowanie czytelnika do myslenia i o obudzenie jego
                                      emocji?

                                      Kurcze, musze przeczytac rzeczone Opowiesci Dudka, skoro rozgorzala taka
                                      dyskusja, moze warto?

                                      I jeszcze przy okazji: dziekuje Ci Sineira za budujacy wpis na moim blogu.
                      • kmklim Re: Przemoc w SF - dlaczego? 21.12.04, 08:40
                        Dzięki za wkład w ten wątek. Ciekawie jest przeczytać opinię autora.

                        Zgadzam się zresztą z Tobą, że wszystko jest dla ludzi. Nie posunąłbym się też
                        do potępienia autorów, którzy urządzają krwawe, bezsensowne jatki w swoich
                        opowiadaniach, czy powieściach. Jak już dałem temu wyraz, osobiście mnie to
                        irytuje, zwłaszcza w połączeniu z brakiem realizmu. Mam wrażenie że może to
                        wynikać, lub prowadzić do znieczulicy na przemoc. Wiele się o tym mówi
                        rozprawiając o wpływie filmu czy też gier komputerowych, a mnie zaintereswała
                        przemoc w SF.

                        Powiedziałbym tak: jeśli już chce się okrasić utwór dawką flaków, to trzeba to
                        zrobić po pierwsze z zachowaniem realiów (przede wszystkim chodzi mi o ukazanie
                        przemocy w negatywnym świetle, np. dbając o to aby zgwałcona właśnie kobieta nie
                        zachowywała się jak tylko po męczącej jeździe autobusem) a po drugie, używać
                        przemocy w jakimś konkretnym celu twórczym - nie jako efektów specjalnych.

                        Pozdrawiam
                        • Gość: burok Re: Przemoc w SF - dlaczego? IP: 217.153.78.* 30.12.04, 13:08
                          A ja lubie w literaturze krew, przemoc, szaleństwo, zwyrodnialstwo, całkowity
                          brak chamulców. Mam dosyć na codzień moralności, skromności, politycznej
                          poprawności. Gdy czytam książkę to chce właśnie uciec od codzienności, od
                          moralnych tabu i standartów społecznych i jeśli trzeba zanużyć się we flakach
                          żeby to osiągnąć to nie mam nic na przeciwko.
                          • spriggana Re: Przemoc w SF - dlaczego? 31.12.04, 13:57
                            Gość portalu: burok napisał(a):

                            > A ja lubie w literaturze krew, przemoc, szaleństwo, zwyrodnialstwo, całkowity
                            > brak chamulców.

                            Znaczy zwyrodnialny powinni być uprzejmi?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka