Gość: M.K.
IP: *.gdynia.cvx.ppp.tpnet.pl
18.05.02, 17:11
"Gwiezdne Wojny: Atak Klonów"
Recenzja: Mirosław Kosidowski
Dawno, dawno temu, w odległej galaktyce George Lucas stworzył wiekopomne
dzieło, które zawładnęło umysłami milionów. Osiągnął to (otoczony, zwłaszcza w
kolejnych epizodach, całą gamą fachowców) dzięki niesamowitemu zjednoczeniu
kilku sfer, bez których film "Gwiezdne Wojny" trudno sobie dziś wyobrazić, a
więc przede wszystkim rewelacyjnym po dziś dzień efektom specjalnym, wizyjnym
i - co podkreślam - dźwiękowym (po pierwsze), głębi poetyckiej wizji fabularnej
z wyraźnym podziałem na dobro i zło, osadzonej w przestrzeni kosmicznej, tak
frapującej od zarania dziejów umysł człowieka (po drugie), wspaniałej,
adekwatnej w stu procentach muzyce (John Wiliiams skomponował tę muzykę, tak
jakby siedział w umyśle Lucasa, kiedy ten tworzył poszczególne sceny), która
promuje film przez tyle lat będąc leitmotivem nuconym pod każdą długością i
szerokością geograficzną (po trzecie), i wreszcie specyficznemu poczuciu
humoru, objawiającemu się nie tylko bezpośrednio (sceny z C 3PO, dla niektórych
zresztą zbyt naiwne - poprawiono to dopiero, o paradoksie, w najnowszej części,
powstałej przecież w czasach, w których od widza nie wymaga się zbytnio
myślenia), ale i pośrednio, w takich scenach, jak np. rozmowy Lorda Vadera z
podwładnymi ("Zawiodłeś mnie, kapitanie Needa....", czy "Imperator nie będzie
tak pobłażliwy, jak ja..." - ach, ta, budująca nastrój grozy z przymrużeniem
oka, podległość w hierarchii Imperium...).
Którego z tych czterech głównych elementów zabrakło w "Ataku Klonów"? (nie
zgadzam się z jednym z recenzentów - dla mnie, jak też dla wielu fanów "Star
Wars" to znakomity tytuł). Są oszałamiające efekty specjalne, chyba najlepsze
jakie kiedykolwiek widziano w kinie, jest znowu rewelacyjna muzyka (Williams
stworzył wspaniały, rozpoznawalny od razu motyw przewodni, który umiejętnie
połączył z innymi, znanymi dotychczas sekwencjami - jest nawet fragment
z "Mrocznego Widma", aczkolwiek bardzo krótki, czym kompozytor sam wystawił
sobie notę za muzykę do Epizodu 1 - i nowymi frazami).
Humor nie pojawia się zbyt często, ale gdy już jest, możemy się uśmiechnąć
(wspomniane sceny z C 3PO, czy głos jednego z "indywiduów", zasiadającego przy
stole obrad ciemnej strony mocy, jako żywo przypominający tembr głosu Vadera -
w pewnym momencie głos zanika, a jego właściciel, w nieco podobnej do
vaderowej, tyle że jasnostalowej masce, musi podkręcić gałkę głośności, jakby
szukał w radioodbiorniku uciekającej stacji radiowej...:-) - kolejny dowód na
autodystans Lucasa do swojej pracy, tak potrzebny, gdy ma się do czynienia z -
nazwijmy rzecz po imieniu - najokazalszą bzdurą filmową wszechczasów).
To, czego nadal prawie nie ma, to magia tamtych lat. Próbowano ją wskrzesić na
różne sposoby: zmuszając Yodę do złowieszczych grymasów (efekt nawet niezły),
zatrudniając Christophera Lee ("Władca pierścieni") do roli sith-hrabiego Dooku
(w pewnym sensie to także się opłaciło), wreszcie, wyciągając na plan pierwszy
historię z Łowcą Nagród. W dalszym ciągu jednak mamy przewagę gadżetyzmu i
manieryzmu (widocznego m. in. w niepotrzebnych według mnie nawiązaniach,
świadomych, bądź mniej, do "Piątego Elementu", czy "Łowcy Androidów"
oraz "Gladiatora", o pakowaniu walizki przez Królową Amidalę nie wspominając -
czułem się jakbym był na planie "Garsoniery" albo "Przeminęło z wiatrem" -
brrr...) nad skywalkeryzmem i dopóki tak będzie, dopóty prawdziwy
fan "Gwiezdnych Wojen" będzie miał prawo czuć niedosyt.
Czy jest możliwe, aby w pełni powróciły dawne, dobre czasy? Mimo wszystko
sądzę, że tak. Zwiastunem tego jest zazębianie się powoli głównych wątków
(kanclerz Palpatine vel Imperator Palpatine, budowa Gwiazdy Śmierci i Star
Destroyerów, klony szturmowców, które podstępnie wykorzysta ciemna strona mocy
przemianowując część z nich w sługusy Imperium). Dużo do zrobienia ma też
odtwórca roli Anakina, Hayden Christensen, który jak na razie zagrał dość
bojaźliwie i mało wyraziście, żeby nie powiedzieć słabo. Na szczęście
scenariusz przewiduje dla niego wielkie zadania w Epizodzie 3 i jeśli tylko
Lucas poprowadzi go jeszcze bardziej mrocznie niż w "Ataku Klonów", jest
nadzieja na Wielki Finał. Niech więc nadal moc będzie z Wami...