Dodaj do ulubionych

Planeta małp

07.07.02, 12:53
Wczoraj na Polsacie leciała wersja Schaffnera z 1968 roku. Film świetny...
[uwaga: mimo, że film stareńki, to jeżeli jeszcze ktoś nie oglądał to
ostrzegam, że znajdują się tutaj SPOILERY]

Wielokrotnie czytałem, że krytycy doszukują się tam przede wszystkim elementów
satyry na społeczeństwo amerykańskie i oczywiście zimnowojennych strachów. Z
obu elementów chyba niewiel pozostało w dzisiejszym odbiorze. Satyrę owszem
można dostrzec, ale IMHO jest to film zbyt poważny rzeby tak go odczytytwać. Ja
tak widzę raczej opowieść o człowieku wyalienowanym, którego świat obrócił się
o 180o. Owszem, Taylor grany przez Hestona, wiedział, że na zawsze odcina się
od znanego mu społeczeństwa, którego zresztą nienawidził, ale przeskakując dwa
millenia nie spodziewał się aż takich zmian. Z początku bohater traktuje to
chyba jako piramidalną pomyłkę, liczy na to, że kiedy odzyska głos, wszystko
się wyjaśni. Niestety dalej jest tylko gorzej, część małp trwa w ciemnocie
przesądów, nieliczne wiedzą o inteligencji Taylora, ale z innych powodów
również nie mają zamiaru mu pomagać. Kulminacją tego zagubienia jest proces i
scena kiedy Taylor spotyka swojego współpasażera, którego poddano lobotomii.
Elementy zimnowojenne są oczywiście ciągle widoczne (i przynajmniej na mnie
wciąż robią wrażenie - uwielbiam klimaty apokaliptyczne), ze sceną finałową na
czele: odkrycie Statui Wolności i bezsilny okrzyk wściekłości Taylora, bo
okazało się, że miał rację nie wierząc w ludzkość i uciekając przed nią w
kosmos.
Bardzo ciekawym elementem jest postawa głównego adwersarza kosmonauty, małpiego
ministra nauki i jednocześnie kapłana, który stara się zataić informacje o
inteligencji człowieka i stopuje rozwój nauki, bynajmniej nie z przekory i
głupoty (to właśnie ten element satyryczny), ale na koniec okazuje się, że chce
on chronić swój gatunek przed popełnieniem tych samych błędów. Wie, lub domyśla
się jaki los spotkał ludzkoś, że zagładę zgotowali sobie sami i dlatego
opdkreśla całkowitą odrębność rodu małpiego i chce aby szły one inną drogą.
A cóż pozostało Taylorowi? Ładna co prawda, ale jednak dzika i bynajmniej nie
inteligentna samica dzikiego zwierzęcia - człowieka.
Ten film ma wiele plusów. Sekwencje początkowe na statku, łącznie z
nowatorskimi zdjęciami wchodzenia w atmosferę i wodowania. Bardzo mi się
podobał motyw żeńskiej części załogi: na początku oglądamy śpiącą piękną
wypacykowaną laleczkę-sexbombkę i już się obawiamy, że to będzie to co znamy z
innych miernych produkcji - biedna kobita i jej bohater. Na szczęście już kilka
minut później widzimy w jakim stanie rozhermetyzowana komora hibernacyjna
pozostawiła piękną kobitę :-) Tą scenę psuje później piękna troglodytka -
stosunkowo czysta, wymalowana i z gładko ogolonymi nogami, ale cóż, ważne są
wrażenia estetyczne widza, a nie naturalizm...
Świetne są małpie maski, które zresztą dostały Oscara. Bardzo dobra jest gra
ukrytych pod nimi ludzi, zresztą świetny jest też Heston w roli cynicznego
Taylora.
W ogóle film ogląda się znakomicie, z napięciem, zupełnie nie odczuwa się, że
powstał prawie 35 lat temu. Nie rażą nawet takie rzeczy jak małpy mówiące
dwudziestowiecznym angielskim.
Jedena rzecz mi się tylko nie podobała: właściwie, to prawie od początku
wiadomo, że planeta na którj wylądowali kosmonauci to Ziemia, przez co pointa
traci trochę na wyrazie.
Zdecydowanie polecam każdemu, kto jeszcze nie widział. Ja zabieram się za
lekturę powieści Bouella.
A może ktoś oglądał nową wersję Burtona, bo ja jeszcze nie miałem okazji?
Obserwuj wątek
    • Gość: Abra Re: Planeta małp IP: *.bsk.vectranet.pl / 10.1.2.* 07.07.02, 15:27
      Film jest naprawdę dobry i nie przeszkadza nic fakt, że jest taki stary. Dzięki
      za streszczenie pierwszych scen - ani razu nie widziałam tego filmu od samego
      początku!! No ale dzięki temu, jak go oglądałam kiedyś tam po raz pierwszy,
      bez "podkładu" jakiejkolwiek wiedzy o filmie lub ksziążce, to faktycznie byłam
      zaskoczona tą Statuą Wolności na końcu! :)
    • kuba# Pierre Boulle "Planeta małp" 07.07.02, 21:09
      Dziś po obiedzie zrobiłem sobie dłuższą sjestę, w czasie której
      przeczytałem "Planetę małp" Pierre Boulle'a. Książka świetna, równie dobra jak
      film choć miejscami zupełnie różna. Film jest chyba dużo bardziej popularny i
      podejrzewam, że więcej osób zna dzieło Schaffnera, niż pierwowzór Boulle'a. Tym
      którzy nie czytali gorąco POLECAM i ostrzegam, że niżej znajdują się

