Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2014 - 12 (vol. 49)

    • siostra_bronte "Germinal" 15.12.14, 17:31
      W Stopklatce o 20.00. Jeżeli ktoś nie widział to polecam!
      • pepsic Re: "Germinal" 15.12.14, 19:12
        Pamiętam Wasze entuzjastyczne opinie, powieści wcale, i jakoś mam opory.
        • siostra_bronte Re: "Germinal" 15.12.14, 19:24
          Tak, temat wydaje się mało ekscytujący, ale naprawdę warto dać temu filmowi szansę.
    • siostra_bronte "Mechaniczna pomarańcza" w TCM 15.12.14, 17:59
      We wtorek o 23.10, kończy się późną nocą, ale na wszelki wypadek informuję. Film otoczony legendą, zakazany przez lata w niektórych krajach, wycofany też przez samego Kubricka z dystrybucji w Wlk. Brytanii (powszechnie dostępny dopiero po jego śmierci).

      Mam osobiste wspomnienie związane z tym filmem. Wiele lat temu byłam na pokazie w nieistniejącym już kinie Elektronik. Przed kinem rozgrywały się dantejskie sceny :) Ech, gdzie te czasy...
      • pani_lovett Re: "Mechaniczna pomarańcza" w TCM 16.12.14, 00:28
        :)

        Wstyd się przyznać, nie widziałam "Mechanicznej pomarańczy".

        • siostra_bronte Re: "Mechaniczna pomarańcza" w TCM 16.12.14, 14:52
          Nie masz powodu. Ten film był trudno dostępny i z tego co pamiętam, nigdy nie był pokazywany w naszej tv (łącznie ze stacjami komercyjnymi).
          • never_never Re: "Mechaniczna pomarańcza" w TCM 16.12.14, 18:30
            oczywiście że był pokazywany
            nie pamiętam już niestety konkretów (data, stacja, itp.), ale oglądałam ten film jeszcze w czasach przed ściąganiem filmów z internetu, przypuszczam, że to była jednak TV publiczna
            • siostra_bronte Re: "Mechaniczna pomarańcza" w TCM 16.12.14, 20:54
              Czyli przegapiłam :)
      • grek.grek Re: "Mechaniczna pomarańcza" w TCM 16.12.14, 16:27
        podobnie jak Barbasia - nie widziałem :]

        mocne opinie chodzą, ciekawe bardzo.
        nie tyle chodzi o sceny przemocy, ile o lekkie, a nawet aprobatywne, jej traktowanie. Kubrickowi
        zapewne nie o to chodziło, ale cenzorzy najwyraźniej bali się, że widownia jest za głupia, by się zorientować w intencjach reżysera :]
    • pepsic "Układ zamknięty" dzisiaj w Canal+ 15.12.14, 19:10
      Trafny, acz zero jedynkowy stan III RP, gdzie rządzą układy, umoczeni politycy, "niezależne prokuratury" i "bezstronne media". Film na faktach zrealizowany za prywatne pieniądze w reż. R. Bugajskiego, godz. 20:45.
      • grek.grek Re: "Układ zamknięty" dzisiaj w Canal+ 16.12.14, 16:54
        coraz więcej tych demaskatorskich filmów.

        inna rzecz, że ten "układ" w istocie funkcjonuje zawsze. wiesz, III Rp, IV, II czy V - zawsze będą
        jakieś koterie, znajomości, powiązania... te wszystkie agencje rynku rolnego, spółki skarbu państwa,
        ministerstwa, telewizja publiczna... każda z tych instytucji zasługuje na osobny film :] patologia goni
        patologię, ale w systemie władzy nie sposób bez tego się obejść, to naturalny niejako nowotwór.
        może tylko szkodzić organizmowi na większą lub mniejszą skalę. sad but true, jak to mówią.

        piętnowanie, łapanie za rękę, obnażanie mechanizmów - tylko to mozna robić, a "tylko" bo, wg mnie,
        uporządkowanie całkowite jest niemożliwe z powodu ułomności samych założeń programowych demokracji, jak również każdej innej formy ustroju.
        • pepsic Re: "Układ zamknięty" dzisiaj w Canal+ 17.12.14, 18:40
          Tym rozmiękczaniem tematu dajesz przyzwolenie i utrwalasz raka toczącego naszą państwowość.
    • grek.grek "KOchanica Francuza" [1981] via Ct2 16.12.14, 13:54
      stylowe kino, zarówno estetycznie, jak i narracyjnie.
      Są tu dwa plany czasowe. Ten główny, czyli historia dziejąca się w połowie XIX wieku w Anglii oraz uzupełniający - zupełnie współczesny. Główny jest osobną historią, a w uzupełniającym aktorzy grający w filmie grają... aktorów grających w filmie, którym przytrafia się sytuacja analogiczna do tej filmowej.

      Wątek główny skupia się wokół miłosnych zawirowań jakie przeżywa młody palenotolog, Charles Smitson [Jeremy Irons].

      Gośc przyjeżdza do małego miasta, do swojej narzeczonej, panny Freeman. Prosi ją o rękę. Panna Freeman czekała na ten gest, jest uszczęśliwiona, oczywiście zgadza się od razu. Może być mały, minimalny, kłopot z jej konserwatywnym i bogatym ojcem, który niekoniecznie przychylnie spogląda na dziwne i mało dochodowe zajęcie którym para się Smitson, ale... Charles odwiedza człowieka, rozmawia z nim i wydaje się, że nic nie może stanąć im na drodze do szczęścia we dwoje.

      Pewnego wietrznego dnia, Charles zauważa kobiecą postać stojącą na samym czele kamienistego molo. Wiatr huśta wodą, a kobieta stoi. W czarnej pelerynie. Charles zostawia na chwilę narzeczoną i idzie z pomoca, bojąc się że kobiecina wpadnie do morza. I wtedy wpada... ona się odwraca, patrzy na niego, a on się z miejsca zakochuje.

      Kobieta w pelerynie jest specyficzna. Nazywa się Sarah Woodruff [gra ją znakomicie Meryl Streep]. W miasteczku ma najgorszą z możliwych opinię. Powodem tego jest fakt, że ponoć była kiedyś w związku z francuskim oficerem [wiadomo, Francja versus Anglia]. Potem on wyjechał, ona została, lecz nigdy nie zapomniała - codziennie wychodzi na molo i wypatruje jego powrotu. "Dziwka francuska !", spluwają z pogardą miejscowi.

      Ta opinia, te plotki, to spojrzenie... nic dziwnego, że Charles zakochuje się w niej, a zwyczajna i zbyt normalna panna Freeman schodzi na plan dalszy.

      Oczywiście, od tego momentu Sarah i Charles nagle zaczynają się często widywać. Ona dostaje posadę u złośliwej jak małpa starej pani Pouley i ta okropna baba zabrania jej bywać na molo. "To hańbiące. Jesli chcesz u mnie pracowac musisz się pozbyć tego nawyku", skrzeczy. Sarah rozpaczliwie potrzebuje zatrudnienia, więc przestaje wystawać na molo, ale za to przychodzi do lasu, siada pod drzewem w pozycji malarskiej i kontempluje morze.

      Tam właśnie spotyka ją Charles. Poznają się. I od razu muszą się ukrywać, żeby spacerujący po lesie pokojówka panny Freeman i lokaj Charlesa ich nie zauważyli.

      Podczas wizyty pani POuley u FReemanów, Charles znów ma okazję pobyć w towarzystwie Sary, która robi za niańkę dla starszej jejmości. Niespodziewanie, ukradkiem Sarah przekazuje mu liścik z prośbą o spotkanie w lesie.
      Podczas tego spotkania zdobywa się ona na opowiedzenie historii swojego związku z tym Francuzem. Opiekowała się nim, kiedy był ranny [wypadek na morzu], potem był romans, o którym cała mieścina wiedziała i drwiła z niej że poszła do niego, a potem on wyjechał. Ona wie, że nie wróci. Więcej - ona wiedziała od początku, że to zaangażowanie jest jednostronne, a on chciał się tylko z niż zabawić. A jednak mu się oddała. Dlaczego ? I po co więc chodzi na molo ? Tutaj jest dopiero intrygująca odpowiedź : ona wie, co mieszkańcy o niej mówią i jak ją traktują. "Lubię moją hańbę - oświadcza nagle - ona mi pozwala żyć, jestem przeciwko nim wszystkim, jestem usosobieniem wszystkiego co ich oburza". Brzmi niemal triumfalistycznie. No i ta uroda... Charles jest przerażony. Wie, ze się w niej zakochał. Co dalej z jego życiem ?

      Radzi Sarze, żeby wyjechała z miasta. Zaczęła od nowa. Ale ona nie ma zamiaru. Jest nieobliczalna. Kiedy towarzystwo dowiaduje się o jej leśnych kontemplacjach i plotki docierają do jej pracodawczyni - ta ją posądza oczywiście o same nieprzyzwoitości, których rzekomo miałaby się dopuszczać w tym lesie. Sarah doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że ostentacyjnie wychodząc z lasu tuż po tym jak Charles go opuszcza, może mu zrujnować życie. A jednak to robi. Z wyraźną manifestacją.

      Miejscowy lekarz, u którego Charles zasięga języka w sprawie Sary, ostrzega go przed nia. Twierdzi, że kiedyś badał Sarę, stwierdził u niej melacholię "typ 3", czyli taką pojawiającą się nie wiadomo skąd i nie wiadomo czego dotyczącą. Według niego, Sara ma problem z samą sobą, a nie z jakimkolwiek mężczyzną czy związkiem. "ONa naraza pana na kompromitację i nie dba o konsekwencje, niech pan uważa", powiada lekarz. Według nieco, Sarze pomogłaby terapia, chęć wydobycia się z tego w czym tkwi. A nade wszystko - wyjazd z miasteczka.

      Tyle że kiedy Charles jej to proponuje - Sara konsekwentnie odmawia. Jeszcze raz Sara prosi go o spotkanie, tym razem pod samym kościołem, gdzie muszą się ukrywać za krzewami. Charles stanowczo odżegnuje się od dalszych kontaktów z nią, prosi żeby dała mu już spokój.

      Niebawem pani Pouley wyrzuca Sarę z pracy. Za te leśne eskapady. Jest to oczywsiste kuriozum, ale czasy były równie kuriozalne. Wiktoriańskie obyczaje i potęga znaczenia opinii ludzkiej.

      Sara znika. Charles, niepomny swojej stanowczości, szuka jej gorączkowo, aż wreszcie znajduje ją w lesie, w jakiej podupadłej leśniczówce. JUż dłuzej nie może ukrywać uczuć do niej, a ona do niego - całują się. Niespodziewanie świadkami tej sceny są lokaj i pokojówka. Charles zaraz biegnie, żeby im wyjasnić, ze "niesie pomoc damie i lekarz o wszystkim wie", a lojaka poucza żeby nie puścili pary z gęby przed panną FReeman.

      Sarah nie ma już czego szukać w miasteczku. Nie znajdzie tutaj pracy. Charles uruchamia swoich przyjaciół w Exeter i wysyła tam Sarę, wyposażając ją w pieniądze. Przyjaciele kwaterują ją na porządnej pensji, tudziez w hotelu.

      A Charles oznajmia pannie FReeman, że musi wyjechać na 3 dni do LOndynu, celem załatwienia formalności slubnych. Oczywiście, jedzie do Sary i spędza z nią noc. Tutaj niespodzianka - Sara była dziewicą. A zatem, czy ten cały romans z Francuzem, to wymysł ? Saraj przyznaje, że owszem - wymyśliła to. ROmans był platoniczny, a Francuz miał rodzinę. Ona o tym wiedziała i spasowała, a on nie nalegał na cokolwiek.

      Charles zostawia ją w tym hotelu, a ona żegna go w pięknej pozie i romantycznie oznajmiając, że będzie na jego powrót czekała z miłością.
      Żeby było ciekawiej, lokaj Smithsona odkrywa prawdę, którą Charles próbuje taić. Jak ? Ano po prostu zagląda do korespondencji swojego pana z przyjaciółmi. A potem śledzi Charlesa, który odwiedza budynek spod adresu podanego w liście.

      Smithson zasuwa z powrotem do miasteczka. Dukając nieco i plącząc się zrywa zaręczyny z panną Freeman. Najpierw utrzymuje, że chciał się z nią żenić dla jej posagu i z powodu zamożności jej ojca, ale kiedy ona mu nie wierzy i wprost pyta "Kim jest ta kobieta ?", Charles wyznaje, że - yes, chodzi o inną kobietę. Nazwiska nie podaje. Co nie zmienia faktu, że panna Freeman popada z żalu i rozpaczy w dziką wściekłość. Grozi Charlesowi runacją jego dobrego imienia.

      Charles jest gotów na to, że będzie musiał wyjechać z kraju. Problem w tym, że... kiedy wraca do Exeter - Sary nie ma w tym hotelu, w którym spędzili upojną noc. NIkt nie wie gdzie jest. Charles wynajmuje detektywów, daje ogłoszenia w gazetach, robi co moze być ją odnaleźć.

      Jednocześnie, ponosi konsekwencje swoich miłosnych porywów. Ojciec panny Freeman, wraz z prawnikami, sporządza sążnisty dokument będący czymś w rodzaju spisu win i przestępstw obyczajowych Charlesa. Stoi w nim, że to Charles zerwał zaręczyny, że ponosi winę za ten afront, że zrobił to z najniższych plugawych pobudek i że w ten sposób się zhańbił. Prawo stanowi, że jako strona Freemanowie mogę mu nakazać podpisanie takiego dokumentu, a potem mogą go opublikować w gazecie. Smithson może próbować się procesować, ale przegra i moze pójśc siedziec. Podpisuje więc i wypełnia prawne instrukcje. Jego opinia leży w gruzach, tak jak mu obiecano. Teraz sam doświadcza tego, czego doświadczała Sarah Woodruff.
      • mozambique Re: "KOchanica Francuza" [1981] via Ct2 16.12.14, 14:22
        lubie ten film - Sarah jest tu ogniscie ruda i wyglada jak MArion od Robin Hooda :)

        w planie wpsolczesnym aktorzy odgrywajacy Sarę i Jeremego tez sypiają ze sobą ale jzu nie tak romantycznie
        • grek.grek Re: "KOchanica Francuza" [1981] via Ct2 16.12.14, 16:32
          hehe, dobre porównanie :] wygląda jak z obrazów Rafaela [to on chyba gustował w rudych modelkach ?].

          yes, wydaje się,że to Mike jest bardziej zaangazowany, a Anna podchodzi do sytuacji jak do romansu przygodnego. ta sytuacja kojarzy mi się z opowieścią filmowej Sary o tym jej romansie z tytułowym Francuzem - zobaczyła, że on ma żonę i zrezygnowała ze starań, odpuściła. a jako że Sarah kłamie i zmyśla jak najęta, to mozna by domniemywać, że to ten Francuz chciał się z nią związać bardziej niż ona z nim, ale dostał kosza. Sarze potrzebna była ta "hańba [bycia francuską dziwką]", żeby buntować się przeciw społecznym normom.
          co powiesz/powiecie na taki pomysł ? :}
          • mozambique Re: "KOchanica Francuza" [1981] via Ct2 17.12.14, 09:14
            rude to lubił Tycjan :))

            stad sie wizelo okrelslenie - tycjanowy kolor - kolor miedzi , tycjanowa piękność itp
            • grek.grek Re: "KOchanica Francuza" [1981] via Ct2 17.12.14, 14:25
              o właśnie :] dzięki.
      • grek.grek Re: "KOchanica Francuza" [1981] via Ct2 16.12.14, 14:22
        Dodatkowo opuszcza go lokaj.

        Charlesa martwi to całe zamieszanie. Martwi go nieobecność Sary. Gdzie ona może być ?
        Tutaj następuje kapitalna 5-minutowa scena, w której jak w pigłuce zawiera się analiza społecznych stosunków w XIX wiecznej Anglii.
        Charles jedzie do Londynu, aby tam jej szukać - najpierw obserwuje wyczerpane, blade kobiety wychodzące po pracy w fabryce. Wyglądają jakby wychodziły z obozu koncentracyjnego... Potem lustracja środowiska prostytutek ulicznych, może i wyzywających niekiedy, ale i momentami tak przerażająco smutnych, z wymalowanymi upiornie twarzami. Oto los kobiet, które nie miały szczęścia bogato wyjśc za mąz, czy złapać pracy niańki u jakieś gburowatej staruchy.

        NIgdzie Charles nie znajduje Sary. Rezygnuje z poszukiwań. Czas spędza siedząc w fotelu w ogrodzie swojego domu i wpatrując sie w morze. Wygląda jakby się mocno postarzał. Zwłaszcza duchowo.

        Mijają trzy lata. Charles dostaje informację od detektywów - znaleźli Sarę, pod zmienionym nazwiskiem. Charles jedzie do niej. Wygląda jakby się odmłodził duchowo :]

        I tutaj można by dwa słowa napisać o tym wątku współczesnym. Irons gra tutaj aktora MIke'a, który gra Charlesa w filmie, a Meryl aktorkę Annę, która w filmie gra Sarę. Mają ze sobą potajemny romans. Ona ma męża, a on zonę i dzieci. Anna traktuje to chyba dość lekko, a Mike bardzo się angażuje. Podczas party w jego domu [zjawiaja się wszyscy aktorzy grający w "Kochanicy..."] on próbuje z nią porozmawiać, ofk unikając jej męża, ale bezskutecznie. Ona za to bada sytuację i po rozmowie z jego żoną, dociera do niej, że to nie ma przyszłości. Ta żona jest sympatyczna. A dzieciaki udane. Ogród. Pies. Anna wie, że nie będzie mogła tego rozbić. Lepiej żeby Mike o niej zapomniał... Zwłaszcza, że on jest Anglikiem, a ona Amerykanką i po jutrzejszym ostatnim klapsie na planie - wraca za Ocean.

        W rozmowie MIke'a z mężem Anny dowiadujemy się, że są dwie wersje zakończenia filmu : szczęśliwa i nieszczęśliwa.

        I oto w filmie właściwym - Charles odwiedza Sarę. Pracuje ona w domu swoich chlebodawców jako opieunka do dzieci, guwernantka, nauczycielka muzyki. TRzy w jednym :] A dodatkowo ma dla siebie obszerny pokój, loft :], w którym rozwija swoją pasję - maluje. Dochodzi do burzliwej wymiany zdań, Charles ma za złe Sarze że się nie odzywała, znikła, wyznawała mu miłośc i nagle odeszła. ONa mu odpowiada, że musiała dojśc do ładu ze soba. Wyznaje też, ze to ONA ! odpowiedziała na gazetowe ogłoszenie o poszukiwaniach. To ona się skontaktowała z wynajętymi przez niego detektywami. Tylko dlatego dochodzi do tego spotkania.

        Czy zostaną ze sobą ? w ostatniej scenie, pomimo ostrej wymiany zdań i nawet szarpania się ze sobą w poprzedniej sekwencji, wypływają łódką na wodę. Charles wiosłuje...

        I to jest chyba ta wersja szczęsliwa. Taką wybrano dla filmu.

        Ostatnia scena w wątku MIke'a i Anny rozgrywa się w tym samym pokoju, tyle że bez scenograficznego udrapowania. Na dole trwa garden party z okazji zakończenia zdjęć do filmu. Mike ma się w tym pokoju spotkać z Anną. Lecz... nie znajduje jej tam. Co ciekawe, po drodze mija aktorkę grającą pannę Freeman i na mgnienie oka wydaje się, jakby ona była w nim zakochana [jak w filmie, który kręcili].

        Zaniepokojony, i chyba świadom powoli faktu, że Anna wyjechała bez pożegnania, Mike wychyla się oknem i w wieczorną pustkę woła : "Saro !"... to by chyba znaczyło, że po prostu udzielił mu się nastrój filmu i koleżanka aktorka w jego oczach stopiła się w jedno z filmową bohaterką, a on sam jeszcze bardziej został Charlesem.

        I to jest wersja nieszczęśliwa, którą odrzucono dla filmu, ale która znajduje swoje zastosowanie... w życiu.

        ciekawy zabieg, dzięki któremu to i owo zostaje zostaje dopowiedziane w kontekście filmu. Świetni aktorzy oczywiście [Streep w roli amantki byłaby chyba mało wiarygodna, ale w roli amantki niesztampowej - jest znakomita], doskonałe lokacje, stroje i dekoracje wnętrz - jak wehikuł w XIX wiek, a i sama historia daleka od typowego melodramatu.

        www.youtube.com/watch?v=zTO1wDxAAxc
        • siostra_bronte Re: "KOchanica Francuza" [1981] via Ct2 16.12.14, 15:02
          Dzięki Greku :)

          Podobał mi się klimat tego filmu. Jeremy Irons był znakomity (to była przełomowa rola w jego karierze), za to Meryl Streep nie pasowała mi do tej roli, ale jak wiecie po prostu jej nie lubię.
          • grek.grek Re: "KOchanica Francuza" [1981] via Ct2 16.12.14, 16:43
            dzięki, Siostro :]

            o yes, atmosfera perfekcyjnie zrobiona. dekor i lokacje, aktorskie stylizacje, a wszystko w doskonałej kamerze. klasyka.

            hehe ;] mnie się wydaje, że Meryl Streep łamie tutaj w znakomitym stylu schemat, jakoby amantki musiały być klasycznymi pięknościami. ona taką nie jest, i porywa filmowego Charlesa nie buzią z modelingu, ale intrygującym, niepokojącym stylem bycia i niepokorną osobowością plus ofk romantyzmem w najlepszym brytyjskim stylu. w świecie brutalnych konwenansów, terroru poprawności obyczajowej, pod pręgierzem "co ludzie powiedzą, a przecież mogą zniszczyć" - pod dyktando których początkowo żyje sam Charles, jest ona dla niego objawieniem. urodziwa panna Freeman jest przy niej tak mało interesująca... rzadko spotykana sytuacja w takiej love story. bez Streep, tak mi sie wydaje, nie wyszłoby to tak okazale i wiarygodnie.
            • mozambique Re: "KOchanica Francuza" [1981] via Ct2 17.12.14, 09:20
              troche jak z powiesci siotr Bronte - ich bohaterki nie były urodziwe ale fascynowaly osobowością i charakterem
    • grek.grek Teatr w KUlturze "Nasza klasa" 16.12.14, 18:11
      wg Tadeusza Słobodzianka. od 20:00, podzielone na akty.

      oczywiście o antysemityzmie. ostatnio temat znów na fali. i jest gwarancja, ze się sprzeda.
      o antysłowiańszczyźnie dopiero chyba piszą ;]

      żarty żartami, ale - można by chyba obejrzeć ?

      o 23:45 powtórka "Sztuczek"
      • pani_lovett Re: Teatr w KUlturze "Nasza klasa" 16.12.14, 22:35
        Zapomniałam na śmierć!!! Widziałam w necie gdzieś informację. Zaczęłam właśnie oglądać. :/
        • pani_lovett Re: Teatr w KUlturze "Nasza klasa" 16.12.14, 23:34
          Tylko koniec sztuki zobaczyłam. I rozmowę po spektaklu. I jestem zła na siebie. :/

          Czy będzie jakaś powtórka.
        • pani_lovett Re: Teatr w KUlturze "Nasza klasa" 16.12.14, 23:42
          pani_lovett napisał(a):

          > Zapomniałam na śmierć!!! Widziałam w necie gdzieś informację.

          A miałam napisać na Forum o tej premierze w wątku o "Pokłosiu", żeby nie zapomnieć!
      • pani_lovett Re: Teatr w KUlturze "Nasza klasa" 16.12.14, 23:38
        > i jest gwarancja, że się sprzeda.

        Strasznie się sprzeda kilkugodzinny spektakl , w dodatku w TVPKultura!
        - że tak powiem trochę złośliwe /bo jestem zła, że nie obejrzałam spektaklu/

        > o antysłowiańszczyźnie dopiero chyba piszą ;]
        Już było, w filmach o II wojnie.
        • grek.grek Re: Teatr w KUlturze "Nasza klasa" 17.12.14, 14:19
          mnie się udało obejrzeć.

          interesująca rzecz.

          grupa ludzi z jednej szkolnej klasy, Polaków i Żydów, przechodzi przez 70 lat polskiej historii.
          Żydzi doświadczają prześladowań, albo się mszczą [Menahem] jako oficerowie UB. Polacy
          prześladują Żydów, gwałcą swoją koleżankę, kamienują kolegę, czynnie uczestniczą w
          linczu w Jedwabnem itd. Jak rządzą komuniści, to Żydom lepiej, a Polakom jakby mniej, jak
          rządzą hitlerowcy, to Żydom źle się dzieje, a Polacy biorą odwet.

          KOlega Żyd ukrywa się na strychu u koleżanki Polki - ona mu pomaga, naraża się dla niego, nawet zostaje zgwałcona w imię tej szlachetności, aczkolwiek i sama korzysta z sytuacji [seksualnie]. Kolega Polak, prosty wiesniak, ratuje
          koleżankę Żydówkę z pogromu. jednocześnie Żydówka musi się przechrzcić. A i to nie pomoże
          kiedy po wojnie kolega Polak, korzystając z odpowiednich warunków politycznych, zechce ją wywieźc do
          getta. w jej obronie stanie jej mąz i zabije wspólnego kolegę. Żydówka wybawiciela swego nie kocha, ale...
          jakie ma inne wyjście niż żyć z nim ? zestarzeć się z nim... BYć świadkiem, jak on mówi prawdę o
          Jedwabnem, jako jedyny... i nadal go nie kochać, bo taki prostak.

          róznice są widoczne od początku, już od czasów szkolnych, kiedy podziały przebiegają
          wzdłuż tożsamości religijnych.

          po wojnie znów decyduje wiatr historii. Żyd w UB może prześladować POlaka z AK, i zemścić
          się za to, że sam musiał się ukrywać upokarzająco na struchu, że zgwałcili mu zonę i spalili
          rodzinę, przyjaciela zakatowali kamieniami...

          Polak który prześladował Żydów ląduje w katowni UB. i opowiada jak go biją. Razem z nim drugi.
          Ten żydożerca. ksiądz późniejszy. obaj gwałciciele swojej żydowskiej koleżanki z klasy i palacze z Jedwabnego. ten trzeci podpalacz nie żyje - to był ten, który chciał wywieźc Żydówkę do getta, ale
          został zastrzelony przez jej polskiego męża.

          [ocalały] Żyd z UB traci pozycję, keidy w partii zmieniają się wpływy. Ucieka do Izraela pozostawiając w Polsce zonę, tę Polkę która go ukrywała. w Izraelu zostaje żołnierzem. i ma nową rodzinę. Któregoś dnia w zamachu terrorystycznym ginie jego syn. Nie mozę tego znieśc. popełnia saombójstwo. analogiczne są losy tego POlaka, który zabił mu zonę, a potem doznał jego zemsty - jemu się powiodło w życiu, miał zonę, wykształcone dzieci, ale przypadkowa śmierć syna pogrąża go w rozpaczy i prowadzi do śmierci.

          ta Polka, co ukrywała Żyda, a potem wyszła za mąz za niego, a on ją porzucił... wyjeżdza do USA, gdzie się dorabia. Wraca do Polski, odwiedza Żydówkę i jej męża "wieśniaka/prostaka". tylko po to by zrozumieć, że już nie mają sobie nic do powiedzenia. i dopełnia żywota.

          a oni zaraz po niej. on na raka, a ona ze starości. nie mieli dzieci.

          pomiędzy kolejnymi scenami, listy z Ameryki do swoich kolegów z klasy, śle Aaron. Żyd który wyjechał w 38 do Stanów i został rabinem. entuzjazstyczny ton, radosna nuta, u mnie wspaniale i cudownie, a u was, Moja Klaso ?. Dopiero później wszystko się zmienia w jego postawie, gdy dowiaduje się o Jedwabnem i o tym, co się działo w czasie wojny. I że to koledzy zabijali kolegów, gwałcili koleżanki. I jego własną liczną rodzinę spalili. "Gdzie był Bóg ?", pada pytanie.

          Wraca do Polski, gdy już można i spotyka kolegę z klasy-księdza. Ksiądz gwałcił, podpalał i prześladował, ale od Solidarności został bohaterem i czczcicielem papieża. Wkrótce umiera na raka,
          ale zanim do tego dojdzie, poda dłoń swojemu żydowskiemu koledze z Ameryki dłoń, jak rabin z księdzem powiedzą sobie wszystko.

          cała dekoracja to kilka stołów i krzeseł, które aktorzy wyukorzystują do błyskawiecznego inscenizowania kolejnych scenek. płynnie przechodząc między kolejnymi sekwencjami. jest seks i jest przemoc, oczywiście wszystko symulowane, ale i tak robiące wrażenie z powodu drastyczności samej wymowy tych epizodów. momentami dosadny język, ale scenariusz ucieka jak może od publicystyki, z pełną świaodmością, że odnosi się do rzeczy ostatnimi czasy solidnie eksploatowanych w najróżniejszej formie.

          postaci, które umierają, wychodzą z planu. stają w otwartych drzwiach, ale poza planem. obserwują w milczeniu dalsze wydarzenia. wracają wtedy, gdyby trzeba przyjąć do swego grona kolejną zmarłą osobę. kłaniają się wtedy sobie nawzajem i uśmiechają.

          to wydało mi się najbardziej znamienne.
          historia nas doświadczyła, jesteśmy tworami historii, czasów, społecznych wyobvrażeń.
          kiedy umieramy, gdy nie podlegamy ich oddziaływaniu - nie czujemy do siebie gniewu ani niechęci.
          uśmiechamy się do siebie w zaświatach, bo tam jesteśmy dopiero ludźmi czystymi.
          wiemy dlaczego za życia tak na siebie naskakiwaliśmy i nie obwiniamy się o to, bo byliśmy ułomni
          z powodu społecznych i historycznych uwarunkowań.

          poza tymi fragmentami, klasa jest razem tylko podczas krótkich rymowanek szkolnych, jakie wypowiadają chórem, z usmiechem, pomiędzy sekwencjami opisującymi ich dramatyczne losy jako dorosłych. Popatrzcie, jacy byliśmy, gdy byliśmy dziećmi, gdy jeszcze nie znaliśmy tego wszystkiego, co później wypaczyło nam charaktery.

          aktorzy są świetni, wg mnie. dialogi i monologi wymagały mocnego zaangażowania w grane postaci.

          od 38 do 2000-cznego. kawał czasu. Polak i Żyd, POlak kontra Żyd, Żyd kontra Polak. Polak ratujący Żyda i Żyd pomagający Polakowi. nie ma czarno-białego świata, a tak wiele zalezy od sytuacji i okoliczności.

          spodziewałem się chyba większej ideologizacji, chociaż... fałszywy i głupi polski ksiądz, przez gros czasu przejawiający antysemityzm dogłębny [aktor przez 2 i pół godziny zasuwa po scenie w sutannie i z koloratką] - to mógłby być dla niektórych dostateczny powód by spektakl uznać za godzący w polskie wartości narodowe ;]


          • maniaczytania Re: Teatr w KUlturze "Nasza klasa" 18.12.14, 22:40
            to ja się odniosę - wklejam link do recenzji: mojeprzemiany.blox.pl/2013/05/Czlowiek-wobec-zla-Nasza-klasa-Przebisniegi-oraz.html

            I napiszę krótko, choć sztuki nie widziałam, ale czytałam - dla mnie jest okropnym, bardzo jednostronnym postawieniem tematu. Do tego to chyba najbardziej obrzydliwa książka, jaką czytałam. Temat sam w sobie ciężki, nawet wyobrażając to sobie jest strasznie, a tu wszystko w najdrobniejszych szczegółach opisane. I te kuriozalne sceny - kobieta wielokrotnie zgwałcona zaczyna odczuwać przyjemność z gwałtu (?!). Okropieństwo, to chyba jedyny raz, gdy na blogu napisałam, że nie polecam ...
            A nagrodzona została Nike ...
            • pani_lovett Re: Teatr w KUlturze "Nasza klasa" 19.12.14, 16:44
              >I te kuriozalne sceny - kobieta wielokrotnie zgwałcona zaczyna odczuwać przyjemnoś
              > ć z gwałtu (?!).

              Może tę scenę należy odczytywać poprzez kategorię ironii, ale też /podejrzewam, bo tekstu nie czytałam/ można odczytać jako próbę /porażające!/ oswojenia, poradzenia sobie z traumą gwałtu, wypchnięcia ze jej świadomości.

              Muszę koniecznie wypożyczyć z biblioteki "Naszą klasę" ...
              • maniaczytania Re: Teatr w KUlturze "Nasza klasa" 21.12.14, 20:51
                Barbasiu - Ty to masz jednak dobre serce :) doszukujesz się głębi tam, gdzie jej nie ma ... niestety. Jest ordynarne szokowanie i epatowanie brutalnością ...
        • grek.grek Re: Teatr w KUlturze "Nasza klasa" 17.12.14, 14:24
          rozumiem, Barbasiu :]

          wiesz, chodziło mi o to, że "Nasza klasa" nie wzięła się z powietrza, najpierw była jej literacka
          forma, która zyskała wiele nagród i doceniona została.

          hehe, całkiem możliwe.

          z mojej strony był to żart, bo ostatnimi czasy wszyscy domagają się uwagi z powodu bycia
          obiektem ataków... katolicy są prześladowani przez antykatolickośc, Żydzi przez wciąz
          postępujący antysemityzm, mniejszości przed anty-cośtam... ostatnio czytałem gdzies o
          antypolonizmie, a więc i antysłowiańskość przyszła mi do głowy :]

          wydaje mi się, że to płytkie podejście do tematu, a do tego zaczyna być nieco zabawnie, kiedy
          wszyscy czują się prześladowani przez anty-. jeśli wszyscy są pokrzywdzeni, to kim są krzywdziciele ? ;]
          • pepsic Re: Teatr w KUlturze "Nasza klasa" 17.12.14, 19:02
            z mojej strony był to żart, bo ostatnimi czasy wszyscy domagają się uwagi z powodu bycia obiektem ataków... katolicy są prześladowani przez antykatolickośc,

            Niestety tak jest i chrześcijanie, choć nie tylko, są bestialsko mordowani i prześladowani przez islam. Służę zdjęciami. Tu jedno. Uwaga bardzo drastyczne
            Ps. Przepraszam, ale nie potrafię się wpasować w Twój beztroski ton, bo sprawę uważam za niezwykle dramatyczną i niebezpieczną, świat nie może tu milczeć.
            • grek.grek Re: Teatr w KUlturze "Nasza klasa" 18.12.14, 17:00
              oglądałem ten materiał zdjęciowy.

              wiesz, mój ton może dlatego był beztroski, bo chodziło mi o to, co się dzieje w Polsce.
              nie odnosiłem się do wydarzeń poza granicami kraju.

              wojny religijnne, czystki na tle wyznaniowych etc. - to codzienność. dlatego dla mnie religia jako taka jjest podstawowym problemem ludzkości. człowiek jest nieobliczalny, a dostając do ręki "BOga" i przekonanie, że "moja wiara jest najmojsza" - staje się małpą z brzytwą.
              • pani_lovett Re: Teatr w KUlturze "Nasza klasa" 18.12.14, 17:13
                grek.grek napisał:

                > wiesz, mój ton może dlatego był beztroski, bo chodziło mi o to, co się dzieje w
                > Polsce.
                > nie odnosiłem się do wydarzeń poza granicami kraju.

                Ja właśnie tak ten komentarz odczytałam.

                Powiedziałabym tak:
                Człowiek jest nieobliczalny, a dostając do ręki przekonanie, że "moja wiara jest najmojsza" - staje się małpą z brzytwą.
            • pani_lovett Re: Teatr w KUlturze "Nasza klasa" 18.12.14, 17:00
              pepsic napisała:

              > Niestety tak jest i chrześcijanie, choć nie tylko, są bestialsko mordowani i prześladowani przez > islam.

              Nie przez "islam", tylko przez islamskich ekstremistów,barbarzyńców , terrorystów.
              • pani_lovett Re: Teatr w KUlturze "Nasza klasa" 18.12.14, 17:22
                islamskich fundamentalistów, oszołomów.
          • pani_lovett Re: Teatr w KUlturze "Nasza klasa" 18.12.14, 00:45
            Dzięki serdeczne za relację!
            Żałuje strasznie, że nie obejrzałam.
            Nie sprawdziłam, wtorkowego programu. Za późno przeczytałam Twój post. Wieczorem zajęłam się wypisywaniem kartek... Potem przez moment rzuciłam okiem na "Rekruta" z Colinem Farellem i Alem PAcino na Polsacie. I tak zeszło.

            Jutro odpowiem na Twój post.
            • grek.grek Re: Teatr w KUlturze "Nasza klasa" 18.12.14, 17:01
              cała przyjemnośc po mojej stronie, Barbasiu, aczkolwiek chyba dośc chaotycznie to opisałem, nie uporządkowałem faktów.

              nie przejmuj się, na pewno zdarzy się powtórka, a może i w internecie zdarzy się pełna wersja.

              orajt :]
              • pani_lovett Re: Teatr w KUlturze "Nasza klasa" 18.12.14, 17:21
                Nie szkodzi. Zdaje sobie sprawę, że bez powtórki, nagrania, czy tekstu dramatu pod ręką nie jest łatwe przedstawić szczegóły.

                Mam taką nadzieję. Na premierę moim zdaniem wybrano niefortunny termin. tuż przed świętami, kiedy ludzie mają najwięcej roboty.
    • siostra_bronte "Królowa Margot" w Stopklatce 16.12.14, 21:05
      O 22.40. Polecam po raz n-ty. Greku? :)
      • siostra_bronte Re: "Królowa Margot" w Stopklatce 16.12.14, 21:06
        W środę, oczywiście.
      • grek.grek Re: "Królowa Margot" w Stopklatce 17.12.14, 16:25
        dzięki, Siostro :]
        nie wiem, czy zdołam się ze wszystkim uwinąć, ale jeśli mi się uda - na pewno obejrzę.
        • siostra_bronte Re: "Królowa Margot" w Stopklatce 17.12.14, 19:55
          Jakoś nie brzmi to przekonująco :)
          • grek.grek Re: "Królowa Margot" w Stopklatce 18.12.14, 17:05
            ha... :]
            no niestety, wiedziałem, że będzie problem.
            w istocie, za filmy mogłem zabrać się wczoraj od około północy.
            stąd moje dwie dzisiejsze relacje dotyczą tytułów które Kultura pokazywała w środku
            nocy :]

            właściwie, mogłem obejrzeć drugą połowę "Margot", ale wolę jednak oglądać od początku.
            na pewno szansa jeszcze się nadarzy. nie trać wiary we mnie, Siostro :]

            • siostra_bronte Re: "Królowa Margot" w Stopklatce 18.12.14, 23:46
              Zamorduję :)
      • grek.grek Re: "Królowa Margot" w Stopklatce 17.12.14, 16:50
        PS : przed "Królową" lecą "Desperatki" [od 20:00]

        cztery czarne dziewczyny z biednego getta znajdują sposób na życiowe trrudności ekonomiczne - rabowanie banków. jedna z nich przez pewien czas pracowała w banku, zanim została zwolniona
        z powodu [nieudowodnionego] oskarżenia o pomoc czarnym rabusiom z jej dzielnicy, którzy ten jej bank obrobili. czyli, w zasadzie wyrzucono ją z powodu jej koloru skory i pochodzenia.
        druga musi się puszczać dla kasy na opłacenie studiów brata, a potem tego brata traci - zabijają go policjanci, podczas obławy na tych bankowych rabusiów - dziewczyna rozmyśla o wyjeździe.
        trzeciej zostaje odebrane dziecko, bo nie mając go z kim zostawić wzięła je ze sobą do pracy przy sprzątaniu biurowca, a tam mały się naćpał jakiegoś "kreta".

        w sumie, każda jest pod kreską i nie mają nic do stracenia.
        ta co straciła brata poznaje przemiłego i doskonale ustawionego bankiera, zaczyna z nim bywać na biznesowych przyjęciach, on jest w niej zakochany, do niczego jej nie zmusza, ani niczego nie oczekuje.
        ideał normalnie. a wraz z tym ideałem - poznaje ona inny świat, lepszy, dostzrega jakąs przyszłość dla siebie.

        jak to pogodzić z napadaniem na bank ? zwłaszcza gdy policja jest na tropie. na czele śledztwa stoi gliniarz, który pomylił się i zabił jej brata. Ma wyrzuty sumienia z tego powodu, więc chce zrobić wszystko, żeby dziewczyny powstrzymać, a jednocześnie żeby nie spadł im włos z głowy. Tylko... czy to możliwe ?

        finałowe pół godziny, to jest naprawdę rasowy dramat. i "rasowy" nie ma nic wspólnego z kolorem skóry bohaterek. to się ogląda ! wcześniej bywa lepiej lub gorzej, ale warto czekać na tę ostatnią "tercję".

        Jada Pinkett aka Stony jest zadziorna i wrażliwa, Vivica Fox aka Frankie niesamowicie piękna jak zawsze, ale bank rozbija Queen Latifah, która jest brawurowa, dynamiczna i idzie po Oscara :] słowo daję, all natural black swagger ;] inne grają, ona jest po prostu sobą i jest wspaniała.
    • mozambique "VAlmont" Milosa Formana 17.12.14, 12:53
      az dziw - "NIebezpieczne zwiazki" S.Frearsa widzialam chyab kilkadzisiąt razy , to jedne z tych filmów które oglądam ZAWSZE jak są tylko w programie :) i uwazam za arcydzieło
      a na "VAlmonta" trafiłam po raz pierwszy pare dni temu ( jakos rzadko on bywa w telewizjach) i obejrzalam z wielką ciekawoscą, oczywiscie porównując ze "...związkami"

      tym bardziej ze jak daty mówią oba filmy postawały niemal jednocześnie ale "Valmont" premiere mial później i chyba przegrał kasowo

      akcja jest chyab wszystkim znana- to ekranizacja powieści epistolograficznej epoki rokoka opartej na skomplikowanej piętrowej intrydze dybania na cnotę niewinnego dziewczęcia jako elementu szantazu, zemsty i budowania pozycji kobiety wsrod ayrtokracjji francuskjie ale nie mozna nie porownywac obu tytułów

      ja powiem tak - "Valmont" jest po porstu o wiele ładniejszy od NZ - zarowno Colin Firth jak i Anette Bening urodą i tzw czarem biją na głowe Malkovicha i Close
      ale o wiele gorszy aktorsko - fascynująca brzydota Glenn Close sprawai ze moge uwierzyc w jej makiaweliczne skłonnosci , w umiejetnosci uzaleniania od siebie męzczyzn i wykorzystywania ich dowolnie - Bening jest urocza, roześmiana i przesliczna jak łądny obrazek i jak łądny obrazek szybko sie nudzi
      Colin Firth jest wiarygodny jako uwodziciel nudzacych sie dam( no która markiza smędząca w swej rezydencji wiejskiej nie polecialaby na głądkeigo Firtha ?) ale to brzydki z natury Malkovich ma magnetyzm i bezwględnosc , ktora spokojnie moze zafascynowac panne jak i męzatkę , doprowadizc do zrujnowania opinii kobiety , do jej załamanai nerwowego a moze i samobójstwa . Malkovich jako Valmont to prawdziwy "nasty boy" , Firth przy nim to raczej miły chłopaczek z sąsiedztwa
      Ja krytycy tak sobie pociagneli historie i uznali ze taki Valmont Malkovicha 20 lat pozniej to pan Osmond z "Portretu Damy" Agnieszki Holland - znacie ?

      jesli do tego dodac calkiem mdlą Meg Tilly jako madame de Tourvel ( no ja przepraszam ale nie wierze we francuską arystokratkę z chinskimi rysami twarzy) i absolutnie nijaki duet Danceny- Cecile to az przyjemnie spojrzec na temperature scen mlodziutkich i kompletnie nieznanych jeszcze Keanu Reevesa i Umy Thurman a wielkei załzawione oczy Michelle Pfeiffer wpatrzone w MAlkovicha zna chyab kazdy.

      ot ciekawostka - Pfeiffer brala udzial w zdjeciach próbnych do tej roli w obu filmach, ciekawe co/kto zdecydowało ze wystąpila jednak u Frearsa?

      w obu filmach mamy doskonała reżyserię, scenografie i kostiumy , niemal ten sam scenariusz ( choć Forman troche swobodnie poprawil niektóre wątki ) ale rezultaty kompletnie rózne = N.Z. to dramat uczuć i władzy , "Valmont" to taki harlekin w krynolinach

      Firthowi trzeba oddac ze swą role gral z prawdziwym zaangazowaniem co zaowocowało dzieckiem urodzonym przez Meg Tilly jakic czas póżniej :)

      a tak w ogoóle to uwazam ze markiza de Merteuil jest prawdziwą barokową feministką , wuala!
      • siostra_bronte Re: "VAlmont" Milosa Formana 17.12.14, 14:07
        Pisaliśmy jakiś czas temu o tym filmie. 'Valmont" jest inny, lżejszy niż "Niebezpieczne związki". Forman usunął kilka wydarzeń, przez co historia nie jest tak dramatyczna. Co do duetu Benning-Firth, uważam, że wypadł całkiem dobrze. Te postaci są może mniej efektowne i demoniczne niż u Frearsa, ale przez to bardziej ludzkie. Malkovich był świetny w roli Valmonta, ale moim zdaniem grał na jednej nucie, a w jego końcową przemianę trudno mi było uwierzyć. Zgoda co do bezbarwnej Meg Tilly. ale na plus muszę przyznać, że nie była przynajmniej tak egzaltowana jak Pfeiffer u Frearsa.
        • pani_lovett Re: "VAlmont" Milosa Formana 18.12.14, 17:38
          Dla mnie Valmont to jednak Malkovich. Adaptację w reż. Stephena Frearsa widziałam jako pierwszą. Zresztą, jak pamiętam, zrobiła na mnie spore wrażenie.
      • grek.grek Re: "VAlmont" Milosa Formana 17.12.14, 16:34
        nie oglądałem [jeszcze] żadnego z tych filmów, ale podoba mi się Twoja recenzja :]]

        żeby się do reszty pogrążyć, dorzucę, że nie dośc iż nie oglądałem tych klasyków, to
        jeszcze obejrzałem uwspółcześnioną ich wersję, pt "Szkoła uwodzenia" [czy jakoś tak].
        rozgrywa się ona w środowisku nastolatków.

        tam to dopiero mdłości i gładkości co niemiara ;]
        • mozambique Re: "VAlmont" Milosa Formana 18.12.14, 09:57
          tak wiem, N.Z. byly juz adaptowane na setki roznych sposobów - w college'u, wsrod nastolatków, w wersji chinskiej, jako "czarny"musical dziejący sie w Bronxie, slyszalam nawet o tureckej wersjji gejowskiej!!!

          jednak wg mnie nie umyywają sie do tych realistycznych adaptacji
          gdzie pzrexyztalam ze zanda aktorka nie potrafi powiedzic slowa "WAR! " ( WOJNA!) jak Glenn Close :) coś wtym jest :)

          w kazdym razie polecam greku obejrzec oba filmy i sobei wybrać który lepszy,
          a najlpiej dodatkowo przeczytac ksiazke Choderlos de LAclosa - bo to naparwde uczta dla ducha
          • grek.grek Re: "VAlmont" Milosa Formana 18.12.14, 16:56
            będę się czaił i jakby co to skoczę :]
      • slotna Re: "VAlmont" Milosa Formana 18.12.14, 15:20
        > ja powiem tak - "Valmont" jest po porstu o wiele ładniejszy od NZ - zarowno Col
        > in Firth jak i Anette Bening urodą i tzw czarem biją na głowe Malkovicha i Cl
        > ose
        > ale o wiele gorszy aktorsko

        Slyszalam te opinie kilka razy, ale nie moge sie z nia zgodzic. Graja po prostu inaczej. Szczerze mowiac, wole te wersje, jakos bardziej do mnie przemawia, ze sa piekni i zblazowani, niz demoniczni i mroczni :) A widzialas "Szkole uwodzenia", czyli nastolatkowa wersje NZ?
    • grek.grek "Ktoś całkiem obcy [Perfect stranger]" Polsat 17.12.14, 14:57
      Nowy Jork. dziennikarka śledcza [Halle Berry] prowadzi śledztwo w sprawie swojej zamordowanej koleżanki. pomaga jej kolega spec od informatyki [Giovanni Ribisi].

      koleżanka została otruta belladonna. podejrzenie dziennikarki pada na szefa agencji reklamowej, Hilla [Bruce Willis], z ktorym kolezanka miała pokątny romans. dziennikarka zatrudnia się w jego agencji i próbuje znaleźc dowody. do Hilla zbliżyć się nie jest łatwo, bo zazdrosna żona-hetera pilnuje go jak oka w głowie, także za pomocą specjalnego damskiego cerbera, lesbijki, oficjalnie 'asystentki pana Hilla", a w istocie - babki mającej trzymać mężusia z daleka od skoków w boki.

      Hill ma słabośc do kobiet, dziennikarka stara się omijać żony i cerberki, coś tam zaczyna iskrzyć, jest wspólna kolacja, ale dziennikarka popełnia błędy i wkrótce Hill demaskuje ją. Nie wie jednak, że ona podejrzewa go o morderstwo. Mysli, że chodzi o szpiegostwo dla konkurencji z branży.

      drugim tropem są flirty w internecie jaki prowadziła zamordowana, podając się za "Veronicę". ten z którym flirtowała może być mordercą... dziennikarka sądzi, że chodzi o Hilla. flirtuje więc z nim w zastępstwie koleżanki.

      Kolega dziennikarki pomaga jak może, kochając się w niej skrycie. zdobywa dla niej dowód - żona Hilla używała belladonny dla rozszerzania źrenić modelek podczas sesji fotograficznych ich oczu. łącząc ten fakt z chorobliwą zazdrością o męza - powstaje supozycja jakoby to żona zabiła, albo zmusiła samego Hilla do takiego zakończenia romansu.

      dziennikarka tak przy nim miesza i kombinuje, że facet zostaje oskarżony, skazany i posadzony.

      tyle że film się na tym nie kończy, bo nagle dziennikarka znajduje w mieszkaniu swojego kolegi tajne pomieszczenie, w którym odkrywa coś w rodzaju kapliczki ku własnej czci oraz w komputerze film pornograficzny z udziałem tego kolegi i zabitej koleżanki. Co więcej, ten gośc z którym koleżanka, a potem sama dziennikarka, flirtowały w sieci - to był własnie on.

      czyżby więc to ten kolega był winny, a nie Hill ? niepoczytalny typ zabijający kobiety, które kocha, a których nie moze przy sobie zatrzymać albo w ogole ich zdobyć na jawie ?

      finezja scenarzystów jest jednak daleko większa ;] oto bowiem winną okazuje się być... wiecie już ? no pewnie, że macie rację - sama dziennikarka :]]

      kolega przedstawia jej właściwą wersję wydarzeń, a my widzimy to w formie zbitki scen retrospekcyjnych.

      otóż dziennikarka, jako dziecko, była molestowana przez ojczyma. Matka zabiła ojczyma, a potem razem go pochowały w ogródku. Działo się to nocą, a świadkiem była mała dziewczynka z sąsiedztwa. nic nigdy nie powiedziała nikomu, ale jak już dorosły - to dziennikarka postanowiła ją usunąć.

      zabiła ją trując belladonną. aby morderstwo było doskonałe - musiała znaleźć kozła ofiarnego oraz świadka swoich śledczych usiłowań. po to byli jej : Hill i ten kolega.

      Hilla wrobiła, podrzucając mu dowody, a zakochany w niej kolega sam zdobył dla niej dowody potwierdzające, że truciznę Hill mógł mieć od żony, albo to ewentualnie żona Hilla zabiła - teraz to i tak niewazne, grunt że ktoś poszedł siedzieć za zabójstwo dokonane przez dziennikarkę.

      w ostatnim akcie dziennikarka wysłuchuje tej tyrady oświeceniowej jaką wygłasza kolega, po czym... wbija mu nóz prosto w serce. I dzwoni na policję, że to niby on ją zaatakował. Policji pewnie pokaże ten jego pokój z kapliczką ku jej czci oraz film porno na którym kolega obcuje z tą jej zabitą koleżanką. policja powie, ze gośc miał motyw i był psycholem :]

      z okna naprzeciwko widzi wszystko jakiś chłop... z nim pewnie dziennikarka postąpi tak jak z koleżanką z dzieciństwa.

      nie wiem, czy to brzmi nieźle ?, ale kłopot jest taki, że na pewno nieźle nie wygląda :]

      Halle Berry jest olśniewająca, nosi obcisłe wieczorowe suknie z dekoltami i człowiekowi normalnie gardle zasycha, Bruce Willis pewnie na paniach robi wrażenie... akcja wielokrotnie dzieje się w ekskluzywnych nowojorskich restauracjach, klubach, knajpach wielogwiazdkowych, w dekoracjach agencji reklamowej na 50 piętrze szklanego wieżowca; kiedy akcja wychodzi na ulice, to zwykle dzieje się w luksusowym samochodzie albo pod drzwiami hotelu o architekturze rodem z nadmorskiej miejscowości hiszpańskiej . słowem - glamour.

      niestety, brak w tym thrillerze... thrillera. po prostu, całe to śledztwo, razem z późniejszą przewrotką, razem z pororzucanymi tropami i machaniem możliwymi twistami - nie ma klimatu dreszczowca. a sami wiecie, że jak trhiller nie ma klimatu, to mu żaden scenariusz nie pomoze. i na odwrót, klimat może uratowac słabszy scenariusz.

      Halle Berry jest piękna i beznadziejnie kaleczy aktorstwo. Bruce Willis poza swoim emploi jest nijaki, niestety. najlepiej wypada Giovanni Ribisi oraz twarz zony Willisa - babka prezentuje się jak jakiś terminator, choć ofk jest urodziwa. w każdym razie można się przestraszyć ;]

      • grek.grek Re: "Ktoś całkiem obcy [Perfect stranger]" Polsat 17.12.14, 14:59
        trailer :

        www.youtube.com/watch?v=UrY0G_Sokd8
    • grek.grek "Romeo, Julia i ciemnośc" [1960] via Kultura 18.12.14, 14:23
      Czeskie kino na poważnie.
      historia z okresu II wś., ściślej : datowana na 1942 rok.

      Praga pod okupacją.
      Z kamienicy, która stanie się miejscem akcji, Niemcy wyprowadzają właśnie żydowską rodzinę.
      Nikt z lokatorów nie ma odwagi pożegnać się z nimi. Poza Pavelem, uczniem liceum, z natury prawym i uczciwym Pepikiem :] Żydowski chłopiec prosi go,żeby zaopiekował się jego świnką morską, którą musiał zostawić w opuszczonym mieszkaniu. Pavel spełnia jego życzenie.

      W mieszkaniu po Zydach spotyka dziewczyne. Też Żydówkę, jak się później okaże - ma ona na imię Hanka. Ubrana jest w płaszcz z naszytą nań gwiazdą Dawida. Łatwy cel. Zwłaszcza że na górę już zasuwają Niemcy z nowymi lokatorami.

      Pavel niewiele się namyślając prowadzi ją na strych i chowa w swojej ciemni fotgraficznej, gdzie, co logiczne :], wywołuje zdjęcia razem ze swoim przyjacielem.

      W mieszkaniu po Żydach instaluje się aktorka kabaretowa, którą po godzinach chętnie odwiedzają Niemcy. Utrzymanka.

      Pavel mieszka z matką, krawcową, i z dziadkiem - takim typowym Czechem w berecie, okularach i swetrze, który siedzi w kącie, coś tam reperuje i odzywa się tylko wtedy, kiedy musi.

      Hanka jest nieufna, wystraszona, ale nie histeryzuje. Przyjmuje pomoc chłopaka; są zresztą w podobnym wieku. Pavel przynosi jej jedzenie, coś do spania [ciekawe, że mnie zawsze w takich przypadkach ciekawi, jak organizowana jest toaleta... nie wiem, odzywa się logika sytuacyjna czy jakaś obsesja ? ;))]. Drzwi zamyka z tamtej strony. Jest idealnie grzeczny i dobrze mu z oczu patrzy. Hanka właściwie przebąkuje tylko, że nie powinna go narażać, co on oczywiście bagatelizuje.

      Do czasu... Cała historia z Hanką, zbiega się w czasie z udanym zamachem na niemieckiego dygnitarza Heydricha, szefa protektoratu Czech i Moraw. Niemcy biorą się ostro za Czechów, rusza machina terroru. Niemieckie czujki przeczesują miasto w poszukiwaniu członków ruchu oporu, każdy przebywający w Pradze Czech ma obowiązek zgłosić się do meldunku, a z megafonów dudni ostrzeżenie, że od tej pory każdy niezgłoszony obywatel będzie rostrzeliwany. Każdy przyłapany na ukrywaniu niezgłoszonego obywatela - będzie zabijany razem z całą rodziną.

      Od tej pory Pavel ryzykuje życie.

      Nie ma wyjścia. Jest w urodziwej i zagubionej Hance, po prostu zakochany. A niebezpieczeństw jest mnóstwo...

      Organizuje jej jedzenie, wynosząc je z domu - wreszcie matka orientuje się, że prowiant znika. Oskarża o kradzież swoją pomocnicę. Dziewczyna zaklina się, że nie brała. Pavel musi stanąc w jej obronie i przyznaje się do winy. Ale nie zdradza, dlaczego wynosił jedzenie z domu.

      Od tej pory Pavel organizuje jedzenie dla Hanki na własną rękę. Sprzedaje wszystko, co ma własnego, jedzie na wieś i tam kupuje towar.

      Kolega chce wywoływać zdjęcia. Pavel mu odmawia. Kolega podejrzewa "Masz tam kogoś ? przyznaj się", więc Pavel musi go spławić zręcznie... dzisiaj każdy może być potencjalnym kapusiem. Niekoniecznie dla przyjemności.

      Podupada Pavel towarzysko. Zaniedbuje swoją dziewczynę, w końcu ona podejrzewa, że Pavel ma jakąś inną. Związek się rozpada.

      Wreszcie zagrożeniem staje się także ta aktorka kabaretowa, co się Niemcom wysługuje. Nie dośc, że ona sama podrywa Pavla i łazi za nim, to jeszcze w grę wchodzi jej... dociekliwy pies, który wyczuwa obecnośc Hanki, biega na strych i szczeka pod zamkniętymi drzwiami fotopracowni. Hanka wtedy truchleje, Pavel razem z nią, aż wreszcie chłopak jest zmuszony psa udusić. Zakopuje go w piaskownicy, gdzie później truchło znajdą bawiące się dzieci.

      Hanka i Pavel są sobie coraz bliżsi. Marzą razem, on ją uczy o gwiazdach i niebie [jest pasjonatem fizyki], ona marzy o normalnym życiu, o wyjściu na świat boży, bo takie siedzenie w zamknięciu nie jest fajne itd. Wysepka ciepła, miłości i szlachetności na oceanie wojny, zdrady i cynizmu.

      A Niemcy są coraz bliżej... któregoś dnia zabierają na gestapo sąsiadów Pavla. Chłopak drży o swoje i Hanki życie.

      Pavel zaniedbuje szkołę, ciągle łazi na strych, więc w końcu matka orientuje się w sytuacji., Jest przerażona, bo jesli wpadną, to wszyscy. Niemcy zastosują odpowiedzialnośc zbiorową. Zamyka drzwi od mieszkania na kllucz. Pavel nie moze wyjśc. Pomaga mu... dziadek, który wreszcie wkracza do akcji, a Pavel krzyczy do matki, że jeśli jeszcze raz go zamknie, to on weźmie Hankę i ucieknie z nią, tak że nigdy już go nie zobaczy. Matka kocha syna nad życie, więc jest to mocny argumenty.

      Kiedy Pavel znów wychodzi, żeby coś dla Hanki załatwić - matka odwiedza ją na tym strychu. Pavel zostawił Hance klucz, więc otwiera ona od środka, poznają się z jego matką, a kiedy starsza pani zaczyna tłumaczyć dziewczynie jaka jest sytuacja na zewnątrz [Hanka nie wiedziała o zamachu na Heydricha i terrorze jaki został rozpętany, nie miała pojęcia, ile ryzykuje Pavel]. Hanka chce odejśc. "Nie mogę was narażać", powiada, ale matka powstrzymuje ją "Jakże ja miałabym teraz pozwolić pani odejść !?"

      Wkrótce cała kamienica już wie, że na górze jest Żydówka. Panuje korzystna zmowa milczenia, ale tylko przez chwilę.

      Oto ścigając zamachowców, Niemcy docierają z obławą pod kamienicę. Zjeżdzają się wozy bojowe, gestapo i w ogóle kocioł się robi. Przez tubę hitlerowcy ogłaszają, że będą teraz przeczesywać każdy budynek w okolicy.

      Na mieszkańców kamienicy pada blady strach. Najgłośniej panikuje ta niemiecka utrzymanka. Że jak Niemcy znajda Żydówkę, to zabiją wszystkich ! NIby ma rację. Tylko dlaczego tak drze dzioba... Niemcy obstawiają cały teren, idą dom po domu...

      Na górę, do pracowni, wdziera się ta utrzymanka. Matka Pavla za nią, próbuje ją powstrzymać. Hanka niewiele mówiąc łapie za płaszcz i chce wychodzić. Pavel nie chce jej pozwolić, ale matka go trzyma, bo się boi, że jak pójdzie za Hanką to zginie.

      Hanka zbiega schodami, a na piętrze czeka na nią dziadek Pavla. "Chodź, dziecko - powiada - nie możesz nigdzie pójść", a panikującej utrzymace dziadek powiada "Mozecie mnie zabrać, jestem stary i mam to gdzieś".

      ale Hanka znów się wyrywa. Ona wie, że wszystkim grozi śmierć, jesli Niemcy ją tutaj znajdą. Utrzymanka histeryzuje, ludzie stoją przed swoimi mieszkaniami i czekają na rozwój wypadków. Pavel dopada utrzymankę i chce ją normalnie udusić. ALe Hanka wtedy ucieka. Zbiega schodami w dół i pędzi ku otwartej bramie...

      Pavel za nią. Matka z góry woła do dozorcy, żeby zamknął drzwi i nie wypuszczał chłopaka. Tak też się dzieje. hanka rzuca ostatnie spojrzenie, a potem znika za bramą. Dozorca zamyka na klucz. Pavel nie może wyjśc, a starszy jegomośc twardo nie chce oddać mu klucza.

      wtedy słychac strzały zza zamkniętych podwojów. Pavel przestaje się szarpać. Zapada cisza. Wszyscy wiedzą, co się stało...

      Czarno-białe zdjecia, poruszająca story z wątkiem melodramatycznym, ładne aktorki :]
      zakończenie... cóz, dzielna dziewczyna wybiera własną śmierć nie mogąc już dłużej narażać swoich dobroczyńców. Nie ma happy endu, ale jest myśl i refleksja, a to chyba równie ważne.

      filmowych fragmentów nie znalazłem, ale zdjęcia są i owszem :

      movie.mtime.com/31379/reviews/7471246.html
    • siostra_bronte OT 18.12.14, 14:27
      Z innej beczki, ale muszę to napisać. Otóż, na podstawie moich ostatnich doświadczeń stwierdzam, że tzw. fachowcy to krętacze i oszuści. Ci "poleceni" też. Spotkać uczciwego fachowca to jak wygrać szóstkę w totolotka. Jeżeli miałam jeszcze szczątki wiary w uczciwość kochanych rodaków to straciłam je ostatecznie. Uff, ulżyło mi.
      • pani_lovett Re: OT 18.12.14, 17:27
        Ożeż! Tak mi przykro!
        Rozumiem Twój ból.

        • siostra_bronte Re: OT 18.12.14, 23:47
          Dzięki :)
    • grek.grek "Bańka [Bubble]" 2007, via Kultura 18.12.14, 15:06
      Może najpierw - o co chodzi, a potem Wam powiem, co w tym wszystkim ciekawego :]

      Amerykańska prowincja, miasteczko nieznane, domki i budy szeregowe. Ameryka właściwa.

      Martha i Kyle mieszkają niedaleko siebie. Oboje pracują w pobliskiej fabryce produkującej lalki do zabawy. dla dzieci ! [żeby nie było niedmówień...].

      Kyle ma 20 lat, mieszka z matką, podobną do Patty Smith, spędzającą dni na patrzeniu w tiwi.
      Martha jest tak ze 2 razy starsza. Przydałaby się jej dieta-cud, zajmuje się ojcem [starszy pan nie chodzi już sam, ale na fotelu siedzi mistrzowsko, głos ma jeszcze mocny, no i Alzhaimera nie widać, a to już wielki plus], po pracy szydełkuje i razem z tatą ogląda telewizję.

      Martha codziennie podwozi Kyle'a do pracy. Nie rozmawiają o niczym waznym. Ot, codzienne gadki bez kontekstu. Są parą przyjaciół, aczkolwiek... no właśnie.

      Kiedy w fabryce pojawia się młoda i ładna Rose, a jej wzrok od razu spotyka się we wzrokiem Kyle'a - Martha momentalnie rejestruje ten moment. I od tej chwili już wiadomo, że Kyle nie jest jej jednak obojętny i nie jest tylko młodszym kolegą z pracy.

      Siedzą więc sobie we trójjkę w jadalni, ględzą o swoich wcześniejszych zajęciach, o planach i oczekiwaniach zawodowych, i jest to tak cholernie pospolite..., ale na papierosa Kyle i Rose wychodzą razem. Martha nie pali, a że wcinać się jej nie wypada... może jedynie ukradkiem zaglądać do palarni, gdzie Kyle i Rose rozmawiają sobie i się śmieją.

      Rose od razu prosi Marthę o podwózkę do drugiej pracy. Martha nie odmawia, aczkolwiek ma chyba już lekki dyskomfort i czuje się głupio - nie dośc, że młoda laska psuje jej komfort życia, to jeszcze chce by ją podwozić. Nie okazuje tego jednak.

      Tutaj mała uwaga - za grzyba nie wiadomo, co czuje Marttha, można się tylko domyślać, bo aktorzy grają tak beznamiętnie, postaci są tak zamierzenie pospolite i pozbawione wyrazistości, że ich psychologia działa w trybie absolutnie domyślnym dla widza :] Reżyserem jest Steven Soderbergh, więc od początku jasnym jest, że ta cała zgrzebnośc emocjonalna jest całkowicie zamierzona i celowa.

      Potem jest jeszcze lepiej - Rose prosi Marthe, żeby zajęła się jej córeczką. Rose ma randkę w piątkowy wieczór. Martha się zgadza. Problem w tym, że nie ma pojęcia, iż Rose umówiła się z Kyle'em. Kiedy Kyle po nią przychodzi, Martha jest już u niej. Musi to być dla niej cios, ale pozostaje... just normal. Znów mozna się domyślać, że cała sytuacja ją ubodła.

      Kyle i Rose spędzają wieczór w barze, on jej opowiada że zbiera pieniądze na zakup wędki, a potem idą do niego. Tutaj Rose prosi go o coś do picia, a kiedy ten wychodzi - Rose sprawnie pucuje szuflady i znajduje te pieniądze, o których KYle mówił. Okrada go, tak po prostu. A potem "o jak już późno" i do domu.

      Rose wraca więc do swojego mieszkania. Martha spełniła swoją rolę niańki i już ma wyjśc, kiedy nagle pojawia się Jake, eks-mąż Rose, ojciec jej córki. Oskarża Rose o kradzież kasy. Kłócą się. Martha czuje się niezręcznie, stara się udawać że czyta gazetę.

      Wreszcie Rose wyprasza Jake'a. Martha niewinnie pyta "To był tata twojej córki ?", na co Rose burczy "NIe twoja sprawa, czytaj sovbie gazetę". Martha czerwienieje jak dorodny burak i prawie wciska twarz w gazete...

      O poranku pod budą Rose tłoczy się policja. Dziewczyna nie żyje. Została uduszona.

      POlicjant prowadzący śledztwo obskakuje wszystkie osoby, które były widziane tego wieczora w domu Rose.

      kyle jest poza podejrzeniem.
      Jake ? Mówi prawdę - pokłócili się, a potem sobie poszedł.
      Martha ? Opowiada wszystko jak na spowiedzi... I mówi, że po tym jak wyszedł Jake - ona też wstała i sobie poszła. "MOże to Jake wrócił i ją udusił ?", sugeruje. Policjant ma wątpliwości - wg świadków Martha była ostatnią osobą, która wychodziła z mieszkania Rose przed jej śmiercą. Nie przesądza jednak niczego i prosi ją by pozwoliła pobrać DNA do badań porównawczych ze śladami na ciele ofiary. Martha zgadza się.

      Tego samego dnia Martha odwiedza Kyle'a. Z prezentami. Ma dla niego wędkę, którą Kyle tak bardzo chciał sobie kupić. Plany mu padły, kiedy się zorientował, że zginęły mu te pieniądze, które odłożył. Pytał matkę czy nie wzięła, ona zaprzeczyła, a on chyba uznał, że mu po prostu zniknęły. Chłopak jest trochę śnięty, co tu dużo ukrywać ;] zapomniał że Rose była w jego pokoju, albo po prostu uznał, że ona nie mogłaby ich wziąć, czyli że kasa zginęła, bo są na świecie rzeczy, które się fizjologom nie śniły.

      Prezent od marthy Kyle przyjmuje... "dzięki, Martho". Atrofia uczuciowa bohaterów jest dojmująca.

      Następnego dnia policjant wzywa Marthę na kolejne przesłuchanie. Porównanie śladów DNA wykazuje jednoznacznie - to Martha zabiła. To jej odciski palców są na szyi ofiary, to jej DNA. Zabawne, i niesamowite, że nawet wobec tych faktów Martha, z prawdziwie naiwną wiarą w to co mówi, zaprzecza "To niemożliwe. To nie ja zabiłam".

      Cóz... Martha ląduje w pomarańczowym wdzianku w więzieniu.
      Ojciec Marthy zostaje powiadomiony o położeniu córki. Zamyśla się na moment, ale zero śladów paniki czy szoku... "Przykre", powiada starszy pan, ale w sumie... żadnego oszołomienia.

      Kyle pracuje jak pracował. Na miejsce Marthy zostaje przyjęta jego własna matka. Kyle lekko się uśmiecha, pod tytułem "Nie martw się, mama, dasz sobię radę w tej robocie, nauczę cię".

      Życie toczy się dalej. Zbrodnię popełnia człowiek tak boleśnie zwyczajny, tak przeciętny do bólu rzęs... Martha nie zadbała o zatarcie śladów... zabiła bo czuła się wykorzystywana ? upokorzona ? Z zazdrości ? A może zdecydowała ta jedna niegrzeczna uwaga Rose ? Cokolwiek to było - było tak samo cholernie małe i przyziemne, jak cały ten świat, jak ci bohaterowie, jak ich życiowe motywacje i los...

      Dopiero w ostatniej scenie jest życie w tej historii. Martha podnosi się z pryczy, podchodzi do krat, zaciska na nich dłonie i szepcze do kamery, ze łzami w oczach - "O BOże...".

      Doskonałe zakończenie niespodzeiwanie świetnego filmu, w którym mistrzostwem jest własnie ta zwyczajność, którą ogrywa rezyser swoimi aktorami. Momentami te dialogi są jak z jakiegoś dokumentu fabularyzowanego. To jeszcze bardziej zbliża ten film, tę opowieść, do boleśnie zwykłego życia przeciętnych ludzi. znakomity efekt.

      Ich rozmowy, ich twarze, ich reakcje, ich tembr głosu, ich zachowania - są tak pozbawione zdrowej ekspresji... I w tym mikrokosmosie zdarza się zbrodnia. I ta zbrodnia jest taka mała, taka pospolita. Umiera człowiek, a ma się wrażenie, że i ta śmierć, cały jej majestat, jest skarlały jakiś. W nikim nie wywołuje to efektu szoku - "rany, moja córka zabiła ?!", "CO ? Moja przyjaciółka morderczynią ? o karwasz twarz barabasz...". NIC. Życie toczy się dalej, coś się niby stało, a jakby nie stało się nic.

      doskonały krótki [70 min] film, mistrzowsko wyreżyserowany.
      • grek.grek Re: "Bańka [Bubble]" 2007, via Kultura 18.12.14, 15:09
        2005 rok, pprzepraszam za błąd.

        trailer :
        www.youtube.com/watch?v=paIHksP9Ia8
    • grek.grek Kocham Kino "Tango Libre" 18.12.14, 18:00
      22:35 & 2:10

      kino belgijsko-francuskie.

      strażnik więzienny zapisuje się na lekcje tanga. poznaje ciekawą dziewczynę. okazuje się, że mąz i kochanek tej dziewczyny odsiadują jednocześnie wyroki więzienia, co lepsze - siedzą w tej samej celi, a ta cela jest w zakładzie, w którym pracuje strażnik.

      brzmi interesująco, nieprawdaż ?

      skaczemy ?
      • pani_lovett Re: Kocham Kino "Tango Libre" 18.12.14, 22:24
        Prawdaż, brzmi świetnie. :)

        Skaczę i ja. :)
        • grek.grek Re: Kocham Kino "Tango Libre" 19.12.14, 14:05
          skoczyłaś, Barbasiu ?

          skoczyliście, Czcigodni ?

          mnie się udało i nie żałuję.
          przede wszystkim, ze względu na uwodzicielską opprawę muzyczną, zwłaszcza w drugiej częsci filmu oraz... podczas listy płac na końcu ;]

          sama historia kręci się wokół tytułowego tanga, które wpływa na życie i wybory ludzi.

          Jean, strażnik więzienny, próbuje urozmaicić sobie życie zapisując się na lekcje tegoż tanga. Tam oczarowuje go zgrabna koleżanka, Alice, z którą czasami tańczy.

          sensacyjnie odkrywa, że ta koleżanka bywa w więzieniu, w kltórym on pracuje. Odwiedza tym dwóch garowników, skazanych na wieloletnie osiadki. jeden to Fernand - jej mąz, ojciec jej dorastającego syna. Drugi to Dominic, jej... kochanek. Co ciekawe, kochanek i mąz żyją w pełnej symbiozie i nie są zazdrośni o siebie. Dzielą wspólną celę i są najlepszymi przyjaciółmi. Strażnik jest zakochany w Alicji, Alicja też nie jest obojętna, bo jako tancerka odznacza się temperamentem i nie dusi w sobie namiętności sztucznymi nakazami moralności mieszczańskiej, więc niejako tworzą w tym momencie czworokąt. Na dystans, ale jednak.

          podczas widzenia, w sali ogólnej, Fernand zauważa, że Jean przygląda się jego żonie, a żona się mu odwzajemnia. keidy dowiaduje się, że chodzi o to, iż Jean i Alice razem uczą się tanga - sam chce się go nauczyć. w związku z tym próbuje w więzieniu znaleźć jakichś, a jakże :], Argentyńczyków, żeby nim pokierowali. Znajduje jednego, ale pechowo nie tańczy on żadnych tangów.

          Ofk, nie ma rady - Jean musi dostać w dziób od Fernanda za przystawianie się do jego żony, ale koniec końców Fernand rywalizuje o jej uczucia w sposób uczciwy - porywa Dominica do nauki tanga. Żeby było jeszcze ciekawiej, podczas tej nauki Fernand wyczuwa u przyjaciela erekcję. Rozbawia go to. A Dominica wprost przeciwnie... próbuje popelnić samobójstwo. A po powrocie do zdrowie, zabrania żonie się z nim widywać. Do tej pory widzenia odbywały się w ten sposób, że Alice rozmawiała z Fernandem, a jej syn z Dominkiem, a potem ona z Dominikiem, a syn z Fernandem. Taki trójkąt z synem :]]

          Jean i Alice zbliżają się do siebie. Fernand szokująco wyznaje synowi, że jego ojcem jest... Dominic. Sam Dominic jest tym faktem oszołomiony. Syn znajduje w domu pistolet po Fernandzie [Dominic siedzi za zabicie jakiegoś typa który groził śmiercią Alice, Fernand za... nie wiadomo za co], grozi własnej matce i wytyka jest że jest "dziwką, która sypia ze wszystkimi".

          Robi się duszno. W więzieniu cały blok odsiadkowiczów zaczyna się uczyć tanga. Nawet ten Argentyńczyk, co nie tańczył ;]

          Wreszcie Jean decyduje się na krok szalony. W więzieniu wypuszcza z cel Fernanda i Dominica, potem każe im sterroryzować siebie samego nożem [komiczna scena, oni uciekają nie mając pojęcia o co mu chodzi, a on biega za nimi z nożem i namawia "weźcie mnie za zakładnika !"], aż wreszcie sam bierze ich jako zakładnikow [klawisz więźniów, haha] i w ten spsoób wyprowadza ich poza więzienne mury. Tam czeka samochód z Alice i jej synem.

          jean pakuje ich wszystkich do auta i każe uciekać. Chwilę się wahają i ruszają w długą. Jean zostaje... ale na moment tylko, bo za chwilę wracają oni po niego.

          jadą więc w nieznane całą piątką. Siedzą, siedzą, i nagle, powoli ale unisono... zaczynają się uśmiechać.Jakże optymistyczna scena końcowa.

          a wszystko to w rytmach świetnej muzyki, nie tylko "tangowej", ale i klubowej oraz wszelakiej tanecznej. bohaterowie się sympatyczni, a aktorzy mają na swoje postaci pomysł. FRancois Damiens grający Jeana doskonale ogrywa jego niezgrabnośc, pałąkowatość i zagubienie w rzeczywistości, Sergi Lopez powoduje że Fernand może i jest macho, ale bardzo papierowym i w gruncie rzeczy poczciwym, zaś Anne Paulichevich [Alice] nie jest klasycznie piękna, ale ma urok, uśmiech, jest superzgrabna, niezwykle kobieca i generalnie nie dziwi fakt, że tylu mężczyzn traci dla niej głowę, a raczej dziwi, że tylko tylu ;] Reżyser nie "filozuje" zanadto, stawia na zmysłowe rytmy, magię wpływu tanga na ludzkie losy i wierzy swoim aktorom.

          www.youtube.com/watch?v=HXqtE1Xc-0s
    • grek.grek "Znamię" via TVP2 19.12.14, 13:37
      napisane było w programie, że to thriller :]
      uff.

      zapaliła mi się lampka ostrzegawcza przy nazwisku Kevina COstnera w obsadzie, ale pal licho. gorzej że thriler to był dośc wątpliwy.

      akcja jest taka : lekarzowi z Ameryki umiera żona. A dokładniej : będąc na misji Czerwonego KRzyża w Wenezueli ma ona wypadek - autobus, którym jedzie, spada ze skały w przepaść pod wodospadem. nie udaje się znaleźć jej zwłok, ale zostaje uznana za zmarłą. Mąz, czyli Costner, przeżywa ogromnie jej śmierc, bo byli w sobie zakochani.

      zaczynają się dziać niezwykłe historie. dzieci z wydziału onkologicznego, ktore leczyła jego żona, mówią mu że mają wizje, w których zmarła żona go wzywa do siebie, chce mu coś przekazać; do tego malują na kartkach dziwny znak, jakby dwie falujące linie przecinające się ze sobą; papuga żony wydaje dźwięki takie jak zawsze wtedy, gdy żona wracała z pracy do domu; nocami wiatr hula po domu i zapalają się światła, a przedmioty z szafki przy łózku zaczynają się uruchamiać; kiedy mąz próbuje spakować rzeczy żony i wynieść, żeby zacząć zapominać o niej - rzeczy spakowane wracają na swoje miejsce; jak nie dzieci, papuga, spakowane sukienkki zony i wiatr, to zupełnie obcy facet przywieziony martwy z wypadku zaczyna gadać do niego po imieniu, łapać za ręce i brzmi zupełnie jak jego żona; a jak nie dzieci, papuga, spakowane sukienki, wiatr i obcy facet, to jest jeszcze zakonnica, która prowadziła wywiady z dziećmi, które przeżyły śpiączkę i upewnia go, ze istnieje życie po śmierci...

      Mąz-Costner nie wie, czy mu odbija szajba czy naprawdę żona chce się z nim skontaktować z zaświatów. znajomi sie o niego martwia, a niektórzy uważają, że odleciał. Koleżanka radzi mu, żeby wyjechał i odpoczął. tak też ma zamiar zrobić. Chce jechać z przyjaciółmi na wyprawę kajakową.

      dostaje do studiowania mapy trasy, jaką mają pokonać. I wtedy porozumiewawczo wiatr strząsa mapę ze stołu. Costner czuje, że nie był to przypadek. No i fakt - na tej mapie są takie same znaki, falujące krzyże, jak na rysunkach dzieci. cały zaaferowany dowiaduje się, ze oznaczają one wodospady.

      pakuje się więc i jedzie na miejsce, gdzie zginęła żona, czyli pod wodospadem w wenzeuelskiej dżungli. biega, lata, gania - ale nic nie znajduje. Żadnych śladów po żonie. tłumaczy mu przewodnik,że policja już przeczesała teren. miesiąc grzebali i nic nie znaleźli. Niedaleko jest wprawdzie wioska indiańska, ale żeby tam wejśąc trzeba mieć pozwolenie. Costner nie chce się poddać. włazi nawet do wraku autobusu, blokuje się w środku, autobus porywa woda i gość niemal się topi. Podczas tego topienia się ma wizję, żona mu się wyświetla i gdzieś go wysyła.

      ratuje go przewodnik, a ledwie Costner dochodzi do siebie - od razu idzie do tej wioski. Ignoruje brak pozwolenia. macha zdjęciem zony i prosi o informacje. pojawia się jakaś starsza pani w gaciach ze słomy i mamrocząc coś pod nosem bierze go za rękę i prowadzi do wigwamu. a w tym wigwamie... dziecko w koszyku. dziewczynka. Jego córka.

      Przewodnik, robiący zarazem za tłumacza, objaśnia mu słowa starszej jejmości - Indianie znaleźli jego żonę, po tym wypadku. Próbowali ją ratować. "Ciała nie zdołalismy uratować, ale uratowaliśmy jej duszę", powiadają. Żona była w ciązy. Dusza to jest to dziecko. Z tej narracji wynika, że żona Costnera urodziła w dżungli, zaraz po tym wypadku. Wydaje się, że może bardziej prawdopodobne by było poronienie podczass takiego wypadku, ale... kto powiedział że ma być logicznie ;]

      Córka ma na nodze charakterystycxzne znamię, takie same jakie miała jej matka i jakie nosiło jeszcze kilka osób z rodziny matki.

      Costner zabiera swoją córkę do domu, a potem się z nią bawi w parku i ona jest łudząco podobna do jego zony.

      film kończy formułka wychwalająca wiarę.

      nie wiem, kto wybierał ten film ? Ziemiec ? ;] bo i rzeczywiście sens tej całej historii jest taki, że istotnie żona wykorzystywała medium w postaci dzieci i zmarłego chłopa, żeby męza nakierować na właściwy trop, co by odnalazł ich wspólną córkę.

      przedświątecznie się zrobiło ;]]
      • mozambique Re: "Znamię" via TVP2 19.12.14, 13:52
        a mąż nie wiedizal ze byla w ciąży ??????
        • grek.grek Re: "Znamię" via TVP2 19.12.14, 14:07
          może i wiedział... gorzej, że ja nie wiem, bo straciłem pierwsze 10 minut ;]

          tak czy owak, przez cały film myślał żeby żonę znaleźć. o tym, że była w ciąży - nie wzmiankowano.
          • pepsic Re: "Znamię" via TVP2 20.12.14, 21:16
            A jednak wzmiankowano podczas sprzeczki przed wyjazdem małżonki do Wenezueli, małżonek kręcił wówczas nosem, że chce ratować świat, a nie zważa na stan błogosławiony.
        • pepsic Re: "Znamię" via TVP2 20.12.14, 21:13
          Owszem wiedział i nie był zachwycony decyzją o wyjeździe, ale małżonka twardo postawiła na swoim. Już w początkowych kadrach pokazana jest średnio zaawansowana ciąża małżonki, tam w Wenezueli.
          • grek.grek Re: "Znamię" via TVP2 21.12.14, 13:48
            dzięki !
    • grek.grek "Gorzkie mleko" [2009] w Kulturze 19.12.14, 16:35
      20:20 & 1:35

      kino hiszpańsko-peruwiańskie, czyli... latyno :]

      Złoty Niedźwiedź w Berlinie, nominacja do Oscara dla filmu nienaglojęzycznego.

      bohaterką jest młoda Peruwianka, Fausta, dziecko poczęte z gwałtu. cięzko doświadczona przez los matka zaszczepiła w niej strach przed światem i życiem. Kiedy matka umiera, a Fausta zostaje sama - musi się jakoś zorganizować, zdobyć pieniądze na pochówek matki, a także po prostu odczarować te lęki, wśród których się wychowała i które ją zdominowały.

      skaczemy ?
      • pani_lovett Re: "Gorzkie mleko" [2009] w Kulturze 19.12.14, 22:53
        Po 20:00 musiałam jeszcze skoczyć do Empiku. Ale poszukam filmu ...
        Czekam na Twój post o filmie, jeśli oglądałeś.
        • grek.grek Re: "Gorzkie mleko" [2009] w Kulturze 20.12.14, 14:09
          oglądałem :]

          bardzo interesujące kino, doskonale wyreżyserowane. co ciekawe, głównymi sprawczyniami całego
          efektu są kobiety - reżyserka i scenarzystka Claudia Llosa, autorka muzyki Selma Mutal i jakże przekonująca w roli głównej Magaly Solier.

          "Gorzkie mleko", to okreslenie z żargonu - oznaczać ma piętno, chorobę, którą dziedziczą od swoich matek córki będące owocem gwałtu. "gorzkie mleko" oznacza brak duszy.

          takim właśnie przypadkiem jest Fausta. młoda, ładna i niesamowicie smutna. Wycofana, przestraszona, nieufna. film zaczyna śpiewany monolog jej umierającej matki, która nigdy nie przestała cierpieć traumy spowodowanej gwałtem na niej.

          Matka umiera, a Fausta zostaje sama. Obarczona brzemieniem przerazenia światem. Ma wdrukowany w siebie strach przed zgwałceniem. w ramach ochrony... hoduje w pochwie ziemniaka. Niesamowite, ale to prawda. Ma z tego powodu bóle, ląduje u lekarza, a ten zdumiony stwierdza powyższy fakt. Fausta nie chce jednak poddac się zabiegowi. Jej wuj jest równie zdumiony, co lekarz, domyśla się o co chodzi siostrzenicy, tłumaczy jej położenie lekarzowi, ale kiedy wracają do domu autobusem - i on nie może zrozumieć postępowania dziewczyny.

          Fausta mieszka w czymś w rodzaju osady rozsypanej pod malowniczymi górami. Piękna okolica, wspaniale wybrana, pole do popisu dla autorki zdjec, Natashy Brier. Fausta ma kuzynów,. wujostwo, znajomych, nie jest osamotniona w sensie fizyczno-rodzinnym. Tyle że na pochowanie matki nikt pieniędzy nie ma. Trup matczyny zostaje odpowiednio zabalasomowany, owinięty w stosowne tkaniny i od tej pory spoczywa pod łózkiem Fausty. Ona ma zarobić na pochówek.

          w tym celu zatrudnia się w Limie u jakiejś markowej pianistki, kobiety wykształconej, stylowej, eleganckiej, na oko około 60-tki. Fausta przygotowuje herbatę, gotuje, otwiera bramę jak ktoś przychodzi itd.

          Pianistka zaczyna się nią interesować, kiedy słyszy jak Fausta śpiewa sobie pod nosem. Są to piosenki-monologi o własnych odczuciach, myślach, stanie ducha. ona sama je tworzy. Nie spisuje. Raz zaśpiewa i później już nie pamięta. Kiedy pianistka prosi ją by jej zaśpiewała piosenkę z wczoraj, jest to niemożliwe, bo Fausta jej nie pamięta. Jest jednak w stanie sobie przypomnieć - pianistka ma zanotowany fragment, próbuje ją sobie odtworzyć, Fausta ją słyszy, idzie do jej pokoju i dośpiewuje resztę. Bardzo poruszająa scena, jak nagle się w niej rodzi wzruszenie i żarliwy śpiew.

          pewnego razu pianistce rozsypuje się sznur korali - zaczynają je zbierać z podłogi, we dwie. Wtedy pianistka proponuje jej układ : ilekroć mi zaśpiewasz, tyle razy dam ci jednego koralika, z czasem skompletujesz cały naszyjnik. Fausta się na to zgadza, co widac w wymownej scenie, kiedy na szalkach niby-wagi leżą dwa spodki, pełni i pusty, i po tym zaśpiewie Fausty z pełnego jeden koral zostaje przeniesiony do tego pustego. Pierwszy "zdobyty" przez Faustę.

          ta 'zabawa" w pewien sposób otwiera Faustę.

          Drugim czynnikiem jest ogrrodnik pracujący w ogrodzie willi pianistki. Jegomośc po 50-tce, cichy i poczciwy, ale z charakterem. Kiedy Fausta pyta go "Dlaczego nie hodujesz ziemniaków, a tylko same kiwaty ?" odpowiada on "Ziemniaki się brzydkie". Fausta odwraca się obrażona.

          Ale to własnie ogrodnik staje się kimś dla niej bliskim, o ile tutaj o bliskości pojmowanej stereotypowo można mówić.

          "Gorzkie mleko" w umysłowości Fausty przejawia się w sposób niezwykły... Przeraża ją wszystko, co choćby tylko w dalekim tle niesie skojarzenia z seksualną przemocą. SKOJARZENIA.

          ot, na przykład - w willi grupa chłopców wnosi nowe pianino. Na miejsce starego i roztrzaskanego. Wnoszą je całą grupą, idą z nim koncentrując się na instrumencie. Fausta idzie przed nimi, niby to pokazując drogę, ale w gruncie rzeczy... uciekając przed nimi, spanikowana wewnętrznie.

          Kiedy w swoim osiedlu niesie ona gołębiom pożywienie, przyczepia się pies sąsiadów. Jak to pies, podwąchuje ją z tyłu. Fausta sztywnieje jak kołek. Widząc, że jeden z gołębi jest chory - rzuca go psu do zabawy [czyli - do zagryzienia], "żeby tylko dał mi spokój".

          Nigdy nie chodzi sama. Zawsze z kimś, najczęściej z koleżanką. I zawsze tuż przy ścianie, barierce, płocie... Ogrodnikowi, który raz odprowadza ją pod dom, tłumaczy, że "kiedy idzie się przy płocie, duchy nad nami czuwają".

          Panicznie boi się dotyku. Kiedy ogrodnik przynosi jej w prezencie garśc cukierków i próbuje je położyć na jej dłoni - delikatny dotyk jego palców powoduje u niej mechaniczny niemal odruch ucieczkowy. Cukierki lądują na ziemi. I wtedy on zaczyna coś podejrzewać. Jest dla niej miły, sympatyczny, chociaż zdystansowany, co jest jej na rękę, bo z kolei bezpośredni, zalecający się do niej rówieśnik - powoduje u niej przestrach.

          Jakby mało było ziemniaka w intymnych strefach, to jeszcze pod liberią Fausta ma spodnie. Zrolowane do pół uda, ale jednak. Ona cały czas żyje w pogotowiu, w lęku przed tym, że zaraz ktoś się na nią rzuci i zgwałci.

          Pewnego wieczora, pianistka ma występ. Fausta towarzyszy jej za kulisami. POtem wracają autem. I pianistka prosi swoją panią kierowcę [feministyczy film bardzo], żeby wysadziła Faustę na środku drogi. noc, do domu daleko, Fausta nigdy nie chodzi sama... Pianistka wie, co robi. Chce jej pomóc się przełamac, zmierzyć się ze swoim strachem. Fausta długo waha się czy opuścić samochód, ale w końcu wychodzi... pianistka patrzy przez okno jak Fausta przerażona biegnie chodnikiem, jak krzyczy za odjeżdzającym autem "Nie zostawiajcie mnie !".

          Nic ci nie grozi, to inne czasy, twoja matka została zgwałcona, ale to był okres terroru", tłumaczy jej wuj.

          To jednak dopiero kontakt z ludźmi, takie właśnie momenty walki, pomagają Fauście dokonać zmiany w sobie. Odkryć że lęk jest niepotrzebny, jest naddatkiem, blokuje w niej życie. Ona sama tego chce, kolejne sytuacje lekowe zaczynają ją zawstydzać. Zrolowane spodnie które widzi ogrodnik, cukierki lądujące na ziemi, no i te piękne korale, które Fausta zdobywa śpiewając pianistce i w ten sposób także otwierając się i wyzbywając strachu. W którymś momencie Fausta odwiedza lekarza, tego samego który zdumiał się jej ziemniakiem, ale on jej nie pamięta, a ona nie ma książeczki zdrowia. MOże wtedy chce poddac się operacji, ale... nie umie tego wypowiedzieć, nie w momencie gdy lekarza bardziej obchodzi książźeczka zdrowia i każe jej iśc do domu i wrócić z dokumentem.

          Lęki i traumy Fausty są wspaniale skontrastowane z życiem osiedla. Właśnie ma się odbyć wesele kogoś z jej rodziny, kuzyna czy kogośtam. Trwają przygotowania - muzyka, rwetes, kobiety u fryzjera, mężczyźni pracuyjący nad logistyką, ślubne akcesoria, przy okazji kilkadziesiąt innych par się zaręcza, kobiety przymierzające suknie, przegadujące się wzajemnie, fryzjerzy-geje w akcji, dzieciarnia pluskająca się w prowizorycznym basenie, bieganina, dziewczyna narzekająca że welon jest za krotki i jej ojciec lamentujący że pójdzie z torbami, bo długie welony są takie drogie, psy i inne zwierzęta, ... Przyjęcia z tańcami do żywych peruwuiańskich rytmów latynoindiańskich... A w tle te wspaniale góry... Fausta i ten kolorowy energiczny świat żyją w splocie własnych inności.

          Ona pozuje z rodziną do okolicznościowych fotek, jak trzeba to i ubiera modny żakiet, a i sukienkę z dekoltem... ale jest daleko, nigdy się nie uśmiecha, stoi albo siedzi nie rozmawiając z nikim. Obcość.

          POdczas wesela [miałem wrażenie, że tam wesele trwa tydzień ewentualnie 10 weselisk następuje jedno za drugim, hehe] pijany wujo zaczyna dusić śpiącą gdzieś na uboczu Faustę. "Walcz ! zacznij żyć, oddychaj, pokaż że chcesz żyć !", mamrocze płacząc. Wzruszająca scena.

          Fausta wyrywa się, przerażona biegnie w weselnej sukience przez całe miasto. Dociera do willi pianistki. Wspaniała scena - widać tylko resztkę koralików, które "zarabia" Fausta, leżących na podłdze pod łózkiem, a z łózka zwisa bezradnie ręka pianistki. Zmarła nagle, najpewniej..

          Fausta zbiera te koraliki, a potem wybiega i mdleje na ulicy. Znajduje ją ogrodnik. Ona prosi go przez łzy "Niech
          • pepsic Re: "Gorzkie mleko" [2009] w Kulturze 20.12.14, 21:08
            Małe sprostowanie. Faustyna nie była dzieckiem pochodzącym z gwałtu. Matkę zgwałcono (na różne sposoby), jak była w ciąży, a ojca zabito. Potem matkę zmuszono, aby ssała członka nieboszczykowi. Dziewczyna o tym wiedziała, bo matka wyśpiewywała o tym na łożu śmierci.
            • pani_lovett Re: "Gorzkie mleko" [2009] w Kulturze 20.12.14, 23:36
              Straszne!
            • grek.grek Re: "Gorzkie mleko" [2009] w Kulturze 21.12.14, 09:15
              yes.
              cenna uwaga, Pepsic, dzięki.
          • pani_lovett Re: "Gorzkie mleko" [2009] w Kulturze 20.12.14, 23:35
            Dalszego ciągu brak!!? Niemożliwe!?


            Ziemniak hodowany w pochwie - koncept niesłychany! - to zapewne, skoro jesteśmy w Ameryce Południowej, wpływy realizmu magicznego!?

            Interesujący film i wątek feministyczny.

            Dzięki najserdeczniejsze za opowieść, Greku!
            / wszystko czytam na bieżąco!/



            • grek.grek Re: "Gorzkie mleko" [2009] w Kulturze 21.12.14, 09:13
              :] wypadek losowy, Barbasiu.

              yes, feministyczny wydźwięk, zdecydowanie.
              obok narracji i wymowy wątków fabularnych, także kamera skupia się na stanach wewnętrznych
              Fausty - długie ujęcia, jak siedzi, stoi, patrzy, myśli.

              dzięki, Barbasiu :]
              • pepsic Re: "Gorzkie mleko" [2009] w Kulturze 21.12.14, 18:39
                kamera skupia się na stanach wewnętrznych Fausty - długie ujęcia, jak siedzi, stoi, patrzy, myśli.

                He, he, zapamiętam na przyszłość, jak będę chciała napisać, że w filmie X wieje nudą, a nie bedę chciała pogrążyć sie intelektualnie;)
                • grek.grek Re: "Gorzkie mleko" [2009] w Kulturze 22.12.14, 15:22
                  haha :]

                  te długie ujęcia zbliżają do bohatera, intensyfkują kontakt, wprowadzają w jego psyche. serio, tak to odbieram. tutaj są one na tyle wypośrodkowane i nie przekraczające pewnej rozsądnej miary, że spełniają swoje zadanie w stu procentach.
          • grek.grek Re: "Gorzkie mleko" [2009] w Kulturze 21.12.14, 09:10
            Ona prosi "niech mi to wyjmą ! Niech to zabiorą ze mnie !". Ogrodnik nie wie o co chodzi, ale wie że ona musi koniecznie trafić do szpitala. Bierze ją na barana i biegiem zanosi na miejsce.

            W szpitalu Fausta przechodzi stosowną operację. w dłoni ściska korale, wyzbierane ui pianistki. Resztę korali do swojego wymarzonego naszyjnika.

            A potem grzebie matkę... Znajomy wozi ją "tarpanem" po okolicy, a ona zauważa morze - połyskujące, jasne... Każe mu się zatrzymać, a potem przez pustynny fragment terenu człapie z zawiniętym w koce trupem matki na plecach. "POpatrz, mamo, jakie piękne morze...", podśpiewuje i już wiadomo,że nie będzie żadnej trumny, Fausta odda ciało matki naturze.

            i w finale dostaje prezent od ogrodnika - kwiat. Zółto-biały, pnący się ku górze. ale w ziemi zasadzony jest też... mały ziemniak. Czytelna chyba metafora : oto twoje nowe życie, Fausto, oto ty; lecz nie zapomniaj o przeszłości, aby już więcej do niej nie wrócić.

            na plakacie do filmu Fausta nosi w zębach czeerwony kwiat. Istotnie, jest scena, w której od zalecającego się do niej równieśnika dowiaduje się, ze "czerwony jest kolorem namiętności". Pewnego dnia postanawia, z tym czerwonym kwiatem w zębach, powitać przychodzącego do pracy ogrodnika. Coś, zapomniałem niestety co to było, krzyżuje jej plany i ten kwiat wypada z jej ust.

            przepraszam, że tak urwałem w pół słowa, ale prąd wysiadł znienacka :]
            póki byłem in da house, to jego nie było, a jak mnie nie było, to przyszedł, ale postanowiłem dokończyć dzisiaj. za opóźnienia - przepraszam :]

            www.youtube.com/watch?v=mDUCnvcacxc
            • pani_lovett Re: "Gorzkie mleko" [2009] w Kulturze 21.12.14, 14:32
              Dzięki za dokończenie opowieści. Byłam bardzo ciekawa jak się skończy historia dziewczyny.


              Nie ma za co przepraszać, Greku! :)
              • grek.grek Re: "Gorzkie mleko" [2009] w Kulturze 21.12.14, 15:31
                cała przyjemnośc po mojej stronie, Barbasiu :]

                orajt :] raz na 3 lata jest jakaś "awaria stulecia" i własnie wczoraj był ten wiekopomny dzień, hehe.
                • pani_lovett Re: "Gorzkie mleko" [2009] w Kulturze 21.12.14, 15:47


                  :)) No właśnie.
                  Awarię może spowodował silnie wiejący wiatr?

                  /Jestem straszna, sama ma opóźnienia, kilka zaczętych i nie skończonych opowieści, mnóstwo niedotrzymanych obietnic. A robię larmo, jak Tobie od wielkiego dzwonu przytrafi się malutkie opóźnienie. :/ /

                  • grek.grek Re: "Gorzkie mleko" [2009] w Kulturze 21.12.14, 17:34
                    możliwe. zaczęły się nagle gwałtowne wyłączenia i powroty zasilania, aż w końcu po 4 czy 5 razie padło ostatecznie. cały rejon :]

                    haha, no coś Ty, jakie "larmo" ;]] żadnego nie zauważyłem.
                    to ja miałem problem z tym niedokończeniem zaczętego :]

                    e tam, pamiętaj o zasadzie nr 1 "opowieść, to nie Gołota - nie ucieknie" :]]

                    jakie wieści z frontu świątecznych przygotowań, Barbasiu ?
                    • pani_lovett Re: "Gorzkie mleko" [2009] w Kulturze 22.12.14, 23:54
                      To dobrze.

                      > e tam, pamiętaj o zasadzie nr 1 "opowieść, to nie Gołota - nie ucieknie" :]]

                      Hahaha! :)

                      > jakie wieści z frontu świątecznych przygotowań, Barbasiu ?

                      Hehe! W tym roku jesteśmy mocno do przodu. Kapusta z grochem, zupa grzybowa , kompot z suszonych i kandyzowanych owoców już ugotowane, farsz do pierogów przygotowany. Pierniczki miękną, choinka pachnie ... :)
                      • grek.grek Re: "Gorzkie mleko" [2009] w Kulturze 23.12.14, 14:56
                        i tak trzymać :] dobre tempo oraz bezbłędna realizacja.
    • 82adrian Czerwony świt (TVP1) 20.12.14, 10:43
      Wczoraj w ''Jedynce'' leciał film ''Czerwony Świt'' pokazujący jak Korea Północna atakuje USA, gdzie z nimi walczy grupa nastolatków ukrywająca się w lesie. Jest to remake filmu z 1984 roku, w którym to ZSRR i Kubę jako agresorów USA zastępuje Korea Północna.
      • grek.grek Re: Czerwony świt (TVP1) 21.12.14, 13:50
        "Północnokoreańscy spadochroniarze atakują USA" :]

        Amerykanie mają poczucie humoru, to im trzeba przyznac.
        co lepsze, jest to humor w stylu Bustera Keatona, a więc z bardzo poważną miną
        na twarzy, hehe.
    • grek.grek "MOskitiera" [2010] via TVP KUltura 21.12.14, 12:09
      załapałem się na powtórkę ;]

      oglądaliście może [bodaj o 20:20 leciał] ?

      kolejny ciekawy film z Hiszpanii.
      opis kondycji mentalnej pewnej mieszczańskiej rodziny.

      Alicia i Miguel mają lekko po 40-tce, mieszkają ładnie, ona jest grafikiem i maluje ilustracje do książek, a on zdaje się jest urzędnikiem. mają syna. Luis jest nadwrażliwy - przejawia się to w przygarnianiu przez niego psów i kotów znalezionych na ulicy. Czyste i ładne mieszkanie zasiedlone jest licznymik czworoongami, rodzice gubią się przy liczeniu... siedem ? osiem ? a może już ponad dziesięć ? Okna nie mozna otworzyć, bo kot wypada. Pies włazi do talerza, inny zalega na stole. Dobrze, że reżyser nie pokazuje jak ten zwierzyniec załatwia swoje potrzeby fizjolgoiczne ;]

      Miguel ma tego dość. Kulturalnie, ale jednak, stara się zacząć rozmowę na temat tej niecodziennej sytuacji, ale Alicia stoi murem za synem, a sam Luis milczy uparcie jak przystało na neurotyka.

      Wreszcie Alicia oznajmia Miguelowi, że nie chce jego dalszej obecności w mieszkaniu. Wyrzuca go. "Nie chcę nic z tobą robić, po prostu nie chcę abyś tu dalej był", powiada. I Miguel odchodzi.

      W tle są dwa inne wątki.
      Raquel, chyba siostra Alici - ma kilkuletnią córkę, z którą sobie kompletnie nie radzi. Mała obcina lalkom włosy, zamawia w restauracji tyle porcji lodów, że tej ostatniej już nie ma siły ruszyć... Raquel nie umie z nią rozmawiać. Zna tylko metodę karzącej ręki : za obcięcie lalkom włosów - obcięcie włosów córce, za zamawianie lodów ponad własne siły - wciskanie ich jej siłą do paszczy... Raquel nie rozumie, że mała popełnia błędy typowe dla dziecka, i trzeba jej tłumaczyć, a nie karać. W którymś momencie Raquel wyznaje Alicii, że przypaliła małą papierosem. To już dramat...

      Następny wątek, to rodzice Miguela. Od dawna w kryzysie dwoje starszych państwa. Przebywają w domu opieki. Ona [Geraldine Chaplin, wyraźnie w roli gościnnej] się do niego nie odzywa, więc on prowadzi dialogi w jej imieniu i własnym. Małe kuriozum. Miguel ich odwiedza, z prezentami na rocznicę ślubu, a zastaje grobowy nastrój. Wkrótce starsi państwo próbują popełnić samobójstwo trując się gazem, ale coś im nie wychodzi i Miguel pojawia się w samą porę.

      Będąc w separacji, Alicia i Miguel poszukują innych związków. Obie próby kończą się fiaskiem.

      Po odejściu Miguela, Alicia i Luis cieszą się swobodą, znikł wreszcie krytyk i pierdoła. Psy włazą do talerzy. Koty jedzą ze stołu. Jeden kot wypada przez okno. Umiera na stole u weterynarza. Luis ma wyrzuty sumienia, ze nie mógł mu pomóc. Aby taka sytuacja się nie powtórzyła, Luis kupuje narkotyki. "To dla zwierząt, by nie cierpiały", tłumaczy swojego koledze.

      Własnie, kolega. Sergi.
      Alicia organizuje dla Lusia huczne urodziny. Zaprasza Sergiego, nawet daje mu prezent żeby go wręczył Luisowi w swoim imieniu. Sergi niby jest kolegą Luisa, ale interesuje go Alicia.

      Wieczór urodzinowy jest przyjemny, pojawia się winko, Luis idzie szybko spać, a Sergi całuje Alicię, ona zaś przychodzi do niego wieczorem do łózka. Rano Luis zastaje ich śpiących razem. Jest to szok dla niego. Przestaje się odzywac do matki, nosi czarne gogle do śniadania, a pokątnie wstrzykuje sobie tę morfinę, co miała być dla psów.

      Alicia próbuje skończyć z Sergim, ale nie może się powstrzymać. Romansują w hotelu, w porywie uniesienia ona nazywa sama siebie "dziwką" - "jestem twoją dziwką !", dyszy, co Sergi później zaczyna wykorzystywać - nazywa ją tak poza kontekstem łózkowym, dyryguje nią, a potem zmusza do seksu. Alicia zwierza się Raquel, że została zgwałcona. Nie chce jednak z tym iśc na policję. Z Sergim zerwie, a cała ta krótka znajomość wywołuje w niej tęsknotę za Miguelem.

      MIguel zas, wdaje się w romans z 20-letnią urodziwą sprzątaczką, Aną, która pracuje w hotelu, w którym się zatrzymał. Deliktanie i kulturalnie namawia ją do rozmów, do wspólnego spędzania czasu. Daje pieniądze. Żeby pomóc, bo dziewczyna wyznaje że przyjechał do miasta z jakiejś biednej wioski górskiej i ma małego synka na utrzymaniu.

      Ana chce mu się oddać w zamian za te pieniądze, ale Miguel zapewnia ją, ze nie o to mu chodzi. W końcu nie wytrzymuje, kiedy dziewczyna nago mu się prezentuje, ale to impuls. W isotcie, stara się on stworzyć z nią związek. Ona ciągle stara się seksualnie sie odpłacać za jego hojnośc, ale on tych podarków nie przyjmuje. "Nie chcę w ten sposób", powiada.

      Zaczyna bywać w jej mieszkaniu, zabiera ją i jej dzieciaka w różne miejsca. Rodzinny gośc. I kiedy już się wydaje, iż ustablizował się ich związek... Alicia dzwoni do Miguela. Wprawdzie nie dochodzi do rozmowy, ale sam fakt jej telefonu momentalnie przywraca Miguela na łono rodziny. Zrywa znajomośc z Aną i wraca do domu. Luiis i Alicia witają go z ulgą.

      W ostatniej scenie cała rodzina gromadzi się przy stole.
      Ojciec Miguela zdobywa się na wyznanie, że chce umrzeć. Nie chce dalej żyć z żoną, która go odtrąca. I wzruszająco przyznaje się, ze nic nie wie o miłości, nigdy nie nauczył się nikogo kochać, i nawet wnerwia go widok zakochanych par. Córka Raquel sama wyznaje, że matka ją przypala papierosem... Robi się smętnie.

      nagle dzwonek do drzwi. Nie wstają. Znów dzwonek. MIguel komenderuje "Niech wszyscy zostaną na swoich miejscach, niech nikt nie waży się otworzyć", a dzwonek nadal dzwoni...

      Metafora zamknięcia społecznego ? uczuciowego ? Rodzinnego piekiełka ludzi sfrustrowanych i nie radzących sobie z własnymi problemami, nie umiejącymi ich rozwiązywać, nie umiejących rozmawiać ze sobą. a przy okazji wszyscy cierpią na to samo - brak swiadomości bycia kochanym i zdolności do oddawania takich uczuć. Tak by to wyglądało chyba ?







      • grek.grek Re: "MOskitiera" [2010] via TVP KUltura 21.12.14, 12:11
        ostatecznie jednak Miguel znajduje drogę do domu, a Alicia i Luis konstatują, ze jednak dobrze jak ojczulo jest z nimi. Zatem... nadzieja umiera ostatnia :"]

        www.youtube.com/watch?v=xzYzaV4G3g8
      • pani_lovett Re: "MOskitiera" [2010] via TVP KUltura 21.12.14, 15:24
        Miałam coś do zrobienia, więc tylko rzuciłam okiem na moment, ale mam ten film pod ręką. :)

        > Metafora zamknięcia społecznego ? uczuciowego ? Rodzinnego piekiełka ludzi sfru
        > strowanych i nie radzących sobie z własnymi problemami, nie umiejącymi ich rozw
        > iązywać, nie umiejących rozmawiać ze sobą. a przy okazji wszyscy cierpią na to
        > samo - brak swiadomości bycia kochanym i zdolności do oddawania takich uczuć. T
        > ak by to wyglądało chyba ?


        Tak. Bardzo dobre podsumowanie. Nic dodać nic ująć.

        • grek.grek Re: "MOskitiera" [2010] via TVP KUltura 21.12.14, 15:34
          dzięki :]

          film bardzo interesujący, odważny momentami, przynajmniej w sferze okołoseksualnej.
          ale i z jakąs refleksją dot. człowieka. Kultura nie szczędzi dobrego kina w weekendy, nieprawdaż ?
          na Jeydnce i Dwójce jakieś amerykanizmy i seriale niewydarzone, a cała lepsza strona
          ramówki wylądowała w Kulturze właśnie i częściowo w Historii.
          • pani_lovett Re: "MOskitiera" [2010] / Ja też! [2009] 21.12.14, 17:00
            Właśnie chciałam napisać, że ostatnio pokazywane w TVPKultura najnowsze hiszpańskie filmy są odważne także w podejmowaniu trudnych, kontrowersyjnych tematów.

            W ubiegłym tygodniu piątek albo sobotę, nie wiem, czy oglądałeś , w Kulturze leciał film "Ja też!", który podejmował jeden z takich kontrowersyjnych tematów, a mianowicie opowiadał o potrzebie miłości, bliskości drugiego człowieka, o potrzebach seksualnych (!) ludzi niepełnosprawnych intelektualnie, konkretnie, chodziło o ludzi z zespołem Dawna.

            Bohaterem jest Daniel cierpiący na zespół Downa, który dzięki uporowi i poświęceniu matki, do pewnego stopnia wyszedł poza umysłowe kalectwo i ukończył studia, doskonale radzi sobie w świecie, jest człowiekiem, z którym można bardzo ciekawie porozmawiać np. o słynnym obrazie Hieronima Boscha "Ogród rozkoszy ziemskich" , który zresztą znajduje się w muzeum Prado w Madrycie; Pewnego dnia Daniel zaprasza do muzeum swoją znajomą z pracy, Laurę, która nigdy nie widziała dzieła Boscha, a nawet nie słyszała o nim.

            Tu ciekawostka, chłopak grający rolę Daniela również ukończył studia, jak podaje filmweb, jest pierwszym europejskim studentem z zespołem Downa, któremu udało się ukończyć wyższą uczelnię i uzyskać stopień naukowy. Otrzymał dyplom z dziedziny nauczania i tytuł bakalaureat (odpowiednik licencjata) z psychologii wychowawczej. Szapoba!

            Daniel dostaje pracę w urzędzie miasta, w wydziale do spraw osób niepełnosprawnych. Tam poznaje tlenioną blondynę Laurę (w tej roli Lola Dueñas, dziewczyna Almodovara ;), którą z którą się zaprzyjaźnia...
            cdn.

            • pani_lovett Re: "MOskitiera" [2010] / Ja też! [2009] 21.12.14, 17:16
              Tu ciekawostka, chłopak grający rolę Daniela, Pablo Pineda również ukończył studia ...
            • grek.grek Re: "MOskitiera" [2010] / Ja też! [2009] 21.12.14, 17:26
              wiedziałem zapowiedź tego filmu, ale nie obejrzałem niestety.

              dzięki za ten wątek, Barbasiu :]
              zaczekam z pełnym komentarzem na treśc zapowiedzianego przez Ciebie "cdn" :]
      • pepsic Re: "MOskitiera" [2010] via TVP KUltura 21.12.14, 18:32
        "Moskitiera" wydaje sie na tyle interesującym filmem, ze z przeczytaniem opisu poczekam do ewentualnej powtórki w bardziej dogodnym czasie.
        • grek.grek Re: "MOskitiera" [2010] via TVP KUltura 22.12.14, 15:19
          w porządku :] tylko po obejrzeniu nie zapomnij napisać o swoich wrażeniach.
    • siostra_bronte "Dorian Gray" 21.12.14, 12:33
      Obejrzany wczoraj w Ale kino. Nie mogłam napisać wcześniej, bo miałam awarię komputera.

      Zajrzałam do archiwum i mogę tylko podpisać się pod recenzją Greka. Kompletnie nieudana adaptacja mojej ukochanej książki. Aż przykro było patrzeć jak zmasakrowano arcydzieło Wilde'a.

      Po kolei. Mój największy zarzut to bardzo duże zmiany w fabule. Struktura powieści jest mistrzowska. Zmiany spowodowały, że całej historii brakuje tempa, napięcia, a czasem i sensu (np. wątek brata Sybilli). Akcja jest przeładowana, to ledwie kalejdoskop kolejnych scen, które nie tworzą przekonującej całości i nie angażują emocjonalniei.

      Cięcia spowodowały, że lord Wotton jest tylko cieniem postaci z książki. I nawet Colin Firth nie mógł tu pomóc. W efekcie nagła przemiana Doriana jest zbyt szybka i kompletnie nieprzekonująca. Jak w ogóle cały jego dramat.

      Druga sprawa. Epatowanie dosłownością. Dużo tu nagości i seksu, po co? Brak tu kompletnie tej niesamowitej atmosfery grozy i tajemnicy, jaką ma książka. Do tego słabe efekty specjalne, o czym wspomniał Grek. Finał budzi niezamierzoną wesołość, zamiast grozy.

      O roli Firtha już pisałam. Ben Barnes kompletnie nie pasuje do roli Doriana. Wilde pisał o "złotych lokach". Nie ma zgody na Doriana szatyna! :) Aktorsko lepiej wypada drugi plan (Rebecca Hall, Emilia Fox).

      W sumie kompletna porażka.

      • grek.grek Re: "Dorian Gray" 21.12.14, 14:07
        o, wyrazy współczucia, Siostro, zwłaszcza że czytałaś ksiązkę i ją lubisz.

        mogę się tylko podpisać pod każdą z Twoich uwag.
        ta adaptacja ma wyraźną fobię wobec elokwencji literackiego oryginału, a przecież ta elokwencja
        właśnie stanowi o statusie "Doriana [POrtetu Doriana] Graya".

        podoba mi się scena, kiedy Dorian wraca do Anglii z jakiejś podróży - minęło wiele lat... wchodzi
        do salonu, a tam wszyscy jego znajomi - starzy, siwi, pomarszczeni wyłysiali, a on nadal tak samo
        gładki i młody jak przed laty. Dobrze zaaranżowane. i chyba całkiem nienajgorsza jest scenografia, gdzieś tam łapiąca Londyn XIX-wieczny oraz wnętrza salonowe i mieszkalne. Poza tym, niewiele w tym wszystkim
        dobrego.

        seks i golizna kompletnie infantylna i spod pierzyny.

        wg mnie, "POrtet..." powinien być zrobiony : albo ze smakiem i kulturą albo absolutnie bezwstydnie. zawsze jednak trzymając się oryginalnego tekstu i eksponując postać lorda Wottona, bo "POrtret..." bez niego to jak "Milczenie owiec" bez Lectera, jak "Faust" bez Mefista, jak... "Szczęki" bez rekina ;]

        mam wrażenie, że reżyser przestraszył się filmu opartego na dialogach, nie sądzisz, Siostro ? Postawił na akcję, ale akcja bez tej literackiej elokwencji i filozoficznej podbudowy oryginału, musi wyglądać dość pokracznie.

        poza tym, Wilde atakował i gloryfikował jakieś systemu postaw i wartości, a ten film kompletnie niczego
        nie atakuje ani nie gloryfikuje, jest zupełnie pozbawiony sensu.
        • siostra_bronte Re: "Dorian Gray" 21.12.14, 19:26
          Tak, ta scena, którą opisałeś była naprawdę świetna. To jedyny moment, który wzbudził we mnie jakiekolwiek emocje.

          Haha, masz rację. Bez Wottona całość po prostu traci sens.

          Zgadzam się. Twórcy postawili na akcję, mnożenie atrakcji, tylko co z tego, jeżeli nie mają one większego uzasadnienia.
          • grek.grek Re: "Dorian Gray" 22.12.14, 15:18
            nie ma wyjścia... chcąc obejrzeć dobrą adaptację "Portretu..." trzeba chyba sięgnąć po tę z '45 roku :]
    • siostra_bronte "Drakula" (1) 21.12.14, 14:13
      Obejrzany wczoraj po nocy w Ale kino. Miałam zamiar zobaczyć tylko kawałek, bo widziałam ten film, no i pora była późna. Ale tak się wciągnęłam, że obejrzałam prawie do końca. Aż dziwne, że nie mamy tego filmu w archiwum!

      Postaram się w miarę krótko o fabule. Akcja rozpoczyna się w XV w. Książe Vlad z Transylwanii walczy w obronie chrześcijaństwa przed Turkami. Kiedy wraca po zwycięskiej bitwie do domu okazuje się, że jego żona popełniła samobójstwo, bo wrogowie Vlada donieśli o jego śmierci. Vlad szaleje z rozpaczy. W dodatku kapłani nie chcą pochować Elizabeth w świętej ziemi. Vlad demoluje kaplicę, wyrzeka się Boga i poprzysięga zemstę.

      Kilka wieków później młody prawnik , Jonathan (drętwy Keanu Reeves) otrzymuje zlecenie wyjazdu do Transylwanii, aby podpisać z hrabią Drakula (nie mam pewności czy już w tym momencie używa tego nazwiska) umowę kupna paru posiadłości w Anglii. Hrabia, starszy pan, zachowuje się dziwnie, a w jego zamku panuje podejrzana atmosfera. Podczas podpisywania umowy hrabia zauważa medalion Jonatana ze zdjęciem jego narzeczonej Miny (dobra Winona Ryder). Dziewczyna jest wierną kopią jego żony. Drakula jest w szoku. Namawia Jonatana, aby został w jego zamku na dłużej. Sam wypływa statkiem załadowanym skrzyniami z ziemią do Londynu. Jonatan, kiedy już przekonuje się, że Drakula jest niebezpieczny, próbuje uciec z zamku.

      Tymczasem w Londynie Dracula (boski Gary Oldman) przybiera postać młodego, eleganckiego mężczyzny. Spotyka Minę, przedstawia się jako książę, który niedawno przyjechał do Anglii. Próbuje nawiązać znajomość z Miną, ale ta traktuje go bardzo chłodno. Do czasu…

      Film jest bardzo efektowny, wręcz rozbuchany wizualnie. Te intensywne kolory, jazdy kamery, niezwykłe ujęcia! Są tu sceny naprawdę wspaniałe. Co ciekawe po tylu latach wiele kadrów dobrze pamiętałam. Do tego piękne kostiumy i scenografia. No i muzyka Kilara. Ale co najważniejsze ten film jest pełen emocji i dramatyzmu. I co zaskakujące to przede wszystko historia miłosna i to bardzo romantyczna!

      „Przebyłem oceany czasu, żeby Ciebie odnaleźć” mówi Drakula Minie. Która kobieta nie chciałaby tego usłyszeć? :) Nic dziwnego, że Mina traci dla niego głowę i zapomina o narzeczonym. Kiedy Drakula w końcu wyznaje kim jest naprawdę to Mina nie przestaje go kochać. „Aby zostać ze mną na zawsze musisz najpierw umrzeć” mówi Drakula. I Mina chce tego. Drakula ostatkiem silnej woli próbuje ją od tego odwieść, bo za bardzo ją kocha. Ale Mina pieczętuje swój los pijąc krew z nagiej piersi Drakuli. Uff, co za emocjonalna i gorąca scena :)

      Drakula jest jak na wampira bardzo…ludzki. Po wiekach dostaje szansę na oszukanie losu i śmierci. Mina to jakby nowe wcielenie jego ukochanej żony. Drakula to wampir romantyczny, pragnący miłości. I powiedzmy wprost, bardzo uwodzicielski :) Cierpimy razem z nim. Na końcu trzymamy kciuki, żeby jednak udało mu się uciec pościgowi Van Helsinga (Anthony Hopkins). Kreacja Oldmana jest naprawdę fantastyczna!!!

      Opowieści o wampirach często wpadają w pułapkę własnej karykatury. Ale tutaj, o dziwo, udało się tego uniknąć. Efekty specjalne są skromne i nie dominują w filmie. Klimat grozy i tajemnicy buduje sama historia i sposób jej przestawienia. Ten film może się wydać przeładowany, może nawet pompatyczny i kiczowaty. Na pewno nie spodoba się każdemu. Ale ja oglądałam go z wypiekami na twarzy :)
      • siostra_bronte "Drakula" (2) 21.12.14, 15:07
        Kilka fragmentów, które znalazłam w youtubie.

        Świetny, efektowny początek filmu:


        www.youtube.com/watch?v=Xb3O46ZEJmI

        Pierwsze spotkanie Drakuli i Jonatana. "Nigdy nie pijam...wina" :)


        www.youtube.com/watch?v=ojgy7kyNp5g

        Drakula przybywa do Londynu i uwodzi Lucy, przyjaciółkę Miny, pod postacią jakiegoś człekozwierza:


        www.youtube.com/watch?v=0uhkVsl68PM

        Tutaj pierwsze spotkanie Miny i Drakuli. Idą do kinematografu, a potem...


        www.youtube.com/watch?v=jrLVuKks6lE

        Efektowna scena, kiedy Mina i Drakula piją absynt:


        www.youtube.com/watch?v=NjgtSGU67jQ

        I fragment cudnej sceny, gdy Drakula wyznaje Minie prawdę, a ta i tak chce z nim pozostać:


        www.youtube.com/watch?v=8-Z-xxx5tjA

        Uff...

        • grek.grek Re: "Drakula" (2) 21.12.14, 17:24
          dzięki za świetne przypomnienie tego znakomitego filmu, Siostro.

          historia Drakuli jakby klasyczna, ale za to stylistycznie i zmysłowo - doskonała, zapewne lepsza od
          kanonicznego dzieła Herzoga.

          w zasadzie, uderzająca jest przede wszystkim zaciekłość i złośc grupy pościgowej Helsinga, która
          tak naprawdę [o ile dobrze pamiętam ?] chce zabić Drakulę dla samego faktu, że jest inny. Orajt,
          pije ludzką krew, jest to jakaś okolicznośc łagodząca ;] Ale jednocześnie, tak jak napisałaś, jest tal
          zakochany, wytworny i pełen wewnętrznego cierpienia i dumy, że pościgowcy są tutaj wyłącznie
          tłem na którym prezentuje się on jeszcze okazalej.

          Gary OLdman króluje na ekranie, a dobre wsparcie Hopkinsa w roli jego przeciwnika jest tylko
          dobrodziejstwem.

          zdecydowanie masz rację. to jest może ostatni film o Drakuli, w którym chodzi o pokazanie
          charakterystycznych rysów tego bohatera - może i zabijającego ludzi dla ich krwi, ale zarazem
          kochającego na zabój, zdolnego do poświęceń i samotnego ogromnie, potępionego, odrzuconego przez ludzi i NATURE, a przez to tragicznego, zawieszonego między życiem,a śmiercią, wiedzącego więcej i
          skazanego na niezrozumienie. klasyka.

          tutaj wiele nie trzeba grzebać, prawda ? trzeba to po prostu umieć pokazać i pozwolić grać dobrym aktorom.

          po "Drakuli" Coppoli, to już tylko "Zmierzch" i natoletnie werrsje z nastoletnimi problemami :], z incydentem w postaci "Kochanków" Jarmuscha.

          świetna opowieść, świetny film.

          • siostra_bronte Re: "Drakula" (2) 21.12.14, 17:43
            Dzięki, Greku :)

            Te dwa filmy są różne, ale na swój sposób znakomite. Nie potrafiłabym powiedzieć który jest lepszy. "Drakula" atakuje zmysły, to prawdziwa uczta dla oczu, a emocje aż buzują. Po raz pierwszy oglądałam go w kinie i tam robił ogromne wrażenie. "Nosferatu" jest skromniejszy, bardziej poważny i melancholijny.

            Ciekawe, że dopiero po wielu latach moda na wampiry powróciła i to w wersji dla nastolatków.
            • grek.grek Re: "Drakula" (2) 21.12.14, 18:19
              wspaniała jest ta róznica stylistyczna.
              uzupełniają się oba filmy wybornie.
              może najlepiej jest oglądać je jeden po drugim ? :]

              coś mi się zdaje, że musi nastąpić odbicie w drugą stronę, bo ta infantylizacja postaci
              wampirzej osiągnęła już masę krytyczną. wydaje mi się, że plusem całego tego boomu na
              nastoletnie wampiry może być to, że chociaż te 5 % młodziaków zainteresuje się głębiej
              całym zagadnieniem i obejrzy "Nosferatu" Herzoga i "Drakulę" Coppoli, a może nawet sięgnie
              do kina niemego i pierwszych przedstawień wampira.
              jak sądzisz ?
    • siostra_bronte "Królowa Margot" w Stopklatce 21.12.14, 16:25
      Jutro o 20.00. Już nie wiem co mam pisać, żeby przekonać niektórych forumowiczów do obejrzenia tego znakomitego filmu :)
      • pani_lovett Re: "Królowa Margot" w Stopklatce 21.12.14, 17:21
        "Królowa Margot" pasuje do klimatu przedświątecznego. Godzina emisji świetna. Będę oglądać / przypominać sobie/ ubierając choinkę. ;)
        • siostra_bronte Re: "Królowa Margot" w Stopklatce 21.12.14, 17:31
          Świetnie, Barbasiu :)
      • grek.grek Re: "Królowa Margot" w Stopklatce 21.12.14, 17:30
        jest więc szansa, że i niektórym forumowiczom uda się wreszcie obejrzeć w całości :]
        dzięki, Siostro, za niestrudzone zachęty i trzymanie ręki na pulsie.

        dzisiaj jest też całkiem ciekawa ramówka, chociaż głównie powtórkowa.

        mnie się podoba amerykańska wersja [aczkolwiek oryginał z Hongkongu jest chyba jednak lepszy, i nie jest to, wg mnie, obiegowa modna opinia] "Infiltracji" w TVN7 o 20:00.

        do wyboru jeszcze :
        w Pulsie - 22:05 "Scarface" z rewelacyjnym Alem Pacino, cóż klasyk kina gangsterskiego, ale i klasyk kina społecznego.

        a w nocy 1:35 oryginalne "Szczęki".

        w Kulturze za poł godziny "Jeszcze nie wieczór" [18:10], a o 20:10 "Tamara i mężczyźni" [pamiętacie ?].

        w sumie, da się chyba coś złowić ? :]
        • siostra_bronte Re: "Królowa Margot" w Stopklatce 21.12.14, 17:46
          Hehe, jeżeli chodzi o ten film, to tak łatwo się nie poddam :)

          Chyba wybiorę "Infiltrację", chociaż jak dotąd broniłam się przed tym filmem, głównie z powodu Leo, do tego jest trochę przydługi.
          • grek.grek Re: "Królowa Margot" w Stopklatce 21.12.14, 18:22
            :]

            ja najpewniej także skoczę w "Infiltrację".
            jak zobaczyłem ramówkę, to mi nagle przyszło do głowy, że kompletnie nie pamiętam, jak to
            szło i wydaje mi się, że podczas premiery jakoś tak byłem nieufny, bo wersję azjatycką oglądałem
            najpierw i wydała mi się świetna. a amerykańskie remake, to... sama wiesz :]
            • grek.grek Re: "Królowa Margot" w Stopklatce 22.12.14, 15:31
              PS : po obejrzeniu raz wtóry, nie zmienię opinii po pierwszym - solidna, rzetelna robota, ale bez tego "czegoś".

              dodatkowo, para Di Caprio-Damon jest tyleż efektowna i kasowa, ile odbiera postaciom które grają wiele wiarygodności. Widzimy pana Di Capria i pana Damona w KOLEJNYCH rolach. Nic więcej. dobrze by zrobili temu filmowi aktorzy mniej ograni, twarze mniej... zużyte. W pewnym momencie pomyślałem sobie nawet, że obsada marnuje znaczną część potencjału jaki tkwi w tej historii. Moze TAKŻE dlatego oryginał form Hongkong ogląda się jakoś lepiej.

              • siostra_bronte Re: "Królowa Margot" w Stopklatce 22.12.14, 18:17
                A ja znowu nie obejrzałam. Tzn. widziałam kilka minut, ale jakoś ta historia mnie nie zainteresowała.

                O, to ciekawa uwaga. Ale tak to już jest. Kasowe gwiazdy mają przyciągnąć widzów, niekonieczne pasując w ogóle do roli. I po jakimś czasie muszą się zużyć, zwłaszcza jeżeli mają ograniczone emploi.
                • grek.grek Re: "Królowa Margot" w Stopklatce 23.12.14, 14:54
                  może następnym razem ? ta historia rozkręca się.

        • pepsic Re: "Królowa Margot" w Stopklatce 21.12.14, 18:26
          Stawiam ambitnie na klasyka "Scarface", ale się waham bo widzę, że trwa bite 3 godziny.
          • grek.grek Re: "Królowa Margot" w Stopklatce 22.12.14, 16:11
            mam nadzieję, że obejrzałaś ?
            • pepsic Re: "Królowa Margot" w Stopklatce 23.12.14, 20:17
              Niestety "Człowiek z blizną" był i tym razem poza moim zasięgiem czasowym. Ale, ale kilka scen wyłapałam np. tę z ... piłą, i muszę przyznać, że bardzo wciągające jest to kino a pan Al Pacino jeszcze nie smęci i nie gwiazdorzy. Po prostu oczu nie można oderwać. Zapisuję zatem w moim wirtualnym kajeciku, jako must see.
              • grek.grek Re: "Królowa Margot" w Stopklatce 24.12.14, 16:17
                miejmy nadzieję, że kiedyś kto odważy się puścić od 20:00 :]

                w drugiej fazie film skręca w dramat i tragedię, a główny bohater nie jest oszczędzany
                przez scenariusz i reżysera :]
      • pepsic Re: "Królowa Margot" w Stopklatce 21.12.14, 18:30
        Chodzi o to, że nie wszyscy forumowicze przepadają za kolubrynami historyczno-kostiumowymi, ale nawet jeśli by się wykazali dobrą wolą, to nie wiedzą, czy dadzą radę w gorączce przedświątecznej.
        :)
        • siostra_bronte Re: "Królowa Margot" w Stopklatce 21.12.14, 19:23
          Przyznam, że chodziło mi o Greka, ale już nie miałam sumienia go dręczyć :)

          Tak, ten film wydaje się kolubryną historyczną, też miałam opory, ale okazał się bardzo efektowną i pełną emocji historią, znakomicie zagraną i pokazaną.
          • mozambique "Wyspa Tajemnic" z L. Di Caprio rez. Scorsese 22.12.14, 12:57
            chyab o tym nie bylo zdaje mie się

            o kkurcze ale pogmatwany film - mamy lata 50-te , Di CAprio i MArk Ruffalo to dwaj agenci FBI ktorzy mja sledztwo do wykonania - NA odleglej wyspie , na której jest wiezienie-szpital dla najbardziejnie niebezpiecznych przestepców z zaburzenaimi psychicznymi sie wydarzylo pare rzeczy - np. zaginęła pacjentka-wiezniarka , skazana za utopienie swoich 3 dzieci , niby uciekla ale nie wiadomo gdzie bo wyspa nieduza, opórcz wiezienia nic w niej nie ma ( no jest latarnia morska) , prom przypływa raz na dobę, skazanych jest w sumie 66 a personelu i straznikow kilka razy więcej , prawie Alcatraz sie z tego robi - nie mozna sobei tak po porstu zniknąc z budynku , w ktorym wszytskei ogrodzeni są pod prądem.
            Agent DI Caprio wziął te robote nieprzyapdkwo - wie ze w tym wiezieniu od wielu tak jest sparwca tragedii w jego zyciu - podpalacz budynku , w którym mieszkałą i spłoneła jego piekna młoda żona ( Michelle Williams) , agent wiec chce przy okazji torche sobie "powyjasniac" z panem podpalaczem. POwyjazsniac trzeba , po tragedia zyciowa mocno nadwyrezyla psychike agenta - ciepri na potezne migreny, wymiotuje, mdleje, ma wciaz halucynacje z mlodą zoną , pożarem , jest podminowany i troche agresywny. W dodoaktu ma traumy powojenne gdyz albowiem jako żolnierz USA ARMY osobiscie wyzwlaał obóz w Dachau i widzial efekty eksperymentów na więzniach i to go tez przesladuje itp sam potzrebowalby pilnej psychoterapii. Głowny lekarz więzienia ( BEn Kingsley) od razu daje mu pare aspiryn , po ktorych mu lepiej i moze zaczac sledztwo, tylko musza zdac bron do sejfu , zw zwzgledu bezpieczesnwta oczywiscie. .

            OKAzuje sie ze wiezniarka, znikenla z zamknietej na 4 spusty celi, bedac w pizamie, boso , wiec agecni od razu wietrzą ze ani chybi ktos jej pomógł. POdczas przeszukania celi znajduja pod podloga swistek papieru ze zdaniem "kim jest numer 67?" i zaczyan sie robic ciekaiwe. oczywiscie caly personel przysięga ze wszystkeich wiezniów jest tylko 66 wiec to jakies urojenia świruski i nie ma o czym mówic. Kingsley robi grozne miny i odmawia dostepu do dokumentacji medycznej pacjentów , w dodatku zbliza sie huragan i nastepny prom nie przypłynie - mamy wiec klasyk gatunku - straszny budynek, burze z grzmotami i piorunami, brak mozlwiosci ucieczki i pelno świrów dookoła .
            W czasie przeszukania wyspy agenci wchodzą do najpilniej stzreżónej czesci budynku wiezienia , taj dla najgorszych swirów, kórzy z powodu awarii prądu ( bo burza jest) wyszli z cel i łażą samopas, DI CAprio wiec kieruj sie do podpalacza , idzie i go szuka , mijjac ludzi -upiory w klatkach ( jak Agentka Starling idąc pierwszy raz do HAnnibala LEctera) i w koncu znajduje podpalacza ( okazuej sie jego imie i nazwisko to anagram imienia i nazwiska samego agenta, cieakwe nie?) - odbywaj dlugą dialog psychologoczny, pelny obwioniien sie wzajemnych, zdan typu ( kto cie tu pobil w tym wiezieiunu? nie wiesz ? ty", albo "czemu podpalies budynek? ty mnie zmusiłęs" i tak dalej, robi sei juz calkiem zagmatwanie, do tego zona sie zwiduje na pól spalona, no koszmar zupelny.

            Agenci maja dosyc , wychdozą z wieziania chronia sie przed huraganem w kaplicy na starym cmentazru ( czemu by nie? jak sensacja to sensacja) i zastanwiaja sie , gdzie tu jest drugie dno ? czemu latarni morksiej broni kilku straznikow z ostrą bronią i trzy zasieki drutów pod prądem, czemu Leonardo ma wciaz coraz weiksze halucynacje z żoną i pozarem i nie moze spac , kto pomogl uciec wieźniarce i dlaczego, co ukrywa lekarz , i czemu taki jeden satrszy doktor-profesor mówi z silnym niemieckim akcentem, robi sie strrasznie - pioruny wlaą dookoła, wiatry wyje, drzewa sie przewracają, deszcz malo dachu nie rozwali a w decydujacych momentach z hukiem otwoerają sie drziw i okiennice ( no jak w PArku JUrajskim , gdy wszyscy zamkniecei w laboratorium czekają na te kriowzercze gady) .

            w koncu burza sie konczy i okazuej sie ze wiezniarka sie znalazła , nigdzie nie uciekła, poszla sobei na spacer po prostu , no pomyłka taka, wiec agenci niech sobei wracaja do domciu. AGenci wiedza ze jzu tu wszytko mocno smierdzi wiec wracac nie zamierzają
            JAko ze ciuchy maja zupelnie pzremoczone to zostaja przebrani w uniformy pielegniarzy i tak sobei dalej sledztwo prowadzą - miedyz inymi chca zoabczyc co jest w tej cholernej latarni morskiej, wdrapują sie na klif , nieostroznosc, di Caprio na chwile odchdozi a Ruffalo spada na skaly i zabija sie na śmierc. Di Caprio schdozi ostroznie do zwlok ale zwlok juz nie ma ( siurprajz taka) za to w takeij denj malej jaksini w skalach widas plomien swiecy , Di Caprio włązi tam i widzi kobiete w srednim wieku , ukrywajaca sie przed swiatem . OKAzuej sie ze to jest ta parwdziwa wiezniarka co uciekla , tylko ze ze byal psychiatra zatrudnianą w tym więzieniu kóra odkryła , ze w latarni morskiej odbywaja sie operacje lobotomii przezoczodołowej na pacjentaach w celu zmainy ich osobowosci i uczyneinai z nich pokornych automatów , całkowicie łągodnych i nieszkodliwych. To wyjatkowy paskudny zabieg polecagajacy na wbiciu igly przez zrenice w mózg i "unieszkodliwienie" pewnych obszarow tkanki mózgowej a robi to ten profesor z niemieckim akcentem ( taki dr Mengele) . Lekarka to odkryla i chcial ujawnic wiec ja szybko zamkneli i "wyrobili" papiery skazanej pzrestepczyni. Wiec uciekla i siedzi w tej jaskini. Di Caprio ma powoli jzu dosyc - jest coraz bardzij pzrerazony, wsciekly i zmeczony , coraz bardziej łeb go boli , palic mu sie chce ( a pali tylko ćmiki dla personelu , te co byly w uniformie), zona wciaz mu sie pojaawia i sączy do ucha przestrogi " nie idz dalej! nie jestes gotowy poznac prawde! " i che cala sparwe w koncu wyjasnic raz na zawsze .

            tak troche skracając film ( trwa ponad 2 godz) - to wsciekly msciciel plynie wplaw do latarni, unieskozliwia straznika latarni , kradnei mu bron ostrą i galopem wbieag po tych kreconych schdoach szukajac tego choelrnego alopboratorium i tych zwyrodnailców -lekarzy co eksperymentują na ludziach, gotow ich zabić. Biegnie, mećzy sie, przewraca, łeb go napie..ala , po kolei otwiera dzrwi do kolejnych pokoi, puśiciutkich i czysciutkich i beignia dalej , w koncu wbiega na sam szczyt do glownej sali a tamm.. glowny lekazr Kinglesy siedzi spokojnei czekając na niego ze spokojnym pytaniem " czemu jestes taki mokry?"

            i teraz zaczyna sie clou programu - bron okazuje sie nienabita , do pokoju wchdozi caly i zdrowy Ruffalo i razem z Kingleyem tlumacza Leonardowi o co kaman. A tlumazcenei jest tak niewiarygodne ze on sie nie zgadza, zaczyn stzrealac a naboi nie ma, zaczyn płakać na co Ruffalo pisze ma flamastrem na tablicy takei dwa anagramy - nazwsiko agenta jako anagram podpalacza ( Daniels- Lienads) i naziwsko lekarki-wieżniarki jako anagram imienia i nazwiska jego żony ( nie pamietam jak one brzmialy) a troje utopionych dzieci to wcale nie tylko w dokumentacji
            UUUUUUUUUUUUUU!!! robi sie niewesoło.. wlasciwie robi sie calkiem strasznie , bo z tlumazcenia wynikaloby ze pacjentem nr 67 jest ? .... no walsnie ...? i dlaczego akurat on ?..a powodem było ?!!

            barrrrrrrdzo dobry film , naparwde !
            ja nazwisko Scorsese zobaczylam dopiero na koncowej liscie płac i jzu wiedzialm dlaczego ponad 2,5godzinny film tzryma mnie skuloną w fotelu nie patrzac na to ze dziecku tzra dac kaszkę ))))
            ma wszelkei cechy bardzo solidnie zrobionego sensacyjnego kryminału aby spokojnie pzrejsc w thriller psychologiczny oparty na temacie wina-kara-pokuta
            troche za duzo w pewnym momencie tych grzmotów i piorunów ( jak w horrorze o wilkołakach) ale mozna przeżyc , bo DI Caprio udowadnia po raz kolejny ze u Scorsesego aktorem jest niemal wybitnym , wydaje mi sie ze pokonal nawet Kingsleya a to niełatwe.
            Ruffalo, WIlliams i reszta tez nie od macochy

            a na koncu glowną rolę gra igła
            ta do lobotomii

            barrrdzo polecam!
            • 82adrian Ona to on (TVP1) 22.12.14, 14:22
              Wczoraj w Pierwszym Programie TVP w cyklu ''Zagadkowa Jedynka'' puścili film pt. ''Ona to on'' z Channingiem Tatumem w jednej z ról. Głównym bohaterem nie jest jednak Tatum, a... dziewczyna, która chce grać w Piłkę Nożną tak, że przebierając się za brata-bliźniaka może spełnić swoją pasję.

              Co do filmu to powiem tak: słaby zdecydowanie, gdzie początkowo myślałem że to jest ''Tootsie 2'', lecz czytając napisy informujące iż nawiązywano do ''Wieczoru Trzech Króli'' Szekspira byłem nieco w szoku.

              Nigdy więcej takich ''żenua'' w TVP.
              • siostra_bronte Re: Ona to on (TVP1) 22.12.14, 14:29
                Niestety, właśnie takie "hity" serwuje nam publiczna tv od dawna.
            • grek.grek Re: "Wyspa Tajemnic" z L. Di Caprio rez. Scorsese 22.12.14, 16:10
              coś tam było ;]...

              forum.gazeta.pl/forum//w,14,139101884,139959861,_Wyspa_tajemnic_spojler_1_uff_.html

              [oraz cały wątek, z poprawkami]

              ale napisałaś z biglem, zgrabnie pozbierałaś fakty i fajnie było sobie przypomnieć ten film.

              nastrój jest świetnie zrobiony - miejsce, twarze, okoliczności, odgłosy, wizje. mistrzostwo.

              Ted Levine i Patricia Clarkson z drugiego planu.

              dzięki za energiczną opowieśc :]

            • pepsic Re: "Wyspa Tajemnic" z L. Di Caprio rez. Scorsese 23.12.14, 20:18
              Poluję na ten film od dawna, ale na litość, nie w środku nocy. Zatem kolejna pozycja do zapisania w kajeciku.
          • grek.grek Re: "Królowa Margot" w Stopklatce 22.12.14, 16:12
            haha :] nie ma obaw, Siostro, dzisiaj oglądam - wreszcie :]
            • siostra_bronte Re: "Królowa Margot" w Stopklatce 22.12.14, 18:03
              Świetnie, Greku :) Jestem przekonana, że będziesz zachwycony!
              • grek.grek "Królowa Margot" - pare słów a'propos 23.12.14, 13:47
                w istocie, Siostro, bez dwóch zdań - przednie widowisko. perfekcyjny wehikuł w XVI wiek.

                świetnie ze sobą powiązane wątki romansowe i polityczne.

                Rzeź Hugenotów doskonale nakręcona, z fenomenalnym podkładem muzycznym. A potem te masowe groby za miastem, w które zrzucane są stosy trupów przywożonym furmankami. Skojarzenia ze zdjęciami z obozów koncentracyjnych nasuwają się mimowolnie.

                Margot przechodzi metamorfozę, widząc okrucieństwo i bezwzględność swojej własnej rodziny. KOnsumpcja związku z Henrykiem, a potem zgoda na wyjazd i zamieszkanie w Nawarrze to ostateczne akty wypowiedzenia relacji swojej własnej familiji. Złozona postać - nie stroni od romansów, nawet z własnymi braćmi, ale kochać umie, ryzykować życie dla miłości potrafi, i po prostu ma w sobie moralny odruch przeciw tyranii i terrorowi.

                Isabelle Adjani gra oczywiście znakomicie.
                nie gorzej niż Virna Lisi - jej matkę, Katarzynę, prawdziwą matkę chrzestną mafii królewskiej, pociągającą za sznurki za pomocą uruchamiania swoich synów, całkowicie podporządkowanych jej wizjom.

                Henryk do końca nie jest bezpieczny. Moze sobie przechodzić na katolicyzm. dla rodziny pozostanie obcy, a co najważniejsze - politycznie niewygodny.

                W sumie, ma dużo szczęścia, najpierw trucizną z pomadki zabija się baronowa, która zostaje jego kochanką [tu nie załapałem - ktoś podłożył tę pomadkę, baronowa nie wiedziała o niczym ?]; potem sam Karol, król, zakażony arszenikiem ze stronic ksiązki. doskonałe są te ostatnie sceny z jego życia - poci się krwią, traci równowagę i zmysły, ale w ostatnim odruchu ostrzega Henryka i ułatwia mu ucieczkę. W ramach odpłaty za uratowanie życia podczas polowania. Tyle że i Henryk nie był całkiem bezinteresowny zabijając szarżującego dzika.

                w sumie, znakomita intryga pałacowo-polityczna. Wszyscy kombinuja, kłamią, chronią swoich albo chcą wyeliminować konkurentów. Róznią się tylko intencjami, jedni dąży do wojen i panowania, a inni działają w imię pokoju, oszczędzenia kolejnych ofiar. albo w imię miłości.

                Wszyscy mają swoje dramaty. Margot traci swojego ukochanego - do Nawarry wyjeżdza z jego głową. Katarzyna traci Karola i jest winna tej śmierci, zatruta ksiązka była przeznaczona dla Henryka, Karol dopadł do niej przypadkiem. Kochanek Margot traci życie, nieustannie dążąc do spotkania z nią.

                żadna postać nie jest jednoznaczna. No może syn Katarzyny - Henryk z wąsem. Nie bez powodu matka go uwielbia i nazywa "swoim zwycięzcą". On dostanie tron, bo nie ma żadncyh skrupułów. Dązy do celu po trupach. z drugiej strony... jak Katarzyna patrzy na histerycznego, płaczliwego, niestabilnego emocjonalnie Karola [wg mnie, doskonała w swej ekspresyjnej dosłowności rola Jeana Anglade'a] - z kim ma wiązać nadzieje na zachowanie władzy, na rozwój państwa, na zapewnienie mu odpowiedniej pozycji ? Nawet ta lady Makbet ma swoje argumenty.

                Virna Lisi w niektórych momentach wygląda jak wampir Herzoga, z tym wysokim czołem, uważnym spojrzeniem ciemnych oczu na tle bladej twarzy, czasami stoi gdzieś w cieniu, pod murem, na balkonie przy ścianie, jakby sie kryła, a jednak to ona jest postacią trzymającą wszystkie sznurki w ręku. Fizycznie i "ekspresjonistycznie" przypomina królową Elżbietę z róznych adaptacji teatralnych.

                Miłośc zbiera żniwo. I wypacza charaktery. Poprzedni kochanek Margot bardzo pilnie zabija protestantów podczas nocy ś Bartłomieje, a przyczyną jest podsłuchana przez niego rozmowa Margot z Hnerykiem z Nawarry, jej mężem protestantem. miało być małzeństwo fikcyjne, polityczne, a tu proszę - rozmawiają i ona go wcale nie odrzuca tak jak sugerowała i zapowiadała. Eks kochanek od razu dostaje wzmożenia bojowego.

                relacja kochanka Margot i jego katolickiego przyjaciela - też zajmująca.
                Stają w jednym pokoju hotelowym. Protestant i katolik. Nie lubią się. podczas rzezi omal się wzajemnie nie zabijają. ostatecznie zostaną towarzyszami, a w finale jeden drugiego kurczowo będzie się trzymał podczas rozdzielania ich przed wykonaniem kary dekapitacji.

                a kat ? :] to dopiero postać, pełna godności, lekarz, z manierami. I jaką ma zbolałą minę przed wykonaniem wspomnianej egzekucji.

                zaczyna się to ploteczkami salonowymi, przekształca w krwawy spektakl o mechanizmach zdobywania władzy, utrwalania wpływów, walk pałacowych, nieustannie podlewany uczuciowymi komplikacjami i tragediami osobistymi.

                doskonała jest scena ślubu Margot z Henrykiem, kiedy ona długo nie chce wypowiedzieć "tak", cała sala mruczy pod nosem,a biskupi patrzą po sobie bezradnie. wtedy chyba jej brat Henryk - uderza ją z całej siły w plecy, Margot wydaje nieartykułowany dźwięk, który wzięty zostaje za zgodę. Cóz, małżeństwo politycznie warunkowane, to i "tak" w zupełnie adekwatnej formie.

                jest moment, podczas rzezi hugenotów, kiedy ten katolicki przyjaciel kochanka Margot trzyma za włosy protestanta i chce wymusić na nim terrorem wyznanie wiary w katolickiego Boga - przechodzi ruda służąca Margot i uśmiecha się do niego. Wtedy gośc podrzyna gardło temu protestantowi, żeby się przed nią popisać, a ona uśmiecha się jeszcze bardziej oraz zalotnie. Co za czasy.

                polowanie na dzika... co za idiotyzm. podobnie jak polowanie na lisa. Barbarzyństwo. co ciekawe, do dzisiaj kultywowane w niektórych sferach. ale cóz, królewskich obyczajów nie da się ogarnąc rozumem całkowicie niekrólewskim ;]

                tak czy owak, znakomity film. Dzięki, Siostro, za wytrwałe zachęty :]
                • mozambique Re: "Królowa Margot" - pare słów a'propos 23.12.14, 14:13
                  greku , pare info dla ciebei

                  muzyke w duzej czesci popelnił Bregović, jest czym sie zachwycać

                  parwie cala mloda obsada aktorska wyrosła na rasowych i nagradzanych aktorów - Adjani, Anglade, Ateuil, PAscal Gregorry, Virna LIsi to klasa sama w sobie ( doskonala rola, chyab za to miala nagrode w Wenecji) ) moze tylko Vincent Perez nigdy nie wyszedl z roli slicznego kochanka

                  historia pokazaal ze to byla "przekleta " rodzina , Katarzyna Medycejska zlecila mordesrwto ksiecia KOndeusza ktory umierając przekląl ją " bedziesz matką bezpotomnych krolów"

                  i tak sie stalo - wszyscy jej synowie po kolei byli królami Francji , wszyscy zmarli bezpotomnie a tron Francji w koncu objal znienawidzony Hugenot - Henryk z NAvarry , i okazal sie bardzo dobrym i rozumnym krolem ( zreszta wczesniej Medyceuszka zelciła zabójstwo jego matki - wysłała jej w prezencie koronkową koszule nocną nasączoną arszenikiem) . Ulubiony syn Katarzyny - Henryk z Wąsem byl przeceiz królem POlski ( Henryk Walezy) ale po niecalym roku zwial do Francji obbjąc tron po zmarlym bracie Henryku XII i zostac Henrykiem XIII . Historia mówi ze starszy brat zmarł na "chorobę krwotoczną" nie dokonca okresloną , umieral zreszta samotnie cierpiąc straszliwie , tylko w ramionach swej piastunki z dziecinstwa - hugenotki.

                  Dwór Walezych nawet jak na tamte rozwiązłe czasy był wyjątkowo wulgarny , przesiaknietym seksem, wynaturzeniami , orgiami i kompletnym zatraceniem jakichkolwiek manier i wartosci moralnych ( ladna scena z polskimi posłami)
                  • grek.grek Re: "Królowa Margot" - pare słów a'propos 23.12.14, 16:08
                    toż to całe kompendium wiedzy [tematycznej] :]

                    dzięki, aż film nabrał dodatkowych barw po tym opisie.
                • siostra_bronte Re: "Królowa Margot" - pare słów a'propos 23.12.14, 14:44
                  Bardzo się cieszę Greku, że Ci się podobało. Czyli wybaczasz mi to dręczenie ? :)

                  Znakomicie wszystko opisałeś. Trudno dodać coś więcej. To co zrobiło na mnie największe wrażenie to świetne połączenie epickiego rozmachu z emocjami i portretami psychologicznymi bohaterów. Jest w "Królowej Margot" jakaś ekstrawagancja, przesada, ale dzięki temu ten film tak działa na emocje widza. To wielka sztuka i gratulacje należą się reżyserowi Patrice Chereau, że tak to wszystko poskładał w idealną całość.

                  Pod względem wizualnym "Królowa Margot" jest naprawdę wspaniała. Choćby sceny rzezi Hugenotów, o której wspomniałeś. Niemal czujemy odór trupów. Trafne skojarzenie z obozami koncentracyjnymi. A muzyka Bregovica ewidentnie posuwa trop wojny na Bałkanach. W ogóle sceny masowe są znakomicie zrealizowane. Te kameralne też, np. między Margot i Le Molem, bardzo malarskie. Piękne kostiumy i scenografia. Uczta dla oczu!

                  Wszyscy aktorzy są znakomici, ale wyróżniłabym Jean Hugues Anglade'a jako neurotycznego Karola. Rewelacyjna rola. Co do Adjani to oprócz tego że gra świetnie to jest w tym filmie po prostu boska. Nie wiem czy się ze mną zgodzisz, Greku ?:) W ogóle moim zdaniem to jedna z najpiękniejszych aktorek ever.

                  Dzięki za recenzję :)

                  • grek.grek Re: "Królowa Margot" - pare słów a'propos 23.12.14, 16:18
                    cała przyjemnośc po mojej stronie :]

                    takie "dręczenie" powinno być nagradzane medalami :] dzięki, Siostro.

                    zdecydowanie, reżyser panuje nad wszystkim i widać, że ma chyba z tego sporą frajdę.
                    to nie jest film zrobiony przez gościa, ktory "dostał zadanie za konkretne pieniądze".
                    facet miał na to pomysł i chęć jego realizacji.

                    świetne skojarzenie z Bregovicem.

                    i mnie aktor Anglade zaimponował. ale po prawdzie wszyscy grają swoje role w dobrym stylu, zaś Adjani i Lisi zasługują na wszystkkie nagrody świata [zdązyłem, doczytać, że Virna Lisi dostała w Cannes nagrodę dla najlepszej aktorki własnie za "Margot"; jakby dostała ją na spółkę z Adjani, to mogłoby mieć swój historyczny wymiar, a były ku temu przesłanki, jak słusznie zauważasz].

                    obiektywnie, ofk Adjani wypada wspaniale. pod każdym względem.

                    o tam, to z mojej strony podziękowania dla Ciebie za namawianie mnie do obejrzenia.
                    miałem pełne zaufanie do Twojego gustu, problem był w terminach. Ten wczorajszy -
                    idealny był :]
                    • siostra_bronte Re: "Królowa Margot" - pare słów a'propos 23.12.14, 16:35
                      Haha, czuję się zachęcona :) Mam już na oku film, który będzie leciał w święta, a który musisz koniecznie obejrzeć!

                      Tak, to jest film w pełni autorski, nie grzeczny i uładzony film kostiumowo-historyczny.

                      Anglade dostał Cezara za tę rolę, w pełni zasłużenie.

                      Dzięki. Na szczęście Stopklatka wytrwale powtarza ten film.
                      • grek.grek Re: "Królowa Margot" - pare słów a'propos 24.12.14, 16:22
                        doskonale.

                        własnie, w pierwszej chwili pomyślałem, że te liczne powtórki zaniżają nieco Sopklatkowy poziom, ale ostatecznie... jak wszystko - ma to swoje i dobre strony :]
    • grek.grek "Dexter" sez 8 odc 5 [1] 22.12.14, 13:34
      Odc. 4 kończy spektakularna scena, kiedy Debra Morgan próbuje zabić Dextera. Lądują autem w wodzie, ją ratuje przypadkowy świadek, a Dexter idzie na dno... wtedy jednak siostra rzuca się by go uratować. Cóż, zdaje się, że dotarło do niej, że lepiej mieć brata-mordercę niż nie mieć brata wcale.

      Po tym zajściu oboje lądują na kozetce u doktor Vogel. Tłumaczy ona Dexterowi, że powinien uznać ten moment za pozytywny, bo jesli siostra jednak zdecydowała się by go uratować, to znaczy to więcej niż to, że wcześniej próbowała go zabić. To pierwszy krok do zmiany", przekonuje go i mimo iż Dexter, co zrozumiałe, reaguje niechęcią i burczeniem, to jednak i do niego dociera, że doktor ma rację.

      Po tej rozmowie, mimo wszystko Dexter nie odbiera telefonów od siostry, a prośby o spotkanie wysłane sms-em - ignoruje. Musi przerobić traumę. Przed chwilą własna siostra chciała go zabić...

      Policja prowadzi śledztwo w sprawie zabójstwa kelnerki niejakiej Riviery. Młodej latynoski. wg ustaleń, może być w to zamieszany niejaki Hamilton, miejscowy prominent. Odprawę prowadzi Quinn, który stara się o awans na sierżanta.

      I oto boleśnie się przekonuje na czym polega wyższy stołek w hierarchii - kiedy tylko w grę wchodzi Hamilton... Quinn dostaje kulturalne sugestie z góry, żeby panu Hamiltonowi nie naprzykrzać się zbytnio.

      Kolega Dextera z laboratorium, Masuka, znajduje swoją córkę. Był dawcą nasienia dawno temu i wyrosła z niego urodziwa panienka. Sama się zgłosiła do swojego biologicznego taty. Masuka jest dumny, że taka fajna dziewczyna odziedziczyła właśnie jego geny, ale jednocześnie prześladuje go pytanie - czego ona tak naprawdę chce od niego ? może pieniędzy ? I kim naprawdę jest ? Prosi więc Debrę, pracującą w prywatnej firmie detektywistycznej, żeby prześwietliła dziewczynę.

      wizyta w rezydencji Hamiltona odnosi dwa skutki - primo, pan domu przyznaje : miał romans z panną Rivierą, ukrywał go przed żoną, ale żona się dowiedziała. Wtedy pan Hamilton zaczął ukrywać ów romans jeszcze bardziej. Możliwe, że żona zabiła kochankę męża ?

      Drugi skutek, to pojawienie się syna Hamiltona, Zacha. Najpierw zaczepia on Dextera i zaciekawia się dotychczasowymi efektami śledztwa, a potem sprzedawca warzyw w targowisko niedaleko domu Riviery zeznaje, że widział niejednokrotnie Zacha Hamiltona, kręcacego się w okolicy. Czyżby młody Hamilton był zabójcą ? MOżliwe, kłopot w tym, że kilka godzin później gośc z bazaru nie pamięta, żeby o czymś wspominał, nie ma mowy żeby złożył oficjalne zeznania. Albo ktoś go przekupił albo sterroryzował. Hamiltonowie ? a może chroniąca ich policja ?/

      Kiedy o wszystkim dowiaduje się zwierczchnik Quinna, sugeruje mu że powinien dać spokój chłopakowi. Quinn poznaje mechanizmy działania systemu.

      Dexter pozostaje na tropie Yatesa, mordercy seryjnego, który wysyłał dr Vogel fragmenty mózgów swoich ofiar [uch !]. Był on kiedyś jej pacjentem, to może być forma groźby i zapowiedź zemsty.

      w 4. odc Dexter odkrywa jego adres zamieszkania, ale Yates ucieka. Zostaje po nim dziewczyna, której nie zdązył zabić. Niejaka Thornton. Dexter nie może zrobić tego oficjalnie, więc podrzuca ją pod szpital. Po jej zeznaniach policja dociera do mieszkania Yatesa. Ofk, o krok znów za Dexterem. W ogrodzie, pod rózami Yates zakopywał swoje ofiary. Przed zabiciem łamał im palce, pojedynczo, przez kilka dni po jednym-dwa dziennie.

      Mają miejsce dwa ważne momenty : najpierw Debra wyznaje Dexterowi, że ratowała go, bo jak zobaczyła jego możliwą śmierć, to dotarło do niej, że nie potrafiłaby bez niego żyć.

      Za chwilę - do domu doktor Vogel wdziera się Yates i porywa ją. Debra odwiedza ją i zastaje zdemolowane mieszkanie. Teraz muszą, z bratem, ręka w rękę jej poszukać. W końcu... wbrew temu, co sądził Dexter, ona ich pogodziła. A sama Debra chce "zrobić coś dobrego", może w formie ekspiacji za tę próbę zamachu na brata.

      Yates zajmował się monotowaniem kablówek. Dexter i Debra podejrzewają, że trzyma on Vogel w którymś z tych mieszkań, bo wie które i kiedy są puste. Sprytnie Dexter podpytuje w firmie o ustalenia śledztwa w sprawie Yatesa. Przestał używać karty płatniczej, ale za to jest adres bankomatu z którego pobierał gotówkę.

      Dexter ustala, ze w okolicy jest 19 domów z listy Yatesa. Nocą wybiera się z siostrą na poszukiwania. A wcześniej musi się wyreklamować z podwójnej randki, którą zaanrażowała jego opiekunka do dziecka. Dexter jest w orbicie zainteresować jej koleżanki, Cassie.

      Yates jest nieobliczalny, zabiera się nawet do palców u nóg Vogel, jakby chciał je łamać, jak wszystkim swoim ofiarom. Vogel jest specem od psychopatów, więc mimo zdenerwowania, próbuje nie dać się panice. Przemawia do niego, zapewnia o wspołczuciu i prosi o wypuszczenie. Kiedy to nie daje rezultatu : wspomina jego przeszłośc - Yates był bity i dręczony przez matkę, chował się pod łózko, w istocie nigdy nie wyszedł z tej traumy. Ma on za złe Vogel metody jakimi go leczyła, włącznie z chirurgicznym grzebaniem w czaszce.

      Wreszcie Vogel sięga po broń ostateczną - zaczyna udawać matkę Yatesa. Ochrzania go, bije i poniża tak jak mamuśka to robiła. I Yates się wreszcie zaczyna cofać. Zakrwawiony na twarzy wlecze się do kuchni.

      Wtedy Vogel próbuje uciec, ale drzwi są zamknięte. Wybiera więc numer telefonu do Dextera i zostawia aparat na chodzie. W ten sposób Dexter odbiera i słyszy jej głos i Yatesa, cały czas wie co się dzieje.

      cdn

      • grek.grek Re: "Dexter" sez 8 odc 5 [1] 22.12.14, 13:46
        dzięki manewrori Vogel, Dex i Debra mogą namierzyć numer telefonu i adres mieszkania, w którym Yates ją przetrzymuje. Przydają się chody Debry w tej jej prywatnej firmie, w której pracuje, a która to firma dysponuje fachowym sprzętem.

        Jadą więc na miejsce pędem, i słyszą w słuchawce jak Vogel przekonuje podłamanego Yatesa, że ona i on są sobie bliscy, nie tak jak te poprzednie jego ofgiary, z którymi nic go nie łączyło. W ten sposób Vogel chce go odciągnąć od robienia jej krzywdy. Bo tego przecież Yates zawsze szukał... bliskości i akceptacji.

        Dexter i Debra zastają mieszkanie puste. Ani śladu Yatesa i Vogel.

        Idą na góre. Ciemny pokój. W szafie znajdują doktor Vogel. Jest wyczerpana, ale cała. Gdzie jest Yates ? tak jak w dzieciństwie... schował się pod łóżko. Dexter ofk szybko się orientuje w temacie, sugeruje wyjście, aby osłabić jego czujnośc, a potem atakuje go przez pokrywę łózka jakąś długim ostro zakońcxzonym przedmiotem.

        "Wszystko dobrze ?", pyta Vogel Debrę, która widzi całą scenę i brata w akcji. Debra odpowiada, że daje sobie radę. "Nieźle ci idzie, jesteś zorganizowana, Harry martwił się czy po jego śmierci nie rozejdą się wasze drogi, ale... dogadaliście się, uratowaliście mnie RAZEM" - podsumowuje. No i rodzeństwo patrzy na siebie już jakoś inaczej niż od początku tego sezonu.

        W ostatniej scenie - rutyna Dextera. POkawałkowane zwłoki yatesa wrzuca do oceanu, z pokładu starego dobrego kutra-jachtu, który odziedziczył po Harrym.

        Ale jest inaczej niż przez te wszystkie lata... tym razem nie jest sam. Są z nim Debra i dr Vogel. doborowy tercet ;]

        "Lubię samotność i nocną ciszę na wodzie", rzuca Dextera, a Debra na to "DZiś nie jesteś sam, dlaczego ?"< na co on "BO chciałem być z rodziną..."

        Może być seryjny killer, ale wartości rodzinne muszą zostać wyeksponowane, kultura amerykańska jest constans :]

        www.youtube.com/watch?v=fn64Kz4743w
    • pepsic Joe Cocker nie żyje 22.12.14, 20:21
      R.I.P. Joe [*]
      • pani_lovett Re: Joe Cocker nie żyje 22.12.14, 23:42
        [*]
      • grek.grek Re: Joe Cocker nie żyje 23.12.14, 16:28
        nie wierzę.
        dzisiaj rano słyszałem jak śpiewał w radio :]

        nie drwię sobie. wydaje mi się, że dla nas i tak istniał jako muzyk, poprzez swoje piosenki. i tak będzie istniał w dalszym ciągu, a zatem zupełnie jakby żył ciągle.
        • pepsic Re: Joe Cocker nie żyje 23.12.14, 20:09
          Wiem. A to, co napisałeś jest bardzo miłe. Mój wpis natomiast miał być oddaniem tego, co śp. Cockerowi się należało, tym bardziej, że reprezentuje mój ulubiony hard rock.
    • mozambique 'Złodziejka książek " 23.12.14, 10:14
      w sumie nie ogladalam by tego filmu gdyby nie obsada, b tematy tragedii dzieci w czasie wojny opowiadan juz lepiej , sparwneij i ciekawiej

      tu mamy hitlerowskie NIemcy , w czaie wojny - sliczna blond sierotka trafi pod opieke rodziców zastepczych ( Emily Watson i mistrzu Goeffrey Rush) , ktorzy wzieli ją dla przyslugujących na nią zasiłków , sierotka stracila na wojnie rodziców i brata, nie umie czytac wiec jest szyaknwoana w szkole a matka-Watson jest oschla i grubianska wiec dziecko jest nieszczesliwe, jedynie zastepczy ojciec Rush jest ciepły, wspierajacy i mądry, uczy małą czytac i pomaga jej na kazdym kroku.
      Male niemieckei miasteczko , swieteni znajacy sie mieszkancy , mocno nazistowski burmistrz urządzający żydowskie pogromy i publiczne palenie nieprawomyslnych ksiazek i w tym wszystkim dzieci - sierotka która w koncu ksiazki pokochala na tyle ze wykrada je z dopalajacego sie stosu , chlopiec z śasiedztwa przeznaczonyy przez rodziców do Hitlerjugend, "fala szkolna" oraz ukrywany w piwnicy przystojny żydowski młodzieniec ( obiekt pierwszej milosci sierotki rzecz jasna) a takze dobra matka burmistrza , która zdolnej sierotce udostepnia ksiażki ze swej przepieknej biblioteki ( w tajemnicy przez hitlerowsko ukierunkownaym synem -burmistrzem) .

      Film( koprodukcja USA?Niemcy) to ekranizacja ksiązki , ktora jest ponoć oparta na faktach, ale jak mówią recenzje - nie dosc wierna oryginałowi. MOzna obejrzec nawet z zaciekawieniem ale arcydzielo to nie jest .
      Mnie draznilo niewymiernie -
      mieszkanie językowe dialogów = angielscy aktorzy graja NIemców zaczynając wypowiedz po niemiecku po czym malo plynnie przechopdza na angielski a potem koncza a po niemiecku, NIemieccy aktorzy odwrotnie

      akcja dzieje sie zima wiec sztuczy snieg pokrywa pieknie zazielenione drzewa lisciaste, buszcze powowju i kwitnace róże ( :)

      glowna bohaterka - sierotka jest obłednie śliczną blondynką z niebieskimi oczami , w typie mlodocianej top-modelki , jakby tragedie wojenne nie dotykaly calkiem zwyklych , nieladnych i niezdolnych dzieci

      PLusy - smutne zakonczenie calej historii ukazane w bardzo łagodny i mozna rzec - nawet optymistyczny sposób

      - no i okazuej sie ze Rush potrafi doskonale zagrać nawet Śmierć

      .
      • grek.grek Re: 'Złodziejka książek " 23.12.14, 16:26
        czyżby Geoffrey Rush ogrywał wizerunek mentora z "Jak zostać królem" ? :]

        Emily Watson "oschła i grubiańska [wobec dziecka] - aż nie mogę uwierzyć ;]
        swoją drogą, przypomniała mi się jej rola w "Equilibrium", gdzie tematyka jest podobna, a
        mrs Watson gra kobietę przechowującą zakazane przez władzę książki, przez co naraża się
        na karę.

        czyżby idee fixe tego filmu było przesłanie, że najmłodsze wojenne pokolenie może
        zbudować nowy, lepszy świat tylko wtedy jeśli ocali swoją wrażliwość, a ksiązka to
        przeca główny środek ku temu ?

        czy może bardziej jednak chodzi o potępienie terroru kulturalnego ?

        dzięki za kolejną ciekawą recenzję, Mozambique :]
    • grek.grek "Być jak Stanely KUbrick" w Kulturze 23.12.14, 16:35
      21:45

      ponoć autentyk historia.

      swego czasu jakiś facet w Anglii podawał się za Kubricka i ludzie mu wierzyli. kompletnie był niepodobny do oryginału, ale oryginał tak rzadko publicznie się pokazywał [istotnie, KUbrick był domatorem ekstremalnym], że nie wszyscy mieli pojęcie jak w ogole rezyser wygląda, albo jak wygląda w TYM momencie.

      wygląda to na story o ichnim Dyzmie :]

      w roli głównej John Malkovich, stąd pewnie polska wersja tytułu oryginalnego "Colour Me Kubrick".

      skaczemy ? :]

      na przystawkę kolejny teatr TV z udziałem J.Nowickiego.
      tym razem "POgarda" według MOravii [w obsadzie Teresa Budzisz-Krzyżanowska, absolutnie niesamowita aktorka, tak rzadko mamy okazję ją tutaj wspominać... & Andrzej Łapicki], rzecz z 1975 roku.

      start o 20:30
      • siostra_bronte Re: "Być jak Stanely KUbrick" w Kulturze 23.12.14, 16:40
        Też wypatrzyłam ten tytuł. Recenzje zdaje się, były różne, ale może warto obejrzeć dla Malkovicha?

      • pani_lovett Re: "Być jak Stanely KUbrick" w Kulturze 24.12.14, 00:30
        Obejrzałam / ubierając choinkę/! John Malkovich był fenomenalny. Tylko tyle dziś powiem.
        Ufff! ;)
        • siostra_bronte Re: "Być jak Stanely KUbrick" w Kulturze 24.12.14, 11:41
          Warto było obejrzeć dla Malkovicha. Bo sama historia chyba nie warta, żeby robić o niej film.
          • barbasia1 Re: "Być jak Stanely KUbrick" w Kulturze 24.12.14, 16:33
            Może i warta , gdyby wnikliwiej przyjrzeć się bohaterowi, zajrzeć głębiej zajrzeć w jego psychikę.
            • siostra_bronte Re: "Być jak Stanely KUbrick" w Kulturze 24.12.14, 16:34
              O właśnie.
        • grek.grek "Pogarda" teatr Kultura 24.12.14, 14:33
          a co z teatrem, Barbasiu, oglądałaś ? oglądaliście ?

          wg mnie, ciekawa rzecz.

          Ricardo [Nowicki] i Emilia [Budzisz-Krzyżanowska] przeżywają małżeński kryzys. On od dłuższego czasu podejrzewa, że ona go już nie kocha, że ich związek się zrutynizował, że w zasadzie bardziej jej chodzi o to, że on ma własne mieszkanie niż o niego samego.

          Kiedy Emilia proponuje, żeby zaczęli sypiać oddzielnie - Ricardo popada w chaos emocjonalny. Ona motywuje to faktem, że on lubi spać przy otwartym oknie, a ona wprost przeciwnie. Poza tym - on "chrapie". Ale Ricardo nie bardzo chce w takie wyjaśnienia uwierzyć. Próbuje jakiś seks zaaranżować, ale ona najpierw odmawia, a potem manifestacyjnie go zaprasza, ale on już nie ma ochoty, bo co to za przyjemnośc z kimś, kto się do tego zmusza, aby zademonstrować rzekomą lojalność i zapewnić o nadal istniejących uczuciach.

          "Czy ty mnie kochasz ? Nie, nie kochasz mnie, wiem że mnie nie kochasz... ale dlaczego ? dlaczego mnie już nie kochasz ?" - biada i szamoce się Ricardo nonstop. A Emilia niby to przekonuje go, że się myli i nic się między nimi nie zmieniło, ale w istocie widać, że robi to, aby przestał gderać. Z każdym jej zaprzeczeniem, on coraz mniej jej ufa.

          Ricardo [Nowicki] jest scenarzystą. Właśnie ma pisać dla producenta filmowego Batisty [Łapicki]. na spotkanie Batista przychodzi w towarzystwie rezysera, który ma ten jego film kręcić [Wajda we własnej osobie].

          Porozumienie w tym trójkącie jest niemożliwe.
          Ricardo pisze dla filmu tylko dlatego, że musi zarobić. Na spłatę długów, kredytów oraz po to, żeby ciągle mieć argument zatrzymujący przy nim Emilię. W istocie chciałby pisać dla teatru, bo ma pióro i duszę dramaturga.

          Producent chce mieć widowisko, kino rozrywkowe, na wskroś komercyjne. Namawia więc Ricarda na scenariusz pełen mitycznych stworów i akcji za wszelką cenę. Ricardo się waha i cmoka z rozterce, bo sam chciałby pisac scenariusz psychologiczny.

          Reżyser zbliża się do Ricarda i proponuje mu aby z Odysei wyciął wątek Odysa i Penelopy, na co Ricardo przystaje. Gorzej z intepretacją. Ricardo chciałby trzymać się kanonów, a mianowicie : Odys i Penelopa kochali się bardzo, on do niej wracał długo, ale wrócił, a ona przez ten czas dochowała mu wierności itd. Klasyka.

          Reżyser ma jednak inną wizję : Odys w ogole nie kochał Penelopy. Na wojnę pojechał po to, zeby od niej uciec. A wracał z wojny tak długo, bo nie chciał do niej wrócić. Reżyser wysnuwa teorię, że Penelopa w ogóle go nie kochała, lepiej - gardziła nim.

          Dlaczego Odys zabił zalotników starających się o Penelopę ? to przecież przeczy miłości między nimi. Gdyby ją kochał,a ona jego - jak twierdzi Ricardo - to ufałby jej w pełni. PO co miałby zabijać zalotników ?

          Zabił ich, powiada reżyser, bo Penelopa gardziła nim jako mężczyzną i mężem, za to właśnie że początkowo nic nie robił. Zachowywał się nie tak jak należy, nie dał jej dowodu swoich uczuć. Dlatego zabił, aby się potwierdzić w jej oczach.

          Oczywiście, dyskusja o Odysie i Penelopie projektowana jest na życie osobiste Ricarda. Oto bowiem Emilia mówi mu wprost, że nim pogardza. Wstrętem napawa ją jego obecnośc i dotyk. "Zabiłeś naszą miłość", oskarża go.

          A jednocześnie producent przystawia się do niej i Ricardo nic z tym nie robi. Widzi ją w jego objęciach, słucha zawoalowanych propozycji wyjazdowych, które aż nadto sugerują, co producentowi chodzi po głowie... i nic.

          Sam Ricardo nie wie już, czy chce pisać ten scenariusz czy nie... Pyta ją - "Ty zdecyduj, powiada, jeśli zechcesz - będę go pisał". Emilia sugeruje więc, że tak powinien zrobić, na co Ricardo wybucha, że to z jej strony podstęp, bo tak naprawdę ma inne zdanie. Kompletna szajba.

          Po jakimś czasie Ricardo wpada na myśl, aby wyjechać. Zerwać to wszystko, wziąć ją ze sobą i wyjechać. Proponuje jej to, ale ona odchodzi. Definitywnie.

          Finał jest zaskakujący. Reżyser i Ricardo dopisują scenariusz ostatniej sceny, ale nie filmu, lecz... spotkania Ricarda z Emilią. Ma ono się odbyć na plaży. Dopisują dialogi, zastanawiają się...

          Spotkanie jednak nie dojdzie do skutku. Pojawia się producent i oznajmia, że zdarzył się wypadek samochodowy. Emilia zginęła na miejscu.

          I w tym momencie w spektaklu zaczyna się drugi spektakl. Kamera idzie w góre, scenografia jest dopieszczana, a aktorzy [Jerzy Stuhr i Anna Dymna] powtarzają ostatni raz swoje kwestie przed wejściem na plan. Będą grali Ricarda i Emilię.

          Ciekawy zabieg scenariuszowy.

          I dobry spektakl, w starym dobrym stylu, aktorzy w znakomitej formie, wszyscy :]

          • siostra_bronte Re: "Pogarda" teatr Kultura 24.12.14, 15:31
            Dzięki, Greku :)

            Bohaterka wydaje się bardzo irytująca, nie sądzisz? Nie wiem o co właściwie jej chodzi. Ale Twoja recenzja jest bardzo zachęcająca.

            Widziałam dawno temu wersję filmową, reżyserował Godard, Emilię grała Brigitte Bardot, Ricarda Michel Piccoli, producenta Jack Palance, a reżysera sam Fritz Lang. Ale to było tak dawno, że niczego nie pamiętam, poza pięknymi krajobrazami :)

            Tutaj nader oryginalny trailer tego filmu:

            www.youtube.com/watch?v=2wjDWnKTROI
            Co ciekawe to kolejna sztuka pokazana w Kulturze, która została sfilmowana przez wybitnego reżysera. Kiedyś to jednak mieliśmy świetny teatr tv.

            • grek.grek Re: "Pogarda" teatr Kultura 24.12.14, 16:31
              dzięki, Siostro :]

              odebrałem Emilię raczej jako kobietę, która wie że związek się skończył, namiętnośc wygasła, zaintrygowanie osłabło i jak na dłoni widać, ze nie było nigdy głębszych podstaw ich relacji. on się nie umie z tym pogodzić, może nie ma odwagi zaakceptować sytuacji, dopatruje się winy w niej samej, a nie w... naturze związków uczuciowych.

              ciekawe byłoby szukanie analogii do Odysa i Penelopy, a więc do tej pogardy tytułowej, którą sugeruje Penelopie Reżyser, a którą Emilia rzuca w twarz Ricarda.

              o, słyszałem o wersji Godarda, niestety nie miałem okazji jeszcze zobaczyć. dzięki za trailer.

              zdecydowanie, Siostro, teatr był popularny jak dzisiaj telenowele.
              jakaż to szalona róznica na korzyść tamtych czasów telewizyjnych, nieprawdaż ?

              rezyserował Łapicki, Wajda pewnie wspierał, świetnia aktorzy... wydarzenie.
              oglądane po latach, te spektakle nic nie tracą ze swojej klasy, nie sądzisz ?
    • maniaczytania Cudownych świąt Kochani, 23.12.14, 21:07
      takich, jakie chcecie :)

      Dzisiaj, bo nie wiem, czy jutro dam radę zajrzeć ;) Okropecznie się w tym roku w Ojejkach zaniedbałam, mam nadzieję, że następny będzie lepszy :)
      • siostra_bronte Re: Cudownych świąt Kochani, 24.12.14, 11:38
        Przyłączam się do życzeń!
        • barbasia1 Re: Cudownych świąt Kochani, 24.12.14, 13:31
          Greku, Siostro_Bronte, Maniuczytania, Pepsic, Angazetko, Mozambique, Mia i Wszyscy_Wpadający_tu_Gościnnie!

          Pięknych, radosnych Świąt!
          życzę Wam

          fotoforum.gazeta.pl/zdjecie/3761681,2,1,Boze-Narodzenie-2014.html
          :)

          :)
          • grek.grek Re: Cudownych świąt Kochani, 24.12.14, 14:38
            Barbasiu, Czcigodni Wszyscy - zyczę Wam błogiego świątecznego nastroju i uginającej się od prezentów choinki :]
            • barbasia1 Re: Cudownych świąt Kochani, 24.12.14, 16:00
              grek.grek napisał:

              > Barbasiu, Czcigodni Wszyscy - zyczę Wam błogiego świątecznego nastroju i uginaj
              > ącej się od prezentów choinki :]

              i miłych spotkań, ciekawych rozmów oraz emocjonujących opowieści filmowych pod choinką~:)
              • grek.grek Re: Cudownych świąt Kochani, 24.12.14, 16:25
                a to w pierwszym rzędzie :]
                • barbasia1 Re: Cudownych świąt Kochani, 24.12.14, 16:33
                  :))
                  • barbasia1 Re: Cudownych świąt Kochani, 26.12.14, 14:11
                    Pepsic się nie pojawia!? Życzeń świątecznych nie składa!? To do niej niepodobne!?
                    Miejmy nadzieję, że to tylko przejściowa awaria komputera, a nie coś innego ... !?
                    • grek.grek Re: Cudownych świąt Kochani, 26.12.14, 15:47
                      przy dobrym karpiu, buszując pod choinką... łatwo zapomnieć :]]
                      • barbasia1 Re: Cudownych świąt Kochani, 26.12.14, 18:25
                        :(
      • pepsic Re: Cudownych świąt Kochani, 26.12.14, 17:57
        Jestem, jestem:) Dziękuję za życzenia i nawzajem pozdrawiam świątecznie.
        • pani_lovett Re: Cudownych świąt Kochani, 27.12.14, 15:56
          :)
    • siostra_bronte "Kochanek królowej" w Ale kino 24.12.14, 13:03
      Dzisiaj o 20.10. Duński dramat historyczny z 2012 r. W roli głównej Mads Mikkelsen. Film miał nominację do Oskara dla najlepszego filmu zagranicznego. Obejrzę i zdam relację :)
      • grek.grek Re: "Kochanek królowej" w Ale kino 24.12.14, 14:39
        tak trzymać, Siostro :]
        • siostra_bronte "Kochanek królowej" (1) 25.12.14, 13:00
          Obejrzałam :)

          Ciekawy, znakomicie zrealizowany dramat kostiumowy, oparty na prawdziwych wydarzeniach. W dzisiejszych czasach to rzadkość.

          Na początku filmu widzimy młodą kobietę, która pisze list do swoich dzieci. Już wiemy, że ta historia źle się kończy, bo dzieci jej nie znają. Kobieta chce im wyjaśnić w liście co tak naprawdę się wydarzyło.

          Akcja cofa się o kilka lat. Bohaterka to księżna Matylda (Alicia Vikander), Angielka. Zostaje ona żoną króla Danii, Chrystiana VII (Mikkel Folsgaard). Inny świat, inna kultura i język. Matylda, młodziutka dziewczyna czuje się zagubiona. Z zaskoczeniem dowiaduje się, że część książek, które przywiozła ze sobą musi zwrócić, bo są w Danii zabronione. Za głoszenie idei Oświecenia, które są coraz popularniejsze w całej Europie można w tym kraju pójść do więzienia.

          Król Chrystian sprawia wrażenie nie do końca zrównoważonego psychicznie. Czasami zachowuje się dziwnie, a Matyldę potrafi traktować bardzo obcesowo. Małżeństwo jest kompletnie nieudane. Po urodzeniu dwójki dzieci, Matylda nie zachowuje już nawet pozorów, że cokolwiek łączy ją z Chrystianem.

          I tak by wyglądało jej dalsze życie, gdyby na dworze nie pojawił się nowy lekarz króla, Niemiec Johann Struensee (Mads Mikkelsen). Król go wybrał, bo Struensee też jest wielbicielem Szekspira i cytuje z pamięci ulubione fragmenty. Lekarzowi udaje się zdobyć zaufanie króla. Razem spędzają ze sobą większość czasu.

          Akcje Johanna u pary królewskiej jeszcze rosną, kiedy daje synkowi Matyldy szczepionkę przeciw ospie, która zbiera w tym czasie śmiertelne żniwo.

          Król prosi lekarza, żeby rozruszał trochę jego żonę, którą określa jako "nudną krowę" :) Johann zabiera ją na przejażdżki konne. Spędzają ze sobą coraz więcej czasu. Matylda znajduje u niego ukryte książki Rousseau. Okazuje się, że Johann jest wyznawcą idei Oświecenia, ale oczywiście musi to ukrywać.

          Oczywiście nie wszystkim na dworze podoba się, że Johann ma takie wpływy u króla. Nie lubi go Juliana, macocha króla i matka młodego księcia (nie pamiętam imienia).

          Matylda wpada na pomysł, aby wykorzystać wpływ Johanna na króla. Dzięki temu można by wprowadzić w Danii reformy, poprawiające los ludu i zmniejszające wpływy arystokracji i kleru. Sam król ma niewiele do powiedzenia, bo większość decyzji leży w gestii rady państwa, złożonej z "betonu", bogatych arystokratów, którzy chcą utrzymania status quo. Król tylko podpisuje jakieś papiery.

          Johann przekonuje króla, że mógłby być wspaniałym królem. Chrystian broni się, że nie da sobie rady, że się na tym nie zna :) Ale Johann proponuje, że będzie mu pisał mowy z pomysłami reform, a on będzie je recytował, jak aktor. Chrystian kocha teatr, więc ten chwyt skutkuje.

          I rzeczywiście na kolejnych posiedzeniach rady król, ku zdumieniu jej członków, forsuje kolejne pomysły, takie jak sprzątanie tonącej w brudzie stolicy czy dom dla sierot.

          Z czasem Matylda i Johann coraz bardziej zbliżają się do siebie i zostają kochankami. Sprawy się komplikują, kiedy Matylda zachodzi z nim w ciążę. Johann ze złamanym sercem skłania ją, żeby znowu zaczęła sypiać z królem, aby nie wydało się, że ktoś inny jest ojcem dziecka.

          W międzyczasie król chce mianować Johanna na członka rady, ale jej przewodniczący nie chce się na to zgodzić. Wzywa straże, żeby wyprowadziły Johanna z sali. Ale król w ostatniej chwili krzyczy, że nie godzi się na to i rozwiązuje radę. Wszyscy są w szoku. Dzięki temu w Danii zostają przeprowadzone kolejne reformy, za którym stoi Johann i jego przyjaciele, m.in. zniesienie cenzury, zakaz tortur itd.

          Niestety, macocha króla, Juliana zauważa, że Johann i Matylda mają romans. Uruchamia swoje wpływy. Na mieście pokazują się ulotki piszące o tym romansie. Kiedy król dowiaduje się o tym wpada w szał....

          • siostra_bronte "Kochanek królowej" (2) 25.12.14, 13:34
            Ale Johann po raz kolejny udowadnia, że wie jak postępować z królem. Przyznaje się do winy, ale przekonuje, że bez niego Chrystian znowu będzie zupełnie sam. Król z płaczem pada mu w ramiona i prosi, żeby było tak jak dawniej.

            Ale Juliana i jej poplecznicy, wpływowi arystokraci, knują spisek przeciw Johannowi. Pod pałacem króla, w czasie balu zbiera się tłum ludzi z pochodniami, oczywiście zorganizowany przez wrogów Johanna. Chcą wydania "tego Niemca", który niszczy ich kraj. Poplecznicy Juliany razem ze strażą idą do przestraszonego króla i proszą do o podpisanie zgody na aresztowanie Johanna. Król długo się broni, ale przekonują go, że Johann wraz z Matyldą szykowali spisek na jego życie, żeby przejąć władzę w kraju. Skołowany król podpisuje dokument.

            Potem wypadki toczą się szybko. Matylda zostaje zabrana pod strażą i zesłana do Niemiec. Jej syn, Fryderyk zostaje jej odebrany. Johann zostaje uwięziony i torturowany. Król podpisuje dokument o ułaskawieniu, ale wrogowie Johanna czuwają i oszukują króla. Johann zostaje stracony.

            W kraju do władzy dochodzi "beton", król traci swoje wpływy. Reformy zostają cofnięte i Dania wraca do czasów średniowiecza, w przeciwieństwie do postępowej Europy.

            Matylda nie może opuszczać miejsca swojego zesłania. Po jakimś czasie zostaje jej odebrana także mała córeczka, której ojcem jest Johann. Na szczęście ma przy sobie przyjaciółkę z dworu.

            Po latach, kiedy dzieci Matyldy są już nastolatkami, owa przyjaciółka dostarcza im list Matyldy (podejrzewam, że historia z listem nie jest autentyczna, ale pewności nie mam). Końcowe napisy informują, że młody Fryderyk, w wieku 16 lat przy pomocy swego ojca, doprowadza do zamachu stanu. Rządzi Danią przez ponad 50 lat i jest postępowym władcą.

            Historia jest ciekawa i efektownie pokazana. Znakomicie zagrana, zwłaszcza role Matyldy i Chrystiana. Mads Mikkelsen ma ekranową charyzmę, ale zbyt często prezentuje "twarz pokerzysty" :) Jeżeli będziecie mieli okazję obejrzeć to polecam.

            Jeszcze zwiastun:

            www.youtube.com/watch?v=e8762G2Toeg



            • barbasia1 Re: "Kochanek królowej" (2) 25.12.14, 16:47
              Znakomita opowieść na święta, Bronte!

              Oświeceniowe poglądy wywoływały szok w umysłach ówczesnych ludzi, kwestionując podstawy istniejącego systemu , uderzając w feudalne przywileje, a także w Kościół - postulując całkowitą laicyzację życia, oddzielenie moralności od religii, odrzucenie liturgii i obrzędowość i, wreszcie, przyznając rozumowi "oświeconemu", wyzwolonemu z więzów teologicznego myślenia, podstawową rolę w procesie poznania.
              UffF! ;)



              Ta historia stała się kanwą także powieści szwedzkiego pisarza Per Olov Enquista "Wizyta królewskiego konsyliarza", jak wyczytałam w necie.
              • siostra_bronte Re: "Kochanek królowej" (2) 25.12.14, 16:51
                Dzięki, Barbasiu :)

                No właśnie, już zapomniałam o co chodziło z tym Oświeceniem :)
            • grek.grek Re: "Kochanek królowej" (2) 25.12.14, 17:09
              tak czułem, że będzie II częśc :]

              świetna opowieść, Siostro, jak zawsze :]

              i intrygujący film, historia.
              z morałem - niestety postęp zawsze najpierw musi dostac w głowe, żeby za którymś razem dopiero
              przebić się przez koterie broniące swoich przywilejów i status quo, dzięki któremu kontrolują tzw. ciemny lud.

              postać Johanna - zajmujący człowiek. kto wie, może to najlepsza forma rządzenia oświeconego - suflowanie dobrych pomysłów marionetkowemu władcy, który odpowiednio zmanipulowany może je wprowadzać w życie.

              własnie, manipulacja jest tutaj pokazana w pozytywnym świetle.
              rzadkość :]
              a jak się okazuje, jest to urządzenie", którego zastosowanie zależne jest od intencji
              stosującego, jak np. nóż.
              można wykorzystać do skrócenia komuś życia ale można nim uwolnić kogoś z pęt.

              JOhann jest więc szlachetnym manipulatorem :]

              król Chrystian wygląda na lepszą wersję Nerona, nieprawdaż ? pozer i pajac, ale podatny na
              odpowiednio ukierunkowane wpływy i przez to pożyteczny. Ostatecznie jednak wahadło wpływów
              wychyla się w drugą stronę, co dowodzi tylko tego, że pojedynkowanie się na manipulatorskie
              talenta, to jazda na tygrysie - widoki piękne, ale jak tym sterować ?

              z chęcią obejrzę ten film, jesli tylko...nawinie mi się pod rękę :]

              dzięki raz jeszcze, Siostro. stanowczo zbyt rzadko ostatnio pisujesz :]
              • siostra_bronte Re: "Kochanek królowej" (2) 25.12.14, 17:20
                Dzięki, Greku :)

                Tak, Johann manipuluje królem, ale w szlachetnym celu. Jest pokazany zdecydowanie jako pozytywna postać.

                Postaram się odrobić zaległości w pisaniu :)


                • grek.grek Re: "Kochanek królowej" (2) 26.12.14, 15:45
                  doskonale :]
            • pepsic "Kochanek królowej" i spojler 18.01.15, 18:20
              Znakomity film i nie do końca oczywiste relacje w trójkącie (właśnie tak). I zgodzę się, że Christian stworzył najciekawszą, bo niejednoznaczną postać w odróżnieniu od laurkowego zero jedynkowego Jahanna. Za super scenę uznaję moment przed egzekucją, kiedy Johann trafnie odgaduje, że nie będzie ułaskawienia. Tak zagrać to tylko Mad Mikkelsen potrafi:) Na uwagę zasługuje również scena, podczas której Karolina upokarza męża i policzkuje za zbliżenie sie do kołyski dziecka. No i mogło by być więcej chemii pomiędzy kochankami. Mimo to film autentycznie porywa. I pomyśleć, że przegrał Oskara z mało atrakcyjną "MIłością" Hanekego.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka