Gość: Olorin
IP: 212.160.211.*
07.11.03, 13:49
Wachowscy dość wysoko postawili poprzeczkę w pierwszej części Matrixa, której
nie dało się już przeskoczyć. Film sam w sobie, może nie fatalny i w kilku
miejscach zaskakuje pozytywnie, ale należący do grupy „kina komercyjnego”. Po
obejrzeniu całej trylogii mam wrażenie, że część pierwsza jest oderwana od
reszty i nie tworzy spójnej całości, pojawia się zbyt dużo niedomówień,
urwanych, nic nieznaczących wątków. Chwilami da się odczuć klimat starego
mrocznego Matrix’a, ale to już nie to, gdzieś nastąpił błąd w systemie ...
To tak jak z pociągiem - przy pierwszej części, Wachowscy rozpędzili
lokomotywę do zawrotnej szybkości. Jednak zużyli cały zapas węgla i w
następnych zostało im jedynie drewno z ławek i wagonów. Dorzucali do pieca to
co im wpadło w ręce. Są co prawda sceny, pozwalające poczuć klimat pierwszej
części – np. atak „mątw” na Zion, czy pojedynek Morpheusza, Trinity i
Seraphina z ochroną Francuza, ale jest tego za mało, aby stworzyło logiczną
całość trylogii. Po spadku poziomu drugiej części, spodziewałem się
przynajmniej zakończenia godnego pierwszej części. Niestety zapomniałem o
jednym fakcie – druga i trzecia część były kręcone jednocześnie i tu leży
sedno problemu. Ktoś powie, że Wachowscy taką mieli wizję – ich sprawa, jak
dla mnie zakończyli trylogię płytko i bez wyrazu. Takie jest moje odczucie –
i niektórzy pewnie powiedzą, że to moja sprawa ;-).
Osobiście proponuje jedno z dwóch alternatywnych zakończeń:
Pierwsza wizja, która nasunęła mi się po obejrzeniu drugiej części:
- Opiera się ona na koncepcji Matrix’a w Matrix’ie, a ściślej mówiąc macierzy
obudowanej drugą warstwą, mającą na celu zatrzymanie wewnątrz rzeczywistości
wirtualnej umysłów ludzi, wyzwalających się z pierwotnej powłoki. Koniec jest
następujący – maszyny atakują Zion, ostatni ludzki bastion nie poddaje się i
walczy wszystkimi siłami. W międzyczasie Neo dociera do miasta maszyn,
niszczy je (czy z własnym poświęceniem życia, czy nie, to już nie ma
znaczenia) ... HappyEnd – ludzie świętują ... Odjazd kamery, ciemny ekran z
którego wyłaniają się olbrzymie konstrukcje „wież energetycznych”, maszyny
dalej eksploatują swoje bateryjki, a nasi bohaterowie leżą w kokonach
uśmiechając się. Są zadowoleni z wygranej bitwy – tylko, że bitwa odbyła się
tylko w ich umysłach.
Zakończenie dobre do strawienia nawet dla przeciętnego amerykańskiego
zjadacza hamburgerów, a jednocześnie niektóre sprawy układają się w logiczną
całość. Wyjaśnia się sprawa zatrzymania maszyn przez Neo pod koniec drugiej
części i „dziwnego” postrzegania przez niego rzeczywistości już po
oślepieniu. A jednocześnie z drugiej strony ukazuje, nieświadome i powolne
łamanie przez niego praw „Matrixa zewnętrznego”. W tym wypadku nawet lepiej
byłoby pozostawić Neo żywego, dawałoby to większe możliwości dla wyobraźni
widzów po zakończeniu filmu (Ci którzy oglądali „13’te piętro”, powinni się
domyślić do czego zmierzam).
Drugie zakończenie (autorstwa Roberta Kowalskiego) na które trafiłem niedawno
w sieci, jest bardziej złożone, jednak o takie rozbudowanie wątku nie
podejrzewałbym braci Wachowskich ;-). Również opiera się na koncepcji
Matrix’a w Matrix’ie, ale ma inne zakończenie (pozwolę sobie przytoczyć je w
całości ponieważ jako jedyne ze wszystkich pomysłów krążących po sieci
wzbudziło moje zainteresowanie):
- Maszyny docierają do Zionu. Ludzie walczą. Neo dociera do miasta maszyn.
Robi "pstryk" czy cokolwiek, niech to będzie nawet walka ze Smithem, maszyny
przegrywają. Końcowa scena ukazuje Keanu Reavsa i Moss wstających od
komputerów w potężnym biurze badawczym NASA, idą sobie na kawę trzymając się
za rączki. Bo okazuje się że cały ten Matrix został stworzony po to aby
trzymać w ryzach sztuczną inteligencję. To że ludzie stworzą sztuczną
inteligencję jest oczywiste, to że błyskawicznie będzie ona doskonalsza od
człowieka też. To że będzie chciała wyrwać się spod władania ludzi –
również ...
Jak temu zaradzić? Matrix - sztuczny świat dla sztucznej inteligencji, jedyny
sposób.
Jednak stworzenie takiego świata i egzystowanie w niej sztucznej inteligencji
byłoby sztuką samą w sobie - bo jak wtedy ludzkość mogłaby skorzystać z pracy
sztucznej inteligencji? Ano w taki sposób że na ziemi wyczerpały się zasoby
energii. Zanieczyszczenie środowiska spowodowało niemożność korzystania z
energii słonecznej. Problem trudny do rozwiązania, w sam raz żeby sztuczna
inteligencja się tym zajęła. Rozwiązanie jakie znalazła było całkowicie nie
satysfakcjonujące dla ludzi. Przecież nie będą z siebie robić bateryjek.
Wprowadzili więc program do Matrixa, który nazwali Neo. Miał on zniweczyć
plany sztucznej inteligencji i zmusić ją do wymyślenia innego źródła energii.
Musiał jednak zrobić to w ten sposób aby sztuczna inteligencja nie
zorientowała się że coś jest nie tak, że jest w Matrixie. Pierwsza wersja Neo
nie dała rady, dlatego zrobiono restart całego środowiska. Sztuczna
inteligencja doszła ponownie do tego samego punktu, gdzie ludzie to
bateryjki. Znów wpuszczono Neo, zmodyfikowaną wersję. Ta też nie dała rady. I
tak do wersji bodajże 6 która mieliśmy okazję oglądać. Teraz kiedy maszyny
przegrały, muszą znaleźć nowe źródło energii. I właśnie o to ludziom
chodziło, żeby sztuczna inteligencja wymyśliła coś innego.
Pozdrawiam wszystkich, Olorin