Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2012 - 1 (vol. 18)

    • grek.grek Dexter, V/11 13.02.12, 11:40
      Śledząc V serię... ponoć VI w toku, a dwie następne w planach :] mocne postanowienia.

      Co w 11 odcinku, tuż przed finałem ?
      Dexter i Lumen planują porwanie i zgładzenie Jordana Chase'a, herszta szajki mordującej kobiety, szajki nieistniejącej, bo wszyscy pozostali jej członkowie zostali przez ww. parę wykoszeni. Został szef do załatwienia.

      Założony w domu Dextera podsłuch z kamerą, przez detektywa-eks-policjanta, który posługując się fałszywymi dokumentami pobrał je z magazyny policyjnego na nazwisko Quinna, niegdyś bardzo podejrzewającego Dextera o niecne uczynki - zostaje zdemaskowany przez samego Dextera, który przypadkiem wpada na oczko kamerki filmującej jego chałupę. A potem, zachowując wszelkie pozory, neutralizuje widok z kamery, jak również znajduje podsłuch w lampie. Na pluskwie są numery policyjne, a więc - ktoś z wydziału. Dexter jest bardzo zaniepokojony, bo to może oznaczac, ze policja jest na jego, i Lumen, tropi. Wybiega z domu, szuka jakiegoś charakterystycznego auta, w którym mógłby siedzieć ten, co ich śledzi, ale rezygnuje, "on może być wszędzie".

      Dexter sugeruje Lumen, ze skoro robi się naprawdę gorąco, bo wszak policja też chodzi za Chase'm i teraz może chodzić za nimi - że dziewczyna powinna wyjechać na jakiś czas, zanim się rzeczy nie wyjaśnią, a on sam załatwi sprawy. Na co ona zdecydowanie odmawia.

      Detektyw próbuje ciągle wkecić w sprawę Quinna, ale ten odmawia stanowczo, pałając uczuciem do siostry Dextera całkowicie utracił zainteresowanie samym Dexterem, a nawet czuje się z powodu dawnych podejrzeń bardzo winny.

      Mały syn Dextera siedzi u dziadków w Orlando, razem z opiekunką. Zbliżają się jego urodziny... Coś tam się musi z tą opiekunką wydarzyć, a może tylko gwoli formalności , żeby nie było, iż bohater kompletnie o synu zapomniał pojawia się ona, z małym, na ekranie, dzwoniąc do Dxtera z przypomnieniem o pow. uroczystości.

      A policja, Debra i Quinn prowadzący sprawę, coraz ostrzej zabierają się za Chase'a, który nie kryje już podenerwowania ich wizytami. "pan jest jedynym ogniwem łączącym wszystkie elementy tej sprawy [morderstw kobiet i znikania kolejnych członków szajki, których ślady DNA znajdowały się na ciałach ofiar]" - i nawet jeśli Chase'a śladów DNA nie znaleziono, więc nie ma na nic dowodów - Dxter już wie, a policja zaraz się pewnie dowie, ze to on był głównym macherem w całym "biznesie".

      Policja w domu Alexa [w poprzednim odcinku złapanego i zaszlachtowanego przez Lumen i Dxtera] znajduje odcisk buta. Buta Lumen. Coraz wyrazistszych barw nabiera wersja, wedle której jedna z ofiar szajki przeżyła i mści sie [12 troefów zbrodniarzy - włosów ofiar, ale 13 kaset dvd z zarejstrowanymi gwałtami i morderstwami]. I ktoś jej pomaga. Przyjaciel jakiś, albo mąz, w każdym razie - najpewniej facet. I policjancie, zwłaszcza siostra Dextera, uważają, ze to... para romantyczna, jak Romeo i Julia, jak Bonnie & Clyde. Dexter słucha tego w milczeniu, myśląc "Bonnie i Clyde ? skończyli martwi, rozstrzelani w samochodzie..." Ale słowa siostry, ze "ten kto pomaga tej dziewczynie musi być wspaniałym człowiekiem", że to historia romantyczna, bo "on tyle dla niej ryzykuje", sprawiają, że aż rośnie z dumy. Gdyby siostra wiedziała, ze to on... ciekawe, czy zmieniłaby zdanie ?

      W magazynie policyjnym Dexter sprawdza kto ostatnio brał sprzęy do inwigilacji. W bazie danych stoi, ze Quinn. Ofk, jw. sprzęt wziął detektyw "na nazwisko Quinna". Dexter dochodzi do wniosku, ze Quinn działa na własną rękę.

      Wraz z Lumen włamują się do Quinna domu. Znajdują zdjęcia - z przystani, kiedy wrzucali nocą ciało Cole'a do oceanu. Quinn dostał te zdjęcia od detektywa, ale zaczadzony uczuciem do Debry, kompletnie je zlekceważył, rzucił do szuflady ot tak. Teraz jednak Dexter z Lumen podejrzewają, że to on ma na nich haka.

      Żona zabitego już w pop. odcinku przez Dextera i Lumen - Alexa, zdradza policji, ze mąż [seperacja, świnia był] z Chasem znają się od bardzo dawna. Kolejny krok bliżej dla policajów.
      Chase tak naprawdę wyszedł z jakiejś dziury w górach, robotniczej osady, wychowywany w biedzie przez stukniętą matkę, zmienił nazwisko, a z czasem stał się celebrytą,szanowanym guru od samodoskonalenia.

      Quinn w pracy wyznaje miłość Debrze, siostrze Dextera, przeprasza ją za swoje eks-podejrzenia wobec jej brata. I chyba robi na niej wrażenie. I ona mówi później Dxterowi, ze jej na Quinnie zależy... ale mowi też bratu, ze Quinn go o coś podejrzewał, węszył i za to ona się na niego obraziła na pewien czas - Dexter ma problem : Quinn, wedle jego wiedzy, nadaje się do wyeliminowania, ale jak tu zabić kogoś na kim zalezy jego ukochanej sioostrze, która w poprzednich seriach straciła wtragicznych okolicznościach dwóch partnerów, i utrata trzeciego byłaby kolejną bombą ? Iście szekspirowski dylemat ;]

      Dexter zaczaja się na Quinna na ulicy, czeka na auto, które podjedzie pod jego dom, zeby wznowić obserwację. Dxter bezblędnie typuje właściowy pojazd. Próbuje wtargnąć na tzw pakę, ale zostaje unieszkodliwiony środkiem usypiającym. Przez tego detektywa, eks-gliniarza, bo to on na niego dybie cały czas.

      Do Lumen dzwoni tymczasem ta babka, która wiele lat temu przeżyła również gwałt i w ostatnim odcinku opowiedziała o tym Lumen, a potem okazało się, ze jest związana z
      Chasem, który ją odwiedził i nawet rzekł, ze "bez niej nie byłby tym kim jest". Babka się obawia o własne życie i prosi, ze oboje D & L, przyjechali do niej. Koniecznie. Lumen daje znać Dxterowi na kmórkę, ale ofk Dexter nie może odebrać, a sama jedzie do niej.

      W samochodzie skrępowany paskiem Dexter, po przebudzeniu, próbuje rozmawiać z detektywem, który go wiezie za miasto,na umówione spotkanie z Quinnem. Dexter słyszy ich rozmowę przez telefon i że Quinn próbuje detektywa zbyć, ale to detektyw jest stroną agresywną i wymaga wręcz od Quinna przyjazdu na miejsce.

      Detektyw przegląda komórkę Dextera, informuje go, ze ma wiadomośc od Lumen.

      A Lumen właśnie dociera do tej babki. Okazuje się, ze nie jest ona sama... jest u niej Chase i to na polecenie Chase'a do Lumen zadzwoniła zwabiając ją na miejsce.

      Chase właśnie szykuje się do wyjazdu do Europy, na tournee, a że nie ma nań dowodów, nic, policja może na długo, może nawet na zawsze - utracić go z oczu. Debra zdobywa jednak papier powołujący Chase'a na świadka koronnego, co ma mu uniemożliwić wyjazd.

      Jak Dexter ma się uwolnić i ruszyć na pomoc Lumen ? no jak to - jak ? z kopa w detektywa,a potem nożem go przez plecy :] Najstrarszy sposób świata. Atak przypuiszcza w momencie w którym docierają na miejsce spotkania z Quinnem. PO chwili pojawia się sam Quinn. Szoferka pusta. Quinn zagląda przez szybę, a Ddxter zaklina go w myślach, zeby nie zaglądał na pakę. I nie zagląda. Odjeżdza... z kilkoma kroplami krwi martwego detektywa, ktore przebiły się na zewnątrz i spadly Quinnowi na but.

      Dxter jest więc wolny i może ruszać na pomoc Lumen, która właśnie musi stawić czoło rozzłoszczonego Chase'owi. Dostaje w dziób, a ta druga, ta znajoma Chase'a - zostaje przez niego zabita, bo "to przez nią cała afera". Hmm, gdyby nie rozmawiała z Dxterem i Lumen... pewnie facio ma rację ;]

      W każdym razie, kiedy Dexter lokalizuje skąd dzwoniła Lumen i pojawia się w domu tej babki - znajduje ciało tejże i plamę krwi. Lumen i Chase'a nie ma. Dexter przeczuwa, ze to on porwał Lumen. Teraz musi go znaleźc i ją ocalić. Chase'a szuka też Debra, Quinn i cała policja, bo nie zjawia się na lotnisku, z którego miał lecieć do Europy...

      stay tuned. Za tydzień finał i ostateczne rozwiązania, raczej przewidywalne. Pytanie - co będzie z Lumen jest najciekawsze, bo detektyw już jest pozamiatany, a Quinn w oczach Dextera jest : a] ofiarą detektywa, b] kimś ważnym dla siostry,więc pewnie go oszczędzi. czy powtórzy się schemat i Dexter dopadnie gościa krok przed policją, czy może tym razem to policja wykona wyrok, a Dxter, z Lumen ?, im faceta wystawią ? może coś się zmieni w starym szablonie ;]





      • barbasia1 Re: Dexter, V/11 13.02.12, 21:54
        Wiesz, dziwię się trochę , że policjant Quinn nie przeszukał auta, że z nawyku zawodowego nie zajrzał choć na tę pakę , że w ogóle nie wydało mu się podejrzane, że auto jest, a po jego właścicielu, który, koniecznie chciał się z nim zobaczyć ani śladu. I jeszcze ta niedostrzeżona kropla krwi na bucie. Zdaje się na wiarę trzeba przyjąć niefasobliwe zachowanie policjanta Quinna, chyba że coś jeszcze je tłumaczy?

        Pytanie czy Quinn nie będzie czasem próbował węszyć, dowiedzieć się, co się stało z ex-policjantem?

        I znów kobieta Dexa w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Znów dramatyczna końcówka.

        Dzięki! :)))
        • grek.grek Re: Dexter, V/11 14.02.12, 13:33
          bardzo proszę, za tydzień finałowa rozgrywka :]

          no i masz rację.
          Scenarzyści bardzo się postarali aby uczucie do Debry kompletnie wyzuło Quinna z podejrzeń wobec Dextera. Quinn, w tym momencie, wstydzi się wyłącznie za swoje racjonalne wątpliwości i
          ciekawe pytania jakie sobie stawiał i na które odpowiedzi poszukiwał. Właściwie wyeliminowali go z gry całkowicie. Owszem, dzięki temu przez moment Dexter miał nielicho twardy orzech do zgryzienia: musiałby go załatwić i sprawić siostrze kolejny ból [byłby to jej trzeci facet, który ginie w tragiczny sposób], ale ratując jednocześnie własną skórę i oszczędzając jej jeszcze większej traumy, gdyby sam został zdemaskowany i debra dowiedziała się, ze jej ukochany brat to seryjny morderca i to od wielu sezonów :] ciekawa to by byłą rozgrywka, ale ucięli ją : Dexter dowiedział się, ze Quinn już go nie chce dopaść i że porzucił swoje wątpliwości, więc jest on bezpieczny, nie będzie musiał Dexter posuwać się do ostateczności ważąc na szali mniejszy ból. Szkoda, generalnie, to by był jakiś pomysł, IV sezon się kończyl sensacyjnie i kontrowersyjnie.

          Popdejrzewam, ze Lumen zostanie zabita, zginie w trakcie ostatniej potyczki z Chasem. tak sądze. Nie czytam przezornie żadnych recenzji i opisów tej serii, więc na razie mam komfort zgadywania :] I skoro Lumen zostanie odstrzelona, to druga śmierć, nieobojętna Dexterowi [z powodu tego, ze Quinn dla Debry jest jednak kimś ważnym i istotnym] to by było za dużo. Dlatego Quinn został, wg mnie, uratowany.

          • barbasia1 Re: Dexter, V/11 14.02.12, 16:43
            Scenatrzyści za nic nie chcą, by tajemnica Dextera wyszła na jaw. ;)
            Wrzucają go w sytuacje ewidentnie narażajace na zdemaskowanie, a potem ratują mu skórę budzącą watpliwości niefasobliwością działań innych bohaterów.

            Masz rację, rozgrywka Quinna z Dexterem, pomiędzy, którymi stoi ukoachana siostra Dextera i jednocześnie ukochana kobieta Quinna mogłaby być pasonująca.

            Ciekawam bardzo jak się sprawy rozegrają w finale , co z Lumen, bo, że Dexowi nic się nie stanie to pewne .

            Wiesz, mnie sie wydaje, że Lumen też zostanie uratowana (stawiam 2 paczki orzeszków w czekoladzie). Nie zostanie zabita , z prostego powodu - powtórzyłby się dokładnie dramatyczny finał z poprzedniej serii, kiedy to została zamordowana żona Dexa, Rita? IMO Dexter wyrwie ją z rąk Chase'a i zostaną naturalnie razem, skoro się na razie tak dobrze się dogadują, znają na wylot, rozumieją, skoro mają tak udany sex !?I skoro Lumen poznala tajemnicę Dextera...

            :)
            • grek.grek Re: Dexter, V/11 16.02.12, 11:42
              O, zdecydowanie, to by serię zaszlachtowało nie gorzej niż sam Dexter szlachtuje kolejnych niegrzecznych jegomościów.

              hmm, może będzie jeszcze jakaś przewrotka ?.. wątpię, ale, wiesz jak jest - zdarzają się rózne wolty scenarzystów.

              właśnie, co z nią ? ja się nie odważę na żadne spekulacje nawet ;] Bo jeśli by przeżyła,to by musiała zostać z Dexterem i co dalej - duet zabójców ? serial musiałby zmienić tytuł na, hehe, Dexter & Lumen; wyjedzie ? taka miłośc i wyjeżdza ? umrze - znów ? w poprzedniej serii padła Rita w ostatniej scenie, a teraz Lumen ? VI seria miałaby sie zacząc jak deja vu V - od żałobnictwa Dextera i kolejnego wychodzenia z traumy ? to już było, i powtórka byłaby naiwna albo cyniczna :]

              • barbasia1 Re: Dexter, V/11 16.02.12, 15:01
                Duet zabójców?

                Ale Lumen jest "tylko" mścielką, ktorą kerują emocje wywoałane traumą. Ona chciała się "tylko" zemścić na swoich prywaczach, mordercach kobiet, na ile się orientuje,nie ma w niej potrzeby n i e u s t a n n e g o zabijania, nie siedzi w niej, jak w Dexterze, Mroczny Pasażer, który każe zabijać, nie sądzę więc, by mogłaby żyć tak jak Dexter, utworzyć z nim zabójczy duet, co wiecej myślę, że z czasem zacząłby jej przeszkadzać ten Mroczny Pasażer w Dexterze. I ta "różnica charakteru" doprowadziała by do tego, że zaczęliby się odsuwać od siebie, mieć watpliwości co do dalszejw spólnej przyszłości. To mógłby być intersujący wątek, imo, gdyby oczywiście Lumen została z Dexterem, a jeśli nie zginie to, tak prawdopodobnie będzie, powinno być po tym, jak między nimi zaiskrzyło.


                :)
                • grek.grek Re: Dexter, V/11 16.02.12, 15:38
                  wiesz, z uczucia do niego, i z powodu własnej przeszłości i empatii wobec ofiar przestępstw - rózne rzeczy mogłaby w sobie uruchomić ;]

                  to możliwe, o czym piszesz, mogliby sie od siebie oddalić... co z nią zrobią, zatem ? coraz bardziej jestem ciekaw :]
                  • barbasia1 Re: Dexter, V/11 16.02.12, 16:19
                    grek.grek napisał:

                    > wiesz, z uczucia do niego, i z powodu własnej przeszłości i empatii wobec ofiar
                    > przestępstw - rózne rzeczy mogłaby w sobie uruchomić ;]

                    Eeee, takie rzeczy dzieją się tylko w filmach i serialach. ;)
                    To nie takie proste uruchomić w sobie instynkt zabójcy, myślę.

                    Poza tym, wyobrażam sobie, że to jednak musi być mało komfortowa sytucja żyć, spać, kochać się, mieszkać, z kimś, kto odczuwa przymus zabijania i zabija dla samego zabijania, nawet jeśli ofiarami są, jak ów twierdzi, włącznie ludzie, którzy w pełni zasłużyli sobie na to, by ich zgładzić.

                    I czy w tyle głowy czaiła by się stale myśl wypełniona lękiem o to czy ona, jej dzieci nie staną się przypadkiem kiedyś ofiarami jego instynktu mordowania?

                    :)
                    • grek.grek Re: Dexter, V/11 16.02.12, 16:42
                      no właśnie, pacniesz sobie klapką taką natrętną muchę, a za chwile musisz uciekać przez nadwrażliwym partnerem/partnerką uzbrojonym w tasak ;]

                      to jest ciekawe, co napisałaś, bo faktycznie : po dokonaniu zemsty jej chęć szlachtowania przestępców może samoczynnie wygasnąć, może tej chęci jej nie wystarczyć na innych; nie znajdzie dostatecznie wiele motywacji i wewętrznej potrzeby by z misjonarki we własnej sprawie przejśc do hobbystki [nawet szlachetnie motywowanej] :]



                      • barbasia1 Re: Dexter, V/11 17.02.12, 19:08
                        :)))

                        Tak mi się wydaje, na podstawie tego, co do tej pory napisałeś. Ale kto wie, w gruncie rzeczy niewiele o niej wiadomo...
                        :)
    • pepsic Muzycznie i walentynkowo 13.02.12, 18:41
      Z dedykacją, aby jutro każdy z nas poczuć się mógł adresatem:
      www.youtube.com/watch?v=PssiJ9ywc0g&ob=av2e
      ♥♥♥
      • maniaczytania Re: Muzycznie i walentynkowo 13.02.12, 20:43
        Pepsic - dzieki :)
        I nawzajem oczywiscie - duzo milosci jutro i zawsze :)))
      • barbasia1 Re: Muzycznie i walentynkowo 13.02.12, 21:12
        Cudna piosenka, piękna dedykacja, Pepsic!!! Fajnie, że jesteś!!! :)

        Dla Ciebie, Mani, Greka, dla Wszytskich:

        www.youtube.com/watch?v=Zr_2GiIL-3k
        ♥♥♥
        • grek.grek Re: Muzycznie i walentynkowo 14.02.12, 14:56
          mogę się tylko poczuc uhonorowanym :]

          wzajemnie pozdrawiam Ciebie i Was z okazji okolicznościowej, i bez okazji - też.
          • barbasia1 Re: Muzycznie i walentynkowo 14.02.12, 14:59
            :)
            Pozdrawiam! :)
          • barbasia1 Re: Muzycznie i walentynkowo 14.02.12, 16:50
            Good day! Have fun!
            • grek.grek Re: Muzycznie i walentynkowo 15.02.12, 20:30
              dzięki, Barbasiu, dla Ciebie również... no, teraz już - wieczoru i... nocy udanej :]

              [miałem 15-godzinny blackout, zima zaatakowała - sieć/prąd padły... szkoda gadać, dzisiaj raczej nic nie napiszę... mam nadzieję, ze jutro się sytuacja ustabilizuje... a udało mi się ostatniej nocy obejrzeć naprawdę frapujący dokument, no i Californication, więc parę słów mam do napisania :) -
              zatem, stay tuned, have fun, ordnung must sein, life is so beautiful, no i jeszcze parę słów po hiszpańsku... Pozdrawiam, do - mam nadzieję - jutra, baw, oraz - bawcie się, dobrze i mnie życzcie tego samego, za co Tobie i Wam dziękuję]
              • barbasia1 Re: Muzycznie i walentynkowo 16.02.12, 14:23
                Aleś zabalował! ;) Aż takiego fun, to Ci nie życzyłam... ;)

                Zdarza się. Dobrze, że awarię w miarę szybko dało się usunąć.
                Prawdziwą zimę tej zimy mamy, po wiekich mrozach, wielkie śnieżyce
                i u nas nasypało.

                Pozdrawiam dziś.

                :)
                • grek.grek Re: Muzycznie i walentynkowo 16.02.12, 15:45
                  haha ;]

                  dziś już jest dobrze, ale wczoraj cały Dolny Śląsk dostał od zimy w nos i padł znokautowany... a ja sie tak śmiałem, kiedy pokazywali takie obrazki z Hiszpanii, Portugalii i Włoch i mówili jak tam śnieg paraliżuje ruch i życie - mam za swoje :].. 14 godzin bez prądu, uff :] bez sieci, drugie uff ;] w takich mometach dochodzi się do konkluzji, ze - owszem, można by żyć bez tego, ale początki by były całkiem niełatwe, hehe.

                  oczyma wyobraźni widziałem 3-4 dniowy blackout, ale skończyło się na 14 godzinach. swoją drogą, w ostatnim roku łącznie może przez 2 godziny byłem bez prądu. można by rzec, ze w jeden dzień 7-letnia norma została wykonana ;]

                  o, Barbasiu, mogę Ci życzyć tylko stałego dostępu do energii :] wszelakiej zresztą, hehe.
                  • barbasia1 Re: Muzycznie i walentynkowo 16.02.12, 16:00
                    dziś już jest dobrze, ale wczoraj cały Dolny Śląsk dostał od zimy w nos i padł
                    > znokautowany...

                    Na Górnym nieco lepiej, choć są też niedaleko miejsca pozbawione prądu, po tym jak zima zaatakowała.

                    a ja sie tak śmiałem, kiedy pokazywali takie obrazki z Hiszpani
                    > i, Portugalii i Włoch i mówili jak tam śnieg paraliżuje ruch i życie - mam za s
                    > woje :]...

                    Hahaha ;)))
                    No tak, nie śmiej się, dziadku ..., mówi mądrość ludowa.

                    14 godzin bez prądu, uff :] bez sieci, drugie uff ;] w takich mometac
                    > h dochodzi się do konkluzji, ze - owszem, można by żyć bez tego

                    Taaak? Naparwdę, Greku? Hmmm ...

                    > oczyma wyobraźni widziałem 3-4 dniowy blackout, ale skończyło się na 14 godzina
                    > ch. swoją drogą, w ostatnim roku łącznie może przez 2 godziny byłem bez prądu.
                    > można by rzec, ze w jeden dzień 7-letnia norma została wykonana ;]

                    :)
                    Góral z saaamiuśkiego Zaaakopanego, zapowiadał zimę do maja. ;)

                    Dzięki, Greku, Tobie tego samego życzę! Dobrej energii na dziś, w ogóle!
                    • grek.grek Re: Muzycznie i walentynkowo 16.02.12, 16:30
                      dobrze, ze to 16 lutego i perspektywa raczej przedwiosenna :] co by było, jakby to był np. 16 grudnia ? potencjalnie 2,5 miesiąca takiej pogody albo gorszej albo tylko nieco lepszej... a tak - jeszcze 2-3 tygodnie jakoś polecą i ku wiośnie powinno iść. Ile może padać śnieg, w końcu ? hehe.

                      haha, a tak, zapomniałem, no i sama widzisz jak zostało mi bezceremonialnie przypomniane, że na empatii lepiej się wychodzi ;]

                      nie, wiesz, gdyby KONIECZNIE było trzeba, np. padła cała sieć bez odwołania i trzeba by było jakoś się zorganizować bez internetu, mediów - jakoś by mozna, a może powinien użyć słowa : trzeba [by się przyzwyczaić]... ale nie z własnej i nieprzymuszonej woli, NO WAY :]

                      o krucafax, wiesz... górale rzadko bywaja poniżej dwóch promili, więc... sama rozumiesz, he he.

                      Dzięki, Barbasiu, raz jeszcze i ja Tobie życzę - niech moc będzie z Tobą. :]

                      • barbasia1 Re: Muzycznie i walentynkowo 17.02.12, 15:22
                        :)

                        "Najlepsza definicja człowieka: istota, która do wszystkiego się przyzwyczaja", napisał kiedyś Fiodor Dostojewski.

                        Masz rację Ty i Dostojewski ;). Człowiek, jeśli musi, przyzwyczaja się (i to zasakująco szybko) do wszystkiego, nawet do trudów i niewygód, byle tylko miał to, co najpotrzebniejsze do prze-życia.

                        Taki internet w sumie do życia nie jest konieczny, prawda?


                        Tak, tak, jest już bliżej wiosny niż dalej. Tego się trzymajmy!

                        A przepowiednie górali, he,he i tak nie zawsze sie sprawdzają.

                        > Dzięki, Barbasiu, raz jeszcze i ja Tobie życzę - niech moc będzie z Tobą. :]

                        I vice wersja, Greku! :)

                        :)

                        • grek.grek Re: Muzycznie i walentynkowo 18.02.12, 14:32
                          W jego powieściach dominowali raczej ludzie nie umiejący pewnych rzeczy zaakceptować :]

                          heh, na pewnym poziomie podstawowym - na pewno da się wyżyć i bez niego, hehe, ale... z drugiej strony, jak w tym dowcipie...

                          facet się dowiaduje od lekarza, że jak przestanie palić papierosy, popijać wódeczkę i uprawiać seks liczny, to będzie długo i zdrowo żył, na co odpowiada : tylko... co co, w takim razie, miałbym w ogóle dalej żyć ?

                          pewnie są i tacy, dla których życie bez używania nowoczesnych technologicznych wynalazków, by było mało pociągające.

                          no to - mocy, przybywaj [co to za bajka była ?] :]

                          • barbasia1 Re: Muzycznie i walentynkowo 18.02.12, 15:50
                            Człowiek to istota pełna sprzeczności. Czy ktoś to już wcześniej powiedział? ;)

                            Bardzo dobry dowcip, stale aktualny. :))

                            Nie wiem, jeszcze nigdy nie spotkałam człowieka, dla którego życie bez komputera, by było mało pociągające.

                            Może z tej samej bajki, co "Niech moc będzie z tobą"?

                            :)
                • grek.grek Re: Muzycznie i walentynkowo 16.02.12, 15:46
                  ach, i oczywiście pozdrawiam Cię z tudeja, jak również z [fatalnego pod względem łączności sieciowej] wczoraja :]
                  • barbasia1 Re: Muzycznie 16.02.12, 16:33
                    14 gdzin bez prądu - musiała być tam u Was potężna awaria.
                    Oby limit blackoutów został u Ciebie wyczerpany.

                    Blackout - Scorpions
                    www.youtube.com/watch?v=XtBXcCsfytA&feature=related
                    Pozdówka! :)
            • rosemadder Droga do przebaczenia 16.02.12, 13:29
              dziś oglądamy "Droga na przebaczenia w Kocham Kino
              już rezerwuję sobie wieczór i "programuję" dzieciaki aby grzecznie o 21 się pospały:)
              a jutro komentujemy!
              • grek.grek Re: Droga do przebaczenia 16.02.12, 13:38
                yup.

                w moim szmatławcu z programem, w przyszły czwartek jest "Mam na imię Justine" [obgadaliśmny już daaawno temu, pokazywali go w Jedynce], a nie "Million Dollar Baby" - czyżby zmiana nastąpiła ? mam nadzieję, że się "Dom zły" ostanie, hehe.
                • maniaczytania Re: Droga do przebaczenia 16.02.12, 20:17
                  grek.grek napisał:

                  > w moim szmatławcu z programem, w przyszły czwartek jest "Mam na imię Justine" [obgadaliśmny już daaawno temu, pokazywali go w Jedynce], a nie "Million Dollar Baby" - czyżby zmiana nastąpiła ? mam nadzieję, że się "Dom zły" ostanie, hehe.

                  Nie, nie, to ja cos ostatnio pokrecilam ;)
                  Film Eastwooda tez bedzie, tylko chyba w jakis inny dzien w innym cyklu, ktory tez akurat sprawdzalam :)
                  • rosemadder Re: Droga do przebaczenia 17.02.12, 08:45
                    i jak, podobał się?
                    mi tak,ciekawe studium psychologiczne, dobra i najciekawsza z całego fimu rola Marka Ruffalo,
                    ciekawa finałowa scena spotkania dwóch mężczyzn ukazująca że droga do przebaczenia jest długa i trudna ale możliwa


                    ☺☻☺
                    • pepsic Re: Droga do przebaczenia 17.02.12, 11:07
                      Niestety Rosemadder, film nie przypadł mi do gustu, wątła fabuła, niedostateczne emocje, nudnawo. Nie tego się spodziewałam. Owszem, doceniam rolę Marka Ruffalo i znaczący wątek wyrzutów sumienia sprawcy (bez czego kat. B zapewniona), doceniam urodę pań, ale to stanowczo za mało. Sam punkt wyjścia, zemsta za zabójstwo - nietrafiony i błędny. Jakie zabójstwo? Wypadek spowodowany dekoncentrację i nagłym wtargnięciem na drogę nie jest zabójstwem. Jeśli rozważać w kategoriach winy to tylko jako ucieczkę z miejsca wypadku. Wiem, szczegół, ale wychodzi, że twórca nie miał pojęcia, o czym rozprawia.

                      Ps. Jo Phoenix'owi siłownia się kłania (a ponoć wegan) i niech się więcej nie wygłupia z koszmarną brodą.
                      Ale i tak go lubię:)
                      ;)
                      • rosemadder Re: Droga do przebaczenia 17.02.12, 11:32
                        myślę że właśnie celem scenarzysty (konkretnie autora książki) było pokazanie iż chęć zemsty tak dalece opanowała emocje i zdominowała wszelkie działania ojca iż był nabrał pewności że było to zabójstwo, nie uznając zadnych okoliczności łagodzących
                        a emocje jak dla mnie cały film trzymał lekko w napięciu, ciągle dopatrywałam się szczegółu który sprawi że Phoenix wpadnie na ślad zabójcy, ale fakt że sposób w jaki do tego dotarł trochę naciągany i nie do końca wiarygodny (nie mieli łazienki na parterze?)
                        • pepsic Re: Droga do przebaczenia 17.02.12, 11:47
                          Mogło tak być, tylko że nie pokazano tego w przekonujący sposób zabójstwo uznając za pewnik.

                          O, o i jeszcze cudowne zbiegi okoliczności - wspólna nauczycielka i zlecenie prowadzenia sprawy.

                          Też to zauważyłam, nie prościej byłoby zapytać b. małżonkę lub syna sprawcy, jakim samochodem jeździ mąż, a nie myszkować po chałupie?
                    • grek.grek Droga do przebaczenia 17.02.12, 14:07
                      Dobry był.

                      Już pomysł był dobry - skrzyżowane ze sobą bardzo wiarygodne emocje obu ojców, nie mogących się pozbierać po tym wypadku, w którym ginie syn jednego z nich : i tego który stratę poniósł i tego, który ją spowodował i zacierał ślady z miłości do własnego syna, z którym nie chciał utracić kontaktu za pomocą pójścia do więzienia. Niby zwykła codzienność, w której narastają w nich zupełnie niecodzienna rozpacz i pragnienie sprawiedliwości - u obu jednocześnie, ale z róznych powodów zupełnie.

                      No i puenta - że życie z wyrzutami sumienia to gorsza kara niż śmierć albo[samo tylko] bycie za kratami; śmierć kończy sprawę, z mamra można wyjść, ale pozbyć się poczucia winy próbując jednocześnie normalnie żyć i spełniać się jakkolwiek - czasami nie sposób, kompletny paraliż. Zresztą, poczucie straty bez ukarania winowajcy - też zupełnie niszczy porządek świata wewnętrznego. Nie ma kary - nie ma przebaczenia, nie wystarczy skrucha, kara mustafa.

                      I chyba ojciec stratny uznał, że ten drugi jest już wystarczająco ukarany za to, co zrobił, skutkiem czego darując mu życie skazał go na dalszą szarpaniną, przestało zależeć na zabijaniu go czy przyzwalaniu na strzelenie samobója. W takie sytuacji - byłoby to wręcz pójscie mu na rękę, uwolnienie go od czegoś, co powinno go trapić i uwierać do końca życia, być może.

                      A może... moze dla tego targanego wyrzutami na sumieniu ojca ostatnia scena otwiera drogę do przebaczenia samemu sobie, skoro będzie dalej żył to z czasem się z tym upora, poczucie odpłaty własnym cierpieniem za swój czyn - w którymś momencie da mu wreszcie upragniony spokój ? ale by tego dokonać musi pozostać żywym. Więc - póki życia, póty nadziei :]

                      ten stratopowód w zasadzie gotów był się zastrzelić na znak stratnego - jakoś tak zapomniał o swoim uczuciu wobec własnego syna, nie sądzicie ? To powinna być, dla niego, motywacja żeby jednak próbować kluczyć, odwoływać się do miłosierdzia tego drugiego, do faktu, ze obaj mają dzieci i zabijając nic nie zyska - jego córka straci ojca, ktory dostanie dożywocie albo czapę, a i syn stratopowoda zostanie ukarany utratą starego, czyli oberwie za nie swoje grzechy. MYślałem, że dojdzie do rozmowy i się dogadają, odparują emocje, może nawet rąbną niedźwiedzia :] A tutaj - co za finał, ha.

                      • barbasia1 Re: Droga do przebaczenia 17.02.12, 19:20
                        Nie oglądałam "Drogi do przebaczenia", ale zainteresowaniem przeczytałam, wszystkie Wasze posty w tym podwątku.

                        Byłam wczoraj w kinie, "Różę" oglądałam, jutro Wam opowiem o wrażeniach ...

                        Powiem teraz tylko tyle, że i ja i wszyscy w kinie, jak jednen mąż siedzieliśmy nieruchomo w fotelach dłuższy czas jeszcze na napisach po zakończeniu filmu ...

                        Rzeczywiście pewnych scen z "Róży" lepiej nie przechowywać w pamięci ...


                        :)
                        • grek.grek Re: Droga do przebaczenia 18.02.12, 14:15
                          sehr gut informacje :]

                          cięzkie klimaty, jak rozumiem ? ale warto było.. ?
                          • maniaczytania Re: Droga do przebaczenia 18.02.12, 19:55
                            oj, ze wszech miar warto! Ale rzeczywiscie ciezkie klimaty, no i za drugim razem zaskoczenia nie bedzie w odpowiednich momentach ;)
                            • barbasia1 Re: Droga do przebaczenia 18.02.12, 20:02
                              Dokładnie tak, podpisuję się pod słowami Manii ... Też obejrzałaś Różę, Maniu?
                              • maniaczytania Re: Droga do przebaczenia 18.02.12, 20:48
                                Nie, "Rozy" jeszcze nie. I tak sobie mysle, ze poczekam na nia, az wyjdzie na dvd...
                                • maniaczytania Re: Droga do przebaczenia 18.02.12, 20:51
                                  i dopiero zauwazylam, ze nie w tym miejscu sie dopisalam ;)

                                  Dobrze chociaz, ze wyszlo, jakby pasowalo ;)))
                                  • barbasia1 Re: Droga do przebaczenia 19.02.12, 14:06
                                    Ha, ha! Wpasowałaś się, Maniu, perfekcyjnie ... Niesmowite.

                                    Ale ten reżyser tak ma. O "Domu złym" mówiłaś, tak?

                                    :)
                                    • maniaczytania Re: Droga do przebaczenia 19.02.12, 14:44
                                      barbasia1 napisała:

                                      > Ha, ha! Wpasowałaś się, Maniu, perfekcyjnie ... Niesmowite.
                                      >
                                      > Ale ten reżyser tak ma. O "Domu złym" mówiłaś, tak?
                                      >
                                      > :)

                                      Dokladnie tak :)
    • grek.grek "Tajemnice Picassa"/"Californication" 16.02.12, 14:07
      dokument & serial

      dokument to "Tajemnice Picassa" [TVP Kultura, z wtorku/środę] - absolutnie świetna sprawa. Reżyser Clouzot namówił swojego kumpla malarza Piccassa do takiego oto eksperymentu : malarz będzie malował na płótnie obraz, a reżyser to bedzie kręcił kamerę, tyle że jakby z drugiej strony - nie zza pleców, tylko z pozycji frontowej.

      Obrazy Picassa są z gruntu nieźle zamotane, a tutaj pokazane zostaje jak powstają od pkt A do punktu Z - np. rzuca na płótno kilka postaci, w swoim wygibaśnym stylu naszkicowanych, a potem to obrabia, poprawia, zamalowuje, zmienia koncept, dopieszcza, formuje, obrzuca tuszem itd. Do tego doprawiona jest muzyka dostosowana do używanych kolorów, tematyki czy ostrości kolejnych pociągnięć pędzlem - składa się to w film, którego akcja w 90 % toczy się na płótnie, reżyserem i scenarzystą jest malarz, a aktorami postaci, obrazki, symbole wyskakujące spod jego pędzla.

      pierwsze kilka minut może być nieciekawe, ale potem po prostu, ja przynajmniej wciągnąłem się całkowicie i po same pięty.

      Przetykane to jest, z rzadka, rozmowami obu panów - co, jak, którędy, Clouzot przeznacza na konkretny obraz np. 5 minut taśmy. i Picasso ma w 5 minut namalować, co do sekundy; jesli np. musi dorobić tuszów - taśma jest zatrzymywana na ten moment, liczy się tzw. czysty czas gry. Albo nagle zmienia się formuła : z malowania odręcznego na montażowie doklejanie kolejnych fragmentow obrazu - tak jak w tych filmach pokazujących jak rośnie kwiat, w ogromnym przyspieszeniu puszczana jest taśma, albo jej zgrabnie złączone elementy, i w minutę widzimy to co faktycznie dzieje się tygodniami. Tak samo tuta; w którymś momencie Picasso żartuje, ze "ludzie pomyślą, ze malowałem to 10 minut, a przecież trwało to... 5 godzin".

      znakomita sprawa, ale... co ja wam będę nawijał makaron na uszy, zobaczcie sami, jak to działa :
      www.youtube.com/watch?v=vSd8UvodiXk
      to tylko kawałeczek, film trwa 75 minut, naprawdę warto obejrzeć cały, bo każdy niemal malowany obraz ma interesująca niezwykle własną historię, ten fragment tylko pokazuje na czym zasadniczo rzecz polega. Serio, dopiero w takiej formule malarstwo naprawdę zdobywa
      seksowny rys swojej natury :] samo dzieło nie jest tak ciekawe, jak sposób jego powstania, możliwość obserwacji pracy malarza, realizacji koncepcji, jej zmian, można się przyjrzeć od kuchni całej zabawie.

      Kino plus muzyka plus sztuka = znakomite, pełne dzieło :] bez aktorów, bez wielkich dekoracji i studiów, bez tzw.rozmachu hollywoodzkiego. MOżna ? można :]

      Californication, to z kolei serial.
      Barbasiu, widziałaś ten 7 odc IV.s ? mnie zastrzelił Moody w stroju golifisty ["nienawidzę siebie i chcę umrzeć", mówi po ujrzeniu siebie w zółrtej koszulce polo, pociesznych porciętach i laczkach], jego gra w golfa, próba zrobienia z muldy na polu golfopwym przenośnej toalety... no ale czego się nie robi dla atrakcyjnej pani adwokat, hehe [tutaj akurat : była to partia golfa z jej szefem, starszym jegomościem, który najpierw podrywa ją, mrugając znacząco do Hanka, a potem... samego Hanka, klepiąc go czule po pośladkach]; żona łysego, są w sepracji chyba ?, ma romans z romantycznym producentem, który chce jej załatwić włąsny serial w tiwi "Tajemnice salonu depilacji" - słabo im idzie obrona tego projektu przed komisją decyzyjną, ale łysy bierze to na siebie i rzuca taką zajawkę, że im szczęki opadają i wizja nakręcenia i emisji serialu, zapewne ze scenariuszem na podstawie wspomnień żony łysego - właścicielki takowego salony depilacji, jak pamiętasz - zaczyna się urzeczywistniać/ Łysy się poświęcił - wie, ze zona ma romans, że się między nimi popaprało, ale... jak tu nie wspomóc kobiety w potrzebie ;]

      No i ostatnia scena - klub rockowy, Karen, śniady ojciec koleżanki Beccy z zespołu, i Hank. Siedzą i słuchają nastrojowej ballady granej przez ten zespół, co w nim Becca gra, i jednocześnie, pod stołem, śniady łapie Karen za lewą rekę, z Hank za prawę - nie ma to jak być rozchwytywana przez facetów, hehe, tyle że ona wygląda na mocno skonfundowaną całą sytuacją.

      No i adwokatka Hanka mówiąc mu "w ktoryms momencie będziesz musiał wybrac : albo będziessz ze mną na 100 % albo wcale, bo ja nie chce grać na pół gwizdka" - a fajna jest, bez słabych punktów, i Hank będzie się musiał zdecydować, ale... czy z góry nie jest wiadomo, jaką podejmie decyzję ? chociaż, hehe, to by było, jakby się z nią spiknął, a Karen to przeżyła, taka odwrotność z 1 serii, kiedy Karen jest przed ślubem z niejakim Billem, bogatym architektem. To by był może ciekawy punkt wyjścia do 5 serii ?

      O, btw, nie wiem, czy wiesz - dzisiaj startuje 3 sezon na TVN7 [23:15, bodajże]. Zdecydowali się. Szkoda, ze nie w głównym paśmie, ale tam latają takie hity jak "Wrony" czy "Miasteczko Smalville", więc za wysokie progi na Moody'ego nogi ;]

      • grek.grek Re: "Tajemnice Picassa"/"Californication" 16.02.12, 16:23
        teraz doczytalem - płótno na którym maluje Picasso jest przezroczyste, specjalnie dla potrzeb filmu powstało, dlatego filmowanie z przodu, bez pakowania mu się za plecy - jest możliwe.
        • barbasia1 Re: "Tajemnice Picassa"/"Californication" 16.02.12, 17:03
          Fantatsyczny pomysł.
          "Tajemnice Picassa" - coś pięknego, Greku!

          Obejrzałam właśnie, jak powstawał ten pierwszy obrazek Picassa! Wprost nie można od tego filmu wzroku oderwać!

          A propos, nie wiem czy wiecie, PWN wydaje właśnie specjalną kolekcję biografii znanych ludzi (co dwa tygodnie jeden tom się pojawia); można kupić w niektórych punktach sprzedaży prasy, kioskach (zdaje się nieco taniej niż w księganiach).
          Niedawno dostępna była wspólna biografia Fridy Kahlo i Diega Rivery i ją sobie kupiłam, Picassa, który będzie pod koniec lutego, albo na początku marca, też planuję kupić.

          :)
          • grek.grek Re: "Tajemnice Picassa"/"Californication" 17.02.12, 14:10
            mnie te 5 kwadransów zleciało błyskawicznie. sam pomysł rewelacyjny, plus ta muzyka w trakcie, dzięki której powstaje z całej historii film w filmie.

            dobry pomysł, nie ma to jak wydanie ksiązkowe.
            • barbasia1 Re: "Tajemnice Picassa"/"Californication" 17.02.12, 14:45
              Chętnie obejrzałabym całość. Może trafi się kiedyś powtórka.


              Tak wygląda ta biografia Picassa -

              ksiegarnia.pwn.pl/produkt/100381/wielkie-biografie-t-8-picasso.html
              Gdyby ktoś był zainteresowany powiem jeszcze, że kosztuje 24,99 zł.

              :)
              • grek.grek Re: "Tajemnice Picassa"/"Californication" 18.02.12, 14:36
                możliwe, ze sie uda, jak tak patrzę od paru miesięcy w grafik TVP Kultura, to niektore pozycje się przewijają po kilka razy, więc na pewno i to jeszcze powtórzą, a Ty może już wtedy będziesz dysponować los dekoderos i skonsumujesz film tenże zawżdy tegoż :]

                • barbasia1 Re: "Tajemnice Picassa"/"Californication" 18.02.12, 19:55
                  Naturalmente. :)
      • barbasia1 Re: "Tajemnice Picassa"/"Californication" 16.02.12, 17:27
        Dzięki Ci za Californication. 7 odcinka już nie zdążyłam zobaczyć, przez własne grzebalnictwo. Tak mi żal, że teraz już nie mam dostępu do kolejnych odcinków Cali. Naprawde lubię ten serial. Ale dobrze , że chociaż Ty znowu masz podgląd i możesz opowiedzieć, co się dzieje.

        Śniadego, hehe, pamiętam, gdzie mu tam, temu mydłkowi do naszego fantastycznego Hanka. Żadna z niego konkurencja. Ale scena w klubie rockowym śliczna, he,he. :)

        Hank zawsze miał dziwną awersję do strojów sportowych, w trzeciej serii naśmiewał się zawsze dziekana Koonsa, ilekroć widział go ubranego w strój sportowy, stosowny dodyscypliny jaką właśnie uprawiał (kolarstwo i inne).

        Nie, nie wiedziałam, że TNV 7 pokaże 3. serię Californication, może doczekamy się tam i kolejnych serii!? Byłoby świetnie.
        /W przyszłym tygodniu, mam nadzieję, będę już mieć dekoder! :)/
        • grek.grek Re: "Tajemnice Picassa"/"Californication" 17.02.12, 14:23
          brawo, Barbasiu, lepiej się z tym dekoderem uwinąć zawczasu.

          och, śniady pewnie odpadnie wkrótce, hehe, zresztą - niby pokazują jakieś scenki
          rodzajowe, ale kompletnie nie widać, zeby m/m nim, a Karen jakoś iskrzyło. Raczej
          Hank ciągle ma # 1 pozycję, tylko ona jest na niego oficjalnie obrażona, za to co
          wyszło na jaw z przeszłości. Stara śpiewka. A i tak nagle pobiegła do tej mecenas, zeby
          ją namawiać, co by nie rezygnowała z broniena Hanka... oburzona tym łapaniem za rękę
          też się nie wydawała... scenarzyści dzielą ich w sposób burzliwy i hardkorowy, a potem
          znów do siebie zbliżają za pomocą jakichś trywialnych chwytów, tak jakby wcześniej się
          nie pokłócili, a ona na niego nie obraziła "smiertelnie" :]

          Ale, wiesz, ja oglądam dla samej atmosfery, no i dla postaci, ich charakterystycznych zachowań. Na scenariusz, w zasadzie, patrzę przez palce, bo ilośc niekonsekwencji dawno osiągneła masę krytyczną i poza nią już nic nie dziwi więc mogą swobodnie mnie rolować ;]

          haha, właśnie, wczoraj obejrzałem 1 odcinek III serii w TVN7, Hank vs Koons runda 1, Koons lądujący w krzakach po tym, jak go Moody zaszarżował samochodem, hehe, dobra scena. Wiesz, przypomniałem sobie, ze przecież w tej III serii było kilka fajnych odcinkow, zwłaszcza te 3-4 ostatnie, może poza 11..., Moody i łysy - noc atrakcji, kradzież książek z księgarni, bijatyka w nocnym klubie, potem ta scena, kiedy się budzą rano w aucie przy plaży i łysy orientuje się, ze po pijanemu zreobił sobie tatuaż na zadku... Kathleen Turner molestuująca nieustannie łysego... No i Hank wszędzie i na każdym kroku,chociaż z ilością golizny przesadzili w tej serii, przestała ona już być atrakcją, a stała się mało interesującą rutyną, zwłaszcza że do głosu doszły kształty rodem z Playboya, które po prostu są tyleż perfekcyjne co nijakie i pozbawione osobowości erotycznej.

          No nic, moze gdzieś tam teraz ta III seria do mnie trafi :]

          O, fajnie by było, ale na III serię w TVN tak długo przyszło czekać, ze IV pewnie pokażą za parę lat, opatrując ją wywieszką "premiera", chociaż 90 % ludzkości zdązyło to zobaczyć na innych kanałach albo w sieci. No taki mają refleks :]



          • barbasia1 Re: "Tajemnice Picassa"/"Californication" 17.02.12, 19:03
            Ja bym się uwinęła szybciej, to pomocnik nawala, heh. ;))

            Podejrzewam, że Hank straciłby urok, gdyby wyrzekł się swej jedynej, wielkiej miłości i poprzestał tylko na skakaniu z kwiatka na kwiatek i byzkaniu.

            Mnie się bardzo podobała 3. seria, już to kiedyś mówiłam, raz, że od niej zaczęłam oglądać porządnie Californication, zachęcona i podkęcona, rozochocona itp. ;) Twoimi fantastycznymi streszczeniami poprzednich serii; dwa, że miałam trochę zabawy starając się opisać jak najbardziej obrazowo Tobie, czytającym nasz wątek, odcinki tej 3. serii (ponad połowę), która, jak jak się potem okazało, ku memu nieutulonemu do dziś żalowi, nie przypadła Ci w ogóle do gustu.

            Właśnie, może teraz, jak ponownie obejrzysz sobie tę 3. serię po przerwie, spodoba Ci się ona nieco bardziej!?

            > O, fajnie by było, ale na III serię w TVN tak długo przyszło czekać, ze IV pewn
            > ie pokażą za parę lat, opatrując ją wywieszką "premiera",

            Heh! ;)
            • grek.grek Re: "Tajemnice Picassa"/"Californication" 18.02.12, 14:45
              a to lebiega ;] ostrogę mu dać jakąs trzeba, hehe.

              a właśnie, o to chodzi, lubi kobiety i nie umie im odmawiać, a jednocześnie ma "kobietę swojego życia" i generalnie nie sposób dojśc dlaczego co i rusz ona się na niego obraża, dlaczego się między nimi psuje... ona nawet nie wygląda na taką, co by mu stawiała ultimatum. On jej zresztą nie zdradza, idzie z innymi tylko wtedy, kiedy akurat jest z nią w kolejnej separacji albo przez nią odrzucony :]

              Twoje streszczenie były orajt :] Na ekranie jednak mniej ciekawe, mimo glównych postaci - klimat pierwszych dwóch serii uleciał na przynajmniej połowę serii, bo częsciowo powraca w drugiej połowie, gdzie jest mniej ślepego i nieciekawego erotyzmu, na czym... cala reszta zyskuje. Ale, jak widzę, ten serial ma ambicję pokazywania róznych małych spoleczności, branż Los Angeles, a że akurat uniwersytecka tak jakoś mało atrakcyjnie wypada na ekranie... ;] Nic to, i tak zamierzam obejrzeć powtórkę tej serii, więc aż tak kiepsko nie mogło być, hehe. Są sceny, ktore na pewno czekają na odkrycie.





              • barbasia1 Re: "Tajemnice Picassa"/"Californication" 18.02.12, 19:41
                ;)

                >i generalnie nie sposób dojśc dlaczego co i rusz ona si
                > ę na niego obraża, dlaczego się między nimi psuje...

                Jak to dlaczego? Żeby miał sposobność bezkarnie poszaleć seksulanie z innymi kobietami od czasu do czasu, nie tracąc przy tym ukochanej kobiety, miłości swego życia.

                I tak żywot Hanka jest spełnieniem ukrytych pragnień pewnie niemal każdego żonkosia. ;))

                Mnie klimaty uniwersyteckie bardzo przypadły do gustu . I bardzo mi się podobał pomysł romansów Hanka z 3 przedstawicielkami różnych "stanów" uczelanianych, od studentki po żonę dziekana i wykładowczynię, inteligentnymi i ambitnymi kobietami w różnym wieku, o różnym doświadczeniu i różnych potrzebach.

                W takim razie przyjemnej powtórki z 3. serii Californication.
                • grek.grek Re: "Tajemnice Picassa"/"Californication" 19.02.12, 14:25
                  hehe ;] mnie się jednak wyświetla, ze on ją "zdradza" już po tym, jak ona nagle się na niego obraża, a obraża się na niego, wtedy kiedy wracają do siebie i ona odkrywa, ze on jej nie był wierny, kiedy byli w separacji. dziwna to okoliczność, ale powraca jak refren :]

                  och, dlaczego zaraz ukrytych... powiadają, ze tylko ciche skoki w bok pozwalają obu stronom wytrzymać ze sobą razem. no, pod warunkiem, ze chodzi tylko o seks, a nie o uczucia.

                  haha, no tak - i to one na nim ten romas niemal wymuszały, on tylko nie odmawiał, bo jest dobrze wychowany :] podoba mi się, ze facet nie wychodzi se skóry, te romanse i seks spadają mu po prostu jak dary losu, jak coś, co się przydarza. yes, i o to chodzi. seks z tzw. podrywu, zamierzony, wymodlony... to nieciekawy sport :]

                  dzięki, Barbasiu, też mam taką nadzieję. i to dają po dwa razy każdy odcinek [dzisiaj jest powtórka pierwszego], tak dla pewności, heh.
                  • barbasia1 Re: "Tajemnice Picassa"/"Californication" 19.02.12, 14:49
                    :)
                    Ale on jej wtedy zawsze przypomina, że przecież to nie była żadna zdrada, skoro wtedy kiedy ją zdradzał ze zobą chwilowo nie byli . :)

                    Jedni ograniczają się do fantazji i marzeń, inni, którzy mają mniej skrupółów? robią to w rzeczywistości, po cichu, ukradkiem. Różnie to bywa.
                    Kategoria pierwsza bardziej mi odpowiada.

                    Tak było. :)

                    A dziś ostani Dexter, życzę emocji podczas oglądania finałowej potyczki Dexa z Chasem, by była równie pasonująca jak wczorajsza nocna walka Kliczki z Chisorą. ;)

                    :)

                    • barbasia1 Re: "Tajemnice Picassa"/"Californication" 19.02.12, 14:58
                      Oczywiście czekam nie-cierpliwie / jutro wieczorem będę/ na streszczenie tego ostatniego odcinka "Dextera"!
                      :)
    • grek.grek powtórpiątek 17.02.12, 15:11
      rzućcie okiem :

      Ct2, 21:00 "Amadeusz" [klasa przez wielkie K, co tu w ogóle dodawać, mistrzostwo],
      Polsat, 22:15 Obcy III [imo, najsłabsza częśc cyklu, o ile w ogóle są tutaj słabe filmy],
      TVP1 23:55 "Fan" [Bobby sehr gut, tematyka sportowo-psychotyczna, film udany],
      TVN, 23:20 Gra [trochę mniej cięzki Fincher, z zagadkową intrygą, której rozwiązanie wydaje się
      rzeczą prostą dosyć i jakby rozsądną, narzucającą się, ale za cholerę nikt nie zaryzykuje choćby złotówki, bo ma z tyłu głowy nieznośną myśl, że może jednak jest inaczej i "ten drugi" wariant jest właściwy, świetny film do ostatniej sceny - błogosławieni, którzy jeszcze nie widzieli, albowiem przed wami/nimi 2 godziny z napprawdę dobrym kinem]

      "Troji" [TVN,20:00] nawet nie wspominam, chociaż chyba nie jest to najgorsze kino, nawet jak na superprodukcję.

      No i sami to zauważyliście : same dobre albo bardzo dobre filmy, a zarazem : same ente powtórki, które zdecydowanie za często się po telewizjach szwędają.

      • barbasia1 Re: powtórpiątek 17.02.12, 18:25
        To mamy dziś wolny wieczór od telewizji. ;)
    • maniaczytania ogolnie ;) 17.02.12, 22:27
      po pierwsze -czy ktos jeszcze oprocz mnie ogladal pierwszy odcinek nowego serialu, ktory zastapil House'a? Bo mnie sie spodobal, ogladac bede :)

      po drugie - "Drogi do przebaczenia" nie ogladalam, i na najblizsze dwa seanse tez pasuje, ale do "DOmu zlego" wprowadzenie chetnie zrobie i oczywiscie podyskutuje potem :)

      po trzecie - czas sie zebrac i pozastanawiac - bo to ostatni moment na typowanie! - Oskardy juz tuz tuz :)
      • pepsic Re: ogolnie ;) 18.02.12, 14:43
        Maniu, czekamy zatem na kilka słów tytułem zachęty, bo zdaje sie nikt oprócz ciebie pojęcia nie ma.
      • grek.grek Re: ogolnie ;) 18.02.12, 14:47
        ja nie, House miał u mnie fory :]

        trzymam za słowo.

        yes, ja czekam na całość Barbasi prezentacji muzycznych i w zasadzie zaraz po tym będę miał swoje typy [Globy rozdali, więc... hehe, sama rozumiesz; żartuję, będę obstawiał underdogów].
      • barbasia1 Re: ogolnie ;) 18.02.12, 20:00
        maniaczytania napisała:

        > po pierwsze -czy ktos jeszcze oprocz mnie ogladal pierwszy odcinek nowego seria
        > lu, ktory zastapil House'a? Bo mnie sie spodobal, ogladac bede :)

        Skoro tak, to lukniemy w następny czwartek, bo film ma zdaje się spory walor deukacyjny, uczy jak odczytywać mowę ciała, prawda?
        Mam ze dwie książeczki w domu ma temat mowy ciała, temat to dla mnie nie nowy, ale ale nie pogrdzę nowa wiedzą.

        > po trzecie - czas sie zebrac i pozastanawiac - bo to ostatni moment na typowanie! - Oskardy juz tuz tuz :)

        Właśnie. :)))))
    • pepsic C.R.A.Z.Y. - tvp kultura, z soboty na niedzielę 18.02.12, 14:38
      Hej Grek,
      Podrzucam propozycję na dziś wartą zwrócenia uwagi, o której nie raz przynudzałam. Zapewniam, będziesz zadowolony, godz. 23:20.
      A wcześniej, na tym samym kanale kilka minut po dwudziestej francuskie "Spotkanie" z Juliet Binoche (ktoś niedawno deklarował lubienie) i Jean Trintignant, wstępnie sie szykuję.
      :)
      • grek.grek Re: C.R.A.Z.Y. - tvp kultura, z soboty na niedzie 18.02.12, 14:50
        no to jestem w zupełnej du... zupie :]

        o 22:10 Czesi dają "Larry'ego Flinta", o 22:45 boksują o mistrzostwo świata, a tu jeszcze film 23:20... a ja nie mam możliwości nagrywania z cyfrówki, tylko z analogu. Coś za coś, zdecyduję w ostatniej chwili. Dzięki za propozycję, Maniu.
        • pepsic Re: C.R.A.Z.Y. - tvp kultura, z soboty na niedzie 18.02.12, 15:11
          Ależ proszę Cię, z tym że nie jestem Manią :))


          Ps. Za to masz szanse ujrzeć minę człowieka cierpiącego na dolegliwości gastryczne, znaczy naszego ulubieńca Nicolas Cage'a, na jedynce zaraz po dwudziestej w dziele pod nazwa "Next". Bo ja tym bardziej mam ochotę na francuskie kino, to nic, ze 26 letnie.
          • grek.grek Re: C.R.A.Z.Y. - tvp kultura, z soboty na niedzie 19.02.12, 14:15
            ...

            ....

            brak mi słów :] Nie mam pojęcia, jak to się mogło stać, Pepsic. Nigdy więcej, moment w czasie i przestrzeni, chwila otumanienia, ociemniałośc-gigant.

            więc, dzięki raz jeszcze. Nie udało mi się zobaczyć polecanych przez Ciebie tytułów, ale, wiesz... liczę na powtórki :] czekałem na Flynta tak długo, ze nie mogłem sobie darować. "Crazy" był, w momencie zakończenia "LF", gdzieś tuż po połowie, ale z zasady nie oglądam nowych filmów od połowy, wolę wcale nie zobaczyć :] Czekam zatem na powtórkę.

            haha, o yes, Nicolas - widziałem fragmencik, tak z ciekawości się wstrzeliłem.. miał nową fryzurę... do tej starej miny :]

            patrzyłem też chwilę na "Pojutrze" w Polsacie - najlepsze ofk efekty specjalne, tornada niszczące Los Angeles, fale zalewające Nowy Jork, po to kino podobno istnieje, żebyśmy se mogli takie cudeńka pooglądać... A potem - stara śpiewaka hamerykańska. Patriotyzm, uczucia rodzinno-ckliwe, heroizm w obliczu klęski ludzkości... ale najbardziej mnie zdumiało jedno : grupa ludzi siedzi w wielkim gmachu biblioteki nowojorskiej i zeby podtrzymać wysoką temperaturę we wnętrzu, bo na zewnatrz szaleje epoka lodowcowa - pali w piecu ksiązkami... jak mus, to mus, ale... wszędzie obok widać ściany obite boazerią, drewniane meble. Drewno pali się wolniej od książek :] a tutaj - bohaterowie decydują się hurtowo jarać ksiązkami, jednocześnie utyskując, że co to za apokalipsa, która pcha ludzkość do tak ostatecznych czynów jak wyzbywanie sie swojego dziedzictwa kulturalnego :] Błazenada.
        • barbasia1 Re: C.R.A.Z.Y. - tvp kultura, z soboty na niedzie 18.02.12, 17:57
          > o 22:10 Czesi dają "> o 22:10 Czesi dają "Larry'ego Flinta", o 22:45 boksują ",

          Czyli u Czechów Milosz Forman po raz trzeci w tym tygodniu!

          Swego czasu byłam w kinie na "Skandaliście Larrym Flincie"
          (w naszej telewizji dawno nie było tego filmu ).

          Wielkie kontrowersje wzbudził u nas plakat do "Skandalisty Larry'ego Flinta" -"Ukrzyżowany Woody", pamiętam, że niektórzy księża z powodu tego plakatu nawoływali do bojkotu filmu (zdaje się przez to moja b. fajna i mądra koleżanka nie wybrała się na ten film do kina!? :).

          Później dystrybutorom filmu postawiono zarzuty obrażenia uczuć religijnych chrześcijan, sparwa toczyła się się przez kilka lat, jaki miała ostatecznie finał, już nie pamiętam, ale tu możecie przeczytać więcej na ten temat:
          film.onet.pl/wiadomosci/proces-o-plakat-do-filmu-skandalista-larry-flynt,1,4032484,wiadomosc.html
          Jak na ironię afera z plakatem rozkręciła się wokół filmu, który jest wielkim manifestem na rzecz wolności wypowiedzi.

          :)

          :)
          • grek.grek "People vs Larry Flynt" 19.02.12, 14:07
            yes, # 3 :]

            obejrzałem drugi raz i.. perfekt - treść & jej wartość, precyzja i atrakcyjnośc scenariusza, serce & rozum, wizual, aranżacja scen, dekor, muzyka [ta pasyjna w scenie śmierci Althei], prowadzenie kamery, atmosfera "prawdy czasu" - tip top. A do tego, amerykański oryginalny tytuł podoba mi się znacznie bardziej niż polska wersja, bo oddaje istotę rzeczy - to film o człowieku, ktory poszedł na bitwę z zasadami i normami swojej epoki i wygrał ją, na sali sądowej, przypłacił to osobistymi klęskami [został postrzelony i sparaliżowany od pasa w dół przez jakiegoś oszołoma, który zapewne naćpał się dewocyjno-konserwowej propagandy medialnej, w której Flynt robił za wroga porządnych ludzi], a nie film o facecie, co tylko wydawał pisemko z gołymi babami i skandalizował dla zabawy, jak polski tytuł sugeruje, chcąc nie chcąc.

            kto inny, prócz Formana, wpadłby na to, zeby do ról Flynta i Althei dobrać takie duo jak Harellson & Courtney ? :] i tak ich poprowadzić, zeby dźwignęli i tragidramaturgię osobowości tych postaci, i ich wzniosłość razem ze śmiesznością i [momentami] odpychającą brzydotą, ale przecież i jakim ogromnym ładunkiem romantyzmu. Courtney się czuła chyba jak ryba w wodzie, heh, była po prostu sobą, ale Harellson miał zadanie aktorskie do wykonania i teraz każdemu, kto by ewentualnie miał jakieś wątpliwości, można pokazać ten film i udowodnić, ze to nie aktorski trefniś i jajcarz, ale aktor pełną gębą.

            "jeśli pierwsza poprawka do konstytucji ochroni mnie, to bądźcie pewni, ze i was ochroni, bo ja jestem ten najgorszy" - to jest, na mój gust, zdanie dla którego ten film musiał powstać i na którym to zdaniu zasadza się jego wartość. Bez niego by był melodramatyczną historią uczuciowego związku dwojga odchyleńców [piszę z sympatią najwyższą] i kroniką momentu narodzin hard porno w Ameryce. A tak - film,, który jest jak najlepsza taktyka adwokata broniącego oskarżonego o najcięższe przestępstwa typa : ten facet jest niefajny i nie polubicie go, ale jesli w naszym kraju mamy przestrzegać swobód obywatelskich, prawa do wolnej wypowiedzi i własnego zdania - nie możemy zamknąć mu ust, ani zakazać ekspresji, dopóki nie jest ona jawną obrazą, a co najwyżej satyrą [sprawa z wielebnym Falwellem i reklamą Campari, która posłużyła ostatecznie za wehikuł, który zaprowadził Flynta przez Sąd Najwyższy i pozwolił stoczyc tam zwycięską bitwę o prawo o prawo swobodnej wypowiedzi].

            ta scena, kiedy błyskotliwy Isacman przekonuje Sąd Najwyższy, polemizuje kulturalnie z sędziami i widać jaki z niego idealista, a jednocześnie jaki mądry facet - klasa.

            Albo ten moment, kiedy Flynt, po zamachu w wyniku którego został sparaliżowany i posadzony na wózek, zdobywa taśmę na której agenci FBI dokonują przekrętu na 4 mln dolków, FBI go pozywa do sądu, a sąd koniecznie chce wydobyć od niego nazwisko informatora, od którego dostał nagranie, zaś Larry odmawia uporczywie - sąd skazuje na 10 tys dolców kary za każdy dzień trwania w swoim postanowieniu wbrew decyzji sądu [łobuzerskiej, w oczywisty sposób] i Larry przyjeżdza do sądu z panienkami ze swojego pisemka, które z worków wysypują na posadzkę sali sądowej górę szmalu - "proszę bardzo, za ile dni będzie to kara ?".

            a ten pomysł z Falwellem i reklamą Campari :] haha, wziąć szacownego katomoralistę i przyładować parodię reklamy, w której jakoby ten gość opowiada historię swojego pierwszego razu "z matką w wyhodku PO butelce Campari" - uff, trzeba mieć tupet. Ale - tu linia Isacmana była słuszna : niikt rozumny w prawdziwośc takiego wyznania Falwella nie mógl uwierzyć, a więc nie mogła ta fikcyjna reklama w żaden sposób poderwać jego społecznej
            pozycji, zaufania i szacunku dla niego,utrudnić mu pracy i realizacji swoich zbożnych, hehe, celów.

            No i scena podczas wiecu Dla Wolności Mediów, kiedy Larry przemawia na tle wielkiego telebimu - zadaje pytanie : co jest prawdziwą obsceną ? seks czy... np. wojna, terror, krew, rozerwane ciała, flaki ? czy kobieca pierś, ciało ludzkie w akcie lub w trakcie seksu i obrazy erotycznych zbliżeń czy zdjęcia z zamachów, masakr i pogromów ? dlaczego to pierwsze jest zakazane i obłożone tabu, przeciw nim się wytacza działa moralnego oburzenia, a to drugie hula i hasa po wszystkich telewizjach i nikt nie protestuje ? Za nim zaś na tych ekranach wielgachnych pojawiają się stosowne obrazy z przekazów medialnych. Bardzo sugestywna scena, efekciarska lekko, ale nicto.

            dlaczego w polskiej tiwi o 20 leci Pasja albo Braveheart albo Szeregowiec Ryan, a nigdy przenigdy nie poleci choćby niewinna Emanuelle ?

            Larry w hełmie na sali sądowejk - nice :] Larry jadący do Georgii, gdzie w jakimś kiosku facet odmówił sprzedaży Hustlera - ze strachu przed karą za "propagowanie nieobyczajności", wciskający gościowi tysiac dolków w łapę i za tę cenę przejmujący na jeden dzień kierownictwo kiosku, żeby z miejsca zabvrać się za sprzedawanie swojego własnego pisma :] - co za gość.

            "kobieca wagina ma taką samą osobowość jak kobieca twarz" - czy ktoś ma koszulkę z takim credo ? kupię od ręki ;]

            zawodowy film. Ważny i ciekawy jednoczesnie, rzadkie połączenie.

            Ciemne dzieje Ameryki. Ciemne czasy kołtuństwa, rasizmu, głupoty i katocenzury oszołomów. I ważne postaci. Kto powie, ze Larry Flynt nie przysłużył się ludzkiej godności i swobodzie społecznej nie mniej od Rosy Parks albo choćby Harveya Milka ? jakże inni ludzie, ale jakże wspolna biografia, przełamująca stereotypy wszelakie.

            Dzisiaj rynek porno w Ameryce, to około 11 mld biznes, głównie w liberalnej Kalifornii. A zaczęło się od małego pisma, w którym jakiś naiwny facet powiedział któregoś dnia do fotografa pstrykająćego fotki modelce : dlaczego nie chcesz sfotografować jej waginy ? jaki masz problem ? wierzysz w Boga ? [tak - pada odpowiedź] no to dowiedz się, ze Bóg stworzył tę kobietę w całości, razem z jej waginą, jako szczyt piękna, i tak ją trzeba światu pokazywać. Niewinnie, prawda ? a może to wtedy nie było w ogole porno ? może po prostu to był moment kiedy ludzkie ciało w mediach zyskało prawo bycia sobą w pełni ?




            • barbasia1 Re: "People vs Larry Flynt" 20.02.12, 00:01
              Słowa wielkie o walce o ludzką godność brzmią nieco groteskowo w kontekście dokonań Flynta w dziedzinie pornografii. Jego czaspoismo, Hustler przecież jeszcze bardziej zwulgaryzowało sex, posunęło się o krok dalej od Playboya w instrumentalizacji kobiety, której ciało sprowiadzone zostało wyłącznie do dupy, cycków i waginy, co zresztą doskonale obrazuje owo credo, bon mot jego autorstwa?


              Zazgrzytało mi też to zestawienie w jednym rzędzie nazwisk Harveya Milka oraz dzielnej czarnoskórej Rosie Parks, ludzi działajacych jednak bezinteresownie, z poświeceniem na rzecz innych ludzi (Milk na rzecz równouprawnienia mniejszości homoseksualnej, Parks o prawa Afromarykanów), z Flyntem, któremu zależało, mam wrazenie, przede wszytskim na prawie do zbijania fortuny.

              PS Przeczytałam, że Flynt wyrzekł się swojej najstarszej córki po tym, jak została działaczką chrześcijańskiego ruchu przeciwko pornografii!

              I:)




              • grek.grek Re: "People vs Larry Flynt" 20.02.12, 14:13
                wiesz, na dwoje babka wróżyła - dla jednych instrumentalizacja, dla innych ukazywanie piękna kobiecego w umownej formule ;] ciekawe, ze jak pokazują gołych facetów, to jakoś nie słychać głosów o instrumentalizacji męskiego ciała, nie ? czy tylko ciało kobiece może być instrumentalizowane ?..

                wiesz, dla osób łączych seks z uczuciami - na pewno rzecz cała może mieć posmak skandalu i obrazy, ALE można też podchodzić do seksu czy erotyki w sposób oddzielający je od uczuć. Nie - tworzący z nich światy, ktore nie mają prawa się przeniknąć, ale po prostu czasami seks to seks, a uczucia to uczucia, czasami można po prostu z kimś iśc do łózka bez momentalnego zakochiwania się, ot - dlatego, ze ktoś jest po prostu fajny i się podoba i się chce po prostu z nim mieć dobry seks. Seks to zabawa. nie tylko obowiązki małżeńskie i
                wyraz miłości. Podejścia moga być rózne, mogą zachodzić czasami w obrębie jednego czlowieka :]

                Myślę, że godnośc człowieka, to właśnie prawo do nagości, do zróżnicowanego podejścia do seksu, i do korzystania z jego róznych form prezentacji.

                Ja mam jednak wrażenie, że Flynt wygrywając precedensowo sprawę przed SN o swobodę krytyki i satyry, zrobił coś dla wolności słowa w Ameryce. I to coś bardzo istotnego.Tu jest własnie cała uroda sprawy - facet, który może część osób zniesmaczać i urażać, okazuje się w gruncie rzeczy kimś, kto im zapewnia prawo do swobody ekspresji i wyrażania siebie.

                Flynt był napiętnowany na porno. a co by było, gdyby czasy się zmieniły i ktoś został napiętnowany za pokazywanie krzyża albo modlenie się ? otóż to, 1 poprawka chroni w Ameryce każdego. skoro obroniła Flynta - nikt nie musi się obawiać,ze nie będzie miał
                paragrafu, który go obroni przed niesprawiedliwością i przed zawiejami wynikającymi z
                kierunku porywów wiatrów historii :]

                Nie sądze, zeby mu zależało na kasie, a nawet jesli - to nie dezawuuje wagi sprawy.

                W filmie Isacman, jego adwokat, zarzuca mu w pewnym momencie, ze nie chodzi już chyba o idee, skoro Larry robi w sądach jaja, i skandale, przez co ciągle przegrywają. Isacman na początku nie chce iśc z tą sprawą do Sądu Najwyższegoi, oskarża Larry'ego o to właśnie, ze mu zwisa, że chodzi o zadymę, a nie o realne wartości. Flynt od tego momentu zachowuje się przykładnie, ubiera w garnitur i trzyma język za zębami - widać, ze w tej decydującej rozgrywce naprawdę uświadamia sobie, o co się toczy spór i jak ważną rzecz moze osiągnąc. Lekkoduch i zgrywus ustępuje w nim miejsca człowiekowi, który rozumie że staje do bitwy o naprawdę fundamentalną rzecz, kluczową dla kształtu systemu prawnego w Ameryce. Imo, trochę ma na to wpływ śmierć Althei, która temperuje w nim trochę chęc do wyskoków kolejnych; poważnieje.
                • barbasia1 Re: "People vs Larry Flynt" 21.02.12, 17:16
                  Masz rację, w każdej z tych szczegółowych kwestii.

                  Przy czym:

                  ad.1
                  Nie słychać, bo w gruncie rzeczy niewiele tego pokazywania nagich facetów, a jeśli już to głównie w pisemkach adresowanych do gejów.

                  ad.2.

                  Nam idealistkom, albo właściwie kobietom po prostu trudno jest zaakceptować łatwość z jaką mężczyźni (większość?) potrafią oddzielać uczucia od sexu.
                  Królestwo za takiego faceta, który potrafi być inny. ;)

                  "Obowiązek małżeński" też może być wspaniałą zabawą. :)

                  ad. 6 i 7
                  Myślę, że Flyntowi zależało na kasie, rozgłosie, potem może właśnie dzięki prawnikom, zrozumał, że walka toczy się o coś więcej.
                  Trzeba by się wgryźć w temat poczytać artykuły na temat Flynta i jego słynnje "walki o wolność prasy, gwarantowaną przez 1. poprawkę do konstytucji USA".

                  A właśnie, w 2007 powstał dokument na ten temat, wczoraj w nocy znalazłam, "Larry Flint - The Right To Be Left Alone" ( USA, 2007).

                  Opis
                  Amerykański wydawca. Bojownik o wolność słowa. Obleśny, bezwstydny pornograf. Ex-mąż pięciu kobiet, ojciec pięciorga dzieci. Miał udar mózgu, spowodowany przedawkowaniem środków przeciwbólowych. Po zamachu na jego życie w 1978 roku został sparaliżowany od pasa w dół. Cierpi na psychozę maniakalno depresyjną. Kim naprawdę jest Larry Flint? Film Joan Brooker-Marks pozwala widzom wyrobić sobie zdanie, konfrontując ich z Flyntem twarzą w twarz.
                  Wydaje się, że Larry Flynt nigdy nie budził społecznej sympatii ani szacunku. Po pierwsze, przypisywano mu hedonistyczny i rozwiązły tryb życia. Po drugie swoją fortunę zbił na haniebnym, bądź co bądź, biznesie pornograficznym i nie przepuszczał żadnej okazji, by drażnić i prowokować. A jednak tak się złożyło, że Larry Flynt stał się symbolem walki o poszanowanie podstawowych wolności obywatelskich i demokratycznych. Stojąc u szczytu potęgi pornograficzny magnat stał się wrogiem publicznym numerem 1 dla religijnej prawicy w USA. Oliwy do ognia dolał fakt, że Flynt wyrzekł się swojej najstarszej córki po tym, jak została działaczką chrześcijańskiego ruchu przeciwko pornografii.

                  Na życie Flynta zorganizowano w 1978 roku zamach. W wyniku postrzału wydawca Hustlera resztę życia spędzi na wózku inwalidzkim. Przeciwnicy próbowali też zniszczyć go procesami sądowymi. Ta prawna wojna skończyła się w Sądzie Najwyższym bitwą, która przeszła do historii USA. Flynt powołując się na sławetną pierwszą poprawkę do amerykańskiej konstytucji żądał uznania prawa do szerzenia pornografii i złego gustu. I sąd, choć niechętnie, musiał to prawo uznać.

                  Dokument "Larry Flynt - prawo do własnego zdania" nie jest biografią. Reżyserka filmu skoncentrowała się właśnie przede wszystkim na flyntowskiej walce o wolność słowa.


                  cyfraplus.pl/28776,program,larry_flynt_prawo_do_wlasnego_zdania.html
                  Tu trailer tego dokumentu:
                  www.youtube.com/watch?v=OAvJf2XbmF4
                  :)
                  • barbasia1 Re: "People vs Larry Flynt" 21.02.12, 17:17
                    Po polsku - "LARRY FLYNT - PRAWO DO WŁASNEGO ZDANIA"
                  • grek.grek Re: "People vs Larry Flynt" 22.02.12, 14:50
                    och, to tylko opinie są :] Niemniej, dzięki :]

                    ad 1] he he, coś w tym jest, aczkolwiek parę reklam z jegomościami w dezabilu, gdzieś mi się tam po oczach przespacerowało... na pewno jednak, zgadzam się, skala jest mniejsza niż w przypadku ciała kobiecego w reklamie. trochę to dziwne, bo przecież wszyscy jesteśmy wzrokowcami, parafrazując tytuł pewnego filmu. Może po prostu w Polandzie ciągle trwa proces wyzwalania kobiet spod jarzma narzuconego porządku, w którym kobieta nie wyraża zainteresowania męskim ciałem :]

                    ad 2] hmm, wiesz jak jest, ci faceci nie chodzą do łózka ze sobą nawzajem - istnieją najwyraźniej jakieś kobiety, co widocznie też nie mają problemów z oddzielaniem seksu od uczuć :]

                    ad 6 & 7] yes. tak było, przynajmniej w wersji filmowej.

                    mocny opis :] trudno powiedziec, czy sąd przyznał mu rację "niechętnie"... ja myślę, że po tym procesie i wyroku każdy Amerykanin, także przeciwnicy Flynta, poczuł się lepiej, zgodnie z tym co sam LG powiedział : skoro konstytucja może obronić prawa obywatelskie i wolnośc ekspresji takiego drania jak on, to znaczy, ze możemy spać spokojnie, bo nkt z nas nie jest gorszy od niego. to wręcz epickie słowa :]
                    • barbasia1 Re: "People vs Larry Flynt" 22.02.12, 16:09
                      W tych opiniach masz sporo racji.
                      Zgadzam się z Tobą po prostu, tak miałam napisać, tak chyba lepej. ;)


                      >Może po prostu w Polandzie ciągle trwa proces wyzwalania kobiet spod jarzma narzuconego >porządku, w którym kobieta nie wyraża zainteresowania męskim ciałem :]

                      Na pewno. Zresztą chyba nie tylko w Polsce ten proces zachodzi, jak mi sie wydaje.
                      Feministki na zachodzie nawet nie tak dawno np. zwracały uwagę na brak czasopism, filmów erotycznych przeznaczonych dla kobiet.

                      ad.2.
                      He,he! No tak, generalizuję, mój błąd, mea culpa, oczywiście, jak najbardziej istnieją kobiety i pewnie ich obecnych czasach sporo, które także potrafią znakomicie odzielać uczucia od sexu, czerpać radość z samego seksu (choć b. często zdarza się, że po jakimś czasie zaczynają się angażować uczuciowo), nie mniej jednak mężczyzni są w tym niekwestionowanymi specjalistami (to jest przecież biologicznie uwarunkowane).

                      "Niechętnie" pewnie ze względu na, było nie było, nieobyczajność tej dzialaności Flynta .
                      :)
                      • pepsic Re: "People vs Larry Flynt" - 2 grosze do ad. 2 22.02.12, 19:17
                        Wydaje mi się, że sprawa jest zbyt złożona i nie do końca możliwa do rozpatrywania w kategoriach czystego seksu, bądź samego uczucia, za dużo odcieni i wzajemnego przenikania i pomieszania. I pomimo biologii nie pozbawiałabym panów uczuć wyższych, potrzeby miłości i bliskości wbrew stereotypowej opinii.
                        • grek.grek Re: "People vs Larry Flynt" - 2 grosze do ad. 2 23.02.12, 15:39
                          w imienie panów wszelakich - dzięki :]

                          ja myślę, że wzorzec pod tytułem "idąc do łózka z innym/inną ranisz mnie" jest bardzo szkodliwy. Serio. jako ludzie mamy, nie wszyscy, ofk - tak jak nie wszyscy lubimy kolor zielony czy kawę czarną, wbudowany jakiś tam mechanizm seksualny, trudno aby działał on tylko wobec jednej osoby. trudno go wyregulować w taki sposób. Podoba się nam, i w sprzyjających okolicznościach mamy chęc mieć z nimi seks - jakaś liczba innych ludzi [K lub M albo K oraz M].

                          Seks nie oznacza zdrady miłości, uczuć, oznacza po prostu... seks, zabawę, spełnienie się w pożądaniu innej osobowości seksualnej, a czasami po prostu innego ciała samego w sobie. Dlaczego seks oznacza dla partnera zdradę jego uczuć, nawet jeśli uczucia to ostatnia rzecz, o jaką by tutaj chodziło ? mam wrażenie, ze to zmierza do postawy, w której wymaga się od drugiej strony amputacji znacznej części seksualności.

                          moze stąd się wzięli swingersi ? :] chcesz innej babki ? orajt, ale ja sobie skonsumuję jej faceta. Czworokąt albo sześciokąt albo inne figury geometryczne. Nikt nie jest odsunięty na bok, wszyscy w akcji uczestniczą i nie mają poczucia, ze ktoś ich wystawił.
                          • pepsic Re: "People vs Larry Flynt" - 2 grosze do ad. 2 24.02.12, 21:58
                            Polecam się na rpzyszłość:))

                            Mi sie wydaje, ze zdrada mocno boli bez względu, czy jest usprawiedliwiona, czy umniejszona, czy ubrana w ładne i mądre słówka.


                            • grek.grek Re: "People vs Larry Flynt" - 2 grosze do ad. 2 25.02.12, 14:48
                              zapamiętam :]

                              na pewno, pytanie : czy zdrada czysto seksualna to faktyczny i sam w sobie powód do takiej traumy, czy jest to powód dlatego tylko, że tak się przyjęło to traktować i zostaliśmy zaprogramowani na takie jej odbieranie ?
                              • pepsic Re: "People vs Larry Flynt" - 2 grosze do ad. 2 25.02.12, 18:41
                                Tylko jaka pewność, że ten czysty seks nie przerodzi się w coś więcej, choćby w kącik zwierzeń, a poza tym kiedy w grę wchodzą zmysły, nic nie jest oczywiste.
                                • grek.grek Re: "People vs Larry Flynt" - 2 grosze do ad. 2 26.02.12, 13:31
                                  jeśli w małżeństwie nie ma przyjaźni, kumplstwa i po prostu fajnej chemii, to faceci si,ę wypłakują i wygadują [dobrze odmieniam ?] choćby nawet u agentek towarzyskich :]
                                  • pepsic Re: "People vs Larry Flynt" - 2 grosze do ad. 2 26.02.12, 17:35
                                    Zgadzam sie, jest to jakiś powód, a zarazem zdrada pełną gębą bez dyskusji.
                                    • grek.grek Re: "People vs Larry Flynt" - 2 grosze do ad. 2 27.02.12, 14:28
                                      a powód nie daje alibi żadnego ?
                                      • pepsic Re: "People vs Larry Flynt" - 2 grosze do ad. 2 28.02.12, 10:27
                                        Może i daje, co nie zmienia faktu, że zdrada pozostaje zdrada.
                            • barbasia1 Re: "People vs Larry Flynt" - 2 grosze do ad. 2 25.02.12, 14:53
                              pepsic napisała:

                              > Mi sie wydaje, ze zdrada mocno boli bez względu, czy jest usprawiedliwiona, czy
                              > umniejszona, czy ubrana w ładne i mądre słówka.

                              Pepsic, jak zawsze, krótko i bardzo celnie.
                      • grek.grek Re: "People vs Larry Flynt" 23.02.12, 15:30
                        o, wiesz, w jednym z filmów leciala nawet taka piosenka z fragmentem "męskie piersi zakazane, za to na ulicach, łysi leją kolorowych, taka Ameryka" ;} o Polsce to była piosenka, tej zaraz po 89. Do dzisiaj, w pewnym kwestiach, zmieniło się raczej niewiele.

                        no własnie, ta biologia mnie zawsze jakoś tak nieprzekonywała, bo bliżej mi było do poglądu, że jesteśmy, jako płcie, z gruntu podobni, a równi raczej jako ludzie, a nie "kobiety" i "mężczyźni". Ale... możliwe, ze tak jest. a może... to kwestia wychowania, kodów kulturowych, wzorców, przekonań i społecznych norm, w jakich się obracamy i jakie nasz kształtują ? a może... tak po prostu - charakteru i upodobań ? :]

                        hehe, to możliwe ;]
                        • barbasia1 Re: "People vs Larry Flynt" 26.02.12, 10:27
                          Ależ masz pamięć i słuch!!! Sprawdziałam jakit film - "Uprowadzenie Agaty", a piosenka autorstwa Seweryna Krajewskiego.

                          IMO na biologię, nakłada to o czym piszesz - kultura, wzorce, społeczne normy, systemy wartości w jakich się obracamy i jakie nasz kształtują.

                          cdn.

                          :)


            • pepsic Re: "People vs Larry Flynt" 20.02.12, 10:07
              "kobieca wagina ma taką samą osobowość jak kobieca twarz"

              Ciekawe, czy autor słów to samo napisałby wstawiając zamiast vagina: dziurki w nosie, bądź małżowina uszna. Wszak to też część ciała;)
              • grek.grek Re: "People vs Larry Flynt" 20.02.12, 13:59
                hmm, gdyby był rzeźbiarzem albo malarzem, a nie erotyko-pornografem... ;]
    • pepsic "Ja, don Giovanni" - muzycznie i klasycznie 18.02.12, 15:42
      Zainspirowana zeszłotygodniowym filmem Saury (na kulturze dawali) oraz bieżąca ciapowatą aurą podrzucam coś pięknego na otrąbienie pożegnania zimy ( obym się nie pośpieszyła):
      www.youtube.com/watch?v=11Gs-rfPPis
      Ps. Niestety, film obejrzałam tylko jednym okiem, a raczej jednym uchem. Podobało mi się bardzo (mnie łatwo kupić za muzykę), aczkolwiek nie jest udanym dziełem, gdyż poszczególne sceny wysmakowane i dopracowane, w całości nie dają spodziewanego efektu. Ale i tak polecam.
      • barbasia1 Re: "Ja, don Giovanni" - muzycznie i klasycznie 18.02.12, 16:09
        Takie świetne rzeczy przechodzą mi koło nosa. Mam nadzieję, że w przyszłym tygodniu wreszcie będę mieć już ten dekoder.

        Zaprawdę piękny ten Vivaldi!


        Do Twego komentarza, Pepsic, dołączam znaleziony właśnie na youtube zwiastun filmu "Ja, don Giovanni"

        www.youtube.com/watch?v=cN3DzkcCaiw
        :)
        • pepsic Re: "Ja, don Giovanni" - muzycznie i klasycznie 18.02.12, 17:16
          Ciekawa rzecz z tym trailerem, jest odzwierciedleniem filmu w sensie pojedynczych scen nie do końca spójnych. Zwróć uwagę Barbasiu na Mozarta (ten z nierównym uzębieniem), geniusz, a nikt w jego epoce nie traktowa go na poważnie, nie doceniał należycie, traktując z politowaniem. Sam fakt, jak go fizycznie w filmie przedstawiono, do tego groteskowo. Być może coś jest na rzeczy i wielkich artystów na co dzien się nie docenia.
          • barbasia1 Re: "Ja, don Giovanni" - muzycznie i klasycznie 19.02.12, 15:32
            Różnie to bywało z artystami w historii, Leonardo da Vinci, Michła Anioł, zdobyli uznanie oraz przydomek geniusza jeszcze za życia, choć chyba przypadek , kiedy wielkość atysty zaczyna być dostrzeżona i doceniana dopiero po śmierci wystepuje znacznie częściej.
          • barbasia1 Pepsic ... OT 20.02.12, 00:04
            Faworki smażymy już od dawna na oleju kielckim nie na smalcu! Skleroza!
            • pepsic Re: Pepsic ... OT 20.02.12, 21:47
              Rozumiem, że mam/my się czuć wirtualnie zaproszeni na jutrzejszą przed postną degustację?
              ;)
              • barbasia1 Re: Pepsic ... OT 21.02.12, 00:11
                Wybacz! Niestety nie mogę zaprosić, bo faworki, po tym jak narobiaś mi smaka, zostały zrobione dokladnie tydzień temu w środę ( i tylko do tłustego czwartku zostały). :/

                Widzisz, jaki mam opóźnienie w wysyłaniu postów, heh.

                Zaproszę innym razem! :)

                Dobrej nocy! :)

    • grek.grek Dexter V s - 12 odc 20.02.12, 10:10
      zatem : grande finale. Chase porwał Lumen, a Dexter musi ją odzyskać, detektyw-szantażysta nie zyje zasztyletowany przez Dextera osobiście, zaś siostra Dextera - Debra i cała policja są zaledwie pół kroku za Dexterem w pościgu za Chasem.

      I oto pan D. szykuje się do odbicia Lumen, gorączkowo uwija się po domu, pakuje do torby swój zestaw noży, nie wiem gdzie szukać - ale korzystając z tego, ze na codzień i oficjalnie jest wzorowym laborantem w policji w Miami ["Policjant z Miami", heh] - ma nadzieję znaleźć jakieś ślady, które naprowadzą go na trop Chase'a.

      Wychodzi z domu, otwiera drzwi, a tutaj... siurpryza ! - rodzina przyjechała, z Orlando. Jego syn ma urodziny, więc przyjechali świętować je razem z tatusiem [Dex kazał opiekunce swojego syna wyjechać z nim właśnie do dziadków, kiedy zrobiło się gorąco w sprawach Lumne, Chase'a i całej tej zadymy]. Cali uchachani, sto tysięcy rzeczy mają mu do powiedzenia, już planują, gdzie wyjdą i co zjedzą, aż się Dexter musi naudawać, jaki jest szczęśliwy... udaje mu się jakoś wyrwać - do pracy, prawda to i nieprawda zarazem.

      Jadąc na komisariat dostaje telefon od Chase'a, który wkręca my typową ironiczną gadkę porywacza, który ma przewagę nad tym, który go szuka, a dodatkowo podjudza "cóż, nie uratowałeś Rity, teraz nie uratujesz Lumen, to tragiczne, naprawdę..." Dexter go prosi, zeby Lumen wypuścił, ale to brzmi dość żałośnie i desperacko - wiadomo z góry, ze jej NIE wypuści.
      no to "czego chcesz ?", pyta go - Chase na to "niczego, mam już to co chciałem". Jedno z tego można wywnioskować - Lumen jeszcze żyje, a Chase wyraźnie wabi Dextera, zeby jej szukał, zeby ją wręcz znalazł - wtedy będzie mogl pozbyć się obojga jednocześnie.

      Lumen leży zakneblowana i związana w bagażniku auta Chase'a. Próbuje wydawać jakieś dźwięki, rzucać się, kopać w auto od środka. Chase to słysyz, jest cholernie zdenerwowany, bo akurat wyjeżdza z Miami, ciągle spotyka auta, przechodniów, boi się zeby kto nie usłyszał tego rumoru dochodzącego z samochodu. I faktycznie - na światłach jakiś chłopak handlujący pomarańczami słyszy z bagaznika jego auta ten hałas. Poznaje go "hej, panie Chase, znam pana, co słychać ?", Chase spie,prza czym prędzej jak tylko pokazuje się zielone, ale chłopak słyszał, zdziwił się bardzo...

      Na najbliższym postoju Chase otwiera bagażnik i prawym sierpowym nokautuje Lumen. Będzie miał spokój. czemu nie wcześniej ?

      No a Dexter szuka śladów... podwędza siostrze materiały policyjne nt. Chase'a... dowiaduje się, ze zmienił on nazwisko,kiedyś nazywał się Eugene Greer... No to ciach za telefon i w urzędzie komunikacji czy tam biurze adresowym pyta o takiego gościa... A Chase wiezie Lumen dalej... wiezie ją do opuszczonego [ladnego] domu na odludziu, tam gdzie wcześniej była molestowana przez jego szajkę.

      Tymczasem policaje dostaja telefon - znaleziono ciało detektywa, eks policjanta, tego co szantażował Dextera, porwał go, a Dexter go ukatrupił. Mieli się wtedy spotkać z Quinnem, ktory pierwotnie wynajął detektywa, bo miał podejrzenia a'propos Dextera, ale wskutek miłości do Debry się ich pozbył i chciał zerwać kontakt z detektywem, który i jego zaczał szantażować.

      Cała ekipa glin grzebie przy tym zabitym detektywie, łaćznie z Dexterem, który przeca jest specjalistą laboratoryjnym od analizy krwi z miejsc zbrodni... Quinn i Dex mierzą się trochę wzrokiem, jeden drugiego podejrzewa, ze tamten wie, co tu jest grane.... Quinn ukradkiem kasuje rozmowy z detektywem ze swojego telefonu... Ale nie może skasować rozmów z telefonu samego detketywa - na szybko policaje dochodzą do tego, ze ostatnie telefony z komóry detektywa były do Quinna.

      szefowa policji, na stronie, pyta Quinna, czy coś wie w sprawie tej śmierci. On że nic. I ona nagle przypadkiem zniża wzrok i widzi... strużkę krwi na bucie Quinna [pamiętacie poprzedni odcinek ? Quinn przyjechał na żądane spotkanie z detektywem, który leżał już martwy na pace swojego auta, Quinn chodziło wokół tego samochodu, zaglądał, wołał, ale nikt nie odpowiadał, więc odjechał, ale... własnie ta odrobina krwi wyciekająca przez karoserię spadła mu na but]. Quinn podąza za jej wzrokiem... i powiada, ze nie powie już ani słowa bez adwokata. szefowa każe jednmu ze stójkowych zawieźć Quinna na komisariat i niech tam czeka na dalsze wypadki. A but - zdjąć i do analizy krwi.

      Quinn przyjmuje swoją sytuację jakoś tak obcesowo - trudne połozenie to jest : za chwilę może się okazać, ze znał detektywa, ze go wynajął, to przecież na jego nazwisko detektyw wziął z magazynu policyjnego sprzęt do podsłuchu, z którego namierzył i fotogrfował/'nagrywał Dextera i Lumen. Wyjdzie na to, ze to Quinn nadal chodził za Dedxterem, a potem zabił detektywa. Debra z nim zerwie, nie wybaczy mu zamachnięcia się na jej ukochanego brata, "kłamstwa" [mówił jej, ze z tym skończył]. facet jest niewinny, a może za chwilkę beknąć za zabójstwo i utracić kobietę, którą chyba kocha i to poważnie. A ona jego, póki co... Nie chce więc nic mówić, nawet na prośbę Debry, niech sami ustalają, on utrzymuje tylko tyle, ze nie zabił tego detektywa. Szefowa policji mówi Debrze, ze Quinn ma mocne powiążania z tym detektywem, śladów jest sporo [jw.], no i ten but zakrwawiony... co ciekawe - but dostaje do analizy krwi., co logiczne wszelako.. Dexter.

      Dexter dostaja telefon z tego biura numerów czy czego tam - informuję go o adresie domu na Eugene'a Greera, dawno temu wynajątego. Dostaje adres. No i od razu - gaz do dechy i tam jedzie.

      Tymczasem Chase bawi się z Lumen, w piwnicy tego domu, która mogłaby robić za scenerię kolejnego sequela "Piły" [chociaż trochę lepiej jest oświetlona wpadającym dziennym światłem] dogaduje jej, wykreca te swoje speeche pseudopsychologiczne, świdruje wzrokiem, cieszy się niemal na spotkanie "naszej trójki", bo przecież "Dexter cię znajdzie, dobrze go do tego zmotywowałem". Lumen sprzedaje mu kopa [dlaczego związał jej tylko ręce ? co za mielizna scenariusza ;)] i próbuje ucieczki, ale na próźno - drzwi są zatarasowane od zewnątrz grubą siatką.

      Dexter dojeżdzając już do miejsca - i prowadząc wewnętrzny monolog z wyobrażeniem swjego zmarłęgo ojczyma - gdzie Chase przetrzymuje Lumen [adres korekto mundo] ma wypadek, auto dachuje, a on ledwie się wyczołguje z niego... wprost pod nogi mierząćego do niego z pistoletu Chase'a. Za chwilę ląduje ze związanymi rękoma obok Lumen w "Piła"-piwnicy.

      Do policajów tymczasem zgłasza się chlopak, co słyszał rumor w aucie Chase'a. Info trafia do Debry. Ledwie udaje się jej dogadać z chłopakiem, ach ten hiszpański dialekt florydzki... Chłopak wskazuje jej kierunek, w ktorym Chase odjechał, a ona porównuje go z adresami domów, w których, [jak wyszło w toku śledztwa i ustalania faktów, m.in dzięki wejściu w posiadaniu dvd's z tych akcji] odbywały się tej jego szajki mordercze rytuały i kojarzy konkretny adres. Jedzie tam.

      A "tam" najpierw Chase wstawia Lumen i Dexterowi gadkę jak ze swoich seminariów dla naiwnej gawiedzi, którą "uczy lepsego życia", a potem... dostaje cios nożem w stopę [pamiętacie Barcisia, młotek, gwoźdź i Tulipana :)] od dextera, który OFK w czasie jego bełkotu zdązył uwolnić ręce [dziżaz, dlaczego jemu też nóg nie skrępował, albo nie stał dostatecznie daleko od nich, np. w drugim końcuy piwnicy ? przecież miał ich zastrzelić, a nie zagilgotać naśmierć...].
      Po chwili Chase ląduje na stole...

      I naet na tym stole nie przestaje gadać - powiada wręcz, ze Lumen powinna mu dziękować, bo to on ją zmienił, dodał je charakteru, tym że jej zafundował gwałt z pobiciem. Co za gość ;] Chyba nie wierzy specjalnie, ze oni go zabiją, skąd ma wiedzieć, ze Dexter to stary wyjadacz, a Lumen zdolna adeptka ;]...
      cdn





      • grek.grek Dexter V s - 12 odc, cdn 20.02.12, 10:41
        "ja was odkryłem, oboije, ja wam dałem to COŚ... zabicie mnie nie jest taką prostą rzeczą", bełkocze. po chwili już nie żyje - Lumen ["jest twój" powiada jej Dexter wręczając nóż] wysyła go do kraimny wiecznych łowów jednym ciosem kozika, a potem ulatują się z niej oczami wszelkie traumy. To koniec, ostatnia menda na liście - wyzionąła ducha.

        Na miejsce dociera Debra. z pistoolem w garści schodzi na dół, do tej piwnicy. Leży tam ciało Chase'a [tym razem bez rytuałów się obeszło, żadnych folii i fotosów ofiar, ot normalne szlachten machten]. Za brudną, zakurzoną szybą są Dexter i Lumen. Debra nie wie, ze to oni - widzi po prostu dwa kształty ludzkie poruszające się za tym szklanym przepieprzeniem, od razu każe im ani drgnąć. Dexter cały struchlały - sam na sam w piwnicy z własną ukochaną siostrą, która od lat nie wie, czym się jej brat po godzinach zajmuje. 3 kroki i brudna szyba pomiędzy nimi kryją jego tajemnicą i najpewniej chronią Debrę przed dozgonną traumą, którą by było odkrycie, ze jej brat to morderca.

        Debra więc mierzy do nich z broni, oni stoją i nie wiedzą, co robić, Dexter jest dwa kroki od klęski... Debra, jak pamiętacie z pop. odcinka - "mścicielkę i jej towarzysza" uznała za romantycznych kochanków, wręcz ich apoteozowała... No i jakże by miała ona ich teraz zastrzelić albo aresztować, sama kiedyś poznała smak bycia ofiarą mordercy [1 seria, sprawa Chłodniarza]... każe więc im spiep,rzać, ratować się, a sama wychodzi żeby ich nie krępować. Nie chce wiedzieć kim oboje są. NO więc Dexter wraca z bardzo dalekiej podróży, jak to mówią.

        Wieczorem dex z Lumen wyrzucają pokawałkowane cialo Chase'a do oceanu, z motorówki. Wieczór jak z "Miami Vice". romantic classic ;] motorówką do brzegu, dom, łóżko, itd...

        A następnego dnia rozmowa Dextera z debrą na policji. Nie wspomina ona specjalnie o sprawie 'mścicieli", ale rzuca uwagę, ze "ludzie czasami okazują się kimś innym niż sądziliśmy", ale to wprost w sprawie Quinna - a Dexter za chwilę ma badać jego but ze śladami krwi...

        Po powrocie do domu - rozwiązanie zagadki : Lumen ochodzi. Komunikuje to Dexterowi - że się w niej wyczerpał zapał morderczy, sprawa jest over, więc musi odejśc. A co z uczuciem ? łączyła ich tylko ta sprawa Chase'e i jego bandy ? dexter z trudem przyjmuje jej decyzję, uwagę że jednak nie sa dostatecznie podobni, aby ona mogła z tym jego hobby żyć i w nim uczestniczyć, ale to wszystko z wielką sympatią i oddaniem powiedziane, takie aksamitne rozstanie. w sumie, dobrze że się w niej ten gen zabijania nie zadomowił, konstatuje Dexter i może jej odejście zaakceptować ;] W romantyczieskim uścisku, ofk, heh.

        No i final - silenka, deptak i plaża Miami wczesnym wieczorem, bal z okazji urodzin syna Dextera, wszyscy bohaterowie na miejscu. Debra przychodzi z... Quinnem, który cichaczem dziękuje Dexterowie za to, ze wynik badania krwi wypadł dla niego pomyślnie - cóż... czy Dexter mógl się nie odwdzięczyć siostrze ? no i nawet gdyby nie cała sytuacja w piwnicy, to czyż bezinteresownie by nie uratował jej chłopaka ? czy bezdusznie mógł nie sfałszowac wyników i posłać do za kraty, a może na krzesło elektryczne ? No nie mógł. dobrana para : ona wypuszcza romantycznych mścicieli, a on ratuje jej chłopaka, ktory chachmęcił przeciw niemu samemu. przysługa za przysługe, ale zawsze bratersko-siostrzane uczucia ponad wszystko, hah.

        No i finalowy monolog Dextera, w tle całe to party - że Lumen uratował życie i jej je przywrócil, ale tak naprawdę, to ona mu jego życie przywrócila, uczyniła go lepszym, nie pomógł Ricie, ale jej - tak, może nie zmazał swojej winy, ale pozbył się choć częściowo
        apatii i marazmu.

        No i ostatni kadr - Dexter trzyma swojego bobasa, syna, i mają zgasić świeczkę na torcie. "przyszlośc należy do dzieci", konstatuje Dexter i robi minę z takimi oczami, które dobitnie zwiastują że w VI serii, bynajmniej nie zamierza swojego hobby zawieszać :]

        &... game over. V seria zakończona. było nieźle, scena w piwnicy - punkt kulminacyjny. może trochę przewidywalnie momentami [ktoż wierzyć by mógł, że Debra zajrzy za szybę ? no nikt, tajemnica musi zostać zachowana, skoro mają być jeszcze 3 serie, conajmniej...], ale nieźle. Debra "mięsorzut" Morgan przyćmiła w tej serii swojego brata :] Lumen - nie dorównała Lili z 2 serii. Chase - trochę pajac, ale szajka jako taka, te dvd's, cały motyw molestowania - na pewno dobrze napisane rzeczy, trochę pewnie inspirowane "MIllenium". dużo dobrych scen. Brakło zaskoczeń, trochę było chwytów nazbyt nieambitnych [Dexter chwytany i obezwładniany zawsze się ratuje za pomocą oswobodzenia rąk i kontrataku, zbyt prostackie i jednak o choćby raz za często użyte].

        kiedy VI seria w Prima Cool ? może za tydzień, a może jednak będzie trochę odpoczynku. Przydałby się chyba.

        • barbasia1 Re: Dexter V s - 12 odc, cdn 21.02.12, 00:06
          A więc miałam rację! Częściowo rację. Bo Lumen nie została z Dexterem, tylko zdecydowała, że odejdzie. A Dexter specjalnie nie protestował. Przyznam, że mnie to trochę zdziwiło. Ale widocznie ja się nie nam na relacjach damsko-męskich.

          Jeszcze bardziej zdumiało mnie absolutnie nieprofesjonalne zachowanie Debry w domu Chase'a (fakt umotywanowane, ale jednak imo mało przekonująco ), która powoliła odejść sprawcom morderstwa, "romantycznym kochankom, mścicielom" z miejsca zbrodni, jak w tanim romansie.
          Oczywiście, Dexter nie może być zdekonspirowany. Choć gdyby został rozpoznany przez siostrę, to V seria zakończyla by się równie emocjonująco jak poprzednia seria!?

          >pamiętacie Barcisia, młotek, gwoźdź i Tulipana :)]
          Pamiętam. Niezapomniana to scena.

          Dzięki wielkie za dobrowadzenie do finału! ;)
          • grek.grek Re: Dexter V s - 12 odc, cdn 21.02.12, 13:44
            yes :]

            Chciał ją zatrzymać, namawiał, z trudem w sumie mu przyszła akceptacja, no ale... przyszła. Uhisteryzowali całą rzecz minimalnie, zeby to odejście uczynić bardziej wiarygodnym, ale czy sie udało, to kwestia dyskusyjna.

            no na pewno - profesjonalizm, to to nie był, ale biorąc pod uwagę jej osobiste traumy z przeszlości i generalnie emocjonalną osobowośc - scenariuszowo to zagrało, poza tym - rozegrała się najważniejsza scena na obszarze, na którym sam bym nie podejrzewał, więc może mam jakiś osobisty feblik do całej historii - ja kupiłem ją :] ale na pewno - w odniesieniu do tzw, realu - można mieć wątpliwości.

            Hah, no właśnie - tylko, co dalej ? Jak by miała wyglądać VI seria, gdyby Dexter został zdekonspirowany ? Kto wie, może na IV serii pomysl w rzeczywistości się wyczerpał, i V powinna zamykać cykl..? Niemniej, sama rozumiesz - ludożerka kocha Dextera, chce oglądać, głupio by było kończyć, kiedy jest ciągły popyt.

            bardzo proszę, Barbasiu :]

            za tydzień w Prima Cool nie ma Dextera, w więc na VI serię poczekamy, pewnie do jesieni. Będzie coś, co się nazywa "Misfits" - znasz może ? nic, będę mógł regualrnie zacząc oglądać Trawkę, bo z nią z kolei, na Prima Love, lecą bez opamiętania - II seria tylko śmignęła, i już III zaczęli przedwczoraj. To jest tempo :]
            • barbasia1 Re: Dexter V s - 12 odc, cdn 21.02.12, 15:12
              Dekonspiracja przez siostrę nie musialaby oznaczać jeszcze, całkowitej dekonspiracji, myślę.
              Też mółgby być to niezły wątek.

              Wyczerpanie tematu czy może właściwie tylko utrata świeżości i zdolności do zaskakiwania, obniżenie poziomu po 4., 5. serii to zdaje się przypadłość wszytskich seriali.
              Poza tym niewątpliwie wpływ na poziom kolejnych serii ma tempo pracy i konieczność szybkiego zaspokajania ciekawości widza, wstrzelenia się bez zwłoki, póki emocje widza nie ostygły w kolejny sezon z nową serią ...

              Doceniam ten pomysł, żal byłoby już kończyć Dextera, zresztą
              ja mam swój osobisty powód, bardzo lubię Twoje streszczenia Dexa, czuć w nich, że ten serial wyjątkowo przypadł Ci do gustu.

              "Misfits" - nie znam niestety, tytuł też mi obcy.
              :)

              • grek.grek Re: Dexter V s - 12 odc, cdn 22.02.12, 14:59
                to prawda, chociaż jak dotąd znaczna część atrakcyjności Dextera jako serialu opierała się właśnie na tym, ze Debra nie ma pojęcia o jego wyczynach hobbystycznych.

                dokładnie tak, dlaczego nie eksploatować tematu, póki fani są ?

                o, dzięki Ci, cieszę się :] to prawda, wciągnąłem się, jeszcze kiedy Dextera pokazywał TVN. niemniej, trzecia seria z rzędu, to by już było chwilowe przegrzanie koniunktury :] z chęcią powitam tę VI serię [bo jak sądzę - będzie nieuchronnie przez PC pokazana] np. na jesieni. Aczkolwiek, kiedy by się nie pojawiła - oglądać będę i pisać też będę :] A może do tego czasu dekoder Ci się pojawi na wyposażeniu i będziesz miała okazję także pooglądać ? Prima Cool powinna wejść podczas automatycznego strojenia kanałów, w tzw. podstawowym pakiecie, u mnie tak było i u rodziców też, więc podejrzewam, ze to rutyna taka. POkazywany był o 22:00, pora więc dobra, pewnie VI seria będzie w tych samych okolicach, więc - voila :]
                • barbasia1 Re: Dexter V s - 12 odc, cdn 22.02.12, 15:21
                  No tak, bo ona ciągle depcze mu po piętach.

                  Ciekawam bardzo, czy uda mi się zlapać czeską PC, Ty, rodzice jednak jesteście bliżej granicy, a zatem i nadajników czeskich nadajników, więc bez problemu łapiecie sygnał, ja jestem dalej, choć przecież i ja łapalam, słabo bo słabo, ale jednak, jednen z czeskich kanałów, jedynkę. Zobaczymy jak to będzie teraz w systemi cyfrowym.
                  Na razie mam kabel-przelotkę, ufff i namierzony w necie dekoder, który w sklepie niedaleko można kupić. ;)

                  Wiesz, nie wiem, czy nie będę mieć problemów ze zrozumienim. Jeśli chodzi o mój czeski to jestem na poziomie Večerníčka dla dzieci. ;)

                  Świetnie. W takim razie czekam cierpliwie na dla dalsze serie Dextera.
                  • grek.grek Re: Dexter V s - 12 odc, cdn 23.02.12, 14:01
                    hehe, no tak :] a dodatkowo... wiesz, to jest relacja uczuciowa, która ociepla postać Dextera, on ją kocha i dba o nią, ona o niego, gdyby to padło - no amenus, cała chemia serialowa, zresztą - jej też to służy, miłość brata, więc zapewne serial wieńczyłby obrazek dośc smutny, a za takie coś scenarzyści by byli poszukiwani listem gończym przez widownię już do końca swoich dni ;]

                    hmm, to może być pewien problem, faktycznie, chociaż... na tych nowych nadajnikach możesz mieć zaskakująco dobry obraz, tak mi się wydaje. Znajomi odbierają np. z satelity telewizje rosyjskie, niby z przeciwległego bieguna, co z kolei tutaj, na polandowym zachodzie powinno sprawiać kłopoty - a tymczasem obraz jest świetny. Więc - jesli cyfrówka ma możliwości zbliżone do telewizji satelitarnych, to CT najzupełniej dobrze powinna u Ciebie odbierać.

                    och, wiele słów przypomina polskie, wielu się nauczysz intuicyjnie. widzisz np. jakieś zwłoki, dwóch gliniarzy i jeden mówi : "vrażda ? sebevrażda ?, pane Prohazka ?" - no, i od razu kumasz, ze "vrażda", to "zabójstwo", a "sebevrażda", to "samobójstwo" ;] to latwe, naprawdę, wiele slów na instynkt da się zrozumieć.

                    orajt, jak tylko będzie jakiś sygnał w ramówce, ze VI seria ma się rozpocząc - w te pędy daję znać :], a potem chętnie poopisuję, co się dziać będzie.

                    • barbasia1 Re: Dexter V s - 12 odc, cdn 23.02.12, 17:13
                      A ja /z perspektywy znawcy streszczeń ;)/ dalej twierdzę, że to byłoby bardzo ciekawe .

                      Jeśli siostrzana miłość do brata jest szczera, wielka, to niełatwo nią zachwiać, wiem to z autopsji.

                      Okaże się zatem niedługo, co tam uda się wychwycić dzięki dekoderowi.

                      Zatem już dwa nowe czeskie słowa znam, zapiszę je sobie później do notesika. :)

                      Będę czytać, niezmiennie. Taki mój los. ;)

                      • grek.grek Re: Dexter V s - 12 odc, cdn 24.02.12, 13:25
                        scenarzystom nikt nie sprzedałby ubezpieczenia, po czymś takim ;]

                        no wiesz, dowiadujesz się nagle, ze twój brat ma na koncie iks truposzczaków... hmm, hehe.

                        pakiet podstawowy, najpewniej, wgra Ci się w momencie automatycznego strojenia kanałów, a wszystko, co ew. ponad - to już kwestia zabawy we własnym zakresie. Ja się na razie poza podstawowy zakres nie wypuściłem :] Na tym podstawowym dość jest możliwości, wg mnie, zawsze coś tam można dobrego wyłapać. ot, np. TVN7 od poniedziałku pokazuje House'a - od pierwszego odcinka, można zobaczyć jak to było, kiedy serial startował, a widownia pierwszy raz na oczy widziała taki typ bohatera, czy raczej antybohatera.

                        hehe, te słówka czeskie to tak w kontekście Dextera wpisałem :] Ale to naprawdę nie jest trudny język, w większości przypadków.

                        pisz także :]
                        • grek.grek Re: Dexter V s - 12 odc, cdn 24.02.12, 13:27
                          piszesz, dokształcasz [mnie / nas], komentujesz... no i ja/my też czytać, dzięki temu, mamy co, prawdaż tegoż żesz :]
                          • barbasia1 Re: Dexter V s - 12 odc, cdn 24.02.12, 14:27
                            A czy ja napisałam, że zamierzam tylko czytać, nożeż, ożeż!?

                            Miło mi, że tak jest, heh, choć tak. Zresztą vice versa, przecież. ;)

                            A propos dokształcania, kupiłam sobie właśnie na allegro za jedyne złotych 8 + 6 przesyłka fajną, mam nadzieję, książeczkę na temat kina - "100 najlepszych filmów stulecia" autorstwa Barry'ego Normana, angielskiego krytyka filmowego. Interesujące cyctaty z niego będę Ci / Wam podrzucać.
                            :)
                            • grek.grek Re: Dexter V s - 12 odc, cdn 24.02.12, 16:01
                              nie - na szczęscie NIE pisałaś takich rzeczy, wszelako trochę struchlałem i wolałem się upewnić, że nic nie ma na rzeczy i zostaje po staremu :]

                              świetna informacja, Barbasiu; z góry - dzięki :]

                              • barbasia1 Re: Dexter V s - 12 odc, cdn 24.02.12, 16:13
                                Skąd Ci coś takiego przyszło Ci do głowy? Jasne, że nic się nie zmieniło.

                                :))
                                • grek.grek Re: Dexter V s - 12 odc, cdn 25.02.12, 14:49
                                  sam nie wiem, coś mnie otumaniło na moment :]
                                  • barbasia1 Re: Dexter V s - 12 odc, cdn 25.02.12, 17:26
                                    !???????

                                    Bardzo lubię rozmawiać z Tobą, z Wszystkimi tu, jakżebym miała przestać?
                                    :)
                              • barbasia1 OT 28.02.12, 15:16
                                grek.grek napisał:

                                > nie - na szczęscie NIE pisałaś takich rzeczy, wszelako trochę struchlałem i wol
                                > ałem się upewnić, że nic nie ma na rzeczy i zostaje po staremu :]

                                Ustaliliśmy już przecież wcześniej, że piszemy tu do końca świata i jeszcze dzień dłużej, czyż nie?
                                :)
                                • grek.grek Re: OT 28.02.12, 16:10
                                  yes, nie inaczej :]
                                  • barbasia1 Re: OT 01.03.12, 16:50
                                    Good! :)
                        • barbasia1 Re: Dexter V s - 12 odc, cdn 24.02.12, 14:55
                          Ha,ha!
                          Myślisz, że aż tak by się porobiło? Hmmmm??????!?????

                          No, nóżki by się pode mną ugięły, na pewno ...

                          Zobaczymy jak to będzie, nam zawsze słabo odbierała antena dosc niekorzystnie umieszczona pod dachem na strychu niewysokiego bloczku. Pierwsze próby wykazały, że od razu o automatycznie dekoder łapie tu 15 kanałów. TVN7 chyba też. Dobre wieści z Housem. Z pierwszej serii widziałam niewiele odcinków, nawet ich już nie pamiętam.

                          Jakby tak tematycznie zebrać słówka, nauczyć się, to może by i dało się swobodnie oglądać filmy via ceska televizie!?

                          Czeski nie trudny, to prawda, mam fajną koleżankę Czeszkę, do której korespondencję skadalicznie zaniedbałam, heh, ona zazwyczaj pisze do mnie po czesku, sporo rozumiem, reszty się domyślam, albo sprawdzam w słowniku .

                          :)

                          • grek.grek Re: Dexter V s - 12 odc, cdn 26.02.12, 13:37
                            wszystko mozliwe :]

                            15, to już jest kapitał, na pewno będzie ich więcej po tym - będą sukcesywnie same wskakiwać, jak sądzę; u mnie, teraz, jest bodaj 27, na większości i tak nie ma nic ciekawego ;]

                            mnie sie udaje jakąś w tym brnąć, przynajmniej w większości rozumiejąc konkretne słowa i zwroty, a w części pozostałych - domyślając się. to łatwy język, wbrew pozorom, w dużym stopniu podobny do polskiego.

                            no proszę, hehe, to masz dodatkowe możliwości [roz]poznawcze.

    • maniaczytania Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 1 (vol. 18) 20.02.12, 19:29
      uch, nie mam za bardzo kiedy ( a przeciez obiecalam juz pare filmow) :(((
      ale podczytuje Was caly czas regularnie...

      A w sobote z wielka przyjemnoscia obejrzalam sobie po raz xxxxx ;) "Ja Cie kocham a Ty spisz" - uwielbiam ten film :)
      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2012 - 1 (vol. 18) 21.02.12, 00:14
        i mnie Aborygenów obiecałaś! :)

        Grunt, że się nie oddalasz za daleko!
        • maniaczytania Barbasiu, 22.02.12, 20:41
          o Aborygenach pamietam, pamietam. Tzn. niewiele o nich pamietam ;),
          ale pamietam, ze mam napisac :)
          • barbasia1 Re: Barbasiu, 24.02.12, 14:16
            maniaczytania napisała:

            > o Aborygenach pamietam, pamietam. Tzn. niewiele o nich pamietam ;),
            > ale pamietam, ze mam napisac :)

            Hahaha :)

            Jak będziesz tak dalej pamiętać, Maniusiu, to wkrtóce zapomnisz całkowicie o czym pamiętałaś. ;(

            Może w przyszłości nieco dalszej pożyczę polecaną przez Ciebie książeczkę pana pordóżnika i sama Ci na Twym blogu o Aborygenach napiszę, w komentarzu. ;)
            • maniaczytania Re: Barbasiu, 24.02.12, 18:46
              Hehehe :)

              Pamietam o trzech rzeczach - nazwe je tak - patrzenie na swiat, mierzenie odleglosci, wyroki.
              • barbasia1 Re: Barbasiu, 28.02.12, 15:14
                OK!
                :)
    • grek.grek "Carmen",vers.Saury/ Symetria 21.02.12, 14:12
      Czesi w tym tygodniu maglują Carlosa Saurę. w piątek... Don Giovanni, heh, a wczoraj - Carmen.

      rzecz z 83 roku i w zasadzie tyleż film, co połączenie teatru, inscenizacji, musicalu Z filmem.

      Pewna grupa taneczna przygotowuje przedstawienie na podstawie Carmen Bizeta. Antonio, główny choreograf szuka odtwórczyni tytułowej roli - nie chce kombinować nadmiernie : Carmen ma być młoda, piękna, pikantna; musi mieć w sobie żar. Prowadzi on duże studio taneczne, gdzie ćwiczą liczne grupy kobiece i męskie, no i tak chodzi, chodzi i podpatruje dziewczyny szukając tej właściwej. Wreszcie ją znajduje - jest taka jak sobie wymyślił, w ogóle - jest taką, jaką chyba nie tylko on by sobie wyobrażał jako ideał Carmen : czarnowłosa, zamaszysta w ruchach, z Okiem i calą resztą. Antonio nie tylko składa jej propozycję występu w jego spektaklu, ale i się w niej zakochuje. Nawiązują romans, a w międzyczasie on ją przygotowuje do występu, pomaga mu doświadczona tancerka, Cristina, pomagają młodej Carmen się wyzwolić, wczuć w rolę, wejść w buty swojej bohaterki. A wtedy okazuje się, ze nieskrępowana Carmen, to kobieta niezależna, przewrotna i wcale nie mająca zamiaru swoją namiętnością obdarzać tylko Antonia, a gotowa romansować z każdym, kto się jej spodoba. Antonio zyskuje wymarzoną sceniczną Carmen, ale nie jest w stanie zatrzymać serca i zmysłów samej aktorki-tancerki tylko dla siebie.

      mniej jest tu słów, za to mnóstwo tańca, mowy ciała, układów tanecznych. Sytuacje pozornie pozasceniczne w mgnieniu oka przeistaczają się, za sprawą samego zespołu teatralnego, w układy taneczne. Jakby film grany w filmie. Oni cały czas są na scenie, żyją spektaklem do którego się przygotowują i nieustannie gotowi są do przejścia w rzeczywistość spektaklu nawet w momencie niby zwykłej codzienności. Nie ma momentu przerwy, spektakl i próby do niego trwają cały, bo życie to scena, a scena to życie, róznica jest płynna i oni przeskakują między nimi z wyjątkową łatwością i zgrabnie bardzo.

      Piękne kobiety, łatwa do uchwycenia i zatracenia się w niej atmosfera, muzyka, taniec - nie ogląam jakichśtam jukendensów, a tutaj zupełnie się wciągnąłem, pewnie przez fakt amorficzny charakter narracji w tym filmie.

      świetna jest scena, kiedy cały zespół zbiera się razem i w wielkiej sali odgrywają tańcem rozmaite sceny - jedni po prostu wskakują na środek i ku aplauzowi innych wykonują indywidualne uklady taneczne, potem dwóch tancerzy imituje corridę, a w którymś momencie pojawia się Carmen w stroju już przygotowanym do spektaklu i wszyscy są zamotani zupełnie, bo takiej senority w życiu nie widzieli, a Carmen temperamentnie zawijasy kręci pod tytułem "jestem laska co się zowie". ale w tym momencie na stół wskakuje ta starsza tancerka, Cristina, i z szelmowskim spojrzeniem i uśmiechem zadziera kieckę i demonstruje wysportowanee nogi i tyłek, z miną "no i co ? zatkało ? ze mnie laska jest nie gorsza" - ale to w formie zabawy i wszyscy to kupują, taka forma rozmowy za pomocą tańca. Świetne... i taniec, i tyłki i nogi i cała reszta ;]

      rzućcie okiem, chociaz na fragment, choć całośc to jednak całość, we fragmencioe trudno złapać rytm filmu, niestety albo... stety ? :
      www.youtube.com/watch?v=Hb0-SZWZ-ok
      "Symetria" była zaraz po Carmen. Miałem wielką nadzieję, ze Czesi tego nie zepsują i dadzą bez dubbingu, bo jednak dialogi są tak niepowtarzalne i tak specyficznym żargonem pociągniętem, ze by to była porażka na całej linii. Nie zawiedli mnie :] - dali oryginalną wersję, z napisami u dołu. Chcecie obejrzeć dobre polskie kino - włączajcie czeskie stacje tiwi. Mam nadzieję, że nie stanie się to regułą, ale to już któryś polski film, który widać wlasnie w CT.

      Btw, świetny film. jeden z lepszych w ostatnich latach made in Polandia. Niezmiennie. wczoraj się jeszcze umocniłem w tym przekonaniu.
      • barbasia1 Re: "Carmen",vers.Saury/ Symetria 21.02.12, 15:55
        Piękna rzecz! Wręcz hipnotyzuje ten taniec kobiet na zalinkawanym fragmencie Carmen Saury . :)


        Szukam własnie w necie jakiegoś tekstu na temat Saury i jego kina, ale na razie nic nie znalazlam, może później się uda, może z innego źródła skorzystam ...

        • grek.grek Californication IV/7 22.02.12, 13:32
          orajt :]

          w Californication... film na podstawie "Seksu i boksu" coraz bardziej realny, bo aktorka Sasha postanowiła wrócić do projektu z uwagi na tego Brada Pitta 2.0 - w związku z tym Hank dostaje scenariusz do poprawki, za co ma zarobić 10 tysiaków za każdy dzień pracy, no i... dostaje Sashę do dalszej sekskonsumpcji, bo ona ani myśli z romansu z Hankiem zrezygnować. probuje Hanka uwieśc w swoim busie-garderobie na planie jakiegoś dennego filmu o zombie, który właśnie kręci, ale Hank ma swoją godnośc : nie chce być odpowiednikiem jakiegoś jogurtu czy kanapki z kaszanką, które się podjada w biegu, więc Sasha kończy bez seksu, za to przypięta przez Hanka kajdankami do części wewnętrznej infrastruktury busa :]

          Jednocześnie Hank poznaje w barze hotelu,w ktorym ciągle mieszka, atrakcyjną 40+ babkę, z ktorą nawiązuje przyjemną konwerację zakończoną seksem w jego pokoju hotelowym. Łączą ich problemy z dziećmi : jej córka sie od niej oddaliła, a córka Hanka właśnie wchodzi w okres jarania skrętów w rockowym klimacie i jakoś Hanka nie chce słuchać, bo nie ma chyba do niego, jako ojca, zaufania. Młodzieńczy bunt, ale i poważny zgrzyt na linii tata-córa.

          Rankiem odwiedza ten hankowy pokój Sasha, i wychodzi na jaw, ze poznana w barze "matka z problemami z córką" to... jej własna matka :] kto obrywa ? jasne że hank - kopa między nogi od Sashy :] Obie panie dadzą sobie za chwilę buziaka, a Hank po kopniaku od Sashy, przychodzi ją przeprosić i zostaje rewanżowo przypięty kajdankami do wnętrza infrrastruktury busa i co gorsza ze spodniami opuszczonymi do kostek, a tiszertem zawiniętym na twarz. A miał być przepraszająco=godzący seks, hehe...

          Od pani matki zaś, Hank słyszy, ze miły i romantyczny z niego facet, ale... musi sobie zdać sprawę, ze być moze jest o pół kroku przed momentem, w którym podrywanie małoletnich panienek będzie dla niego już niewyjściowe, obciachowe i bardziej objawem kryzysu wieku średniego niż męskiej atrakcyjności. No i to go zastanawia. Zostaje sam i sącząc drinka samotnie, w hotelowym hallu, ma bardzo zamyśloną minę do piosenki z wyeksponowanymi słowami : "on way to the home...". no tak, żony niet, córka go traktuje jak piąte koło, a łysy...

          ... a łysy zalicza kolejny numer na swojej drodze do osiągnięcia liczby setki kochanek - tym razem jest to babka od nieruchomości, która przyszła zobaczyć dom jego i Marcy [tzn, Marcy, bo łysy mieszka w nim tylko z powodu jej hojności], który Marcy zamierza sprzedać, co łysego nieco martwi, bo... gdzie pójdzie ? od słowa, do słowa, a że babka nakryła łysego na oglądaniu porno, z dwiema dziewczynami w akcji... seks musiał być - i to dziwny, bo babka cały czas nawijała do swojego ojca, który chyba nie pozwalał jej randkować, bo teraz ona najwyraźniej jest nakręca się tym, ze robi coś, co by się tatce nie spodobało :] łysy jest zdziwiony bardzo, ale bierze co daję i nie protestuje ;]

          Marcy zaś nosi ciążę, informuje o tym Stuarta, tego bogatego producenta, z którym się spotyka, a ten roi sobie, ze to jego dziecko, chociaż marcy nie ma nadal pewności, czy przypadkiem nie łysego to sprawka. W każdym razie tenże Stuart od razu informuje swoją mamę, że zostanie ojcem i w ogole mu na tym punkcie chyba lekko odbija :]

          będzie ciekawie jesczze, nie ma co :]
          • barbasia1 Re: Californication IV/7 22.02.12, 15:02
            Hank po kopniaku od Sashy, przychodzi ją przeprosić i zostaje rewanżowo przypię
            > ty kajdankami do wnętrza infrrastruktury busa i co gorsza ze spodniami opuszczo
            > nymi do kostek, a tiszertem zawiniętym na twarz.

            :)))
            Ładne! ;)

            > będzie ciekawie jesczze, nie ma co :]

            Będzie, będzie.
            Ciekawe, jak się łysy zaptruje na konkutrenta do ojcostwa?

            Fajny odcinek, dzięki!
            • rosemadder dziś... 23.02.12, 11:12
              Masz na imię Justine oglądamy w KK

              ktoś oglądał? warto? jakie wrażenia
              nie przepadam za Cieślak ale zobaczymy:)
              • pepsic Re: dziś... "Masz na imię Justine: 23.02.12, 11:46
                Z tego, co pamiętam Grek oglądał i relacjonował. Wstępnie się przymierzam, a z Cieślak mam podobnie, o ile nie gorzej, bo dziewczyna mnie jakoś drażni.
                • rosemadder Re: dziś... "Masz na imię Justine: 24.02.12, 10:01
                  kolejny raz nie zawiodłam się na KK
                  mocny,poruszający obraz, bardzo ciekawie poruszył temat sprzedaży kobiet
                  ciekawie przedstawiona metamorfoza bohaterki, proces "złamania" jej charaketru
                  i fajne zakończenie

                  brawo dla Cieslak która mnie do siebie przekonała, pomimo iż nadal za nią nie przepadam
                  • pepsic Re: dziś... "Masz na imię Justine: 24.02.12, 21:38
                    Tym razem jestem na delikatne nie, jak poniżej. Choć całkiem filmu nie przekreślam,gł. za sprawa doskonale i sugestywnie zagranej sceny, kiedy dziewczyna orientuje się, że coś jest nie halo. Nie, nie chodzi o gwałt i krwawą jatkę.
              • grek.grek Re: dziś... 23.02.12, 14:11
                jam to był uczynił, sister Rose ;]

                rzecz tyczy sprzedaży polskich kobiet alfonsom celem zrobienia z nich dziwek. Tutaj jest konkretna taka historia. momentami mocna, przez część czasu trochę statyczna [aczkolwiek, sfera psychologii wtedy się włącza], i - wg mnie - zwroty akcji, jej rozwój, w niej następują w sposób w jakimś stopniu przewidywalny, bo przecież nie może być aż tak studziennej nory,z której żadnego światełka nie widać, choćby przez najgęstsze kraty i krzaczory. Ale to dobry film jest, poruszający, żywy, sugestywne sceny [moment "przekazania towaru", aż się czuje te gęstą, brudną atmosferę i strach narastający w tej dziewczynie]z męskimi postaciami glównie wrednymi [jej chłopak, co za typ...] i z dzielną kobietą, dobrze graną przez Annę Cieślak. No i temat stale aktualny, a film moze robić za "ku przestrodze" dla wszystkich dziewczyn łatwowiernych. Nie podrzucę swojej recenzjon, bo za dużo w niej dałem spojlerów. w każdym razie, cieszy mnie, ze sporo wody w rzekach upłynęło od tamtego czasu i nawet jeśli ktoś tamtą moją relację czytał, to bankowo zdązył zapomnieć i obejrzy z czystą kartą.
                • barbasia1 Re: dziś... 23.02.12, 16:57
                  Podpisuję się pod słowami Greka, oglądałam kiedyś "Masz na imię Justine ". Film z naparwdą dobrą, przejmującą rolą Ani Cieślak jest bardzo sugestywny, poruszający, na tyle, że nie mam jeszcze ochoty na jego powtórkę.
                  Ale oczywiście też polecam tym, którzy nie widzieli.

                  Czekam na "Dom zły"/ Mania, tym razem wprowadza w klimat :)/

                  :)
                  • bakali Masz na imię Justine 24.02.12, 09:25
                    No proszę was.... Ja mam chyba inną definicję dobrego kina.
                    Obejrzałam, bo właśnie dobrego kina się spodziewałam i już się dzielę wrażeniami.
                    Temat ważny i bardzo obiecujący, można zrobic z niego poruszający, wstrząsający film. Uważam, ze autorzy nie wykorzystali tego potencjału. Co więcej: chcieli dobrze, ale stworzyli zlepek absurdów, do tego mając nadzieję, że widz jest tak głupi, że ich nie zauważy.
                    Owszem, film mnie poruszył, przyznaję, ale nie tak jak powinien. Zamiast współczuć bohaterce, od połowy filmu czułam narastającą irytację. Greku, uważasz, że bohaterka była dzielna? Dla mnie to totalne cielę. Miała tyle okazji, żeby uciec, a tego nie zrobiła. Swojemu zniewieściałemu wybawcy-oprawcy raz ufała, raz nie ufała. Niezdecydowane dziewczę. Rozumiem, że napięcie, ze budowa scen, ale to wszystko było nielogiczne. Psychologiczna płaszczyzna bardzo kuleje, widzę w niej wiele niekonsekwencji. Autor scenariusza nie mógł sie zdecydować czy bohaterka chce być Mariolą, czy Justine, ślizga się po sferze emocji i psychiki. Tak, Ania Cieślak dobrze zagrała strach, zagubienie, przerażenie, zobojętnienie. Ale nic nie mogła zrobić wobec braku logiki w scenariuszu.
                    Scena ucieczki z Nico dosłownie mnie rozbawiła: co za akcja, trzech dorosłych oprychów sterroryzowanych malutkim pistolecikiem, już widzę, jak żaden z oprychów nie waży się zareagować żeby Nico nie zrobił krzywdy innemu oprychowi, i daje uciec dziewczynie.
                    Nie wierzę tez, że tak młodej dziewczynie udało się przepić dorosłego mężczyznę - choć oczywiście doceniam wątek patriotyczny: gdy pojawia się wódka, Polska nie ma sobie równych i żaden Niemiec nie ma w tym temacie szans :)
                    Pierwszą rzeczą, którą każdy by zrobił po uwolnieniu z mieszkania powinien być telefon do kraju, do babci. Albo chociaż poszukanie ambasady, policji! A ona daje się wozić facetowi po całym mieście, pokornie czeka w pustym samochodzie aż Nico do niego wróci z porannego siusiania( założe się, ze w stacyjce zostały kluczyki, poprzednie sceny sugerowały że bohaterka potrafi prowadzić - dlaczego nie uciekła?).
                    Nie wspomnę już o takich szczegółach jak to, ze Mariola cała samochodową wycieczkę po Berlinie odbywała w swoim "roboczym" stroju z biustem niemalże na wierzchu. Biorąc pod uwagę, że chciała zapomnieć o wydarzeniach ostatniego tygodnia, każda kobieta chciałaby się zakryć, poprosiłaby chociaż Nico o pożyczenie jego kurtki. Ale to drobiazg, być może się czepiam.
                    Kolejna sprawa, najbardziej niedorzeczna: w finałowych scenach, mając zupełnie wolną drogę ucieczki, ponieważ obaj panowie leżą na ziemi mniej lub bardziej pokonani, oczywiście nie ucieka i do tego daje się jeszcze zamknąć w niemieckim więzieniu!!!! Ok, chciano pokazać niesprawiedliwość świata, zaburzenie jasności zjawiska przestepcy i ofiary, ale bez przesady!
                    Być może oglądałam ten film z większym dystansem niz inni, ponieważ to nie pierwszy film o tej tematyce który widzę, ale niektóre sceny po prostu porażały mnie swoją niekonsekwencją i brakiem logiki.
                    Plus dla Anny Cieślak. Żaden inny aktor nie zrobił na mnie wrażenia.
                    Może to bluźnierstwo, ale pod koniec filmu z większym zainteresowaniem obserwowałam udane fryzury bohaterki (te z krótkich włosów, bardzo jej pasowały) niż akcję. Dla mnie to film kiepski, z niewykorzystanym potencjałem. Polska chciała mieć film o tematyce handlu żywym towarem - to ma. Użyję porównania na czasie: autostrady i reprezentacje piłki nożnej tez mamy - nikt nie może nam zarzucić, że nie - ale nie wystarczy coś mieć, żeby się tym chwalić. I tak samo jest z tym filmem.

                    • grek.grek Re: Masz na imię Justine 24.02.12, 13:18
                      o la la, solidna krytyka :]

                      Ja myślę, ze dziewczyna była dzielna - w znaczeniu : nie wyskoczyła oknem z rozpaczy, pozbierała się jakoś, przetrwała trudny moment, traumatyczny, została wystawiona jak
                      jeleń na strzał, uwięziona, zgwałcona. sporo jak na jedną prostą dziewczynę w obcym
                      miejscu, pośród obcych ludzi mających niedwuznacznie wrogie zamiary wobec niej, bez
                      szans -potencjalnie- na ucieczkę, albo pomoc. Dopiero później pojawia się, jak to w polskich filmach - "dobry Niemiec" :]

                      Czy psychologia kuleje ?

                      Wiesz, ona w którymś momencie faktycznie zaczyna się rozmywać w swej tożsamości, zaczyna lawirować w kierunku "bycia Justine", ale ja to podciągam pod traumę, jakiej doznała, wyobcowanie ktore sie nałożyło na to. To jest opisane w psychologii - kiedy otoczenie widzi ciebie w jakiś określony sposób, albo na tobie to wymusza - zaczynasz się faktycznie zachowywać w zgodzie z jego oczekiwaniami albo się czujesz jakby ta łata, którą ci lepią, była twoim prawdziwym ja, zaczynasz instynktownie do niej lgnąć. Nie znam, nie pamiętam, fachowej nazwy tego syndromu, za co z góry przepraszam, bo bez tego na pewno ten argument brzmi nie dość przekonująco.

                      idąc jednak tym tropem... od Marioli otoczenie oczekiwało "bycia Justine", więc - tresowało ją ku temu wmawiając jej, ze to jej nowa twarz i nowa rola życiowa. I to do niej dotarło. Nie wyparło Marioli, ale presja i sposób jej wywierania - zrobiły swoje, musiały odnieść określony skutek, stąd to zamieszanie w jej zachowaniach - tak ja bym to tłumaczył.

                      Nie oglądałem wczoraj, ale przypomniałem sobie spojler własnej roboty i tam jest napisane, ze ona raczej nie upiła tego ktorego upić chciała, ze jednak gość okazal się odporny na polish vodka, hehe. Ale... jak wspomniałem - nie pamiętam zbyt dobrze szczegółów, i bazują na własnych obserwacjach z zawżdy onegdaj ongiś, więc możliwe, że to ja się omyliłem podówczas azaliż :]

                      co do tego, ze Mariola nie ucieka, kiedy ma okazję... Pytanie : dokąd by miała uciekać ? obcy kraj, miasto, na jej tropie [i dobrego Niemca] jakieś podejrzane szuje, ciuchy i wygląd niewyjściowe, poza tym - wiesz, ja myślę, ze ona zaufała swojemu Niemcowi, czy tam kim on był, panu Niko.

                      a może zwątpiła, może zobojętniała ? z drugiej strony - prosiła o pomoc klientów w tym swoim nowym przybytku, w ktorym urzędowała z Niko... [bezczelnie podpieram się spojlerem i własnymi notkami sprzed 1,5 roku].

                      Ja sądze, ze scenariusz zakładał otumanienie bohaterki, jej zagubienie w życiu, po tej całej akcji w domu w kamienicy - straciła rozsądek ? nadzieję ? A może postępowała rozsądnie ? A może po prostu na zmianę Mariola i zakorzeniona w niej Justine przejmowały nad nią kontrolę, co by sugerowało glęboki defekt psychiczny nabyty po traumatycznych wydarzeniach w mieszkaniu w kamienicy ?..

                      ta ostatnia ewentualnośc wydaje mi się niezłym wytłumaczeniem, biorąc pod uwagę bottom line całego scenariusza; jak sądzisz ? jak sądzicie, ogladaliście ?

                      jeszcze nieskromnie i żenująco dam link do swojego niezbornego bazgrolenia sprzed 1,5 roku :
                      forum.gazeta.pl/forum/w.14,95533676,98259339,Re_Brudny_Harry_dzis_w_TVN.html

                      • bakali Re: Masz na imię Justine 24.02.12, 13:32
                        Greku, link nie działa :(
                        Myślę, że nie powinniśmy doszukiwać się w tym filmie głebszego psychologicznego sensu, według mnie temat został po prostu przedstawiony płytko. Jak wspomniałam, widziałam kilka filmów o tej samej tematyce i potrafię już odróżnić solidne podejście do tego tematu od "dzieła" które ma robić wrażenie raczej realistycznymi scenami niż swoją głebią.
                        Uzupełnię jeszcze mój poprzedni wpis, ponieważ zapomniałam napisać o 2 sprawach. Żeby nie wyszło, ze tylko krytykuję, chce jeszcze pochwalić twórców za 2 rzeczy: po pierwsze imię bohaterki (Justine - Justyna = sprawiedliwość) i udany tytuł filmu.
                        • barbasia1 Re: Masz na imię Justine 24.02.12, 14:01
                          Grek nie potrafi wklejać linków - ;)

                          forum.gazeta.pl/forum/w,14,95533676,98259339,Re_Brudny_Harry_dzis_w_TVN.html
                          • grek.grek Re: Masz na imię Justine 24.02.12, 15:47
                            nie da się ukryć... na szczęscie, Ty trzymasz rękę na pulsie ;]
                            • barbasia1 Re: Masz na imię Justine 24.02.12, 15:57
                              :)
                              To był żart, oczywiście, żadnej w tym Twojej winy nie ma.
                              • grek.grek Re: Masz na imię Justine 24.02.12, 16:14
                                dzięki za wyrozumiałość i poprawkę :]
                                • barbasia1 Re: Masz na imię Justine 24.02.12, 16:33
                                  Maj pleże. :)
                        • grek.grek Re: Masz na imię Justine 24.02.12, 15:54
                          na szczęście Barbasia była tak dobra i mnie skorygowała :]

                          wiesz, jakaś tam psychologia się wkradła w poczynania realizatorów tego filmu, będę się, mam nadzieję - sympatycznie, upierał. Czy wysokich lotów to próba była na poziomie papieru, wykonu i realizmu ekranowego... subiektywne sądy pozostają. Nie przepadam za ocenianiem za pomocą stopni, gwiazdek etc, ale dałbym dobre 3 + :]

                          Justine - Justyna - "Justyna, czyli nieszczęścia cnoty" markiza de Sade'a... co powiesz na taki wariant # 2 ? :]
                    • pepsic Re: Masz na imię Justine 24.02.12, 21:34
                      Mam identyczne odczucia, jak Bakali. W 99%, jakbym swoje myśli czytała. Czyli: zaprzepaszczona szansa na udany film biorąc pod uwagę nośny temat, chaos sytuacyjno-psychologiczny w części następującej po złamaniu bohaterki, brak wyrazistego przesłania, złe pokierowanie aktorką w tej części, dobry tytuł, charakterystyczny, łatwo wpadający w ucho.
                      Natomiast nie zgadzam co do opiniii tyczącej charakteru dziewczyny. Moim zdaniem miała b. silny charakter, tylko twórcy sie pogubili i stracili wizję w drugiej części. Gwoli ścisłości, jak dziewczyna miała uciec z miejsca zbrodni bez paszportu i znajomości języka? I tak by wylądowała na policji, bądź wróciła na ulicę. Dziwne natomiast było, że w dobie telefonii komórkowej nie zadzwoniła o pomoc z żadnego aparatu licznych klientów, np. jak byli w łazience. Dodam, że aż prosiło się rozwinięcie tematu wokół sprzedania dziewczyny alfonsom przez jej chłopaka, stopniowania wzajemnych relacji i napięcia, do krwawej zemsty, myślę że z większą korzyścią.
                      Anna Cieślak - nawet nieźle, ale II część zawaliła i jakoś nie wzbudzała należytego w jej sytuacji współczucia. Przypuszczam, że dużo lepiej spisałaby sie Małgorzata Buczkowska aktorka z dużym potencjałem (Hania, jedna z koleżanek).
                      Muszę się przyznać, to samo bluźnierstwo popełniłam, z tym że zastanawiałam sie, w której peruce bardziej Justine do twarzy;)
                      Ps. Grek zaznaczył moment, kiedy do Marioli dociera, w co wdepnęła - podzielam, mocna, sugestywna scena, dodam, niestety b. prawdziwa.
                      • grek.grek Re: Masz na imię Justine 25.02.12, 14:53
                        Jak to mawia klasyk - niechby tylko byla jedna dobra, warta zapamiętania scena, i to samo już czyni film wartym obejrzenia :]

                        co do psychologii... może niespójne zachowania Marioli są właśnie następstwem całej serii wydarzeń traumatycznych ? gubi ona swoją tożsamość. MOże tytuł właśnie nawiązuje do
                        tej zmiany w jej głowie, do tego chaosu i rozchwiania, akcentując piętno jakie na niej wywarła cała sekwencja zdarzeń w kamienicy ?
                        • pepsic Re: Masz na imię Justine 25.02.12, 18:34
                          Może i tak, tylko, że nieudolnie to przedstawiono, dlatego przychylam się do opinii Bakali, nie doszukiwałabym sie drugiego dna.

                          Ps. Jeszcze jedna niespójność mi się przypomniała, a mianowicie, kto wybiera się z wybrzeża do Berlina przez Piotrków Trybunalski? Chyba, ze coś mnie ominęło.
            • grek.grek Re: Californication IV/7 23.02.12, 14:12
              proszę bardzo :]

              hehe, łysy chyba będzie musiał zapomnieć o swoim marszu ku "setce kochanek" ;] wspólne dziecko, o ile to lysego ciąża, może wreszcie ich ze sobą zwiąże, lepiej niż seks, na ktorym próbowali swój związek ufundować.
              • barbasia1 Re: Californication IV/7 23.02.12, 16:46
                :)

                Czyżbyś nie doceniał, nie wierzyl w ambicje Łysego, he,he!? ;))



                • grek.grek Re: Californication IV/7 24.02.12, 15:48
                  sądzisz, ze będzie próbował złapać dwie sroki za ogon ? ;]
                  • barbasia1 Re: Californication IV/7 24.02.12, 15:52
                    Widziałam pierwszy odcinknek V serii Californication i ... milczę we wszytskich językach świata. :))
                    • grek.grek Re: Californication IV/7 24.02.12, 15:55
                      Barbasiu, apeluję do Ciebie o zdecydowanie większą gadatliwość :]
                      • barbasia1 Re: Californication IV/7 24.02.12, 16:03
                        Rozpatrzę ten apel. :)
                        • barbasia1 Re: Californication IV/7 i / V/1 25.02.12, 17:23
                          Apelacja rozpatrzona została pozytywnie.

                          Otóż w 1. odcinku 5. serii, który wywołał wielką konstrenację i u mnie, i u większości widzów (na stronę filmwebu rzuciłam właśnie okiem) kontrowersyjnym przesunięciem akcji o 3 lata do przodu (w stosunku do ostatniego odcinka serii 4.) Łysy będzie zaliczał upragnioną setną kochankę! Marcy ze Stu jednak się związała, pomimo, że ojcem dziecka jest Charlie, który oczywiście dzieli się z nią opieką nad ich 3-letnym synkiem, jakoś wyjątkowo małomównym.

                          :)
                          • grek.grek Re: Californication IV/7 i / V/1 26.02.12, 13:41
                            cieszy mnie to :]

                            o kruca, ciekawy manewr - 3 lata do przodu... pewnie córka Hanka wygląda już jak jego własna matka ? ;]

                            a jednak Łysy zmajstrował bobasa... a małomówność ? może dlatego, że plus i plus [czyli : pyskata mama i pyskaty tata] dają razem minus [dziecko niemowa] ? hehe...
                            • barbasia1 Re: Californication IV/7 i / V/1 28.02.12, 15:14
                              Ty jesteś!!! ;) Dla córki (a i pozostałych) jakby czas się zatrzymał. ;)
                              Tylko dziecię Łysego urosło.

                              Coś w tym jest. Choć niektóre dzieci tak mają, że zaczynają mówić nieco później, po trzecim roku życia.
                              :)
                              • grek.grek Re: Californication IV/7 i / V/1 28.02.12, 16:09
                                hehe, mam nadzieję, że dzieciak łysego podobny jest raczej do matki ?

                                no tak, zaczynają później, ale pewnie za to nadrabiając początkowe opóźnienia mówią
                                odpowiednio częściej i więcej ? ;]
                                • barbasia1 Re: Californication IV/7 i / V/1 01.03.12, 17:03
                                  Mały właśnie jakby podobny raczej do Charliego, he,he. ;)


                                  Bywa i tak, ale nie ma reguły.

                                  :)
        • siostra.bronte Re: "Carmen",vers.Saury/ Symetria 23.02.12, 13:31
          Bardzo lubię wczesne filmy Saury! Wiele lat temu w publicznej tv był przegląd jego filmów. "Mrożony peppermint", "Anna i wilki", "Nakarmić kruki", "Elizo, moje życie". Przy okazji, większość klasyki kina obejrzałam właśnie w czasach, kiedy mieliśmy dwa kanały tv :)
          • barbasia1 Re: "Carmen",vers.Saury/ Symetria 23.02.12, 17:19
            To były czasy. ;)

            Żadnego z tych filmów niestety nie widziałam. Przydałby się jakiś cykl filmów Saury w TVPKultura.
          • grek.grek "Carmen",vers.Saury/"POcztówki znad krawędzi" 24.02.12, 13:54
            oglądałem "nakarmić kruki", na tyle dawno, że pamiętam dwie rzeczy" : a] dziewczynkę, której się wydaje, ze otruła ojca [splot przypadków, on umarł na co innego, ale jej się wydaje, ze na lekarstwo czy tam coś, co ona mu podała] i zaczyna się jej wydawać, ze posiada nadprzyrodzoną moc, b] charakterystyczny motyw muzyczny, piosenka śpiewana takim delikatnym dziewczęcym głosem, w filmie dziewczynki słuchają jej na strychu z płyty puszczanej na adapterze

            ale, pędź mnie boso po szkle, a nie przypominam sobie o co chodziło, intrygi i w ogóle nic, poza tymi dwiema sprawami.

            wczoraj POlsat uraczył "Pocztówkami znad krawędzi" - made in america, rzecz o aktorce która po trudnym okresie w życiu, przedawkowaniu prochów i detoksie próbuje jakoś odnaleźć się w świecie, wyprostować swoje ścieżki.

            cięzko jest : musi mieszkać z matką, też aktorką, tyle ze już w fazie schodzącej, ktora ma problemy z zaakceptowaniem tego faktu, a poza tym : obie panie nigdy się specjalnie nie lubiły, matka dodatkowo popija i dzielą je sprawy z przeszlości, w której mamuśka i jej esktrawagancje nie raz były powodem do wstydu i żenady dla córy/ Kłócą się zatem i wypominają sobie przeszłość na okrągło.

            Przydałby się jakiś facet, nie ? Trafia się jej szarmancki, młodszy od niej, ale taki, co to z niejednego pieca bułki jada - czyli też klapa.

            Praca do tego, czyli aktorzenie - po jej dawnej pozycji w brażny nie ma śladu, dostaje rolę w jakimś kretyńskim filmie akcji, gdzie gra policjantkę i albo "wisi na krawędzi budynku" [ironiczna scena, w realu wyglada to tak, że aktor nie "wisi", tylko leży na atrapie ściany, ten ruch uliczny pod nim, to po prostu puszczony z rzutnika na płótno za nim film :] albo jest przywiązana do sztucznych kaktusów, a za scenografię rodem z Arizony robi wymalowany, gigantyczny karton

            Nie dośc, ze plotkują o niej garderobiane [świetna scena, kiedy aktorka schowana pomiędzy wieszaki z ubraniami, tak ze jej tylko oczy wystają, słucha jak w przyczepie, w której ma swoją kanciapę - jak makijażystka i producent obgadują ją,aż się kurzy - a że cellulit ma, a że biust się jej rozłazi, a że jej ciało to koszmar dla oświetleniowca, i w scenach erotycvznych leżących biust jej pod pachami będzie zalegał... po prostu szajba luz :]. I na domiar wszystkiego, producenci i byle urzędasy filmowe od papiurków każą się sikać do butelki, zeby przeprowadzić badania moczu do jakiegoś ubezpieczenia czy czegoś; generalnie, plan filmowy wygląda mało ciekawie, a w może nawet jak miejsce wyjątkowo niewdzięcznej i szarej jak papier toaletowy roboty.

            ale, wiecie sami, ze nie może nie być happy endu. Pretekstem do niego, i wreszcie ułożenia sobie relacji z matką, stanie się tejże matki samochodowy wypadek, po którym ląduje w szpitalu, a córka ją tam odwiedza i w szczerej rozmowie się obie panie sobie lepiej przyglądają i wreszcie zaczynają dogadywać, wykazując dla siebie wzajemną tolerancję, empatię i przebaczenie przeszłości, zaś córka umawia się na randkę z, jak się wydaje, zrównoważonym i miłym lekarzem w średnim wieku.

            a finał, to już triumfalny powrót pani aktorki na plan, za pomocą brawurowego wykonania piosenki w filmie, która to wykonanie podbija całą ekipę realizacyjną i jest widomym znakiem, ze... she's back for good :]

            Meryl Streep gra główną bohaterkę, Shirley mc Laine jej matkę i rozmowy między nimi są najlepszymi scenami w filmie, zwłaszcza sposób w jaki mową ciała podbijają swoje kwestie, zwykle konfrontacyjne i zgryźliwe, aczkolwiek w szpitalu z kolei - córka robi matce makijaż, pomaga nakleić sztuczne rzęsy, na głowie zakręcić chustę a'la diva kina lat 30-tych, co by mamuśka mogła sie pokazać w pełnej krasie i jakby-się-nic-nie-stało czatującym pod szpitalem fotoreporterom gotowym odbębnić definitywny koniec jej aktorskiego istnienia.

            Dużo sytuacyjnego humoru, ktorym łamany jest dość trudny temat - powrotu do życia po załamaniu, dzieki czemu nie zrobił się z tego filmu jakiś las ponuras, a ze złośliwie uśmiechniętego kujawiaka dostaje się Fabryce Snów pokazywanej od backstage jako miejsce mało wytworne.
            • barbasia1 Re: "Carmen",vers.Saury/"POcztówki znad krawędzi" 24.02.12, 15:50
              Wielkie dzięki za "Pocztówki ..." ! Miałam ochotę przypomnieć je sobie / właściwie, jak czytałam Twoj post uśwoidomiłam sobie, że tylko scena robienia makijażu matce w szpitalu ostała mi się w pamięci/, ale ze względu na późną porę musialam darować sobie.

              W jednej z głownych ról, jak pisał Grek, Maryl Streep, żelazna faworytka do tegorocznego Oscara. :)
              Ciekawam czy Meryl dostanie Oscara za rolę Żelaznej Damy, Margareth Thatcher., czy może jednak, Akademia zaskoczy i w kategorii najlepsza rola kobieca wyróżniona zostanie Michelle Williams za rolę Marylin Monroe, o której się mówiło sporo, tylko nie wiem czy to w związku z reklamą filmu czy dlatego, że rzeczywiście była tak dobra, lepsza niż sama MM, jak pisał Grek!?

              Wracajac do "Pocztówek...", scenariusz tego filmu powstał na podstawie autobiograficznej powieści Carrie Fisher, ktora, jest dzieckim Hollywood, córką aktorki Debbie Raynolds i Eddie'go Fishera (który zostawił rodzinę dla Liz Taylor), sama też była aktorką (słynna księżniczka Lea z "Gwiezdnych Wojen")

              Właśnie znalazłam ciekawe informacje na jej temat, "debiutowała na scenie jeszcze w dzieciństwie u boku matki, ale zawsze też żyła w jej cieniu. Nie zmieniła tego nawet oszałamiająca popularność, którą przyniosła aktorce rola Księżniczki Lei w trzech częściach "Gwiezdnych Wojen". Z początkiem lat 80. Carrie Fisher przestała sobie radzić z uzależnieniem od narkotyków, leków psychotropowych oraz alkoholu i trafiła na odwyk. Wtedy właśnie ujawnił się literacki talent aktorki. Fisher rozliczyła się ze swoją przeszłością w powieści "Pocztówki znad krawędzi" - ledwo tylko maskowanej autobiografii, w której opowiadała o swojej narkomanii i relacjach z matką. Książka stała bestsellerem i podstawą scenariusza filmu Nicholsa".
              www.alekinoplus.pl/program/full/pocztowki-znad-krawedzi_742

              Jutro typujemy Oscary, tak?
              • grek.grek Re: "Carmen",vers.Saury/"POcztówki znad krawędzi" 24.02.12, 16:09
                yes, mam nadzieję, Mania zapowiadała nowy volume "ojeja" na okoliczność oskardową, więc... czekajmy :]

                proszę bardzo, film dobry, a Meryl - zdaje się za "Pocztówki" nominację oskardową zgarnęła była ? jedną z 17... :]

                cenna uwaga, Barbasiu, to jest obrazek Hollywodu pisany ręką kogoś, kto zna temat od podszewki, problemy narkotykowe wtedy pewnie miały większe zęby niż teraz, heh. Teraz słyszy sie o jakichś uzależnieniach od hery czy kokainy i niemal dopada cię chuch zgodny : znowu dragi ? dlaczego ktos nie uzależni od... od pelzania po chodniku w stroju Jacka Sparrowa ? albo od grania na tamburynie z jednoczesnym kręcieniem się wokół własnej osi ? znów narkotyki ? dajcie spokój... :]

                • barbasia1 Re: "Carmen",vers.Saury/"POcztówki znad krawędzi" 24.02.12, 16:32
                  To też będzie zdaje się dodatkowa niepodzianka czy Mania założy nowy wątek czy jednak swoim zwyczajem zaczeka do 1. nowego miesiąca . ;)

                  A tak, tak! Właśnie czytam na stronie filmwebu o tej nominacji w roku 1991 (na nominacji się skończyło). To chyba jakiś znak dla nas, tylko jak go odczytać? ;)
                  Maryl Streep jak chyba żadna aktorka ma szczęście do nominacji , a przede wszytskim do ciekawych ról.

                  Fakt, ale z drugiej strony dziś gwiazdy w LA nie są uzaleznione już tylko od narkotyków, czy alkoholu ale od całego zestawu innych specyfikow, od leków antydepresyjnych, antylękowych, uspokakających, przeciwbólowych itd.
                  To znów robi wrażenie.

                  :)
                  • grek.grek Re: "Carmen",vers.Saury/"POcztówki znad krawędzi" 25.02.12, 14:46
                    hehe, jest nowy wątek, jak Hitchock nas przetrzymała ;]

                    może by im tak kto ogłosił konkurs na najbardziej kuriozalne uzależnienie ? coś by sie
                    ruszyło...

                    • barbasia1 Re: "Carmen",vers.Saury/"POcztówki znad krawędzi" 26.02.12, 10:09
                      He,he, no właśnie :)))

                      Moje typowania tam już wczoraj po Tobie podałam! Formując w nowym wątku machnęłam się i zastępczym nickiem się posłużyłam później.
                      Tak sobie potem pomyślalam, nie nadawałabym się na tajnego szpiega, czy konspiranta, przędzej czy później wysmknęłyby mi się tajemnice. ;))

                      Ciekawy, pomysł, he,he!

                      Zaległości w podwatku o Larrym nadrobię jutro.

                      SeeUGreku!
                      • grek.grek Re: "Carmen",vers.Saury/"POcztówki znad krawędzi" 26.02.12, 15:21
                        yes, widziałem, ciekawa polaryzacja : Hugo czyu Artysta ? a może jakaś sensacja wyskoczy z pudła ?..

                        hehe, e tam, dwa nicki to nawet dobry pomysl, nigdy nie wiadomo, kiedy się jeden zaklinuje, albo się do niego hasła zapomni.

                        wiesz, w takiej sprawie np. jako szpieg moglabyś dowodzić, ze to twój 'drugi nick' w rzeczywistości kryjąc kogoś, kto się za tym nickiem ukrywa, jakiegoś tajnego współpracownika. Oczywiście, mówię o hipotetycznej sytuacji, zaznaczam co by było to bezdyskusyjne.

                        orajt, nie ma problemu, Larry tutaj jest uziemiony ;]

                        trzymaj się, Barbasiu :]
                        • barbasia1 Re: "Carmen",vers.Saury/"POcztówki znad krawędzi" 28.02.12, 15:35
                          Ten zapasowy nick zrodzil się stosunkowo niedawno z potrzeby wbicia szpili głupocie na innym forum. A ponieważ bałam się (pomna przygód z licznymi tollami), że ktoś mógłby potem z zemsty miły spokój nam tu wątku niedajBoże zakłócać, trafiwszy tu po moim pierwszym nicku, wymyśliłam sobie ten zapasowy. I czasem z niego korzystałam na FM i FK.

                          Nie wiem czy udaloby mi się dowieść, że pod drugim nickiem pisze współpracownik, bo styl styl pisania (nadużywaniu wykrzykników, pytajników, itp.), forumowania, poglądy są właściwie takie same, nie udawałam kogoś innego, uważny obserwator-analityk czy ktoś kto mnie zna rozpoznaby mnie szybko. Oczywiscie pewna różnica też by się znalazała, pod tym drugim nickiem byłam stanowczo mniej miła, przynajmniej na początku. I tylko w pisanie pod pierwszym nickiem wkładam całe serce. ;)

                          Właściwie to ten pierwszy nick mi się znudził ... A może już nie jestem tą barbasia1 jaką byłam x lat temu zakładając ten nick ?!?!?!

                          > trzymaj się, Barbasiu :]

                          Dzięki, Greku, niedziela była przyjemna! Przyjemnego wtorku. :)

                          :)
                          • grek.grek Re: "Carmen",vers.Saury/"POcztówki znad krawędzi" 28.02.12, 16:15
                            dobry patent, odpowiedzialny, przytomny sposób wymierzania klapsów masz :]

                            w tym drugim nicku pisałabyś... półgębkiem, albo jakimś slangiem ulicznym, na pewno
                            jakoś byś wykiwała niejednego jelenia ;]

                            och, za to "Barbasia" jest rozpoznawalna, heh. Ale jak zmienisz, to z czasem się przyzwyczaimy. Najlepsi raperzy mieli po kilkanaście róznych pseudonimów ;]

                            • barbasia1 Re: "Carmen",vers.Saury/"POcztówki znad krawędzi" 01.03.12, 16:48
                              Od czasu do czasu w człowieku taka potrzeba niewidomo skąd się wyzwala, heh. ;)

                              O, na pewno. :) Ale nie będę próbować, szkoda czasu, na pisanie poza FT.

                              Nie wiedziałam, że raperzy tak zaminiają pseudonimy!? Nie jest to ryzykowne dla kariery?

                              Jeszcze się zastanowię nad tą zmianą nicka. Trochę jednak szkoda byłoby zmieniać. :)

                              A "Barbasię" wymyśliła moja fajna koleżanka, w ubiegłym wieku, jeszcze w czasach , kiedy nie było internetu. Naprawdę były takie czasy!?

                              :)
                              • grek.grek Re: "Carmen",vers.Saury/"POcztówki znad krawędzi" 02.03.12, 14:08
                                hehe ;]

                                niekoniecznie, wiesz - szybko wydaje się, kto jest kim, w środowisku nie da się ukryć, heh.

                                o, zdecydujesz sama, może pisać pod róznymi, byle było wiadomo, że to ciągle Ty :]
                                • barbasia1 Re: "Carmen",vers.Saury/"POcztówki znad krawędzi" 02.03.12, 17:24
                                  No oczywiście, że bym powiedziała, że to ja! Jakże by inaczej!

                                  :)
                          • pepsic Re: "Carmen",vers.Saury/"POcztówki znad krawędzi" 28.02.12, 19:54
                            Barbasiu, nie martw się, mi już nie raz ręka się pośpieszyła do podpisana postu imieniem, bądź inicjałami, jak mam w zwyczaju robić w mailach:))
                            Ps. Kiedyś z pewnych poza wirtualnych względów, choć nie tylko, nosiłam sie z myślą zmiany nicka tu na forum tv. Kiedy spojrzałam w historię i powypisywane banialuki, jakoś szkoda mi się zrobiło tych paru lat [oczywiście dałabym znać w zawoalowany sposób, że ja, to ja:))]. A to już chyba jakaś norma, zaczyna sie z wysokiego tonu, potem pokornieje, czyż nie? Myślę, że każdy ma prawo do bezpieczeństwa i prywatności, tym bardziej, że specjaliści forumowi sami zalecają stosowanie różnych nicków na poszczególnych forach.

                            Ps. A Grek.grek umie się ustawić, ma nick taki, ponadczasowy;))
                            • barbasia1 Re: "Carmen",vers.Saury/"POcztówki znad krawędzi" 01.03.12, 17:22
                              A raz chciałam się imieniem swoim prawdziwym podpisać w poście, ale natychmiast się powstrzymałam, potem zaraz mi się przypomniało, że i tak nic by się nie stało, bo przecież moje imię wszytskim znane ... ;))

                              Nie wyobrażam sobie, żebyś nam znikła, albo nie nam znać, że to Ty! /wprawdzie konto na gazecie sprawdzam rzadko, ale zawsze możesz możesz pisać do mnie na priv! /.

                              Pepsic, czyżbyś miała kiedyś problem z jakimś niebezpiecznym trollem???

                              Tak, ostrożności, czujności w sieci nigdy za wiele, to prawda.

                              A jednak żal byłoby zmieniać nick, na nowy trzeba byłoby pracować od nowa.

                              > Ps. A Grek.grek umie się ustawić, ma nick taki, ponadczasowy;))
                              Fakt. :)

                              • pepsic Re: "Carmen",vers.Saury/"POcztówki znad krawędzi" 02.03.12, 19:11
                                Odpukać, nikt na mnie nie nastaje;))

                                Ps. Moje konto gazetowe również pozostaje otwarte:).
            • siostra.bronte Saura 25.02.12, 18:15
              No, ja też nie pamiętam szczegółów, film widziałam ze 20 lat temu :) Pamiętam raczej nastrój i orginalne podejście to tematu. Dzieciństwo zostało przedstawione jako czas mroczny i pełen lęków, a nie szczęścia i beztroski...Niezapomniana piosenka z filmu:
              www.youtube.com/watch?v=SLxrrE6wC5I
              • barbasia1 Re: Saura 01.03.12, 16:53
                Bardzo znana piosenka!
                :)
                • siostra.bronte Re: Saura 01.03.12, 19:54
                  Pamiętam, że to był duży przebój, w radiu była prezentowana jako piosenka z filmu "Nakarmić kruki". Dopiero po wielu latach zobaczyłam video w youtube i poznałam nazwisko piosenkarki. Piosenka śliczna :)
                  • barbasia1 Re: Saura 02.03.12, 17:20
                    A ja dobiero teraz dzięki Tobie dowiedziałam się, że to piosenka z filmu Saury, z "Nakarmić kruki"! :)
    • maniaczytania ykhm, okazuje sie, ze nie poplatalam KK 24.02.12, 18:51
      a przynajmniej nie do konca ;)

      Za tydzien - "Za wszelka cene"
      Za dwa - "Dom zly"
      Za trzy - "Wszyscy jestesmy Chrystusami"
      Za cztery - "Volver" - o, i na to bede czekac z wielka niecierpliwoscia - czy juz pisalam, ze kocham filmy Almodovara??? :)
    • grek.grek "Grindhouse, Death Proof", z wczoraj 25.02.12, 13:36
      widzę, ze azaliż onegdaj nowy wątek już jest, ale jeszcze w tym - "Grindhouse, Death Proof" i "Dotknij mnie", które wczoraj ujrzeć dane mi było.

      "Grindhouse, D P" [TVP, o północy sie bodaj zaczął], to dziecko Quentina Tarantino, co mówi samo za siebie. komiksowa przemoc, oderwane kończyny, akcja w stylu kina kiczowatej akcji lat 70-tych, długie sceny z dialogami, które momentami ześlizgują się w obszary kompletnie niespodziewane, muzyka z przełomu lat 70 i 80-tych. A wszystko to razem tak zmiksowane i tak zgrane, ze ogląda się dziwiąc się, jak to możliwe, że aż tak to wciąga.

      W "Death Proof" są dwie odsłony : w pierwszej - eks-kaskader Mike podrywa w barze panienki, a później je zabija za pomocą zderzenia się z nimi samochodem, [jedna ginie w jego własnym aucie, on przeżywa, no... bo jest kaskaderem przecież], zaś w drugiej - cztery [w finalnym momencie - trzy] dziewczyny zaatakowane przez tegoż samego Mike'a nie dośc, że umykają przed jego morderczymi zakusami, to jeszcze przejmują inicjatywę i wywierają na nim zemstę.

      proste i banalne, ale jak to jest zrobione i podane... Jaką ma nastrojową nutę w sobie. Cały czas trwają jakieś od czapy dialogi, od których sie nie da oderwac, mimo że wiadomo, iż nic mądrego ani inspirującego się nie usłyszy. a jednak... wciągają :]

      pościgi samochodowe [Mike vs 3 modelki-sportsmenki, Dodge vs Dodge na jakichś kamienisto-trawiastych ścieżkach zachodniej Ameryki - świetna sekwencja], bijatyki, sceny z latającymi nogami oderwanymi od reszty, krew, postrzały - wszystko jest... tak jak zwykle - umowne, z przymrużeniem oka, hej - to stary dobry Quentin, nie bierzcie tego na poważnie, tol przerysowane jest do maksimum.

      Język - ile mięsa, same brzydkie słowa w angielskim języku :] slownik. ale jak one brzmią w ustach np. nawijającej bez ustanku czarnoskórej piracicy szss, która prowadzi auto, którym ww. dziewczyny gonią Mike'a aby go ostatecznie zdefasonować w najlepszej być moze scenie w tym filmie : ostatniej, w której trzy dziewczyny sprawiają mu takie bokserskie lanie, zakończone kopniakiem z półobrotu, tak świszczą pięści i gęba męska zbiera kolejne cięgi, że wszystkie feministki świata bankowo mają tę scenę w swoich zbiorach video ;]

      Dialogi, kompletnie o niczym, kompletnie bez treści, kompletnie... wciągające. Na amen. Jak to u Tarantino.

      sam Mike zmienia się w zalezności od miejsca, czasu i okoliczności - kiedy podrywa dziewczyny w barze jest czarującym facetem z interesującą twarzą z blizną... - kiedy namawia jedną z nich, zeby zatańczyła na jego kolanach [jak to u Quentina - taniec musi być : w PUlp Ficition słynny twist Vince'a i Mii, w Wściekłych psach - taniec z kanistrem benzyny...] - nieodparty... - kiedy bierze się do swoich morderczych wyczynów : przerażająco skuteczny... kiedy próbuje zabić na szosie panienki w samochodzie, w tym jedną na jego masce - nieogarnięty... kiedy wreszcie sam zostaje ofiarą, dostaje kulkę w ramię, musi uciekać, błagać o przebaczenie i przepraszać - jest mały, spanikowany i żałosny... aż wreszcie dostaje Manto Stulecia i ginie marnie. po raz pierwszy chyba Kurt Russell na ekranie był zjadliwy :]

      w sumie, film wielokrotnego użytku. Quentin w swoim najlepszym wydaniu.


      • grek.grek ... &"Dotknij mnie", z wczoraj 25.02.12, 14:11
        "Dotknij mnie" [ w TVP Kultura, startował po 2-giej], to z kolei nasza krajówka, z 2003, stylizowana na offowe kino w manierze Altmana, z ambicją socjologicznej obserwacji.

        Blok w Łodzi - brudny, odrapany, brzydki jak noc grudniowa - i ludzie w nim mieszkający, ich problemy, ich niespełnienia, ich codziennośc, ich losy, które w któryms momencie się ze sobą przecinają - na moment, na chwilę chociażby.

        Dwóch chłopaków zaraz po szkole teatralnej szukających bezskutecznie jakiejś dorywczej pracy. Właśnie odcinają im gaz i media. szczytem powodzenia wydaje się być praca akwizytora proponującego przechodniom w galerii handlowej zakup sauny domowej, którą para się ich eks-kolega ze studiow. Jeden z chłopaków miał epizod w tiwi, ma nadzieję, ze coś z tego będzie, chwali się przez telefon, ze "fajnie siekał marchewkę" [program kulinarny to chyba był ?], ale to mrzonki... Ten drugi idzie do pośredniaka gdzie pan urzędnik tłumaczy mu, ze może podjąc pracę zagranica, np. przy siekaniu kapusty, o ile ma skończone wyższe studia ogrodnicze. KLęska i upadek.

        W sąsiedniej klatce mieści się agencja towarzyska, chłopaki przez okno wymieniają uśmiechy i gadki szmatki z pracownicami tegoż przybytku.

        Dwie nastolatki - ładna i mniej ładna. Mniej ładna zakochana w jednych z chłopaków, zabiegająca o niego. Mniej ładna raczej zaczepiana i proszona - przez kolegę tych chłopaków, w dorosławy sposób o seks, a przez rówieśnika w infantylny sposób o "chodzenie i bycie razem".

        Matka tej ładniejszej, pani Ewa - chora, niedofinansowana, a dodatkowo córka na noce nie wraca do domu, zaś kolejne fagasy próbujący córunię utemperować trafiają na opór samej Ewy. któregos razu na interwencję zostaje wezwany młody policjant, który sie w pani Ewie [na oko 55-60 lat, gra ją Ewa Szykulska] zakochuje i zaczyna wystawać, prosząc o choćby paromiutowe spotkania, pod jej balkonem jak zdegradowanej klasy Romeo zabiegający o trzecioligową Julię. Próbuje Ewie pomagać, np. chodząc za jej córką i każąc jej wracać do domu zamiast szlajać się po ulicach ze znajomymi. Zostaje wydrwiony i odstawiony przez jej znajomych, m.in naszych bezrobotnych eks-studentów.

        czego pragną ci ludzie w swoim życiu ? pieniędzy i... uczuć. Miłości. albo choćby tylko bliskości.

        Panie Ewa jest przestraszona i skofundowana uczuciem, którym nagle otacza ją jej wielbiciel. najpierw z nim rozmawia, zaprasza do siebie, ale kiedy widzi, ze calkiem dobrze sie dogadują,a on mógłby być jej synem... odrzuca jego starania, a zaprasza go domu po raz drugi tylko po to by go skonfrontować z kolejnym swoim gachem w jej wieku i ośmieszyć faceta. Nie może jednak zapomnieć... coś się stało... więc Ewa napada niemal seksualnie swojego sąsiada [jednego z tych dwóch studentów bezrobotnych] w swoim "maluchu", do którego sąsiada zaprosiła celem podwiezienia w jakieś miejsce "na mieście".

        Studenci też nie lepsi. ta mniej ładna koleżanka córki Ewy odwiedza ich by jednemu wyznać, ze jej sie podoba. Faceta go cholernie bawi. razem z tym drugim upokarzają ją zakładając na głowę foliową torbę i grożąc wyrzuceniem przez okno razem z krzesłem.

        a potem idą do tej agencji po sąsiedzku. Dziewczyny śpią po kątach, a oni nie mają nawet 200 zł, zeby z usług ich skorzystać, a bardzo by chcieli. "MOże jakiś kredycik nam zaciągną tutaj, co ?", zastanawia sie jeden z nich. Ale na nic to. Nie mają 5 zł do tych 200, zeby seksem się uraczyć.

        Ten ktory odrzucił zaloty niefajnej dziewczyny - ma okazję : jedna z agentek płacze, ze jej buty koleżanki ukradły. On ją pociesza. No to ona chce mu sie wystawić za darmo. Ale jest tak agresywna, tak namolna, tak bardzo się w niego wczepia, ze facet ucieka w popłochu ledwie się z jej objęć wyzwalając.

        ten drugi eks-student... temu sie trafia pani Ewa. Seks w maluchu, bardzo niewygodna sprawa :] Po wszystkim, chłopak ucieka w szoku, nie o taki seks chodziło, nie o taką bliskość.

        wszyscy tej bliskości chcą, ale nie umieją jej subtelnie okazać - robią to niezgrabnie, nadaktywnie, brakuje zrozumienia z obu stron,brakuje w tym chemii. Nie przyjmują uczuć od kogoś, kto chce im je dac, szukają ich gdzie indziej, ale tam z kolei oni nie trafiają w oczekiwania swoich wybranków. Wreszcie rzucają się na siebie, żeby wziąć ciepło drugiego człowieka, ale jedyne co się im udaje, to spowodowanie przestrachu w tym człowieku, wyzwolenie mechanizmu ucieczkowego.

        Jedyne spełnienie uczuciowe zachodzi w fantazji, w śnie - jeden ze studentów, ten od ucieczki przed agentką towarzyską, widzi siebie i dziewczynę, ktorą przelotem widział na ulicy - prowadzą jakieś romantyczne gierki na mało twarzowym dachu łodzkiej kamienicy, a ich zalotne tańce obserwują dzieci i starsze kobiety wysiadujące ławki. Ale.. to tylko sen, w realu jest do d,py.

        mało optymistyczne przesłanie, Łodź biedna i bezrobotna, ludzie bez perspektyw wszelakich, jak corka pani Ewy, która deklamuje "mnie sie nie da pomóc... ja jestem dzieckiem z rodziny patologicznej" - tak po prostu, taka oczywistośc, takie alibi dla wszsytkich swoich zachowań i odtrącania pomocnej ręki.

        Tutaj wszyscy są patologiczni, ale nie dlatego, ze nie mają Rolls royce'ow, dlatego raczej że brak im w srodku czegoś, jakiejś otwartości dla innych, empatii, zręczności w kontakcie z innymi ludźmi. Dobrze traktują jednych, by drugim robić numer za numerem i nie przejmować się, ze ich urażą, a urazy te są większego kalibru niż wszelkie przejawy sympatii i dobroci, jakie z nich wypływają.

        Dobry film, może trochę chaotyczny, dobre zdjęcia w sepii podbijające brzydotę przedstawianej rzeczywistości; miejscami można sie o rózne rzeczy czepiać [ o aktorstwo,o plynność narracji itp.], ale generalnie - warto zobaczyć, jakbyście mieli okazję.
        • barbasia1 Re: ... &"Dotknij mnie", z wczoraj 25.02.12, 16:35
          Bardzo dobra rzecz! Ważnych kwestii dotyka. Tylko dlaczego film leciał o 2 w nocy w TVPKultura? Dlatego, że to nie nowowość?

          Kto jest reżyserem?

          :)
          • barbasia1 Re: ... &"Dotknij mnie", z wczoraj 25.02.12, 16:39
            Znalazłam co nieco informacji na temat "Dotknij mnie". To reżyserski debiut pań - Anny Jadowskiej i Ewy Stankiewicz (bardzo bystre obserwatorki).

            Film w 2003 roku wygrał konkurs kina niezależnego na FPFF w Gdyni, krajowy Slamdance oraz zdobył Złotą Kaczkę za najlepszy film offowy.

          • grek.grek Re: ... &"Dotknij mnie", z wczoraj 26.02.12, 13:47
            potwierdzam, to dobry film, z kultury kina offowego, więc programowo odmienny estetycznie od mainstreamu, ale z pomysłem jakimś, nieźle napisany, bez zadęcia. Trochę trzeba podsłuchiwać, bo nagłośnienie szwankuje, trochę aktorzy dukają, widac, ze częśc to naturszczycy, ale w sumie plusów dodatnich bym naliczył więcej niż ujemnych.

            o, widzę, że dopisalaś reżyserKI :] dopiero dzisiaj zajrzałem "do" personaliów związanych z tym filmem i jego recenzji na innych portalach - rózne są, ale jak widać znalazło się jury doceniające
            go.
      • maniaczytania Re: "Grindhouse, Death Proof", z wczoraj 25.02.12, 14:24
        to najpierw dla sprostowania - chyba Death Proof sa dwie czesci - pierwsza, ta, ktora ogladales w rezyserii Tarantino, druga jego kumpla Rodigueza, ale moge sie mylic :)))

        I potwierdzam - ten film to niezla jazda, ale jaka! Od czasu do czasu czlowiek potrzebuje czegos takiego ;)))))
        • grek.grek Re: "Grindhouse, Death Proof", z wczoraj 25.02.12, 15:57
          no to przyznam, że drugiej części już tak ciekaw nie jestem, jesli stempla na niej nie odciska Tarantino.

          o to to, tzw. płodozmian :] reset. film, który porusza zmysły i odpręza, bawi i... o to właśnie w danym momencie chodzi tylko i wyłącznie.

          god bless for Quentin :]
      • barbasia1 Re: "Grindhouse, Death Proof", z wczoraj 25.02.12, 14:29
        Tożeś wypatrzył Tarantino!
        W tym szaleństwie jest metoda, tak chyba skomentuję, to co czytam o tym filmie Tarantino. :)

        Rzucilam okiem na zdjęcia na filmwebie i znalazlam Mike'a i jego szramę -
        www.filmweb.pl/Grindhouse.Death.Proof#picture-19
        Mike w akcji -
        www.filmweb.pl/Grindhouse.Death.Proof#picture-4
        Zaiste scena finałowa jest śliczna! :)))
        www.youtube.com/watch?v=EYt9AlsgPCo&feature=related
        W chwilach rozczarowaniam płcią męską może przynieść nieco ukojenia, myślę sobie. Zgadzacie się ze mną Koleżanki. ;)

        • grek.grek Re: "Grindhouse, Death Proof", z wczoraj 25.02.12, 16:03
          haha, udalo mi się nie przegapić :]

          yes, zdecydowanie, siadasz albo się kładziesz, wyciągasz kopyta, odprężasz się i po prostu oglądasz. czysta esencja kina.

          dzięki za pocztówki dźwiękowo-ilustrowane :] ostatnia scena - uff, hehe, girl power po prostu...

          haha, jako poprawiciel damskich nastrojów, ten film się bardzo nadaje, coś jak Kill Bill, gdzie kobieta, w liczbie : jedna, wysyła na łono Abrahama więcej facetów niż rak prostaty :]
          • barbasia1 Re: "Grindhouse, Death Proof", z wczoraj 25.02.12, 16:12
            > coś jak Kill Bill,
            O! to samo myślałam. Tylko tu rozprawienia się z mężczyną jakby efektowniejsze, radośniejsze! ;))

            Trzeba obejrzeć tego Taratino. :)
            • barbasia1 Historia literatury według KMN 25.02.12, 18:13
              dziś w TVP2 od 20.05. Premierowy program!


              :)
              • pepsic Re: Historia literatury według KMN 25.02.12, 18:20
                Barbasiu, KMN??
                • barbasia1 Re: Historia literatury według KMN 25.02.12, 19:20
                  Historia literatury według Kabaretu Moralnego Niepokoju - wieczór z kabaretem zapowiadam.
                  • barbasia1 Re: Historia literatury według KMN - wrażenia 26.02.12, 09:59
                    Jak lubię KMN , tak wynudziałam się na tym ich premierowym programie "Historia literatury według KMN" jak nigdy. Może ze trzy, cztery skecze lekki uśmiech wywołały. Nic w głowie nie zostało, czym mogłabym Was dziś rozśmieszyć.

                    Myślałam, że napiszę, że brakuje Kasi Pakosińskiej, ale nie, nie brakowało, tylko dlatego, że panowie z KMN wypożyczyli sprytnie genialną zawsze Joannę Kołaczkowską oraz zatrudnili dwie aktorki - Annę Gronostaj i Ize Kunę (żeby miały one jeszcze szanse się popisać... )

                    Teraz znikam, do zobaczenia wieczorem, albo raczej już w poniedziałek Oscarowy, postaram się być jak najwcześniej ...

                    :)
                    • pepsic Re: Historia literatury według KMN - wrażenia 26.02.12, 11:29
                      Nie od dziś wiadomo, że z kabaretami mi nie po drodze. Żeby nie było, że jestem ostatnim ponurakiem - rozśmieszają mnie do łez happeningi akcji alternatywnej Naszość. Ostatnio ubawiłam się podwójnie, kiedy po akcji pod biurem poselskim PO w Poznaniu tumany od Palikota (bo jak ich inaczej nazwać) faktycznie uwierzyli, że to wyraz poparcia dla PO:)
                    • grek.grek Re: Historia literatury według KMN - wrażenia 26.02.12, 13:48
                      jeszcze nie oglądałem, ale, dzięki Twojemu cynkowi - nagrałem sobie. Lecz, co słyszę ? naprawdę tak słabo wyszło ? trochę się zatrwożyłem, ale dzielnie spróbuję, może uda się choć trochę obronić Moralnych..? ;]
                      • barbasia1 Re: Historia literatury według KMN - wrażenia 27.02.12, 19:57
                        Obroń, Greku, Moralnych! Może przesadzam z krytyką.

                        Przypomniałam sobie był jeden znakomity, fanastyczny skecz-perełka, wierszem, udającym Fredrowy, napisany, w którym zrozwinięta została bardzo zgrabnie i efektownie pamiętna żartobliwa scena z "Zemsty", w której to Cześnik dyktuje Dyndalskiemu list do Wacaława. W roli Cześnika wystąpił Robert Górski, Mikołaj Cieślak był oczywiscie Dyndalskim, który nie dość, że w liście na poczatku bezmyślnie zapisuje powiedzenia tego pierwszego (słynne "mocium panie"), to jeszcze później robi cały czas straszne błędy ortograficzne, aż i Cześnik jest w końcu skołowany.

                        :)

                        • grek.grek Re: Historia literatury według KMN - wrażenia 28.02.12, 14:09
                          hehe, nie sądzę, ze przesadzasz :] zobaczę, co da sie uczynić, kiedy obejrzę, na razie mam na taśmie i czekam na sprzyjający moment.

                          hehe, jeden dobry skecz, to już jakiś początek :]
                          • barbasia1 Re: Historia literatury według KMN - wrażenia 28.02.12, 15:06
                            He,he :)

                            Drugi zabawny (dla kogo zabawny dla tego zbawny, he,he) skecz z tego programu mi się przypomniał (wiesz, ja w niedziele poranki to bardzo ciężko myślę ;). Skecz nawiązywał do "Wesela" Wyspiańskiego . Otóż Pan Młody (Górski) czy właściwie pan młody bo wierszem nie gadał w przeciwieństwie do panny mlodej czy Panny Młodej (Kołaczkowska) przeżywał dysonans poznawczy na swoim Weselu czy weselu. Sądził, że prawdziwe wesele przybył, a tu się okazało się, że się w symbolicznej rzeczywistości się porusza, wszystkie przedmioty, wszytskie rzeczy w chałupie coś symbolizują ...

                            :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka