Gość: nerwus
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
31.01.05, 13:54
W ostatnim numerze MF zawarto dwa ciekawe, lecz zupełnie wykluczające się -
jeśli chodzi o sądy, konkluzje - felietony. Z grubsza: Pilipiuk udowadnia, że
pisarz to rzemieślnik i dzięki katordze tworzyć może zacne dzieła, Sobota
obstaje za artyzmem i takim tam... Wiem, że z obu felietonów wynikają jeszcze
różne inne rzeczy, ale dla mnie to właśnie było najważniejsze. Oczywiście
Pilipiuk sam również nie wyklucza roli geniuszu, lecz... nie wnikajmy w
szczegóły. Od chwili, gdy przeczytałem rzeczone teksty, jasna się dla mnie
stała opozycja: Pilipiuk (produkcujniak - co nie znaczy, że autor zły) -
Sobota (twórca niezależny, mający gdzieś mody, gusta czytelnicze, walkę o
trony i zaszczyty). Komu przyznajecie rację? Kto jest Wam bliższy? Pilipiuk z
kilkudziesięcioma wydanymi książkami czy Sobota, który, jeśli się nie mylę (a
słowo honoru daję, że chciałbym!) nie wydał żadnej książki?
Aha, jeszcze jedno. Chodzi mi o opozycję postaw, poglądów, a nie o ocenę
wartości obu autorów.
Włączy się ktoś do dyskusji?