      S P O I L E R Y !!!!!!!!!


      Właściwie zgodne z filmem są tylko ogólne założenia i niektóre postacie i
      początkowa część fabuły. Cała reszta, łącznie ze wstępem, zaskakującym
      zakończeniem i w ogóle wizją cywilizacji małp i losów bohatera jest zupełnie inna.
      Przyczyna lotu bohaterów jest zupełnie inna niż w filmie, dużo mniej
      prawdopodobna, ale charakterystyczna dla fantastyki lat 50. i 60. Dalej lądowanie
      i schwytanie przez małpy przebiega tak samo. Uwalnianie się z niewoli bohatera
      jest IMHO trochę lepiej rozwiązane niż w filmie, począwszy od tego, że język jest
      całkowicie inny i trzeba się go uczyć.
      Tu mała dygresja dotycząca bohatera: nie jest nim astronauta Taylor, tylko
      francuski dziennikarz (sic! mówiłem już że cały ten lot w kosmos jest trochę
      głupi) Ulisses - dużo bardziej ugładzony niż Heston (i o dziwo wydaje się
      inteligentniejszy od wyszkolonego astronauty) przez co, przynajmniej dla mnie,
      mniej sympatyczny.
      Cała cywilizacja małp stoi o wiele wyżej niż w filmie, gdzie wyglądało to na taki
      trochę udziwniony XIX wiek. W książce jest to odpowiednik wieku XX wraz ze
      wszelkimi tego atrybutami, typu samoloty.
      Największą różnicą, o której jeszcze wspomnę, jest to, że bohaterowie naprawdę
      trafiają na inna planetę, z której ostatecznie Ulisses powraca na Ziemię.
      Bardzo podobało mi się zaznaczenie "małpowatości" małp, czyli to, że pomimo
      cywilizacji typowo ludzkiej, wprowadziły one wiele udogodnień związanych z
      chwytnością kończych dolnych (na których zresztą noszą nie buty, lecz rękawice),
      np: do przemieszczania się przez ulicę, nie zebra, lecz rozpięta górą siatka; na
      giełdzie, do przemieszczania wśród tego całego chaosu, służą liny i trapezy.
      Wiąże się z tym zresztą pewien błąd. Skoro autor tak uprawdapadabnia sytuację, i
      pozostawia małpy przy czwororęczności, to czemu nie zauważa, że szympansy są dużo
      mniejsze od człowieka, więc Ulisses nijak nie mógłby tańczyć z szympansicą
      obejmując ją za kibić.
      Mimo, że początkowo wszystko idzie Ulissesowi gładko, nie ma tak wyrazistego
      (oprócz polowania) traktowania ludzi jak zwierzęta, to później zostaje to
      pokazane z całą siłą. Przy okazji wizyty bohatera w specjalnym ośrodku, autor
      serwuje nam opisy przeróżnych, okropnych eksperymentów dokonywanych przez
      szympansy na ludzkich mózgach. Strasznie brzmi refleksja bohatera, że na Ziemi
      dzieje się dokładnie to samo, tylko w drugą stronę...
      W książce dużo wyraźniej jest zaznaczony wątek Novy, która w filmie była tylko
      wątpliwym pocieszeniem dla Taylora. Tutaj, nie dość, że Ulisses ma z nią dziecko,
      to jeszcze Nova wyraźnie, choć powoli i stopniowo się "uczłowiecza".
      Trochę dziwna wydaje się ramowa struktura, para w statku kosmicznym znajduje
      pamiętnik będący właściwą historią. Właściwie od początku wiadomo, że są to
      małpy, mimo, że powiedziane jest wyraźnie dopiero w epilogu. Nie o to chodzi,
      cała ta otoczka związana jest z teorią małpowania. Otóż okazało się, że na
      Sororze (bo tak nazwywa się planeta małp) panowała kiedyś rasa ludzka, która
      jednak się nie zdezintegrowała, lecz została po prostu wyparta przez małpy, jak
      przez wyższy gatunek. Z tym, że małpy wcale nie są czymś lepszym, to ludzkość
      stała się zblazowana i niezdolna do inwencji, a małpy rozmnażały się na potęgę i
      za pomocą prostego "małpowania" zyskiwały coraz to nowe umiejętności i w końcu
      przejęły władzę, degradując człowieka do roli zwierzęcia. Teorię tę potwierdza
      fakt, że małpia cywilizacja praktycznie na krok nie ruszyła się z miejsca, w
      jakim przejęła ją od ludzi. W ogóle wydaje się, że w książce małpy są bardzo
      nisko cenione zarówno poprzez teorię "małpowania", jak i liczne komentarze
      bohatera. Zmienia to wszystko dopiero zakończenie. Po tym jak Ulisses uciekł z
      Sorory wraz z Novą i Syriuszem (ich dzieckiem) i wylądował na Ziemi po 1400
      latach (czasu ziemskiego), okazało się, że rozwój stanął w miejscu, a na lotnisku
      powracającego astronautę wita... goryl! To jeszcze nic, bo wszystko wskazuje na
      to, że na Ziemi wszystko przebiegło jak na Sororze: przejęcie władzy i zastój. I
      dopiero teraz z całą siłą uwidacznia się zamiar autora, uczynienia czytających
      wspomnienia astronauty szympansami - bo skoro szympansy swobodnie latają w
      kosmosie (dokładnie opisany stateczek wycieczkowy, o niebo lepszy niż ten, którym
      latał bohater), to jednak okazuje się, że małpy nie tylko "małpowały", ale
      okazały własną inwencję twórczą i zaszły wyżej od człowieka. I to jest dopiero
      straszne! Nie wiem czy to rozwiązanie nie jest lepsze i bardziej wstrząsające od
      tego z filmu...
      • Gość: bum Planeta małp Burtona IP: *.villa.org.pl / 192.168.0.* 08.07.02, 12:45
        Uwielbiam filmy Tima Burtona, toteż serce mi krwawi, ale muszę to powiedzieć:
        Nie oglądaj nowej wersji Planety Małp!!! Jest koszmarnie głupia i utandetniona
        do granic możliwości. Że świetnemu reżyserowi wyszedł kiks - to sie jeszcze w
        głowie mieści. Ale po co robić beznadziejny remake bardzo dobrego filmu? Nowa
        Planeta Małp to takie ucieleśnienie hollywoodzkiego banału, przewidywalna (i
        nie dlatego, że zna się starą wersję) fabuła, z której przezornie wykrojono
        wszelkie treści, a zostawiono uproszczony schemat akcji, przyprawia o irytację.
        Być może to się da oglądać bez znajomości oryginalnej wersji, ale jeśli choć
        raz widziało się klasyczną PM - rozczarowanie będzie ogromne.
        • vitold1 Re: Planeta małp Burtona 09.07.02, 11:28
          Pierwszy raz obejrzałem starą "Planetę..." nie licząc mglistych wspomnień z
          odległego dzieciństwa.... Wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Ktoś tu
          wspominał o zimnowojennych klimatach, owszem ale w stanach był ten film odbierany
          jako dyskusja na temat uprzedzeń rasowych i sytuacji ówczesnych Afroamerykanów.
          Dodatkowo porównałem sobie z nową ekranizacją (senariusz i gra niektórych
          amatorów nawet się nie umywają do pierwowzoru), tak skok możliwości technicznych
          jest ogromny. Małpy w filmie Burtona są chyba jednak ciekawsze i bardziej małpie
          (bieganie na czworaka, używanie dolnych kończyn, same obyczaje naczelnych),
          niestety efekty nie rekompensują miałkości historyjki i bladych bohaterów.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka