Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2016 - 10 (vol. 72)

    • grek.grek 22:20 TVP Kultura "Panny z Wilka" 13.10.16, 13:08
      wczoraj same powtórki, ale niezłe, dzisiaj zupełna plaża :]

      poza "Pannami z Wilka", w ramach hołdującego Śp. Wajdzie przeglądu w KUlturze. To się zawsze znakomicie ogląda, widać, słychać i czuć rękę mistrza.

      a tak przy okazji, Gazeta opublikowała listę reżyserów filmowych podpisanych pod listem do TVP o ukaranie szefowej Wiadomości za idiotyczne wpisy w internecie po śmierci Andrzeja Wajdy. I, pomijając już samą okoliczność, przeglądając ten zestaw nazwisk można odetchnąć : polskie kino zostaje w dobrych rękach :
      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,20829040,czolowka-rezyserow-chce-odwolania-szefowej-wiadomosci-powodem.html#Czolka3Img
      • grek.grek Re: 22:20 TVP Kultura "Panny z Wilka" 13.10.16, 13:09
        * powtórki niezłe ORAZ liczne :]


      • barbasia1 Re: 22:20 TVP Kultura "Panny z Wilka" 13.10.16, 22:52
        > o ukaranie szefowej Wiadomości za idiotyczne wpisy w internecie

        Przy okazji, po raz kolejny wyszedł na światło dzienne "obiektywizm" ludzi dobrej zmiany w TVP. ;)

        >I, pomijając już samą okoliczność, przeglądając ten
        > zestaw nazwisk można odetchnąć : polskie kino zostaje w dobrych rękach :

        O tak. :)
        • grek.grek Re: 22:20 TVP Kultura "Panny z Wilka" 14.10.16, 12:36
          no niestety, Barbasiu, takie czasy nastały.

          ale za to ile w nich poczucia humoru !
          rozbawił mnie pan [chyba] Czabański, który w rozmowie z nieocenioną panią Holecką, rzekł był "Musimy znaleźć taki sposób ściągania powszechnego abonamentu, żeby Bruksela nie mogła go zanegować. Myślę, że wszyscy Polacy powinni składać się na media publiczne, które są symbolem rzetelnej informacji, głębokich treści, pluralizmu dyskusji i doskonałej rozrywki" :]

          zwłaszcza ta rzetelna informacja i pluralizm dyskusji mnie wzruszyły do łez ;]
          • barbasia1 Re: 22:20 TVP Kultura "Panny z Wilka" 15.10.16, 00:00
            >zwłaszcza ta rzetelna informacja i pluralizm dyskusji mnie wzruszyły do łez ;]

            Hehe! Nie dziwię się.
    • siostra_bronte "Wiktoryna, czyli czy pan pochodzi z Beauvais?" 13.10.16, 16:08
      W związku ze śmiercią Andrzeja Kopiczyńskiego zmiana w programie Kultury. Dzisiaj o 20.00 film, właściwie nowelka wg. opowiadania Balzaca z 1971 r. Świetna! Znakomita obsada. Polecam!!
      • barbasia1 Re: "Wiktoryna, czyli czy pan pochodzi z Beauvais 13.10.16, 23:04
        Dopiero od płowy oglądałam! Ale film jest na youtube na szczęście. Świetna rzecz! Uroczy młody Andrzeja Kopiczyńskiego, przepiękna Barbara Brylska w blond włosach, a poza tym Niemczyk, Machalica, Zakrzeński.
        A jednak dylemat moralny nie został w finale rozstrzygnięty.
      • grek.grek Re: "Wiktoryna, czyli czy pan pochodzi z Beauvais 14.10.16, 12:33
        spróbuję obejrzeć powtórkę, Siostro :]

        Kultura całkowicie przerobiła program na ten tydzień, z wiadomej okazji. Niestety, oprócz zniknięcia filmów Chaplina z dzisiejszej ramówki, znikł także z jutrzejszej "Borgman", który miał być premierą. Pamiętam świetne przyjęcie tego filmu bodajże w CAnnes [przed paru laty].

        cóz, pozostaje mieć nadzieję, że te seanse czekają nas w niedalekiej przyszłości.

        Andrzej Kopiczyński pozostanie "Czterdziestolatkiem" :] Ciągle go widzę na tym cienkim rowerku jak zasuwa jezdnią w czołówce serialu.

        Zawsze miałem wrażenie, że bohater tego filmu może i ma 40-, ale raczej 49 niż 41 ;] jakoś tak wyglądał na zaawansowanego wiekowo, choć mam wrażenie, że za cnego PRL wyglądała tak większość ludzkości polskiej.

        w sumie, jakoś ten świat współczesny bardziej mi się podoba, młodym mozna być do 60-tki, a patrząc na Keitha Richardsa to i po 70 tce nie należy zwalniać tempa ;] Po to, wg mnie, jest życie. Żeby zawsze być młodym. Jak mawiał bohater "Trzeciego" : "Dobrze jest umrzeć młodo... ale trzeba to ciągnąć do 80-tki". Podpisuję się :]

        Andrzej Kopiczyński pociągnął do 80-tki i zapewne młody pozostał. SZkoda, że zachorował i zakończył bieg wcześniej niż mógłby.

        jak mówił Alexis Zorba : "To niesprawiedliwie, ze muszę umrzeć. Tacy jak ja powinni żyć kilka razy". wzrusza mnie zawsze ta pretensja, tyle w niej zakochania w życiu :]

        czego Tobie, Wam, sobie życzę bardzo , bo tak mi się wydaje, ze z okazja śmierci innych jest doskonałym momentem, by tym bardziej sobie samym życia i odczucia jego pełni życzyć.
        • siostra_bronte Re: "Wiktoryna, czyli czy pan pochodzi z Beauvais 14.10.16, 14:49
          Ha, ja miałam takie samo wrażenie oglądając "Czterdziestolatka", że Karwowski to już niemal starszy pan. A teraz, to wręcz młodziak :) Czas zmienia perspektywę.

          Keith Richards to malowniczy wyjątek, który potwierdza regułę. O naszej formie decyduje zbyt wiele czynników, żeby wszystko uzależnić od własnego nastawienia...

          No cóż, ja mam inną opinię o obecnych czasach. Świat schodzi na psy. Technologicznie niesamowity postęp, ale w każdym innym względzie coraz gorzej. No, ale ja już jestem taka czarna pesymistka :)
          • grek.grek Re: "Wiktoryna, czyli czy pan pochodzi z Beau 15.10.16, 11:52
            hehe :]

            a w piosence do serialu tekst jest pocieszycielski "....że to dopiero połowa, a nie już pół", czy jakos tak ;] mimo że na ekranie widzimy faceta, któremu w zasadzie już bliżej niż dalej.

            wiesz, Richards to elita ;], ale w istocie wg mnie wiek tkwi w głowie. Ludzie za często kierują się w swoim postępowaniu wymogami narzucanymi przez otoczenia i tzw.niepisane normy. M.in przez wymóg metrykalny : mężczyzna w tym wieku, to już... kobieta w tym wieku nie powinna... Jak dla mnie, to jest terror, aczkolwiek terror dośc łatwy do zignorowania :]

            może z czasem będa następowały zmiany na lepsze, Siostro :]
            • siostra_bronte Re: "Wiktoryna, czyli czy pan pochodzi z Beau 15.10.16, 13:48
              Masz rację, ale nie chodzi mi o normy narzucane przez otoczenie. Bardziej o samą świadomość upływania czasu i samego faktu śmierci. Jedni o tym nie myślą, bo co to zmieni, ale inni, jak ja, nie potrafią o tym zapomnieć, niestety.

              Ja się boję, że będzie coraz gorzej, Greku :)
              • grek.grek Re: "Wiktoryna, czyli czy pan pochodzi z Beau 15.10.16, 16:16
                rozumiem takie podejście, Siostro.

                jest bardzo racjonalne i rozumne.

                aczkolwiek, wg mnie, równie racjonalne jest to drugie :]
                bo skoro śmierć i tak nadejdzie, to może nie warto o niej myśleć zbyt często ? :]
                jasne, myśl ta jest nieuchronna, nie sposób jej umknąć, ale może i ją warto... przeformować na własne potrzeby ?

                nie wiem, jak u innych ?, ale u mnie ta myśl działa jak świetna motywacja do życia :] Memento Mori jakoś mnie nie obezwładnia swoim wydźwiękiem ponurym, raczej odwrotnie : sugeruje nieustawanie w wysiłkach, by lepiej żyć, podkreśla wagę każdego nowego dnia i każdego minionego, nadaje wartośc temu co było, nadaje zaocznie wartość temu, co będzie.

                Ma to może fakturę wyświechtanych lekko sloganów, ale wg mnie jest w tym głęboka prawda. widmo nieuchronności śmierci może być doskonałym środkiem wzmagającym apetyt na życie, wg mnie :"] Cóż mamy do stracenia ? :]




              • barbasia1 Re: "Wiktoryna, czyli czy pan pochodzi z Beau 15.10.16, 23:53
                siostra_bronte napisał(a):

                > Masz rację, ale nie chodzi mi o normy narzucane przez otoczenie. Bardziej o sam
                > ą świadomość upływania czasu i samego faktu śmierci. Jedni o tym nie myślą, bo
                > co to zmieni, ale inni, jak ja, nie potrafią o tym zapomnieć, niestety.

                A ja ciągle jeszcze myślę, że śmierć dotyka innych, nie mnie. ;)
    • siostra_bronte "Osławiona" (1) 14.10.16, 10:17
      Zdobycz z urlopu :) Film Hitchcocka z 1946 r. (tytuł oryginalny„ Notorious”). Widziałam go wieki temu, ale pomyślałam, że warto go mieć w swojej kolekcji, zwłaszcza, że był tani. Swoją drogą, Mistrz nakręcił chyba ze sto filmów!

      Muszę przyznać się do wpadki. Przy kupnie filmu nie sprawdziłam na tylnej stronie obwoluty jakie są wersje językowe. Ale wydawało mi się oczywiste, że film MUSI mieć oryginalną wersję audio plus napisy, zwykle w kilku językach. Niestety, myliłam się. Okazało się, że film ma…niemiecki dubbing. Tragedia. Ale nie poddałam się! Znalazłam w sieci bardzo dokładne streszczenie, łącznie z ważnymi dialogami, a potem obejrzałam film. Dużo szczegółów mi umknęło, ale jakoś udało się to zebrać w całość.

      Miami na Florydzie, rok 1946. Miejscowy sąd skazuje niejakiego Hubermana na 20 lat więzienia za szpiegostwo na rzecz faszystowskich Niemiec. Z sali sądowej wychodzi zasmucona, młoda kobieta. To jego córka, Alicia (Ingrid Bergman). Otaczają ją dziennikarze, obserwują ją też dwaj mężczyźni wyglądający na tajniaków.

      W następnej scenie Alicia bawi się na przyjęciu w swoim domu. Jest już wstawiona i sypie żartami, ale czujemy, że próbuje zagłuszyć smutek. Jednym z jej gości jest jakiś facet. Widzimy go tylko od tyłu. Ciekawe wprowadzenie tej postaci, bo to będzie drugi bohater filmu. Alicia zwraca na niego uwagę, trochę z nim flirtuje. Kiedy większość gości wychodzi Alicia dopija ostatniego drinka i wybiera się na przejażdżkę samochodem, żeby złapać trochę świeżego powietrza. Proponuje gościowi (już widzimy jego twarz, to Cary Grant), żeby się z nią zabrał. Facet się zgadza.

      Alicia pędzi z dużą szybkością po ulicach miasta. Nieznajomy zachowuje kamienną twarz, ale jest przestraszony. Na jej ironiczne zaczepki odpowiada uśmiechem. Alicia mówi: „zaraz zetrę ten uśmiech z twojej twarzy” i przyśpiesza. I zaraz jedzie za nimi policjant na motorze. Alicia niechętnie się zatrzymuje. Policjant już ma prosić ją o dokumenty, kiedy facet wyciąga jakąś legitymację. Policjant przeprasza, salutuje mu i odjeżdża. Alicia nagle trzeźwieje: „Jesteś policjantem! Szpiegujesz mnie!”. Pyta o jego nazwisko. To Devlin (nieodparcie kojarzy się z „devil”).

      Alicia zaczyna się z nim szarpać. Devlin próbuje ją uspokoić, aż w końcu siłą przewraca na boczne siedzenie, sam siada za kierownicą i wraca do domu Alicii.

      Rankiem widzimy Alicię w łóżku. Z trudem próbuje się obudzić. Na stoliku stoi szklanka z jakimś napojem. Alicia ma potężnego kaca :) Niestety, Devlin wciąż tu jest, stoi na progu pokoju. Alicia, leżąc w łóżku widzi go najpierw ukośnie, potem do góry nogami. I to jest po prostu genialna, bardzo pomysłowa scena!! Mogę ją spokojnie umieścić na liście najlepszych w twórczości Mistrza!

      www.youtube.com/watch?v=Fl-SWWJb62E

      Alicia, wciąż skołowana, pyta w tej scenie o co właściwie mu chodzi. Devlin odpowiada :”mam dla ciebie pracę”. Chodzi o rozpracowanie grupy przyjaciół jej ojca, nazistów, którzy mieszkają w Rio i coś razem knują. Alicia jako córka ich przyjaciela mogłaby wejść w to środowisko bez trudu. Alicia pyta: „po co miałabym to zrobić?”. „Z patriotyzmu” odpowiada Devlin, ale Alicia na to słowo reaguje wrogością. Nie ma zamiaru przystać na propozycję Devlina.

      Ale ten jest przygotowany. Wyciąga płytę z nagraniem rozmowy Alicii z ojcem, podsłuchaną jakiś czas temu. Alicia stanowczo odmawia w niej współpracy z grupą nazistów i nie chce ojca więcej widzieć. „Kocham ten kraj!” mówi Alicia (urodziła się w Stanach, ojciec jest Niemcem, a matka była Amerykanką).

      Słysząc nagranie Alicia szybko trzeźwieje. Ta rozmowa przywołała bolesne wspomnienia. Devlin wykorzystuje jej wahanie. Mogą wyjechać jeszcze dziś. W tej chwili do pokoju zagląda znajomy Alicii, który miał ją zabrać na statek do Hawany (dzięki tej podróży miała zapomnieć o procesie ojca). Przypomina o godzinie wyjazdu. Alicia, ukrywając łzy, kiwa głową. Musi szybko zdecydować. I…leci z Devlinem do Rio.

      I tu muszę napisać, że jakoś zbyt łatwo udało się namówić Alicię na tak niebezpieczną misję. Nie wiadomo czy chodziło o patriotyczne pobudki, czy raczej Devlin wpadł jej w oko. Ale idziemy dalej.

      W samolocie Alicia wydaje się być spokojna i podekscytowana podróżą. Ale Devlin ma dla niej smutną wiadomość: jej ojciec nie żyje, otruł się w celi. Alicia dzielnie to przyjmuje. Chyba czuje nawet ulgę :”Już nie muszę go nienawidzić”.

      W Rio Alicia i Devlin udają dla niepoznaki parę. I jak można się domyśleć, szybko nawiązują romans, choć to Alicia zrobiła pierwszy krok. Żartowała z Devlina, że chyba ją trochę lubi, ale jest taki sztywny. Czy mógłby pokochać taką kobietę jak ona? Z jej reputacją? (była znana w mieście ze skłonności do alkoholu i wielu kochanków, stąd tytuł „Osławiona”). Devlin na to: „Lubisz sobie ze mnie żartować, prawda?”. Ale Alicia zaprzecza: „Żartuję sama z siebie”. I widać, że jest zakochana w Devlinie. A potem jest scena, kiedy się całują :)
      • siostra_bronte "Osławiona" (2) 14.10.16, 10:21
        I kolejna scena, w hotelu, kiedy para szykuje się do kolacji. I jest to słynna scena „najdłuższego pocałunku w historii kina”, choć nie mam pewności czy to prawda. Otóż, aby uniknąć wymogu cenzury, że pocałunek może trwać 3 sekundy, mamy tu pocałunek za pocałunkiem z małymi przerwami. Muszę przyznać, że ta scena jest zaskakująco zmysłowa nawet dzisiaj! Alicia przekomarza się z Devlinem, przekonuje go, że potrafi coś ugotować :) Ale dzwoni telefon i Devlin odbiera, wciąż całując Alicię. Okazuje się, że to jego szef, niejaki Prescott. Devlin musi natychmiast zjawić się w siedzibie wywiadu. Tutaj ta scena:

        www.youtube.com/watch?v=Zu8JASfWb6A

        Na miejscu szefowie Devlina wtajemniczają go w szczegóły misji. Otóż Alicia ma nawiązać kontakty towarzyskie, a mówiąc wprost, uwieść Alexa Sebastiana, jednego z członków nazistowskiej grupy. Devlin próbuje zachować twarz pokerzysty, ale wiemy, co czuje. Próbuje słabo przekonać szefów, że może Alicia nie nadaje się do tego zadania, w końcu jest amatorką. Bo przecież nie powie, że ją kocha!

        Szefowie sądzą, że jest wręcz przeciwnie, przecież Alicia ma opinię pożeraczki męskich serc, nie będzie miała z tym problemu. Do tego zna Alexa Sebastiana. Był przyjacielem jej ojca i kiedyś próbował ją poderwać. Devlin przyjmuje to do wiadomości i z kamienną twarzą opuszcza siedzibę FBI.

        Kiedy wraca do hotelu jest chłodny i niedostępny. Alicia od razu zauważa zmianę. Dopytuje co się stało. Devlin pyta wprost czy zna Alexa Sebastiana. Alicia traci humor. Przyznaje że tak, to był jeden z jej adoratorów. Devlin dość obcesowo przechodzi do rzeczy : „Masz tu pracę do wykonania”. Alicia z trudem ukrywa swoje rozczarowanie. Przyjmuje ironiczną pozę tak jak Devlin: „Mam być Matą Hari?”. Ale potem pyta Devlina czy stanął w jej obronie, czy próbował odwieść swoich szefów od przeprowadzenia tej akcji, bo przecież sytuacja się zmieniła? Ale Devlin pozostaje niewzruszony. Zrezygnowana Alicia pyta co ma zrobić.

        I tu mała dygresja. Trochę naciągane jest to, że Devlin dowiedział się o charakterze misji Alicii tak w ostatniej chwili, no, ale może tak faktycznie działa wywiad :)

        Następnego dnia Alicia i Devlin udają się na konną przejażdżkę do parku, w którym można spotkać Alexa. To ma być niby „przypadkowe” spotkanie. Devlin zmusza konia Alicii do galopu, Alex (Claude Rains) na swoim koniu rusza w pościg i tak się spotykają.

        Alex zaprasza Alicię na drinka. Jest bardzo szarmancki i widać, że zadowolony ze spotkania z dawną sympatią. Alicia z wdziękiem udaje, że też bardzo się cieszy, że przy nim czuje się wspaniale. Alex pyta o Devlina, z którym widział ją na konnej przejażdżce. Alicia odpowiada, że poznała go w samolocie, są po prostu znajomymi. Alex wyraźnie bada swoje szanse u Alicii. Zaprasza kobietę na małe przyjęcie w swoim domu.

        Kolejnego wieczora Alicia szykuje się na przyjęcie. Jest z nią Prescott, który daje ostatnie rady. Nie powinna zadawać pytań, tylko uważnie słuchać i obserwować. Jest też także Devlin, który zachowuje wobec niej ostentacyjny chłód.

        Alicia jedzie do domu Alexa. Najpierw natyka się na jego matkę (sugestywna Leopoldine Konstantin, austriacka aktorka). Kobieta po pierwszych uprzejmościach mówi nagle: „Nie zeznawałaś na procesie w obronie ojca. To trochę dziwne”. Alicia odpowiada, że ojciec nie chciał jej w to wciągać, ale matka Alexa nie wygląda na przekonaną. Na szczęście podchodzi Alex. Aż promienieje z radości widząc Alicię.

        Razem idą do salonu, gdzie czekają goście, kilku panów, jak się domyślamy to przyjaciele-naziści. Już mają siadać do stołu, kiedy jeden z nich, niejaki Emil Hupka z wyraźnym strachem wskazuje na butelkę wina stojącą na kredensie. Próbuje coś tłumaczyć, ale zostaje szybko uciszony przez kolegów. Alicia zwraca na to uwagę.

        A po przyjęciu grupa przyjaciół-nazistów dyskutuje o tym co się stało. „Już wcześniej zdarzały mu się wpadki” komentuje jeden z nich. Uradzają, że trzeba się go pozbyć. Wiadomo co to znaczy…

        Któregoś dnia Alicia umawia się z Devlinem na wyścigach konnych, żeby przekazać informacje na temat przyjęcia. Podaje nazwiska przyjaciół Alexa, wspomina też o dziwnej scenie z butelką wina. Cały czas zachowuje dobry humor, ukrywa swoje prawdziwe uczucia. To gra w którą grają oboje z Devlinem. Żadne z nich nie chce się odsłonić.

        Jakby od niechcenia Alicia mówi, że można już zaliczyć Alex do listy jej kochanków. Zszokowany Devlin ledwo zachowuje spokój: „Szybko się uwinęłaś”. „Chyba o to Ci chodziło?” pyta Alicia. „Sam rzuciłeś mnie w jego ramiona” dodaje. Devlin zimnym głosem zaprzecza: „Nie rzuciłem Cię w niczyje ramiona. To kobieta o tym decyduje”. Devlin nie wychodzi ze swojej skorupy. Zraniona Alicia ma łzy w oczach, ale Devlina to nie rusza. Odchodzi, a Alicia szybko musi dojść do siebie, bo pojawia się Alex. Dopytuje o Devlina. Alicia po raz kolejny zaprzecza, żeby coś ich łączyło.

        Wcześniej Alex odbył rozmowę z matką. Prosi ją, żeby była choć trochę bardziej miła wobec Alicii. Ale kobieta ma swoje zdanie. Uważa, że Alicia przyjechała do Rio tylko po to, żeby „usidlić” Alexa…

        Podczas jednego ze spotkań w siedzibie wywiadu niespodziewanie pojawia się Alicia, choć to wbrew zasadom. Ale sprawa jest pilna. Alicia oznajmia, że Alex…oświadczył się. A ona ma odpowiedzieć mu jeszcze dziś. Co ma robić? Devlin sztywnieje, kiedy to słyszy, na szczęście stoi twarzą do okna, więc nikt nie widzi jego zszokowanej miny. Prescott pyta Alicię czy jest gotowa na taki krok. Alicia odpowiada, że tak, jeżeli tego chcą…Prescott pyta Devlina co o tym myśli. Kobieta patrzy na niego wyczekująco. A Devlin na to, że, no cóż, to dobry pomysł. Alicia jest zrezygnowana. Zrobi to. Prescott jest zachwycony...
        • siostra_bronte "Osławiona" (3) 14.10.16, 10:27
          Alicia wraca z Alexem z podróży poślubnej. Jego matka ostentacyjnie nie wita ich, zostaje w łóżku pod pozorem zmęczenia. Alicia wie, że teściowa jej nie lubi. Zresztą Alex powiedział wprost matce, że nie podobała się jej żadna kobieta, z którą się wiązał. To kolejna zaborcza mamusia w katalogu Hitchcocka :)

          Alicia urządza się w domu Alexa. Rozglądając się po domu zauważa drzwi do piwnicy z winami. Dowiaduje się od służącego, że klucz ma tylko Alex. Oczywiście wiemy co jej chodzi po głowie...

          Kolejne spotkanie Alicii z Devlinem. Devlin nie może się oprzeć ironicznym uwagom, ale Alicia nie pozostaje dłużna. Przekazuje, że jest w domu piwnica, do której klucz ma tylko on, trochę to dziwne. Devlin poleca jej, aby namówiła męża na wydanie przyjęcia, pod pretekstem wprowadzenie Alicii w towarzystwo. To byłaby dobra okazja, żeby tam się pojawił i wybadał teren.

          Pewnego wieczora, kiedy Alex bierze kąpiel, Alicia zauważa pęk kluczy na stoliku. Jest tam też klucz do piwnicy. Alicia po chwili wahania zabiera go. Liczy na to, że mąż tego nie zauważy.

          Nadchodzi wieczór przyjęcia. Przychodzi wielu gości. Na środku wielkiej sali stoli Alicia, kurczowo ściskając klucz. I jest to kolejna fantastyczna scena!! Najpierw ujęcie z lotu ptaka, potem kamera zbliża się coraz bardziej do Alicii, aż w końcu widzimy klucz. Proste, ale genialne! Kiedy zjawia się Devlin Alicia ukradkiem przekazuje mu klucz. Potem jeszcze rozmawiają, a Alex przygląda się im uważnie. Jest zazdrosny o Alicię. Tutaj ta scena:

          www.youtube.com/watch?v=JueGAaj5pu8

          Alicia z niepokojem obserwuje skrzynkę z winem. Butelek jest coraz mniej. A przecież ma klucz do piwnicy. Alex będzie chciał pójść tam po wino, kiedy się skończy i zauważy brak klucza! Alicia wymiguje się od kolejnych rozmów z gośćmi i dyskretnie przekazuje Devlinowi, że muszą się spieszyć. Ukradkiem schodzą do piwnicy. Alicia stoi na czatach, a Devlin ogląda piwnicę, pełną butelek wina. Kiedy sięga na jedną z półek niechcący strąca butelkę. Ta rozbija się, ale nie wypływa z niej wcale wino! Wysypuje się za to jakiś srebrzysty proszek…

          Alicia słysząc hałas wpada do piwnicy. Panikuje. Devlin wyciąga papierową torebkę i zbiera do niej proszek. Wyciera podłogę. W puste miejsce wstawia butelkę z innej półki. Potem wychodzi razem z Alicią. Są już blisko wyjścia do ogrodu. Niestety, Alex zauważył już, ze wino się kończy i właśnie schodzi do piwniczki ze służącym. Widząc to Devlin mówi Alicii, żeby go pocałowała. To jedyny sposób, żeby odciągnąć podejrzenia Alexa co do faktycznego powodu wizyty w tym miejscu.

          Alicia jest zaskoczona i wręcz topi się w ramionach Devlina. Alex zachowuje klasę: „przepraszam, że przerywam tak romantyczną chwilę” :) Alicia tłumaczy, że Devlin jest pijany, ona nie mogła go powstrzymać. Ale Alex wie co się dzieje. Mówi Devlinowi, że ten kocha Alicię. Devlin potwierdza. Ale mówi, że to już skończone, nie miał tyle szczęścia co Alex.

          Devlin znika, a Alicia próbuje przekonać Alexa, że nic ich nie łączy. Alex wydaje się jej wierzyć. Prosi by poszła na górę. Zapomina o winie i także wraca na przyjęcie.

          Ale po jakimś czasie Alex idzie ponownie do piwnicy ze służącym. Sięga do kieszeni po pęk kluczy, ale brakuje tego od piwnicy. Twarz Alexa mówi wszystko. Dzieje się coś niedobrego…Mówi służącemu, że w sumie wino już nie jest potrzebne i wraca na górę.

          Już po przyjęciu Alex mówi Alicii, że przeprasza za tamtą scenę. Nie warto o tym nawet wspominać. Potem już przed snem widzi na stoliku pęk swoich kluczy, już z tym od piwnicy…

          Alex nie może spać. W środku nocy budzi matkę, żeby prosić ją o radę. Kobieta jest zaskoczona tą nocną wizytą. Pyta co się stało. Udręczony Alex odpowiada, że ma problem. „To Alicia”. Matka nie jest zaskoczona: „Wiedziałam! Chodzi o Devlina?”. Alex na to: „Nie. POŚLUBIŁEM AMERYKAŃSKĄ AGENTKĘ.”

          Matka jest w szoku. Alex próbuje się tłumaczyć. Był głupi i zaślepiony. A teraz, jeżeli jego przyjaciele się o tym dowiedzą jest zgubiony! Skończy tak jak Emil (słuch o nim zaginął, więc pewnie został zamordowany). Ale mamusia szybko odzyskuje rezon. Ma pomysł. Można usunąć Alicię, po cichu, nikt się nie domyśli. Będą ją powoli podtruwać, aż umrze…Matka jest przekonująca, Alex godzi się, strach o własne życie jest silniejszy niż opory moralne.

          Podczas spotkania z Devlinem Alicia dowiaduje się, że ten srebrny proszek to …ruda uranu. Już wiadomo co knują naziści. Devlin jest zadowolony z wyników misji, ale pozostaje chłodny wobec Alicii. Jej próby wyciągnięcia choćby odrobiny uczuć z Devlina spełzają na niczym.

          Potem Alicia dowiaduje się, że będzie miała inny kontakt, bo Devlin wyjeżdża do Hiszpanii. Prescott tłumaczy, że teraz jej sprawa to już „rutyna” może to przejąć ktoś inny. Alicia jest załamana, ale nie daje tego po sobie poznać. Widać też, że kiepsko się czuje.

          Ostatnie spotkanie z Devlinem. Alicia znowu jest w kiepskiej formie, z pewnością Alex i mamusia już zdążyli ją podtruć. Devlin ironicznie komentuje, że pewnie ma kaca, to u niej normalne. Alicia gra w tę samą grę co on. Potwierdza, że tak, była na przyjęciu. I kolejne raniące słowa ze strony Devlina. Żegnają się lodowato.
          • siostra_bronte "Osławiona" (4) 14.10.16, 10:32
            Alicia czuje się tak kiepsko, że spędza czas głównie w domu. Podczas wizyty jednego z przyjaciół Alexa dochodzi do incydentu. Otóż na stoliku stoją dwie filiżanki kawy. Gość bierze filiżankę, ale nie tę, przeznaczoną dla Alicii, czyli podtrutą. Alex i matka natychmiast reagują. To nie ta filiżanka! Alicia patrzy na to zdumiona, a po chwili dociera do niej okrutna prawda. Patrzy w oczy matki i widzi w nich wszystko.

            Alicia z trudem wstaje z fotela, chce iść do swojego pokoju. Ma problemy z widzeniem, zamiast Alexa i matki widzi dwie rozmazane postaci. Kolejna świetna scena!! Chwiejąc się wychodzi na korytarz, przechodzi parę kroków i pada na podłogę. Alex, matka i gość przybiegają, żeby jej pomóc. Alicia zostaje zaprowadzona do swojego pokoju. Alex zabiera telefon. „Musi mieć absolutny spokój” przekazuje służbie. Ale my wiemy, o co chodzi…Tutaj ta scena:

            www.youtube.com/watch?v=2n_s_eZa8tM

            Tymczasem Devlin zaczyna się niepokoić. Alicia nie przyszła na umówione spotkanie. Przypomina sobie, że Alicia dziwnie się zachowywała. Idzie do Prescotta i mówi o swoich wątpliwościach. Coś tu nie gra. Proponuje, że wybierze się do domu Alexa, to ma być taka zwykła towarzyska wizyta. Szef się zgadza.

            I Devlin przyjeżdża do domu Alexa. Otwiera mu służący. Devlin wchodzi do środka. Prosi o spotkanie z Alexem. Ale ten jest zajęty goścmi. Devlin pyta więc o Alicię, ale dowiaduje się, że od paru tygodni jest „chora”. Devlin już wie, że dzieje się coś złego.

            Korzystając z tego, że zostaje sam w hallu idzie na górę do pokoju Alicii, z którego właśnie wyszła matka Alexa. Wchodzi do pokoju. Widzi Alicię w łóżku. Podchodzi do niej. Pyta z troską co się dzieje. Alicia z trudem odpowiada na jego pytania. Co się stało?? Alicia powoli mówi, że dowiedzieli się…trują ją od czasu przyjęcia…Devlin wychodzi wreszcie ze swojej roli cynika. Przytula Alicię i obiecuje, że ją zabierze. Uradowana Alicia powtarza: „A więc mnie kochasz”. Devlin prosi, żeby cały czas mówiła, żeby nie zasypiała. Z trudem wyciąga ją z łóżka.

            Już zbliżają się oboje do schodów, kiedy nadchodzi Alex. Oczywiście jest kompletnie zaskoczony. „Co tu się dzieje?” pyta oburzony. Dołącza do niego mamusia.

            Devlin, zachowując spokój, mówi, że zabiera Alicię. A jeżeli Alex stanie mu na drodze, to chętnie opowie jego przyjaciołom na dole, co się stało. Alex jest w potrzasku. To byłby dla niego wyrok śmierci. Co robić? Matka doradza, żeby pomógł Devlinowi. Ale Alex wciąż się waha. A z pokoju na dole wyszli przyjaciele Alexa, zaciekawieni co się dzieje. Alex w końcu podejmuje decyzję. Odpowiada, że Alicia zemdlała, a pan Devlin to zauważył i zabiera ją. Goście dopytują Alexa czy dzwonił do szpitala. Devlin potwierdza, tak zadzwonił od razu, czekają na nią…

            Devlin podtrzymuje Alicię w drodze do samochodu, Alex mu pomaga. Para wsiada do samochodu. Tymczasem kumple-naziści patrzą na to wszystko podejrzliwie. Jeden z nich mówi, że w pokoju Alicii nie ma telefonu. Coś tu nie gra…

            Alex też chce wsiąść do samochodu, ale Devlin zamyka mu drzwi przed nosem: „Nie ma już miejsca”. Alex jest przerażony: „Wiesz co się stanie, jeżeli wrócę do domu!”. Ale Devlin odpowiada, że to już jego zmartwienie. Samochód odjeżdża. Alex słyszy głos jednego ze swoich kumpli: „Alex, chciałbym z tobą porozmawiać”. Wie co to znaczy. Powoli wchodzi do domu, drzwi się zamykają. Koniec.

            Tutaj cała końcówka, wspaniale sfilmowana:

            www.youtube.com/watch?v=iZmWNJ5aB-s

            Najpierw o fabule. Intryga bardzo ciekawa i pomysłowa, choć są tu słabe punkty. Jak napisałam wcześniej jakoś łatwo udało się namówić Alicię na współpracę. Naiwny jest też wątek z piwnicą i kluczem, zbyt to oczywiste. Wykradzenie klucza przez Alicię nie było przemyślane. Jak zamierzała go podrzucić Alexowi w czasie przyjęcia, skoro nosił pęk kluczy w kieszeni? No i finał. Na miejscu grupy nazistów sprzątnęłabym Devlina i Alicię, a nie swojego kumpla :)

            Ale szpiegowska intryga jest mniej ważna. Liczą się skomplikowane relacje między trójką bohaterów. Jest tu miłość, zazdrość, ukrywanie uczuć i perwersyjna gra, w której Alicia krąży między dwójką zakochanych w niej mężczyzn.

            Co ciekawe, Alex nie jest tu wstrętnym czarnym charakterem. Wręcz przeciwne, jest subtelny i elegancki, i widać, że kocha Alicię. Jest od niej znacznie starszy i młody, Devlin budzi jego zazdrość („jest przystojny, prawda?” pyta ją Alex). W pewnym momencie budzi wręcz współczucie, bo przecież Alicia oszukuje go bez skrupułów. Takie przedstawienie Alexa jeszcze bardziej komplikuje cały układ. A Claude Rains wygrywa to znakomicie.
            • siostra_bronte "Osławiona" (5) 14.10.16, 10:33
              Trochę pobieżne pokazano jednak jak Devlin i Alicia zakochują się w sobie. Zaledwie dwie sceny z pocałunkami. Trochę mało, żeby uwierzyć w to wielkie uczucie, a Cary Grant, niestety nie pomaga. Jak już kiedyś pisałam, jako aktor ma ograniczone emploi. Sprawdza się w komedii, ale w rolach dramatycznych jest drewniany i nieprzekonujący. Tutaj jest podobnie.

              Ale te słabe punkty w pełni wynagradza fascynujący klimat filmu, a także wysmakowana strona wizualna. Zdjęcia bardzo przemyślane, z paroma naprawdę fantastycznymi ujęciami.
              Ingrid Bergman wypada znakomicie. Cary Grant jak już napisałam, znacznie słabiej. Świetny jak zwykle jest Claude Rains (niezapomniany inspektor policji z „Casablanki)) w roli Maxa.

              Znakomity seans!!

              Jeszcze trailer:
              www.youtube.com/watch?v=y6ckaDGkA5c
              • grek.grek Re: "Osławiona" (5) 14.10.16, 12:50
                ależ znakomita niespodzianka ! :]

                zaraz zabieram się do czytania, Siostro :]
              • grek.grek Re: "Osławiona" (5) 14.10.16, 12:59
                Siostro, gdybyś miała chęć :

                www.efilmy.tv/film,17295,Oslawiona-Notorious-1946-Napisy-PL.html
                PS : jestem po 1 części i nie mam słów podziwu dla Ciebie : z niemieckiego dubbingu i materiałów pomocniczych z sieci robisz fenomenalny ! opis. podejrzewam, że nawet dubbing po syczuańsku nie byłby dla Ciebie przeszkodą ! :]
                • siostra_bronte Re: "Osławiona" (5) 14.10.16, 23:54
                  Haha, dzięki :)
              • grek.grek Re: "Osławiona" (5) 14.10.16, 13:55
                brawo, Siostro ! :]

                doskonała opowieść ! wraz z tymi podlinkowanymi scenami, które są rzeczywiście świetnie sfilmowane, a przede wszystkim wprowadzają w wizualny nastroj całego filmu : czuję się jak po obejrzeniu filmu !

                zacznę od tego, że matka Alexa wygląda jakby była jego żoną ;] Zdecydowanie : albo aktorka jest zbyt młoda do tej roli, albo aktor wygląda zbyt poważnie w swojej.

                pięknie jak zwykle Hitchcock wprowadza w całą intrygę : może i przepis jaki podał mówi, iż "najpierw powinno być trzęsienie ziemi", ale on to chyba dla innych wymyślił, żeby ich wpuścić w kanał ;] on zaczyna od spokojnego wejścia, cierpliwie buduje tło, zajmuje się obyczajem i otoczeniem, a thriller rusza dopiero później, kiedy postaci są zaznaczone, atmosfera zarysowana, a widz wygodnie siedzi w fotelu i się nie wierci.

                doskonały jest ten moment, kiedy Alex oznajmia matce, że wie iż jest przedmiotem agenturalnego dochodzenia. świetnie to wyboldowałaś, Siostro. Od razu mamy pytanie : co z tym zrobi ? A sytuacja, fakt, prosta nie jest, nie wystarczy użyć pistoletu. Pomysł matki, swoją droga - też postać dwuznaczna, bo z jednej strony dośc nieprzyjemna, ale z drugiej - ma nosa, od początku nie uda Alice, a do tego dba przecież o syna... pomysł ów jest idealnie trafiony, jakkolwiek by to brzmiało, bo przecież kibicujemy Alice. Ciekawe byłoby pogłębienie postaci tej matki, jedną sceną w której powiedziałaby coś o sobie, np. że ma sympatie nazistowskie, choć to mogłoby osłabić z kolei ten rodzaj dwuznaczności, ktorej wszelako i tak nie jestem pewien ? :] Co sądzisz o tym ?

                Cary Grant faktycznie dość sztywny, można odnieśc wrażenie, że jest zbyt przystojny, by być jeszcze interesującym ;] Coś co przychodzi tego aktorom faktycznie z dużym trudem.George Clooney jest w tym lepszy, ale i czasy się zmieniły, trudno dziś o takie szufladki jak dawniej. Co nie zmienia faktu, że te szufladki miały swój wdzięk. Któż zaaprzeczy, że Cary Grant jako wieczny amant czy John Wayne jako wieczny prawy kowboj, to są kreacje nieudane ?

                INgrid Bergman prezentuje się wyśmienicie i gra nie mniej imponująco. Jak świetnie dodałaś, mamy tutaj figurę zaborczej matki, a Bergman mozna chyba zaliczyć do, przepraszam za określenie, kolekcji pięknych blondynek, które u Hitchocka zawsze grały świetnie. I co ciekawe, mimo że zapewne stała za tym jakaś jego skłonność, to nigdy nie robił z nich "głupich panienek", wszystkie - od Grace Kelly, przez Kim Novak, do INgrid Bergman - grają postaci z osobowością, charakterem, a jeśli już czymś 'skażone", to tylko szlachetnymi i głębokimi uczuciami, które tak samo pchają je do błędów, co i do heroizmu, a niekiedy do niekoniecznie zasłużonej śmierci [Kim Novak w "Zawrocie głowy'].

                sekwencja z piwnicą i winem faktycznie jest ciut przesadnie udrapowana, ale wg mnie sprawdza się jako częśc intrygi.

                Co ciekawe, wydaje się, że akcję pchają do przodu wydarzenia przypadkowe : Alicia i Devlin zdradzają się ze swoją znajomością przed Alexem dlatego, że nie zdązyli w porę uciec, Alex dociera do wniosku, że padł ofiarą szpiegostwa, a Alicia z kolei orientuje się, że jest zabijana powoli w momencie gdy gośc przypadkowo sięga po filiżankę przeznaczoną dla niej, co wywołuje histeryczną reakcję Alexa i matki. No i także w finale Devlin korzysta ze szczęśliwego zbiegu okoliczności, aby dostać się do jej pokoju.

                Nieprzypadkowe są za to te miłosne manewry całej trójki, zdecydowanie zgadzam się z Twoją oceną, Siostro, że to najważniejsz wątek tego filmu.

                I tutaj wydaje mi się, że porządnie naciągnięty jest powód, dla którego Devlin zaczyna oschle traktować Alice, a potem zgadza się na jej udział w misji, ślub z Alexem i kolejne etapy wykonywania zadania, co sprowadza na nią śmiertelne niebezpieczeństwo.

                To że kiedyś tam miała jakiegoś kochanka czy pozwalała się adorować jakiemuś mężczyźnie... jakie to może mieć znaczenie ? Przecież wiedział o jej przeszłości dostatecznie wiele, i jednak się w niej zakochał. A tutaj nagle wyskakuje jakiś epizod z dawnych czasów i zmienia on jego podejście do niej o 180 st. ? Trochę to dziwne, aczkolwiek doskonale rozumiem że scenariusz potrzebował takiego haczyka, aby móc się rozwinąc w odpowiedni sposób. KOniecznośc dziejowa.

                ciekawą postacią pozostaje też Alex. DOskonale to podsumowałaś : Hitchock, jak na mistrza przystało, nie robi z niego prymitywnego szwarcchcrakteru, bo to by zabiło intrygę. Musi mieć zalety, aby można było podnieść jakość relacji w tym miłosnym trójkącie. I można mu współczuć w końcowym akcie filmu. Wiadomo,że ta rozmowa nie będzie przyjemna. Wprowadzanie takich postaci w 46 roku, to dowód prawdziwie nowatorskiego myślenia. Dzisiaj są one, zwłaszcza w serialach, codziennością, ale wtedy - zapewne niejeden konserwatywny widz trochę się musiał wysilać, żeby nie popaśc w lekką konfuzję :]]

                ciekawe jest też wprowadzenie aluzji do własnie zakończonej wojny. Naziści ciągle są wśród nas, powiada ten film, no i to prawda, co ciekawe wielu z nich znalazło się po wojnie w Ameryce, gdzie pracowali nad technologiami zbrojeniowymi. Tutaj dodatkowo mamy wątek tropienia siatki, która - jak to siatka - może coś planować. Jakieś akcje wywrotowe ? propagandę ? Podziemie nazistowskie organizuje ? Wszystko to niebezpieczne jest w punktu widzenia konstrukcji społeczeństwa. Alice przeprowadza więc misję bardzo istotną.

                Ale i tak kluczowe są jej uczucia. Nie decyduje się na to wszystko z powodu bezpieczeństwa państwa, ale dlatego, ze ciązy jej przeszłośc, jej życie dla niej samej nie ma wartości, a światełko w tunelu dostrzega w uczuciu jakie łączyć ją zaczyna z Devlinem. I kiedy on się od niej odwraca, właściwie... obojętnieje. Jesli już nawet zgodę na ślub w ramach szpiegowskiej operacji uzależnia od jego zgody, co jest jednoczesnie pytaniem o jego uczucia wobec niej - no to mamy scenę naprawdę melodramatyczną, przejmującą. Po tej scenie nie miałem wątpliwości, że Devlin musi ją w końcu uratować. Skoro tak ją urządził, to nie może jej zawieśc. Cary Grant nie mógłby się okazać aż takim śnieżnym bałwanem :] Drewnianym aktorem owszem, ale nie emocjonalnym chuliganem ! :]

                uff, czytało się, i oglądało :], naprawdę wyśmienicie, Siostro !

                świetny prezent, znakomita opowieśc :]

                Jak Ci się udało napisać to wszystko, mając do dyspozycji niemiecki dubbing i trochę materiałów z sieci... niech będzie Twoim sekretem :] majstersztyk !

                Przeczytam raz jeszcze, może coś mi dodatkowo do głowy przyjdzie :] Niesamowite, ile świetnych filmów nakręcił Hitchcock, i jak mało ich znamy, to znaczy - mówię tutaj za siebie, dzięki Tobie, Siostro, to kino nie tylko hitchcocowskie, ale w ogole kino 40s, 50s, 60s, staje tutaj przed nami w pełni swojej wspaniałości :]

                cóż można powiedzieć... prosimy o więcej ! więcej ! Apetyt rośnie w miarę jedzenia :]
                • siostra_bronte Re: "Osławiona" (5) 14.10.16, 15:56
                  Dzięki, Greku! :)

                  Jakoś mi się udało to wszystko ogarnąć. Ale to streszczenie z sieci (w j. angielskim) było suuper dokładne. Scena po scenie, łącznie z większością dialogów. Przeczytanie go zajęło mi dużo czasu. A potem połączenie tego z obrazem już jakoś poszło. Choć z pewnością zakradły się jakieś błędy.

                  Zgadza się, aktorka grająca matkę Alexa była zaledwie 3 lata starsza od niego! Ale mimo to mam wrażenie, że była przekonująca w tej roli.

                  No właśnie, Cary Grant jest po prostu sztywny w roli Devlina. Nie potrafi zagrać uczuć do Alicii. Jest przystojny i to wszystko. Szkoda, bo to mógłby być jeszcze lepszy film.

                  Bardzo celne uwagi na temat Alicii. Tak, dla niej związek z Devlinem to była szansa na nowe życie. Już w Rio Alicia pyta, czy mógłby w nią choć trochę uwierzyć? Że może się zmienić. Dla niego.

                  Myślę, że Devlin, jak już się zakochał w Alicii, to po prostu był o nią zazdrosny. Nie chciał się nią dzielić z nikim. A tu się okazuje, że Alicia ma uwieść Alexa (i to chyba nie ma znaczenia, czy znała go wcześniej czy nie).

                  No i Devlin jest w pułapce. Bo to jego praca, ważna misja, a jego uczucia mogą to wszystko zniweczyć. Liczy na to, że może Alicia, sama z siebie, zrezygnuje z zadania. Dla niego to byłby dowód na jej miłość. Z drugiej strony, Alicia liczy na to samo. Że Devlin postawi się szefom i akcja będzie odwołana.

                  Ale Devlin nie ma odwagi tego zrobić. Ze ściśniętym sercem obserwuje przebieg wypadków, na zewnątrz cyniczny i wręcz okrutny wobec Alicii. Ale w finale rehabilituje się, bo z własnej inicjatywy odwiedza dom Alexa i ratuje ukochaną.

                  Tak to widzę :)

                  Wątek atomowy był jak najbardziej na czasie. Świeżo po tragedii Hiroszimy i Nagasaki. I faktycznie, wiadomo, że w Brazylii znalazło schronienie wielu nazistów.

                  Tak, postać Alexa jest znakomicie skonstruowana. On po prosu budzi sympatię. Przy Alicii wydaje się taki drobny i kruchy :) Przy okazji, wyczytałam, że Rains był sporo niższy od Bergman. Czasami Hitchcock wykorzystywał to, żeby pokazać dominację Alicii wobec niego. Ale czasami Rains nosił specjalne podwyższające buty, i wtedy był prawie równi wzrostem :)

                  Pod resztą uwag mogę się tylko podpisać :)

                  Tak jest, to niezwykłe ile wspaniałych filmów nakręcił Hitchcock. Wciąż mamy wiele do opisania! Przyznam, że kolejny film, o którym napiszę, to też...Hitchcock :)

                  Ale to za jakiś czas.

                  Jeszcze raz dzięki za miłe słowa!! :)



                  • grek.grek Re: "Osławiona" (5) 15.10.16, 12:14
                    cała przyjemność po mojej stronie, Siostro :]

                    efekt Twojej pracy jest rewelacyjny !

                    czyżby mistrz Hitchcock uznał, że mniej przystojny aktor w roli głównej byłby niewiarygodny jako obiekt miłości, jakby nie było, Ingrid Bergman ? ;]

                    ciekawa interpretacja, Siostro, dotycząca relacji Devlina i Alice.

                    przyszło mi do głowy, że można by to przedstawić w następujący sposób : Devlin jest tak oddany sprawie, że ryzykuje dla niej miłośc do Alice, wykorzystuje pretekst i specjalnie utwierdza ją w przekonaniu, że jej nie kocha, udaje obojętnośc, żeby skłonić ją do wykonania misji do końca, włącznie ze ślubem. Devlin cierpi w ukryciu, ale nie moze się zdradzić, że mu zależy na niej, bo gotowa jeszcze odstąpić od zamiaru, a tylko przekonana o jego obojętności jest gotowa zrobić to, co konieczne dla powodzenia misji. I - dalej już zgodnie z filmową narracją : Devlin w końcu orientuje się, że za daleko to zaszło i ratuje jej życie wyznając miłość.

                    wymagałoby to pewnych korekt scenariusza, ale chyba niewielkich ? :]

                    Niemniej, Twoja interpretacja wydaje mi się najbardziej pasującą do filmowej rzeczywistości. Choć... Devlin mógłby się może ciut bardziej boksować z własnymi sprzecznymi uczuciami wobec Alice ? :]

                    To też ciekawa historia.
                    potencjalnie Alex powinien być niebezpiecznym typem, z którym Alice pogrywa z narażeniem życia, a tutaj : mimo iż istotnie życie naraża, to jednak on zupełnie nie pasuje do stereotypu zimnego drania.

                    dzięki ! :]

                    o, znakomita wiadomość, Siostro !
                    JUż się szykuję na kolejną wciągającą,świetną opowieść :]

                    o, zasłużyłaś na same superlatywy ! Po przeczytaniu Twoich opowieści, czuję się jakbym obejrzał film.
                  • barbasia1 Re: "Osławiona" (5) 16.10.16, 20:09
                    Też przeczytałam. Bardzo mi się podobało. :)
                    • siostra_bronte Re: "Osławiona" (5) 17.10.16, 14:33
                      Dziękuję, Barbasiu :)
    • siostra_bronte "Kleopatra" 14.10.16, 19:32
      W mojej gazecie o godz. 21.30 było tylko tajemnicze: film fabularny, teraz sprawdziłam w sieci, że to właśnie "Kleopatra", a dokładniej pierwsza część. Pewnie wszyscy znają, ale trzeba coś napisać :)

      Za "Kleopatrą" ciągnie się zła sława dzieła kiczowatego i pompatycznego, które w dodatku było finansową klapą. A jednak kiedy natknęłam się na ten film w tv, ze 2 lata temu (oczywiście widziałam go przed laty) to tak się wciągnęłam, że obejrzałam do końca. Co tu dużo pisać, rozmach nawet dziś robi wrażenie! Choćby ta scena, kiedy Kleopatra wjeżdża do Rzymu. Czapki z głów! Do tego naprawdę ciekawa historia, a Elizabeth Taylor prezentuje się oszałamiająco. Dosłownie w każdej scenie inna suknia :)

      Naprawdę to nie jest tak zły jak się o nim pisze! Moim zdaniem całkiem dobrze zniósł próbę czasu, a wybitny reżyser, Joseph L. Mankiewicz nie zapomniał jak pracować z aktorami, choć to był już schyłek jego kariery.

      Może i kicz, ale jak to się ogląda! :)
      • siostra_bronte Re: "Kleopatra" 14.10.16, 19:39
        Poprawka: 21.40.

        I jeszcze trailer:

        www.youtube.com/watch?v=qepcw9Abw3E
        • siostra_bronte Re: "Kleopatra" 15.10.16, 00:02
          No i obejrzałam kolejny raz. To jednak kawał kina!! Do tego świetna jakość kopii, więc naprawdę było na co popatrzeć!
      • barbasia1 Re: "Kleopatra" 14.10.16, 23:58
        >Co tu dużo pisać, rozmach nawet dziś robi wrażenie!

        Robi, robi! Przez chwilę oglądałam na moim ekranie 42 cale i w HD! właśnie m.in. scenę wjazdu
        Kleopatry do Rzymu i wcześniej sceny w pałacu w Egipcie. Wspaniale było widać wszystkie detale scenografii, kostiumów, rozmach scen zbiorowych.
        • siostra_bronte Re: "Kleopatra" 15.10.16, 00:03
          O, wyobrażam sobie jak to wyglądało! Mam mniejszy ekran, ale i tak wcisnęło mnie w fotel! :)
      • grek.grek Re: "Kleopatra" 15.10.16, 12:17
        wstyd się przyznać, ale "KLeopatry" nie oglądalem :]

        wczoraj też nie, szczerze mówiąc nastawiłem się od razu tylko na "Artystów" w TVp2.

        ale przyjemnie jest poczytać Twoje, Wasze, impresje na temat tego [każdego !]filmu. Dzisiaj widzę powtórkę 1 części, w nocy ale jest, więc - może spróbuję, może nastawię budzik :]
        • siostra_bronte Re: "Kleopatra" 15.10.16, 13:28
          Greku, polecam gorąco!!!! Naprawdę musisz to zobaczyć!! Takiego kina już się nie robi i z pewnością podobny film już nie powstanie.

          Czasem jest tak, że te "akademickie", już w czasie powstania uznane za przestarzałe filmy, z czasem zyskują drugie życie. Bo okazuje się, że liczy się dobrze opowiedziana historia i emocje jakie wywołuje. No i wspaniała strona wizualna, po prostu czyste kino, które ma zachwycać swoim rozmachem! Takie filmy potrafią lepiej znieść próbę czasu niż nie jedna awangarda.

          Poza niesamowicie efektowną stroną wizualną jest tu też niezwykle ciekawa historia i o dziwo, sporo emocji. Ale Mankiewicz potrafi prowadzić aktorów i mimo pewnej koturnowości postaci udaje mu się wciągnąć emocjonalnie widza w tę historię.

          Nastaw budzik!!! :)



          • siostra_bronte Re: "Kleopatra" 15.10.16, 13:31
            *niejedna awangarda
          • grek.grek Re: "Kleopatra" 15.10.16, 16:01
            dzięki, Siostro :]

            obiecuję, że spróbuję.
            świetnie brzmią Twoje opisy, i Wasze - z Barbasią - rozmowy o filmie, więc tym bardziej czuję się zainspirowany.
            • siostra_bronte Re: "Kleopatra" 15.10.16, 17:37
              Jak piszesz "spróbuję" to czuję, że jednak nie obejrzysz :)
              • grek.grek Re: "Kleopatra" 16.10.16, 11:54
                A zatem mam przyjemnośc Cię zaskoczyć, Siostro :]

                obejrzałem z satysfakcją.

                zdecydowanie, wejście do Rzymu orszaku Kleopatry, to scena zaiste imponująca. Częśc artystyczna, a potem częśc pompatyczna, a ja zachodziłem w głowę - jak ona tak wysoko zdołała się wdrapać, i jak zaamierza zejść, o ile w ogole zamierza :] A potem wszystko się szybko wyjaśniło. Pomyślałem sobie, że nie chciałbym być jednym z tych wyróznionych tragarzy, którzy po wąskich schodkach znosili ją na dół. Jeden fałszywy krok i kompromitacja na skalę kosmiczną. A pechowiec ląduje "u lwów" ;]

                imponująca również jest scenografia - zarówno wnętrza pałaców jak i rynek rzymski, a także senat. Czy kręcili ten film w studio ? Nie chcę wiedzieć, ile w to zainwestowano, ale z chęcią przyznam, że zainwestowano z głową :]

                Entree Kleopatry z dywanu - znakomite. Podejrzewałem, że w środku są raczej jakieś zwłoki, a tutaj : taka niespodzianka.

                W ogole, świetna postać, a charakteryzacja Elizabeth Taylor robi wrażenie. Cóż za maniery : dumnej krolowej strażnicy nie chcą wpuścić do... pokoju ? :] Cezara, słychać zza drzwi jak się aawanturuje i wydziera, ale kiedy Cezar drzwi otwiera, a strażnik ją puszcza, od razu przybiera wyniosłą pozę - taka kabotynka trochę, ale jest w jej zachowaniu tyle wdzięku i poczciwości, że trudno się temu oprzeć.

                No i jej dwór, który sobie organizuje w jednym ze skrzydeł pałacu. Dziewczyny do towarzystwa, poeta, jakiś wieszcz niewidomy, masażystki... Wiedząc, że Cezar nadchodzi - rozstawia ich wszystkich prędko, żeby przyjąc go w pełni majestatu, czyli w niedbałej pozie na sofie, z golizną przysłanianą gorączkowo przez jedną z dwórek.

                Babka ma zmysł polityczny [miała, o ile film trzyma się świadectw historycznych ?]. Ciekawe, czy zakochała się w Juliuszu Cezarze, czy tylko widziała w związku z nim, i urodzeniu mu syna, szansę dla swojego państwa na bezpieczeństwo u boku Rzymu i wzrost wpływów w regionie ?

                Widać w jednej krótkiej scenie, jak ona i Marek Antoniusz poznają siebie w sobie : ona przekonuje żarliwie Cezara, że powinien przyjąć ochłap tytularny od senatu, bo krok po kroku trzeba zdobywać coraz większą władzę, czasami biorąc mniej niż się chciało wziąć, a on z podziwem obserwuje jej ekspresję i mądrość. Potem się do niej przyłącza i wtedy ona zauważa w nim to, co chciałaby widzieć u Cezara, który przedstawiony jest jako człek tyleż rozsądny [sposob w jaki wchodzi do miasta, nie jak władca, ale jak turysta], bezwzględny [rozprawa z uzurpatorami na tronie egipskim, czym toruje drogę do władzy Kleopatrze], ale i pełen obaw, jak choćby dotyczących jego ataków epilepsji - "Kiedyś taki atak przydarzy mi się na oczach tłumu, a oni mnie rozszarpią na kawałki".

                sceny zbiorowe, filmowane z wysokości - znakomite. Ciekawe, ilu statystów zaangażowano ? No i jak się udało uszyć dla nich tyle kostiumów ;] Legioniści, egoztyczni tancerze i zołnierze z Egiptu, tłum Rzymian, fryzury, dodatki, no a nad imidżem samej Kleopatry chyba z tuzin ludzi musiał siedzieć dzień i noc :]

                Nie słychać słów "I ty, Brutusie przeciwko mnie ?", co najwyżej je... widać, ale nawet bez nich scena zabójstwa Cezara wygląda sugestywnie.

                Wątek z prorokini, która z dymu rzucanych w palenisko ziół [bezbłędnie] odczytuje przyszłośc - dodaje kolorytu całej historii.

                Ciekawe, czy kopia była rekonstruowana cyfrowo ? Obraz jest jak żyleta, kolory nasycone i jaskrawe, tło czyste jak łza. Idealne.

                Dzięki za rekomendację, Siostro, Barbasiu :]

                Nie zawaham się obejrzeć drugiej części za tydzień :]
                • siostra_bronte Re: "Kleopatra" 16.10.16, 14:16
                  Znakomicie, Greku! :)

                  Dane o produkcji, jakie znalazłam. To był najdroższy film jaki zrobiono do tamtej pory! W przeliczeniu na obecne pieniądze to ok. 340 mln. dolarów. I masz rację, to znakomicie wydana kasa!

                  W sumie zbudowano 79 scenografii, uszyto 26 tys. (!) kostiumów. Sama Kleopatra miała ok. 70 sukien. Uff...

                  Rzymskie forum zbudowano w Cinecitta, rzymskim studio filmowym. Aleksandria powstała w miasteczku Anzio we Włoszech. Zdjęcia kręcono też w londyńskim studio Pinewood. Plenery m.in. w hiszpańskiej Andaluzji i we Włoszech.

                  Co do statystów znalazłam tylko informację, że były ich tysiące. I to widać!

                  Cały film kręcono prawie 2 lata.

                  Tak, jakość kopii była fantastyczna. W 2013 roku zrobiono cyfrową rekonstrukcję i to pewnie ta wersja. Pokazano ją zresztą na festiwalu w Cannes (co widać w trailerze).

                  Ha, mnie też brakowało słynnego "I ty, Brutusie...", ale cena zabójstwa Cezara jest bardzo ekspresyjna. Jakoś przypomniała mi się ta scena z "Nagle, ostatniego lata" tegoż reżysera, kiedy Taylor krzyczy wniebogłosy...

                  Fajnie, że Ci się podobało Greku :)

                  Zdecydowanie, musisz obejrzeć drugą część! Z tego co pamiętam trochę za bardzo skupia się na romansie Kleopatry z Markiem Antoniuszem (na co oczywiście miał wpływ prawdziwy romans aktorów), ale będzie na co popatrzeć. Pamiętam też bardzo dobrą rolę Roddy'ego McDowalla jako Oktawiana.


                  • grek.grek Re: "Kleopatra" 16.10.16, 15:16
                    dzięki, Siostro :]

                    znakomity research !

                    340 mln - uff ! Ale opłacało się, zdecydowanie. Jeśli już duże pieniądze mają iśc na film, to zawsze pozostaje tylko kwestia odpowiedniego ich spożytkowania :] Nasze rozważania, czy to nie zbyt dużo, czy nie można by na inne cele takich pieniędzy przeznaczyć, trochę są obok rzeczywistości, choć pytania są celne i zasadne :]

                    jestem pełen podziwu dla scenografów. Cóż to musiała być za praca ! Pachniało mi trochę studiem, ale ciągle miałem mnóstwo wątpliwości, bo a nuż znaleźli jakieś odpowiednie wnętrza muzealne, tu i tam wstawili parę rekwizytów, i gotowe ? :]

                    o, zdecydowanie !

                    chwała współczesnej technologii w służbie kina ! :] słuchałem niedawno audycji o "Sanatorium pod Klepsydrą" i generalnie o kinie Hasa, również była tam mowa o, w zasadzie, uratowaniu "Sanatorium...", a także "Rękopisu..." właśnie przez cyfrę. Ponoć na oryginalnych kopiach połowa filmu już była niewidoczna.

                    bardzo mi się podobało, Siostro, dzięki raz jeszcze :]

                    znów muszę napisać, że : spróbuję obejrzeć :] w istocie, zrobię wszystko, co w mojej mocy aby obejrzeć. Oby nie było zbyt dużej konkurencji, aczkolwiek skoro TVP pokazuje powtórkę, to zwykle jeden z dwóch terminów musi być dobry :]


          • barbasia1 Re: "Kleopatra" 16.10.16, 00:20
            To prawda.

            I są jeszcze około filmowe opowieści, jak to na planie filmowym "Kleopatry" wybucha romans Taylor i Burtona. Jedną ze scen pocałunku powtarzają kilkakrotnie, i choć reżyser krzyczy stop, oni nie zwracają na niego uwagi. :)
            • grek.grek Re: "Kleopatra" 16.10.16, 12:06
              zamiast się cieszyć, że mu tak dobrze grają, to on na nich krzyczy ! ;]

              cześć, Barbasiu ! :]
              • barbasia1 Re: "Kleopatra" 16.10.16, 15:58
                Właśnie. Hehehe! :))

                Cześć, Greku! :)
                • grek.grek Re: "Kleopatra" 16.10.16, 17:20
                  :]]

                  cześć, Barbasiu ! :]
                  • barbasia1 Re: "Kleopatra" 16.10.16, 19:44
                    Cześć, jeszcze raz! :))

                    Co ja się dziś nalatałam tam i z powrotem. :/
                    • grek.grek Re: "Kleopatra" 17.10.16, 12:29
                      ważne, że szczęśliwie wylądowałaś, Barbasiu :]

                      czasami dobrze się tak nalatać, wtedy dopiero czuje się przyjemność z odpoczynku :]
                      • barbasia1 Re: "Kleopatra" 17.10.16, 23:01
                        Ale ja miałam właśnie w niedzielę odpoczywać.
    • maniaczytania Konkurs im. H. Wieniawskiego 15.10.16, 11:40
      tak tylko chciałam wspomnieć, że po wielkim sukcesie spopularyzowania konkursu Chopinowskiego w ubiegłym roku, TVP Kultura ponownie uruchamia wszystkie swoje możliwości (telewizja, YT, Facebook itp.) i rozpoczęła już transmisje z przesłuchań. Mnie się jeszcze nie udało 'załapać', ale może dziś wreszcie obejrzę :)

      Wielkie brawa dla Kultury :)

      A, właśnie ze względu na konkurs, zdaje się ten przegląd Chaplinowski będzie jednak bardziej przesunięty.
      • grek.grek Re: Konkurs im. H. Wieniawskiego 15.10.16, 16:07
        nie żebym aż tak był rozczarowany faktem, że Kultura kilka filmów u- przesunęła w ramówce... ale mam wrażenie, że o ile konkurs chopinowski był wyśmienitym pomysłem, wspaniale się sprawdził, to już pomysł na wielogodzinne bloki z konkursem Wieniawskiego wygląda na dość mechaniczną próbę skopiowania poprzedniego sukcesu, co by później opowiadać o tym pod hasłem "zasługi nowej władzy dla szerzenia kultury wysokiej w narodzie". Za pierwszym razem, miało to zasięg i pachniało nowością, zwłaszcza że konkurs chopinowski to jednak rzecz o zasięgu światowym. Konkurs Wieniawskiego ma chyba nieco mniejszą rangę ?

        • maniaczytania Re: Konkurs im. H. Wieniawskiego 15.10.16, 16:57
          oj, Greku - z tą rangą to tylko Twoje wrażenie ;), pewnie dlatego, że do tej pory władze TVP uznawały, że wystarczy gdzieś tam wzmianka o Chopinowskim (bo te były od lat), a o innych już mówić nie trzeba ;)
          To jest najstarszy konkurs na świecie, jeśli chodzi o skrzypce! W jury zasiadali najwięksi skrzypkowie, jak chociażby Yehudi Menuhin. W tym roku jest już 15 edycja, z 40 skrzypków po I etapie do II zakwalifikowało się 6 Polaków (na 26) :) A w ogóle w tzw. preselekcjach zgłosiło się ok. 250 muzyków.
          To jest znakomita metoda na umuzykalnianie naszego narodu, bo co tu dużo gadać, w kwestii muzycznego wykształcenia jesteśmy daleko do tyłu (i nie piszę tu o muzykach zawodowych).
          • grek.grek Re: Konkurs im. H. Wieniawskiego 15.10.16, 17:32
            Maniu, chętnie zgodzę się z całą Twoją argumentacją i dzięki za wyjaśnienia :]

            niemniej, nie mogę się pozbyć minimalnego choćby odczucia, że nowa dyrekcja próbuje "iśc na całośc" :}

            może wystarczyłoby po prostu z LIVE transmitowania Konkursu Chopinowskiego zrobić corocznego hiciora i nową znakomitą tradycję. Ale - to tylko taka moja impresja, jako kinoman nie mogę chyba im podarować tego, że przez 2 tygodnie kompletnie zaniedbywać będą film ;']

            a co powiesz o nowej formule Pegaza ?

            oglądałem w ostatni czwartek dyskusję krytyków filmowych o filmach Wajdy i to było świetne. Potem pojawili się aktorzy występujący u Wajdy. Bardzo dobre.

            chociaż, wg mnie, za pół roku mogłaby się odbyć jakaś dyskusja i polemika na zadany temat. Teraz na pewno warto mówić o zasługach i przewagach Ś.P, ale wiadomo przecież, że są znawcy filmu, którzy mają też zdanie krytyczne. Konfrontacja róznych stanowisk byłaby mile widziana, nie sądzisz, nie sądzicie ?
            • maniaczytania Re: Konkurs im. H. Wieniawskiego 15.10.16, 18:18
              HaHa, Greku konkurs Chopinowski jest co 5 lat 😉
              A nowego Pegaza jeszcze nie widziałam, jakoś nie mogłam trafić, dla mnie na taki program lepsza była pora nadawania w tvp.
              • grek.grek Re: Konkurs im. H. Wieniawskiego 16.10.16, 12:02
                aaa ! no to się zastrzeliłem ! w plecy strzałem z łuku ! :]]

                nie miałem pojęcia, no i nie sprawdziłem. spektakularnie więc wpadłem :]

                zawsze zostaje w odwodzie wariant z vod, Maniu :]
                odcinki Pegaza powinny być na stronach TVP.

                podoba mi się scenografia : klasowa i dizajnerska, ale nie kłuje w oczy, stonowane kolory, minimalistyczna.

                I chyba niezły dobór tematów, nie oglądam regularnie, ale widziałem jeden w całości i dwa we fragmentach, ale nie zauwazyłem oznak popadnięcia dyskusji w bogoojczyźniane koleiny.
                • maniaczytania Re: Konkurs im. H. Wieniawskiego 16.10.16, 13:29
                  hahaha :)

                  Pegaz tak wyglądał i w poprzednim sezonie, i wszystkie odcinki były bardzo ciekawe. I z wielką kulturą dyskusji osób, które różniły się nieraz bardzo poglądami.
                  • grek.grek Re: Konkurs im. H. Wieniawskiego 16.10.16, 15:04
                    :]]
                    wstyd mi będzie jeszcze bardzo długo, Maniu :]

                    w takim razie : oby kontynuowali tę dobrą tradycję.
            • barbasia1 Re: Konkurs im. H. Wieniawskiego 16.10.16, 00:25
              >oglądałem w ostatni czwartek dyskusję krytyków filmowych o filmach Wajdy i to było świetne. >Potem pojawili się aktorzy występujący u Wajdy. Bardzo dobre.

              JA też oglądałam ten odcinek "Pegaza", ale nie od początku. Ten odcinek zapewne był specjalny, a formuła chyba się nie zmieniła.
              • grek.grek Re: Konkurs im. H. Wieniawskiego 16.10.16, 12:07
                o, możliwe, możliwe.

                taki program "na okoliczność".
                • barbasia1 Re: Konkurs im. H. Wieniawskiego 16.10.16, 15:56
                  Doceniam, że do studia oprócz Krzysztofa Kłopotowskiego, zaproszono do Pegaza też.m.in. Tadeusza Sobolewskiego kojarzonego z Gazetą Wyborczą i Jakuba Majmurka z Krytyki Politycznej.
                  • maniaczytania Re: Konkurs im. H. Wieniawskiego 16.10.16, 16:43
                    a czy to nie oni razem (w sensie Kłopotowski oraz Majmurek) prowadzą program wprowadzony przez obecne władze TVP do Kultury - Tanie dranie? Widziałam chyba jeden odcinek i wydał mi się interesujący.
                    • barbasia1 Re: Konkurs im. H. Wieniawskiego 16.10.16, 19:42
                      maniaczytania napisała:

                      > a czy to nie oni razem (w sensie Kłopotowski oraz Majmurek) prowadzą program wp
                      > rowadzony przez obecne władze TVP do Kultury - Tanie dranie? Widziałam chyba je
                      > den odcinek i wydał mi się interesujący.

                      Krzysztof Kłopotowski i Jakub Moroz prowadzą ten program! Też widziałam jeden odcinek i mam podobne zdanie jak Ty na temat programu. Pamiętam, że nie zgadzałam się z Kłopotowskim, mimo to wydało mi się interesujące zapoznanie się z innym punktem widzenia.
                      • maniaczytania Re: Konkurs im. H. Wieniawskiego 16.10.16, 20:58
                        aaa, racja!
                        A to znaczy, że Majmurek już musiał być w poprzednim sezonie w Pegazie - muszę sobie chyba powtórzyć- VOD czeka :)
                        • barbasia1 Re: Konkurs im. H. Wieniawskiego 16.10.16, 23:22
                          Tak, był już wcześniej w Pegazie. Na pewno raz go widziałam.
                  • grek.grek Re: Konkurs im. H. Wieniawskiego 16.10.16, 17:19
                    w ogóle, towarzystwo było różnorodne :]
                    • barbasia1 Re: Konkurs im. H. Wieniawskiego 16.10.16, 19:53
                      Tak. :)

                      Konkurs im. Wieniawskiego też odbywa się co 5 lat.
                      Wytrzymamy , Greku! ;)
                      • grek.grek Re: Konkurs im. H. Wieniawskiego 17.10.16, 12:34
                        yes, Barbasiu :]

                        a ja, naiwniak, sądziłem że te konkursy rokrocznie się odbywają. wstydliwa ignorancja z mojej strony.

                        nie żebym był przeciwnikiem pianistów i konkursów pianistycznych, wydaje mi się jednak, że zatykanie całej ramówki wielogodzinnymi transmisjami, to pomysł dyskusyjny. No ale - skoro raz na 5 lat, to... gotów jestem ponieść tę ofiarę ;]]
                        • barbasia1 Re: Konkurs im. H. Wieniawskiego 17.10.16, 23:00
                          Hehehe! :)

                          Tak, trochę racji masz.
    • grek.grek "Być jak Kazimierz DEYna" - via Stopklatka 15.10.16, 13:04
      Kino inicjacyjne, kino retro, kino z polską historią w tle. Narratorem jest główny bohater, który spogląda z perspektywy na swoje właśnie minione dzieciństwo.

      Rzecz się dzieje w miasteczku na prowincji. Mamy rok 77 i mecz Polska-Portugalia, w którym Deyna strzela gola z rzutu rożnego, mimo że cały stadion przeraźliwie go wygwizduje. Stadion, który powinien kibicować Polsce !

      Tego samego dnia rodzi się chłopiec. Nasz bohater. Syn Zosi [Gabriela Muskała] i Stefana. Jako że tata Stefan [Przemysław Bluszcz] ma hopla na punkcie piłki - nadaje synowi imię Kazimierz.

      Sądząc, że moment narodzin syna nieprzypadkowo skorelowany jest z momentem chwały Deyny, uważa że dostał znak od Opatrzności. Syn jest wybrańcem i zostać musi piłkarzem. Niewazne, że Kazik woli pisać wiersze i generalnie jest chłopcem spokojnym i wycofanym. Ojciec prowadzi go do klubu i oddaje pod opiekę miejscowego trenera [Michał Piela].

      Trener oczywiście ma gadane nie z tej ziemi, ale na piłce zna się marnie. Każe biegać bez końca, a w ramach "nauki gry zespołowej' całą drużynę 8-letnich zapaleńców wykorzystuje do pracy w swoim biznesie, czyli do czyszczenia chlewu i sprzątania przy świniach :] Ale któż mu zarzuci, że nie umie wygrywać meczów ? Kazik podpatruje jak pan trener uprawia korupcję i w zamian za prosiaka skłania sędziego do podyktowania niesłusznego karnego.

      Ojciec ma takiego bzika, że nawet jak Kazik w tym chlewie skręca nogę, przywozi go syrenką na trening, zeby "przynajmniej taktykę podpatrzył". A kiedy przychodzi wreszcie mecz i Kazik ma strzelać karnego, zamyka oczy. Kazik oczywiście zamiast zdobyć gola podaje piłkę bramkarzowi :] "Jak Deyna z Argentyną w 78", mówi jeden z kibiców i ojciec wdaje się z nim w szarpaninę.A potem nie odzywa się do syna. Oczywiście, wszystko to na wesoło.

      Rodzice chętnie płaczą. Matka z powodu ""Isaury", ojciec - kiedy umiera Deyna.

      Kazik piłki nie lubi, a za to zakochuje się w swojej lirycznej nauczycielce [Agnieszka Socha], która chwali go za deklamację wierszy i zachęca do pisania własnych. Pisze więc Kazik, czyta jej, wzrusza ją, a czasami zakrada się pod jej dom, żeby wzdychać zza drzew. Niestety, nauczycielka ma kogoś, więc podziw i zauroczenia zmieniają się w rozczarowanie. Przy okazji podczas próby wydostania z jej skrzynki pocztowej swojego do niej listu miłosnego, Kazikowi klinuje się dłoń :]

      Dziadek Kazika [Jerzy Trela] chodzi, śpi, siedzi, wszystko robi z uchem przy radio. Najchętniej słucha oczywiście Wolnej Europy, a zięcia nazywa "komunistą", cvzemu ten się przeciwstawia "Nie komunista, tylko socjalista !". I tak się przekomarzają.

      KOmunizm vel socjalizm upada. Ojciec rzuca pracę.Zaczyna kręcić biznes na bazarze - sprzedaje tonami kultowe białe skarpetki :] Kazik informuje, że skarpety ojca mają niezwykłą moc, oczywiście co 5 minut każdy kto je wdziewa albo próbuje za ich pomocą odwrócić los - przegrywa z kretesem :] Jednym z tych ludzi wkrótce staje się dziadek, który umiera w szpitalu. Na pogrzebie, już nastoletni Kazik puszcza głośno radio, i intonuje "Dobry Jezu, a nasz panie... itd". Jedna z nielicznych poważnych scen w zabawnym, sentymentalną nutą podszytym, filmie.

      Ojciec kosi szmal na tych skarpetach, kupuje nowe auto, lodówka ugina się od jadła, ale jest i kłopot, bo w ojcu zakochuje się rosyjska konkurentka. Pani słusznej postury w towarzystwie dwóch ponurych ochroniarzy. Wszyscy troje w przepisowych dresach kreszowych. Śpiewa dla ojca miłosną piosenkę. Zosia obwąchuje męża, i już wie... :] Jak opisuje Kazik "pewnego wieczora wyszła i długo jej nie było, a kiedy wróciła milczała. Katia znikła i nie nigdy się nie odnalazła". A dowodem na to, że mogło dojśc do czynu zabronionego, jest sposob w jaki matka przygotowuje kurczaka na obiad. Z użyciem duuużego noża ;]

      Ostatecznie, ojciec i matka Kazika to najlepsza para na świecie. Za kolejnych 10 lat nadal będą się kochać, obłapywać i jest to sugestia, że zapewne tak zostanie na wieki.

      Dziewczyny. Kolegom idzie nieźle, mimo że poszli do zawodówki "ciastkarz". Kazik, licealista, radzi sobie z trudem, a jak już jakąs podrywa, to chyba nie taką, jaką chciał. Dodatkowo ta jednorazowa przygoda skutkuje problemami chorobowymi.

      Kazik idzie na studia. Jest na polonistyce. Sam w towarzystwie stu dziewczyn :] Po chwili zostaje już tylko kilkoro studentów. Reszta znika, co zapewne jest filmową reakcją na speech profesora, który poucza ich, że wybrali nieprzyszłościowy kierunek studiów.

      Koledzy już w Angli, pracują u Turka. A Kazik studiuje już 10 rok :"} Żeby dorobić uczy gangstera do matury. W końcu zamierza rzucić wszystko w kąt i też wyjechać.

      Idzie na miejscowy stadion pożegnać miasto. Na pustych trybunach widzi dziewczynę. Ona widzi jego. KIlka dni później autobus do Londynu psuje się przed wyjazdem i Kazik ma czekać 6 godzin na podstawienie następnego. Nieoczekiwanie spotyka tę dziewczynę ze stadionu. Okazuje się, ze to studentka, która pisze pracę z , ogolnie rzec biorąc, "kultury kibicowskiej" i na tym stadionie spisywała notatki z wyrytych na krzesełkach słów przyśpiewek, haseł i innych przydatnych jej werbalnych przejawów tejże kultury. No i na dodatek jeździ motocyklem. Ma na imię Magda i "jest idealna".

      Kazik nie jedzie do Londynu. Zostaje na studiach, zdaje zaległe egzaminy. Mimo krytycznej postawy ojca Magdy [bogata rodzina, mają nawet własną gospodynię] Kazik oświadcza się jej i wkrótce biorą ślub.

      No i rodzi się syn. Kazik mdleje z wrażenia i nie uczestniczy w porodzie, chociaż chciał. Zamiast tego spotyka żonę kilka godzin po porodzie, która wygląda jakby wyszła z salonu piękności ":] wraz z niemowlakiem.

      Wyjazd do Londynu od dawna nieaktualny. Rodzice nadal się kochają. Siostra Kazika [ma siostrę, zapomniałem dodać, hehe] znajduje sobie amanta, więc zapewne niebawem kolejny ślub i urodziny.

      I Kazik z tatą Stefanem grają sobie w piłkę na podwórku. Kazik wspomina Deynę i ojciec mówi "Wiesz dlaczego wtedy na niego gwizdali ? Bo taka tradycja w naszym kraju. A on był ZA DOBRY".

      I w ostatniej scenie Kazik idzie ulicą i z offu powiada "Zrozumiałem, że być jak Deyna znaczy, po prostu, robić swoje. Nawet jeśli cały stadion na ciebie gwiżdze".

      Dobra puenta. Film nostalgiczny, zabawny, ciepły, a wulgaryzmy [zwłaszcza w ustach trenera piłkarskiego] brzmią wręcz pieszczotliwie i sentymentalnie, hehe. Aktorzy jak rodzina. I przez cały film powielany jest klasyczny schemat takich opowieści : słowa zawsze spotykają się z zaprzeczeniem w postaci czynu :] Jak Kazik mówi, że skarpety ojca przynosiły szczęście, to one zawodzą. Jak Kazik rozmawia z dziewczyną i ma nadzieję, że to początek romansu, to oczywiście za chwilę wszystko pali na panewce. Jak Kazik przed strzeleniem karnego mowi : "I przypomniałem sobie wszystkie najpiękniejsze gole Deyny, o których opowiadał ojciec [tutaj przebitki z meczów]", to wiadomo że tego karnego musi za chwilę popsuć. Czyli, klasyka z kina amerykańskiego, brytyjskiego, może nawet w ogole - klasyka :]

      trailer, wg mnie nieudany, za mało mówi o tym filmie :}
      www.youtube.com/watch?v=4_DqXcL2VvM


    • grek.grek 32. WWF [3] 15.10.16, 16:24
      kilka nowych recenzji, w tym druga krytyczna wobec "Prawdziwych zbrodni", zdaje się, że miał być przebój międzynarodowy, a... być może prędko zobaczymy ten film w telewizji ;]

      film.onet.pl/wiadomosci/32-warszawski-festiwal-filmowy-dzien-siodmy-niezwykle-portrety-nie-zwyklych-ludzi/90wp4g
      film.onet.pl/wiadomosci/32-warszawski-festiwal-filmowy-dzien-osmy-to-tylko-koniec-swiata-przyciagnal-tlumy/kztebs
      www.filmweb.pl/article/32.+WWF%3A+Diabelska+edukacja-119953#
      film.wp.pl/prawdziwe-zbrodnie-film-koszmarny-za-to-polscy-aktorzy-na-poziomie-tych-z-hollywood-recenzja-6047146720895617a

      • grek.grek 32. WWF [4] 16.10.16, 15:29
        ostatni pakiet, wraz z listą nagrodzonych :

        film.onet.pl/wiadomosci/32-warszawski-festiwal-filmowy-dzien-dziewiaty-laureaci-i-ostatnie-filmy-relacja/b2e3pc
        www.filmweb.pl/article/WFF+2016%3A+Psychopatyczny+morderca%2C+odnaleziony+syn+i+rewolucja+w+Tunezji-119917
        www.filmweb.pl/news/$22Malaria%22+zwyciężcą+32.+Warszawskiego+Festiwalu+Filmowego-119955
        • grek.grek 32. WWF [5] 17.10.16, 16:04
          ha :]
          miał być koniec, a tutaj jeszcze na finał niespodzianka : premiera fabuły o Jacquesie Cousteau, z główną rolą Lamberta Wilsona. Oczywiście mnóstwo plenerów wodnych i podwodnych, piękne miejscówki, a warstwie fabularnej opowieść o człowieku z pasją, przy której cierpi jednocześnie jego życie rodzinne. Hitem kinowym może nie będzie, ale jak zyska status filmu kultowego, jak "Wielki błękit", to tym lepiej :

          film.onet.pl/wiadomosci/32-warszawski-festiwal-filmowy-odyseja-na-zakonczenie-nagroda-publicznosci-przyznana/qvmlwm

          PS : nagrody publiczności... hehe, żadnego z tych filmów nie recenzowali wysłannicy portali, z których wyciągałem recenzje :] ciekawe, czy inne ekipy zauwazyły nagrodzony przez publicznośc "Jestem cukinią" ;]
    • grek.grek 20:00 TV PUls "Purpurowe rzeki" 15.10.16, 17:45
      Dokładny opis jest w archiuwm, ale ze zrozumiałych względów lepiej go nie czytać.

      dobre kino kryminalne z Francji.

      W alpejskich krajobrazach as policyjnej dochodzeniówki Niemans prowadzi śledztwo w sprawie zamordowania studenta miejscowej elitarnej uczelni, którą zarządzają ogromnie wpływowi ludzie.

      Równolegle miejscowy glina Kerkerian dostaje sprawę zdewastowania grobu Judith Herault, 10-latki, która 20 lat temu tragicznie zginęła w wypadku drogowym.

      oczywiście w pewnym momencie drogi obu detektywów muszą się przeciąć, bo oba śledztwa mają wspólny mianownik.

      Jean Reno i Vincent Casel tworzą znakomitą mieszankę rozwagi i intelektu z żywiołowością i dynamiką, a Mathieu Kassovitz "robi klimat", w którym łatwo się zanurzyć. Warto przy tym nie rozpraszać się zbytnio, bo intryga jest nieco zawikłana. Jest grzebanie w papierach, szukanie śladów, łączenie faktów, jest strzelanina, jest trochę biegania, jest nastrój wręcz grozy w niektórych momentach, no i cała awantura ma podłoże, którego istotny sens nigdy chyba nie przestanie być aktualny.

      5 nominacji do Cezara, 3 do Europejskich Nagród Filmowych. Jak na film kryminalno-sensacyjny, to chyba niezły dorobek :]

      I zasłużony. Mimo wszystko szkoda, ze Mathieu Kassovitz po kapitalnej "Nienawiści", która do dziś zachowuje świeżośc i wyjątkowo jest na czasie, skręcił był w stronę kina akcji, thrillerów itp. Wydawało się, ze ma zacięcie do kina społecznego, opisującego Francję na przełomie wieków. NIczego nie odbierając czy to "Purpurowym rzekom" czy "Gothice" :] - szkoda.

      • siostra_bronte Re: 20:00 TV PUls "Purpurowe rzeki" 15.10.16, 17:55
        Ten film puls pokazuje chyba setny raz :)
        • grek.grek Re: 20:00 TV PUls "Purpurowe rzeki" 16.10.16, 11:57
          to prawda, Siostro :]

          mam wrażenie, że to dobry pomysł ;] Polscy reżyserzy łapiący się za kino sensacyjne, thriller, mają szansę podpatrzeć jak to się powinno robić, hehe.

          jak trzeba grać muzyką, jak aranżować kolejne sceny, jak budować dramaturgię, jak dobierać zdjęcia i montaż, żeby cała opowieść miała ręce i nogi, żeby naprawdę trzymała widza za tzw twarz :]
    • siostra_bronte "Moulin Rouge!" 16.10.16, 14:31
      Jutro o 00.10 w tvn7. Już kiedyś pisałam entuzjastycznie o tym filmie.

      Ekstrawagancki musical Baza Luhrmanna, który po prostu oszałamia rozmachem i fantazją. Kompletne szaleństwo!! Doskonałe kostiumy, scenografia i zdjęcia. Do tego dużo emocji, świetne covery (w tym "prokurator" Koman śpiewa "Roxanne") i zjawiskowa Nicole Kidman. I jest jeszcze coś, co sprawia, że ten film chwycił mnie za serce, co brzmi banalnie, ale to prawda.

      Zdaję sobie sprawę, że stylistyka filmu nie każdemu się spodoba. Bo wszystkiego wydaje się tutaj za dużo, reżyser balansuje na granicy kiczu, a może nawet ją przekracza. Ale dla mnie REWELACJA!!!!! A nie przepadam za musicalami!

      Polecam gorąco!!!!!

      Aha, początek ma tak szalone tempo, że można się zniechęcić, ale potem jest tylko lepiej!

      Powtórka w czwartek o 21.00.


      • grek.grek Re: "Moulin Rouge!" 16.10.16, 15:23
        dzięki, Siostro za świetną zapowiedź :]

        I ja nie jestem fanem musicali, chociaż w... młodości ;], oglądałem z przyjemnością "West Side Story" czy "Gigi" z niezapomnianą Leslie Caron. przeplatałem "West Side Story" z filmami ze Stallonem i Arnim, oraz "Niewolnicą Isaurą" ;] Z takiego zamieszania nie mogło się "urodzić" nic dobrego ;]
        • barbasia1 Re: "Moulin Rouge!" 16.10.16, 15:53
          >Z takiego zamieszania nie mogło się "urodzić" nic dobrego ;]

          Urodził się prawdziwy filmofan. :}
          • siostra_bronte Re: "Moulin Rouge!" 16.10.16, 15:57
            Hehe : )
          • grek.grek Re: "Moulin Rouge!" 16.10.16, 17:18
            dzięki, Barbasiu ! :]

            Witaj, w to urokliwe niewątpliwie jesienne popołudnie :]

            wieczorem ruszam na rowerowe wojaże, mam nadzieję, ze nie rozpada się, bo ciągle coś wisi w powietrzu :]

            a jak pogoda u Ciebie ?
            jak aura u Was ?
            • barbasia1 Re: "Moulin Rouge!" 16.10.16, 19:47
              Zimno straszliwe jest (+5), wilgotno, mokro, ale już nie pada.
              Pora zdecydowanie nierowerowa. Nie wychodź! Nie wojażuj!
              • grek.grek Re: "Moulin Rouge!" 17.10.16, 12:31
                wyruszyłem jednak, Barbasiu :]

                nie było tak źle. niekiedy nawet wyraźnie wyczuwałem cieplejsze podmuchy wiatru, a kiedy wiatr nie wiał, to w ogóle... jak na wiosnę ;]
                • barbasia1 Re: "Moulin Rouge!" 17.10.16, 22:53
                  Podziwiam, naprawdę.

                  >nie było tak źle. niekiedy nawet wyraźnie wyczuwałem cieplejsze podmuchy wiatru, a kiedy >wiatr nie wiał, to w ogóle... jak na wiosnę ;]

                  Aż mi zimno, jak to czytam! :))
                  • grek.grek Re: "Moulin Rouge!" 18.10.16, 12:56
                    haha ;]

                    nie było tak źle, Barbasiu :]

                    właściwie codziennie prawie kręcę, pogoda dopisuje, wczoraj wieczorem było niemal ciepło, ofk jak na środek października.
    • barbasia1 Dr Ogórek przemówiła w końcu swoim głosem 16.10.16, 23:42
      na antenie RMF FM.

      Stwierdziła, że "te kobiety (głupie - ja) wyległy na ulice", bo "zmanipulowały" je media, czyli Gazeta Wyborcza. "Wmówiono im, panie redaktorze, że ich prawa są zagrożone, a tak nigdy nie było" (!). Wyraziła święte oburzenie na Gazetę Wyborczą i na to "co się robi z cytatami Jarosława" , że "się je wyrywa z kontekstu". Stwierdziła , że Adam Michnik "szkodził Polsce" i wysłała go na emeryturę (bo chyba nie do ciupy?). Nachwaliła PIS ,że "wyraziło troskę ustami pani premier Beaty Szydło o to, żeby życie było chronione także po urodzeniu".

      Jakim cudem ta bidulka zaplatała się swego czasu w SLD?
      Może to jakiś syndrom parcia na szkło? Widziałam ją niedawno w TVPiSINFO w roli komenatorki.

      wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/533235,magdalena-ogorek-moim-obowiazkiem-jest-mowienie-kto-szkodzi-polsce-i-michnik-szkodzil-polsce.html

      • barbasia1 Re: Dr Ogórek przemówiła w końcu swoim głosem 16.10.16, 23:44
        Jeszcze trochę takich tekstów i Kurski da jej program w TVPiS!
        • grek.grek Re: Dr Ogórek przemówiła w końcu swoim głosem 17.10.16, 12:45
          możliwe :]

          aczkolwiek, niedawno chyba dostała posadę w jakimś konserwatywym piśmie, gdzie będzie się zajmować historią sztuki.
      • grek.grek Re: Dr Ogórek przemówiła w końcu swoim głosem 17.10.16, 12:43
        jako wyborca pani Magdaleny, czuję się wywołany do tablicy ;]

        cóz ja mogę powiedzieć, Barbasiu, w obronie pani doktor Ogórek ?
        no nic. nic mi do głowy nie przychodzi.

        jej retorykę interpretuję jako usilne starania o pracę, w jakimś ośrodku związanym z aktualną władzą.

        z bardzo dobrej, wg mnie kandydatki na prezydenta, przekształciła się w karierowiczkę.

        aczkolwiek, jej krytyka pod adresem mediów liberalnych jest - przynajmniej dla mnie - zrozumiała. mnie samemu robiło się niedobrze, kiedy słuchałem i czytałem w jaki sposób, w jak żenującym stylu, te media rzucały w nią zgniłymi pomidorami podczas kampanii wyborczej.

        była to nagonka chamska [ci którzy dzisiaj piętnują 'polskiego chama' wyglądają dośc zabawnie, bo sami mają na koncie lepsze numery], a p Ogórek zawiniła tylko tym, że ośmieliła się zostać kandydatką na prezydenta. było to żałosne widowisko w wykonaniu tych ludzi, więc nie zdziwiłbym się, gdyby pani Ogórek dowalała im teraz z niekałmaną satysfakcją.

        sam straciłem wtedy resztki sympatii dla tej tzw liberalno-lewicowej strony dyskursu politycznego, więc dziś, jesli mam wybierać między jednym, a drugim, to nie mam nic przeciwko temu, żeby pani Magdalena wyszła na swoje :] a choćby i na pochybel jej
        prześladowcom.


        • ewa9717 Re: Dr Ogórek przemówiła w końcu swoim głosem 17.10.16, 21:41
          Ómarłeś mnie, Greku, ogórkiem jako bardzo dobrą kandydatką na prezydenta.
          • barbasia1 Re: Dr Ogórek przemówiła w końcu swoim głosem 17.10.16, 22:23
            ewa9717 napisała:

            > Ómarłeś mnie, Greku, ogórkiem jako bardzo dobrą kandydatką na prezydenta.

            :}
            Chyba jesteś, Ewo, zazdrosna o urodę i zgrabną figurę pani doktor eksponowaną w kusych haleczkach!? Tak przynajmniej twierdzą, w odpowiedzi na krytykę Dr Ogórek, Ci , na palcach jednej ręki można ich policzyć, którzy dali się jej uwieść, to znaczy uwieść jej obietnicom przedwyborczym w kampanii prezydenckiej

            A tak poważnie. Grek od początku był pod wrażeniem pani doktor jako kandydatki na prezydenta ramienia SLD. :/
            • barbasia1 Re: Dr Ogórek przemówiła w końcu swoim głosem 17.10.16, 22:24
              > A tak poważnie. Grek od początku był pod wrażeniem pani doktor jako kandydatki
              > na prezydenta ramienia SLD. :/

              Przecież Grek to napisał, przyznał się do tego w poprzednim poście! Sorry!
          • grek.grek Re: Dr Ogórek przemówiła w końcu swoim głosem 18.10.16, 12:27
            I Ty, Ewo, przeciwko mnie ? ;] Przeciwko NAM ?

            a zupełnie serio :
            www.youtube.com/watch?v=8iBJPpt4U88

            jedna rzecz, to pani Magdalena himself, a druga, to konkurencja : jakiego prezydenta mamy, to wiemy dobrze ":] jakiego mieliśmy, to też chyba pamiętamy; kandydat pan Kukiz chyba potwierdził w ciągu osttaniego roku, że w prezydenckim garniturze zginąłby jak mysz we wdzianku słonia, a pozostali kandydaci byli po prostu jeszcze bardziej fatalni, może z wyjątkiem pana Palikota, który mówił świetnie, ale jako poseł kompletnie nie przekonywał, więc straciłem do niego zaufanie.

            plus tu, minus tam i wyszło mi, że pani Ogórek jest kandydatką najlepszą. POtwierdziły to wysłuchane z nią wywiady, w radio i tv.

            mówiąc szczerze, zastanawiam się do dziś, dlaczego nie wygrała :] wiem,że to dziwne, bo przecież dostała 2,8 %, ale nie mogę się pozbyć wrażenia, że to kuriozum - pan Duda, pan Komorowski po 40+, a ona 2,8 ? w czym oni są/byli lepsi od niej ?
            • siostra_bronte Re: Dr Ogórek przemówiła w końcu swoim głosem 18.10.16, 12:35
              Już o tym dyskutowaliśmy :)

              Jeden z argumentów za tym, że pozostali kandydaci "byli lepsi od niej". Otóż p. Ogórek nie miała ŻADNEGO doświadczenia politycznego. Choćby jako radna, albo działaczka społeczna. Nic, zero. A wysuwanie takiego kandydata na stanowisko prezydenta jest niepoważne.

              O tym, że wyglądało na to, że jest niesamodzielna, a na konferencjach jakby deklamowała nie swoje teksty nie będę już wspominać. W sumie była nieprzekonująca i już :)

              • grek.grek Re: Dr Ogórek przemówiła w końcu swoim głosem 18.10.16, 13:43
                cześć, Siostro ! :]

                wiesz, ona doświadczenia nie miała, ale żaden prezydent nie rządzi sam. Zawsze dobiera sobie grono ludzi, którym ufa i którzy mają mu pomagać. on się na wszystkim nie moze znać, a nawet... na niczym znać się nie musi ;] on ma wygrywac wybory, ma ponosić odpowiedzialnośc, ma brać na siebie ciężar tak podjętych decyzji.

                dlatego, wydaje mi się, że ten brak doświadczenia - argument skądinąd słuszny - jest jednak minimalnie przeceniany :] I wtedy też był :"]


                • siostra_bronte Re: Dr Ogórek przemówiła w końcu swoim głosem 18.10.16, 13:52
                  Cześć, Greku :)

                  Mam inne zdanie :) Jakieś choćby mikroskopijne doświadczenie jednak by się przydało. A tak, to można zaproponować każdego z ulicy, dosłownie (z jakimś wykształceniem). Myślę, że to zniechęciło na starcie wielu ludzi.
                  • grek.grek Re: Dr Ogórek przemówiła w końcu swoim głosem 18.10.16, 16:03
                    :]

                    nie mam nic przeciwko kandydatom z doświadczeniem, Siostro :]

                    wszelako, obawiam się, że w polskich warunkach "doświadczenie" coraz częsciej oznacza ubabranie w małą lub większą korupcję, grono krewnych i znajomych królika których trzeba wykarmić po wdrapaniu się na stołek oraz pierwsze lub zaawansowane oznaki zamiłowania do cynicznej postawy wygodnego i wystawnego życia za pieniądze podatnika.

                    niestety.

                    dlatego, czasami wolałbym kogoś kto nie ma doświadczenia, ale ma głowę na karku i chce coś pozytywnego zrobić :]
                    • siostra_bronte Re: Dr Ogórek przemówiła w końcu swoim głosem 18.10.16, 16:36
                      Na wszystko masz odpowiedź :)

                      Ale to mogło być doświadczenie choćby w jakichś fundacjach, czy działalność społeczna. Niekoniecznie wielka polityka. Coś co świadczyłoby o zainteresowaniu sprawami społecznymi i państwowymi. Pani Ogórek jest od tej strony zupełnie nieznana :)
                      • barbasia1 Re: Dr Ogórek przemówiła w końcu swoim głosem 18.10.16, 20:59
                        >Ale to mogło być doświadczenie choćby w jakichś fundacjach, czy działalność społeczna. >Niekoniecznie wielka polityka.

                        Oczywiście!
                      • grek.grek Re: Dr Ogórek przemówiła w końcu swoim głosem 19.10.16, 12:16
                        ależ skąd, Siostro :]

                        nie mam nic przeciwko doświadczeniu w polityce :] po prostu, nie wydaje mi się, by jego brak był cecha dyskwalifikującą kandydata na prezydenta.
        • barbasia1 Re: Dr Ogórek przemówiła w końcu swoim głosem 17.10.16, 22:46
          grek.grek napisał:

          > jako wyborca pani Magdaleny, czuję się wywołany do tablicy ;]

          Hehe! I słusznie! :}

          > aczkolwiek, jej krytyka pod adresem mediów liberalnych jest - przynajmniej dla
          > mnie - zrozumiała. mnie samemu robiło się niedobrze, kiedy słuchałem i czytałem
          > w jaki sposób, w jak żenującym stylu, te media rzucały w nią zgniłymi pomidora
          > mi podczas kampanii wyborczej.
          > była to nagonka chamska [

          Ależ, Greku. Nie było chamskiej nagonki na panią doktor, nie było żadnej nagonki. Zaledwie kpiarsko-ironiczne wypowiedzi i niezbyt pochlebne oceny kandydatki, na które niestety swoją postawą pani sobie zasłużyła. Po drugie kampania prezydencka, to nie wybory miss, nie Wersal. Tu każdy kandydat musi przejść swoje, musi zostać sprawdzony, prześwietlony, przemaglowany.
          • barbasia1 Re: Dr Ogórek przemówiła w końcu swoim głosem 17.10.16, 22:55
            Chamską nagonkę to zorganizowano na prezydenta Komorowskiego.
            • grek.grek Re: Dr Ogórek przemówiła w końcu swoim głosem 18.10.16, 13:07
              on też parę razy dostał zgniłym pomidorem, to prawda, Barbasiu.

              niemniej, wg mnie sytuacja pani Ogórek wyglądała kuriozalnie z dwóch powodów : po pierwsze, obrywała za samo bycie kobietą, dodatkowo ładną, młodą i wykształconą; po drugie, nikt jej nie bronił, bo tzw. lewicowe media grały na Komorowskiego, a ona stanowiła konkurencję dla niego, a media niezależne [np tygodnik "Nie"] robiły sobie z niej jaja z powodu tego, że wprowadził ją do polityki nielubiany tam Leszek Miller.

              poza tym... Komorowskiego atakowali jawni przeciwnicy, Ogórek atakowały np. feministki, które w polskim wydaniu są kompromitacją samej idei. To panie, które utrzymują się ze swojego zawodowego "feminizmu", więc w ich żywotnym interesie jest, by nierówności i dyskryminacja kobiet trwały w nieskończoność. Robią więc co się da, żeby ośmieszać idee feministyczne, bo w istocie ich realizacja grozi im bezrobociem. Nie ma dyskryminacji - nie ma zapotzrebowania na feministki. Ot, i wszystko. Parę tekstów z tamtej strony dot. pani Ogórek, było jak uderzenia gazem spod ogona skunksa. Wyjątkowo brzydkie i cuchnące.

              ale się dzisiaj politycznie uruchomiłem, prawda ? ;]]
              • barbasia1 Re: Dr Ogórek przemówiła w końcu swoim głosem 18.10.16, 20:53
                >ale się dzisiaj politycznie uruchomiłem, prawda ? ;]]

                Hahaha! Prawda.
                • grek.grek Re: Dr Ogórek przemówiła w końcu swoim głosem 19.10.16, 12:17
                  ;]]
          • grek.grek Re: Dr Ogórek przemówiła w końcu swoim głosem 18.10.16, 12:43
            :]

            oj było chamsko, Barbasiu, było. Owszem, nikt pani Magdaleny nie nazwał na "k", ale w politycznym języki próg chamstwa jest jednak ciut niższy niż w debacie ulicznej, więc tych brzydkich i niestosownych uwag było sporo, wg mnie - nadmiar.

            wg mnie, nie zasłużyła sobie na takie słowa. Nic niewłaściwego nie zrobiła, a napadano na nią jakby co najmniej patronowała złodziejskiej reprywatyzacji w Warszawie, nie podpisała wyroków TK, albo powiedziała o kobietach dokonujących aborcji per "Trzeba było wiedzieć, komu się dawało".

            przez pierwsze 2-3 miesiące po ogłoszeniu startu w wyborach po proostu milczała :} i atakowano ją za to,ze milczy. A kiedy potem zapytano ją : dlaczego pani milczała ? odpowiedziała : milczałam do momentu OFICJALNEGO rozpoczęcia kampanii. I pobiła wszystkich swoim przygotowaniem do prezydenckiej aktywności, ponieważ faktycznie kampania startuje w momencie ogłoszenia tego faktu przez PKW albo prezydenta [w tym momencie nie mam pewności kto dokładnie ma ten zaszczyt]. Zachowała się zatem z godnością, nie robiąc nic zanim kampania oficjalnie nie ruszy. Tak powinien się zachować prawdziwy polityk. W polskim, przepraszam za okreslenie sympatyczne świnki, chlewie politycznym standardy nie obowiązują, a media, jak ten przykład pokazał, dzielnie się dostosowują do narzucanych wzorców. Tutaj też mi pani Ogórek zaimponowała.

            o, Barbasiu, nie mam nic przeciwko maglowaniu kandydatów, ale wolałbym maglować ich w kwestiach dot. gospodarki, polityki zagranicznej, ekonomii, spraw wewnętrznych, incicjatyw ustawowych itd.

            pani Ogórek z takiego maglowania wychodziła nie tylko obronną ręką, ale i tanecznym krokiem. Atakowano ją za to, że jest urodziwą, młodą, wykształconą i elokwentną KOBIETĄ. najchętniej atakowały feministki, feminiści i liberałowie.

            Po stronie PIS, po stronie konserwatystów nie spotkałem żadnego przypadku hejtu na panią Ogórek. Przeciwnie, red. Ziemiec z TVP przeprowadził z nią bardzo kulturalny i rzeczowy wywiad, a przed debata w telewizji pan Korwin Mikke przyszedł z kwiatami, ktore pani Ogórek wręczył i w rękę pocałował. Od feministki zapewne dostałby w ucho ;]

            uważam, że podczas kampanii wyborczej kompletnie zlekceważono jej poglądy, jej program, jej opinie, a skupiono się na hejtowaniu jej, wrzucono przekaz pt. "lalka Barbie, co się nadaje na hostessę, ale nie na prezydenta". Robili to ludzie, którzy zapewne nie wysłuchali żadnego z nią wywiadu, a jesli nawet, to ze złości na jej młodość, urodę i inteligencję niczego nie usłyszeli, bo już kombinowali, jak tu ją błotem obrzucić następnego dnia.

            dlaczego prezydentem Polski może być tylko podstarzały facet, który albo nadużywa procentów, albo generalnie nie jest zbyt gramotny i z trudem ogarnia rzeczywistośc dookoła siebie, albo nie ma zdania na żaden temat, bo służy swojej partii jako notariusz ?

            Może po prostu na Magdalenę Ogórek prezydenta Polska w tym momencie nie jest gotowa. Mentalnie :]
        • barbasia1 Re: Dr Ogórek przemówiła w końcu swoim głosem 17.10.16, 22:49
          >sam straciłem wtedy resztki sympatii dla tej tzw liberalno-lewicowej strony dyskursu politycznego,

          Hehe! Nie mów, że w prenumerowanej Polityce czytasz teraz tylko nagłówki, a i te z wielką niechęcią. ;))

          • barbasia1 Re: Dr Ogórek przemówiła w końcu swoim głosem 17.10.16, 22:50
            Hehe! Nie mów, że w prenumerowanej Polityce czytasz teraz tylko nagłówki artykułów, a i te z wielką niechęcią. ;))
          • grek.grek Re: Dr Ogórek przemówiła w końcu swoim głosem 18.10.16, 12:54
            ;]

            czytam głównie afisz kulturalny, Barbasiu ;]

            ale serio, nie wszyscy oczywiście, na tzw liberalnej lewicy, się skompromitowali, niemniej - do dziś zadziwia mnie łatwośc z jaką wówczas zrzucali swoje szaty tolerancyjnych, postępowych światowców i w pełnej goliznie własnego faktycznego zacofania czepiali się babki za to, że ośmieliła się startować na prezydenta. Przecież cała lewica miała posłusznie głosować na katolicko-zaściankowo-leśnodziadkowego KOmorowskiego. Chciano nas do tego zmusić. Także za pomocą oblewania pomyjami pani Magdalenę.

            m.in dlatego czułem małą schadefreude, kiedy ten lesny dziadek przerżnął z kretesem, a ja przyczyniłem się do tego dwukrotnie głosując na pana Dudę, który zupełnie mnie nie rozczarowuje, bo dokładnie takiej prezydentury po nim się spodziewałem :]

            Wyszedł ze mnie złośliwiec, Barbasiu, ale... może Polska potrzebuje tych rządów PIS i pana prezydenta z PIS, żeby się czegoś nauczyć. Zwłaszcza te liberalno-lewicowe elity, ktorym się wydawało, i do dziś, wydaje, że demokracja polega na tym, że oni sobie w wąskim kręgu ustalają, a my wszyscy mamy to akceptować, bo oni są światli, mądrzy i zorientowani, a naszym jedynym zadaniem jest płacić podatki na ich geszefty i wygodne życie za publiczne pieniądze.

            PIS robi to samo, ale na rzebudzenie wyborców PISu czekam z nadzieją,że nastąpi już niebawem.

            I wtedy, przebudzeni my, i przebudzeni oni, przebudzone polskie społeczeństwo pogonimy wszystkich, którzy mieli nas za "ciemny lud", i z tych lewej, i tych z prawej, i tych ze środka, i wybierzemy sobie wreszcie nową klasę polityczną. Takich ludzi jak na Słowacji, w Czechach, w Skandynawii, w Niemczech : z którymi często nie będziemy się zgadzali, ale którzy nie będą nas mieli za idiotów, a siebie za autorytety, i za których nie będziemy musieli się wstydzić, a co najwyżej parę razy nas nieszkodliwie rozśmieszą.

            takie mam polityczne marzenie ;]
    • grek.grek "Artyści" odcinek już 7 17.10.16, 13:04
      za tydzień ostatni odcinek, a tutaj... jakoś nie komentujecie, zachowujecie dyplomatyczną powściągliwość... :]]

      a 7 odcinek zagęścił dodatkowo atmosferę, choć wydaje mi się, że ostatnia scena sugeruje coś innego niż zapowiadać by mogła... przedostatnia.

      mamy w 7 odcinku sukces premiery w Popularnym nowej sztuki cenionej rezyserki Richter, z którym to spektaklem cała grupa ma jechać na festiwal do Awinionu; brawurowa rolę gra bohaterka Doroty Segdy, a sama Segda świetnie wypada w całokształcie, zwłaszcza ogrywając aktorskie zwyczaje i maniery okołosceniczne [i sceniczne też]; sama Richter widzi już duchy dawnych dyrektorów teatru, a więc jej rzucone niedbale wyznanie, że umiera i zostało jej pół roku - nie było trikiem mającym zmobilizować zespół.

      literat piszący nową sztukę dla Popularnego radzi sobie fatalnie, ma tego materiału na ledwie 5 stron, w dodatku fabuła jest kuriozalna [kibole stają w obronie teatru], ale pan dyrektor, który chce tę sztukę samodzielnie wyreżyserować, wpada na pomysł, by obsadzić w głównych rolach parę do niedawna najwybitniejszych aktorów Popularnego, chwilowo odsuniętych od aktywności scenicznej [ona strzeliła focha i sama się wyautowała, czego pożałowała, kiedy w teatrze pojawiła się Richter; zaś pan aktor nie odpowiadał koncepcji Richter, a cała sytuacja mocno uporządkowała jego ego, które wcześniej wydawało się być większe niż cały teatr].

      cała sytuacja w teatrze powoduje rozeźlenie u jakiegoś ważniaka, którego jednak w finale... a nie powiem co spotyka.

      doskonała jest też sekwencja otwierająca odcinek : pogrzeb zmarłej w poprzednim odcinku starszej aktorki, a po pogrzebie mocno zakrapiana stypa w mieszkaniu dyrektora. podpici aktorzy i pracownicy teatru śpią gdzie popadnie, a niektórzy w pokoju dziecinny pociech dyrektora. W łózku dyrektora - trzy kobiety :] I dyrektor ma wizję senną, wedle której jego żona wraca z tego jej festiwalu filmowego [jest ona reżyserką, jej krotki metraż dostał angaż na Sundance Festival] i zastaje ten cały... majdan, podejrzewa go z miejsca o zdradę i ucieka z domu.

      No i prawie tak to wygląda, bo dyrektor budzi się i słyszy z przedpokoju dokładnie taki dialog żony z kimśtam, jaki słyszał we śnie. Na równe nogi się zrywa i pędzi, przekonany, że dalej też będzie jak we śnie... ;] Nie docenia swojej żony, oczywiście.

      co ja mogę powiedzieć... sięgnijcie po "Artystów" na vod [jest na stronach TVP, nie linkuję, bo nie wiem czy teraz można ;)], naprawdę warto obejrzeć i posłuchać.

      za tydzień ostatni odcinek i czegoś takiego jak "drugi sezon" raczej nie będzie, tak twierdzili w rozmowie z nimi pp. Demirski i Strzępka, autorzy serialu.

      Może i dobrze. w obecnych czasach nie ma nic gorszego niż seriale ciągnące się przez wiele sezonów. niby wiadomo, że pomysłów nie ma, para już dawno uszła, ale pierwszy, czasami także drugi, wyjątkowo - także trzeci, sezon stworzył taką bazę fanów, że nawet zgrzytając zębami kolejne serie oglądaja, wykruszając się dośc powoli, co pozwala na nakręcenie kolejnych 5-6 serii i zrobienie na ich odpowiedniego biznesu.

      najlepsze seriale, o dziwo, to wciąż te które są krótkie i zamknięte, ot taka choćby "Niewolnica Isaura", nieprawdaż ? ;]
      • barbasia1 Re: "Artyści" odcinek już 7 17.10.16, 22:57
        Greku, ja dopiero zamierzam obejrzeć serial zachęcona Twoim entuzjazmem. Liczę na powtórkę, albo obejrzę w necie.
        • grek.grek Re: "Artyści" odcinek już 7 18.10.16, 13:09
          Barbasiu, bardzo zachęcam ! :]

          serial jest naprawdę świetny. odcinki mają 45 minut metraż, więc mozna oglądać po 2-3 naraz :]
    • grek.grek czekając na "Snowdena" 17.10.16, 13:07
      niebawem i u nas chyba ? premiera "Snowdena", więc na okoliczność wywiad z reżyserem :

      film.onet.pl/artykuly-i-wywiady/oliver-stone-wojna-jest-czyms-najgorszym-wywiad/1st6xj
    • siostra_bronte "Nadzór" 17.10.16, 14:45
      Jutro o 0.15 w Jedynce. Greku, masz szansę nadrobić tę zaległość :)
      • grek.grek Re: "Nadzór" 17.10.16, 15:56
        dzięki, Siostro :]

        jutro w CT Art na pewno jakiś film festiwalowy, o 21:05.
        potrwa zapewne do ok 23:00.
        może więc uda mi się obejrzeć oba :]

        zapewniam, że zrobię, co w mojej mocy, aby tak się stało :]
      • grek.grek Re: "Nadzór" 19.10.16, 14:18
        Siostro, w nocy obejrzałem, ale niestety tylko większą połowę :] tę drugą.

        na szczęscie jest powtórka, 1:05 tej nocy, więc obejrzę w całości :]

        tak czy owak, przejmująco realistyczny film.
        wydawało się, że tej cudownie bezczelnej i niezależnej Justyny nic nie złamie, a tutaj - jednak mozna...
        scena próby chóru - przekomiczna :]
        akcja w radiowęźle - doskonała.
        scena więziennego buntu i tłuczenia metalem o kraty w odpowiedzi na śmierć Justyny - świetnie nakręcona.
        scena wigilii - przykra.
        sceny odwiedzin córki Klary - trudne.
        no a Szapołowska w roli niczym "siostra Ratchett" z "Lotu..." doskonała, i kapitalnie obsadzona. żadna brzydka i wredna kapo, ale piękna, elegancka i opanowana "szefowa", która chce mieć wszystko pod kontrola i syci się władzą sprawowaną nad słabszymi wobec siebie więźniarkami.
        no i finał... szare ulice, codziennośc, i wychodząca z więzienia prztrzepana życiowo kobieta, która nie bardzo wie, dokąd ma iśc i po co [a ten krótki przebłysk spotkania z córką - nie wiadomo, czy jest zapowiedzią przyszłych wydarzeń czy tylko marzeniem nie do spełnienia].

        po seansie całego filmu - spróbuję coś dopisać :

        dzięki za rekomendacje, naprawdę mocne kino, znakomite.


        • grek.grek Re: "Nadzór" 20.10.16, 12:21
          z powodzeniem doobejrzałem.

          A więc w pierwszych 30-40 minutach głównym motywem jest ciąza głównej bohaterki : lekarz więzienny najpierw informuje ją o tym, że spodziewa się dziecka, zapowiadając, że MUSI go urodzić, że aborcja nie wchodzi w rachubę, a potem, że... jak zapłaci, to da się to załatwić.

          W sumie, Klara decyduje się urodzić pod wpływem jakiegoś impulsu wewnętrznego, jakby doszedł w niej do głosu instynkt przetrwania : dziecko !, oto motywacja do tego, by w obliczu wyroku dożywocia nie zwariować, znaleźć w sobie nadzieję.

          przemoc bywa, romanse między więźniarkami - też są, ale reżyser nie psuje filmu zadnymi naturalizmami, które byłyby zbędne, bo dramat wybrzmiewa dostatecznie donośnie w twarzach bohaterek, w surowym krajobrazie więziennych cel i korytarzy i napisany jest wspaniałą przejmującą muzyką.

          Gabriela Kownacka [Danusia] prosząca do tańca koleżankę - ten ukłon z papierosem w twarzy... hahaha :] Są sceny komiczne i to jakie.

          Albo to : do hali fabrycznej, gdzie więźniarki pracują, przychodzi jakiś kierownik, bo szuka pracownic do przeniesienia czegoś, czy przewiezienia. i rzuca "TRzy silne są potrzebne !", na co jedna z pracujących [Ewa Ziętek] : "Aż trzy ? To pan kierownik widać w formie !" - :]

          ale generalnie wesoło nie jest, a resocjalizacja przeprowadzana za pomocą cenzury, podsłuchiwania rozmów, czytania listów, kontrolowania niemal każdego RUCHU kobiet [na spacerniaku, kiedy Justyna wyłamuje się na sekundę z szeregu, żeby pochylić się nad gołębiem chyba], wygląda jak metafora systemu totalitarnego.

          są wychowawcy i opiekunowie na poziomie [Beata, a takze ten jegomośc, który ostatecznie załatwia Klarze wyjście tymczasowe na pół roku, już po tym jak dostała zamianę dożywocia na 25 lat, a wyjśc ma po 12], ale i tak mocniej oddziałuje postać Kingi, Grażyna Szapołowska gra ją doskonale, zimna, rzeczowa, bezwzględna, i prowokująca pytanie o źródła takiej postawy ? Czyżby w swoim prywatnym życiu niczego nie kontrolowała, więc tutaj chce kontrolować wszystko ? A może naprawdę wierzy w świętość "przepisów", nawet jeśli efekt ich działania momentami jest nieludzki i opresyjny ? Idealna funkcjonariuszka systemu czy frustratka ? A może nawet zazdrośnica : w pewnym momencie widac jak podgląda rozmawiające ze sobą Klarę i inną wychowawczynię Beatę, robiącą tutaj za "dobrego Niemca".

          ostatecznie, Klara wychodzi także dlatego, że przestała 'fikać". Przesłanie brzmi : pokora wobec systemu zostaje nagrodzona. Z drugiej strony : Klara gotowa jest się ugiąć, w imię nadziei na lepszą przyszłośc. Jesli TYLKO TAK może ją uzyskać - zgadza się schować dumę do kieszeni.

          film jest z 1983 roku, więc sporo mówi o rzeczywistości polityczno-społecznej wówczas aktualnej.

          dzięki, Siostro, za polecenie :]
          bardzo dobre kino.
          • siostra_bronte Re: "Nadzór" 20.10.16, 13:34
            Cieszę się, Greku, że tak Ci się podobało :)

            Mocne, przejmujące kino. Zdecydowanie jeden z najlepszych polskich filmów lat 80-tych!
            • grek.grek Re: "Nadzór" 20.10.16, 15:59
              dzięki, Siostro, raz jeszcze :]

              o, zdecydowanie się zgadzam z Twoją oceną.
          • maniaczytania Re: "Nadzór" 24.10.16, 22:43
            Greku, napisałeś:
            "ale i tak mocniej oddziałuje postać Kingi, Grażyna Szapołowska gra ją doskonale, zimna, rzeczowa, bezwzględna, i prowokująca pytanie o źródła takiej postawy ? Czyżby w swoim prywatnym życiu niczego nie kontrolowała, więc tutaj chce kontrolować wszystko ? A może naprawdę wierzy w świętość "przepisów", nawet jeśli efekt ich działania momentami jest nieludzki i opresyjny ? Idealna funkcjonariuszka systemu czy frustratka ? A może nawet zazdrośnica : w pewnym momencie widac jak podgląda rozmawiające ze sobą Klarę i inną wychowawczynię Beatę, robiącą tutaj za "dobrego Niemca"."

            Mnie się wydaje, że tam było dość wyraźnie pokazane, że ona miała swoją tajemnicę, która na moment została ukazana - miała na sobie jakąś dziwną konstrukcję, jakby gorset - być może dlatego na końcu się zlitowała, bo córeczce Klary groziło z powodu zaniedbań coś podobnego ...
            • grek.grek Re: "Nadzór" 25.10.16, 15:32
              doskonale to wychwyciłaś, Maniu !

              w scenie szarpaniny w "radiowęźle" faktycznie jest taki moment ujawniający to, o czym napisałaś.
              I rzeczywiście, może on tłumaczyć postawę tej bohaterki w końcówce filmu.

              niemniej... ciągle nie mogę opędzić się od myśli, że ona do końca dązy do zdominowania Klary. w imię świętości regulaminu ? widziałbym w tym metaforę stosunków politycznych w Polsce, na której mogło rezyserowi zależeć, jako że film kręcony był w 1983 roku.

              ... a skojarzenia z "Lotem nad kukułczym gniazdem" - automatyczne, prawda ? ;]
              • siostra_bronte Re: "Nadzór" 26.10.16, 13:58
                Dla mnie też kalectwo Kingi było oczywistą przyczyną jej zachowania wobec więźniarek. Chciała mieć nad nimi przewagę, bo miała kompleks swojej fizycznej wady i czuła się gorsza.
                • grek.grek Re: "Nadzór" 26.10.16, 16:16
                  cześć, Siostro :]

                  to jest mocny argument.

                  cały czas jednak zastanawiam się, na ile cały obraz stosunków w tym więzieniu jest metaforą pollitycznej sytuacji w Polsce AD 1983 ?

                  a może niepotrzebnie szukam takich skojarzeń ?
    • grek.grek "Więzień labiryntu" via Polsat 18.10.16, 13:38
      straciłem pierwsze 20 minut, ale obejrzałem resztę i - to całkiem niezłe kino.

      młody chłopak Thomas budzi się znienacka w obcym miejscu. Jest to rozległa polana, otoczona wysokim na 30 metrów murem. Thomas nie ma pojęcia, co tu robi i ja się tutaj znalazł. Nie jest sam, oprócz niego znajduje się tutaj kilkudziesięciu innych chłopców. Najbardziej zaawansowani stażem mieszkają tutaj już od 3 lat.

      Za murami jest labirynt złozony z setek ogromnych betonowych płyt. Za dnia otwierają się wrota prowadzącego do labiryntu i dwóch chłopaków wypuszcza się na przeszpiegi. Dzięki tym wycieczkom mieszkańcy Strefy próbują tworzyć makietę labiryntu w nadziei na znalezienie wyjścia.

      Muszą jednak uważać : po pierwsze - labirynt żyje własnym życiem, za dnia płyty potrafią nagle zacząć się przemieszczać, zmieniać położenie i tworzyć pułapki, w które łatwo wpaść i zostać w nich na dobre; po drugiej : trzeba wrócić do zmierzchu, bo wtedy brama się zamyka, a władze w labiryncie przejmują tzw. dozorcy, dziwacze stwory z głowami bakterii z reklam i ciałami pająków na metalowych nogach z ogonami zakończonymi szczypcami. Kto wpadnie w ich łapy - najpewniej ginie.

      Thomas poznaje więc życie w Strefie, dowiaduje się, że społecznośc jest wyposażona w pola uprawne, dzięki którym nie umrze z głodu, a jednocześnie do tej pory nikt nie wie, o co tutaj chodzi, kto ich tu zamknął i w jakim celu. Thomas w snach ma przebłyski, słyszy jakieś rozmowy, dialogi, jeden z nich brzmi "projekt jest dobry". Widzi też nieznajomą dziewczynę.

      Potem ta dziewczyna ląduje w Strefie, jak wszyscy - nic nie pamięta, ale Thomas ją sobie przypomina ze snu, więc coraz częsciej sądzi, że wszyscy oni padają ofiarą jakiegoś eksperymentu.

      Thomas przeżywa zamknięcie na jeden dzień w labiryncie na noc, udaje mu się zabić jednego z dozorców, z innych chłopakiem cudem unika śmierci, kiedy podczas zwiadu po labiryncie konstrukcja zaczyna tworzyć nowe konfiguracje i muszą uciekać w szalonym tempie. Wtedy własnie udaje się im natknąc na przejście, które może być drogą do wolności.

      Przywódca Strefy, Gali, oskarża Thomasa o bycie w zmowie z macherami tego całego przedsięwzięcia. I dochodzi do schizmy : Thomas zabiera ze sobą tych, co chcą spróbować przebić się na wolnośc, nawet ryzykując śmierć. Z GAlim zostają ci, którzy wolą bezpieczeństwo w niewoli.

      Grupa Thomasa stacza bój z dozorcami i ostatecznie wychodzi z labiryntu. Prosto do laboratorium, pełnego martwych naukowców [ mają fartuchy] i ekstremalnie skomputeryzowanego. STąd byli cały czas nadzorowani. Badano ich procesy mózgowe.

      Z telewizora przemawia się do nich stateczna jejmośc w naukowym kitlu. Opowiada, że wojna spustoszyła Ziemię, ich zaś uratowano i umieszczono w Strefie, aby za pomocą laboratoryjnego chowu znaleźć lekarstwo na zarazę jaka się na Ziemi rozprzestrzeniła [tutaj leci stosowny film pokazujący przykładowego zarażonego]. A potem pani strzela sobie w głowę.

      Nasza młodzież nie bardzo wie, co z tym całym fantem począć, ale wtedy z opresji ratuje ich scenariusz : do laboratorium wpada grupa zamaskowanych wojskowych, wyprowadza ich stamtąd, pakuje do helikopterów i wywozi. Nie wiadomo dokąd, ale wiadomo, że cały ten labirynt - doskonale teraz przez nich widziany z wysokości - był usytuowany gdzieś na pustyni oraz że chyba faktyczne z matką Ziemią coś jest nie tak, bo lecą nad miastem zasypanym piaskiem i ze sterczącymi kikutami zrujnowanych wieżowców. Panorama sugeruje, ze mamy do czynienia z planetą na której wymarło życie.

      I sensacyjnie na zakończenie pojawia się ta pani, co w telewizorze strzeliła sobie w głowę, całkiem żywa :] Pokój i zgromadzenie ludzi, jak z zebrania rady nadzorczej korporacji, i pani mówi, że pierwszy etap eksperymentu został zakończony, pora przejśc do drugiego.

      Będzie więc zapewne druga częśc, a podczytałem że film jest ekranizacją powieściowej trylogii, więc na rozwiązanie całej intrygi w formie filmowej poczekamy jeszcze trochę.

      Tak czy owak, kilka efektownych scen [rajd Thomasa i jego kolegi wśród wykonujących śmiertelnie groźne ruchy bloków labiryntu], ciekawe zakończenie oraz postawienie bohaterów wobec dylematu : bezpieczeństwo i niewola czy wolnośc i ryzyko ? - to wg mnie lista niewątpliwych atutów tego filmu :]
      • grek.grek Re: "Więzień labiryntu" via Polsat 18.10.16, 13:46
        Może jeszcze tylko trailer :

        www.youtube.com/watch?v=64-iSYVmMVY
    • grek.grek 20:45 TVP1 - LM : Real M. - Legia 18.10.16, 16:09
      no to... ile będzie ? :}]

      4-0, 5-0, 10-0 ? ;]

      żartuję - ja bym powiedział, że Real strzelił do przerwy 3 gole, a w drugiej połowie dorzuci dwa. Będzie 5-0, bo po co Realowi więcej ?

      jak sądzicie ?
      • barbasia1 Re: 20:45 TVP1 - LM : Real M. - Legia 18.10.16, 21:06
        Pierwszy kwadrans Legia miała bardzo dobry, dwie czy trzy świetne akcje i prawie gol ,ale piłka odbiła się od słupka.

        I już pierwszy gol dla Realu. Gareth Bale.

        I drugi gol w 19 minucie.
      • barbasia1 Re: 20:45 TVP1 - LM : Real M. - Legia 18.10.16, 21:07
        Karny dla Legii!

        I gol!!! 2:1
      • barbasia1 Re: 20:45 TVP1 - LM : Real M. - Legia 18.10.16, 21:07
        Na pewno nie będzie to przegrana do zera. 5:1?
        • maniaczytania Re: 20:45 TVP1 - LM : Real M. - Legia 18.10.16, 21:15
          dokładnie- do zera już nie będzie, więc i wstydu chyba też ;)
          Przynajmniej na razie widać, że się starają.
          • barbasia1 Re: 20:45 TVP1 - LM : Real M. - Legia 18.10.16, 21:27
            To prawda. :)
      • barbasia1 Re: 20:45 TVP1 - LM : Real M. - Legia 18.10.16, 21:26
        >ja bym powiedział, że Real strzelił do przerwy 3 gole,

        36 minuta - i Real ma już trzy gole w pierwszej połowie.
        • barbasia1 Re: 20:45 TVP1 - LM : Real M. - Legia 18.10.16, 21:37
          3:1 Takim wynikiem kończy się pierwsza połowa.
          • siostra_bronte Re: 20:45 TVP1 - LM : Real M. - Legia 18.10.16, 21:57
            Dzięki, Barbasiu za relację live :)
            • barbasia1 Re: 20:45 TVP1 - LM : Real M. - Legia 18.10.16, 22:12
              :) Bardzo proszę.

              Jednym okiem czytam posty, drugim patrzę na mecz. ;)
            • maniaczytania Re: 20:45 TVP1 - LM : Real M. - Legia 18.10.16, 22:15
              jeszcze 20 minut do końca, 4:1 - Barbasiu - kto wie, może padnie Twój wynik? :)
              • barbasia1 Re: 20:45 TVP1 - LM : Real M. - Legia 18.10.16, 22:36
                >jeszcze 20 minut do końca, 4:1 - Barbasiu - kto wie, może padnie Twój wynik? :)

                :))

                A rzuciłam ten wynik bez specjalnego namysłu. :))
      • barbasia1 Re: 20:45 TVP1 - LM : Real M. - Legia 18.10.16, 22:09
        To Real w drugiej połowie dorzucił kolejnego gola, 68 minuta 4:1.
      • barbasia1 Re: 20:45 TVP1 - LM : Real M. - Legia 18.10.16, 22:34
        85 minuta, kolejny gol. Real - Legia 5:1. Jako rzekłeś, Real dorzucił dwa gole w drugiej połowie. :)
        • barbasia1 Re: 20:45 TVP1 - LM : Real M. - Legia 18.10.16, 22:37
          Koniec. 5:1
          • grek.grek Re: 20:45 TVP1 - LM : Real M. - Legia 19.10.16, 12:21
            świetna relacja, Barbasiu ! Maniu ! :]

            zdązyłem jeszcze tego karnego dla Legii zobaczyć, a potem przełączyłem się na film. w piewszych 25 minutach wyglądach to tak, jakby od pewnego momentu Real w każdej akcji był blisko zdobycia gola, a w akcjach jeden na jeden pokonywał legionistów z łatwością dziecinną niemalże.

            w sumie, komentarze medialne sa takie, że 5-1, to wynik zadowalający i obciachu nie było ;]
            czyżby tak bardzo zmizerniały nasze oczekiwania, że cięzkie lanie od dreptającego potentata odbieramy pozytywnie ?
            • barbasia1 Re: 20:45 TVP1 - LM : Real M. - Legia 19.10.16, 19:38
              :)
              Cóż znamy nasze możliwości.
    • grek.grek 21:05 Ct ARt : "Dzienniki z Poll" 18.10.16, 16:20
      film ten miał premierę w Toronto w 2010 roku.

      taki enigmatyczny, że na Filmwebie nawet opisu nie udało się sporządzić ;]

      z opisów w innych źródłach : rzecz się dzieje latem 1914 roku, w przededniu wybuchu I wojny światowej. bohaterka, nastoletnia, bystra i emocjonalna, Ode, przyjeżdza z Berlina do rodzinnej miejscowości Poll w Estonii.

      ma zamiar pochować prochy zmarłej matki w jej ojczystej ziemi, a także spotkać się z ojcem, naukowcem podejmującym się eksprymentów i badań niebezpiecznie bliskich rasowym koncepcjom nazistów, oraz resztą arystokratycznego rodu, który nie zważając na polityczną zawieruchę i zmieniający się ustrój społeczny, żyje jakby nadal miał przywileje i szczególną pozycję w społeczeństwie.

      któregoś dnia Ode na terenie posiadłości znajduje rannego anarchistę. Udziela mu pomocy i ukrywa go, zdając sobie sprawę, że sporo ryzykuje w ten sposób.

      mam nadzieję obejrzeć i coś napisać a'propos :]

      udanego wieczoru, Czcigodni !
      • barbasia1 Re: 21:05 Ct ARt : "Dzienniki z Poll" 18.10.16, 21:08
        Brzmi świetnie! :)
        • grek.grek "Dzienniki z Poll" [1] 19.10.16, 13:04
          zgadza się, Barbasiu :] I wygląda też nieźle.

          opowiem co nieco.

          Poll znajduje się w Estonii, nad bałtyckim morzem. Mieszka tutaj rodzina 14-letniej Ode, która przyjeżdza z Berlina w towarzystwie trumny z prochami matki. Chce ją pochować na rodzinnym cmentarzu.

          Poll, to dwupiętrowy dom stojący na palach w morzu - do którego prowadzi drewaniane molo i rozległe schody. Tuż obok, już na lądzie, mieszczą się zabudowania gospodarcze i dośc mocno zrujnowane fragmenty dawnej posiadłości rodzinnej, m.in kaplica cmentarna.

          Naczelną postacią Poll jest ojciec, Ebbo- profesor biologii. Kiedyś uczył na uniwersytetach, ale przedmiot i metody jego badań naukowych spowodowały, że wydalono go z katedry. Taki... naukowiec wyklęty. Nie zaprzestał działalności naukowej, przeciwnie : dawną pilarnię zamienił w swoje laboratorium. Ma tak dziesiątki wypreparowanych czaszek ludzkich, liczne płody i dziwactwa genetyczne w słojach z formaliną, a także mnóstwo rozmaitych fiolek, butelek i wszelakich rozmaitości. Jego naukowe zainteresowania obejmują przede wszystkim ludzki mózg, a w nim - lokalizację "źródła zła w człowieku". Pokazuje córce mózg ludzki w formalnie i tłumaczy, gdzie się ono znajduje.

          Ode wspomina ojca jako człowieka ambitnego, ale pesymistycznego, zaintrygowanego śmiercią, nie wierzącego w przyszłość, w to że coś po człowieku zostanie na tej ziemi. W bezpośrednim kontakcie papa nie stwarza wrażenia depresyjnego. Zdecydowanie bardziej można mu zarzucić pewną oschłośc w relacjach międzyludzkich, co wytyka mu jego aktualna żona, Milla. Ode nazywa ją "ciotką", początkowo Milla zachowuje wobec niej dystans, z czasem te relacje się poprawiają.

          Milla ma romans z zarządca resztek majątku Poll, Mechmershausenem. Ma też syna, Paula, rówieśnika Ode, ktorego Ebbo traktuje per noga i kiedy tylko ten coś przeskrobie, zamyka go w ciasnym kredensie.

          Obok Poll stacjonuje jednostka rosyjskiej kawalerii. Białe mundury. Wieczorami w Poll urządzane są wytwotne wieczorkii literacko-muzyczne, koncerty, śpiewanie piosenek. Schodzą się także elegancko ubrane rodziny z okolicy, a bryluje Milla, zapalona specjalistka od gry na skrzypcach. Zwykle podłącza się Ebbo na fortepianie. Przychodzą również rosyjscy oficerowie.

          Ode jest wrażliwa, dorosła nad swój wiek, i bardzo samotna, po śmierci matki. NAwiązuje kontakt z ojcem, zagaduje go i prosi by ją czegoś nauczył, bo ona chce zostać lekarzem. Ojciec z uśmiechem uczy, ale zapowiada "Nie możesz zostać lekarzem, bo jesteś kobietą". Ucząc i opowiadając jej o ludzkim mózgu, Ebbo jakby bezwiednie sięga po suwmiarkę i mierzy jej głowę. Wiemy do czego nazistom służyły takie pomiary...

          Pewnego dnia rosyjscy zołnierze lokalizują w okolicznych szuwarach kilku estońskich anarchistów, przeciwników caratu. Zabijają ich, a ciała przynoszą - a właściwie : sprzedają ? - Ebbo, który wykorzystuje je do swoich badań. Zarządca jest tym zbulwersowany, podczas kolacji dochodzi do kłótni między nimi.

          Ode chętnie ucieka w samotnośc, dużo pisze w swoim notatniku, obserwuje naturę. Dzień po w.op zdarzeniu chowa się w starej rodzinnej kaplicy. Siada na komodzie, a tu jakaś ręka chwyta ją spod spodu za łydkę. POdrywa się jak oparzona. W kaplicy ukrywa się estoński anarchista. Towarzysz tych zabitych. Oni zginęli, jemu udało się przeżyć, ale jest cięzko ranny i skrajnie wyczerpany.

          Okazuje się człowiekiem na tyle gramotnym, że zna niemiecki, więc mogą się dogadać. Ode jest nim zaintrygowana, początkowy przestrach ustępuje. Dziewczyna intuicyjnie wie, że musi mu pomóc, nie moze go oddać na pewną śmierć. Jak Rosjanie go namierzą, to kulka w głowę bez gadania. Jak ojciec czy ktokolwiek z rodziny go namierzy, to odda go Rosjanom. Jest więc zdana na samą siebie.

          Najpierw częstuje go tym, co ma : jabłkami. Potem znosi mu jedzenie. A później - wykorzystując że całe towarzystwo bawi na plaży - prowadzi go do laboratorium ojca i dekuje go na strychu, gdzie ojciec nie chodzi. Tam usypia go chloroformem i zaszywa ranę na ramieniu. Jednocześnie studiuje ojcowe książki medyczne i niby z głupia frant podpytuje go o rózne sposoby leczenia postrzałów. Tak zdobytą wiedzę wykorzystuje w pielęgnowaniu swojego pacjenta. Kiedy pyta go o imię, on odpowiada "Nie mam imienia. Nazywaj mnie jak chcesz". Więc ona sprawdza "Mueller ?" - on "Nie, Mueller jednak nie". Może "Schmidt ?" - też nie. Zastanawiając się podaje mu fiolkę z alkoholem, który podwędziła ojcu, i mówi "Sznaps". Na co on : mów mu Sznaps. A więc od tej pory Ode tytułuje go własnie w ten sposób.

          SZnaps szybko dochodzi do siebie. Po ogoleniu i ubraniu w czyste ciuchy okazuje się być młodym mężczyzną, który może się podobać. Ode jest nim absolutnie zapowietrzona, choć stara się tego nie okazywać wprost. Jest tyleż śmiała i odważna, co skryta i ostrożna. Po pewnym czasie jednak trudno jej ukryć swoje uczucia, choć okazuje je oczywiście w sposób bardzo subtelny. Przedstawia się jako "20 latka" i "pielęgniarka z zawodu", ale Sznaps od początku chyba jej nie wierzy :]

          Ode pyta go o powód dla którego Rosjanie go ścigają, a kiedy dowiaduje się, że Sznaps jest literatem, który wydał niepopularną ksiązkę - natychmiast chce, żeby zdradził jej wszystkie sekrety pisania książek. Bo to jest jej prawdziwe marzenie.

          Bawią się czasami. W kufrze na strychu znajdują stare ubrania, przebierają się za Napoleona [Ode] i za Józefinę [Sznaps], tańczą sobie, Ode czuje się wspaniale, a Sznaps dodatkowo recytuje jej wiersze atakujące carat i niesprawiedliwość społeczną. Ode, narratorka całej opowieści, wspomina je po latach z sentymentem. Te jej monologi są krótkie, raczej wstawki niż szeroko rozwinięte wypowiedzi, ale bardzo są treściwe.

          Podczas jednego z wieczorków w Poll, Ode wykonuje brawurową recytacjo-prezentację, w której łączy życie fauny z życiem społecznym, mówi o mikrobach żyjących w kropli wody, na którą zasadza się chcące ją wypić zwierzę, a potem płynnie przechodzi do porównania tego stanu z sytuacją społeczną, w której ludzie niosący życiodajne idee są prześladowani. Chyba nikt do końcva nie łapie o co jej chodzi, ale wszyscy są zaintrygowani jej zachowaniem i sposobem wypowiedzi.

          Wkrótce Ode odkrywa, że stosunki Milli z zarządcą są patologiczne, jest świadkiem gwałtu. Zarządca jest na Millę wściekły, powtarza tylko "Żadnych zmian ! Ma być tak jak do tej pory". Możliwe, że Milla chciała się rozwieść z Ebbo, sformalizować związek z zarządcą i opuścić Poll, w którym od zawsze chyba czuła się nieszczęsliwa. Tyle że zarządca nie chciał na to pójśc. Tak mi się wydaje.

          cdn
        • grek.grek "Dzienniki z Poll" [2] 19.10.16, 13:42
          Ebbo odwiedzają wyczekiwani od dawna profesorowie z Wiednia. Zabierają jakieś rzeczy z jego laboratorium i odjeżdzają. Ebbo wita ich wylewnie, pulsuje radością, ma nadzieję na to, że dzięki nim dostanie katedrę w Wiedniu. Na próżno, profesorowie biorą co mieli wziąć i ledwie się żegnając odjeżdzają. Ebbo jest zrozpaczony.

          Podczas wizyty profesorów, Ebbo na moment wchodzi na górę, na strych. Jest tutaj suspens, bo może odkryć, że córka ukrywa zbiega. Ale nic nie odkrywa, dlatego że obojgu udało się w porę ukryć.

          SZnaps czuje się już bardzo dobrze. Szykuje się do odejścia. Ode wie, że niebawem go straci, wiec stara się za wszelką cenę go zatrzymać. A jednocześnie spełnia jego prośby. Gromadzi dla niego jedzenie na drogę i usiłuje ukraść pistolet. DO całej akcji wprowadza kuzyna Paula, który od początku próbuje zaskarbić sobie jej sympatię. Paul zostaje nakryty i ukarany przez Ebbo, przy aprobacie całej reszty towarzystwa. Nie zdradza jednak, że to Ode prosiła go o kradzież broni. A Ode przeżywa cięzkie chwile, kiedy Ebbo JEJ każe drzwiczkami od kredensu miażdzyć palce zamkniętego w środku Paula. Dziewczyna płacze, ale robi co musi.

          Niebawem Sznaps jest gotowy do drogi. Ode błaga go niemal, żeby wziął ją ze sobą. I prosi, żeby Sznaps poczekał jeszcze jeden dzień. Jutro całe towarzystwo idzie na piknik na plaży, więc nikogo nie będzie w pobliżu laboratorium. Będzie mógł spokojnie pójść. Sznaps się zgadza. I ulega prośbom Ode, mówi że ją weźmie ze sobą. "Jestem sama, nikogo nie mam, nie jestem już dzieckiem", mówi ona, on jej zaprzecza, ale widzi że nie przekona w ten sposób. Dziewczyna jest zbyt zdeterminowana. "UMiem gotować i szyć. Nie będę na nic narzekac. Tylko zabierz mnie ze sobą". Próżno z nią dyskutować racjonalnie...

          Następnego dnia Ode przebiera się w męskie ciuchy, radosna że idzie. Sznaps zakrada się od tyłu i usypia ją chloroformem. Nie moze jej przecież zabrać. W dyskusji jednak nigdy by jej nie przekonał.

          JUż ma Sznaps odejśc, kiedy do laboratorium wchodzi zarządca. Jest wściekły. Na plaży miało miejsce niesamowite wydarzenie : w jednej z beczek przedniego wina rosyjski oficer odkrył... płód syjamskich bliźniąt, który Ebbo ktoś przysłał w darze. Zapewne jacyś apologeci jego naukowego wyklęcia. Rosjanin strasznie się wzburzył na ten widok. Niektórzy zwymiotowali. Zaległa cisza, a zabawa na moment ustała. Ebbo reaguje jednak w porę, każe zarządcy natychmiast przywieźć nowe beczki z winem. Ochrzania go zdrowo. A dodatkowo, zarządca wdaje się w bójkę z jakimś zołnierzem. NO i Milla ostentactyjnie go ignoruje i zapowiada zimnym głosem "MY już ze sobą nie mamy nic wspólnego. Nie znam cię".

          Ma więc zarządca powody do złości. Wchodzi do laboratorium Ebbo i robi tam demolkę. Wywraca eksponaty, rozbija słoje, tłucze szkło... A wreszcie chce podpalić cały budynek. Sznaps w ostatniej chwili z ukrycia rzuca się na niego i obezwładnia. Niestety, w całej szamotaninie wylane na podłogę alkohole zajmują się od iskry.

          Sznaps pojedynkuje się z zarządcą już na podwórzu, udaje mu się go pokonać. Widzi że płonie laboratorium. Na strychu jest przecież uśpiona chloroformem Ode ! Sznaps chwilę się waha, już ma wskoczyć na koń i uciec. Ale nie może jej zostawić. Uratowąła mu życie. Nawet jeśli jej "Niemrą", jak jej raz wytknął, bo mimo tego że go ratowała i że był jej wdzięczny, nie brakło także małych wojenek między nimi.

          Najważniejsza dotyczyła faktu, ze ojciec Ode z ciał zabitych braci Sznapsa zrobił sobie materiał do doświadczeń medycznych. Sznaps był tym oszołomiony i zaszokowany.

          Teraz jednak odrzuca Sznaps wszystkie uprzedzenia i rzuca się w płomienie. Za chwilę wynosi śpiącą ciągle Ode. Na podwórzu czeka zarządca. Z karabinem wycelowanym prosto w jego nos.

          Przywiązuje Sznapsa do słupa w stajni. I ochrzania Ode za to, ze narażała życie wszystkich dla ocalenia anarchisty. Mówi, że musi zastrzelić Sznapsa. "W ten sposób ratuję ci życie, ratuję je całej twojej rodzinie, rozumiesz to !", krzyczy do niej i... może nawet ma rację ?

          Ode nagle zmienia ton i sensacyjnie, cedząc słowa i patrzac spode łba, mówi do zarządcy : "OSkarże CIEBIE, że ukrywałeś anarchistę. Tak - ciebie ! Że to ty ! Jak sądzisz, komu uwierzą ?".

          Tymczasem, podczas święta plażowego, posłaniec przynosi informację, ze wybuchła wojna [pierwsza światowa]. Rosjanie podrzucają czapki w górę. Państwo chyba nie rozumieją o co chodzi, aczkolwiek "wiedzą, że teraz wszystko się zmieni".

          Ktoś alarmuje - pożar w zabudowaniach ! Wracają wszyscy do Poll. Ebbo jest wstrząsnięty. Dorobek całego jego życia płonie. Nie da się już nic uratować. Ebbo domyśla się kto jest sprawcą. Chce żeby zarządca wylazł ze stajni. Nie wie, z kim on tam siedzi... Zarządca strzela do niego, rani w nogę, rosyjscy żołnierze otaczają budynek z bronią gotową do strzału.

          Sznaps prosi,żeby go rozwiązać i dać mu broń, chce się strzelać z Rosjanami. Zarządca patrzy na niego podejrzliwie, ale rozwiązuje i daje pistolet. I za chwilę Sznaps wygłasza krótkie oświadczenie i... strzela sobie w usta. Ginie na miejscu. Ode rzuca się z płaczem. A zarządca tłumaczy jej "On to zrobił dla ciebie ! rozumiesz - dla ciebie !". To prawda, teraz Ode i zarządca mogą wyjśc i powiedzieć, że to ten anarchista ich trzymał tutaj jako zakładników.

          I wychodzą o świcie , ale... nie ma już nikogo dookoła. Przybiega Paul i mówi, że Rosjanie wyjechali. Na front. Ebbo jest ranny, leży przy Milli.

          I tak też , de facto, kończy się ta historia, która dla Ode staje się historią inicjacyjną, doświadczeniem formującym, przeżywa prawdę śmierci, uczy się czym jej poświęcenie, przeżywa pierwszą miłość, odkrywa rzeczywistośc, w której jej ojciec to prekusor późniejszych nazistowskich eksprymentów biologicznych i człowiek pozbawiony serca.

          Po latach Ode zostaje pisarką. W finałowej scenie widzimy ją już jako starszą panią, która całą tę opowieśc spisuje.

          A na poczesnym miejscu w pokoju stoją... kartki z jej notesu, na których Sznaps napisał do niej kilka słów. Widzimy że było to tuż po tym jak ją uśpił chloroformem, żeby powstrzymać ją przed pójsciem z nim w ciemny las : napisał, że pewnego dnia Ode zostanie wspaniałą pisarką i on już nie mozę się doczekać by przeczytać jej książki. KOńczy ten krótki list "Twój na zawsze. Sznaps". Ode kazał oprawić w szkło te kartki i spogląda na nie w ostatniej scenie filmu.

          Cała historia oparta jest na faktach, a Ode jest młodzieńczą figurą pewnej wkrótce poczytnej pisarki, zaraz znajdę nazwisko :]

          Dopowiedziane są także losy innych postaci, m.in ojciec Ebbo popełnił samobójstwo w 1919 roku, zaraz po wojnie. Ode vel pisarka zmarła w 1988 roku w Berlinie.

          cdn

        • grek.grek "Dzienniki z Poll" [3] 19.10.16, 14:08
          zalety : prócz scenariusza i samej opowieści - stylistyka jej prowadzenia, niezwykły nastrój, jakieś takie zawieszenie między przeszłością, a przyszłością, doprawiane bardzo sugestywną liryczno-niepokojącą muzyką.

          wielokrotnie kamera skupia się na naturze, która natychmiast zostaje skontrowana energią rzeczywistości zmierzającej nieuchronnie ku strasznej wojnie, a to chrabąszcz na stoliku zostaje przyszpilony ręką człowieka, a to Ode musi zabić kumkającą żabę ze swojej torebki, żeby w ten sposób nie zdradzić iż na strychu ukrywa zbiega, a to znów estońscy anarchiści ukrywający się w nadmorskiej gęstwienie zostają ostrzelani przez Rosjan w sekundę po tym, jak jeden z nich wyciągnął palce po konika polnego co usiadł na łodydze badyla, to znów mamy obrazek symboliczny : na polance leżą obok siebie ranny Sznaps i martwa sarna, obrazek piękny i czytelny, aż tu nagle Sznaps sięga po nóż i resztką sił wbija go w padlinę, zapewne po to by wykroić mięso i pożywić się nim.

          mamy też obrazki sielankowe kontrapunktowane dramatycznymi : np. na plaży bawią się oficerowie wojska i cała rodzina państwa, w morzu robią sobie fotografie, a żołnierze wzburzaają lekko wodę, aby na zdjęciu powstała iluzja fal - i w ten obrazek wdziera się posłaniec z informacją o rozpoczęciu wojny, której hekatomby ofiar oni jeszcze nie znają, ale my i owszem.

          laboratorium ojca jest niezwykłym składowiskiem wszelkeigo rodzaju dziwnych ludzkich i nieludzkich fragmentów, czaszek ponumerowanych i oznaczonych, osobliwe miejsce. Ode czuje się tam bardzo dobrze, nie robi na niej wrażenia ani deformacja ludzkiego płodu ani krew. Ojciec nauczył ją szyć ludzkie rany, asystować przy sekcjach zwłok, interesować się chirurgią.

          A jednak : "nie zostaniesz lekarzem, córeczko, bo jesteś kobietą". Ojciec to szownista, ale nie szowinista grubą krechą malowany. Przeciwnie, jego szownizm maskowany jest naukowym zacięciem, grą na fortepianiem i śpiewaniem, postawą rozżalonego i odrzuconego przez świat akademicki naukowca pasjonata. Objawia się jednak zupełną obojętnością uczuciową, zachowaniami zwiastującymi nadchodzące wypaczenie nauki na rzecz koncepcji rasistowskich, a także samym faktem, że Ode musi ukrywać zbiega przed ojcem. Zna go na tyle, iż wie, że z pewnością oddałby w ręce Rosjan.

          półpanoramiczne ujęcia malowniczego Poll położonego w morzu oraz nadmorskich dobudówek i lasów otaczających okolicę - naprawdę przedniej jakości.

          Młoda Paula Beer , Ode, ma znakomity zmysł dramaturgiczny, jest wiarygodna i sugestywna, a jednocześnie wyjątkowo piękna. Nie urodą a'la modelki czy miss, ale urodą z charakterem, osobowością, intrygującą.

          świetnie sprawdza się Edgar Selge w roli Ebbo, człowieka bardzo niejednoznacznego, a zarazem sugerującego wszystko co najgorsze. Najwyraźniej pan aktor te okazałe wąsy zapuścił specjalnie do roli ;]

          Ciekawy jest moment w tym filmie, kiedy Sznaps goli się, a Ode pyta czy może mu pomóc. on na to niby zabawowo "Mogłabyś mi podciąć gardło...umiesz zszywać rany, więc i podcinać gardła zapewne", na co ona że "nigdy tego nie robiła". Nie wie jakie to uczucie. Ostatecznie goli Sznapsa, ale zaraz biega po okolicy i rozpytuje rosyjskich żołnierzy czy podcinali kiedykolwiek komuś gardła. Ci się wkurzają komicznie i zapowiadają, że pójdą na skargę do jej ojca. Tylko zarządca odpowiada poważnie "Podcinałem. Ale nie wiecej niż... twój ojciec".

          Chodzi mi jednak o to, że w pewnym momencie Sznapsowi zostają do ogolenia tylko imponujące wąsy. I wtedy bardzo przypomina o 40 lat młodszą wersję ojca Ode. Wąsy Sznapsa oczywiście zostają ogolone, ale ten moment w którym je posiada, jakby prowokował do porównania go z Ebbo. Jakby te wąsy sugerowały fundamentalną róznicę między nimi, która wywrze takie piętno na Ode.

          znakomicie wypada też Jeanette Hain, ciotka Milla, młoda, piękna i zatracająca się w muzyce, w której chce utopić swoje rozgoryczenie z powodu nieudanego małżeństwa, fatalnego romansu i oderwania od świata. Wygląda jak piękny ptak który wpadł w pułapkę i nie jest w stanie się wykaraskać.

          znakomity film. wspaniała atmosfera, głęboki temat, niesłychanie sugestywne obrazy :
          www.youtube.com/watch?v=QkHfEXlhiYg
          • grek.grek "Dzienniki z Poll" [4 19.10.16, 14:29
            końcówka trailera przypomina ciekawą scenę : Sznaps tytułuje Ode po imieniu, ona pyta : skąd znasz moje imię ? czytałeś mój dziennik ? Wiesz, że nie wolno czytać cudzych pamiętników ? Na co Sznaps : jestem anarchistą, mnie wolno wszystko :]

            Kiedy Ode dowiaduje się o tym, że był literatem koniecznie chce by jej powiedział jak ma zostać pisarką. Grają w szachy i jedna z bierek spada na niższy pułap strychu. Ode szuka jej, ale w pewnym momencie coś innego zaprząta jej głowę, i zapomina o bierce. Wtedy Sznaps powiada "NIgdy nie zostaniesz pisarką.Nie umiesz niczego doprowadzić do końca". Dlatego ten jego list pożegnalny ma takie znaczenie dla niej.

            warto też wspomnieć, że w pewnym momencie Sznaps zadaje jej coś w rodzaj pracy : napisz o spotkaniu Napoleona i JÓzefiny. Kiedy jednak przychodzi do oceny wiersza jaki stworzyła Ode, Sznaps uruchamia się ideologicznie i woli recytować buntownicze wiersze przeciwko uciskowi biednych i wyzyskowi przez możnych. Jeden z nich powtarza później Ode, niestety nie znam tytułu i autora.

            szkoda, ze nie można edytować postów i jak człek zapomni o paru scenach, dialogach i spostrzeżeniach, to później może co najwyżej suplementować ;]


            • barbasia1 Re: "Dzienniki z Poll" [4 20.10.16, 00:10
              Wciągająca opowieść, Greku. :)

              Pani pisarka nazywała się Odą Kraus (po mężu Lange) pseudonim Oda Schaefer.
              W necie znalazłam informację, że mąż Ody, Horst Lange był śląsko- niemieckim pisarzem (urodził się 6 października 1904 r. w Legnicy (wówczas niem. Liegnitz).

              biografie-niemieckie.pl/osoba/Lange/Horst/2247
              • grek.grek Re: "Dzienniki z Poll" [4 20.10.16, 12:37
                dzięki, Barbasiu !!

                to prawda, film naprawdę ma zdolności... zawłaszczająco-wciągające :] znakomity jest.

                świetny research, Barbasiu !
                dzięki za informację.
                yes, to własnie o tę literatkę chodzi.
                co ciekawe, w epilogu pojawia się zapis : "W swoim czasie była jedną z najbardziej poczytnych pisarek. Dzisiaj jej książek nie można nigdzie przeczytać". Ciekawe, skąd takie podejrzenie u autorów filmu ?

                co ciekawe jeszcze, rezyser filmu to Chris Kraus, dziwny ? zbieg okoliczności ?

                a Paula Beer, grająca tutaj 14-letnią Ode [w jednej z pierwszych scen filmu mówi ona "Miałam tyle samo lat, co nasz wiek", odnosi się to do faktu, że akcja ma miejsce w 1914 roku] podczas zdjęć miała istotnie 14 lat. szczerze mówiąc, sądziłem, że jest o kilka lat starsza.
                • barbasia1 Re: "Dzienniki z Poll" [4 20.10.16, 23:21
                  Czuć to było w Twoim opisie! :)

                  >co ciekawe, w epilogu pojawia się zapis : "W swoim czasie była jedną z najbardziej poczytnych >pisarek. Dzisiaj jej książek nie można nigdzie przeczytać". Ciekawe, skąd takie podejrzenie u >autorów filmu ?

                  Może autorzy filmu chcieli powiedzieć, że jej książki nie są obecnie wznawiane, wydawane!?

                  >co ciekawe jeszcze, rezyser filmu to Chris Kraus, dziwny ? zbieg okoliczności ?

                  Ależ! Zajrzałam do wikipedii, żeby sprawdzić reżyser nie jest krewnym Ody, ale nie ma na ten temat żadnej informacji. Może to rzeczywiście zbieg okoliczności. Niemniej interesujący!
                  • grek.grek Re: "Dzienniki z Poll" [4 21.10.16, 12:46
                    hehe :]

                    wydaje mi się, że Twoja interpretacja jest słuszna, Barbasiu.

                    prawda ? :]
                    ciekawa zbieżnośc.
                    • barbasia1 Re: "Dzienniki z Poll" [4 21.10.16, 22:52
                      :)
                      • grek.grek Re: "Dzienniki z Poll" [4 22.10.16, 13:17
                        :]]

                        cześć, Barbasiu !! :]
                        • barbasia1 Re: "Dzienniki z Poll" [4 22.10.16, 23:29
                          Dobranoc, Greku! ;)
                          • grek.grek Re: "Dzienniki z Poll" [4 23.10.16, 12:30
                            cześc, Barbasiu !! :]

                            coś czuję, że w końcówce tygodnia zaatakowały Cię liczne obowiązki ?
                            Barbasiu, wytchnienia Ci życze, odpoczynku, przynajmniej w niedzielę.
                            A im bliżej... Halloween ;), tym więcej luźniejszych dni :]
                            • barbasia1 Re: "Dzienniki z Poll" [4 23.10.16, 23:00
                              No właśnie, zwaliło się różnych rzeczy.
                              Ale już się zbieram.

                              > A im bliżej... Halloween ;), tym więcej luźniejszych dni :]
                              :)

                              Im bliżej Wszystkich Świętych ;) jest wręcz przeciwnie. Trzeba posprzątać na grobach tu i tam, trzeba zrobić zakupy znicze, kwiaty, wyprodukować wiązanki, itp.
                              • grek.grek Re: "Dzienniki z Poll" [4 24.10.16, 12:21
                                cześć, Barbasiu !! :]

                                a tak to czasami jest, nagromadzi się różnistych rózności i człek na kilku fortepianach jednoczesnie musi śmigać, tak że uczestnicy Konkursu Chopinowskiego mogliby tylko pozazdrościć ;]
                                życzę Ci zatem zasłużonego odpoczynku i mniejszego natężenia spraw do załatwienia :]
                                Niech fortepiany nie będą o Ciebie przesadnie zazdrosne i nie zawłaszczają Ciebie dla siebie tylko :]

                                O tak, to wręcz cała procedura się uruchamia, im bliżej 1 listopada :]

                                a wiesz, że coraz częściej myślę o tym dniu przez pryzmat "halloweena" jednak ? ;] zupełnie się dałem wciągnąć w ten klimat, hehe.
                                • barbasia1 Re: "Dzienniki z Poll" [4 25.10.16, 00:20
                                  :)

                                  I jeszcze miałam dodać, że potem trzeba to wszystko jeszcze porozwozić. A i coś upiec by trzeba na długi weekend!?
                                  Może to?
                                  diy-enthusiasts.com/wp-content/uploads/2013/09/halloween-recipe-ideas-kids-treats-witch-fingers-cookies-almonds.jpeg

                                  A ja niezmiennie lubię bardzo naszą tradycję. :)
                                  • grek.grek Re: "Dzienniki z Poll" [4 25.10.16, 13:13
                                    to jest całe... przedsięwzięcie logistyczne, Barbasiu :]
                                    ale sprawia wiele radości, prawda ?
                                    [choć ofk także "pobiera" mnóstwo energii, aczkolwiek... odpoczniemy w grobie, prawda ? :) teraz ŻYJMY !]

                                    aaa, pech, nie chce mi się otworzyć link ! :]
                                    z nazwy wnoszę, że sa na nim pyszne ciastka ?

                                    no to mamy pierwszy w Polsce sojusz tradycji z nowoczesnością :]
                                    • barbasia1 Re: "Dzienniki z Poll" [4 25.10.16, 23:42
                                      Święte słowa! :))

                                      Pyszne, pyszne! Choć z wyglądu troszkę straszne jak przystało na Halloween.
                                      luckycrown.pl/img/3938/101.jpg

                                      O! Własnie!

                                      • grek.grek Re: "Dzienniki z Poll" [4 26.10.16, 12:16
                                        hahaha :]]

                                        rewelacyjne !
                                        zwłaszcza kiedy spojrzeć na nie z pewnego oddalenia, hehe :]

                                        świetna rzecz :]
    • grek.grek 16:45 TVP Kultura "Podwójne ubezpieczenie" 19.10.16, 15:56
      powtórka z powtórki powtórki, ale jaka to powtórka ! z powtorki :]

      klasyczne kino noir ze świetnymi dialogami, znakomitym monologiem z offu i zapadającymi w pamięć scenami [łańcuszek na nodze schodzącej schodami Phyliss, scena duszenia w samochodzie, kiedy kamera skupia się nie na samym akcie, a na prowadzącej auto bohaterce, scena znacząca w pociągu, a potem spotkania spiskowców w sklepie i potęgujące osaczenie głównego bohatera konfrontacje z prowadzącym śledztwo - faktycznie, w jego sprawie - przyjacielem w pracy, no i finałowa sekwencja kiedy przyjaźń przyjaźnią, można dać jej wyraz, ale sprawy muszą zostać doprowadzone do spodziewanego zakończenia].


    • grek.grek "Świat według Kiepskich" odc 499, Polsat 20:00 19.10.16, 16:00
      kult ! kult ! :]

      nie wyobrażam sobie momentu, w którym "Kiepscy" mieliby zejśc z anteny ! sto lat, sto lat, niech żyją nam ! :]

      dzisiaj odcinek 499, za tydzień JUBEL. Najdłużej emitowany sitcom w historii telewizji światowej. Poza "Simpsonami", ale to kreskówka jest.

      jak udało się napisać 498 tak kapitalnych, wieloznacznych, błyskotliwych pod wieloma względami scenariuszy ? niech to pozostanie w sekrecie twórców.

      w dzisiejszym odcinku : Marian i Ferdynand próbują wzbudzić zazdrość swoich żon wysyłając sobie nawzajem erotyczne sms-y, aby tym samym zasugerować, że romansują z innymi kobietami w sieci.

      efektem tej prowokacji jest... namiętny sms-owy romans między panami ;]
      • barbasia1 Re: "Świat według Kiepskich" odc 499, Polsat 20:0 19.10.16, 19:35
        > nie wyobrażam sobie momentu, w którym "Kiepscy" mieliby zejśc z anteny ! sto la
        > t, sto lat, niech żyją nam ! :]

        Wiesz, że ja też! :)

        Niech twórcom wena dopisuje!

        Hehehe! Świetne. Już się szykuję. :)
        • grek.grek Re: "Świat według Kiepskich" odc 499, Polsat 20:0 20.10.16, 12:30
          na to liczyłem, Barbasiu :]]

          niech dopisuje wena, tak jest !

          a wzorajszy odcinek - klasyka gatunku. ostatecznie obaj skompromitowani w oczach żon kombinatorzy kłócą się ze sobą i oskarżają wzajemnie o sabotaż, a potem lądują na korytarzu, gdzie "romansują" face to face wystukując sms-y w telefonach, hehe.

          swoją drogą, to mogłoby zirytować : jeden drugiemu dokładnie pisze na kartce, co ma wysłac, a tamten gubi kartkę, albo zmienia samowolnie treść wiadomości; proszony o pomoc Paździoch zamiast wznieśc się na wyżyny seksualnej prowokacji pisze coś o "miodku i Pszczółce Mai', czym żonę Ferdynanda mógł tylko rozśmieszyć - jak miało nie dojść do kłótni i nieomal rękoczynów między takimi chytrusami ? :]]

          dobry był też moment, kiedy Boczek przypadkiem odczytał treśc sms-a od Paździocha do Ferdynanda i wyszło na to, że Ferdynand ma homoseksualny romans ;]

          nie mam słów uznania dla scenarzystów i aktorów :] są nadzwyczajni, po prostu.


    • siostra_bronte "Moulin Rouge!" 19.10.16, 17:45
      Przypominam, czwartek, godz. 21.00, tvn 7!!!
      • grek.grek Re: "Moulin Rouge!" 20.10.16, 12:22
        dzięki, Siostro :]

        oglądam :]
        • siostra_bronte Re: "Moulin Rouge!" 21.10.16, 00:07
          Po prostu magiczny film!! Uwielbiam!!!!!!!!!
          • grek.grek Re: "Moulin Rouge!" 21.10.16, 13:22
            :]

            dzięki, Siostro, za polecenie :]

            jedyne słowa jakie przychodzą mi do głowy po seansie, to... zdumiewający, olśniewający, oszałamiający :]

            najbardziej zdumiwa, olśniewa i oszałamia wizual, choreografia, dizajn. Reżyser Baz Luhrmann, to jakiś maestro, skoro potrafił tę orkiestrę dźwięków, gestów, kolorów wprawić w ruch i panować nad nią w tak wyjątkowy sposób, że nie zaliczyła wywrotki na którymś z niezliczonych ostrych zakrętów, hehe.

            aż nie wiem, co powiedzieć.
            świetny koncept, żeby hiciory muzyczne z róznych epok wpleśc w rzeczywistość Paryża przełomu XIX i XX wieku. Czego tu nie ma... "Diamonds arethe girls best friend", "Children of the Revolution", "ROxanne", "Like a Virgin", "Show must go on", ale wszystkie w pomysłowych i absolutnie nieszablonowych aranżacjach. A przebojów występujących tylko w krótkim fragmencie jest dodatkowych kilka dziesiątek. Na dodatek Baz Luhrmann miksuje je, splata, łączy i tworzy z nich kluczowy element fabularny.

            doskonałe są poszczególne sceny : ujęła mnie to dynamiczne entree w rytm hitów "czarnej" muzyki, przedstawiające Moulin Rouge jako miejsce z innego wymiaru rzeczywistości; świetna jest też scena rozmowy Satiner i Christiana na dachu,; potem scena prezentacji ad hoc libretta do operetki, którą pisze poeta i jego przyjaciele z bohemy - nerwowy książę słucha, a oni skaczą, śpiewają i wykonują skomplikowane układy taneczne; wreszcie sekwencja do "ROxanne" - mistrzostwo; a potem wykonanie "LIke a Virgin", które kompletnie konsternuje, ale w najlepszym słowa tego znaczeniu; no i okazała finałowa parada z atrakcjami w postaci fruwajacego rewolweru :] Happy endu nie ma, chociaż... czy aby na pewno ? Miłośc zaistniała, sztuka zwycięzyła. Jak w tym haśle : "miłośc, prawda, wolnośc, piękno" - dzielni bohaterowie pokonali księcia.

            ... który ewiedentnie jest tutaj figurą producenta, prawda ? :]] Daje kasę, ale chce mieć królewską władzę, ba - dykatorską, nad całym procesem twórczym. Swoją drogą, i tak się dość późno kapnął, że "maharadża" z libretta, to on, a zatem Satine "zdradza go" z "wędrownym grajkiem", w którym jest z wzajemnością zakochana.

            urzekł mnie Toulouse Lautrec ekranowy :] John Leguizamo jest rewelacyjny. Robi miny, biega, przywdziewa idiotyczne kostiumy [ten finałowy to przebój sezonu, haha], nieustannie działa pod wpływem absyntu, a nade wszystko jest symbolem ideałów bohemy artystycznej : wolności, prawdy, piękna i miłości, czy dokładnie tego, co w finale zwycięza nad chciwością, zazdrością, pieniądzem i władzą. Świetna rola, ja bym Oscara dał :] I świetny efekt specjalny : Lautrec był niewielkiego wzrostu, Leguizamo też siatkarzem nie jest, ale mimo wszystko i tak trzeba było go pomniejszyć o jakieś 20 cm. Wyszło kapitalnie. Lautrec jest nadzwyczajny.

            reszta aktorów też bezbłędna, a partie wokalne imponujące. Ciekawe, ile z tych 7 lat, które trwała produkcja filmu, przeznaczono na nauczenie TAKIEGO spiewu głównych aktorów ? ;] Żartuję, zapewne reżyser dobierał tych już potrafiących dobrze śpiewać.

            Paryża spodziewałem się innego, takiego realistycznego. Przełom XIX I XX wieku, to wg mnie najbardziej urzekająca epoka, liczyłem że zobaczymy tutaj Montmartre w pełnej krasie tamtego okresu, lecz wizja rezysera była inna, taka raczej komiksowo-bajkowa. I taka pasuje chyba lepiej do historii, którą opowiedział.

            słowem : niesamowite filmowe widowisko !

            cóż za montaż ! Ile tam jest cięć i zmian kąta, płaszczyzny filmowania, w jednej tylko minucie. Baz Luhrmann to wizjoner kina, bez dwóch zdań.

            przyznam, że przeczytałem sobie wczoraj - na rozgrzewkę ;] - recenzję Rogera Eberta, który dał filmowi niemal maksymalną notę. Swój wywód uzasadniający zakończył zdaniem, któree idealnie podsumowuje to, co i ja wczoraj u siebie wyczułem : "Oglądając ten film ma się wrażenie, jakby zatrzaśnięto nas w windzie w towarzystwie szalonego cyrku" :] YES ! Dokładnie takie miałem wrażenie, hehe.

            wg mnie, kino potrzebuje znakomitych filmów z każdej tzw. szufladki. Wybitnych dramatów, thrillerów, filmów psychologicznych, melodramatów, historycznych, westernów, komedii, przygodowych, horrory, katastroficzne, science fiction, a także właśnie musicali - w nowej formule, z wykorzystaniem nowych pomysłów i współczesnych możliwości filmu. Wtedy dopiero KINO jest wspaniałe, kiedy na scenie panuje obfitośc różnororodności, keidy pojawiają się liczne znakomite w swoim gatunku i estetyce filmy. Taka mi się myśl wzniosła urodziła ;]

            I chyba reżyser Baz Luhrmann zasługuje na oklaski, nie tylko za ten nadzwyczajny film, ale za przywrócenie musicalu filmowi, nieprawdaż ? Kiedyż to ostatni raz musical był hitem kinowym ?

            uff :>]

            dzięki, Siostro, raz jeszcze :] Bardzo możliwe,że bez Twojej rekomendacji przegapił bym był ten film.
            • siostra_bronte Re: "Moulin Rouge!" 21.10.16, 14:17
              A nie mówiłam?! :)

              Obejrzałam po raz drugi. I wrażenie takie samo. Oszałamia, zaskakuje, wciska w fotel!! Wiele scen absolutnie wizyjnych, które na długo zostają w pamięci (Satine na ramionach tancerzy, albo kiedy dowiaduje się, że jest śmiertelnie chora, długo by wymieniać...). Ale ta historia też wzrusza, przynajmniej mnie :)

              To jak jazda szaloną kolejką i to bez trzymanki!

              Mogę się tylko podpisać pod tym co napisałeś. Ogarnięcie tego szaleństwa to ze strony Luhrmanna absolutne mistrzostwo!!

              Bardzo mi miło, Greku! Ja też podchodziłam do tego filmu jak do jeża, bo nie lubię musicali. A tu taka niespodzianka! Aż popędziłam kupić dvd :)

              Jeszcze trailer:

              www.youtube.com/watch?v=2PpgPxjzbkA
              • grek.grek Re: "Moulin Rouge!" 21.10.16, 16:15
                yes, Siostro :] Twoje rekomendacje sprawdzają się w 100 %.

                no właśnie, tych wzruszeń jakoś długo nie mogłem zlokalizować, mówiac szczerze. za to końcówka jest pod tym względem piorunująca : od momentu, kiedy Satine decyduje się rzucić Christiana, pod namowami dyrektora MR, który uświadmia ją, że to trudne, bolesne, ale jedyne rozwiązanie, aby scena mogła przetrwać, a i sam Christian nie został zastrzelony przez ponurego bodyguarda księcia. "Uratuj mu życie odrzucając go w taki sposób, by nie miał wątpliwości, że go nie kochasz. Jesteś wybitną aktorką, wykorzystaj to", i dodaje, że "Przedstawienie musi trwać". Od tej chwili i ja złapałem tę melodramatyczną tonację. No a finał to już koncert :]

                o tak :]

                w 2013 Luhrmann nakręcił nową wersję "Wielkiego Gatsby'ego", to tak a'propos spodziewanego seansu w Stopklatce :]

                drugim musicalowym wizjonerem jest ponoć Damien Chazelle, reżyser przeboju tegorocznego "La La Land". czyżby z popiołów powstawał nam tutaj efektowny Feniks ? :]

                o, doskonale rozumiem Twój zakup, Siostro :]
                tak znakomity film warto mieć w swojej kolekcji.


                • maniaczytania Re: "Moulin Rouge!" 21.10.16, 18:59
                  to chyba zostałam ostatnia, która go nie widziała ;)))

                  Ja, miłośniczka - maniaczka musicali oraz filmów muzycznych wszelkich ;)
                  • siostra_bronte Re: "Moulin Rouge!" 22.10.16, 00:43
                    Nie wierzę :) Pozostaje liczyć na powtórkę!
                    • maniaczytania Re: "Moulin Rouge!" 22.10.16, 17:42
                      :)
                      widocznie musi nadejść odpowiedni czas ;)
                  • grek.grek Re: "Moulin Rouge!" 22.10.16, 13:18
                    ooo ! :]

                    Maniu, MUSISZ obejrzeć !
                    będziesz zachwycona :]
                    • maniaczytania Re: "Moulin Rouge!" 22.10.16, 17:41
                      hehe, zobaczymy, zobaczymy ;)
    • siostra_bronte "Dzikie trzciny" 20.10.16, 13:43
      Uwaga, wydarzenie!!!

      Jutro w Kulturze w Wieczorze Kinomana o 22.20 (choć z powodu Konkursu Wieniawskiego godzina może się zmienić, muszę to jutro sprawdzić) wspaniały, a nawet nie zawaham się użyć słowa: wybitny film Andre Techine z 1994 r. Subtelny obraz dojrzewania, oparty na biografii reżysera. Znakomici młodzi aktorzy i cudowne zdjęcia.

      Polecam gorąco!!!!

      PS: A Chaplina ani widu ani słychu!
      • grek.grek Re: "Dzikie trzciny" 20.10.16, 16:03
        z powodu Konkursu Kultura chodzi teraz w sposób zupełnie nieprzewidywalny, to prawda :]]

        świetna rekomendacja, Siostro :]
        nie omieszkam obejrzeć, oczywiście !

        codziennie niemal jakaś interesująca premiera, i tak od 2 tygodni, hehe.

        we wtorek "Dzienniki z Poll", dzisiaj "Moulin Rouge", na jutro - również znakomita zapowiedź. świetna filmowa jesień, przynajmniej z mojego punktu widzenia ;] Czasami dobrze jest być zapóźnionym i nie znać wielu filmów, premiery spadają wtedy na człowieka jedna za drugą, hehe.
      • grek.grek Re: "Dzikie trzciny" 22.10.16, 13:10
        bardzo dobry film , bez dwóch zdań :]

        Jaki trafny tytuł, zaczerpnięty zresztą z wiersza, który w całości [chyba] pojawia się w filmie. Istotnie, ci młodzi bohaterowie nie mają nic wspólnego z potęznym dębem, który ginie złamany burzą; są giętkimi trzcinami, po których najmnocniejszy nawet wicher tylko się prześlizguje, wygina je, ale nie niszczy.

        młody inteligentny gej Francoise, cierpiący z powodu odkrytej w sobie orientacji, nie znajduje pomocy u właściciela sklepu, który "mieszka z przyjacielem od wielu lat", koleżanka nazywa go wprost "pedałem", a chłopak, w którym się zakochał i z którym miał okoliczność - jednym zdaniem pozbawi go nadziei na kontynuację romansu, ALE to nie strąci go w czeluść rozpaczy.

        wydaje się, że to Francoise jest autobiograficznym wcieleniem reżysera ? Zapewne zatem jego filmowe i literackie talenty pchną go do zostania rezyserem filmowym i autorem scenariuszy :]

        Maite, co "chce mieć 10 lat więcej niż ma", ma problem z matką, leczącą w szpitalu poczucie winy za śmierć młodego żołnierza, który szukał u niej pomocy w uniknięciu powrotu na wojnę w Algierii; burzliwa krótka znajomośc z interesujęcym Henrim pozostawi łzę na policzki, ale Maite również nie uderzy głową o dno. PÓjdzie zapewne na studia i w którymś momencie wreszcie będzie miała tyle lat,ile chce mieć ;]

        Serge stracił brata [tego żołnierza], przeżył swoistą żałobę, marzenia o romansie z Maite zapewne nigdy nie doczekają się realizacji, małżeństwo z wdową szwagierką było jedynie chwilowym kaprysem, podobnie zapewne jak decyzja o spędzeniu całego życia w swoim mieście, po wizycie w Tuluzie - kto wie, może będzie chciał jednak się wyprowadzić.

        Mimo motywacji ze strony nauczyciela Henri porzuca szkołę, krótka burzliwa znajomośc z Maite nie będzie prolognowana, jako repatriant z Algierii raczej tam nie wróci, pojedzie do matki do Marsylii, gdzie zapewne na dobre utknie w swojej postawie buntownika przeciw swoim i nie-swoim, co może w ogóle skłonić go do wyjazdu ot choćby do Ameryki. Odchodzi polną drogą trzymając walizkę. A pozostała trójka śpiewajac i trzymajac się pod ręce wraca do miasta.

        Coś się stało, a nawet sporo się stało, ale jakoby nic się nie stało. Czegoś się wszyscy o sobie dowiedzieli, zrobili krok do przodu w rozwoju, może częściowo wiedzą czego chcą, albo czego nie chcą, w życiu, ale nie pozostawia to w nich piętna znaczącego. Taka jest młodość :]

        rzeczywiście, świetni młodzi aktorzy, którzy mieli parę trudnych scen do zagrania i sprawdzili się w nich idealnie. I każdy z nich zrobił ze swojego bohaterą wyrazistą postać, w czym pomógł też operator zdjęć wydłużający do maksimum momenty utrzymywania w kadrze pojedynczo aktorów, śmiało zaglądający im w twarze, obserwujący każdy ruch i gest. Francoise jest miękki i zagubiony, Serge plebejski, Henri ciągle zerka spod oka i tylko czeka na okazję by powiedzieć coś prowokacyjnego, a Maite jest doskonale w połowie między niepewną siebie dziewczynką, a młodą kobietą.

        cóż, świetne francuskie kino :]
        dzięki, Siostro, za zwrócenie uwagi :]

        PS : za tydzień "Pozycja dziecka", którą opisywałem 2 tygodnie temu via Ct Art :] Mam nadzieję, że zapomnieliście lekturę, albo że... jeszcze jej nie rozpoczęliście ;]

        PS 2 : Siostro, jak podobał Ci się "Wielki Gatsby" ?
        • siostra_bronte Re: "Dzikie trzciny" 22.10.16, 16:51
          Cieszę się, że Ci się podobało :)

          Na mnie największe wrażenie robi subtelność i emocjonalna prawda tego filmu. Ani przez chwilę nie miałam uczucia, że tak "starzy" wyobrażają sobie młodych ludzi i ich problemy, a aktorzy tylko odgrywają jakieś sztuczne teksty. Wręcz przeciwnie, kamera jakby tylko podglądała bohaterów.

          Jak sobie przypomnę choćby niektóre polskie filmy o nastolatkach to aż zęby bolą :)

          Są tu znakomite teksty, które zapadają w pamięć. Choćby, kiedy Maite mówi Henriemu: "Też cię kocham, ale to jeszcze nie powód, żeby być razem", albo ten jej tekst o "kobietach czekających jak bydło na rzeź". albo słowa Serge'a: "Jest coś gorszego niż wojna. Przemijanie".

          Yes, Francoise to młody Techine, historia oparta jest na jego wspomnieniach, choć pewnie jest tu reż trochę fikcji.

          Miło mi, Greku :)




          • grek.grek Re: "Dzikie trzciny" 22.10.16, 17:10
            :]

            świetna uwaga, rzeczywiście tak to wygląda.

            dialogi, fakt, są bardzo dobrze napisane, i nie przesadzone. reżyser nie wkłada w usta nastolatkow języka akademickich wykładów i połowy słownika wyrazów obcych.

            w jednej ze scen Francoise mówi, że "myśli wciąż o śmierci; chciałby tego nie robić, ale nie moze się uwolnić". Głębokie, a jednocześnie w żaden sposob nie podejrzane jako wyznanie nastolatka.

            cała przyjemnośc po mojej stronie, Siostro :]
    • siostra_bronte "Kleopatra" 21.10.16, 13:10
      W Jedynce o 21.40, niestety fatalnie nakłada się na "Dzikie trzciny", więc nie obejrzę. Za to Grek może obejrzeć powtórkę w sobotnią noc :)

      Przy okazji, trzeba pilnować godziny emisji "Dzikich trzcin". Parę dni temu natknęłam się w Kulturze na jakiś stary film z Igą Cembrzyńską, a wg. programu miał lecieć konkurs :)
      • grek.grek Re: "Kleopatra" 21.10.16, 13:37
        obejrzę, Siostro :]

        ostatni odcinek "Artystów" też z odtworzenia w sieci, albo we wtorek w nocy w tv, ędę zmuszony obejrzeć, hehe. Ale lubię takie bogactwo wyboru :]

        a w Stopklatce o 20:00 "Wielki Gatsby" z 1974.
        domyślam się, że znasz tę wersję, Siostro, więc od razu spytam : co o niej sądzisz ? :]
        • siostra_bronte Re: "Kleopatra" 21.10.16, 13:50
          Świetnie. Czekam na recenzję!

          Tak, zauważyłam "Gatsby'ego", ale przegrywa u mnie z filmem Techine. I zaskoczę Cię: nie widziałam tego filmu :) Pamiętam, że miał średnie recenzje, oberwało się parze aktorów: Farrow i Redfordowi. Ale Jack Clayton to bardzo ciekawy reżyser, liczę na powtórkę.
          • siostra_bronte Re: "Kleopatra" 21.10.16, 13:54
            Ale, zaraz, "Gatsby" zaczyna się o 20.00, więc mogę go obejrzeć bez końcówki :)
            • grek.grek Re: "Kleopatra" 21.10.16, 16:04
              o właśnie :]

              a do tego w Stopklatce termin zakończenia filmu obejmuje zwykle kilkanaście minut reklam po projekcji ":] a zatem, jeśli w ramówce "Gatsby" kończy się o 23:00, to mozna założyć, że w istocie skończy się ok 22:45.
          • grek.grek Re: "Kleopatra" 21.10.16, 16:01
            na pewno napiszę, Siostro :]

            o, może uda Ci się zobaczyć chociaż część "Gatsby'ego" ?
            wg mnie, to jest naprawdę dobry, z uczuciem zrealizowany film [widziałem go w TVP, chyba nawet recenzowaliśmy kiedyś], chociaż w jakimś stopniu mogę być w tej ocenie motywowany faktem, że lubię tę historię :]


            • siostra_bronte Re: "Kleopatra" 21.10.16, 16:11
              Tak, obejrzę ile się da.

              Dawno temu kupiłam książkę, była ilustrowana zdjęciami właśnie z tego filmu, więc jakbym go trochę znała :)
              • grek.grek Re: "Kleopatra" 22.10.16, 13:16
                jak wypadł seans, Siostro ? :]

                [i ja spojrzałem, jak długo się dało; muszę powiedzieć, że podobała mi się ta ekranizacja jeszcze bardziej niż za pierwszym razem - ten dom Gatsby'ego, przyjęcia, świetne dialogi, mimo przepychu inscenizacyjnego pewna kameralnośc i intymność : bardzo trafione.

                Redford ofk trochę może zbyt oczywisty, nie udało mu się wyjśc z pozy amanta, a Mia Farrow chwilami myliła żywiołowośc z histerią :), ale wg mnie rewelacyjna forma i styl świata przedstawionego nadrabiają te ich pewne... ekscesy ;)]

                bardzo jestem ciekaw Twojej recenzji :]

                ciekawe, czy tylko my oglądaliśmy ? :]
                • siostra_bronte "Wielki Gatsby" 22.10.16, 14:22
                  Całkiem przyjemnie :)

                  Film mi się podobał, przede wszystkim od strony wizualnej. Scenografia, kostiumy, zdjęcia -znakomite! Ach, te przyjęcia :)

                  Autorem zdjęć był zresztą wybitny Douglas Slocombe ("Służący", "Trzeci sekret", "Niżyński", także seria z Indianą Jonesem). Jego znakiem firmowym jest częste wykorzystywanie luster i tak samo jest w "Gatsby'm". W jego stylu jest też piękna scena, kiedy twarze Gatsby'ego i Daisy odbijają się w wodzie fontanny.

                  Historia opowiedziana jest konwencjonalnie, nie ma tuż żadnego wydziwiania, co nie jest zresztą zarzutem. Ale jest jakby wyprana z głębszych emocji i przez to pozostało uczucie niedosytu.

                  Para Farrow-Redford wypadła dobrze, ale bez rewelacji. Masz rację, Farrow brakowało chwilami subtelności, a Redford, no cóż, nigdy nie uważałam go za wybitnego aktora :)

                  W ogóle to ta historia przypomina mi nieco główny wątek "Lalki". Co bohater widział w tej pustej, irytującej lali? Tak, pamiętam, że masz o pannie Łęckiej nieco inną opinię :)

                  W sumie warto było obejrzeć, choćby i bez końcówki.

                  • grek.grek Re: "Wielki Gatsby" 22.10.16, 16:24
                    znakomicie, Siostro :]
                    na to liczyłem, ostrożnie polecając ten film.

                    mogę tylko podpisać się pod Twoją oceną : wspaniała konwencja, i częściowo zgodzić się z tym, że między głównymi bohaterami brakuje nieco zmysłowej energii, aczkolwiek... może jest to wina faktu, że Coppola celowo nie ułatwił im zadania takim, a nie innym przedstawieniem Daisy, do której... trudno dotrzeć z uczuciami :]

                    za to świetne są sceny dwójkowe Gatsby'ego i Nicka Carrawaya, którego wyśmienicie gra Sam Waterston, stonowany, poczciwie uśmiechnięty, obserwujący dyskretnie cały dramat. wg mnie, najlepsza rola w tym filmie.

                    o, zdecydowanie masz rację, Siostro :]

                    ten wątek "robienia kasy" by "zasłużyć na pannę z wyższych sfer" - absolutnie jest jak wzięty z "Lalki". między innymi dlatego mam słabośc do tej historii :]

                    yes :] wg mnie, tak jak Wokulski jest "skażonym" romantyzmem pozytywistą, tak i Izabela jest kobietą nowych czasów, a jednocześnie i ona nosi w sobie jakieś echo romantyzmu : nie przyjmuje do wiadomości zmiany porządków społecznych i nie poczuwa się do obowiązku sprzedania siebie w małzeństwo, dlatego tylko że tak trzeba.Gotowa jest nawet ryzykować bankructwo rodzinnej kasy. Pozytywistyczne nastroje mogłyby tę parę powiązać, ale działanie wbrew zdrowemu rozsądkowi, czyli romantyczna strona ich charakterów, skazuje na niepowodzenie.

                    Daisy z "Gatsby'ego", wg mnie, jest jednak postacią znacznie mniej bogatą w znaczenia niż Izabela Łęcka :]
                    • siostra_bronte Re: "Wielki Gatsby" 22.10.16, 17:01
                      Tak jest, relacji Gatsby'ego i Daisy brakuje większych emocji i zmysłowości.

                      Zgadzam się, postać Nicka to najlepsza rola!

                      Tak czułam, że dlatego lubisz tę historię :)

                      Hm, nie jestem literaturoznawcą :), ale kołacze mi się w pamięci, jeszcze ze szkoły, że tytuł "Lalki" miał się odnosić właśnie panny Łęckiej, więc Prus miał o niej raczej krytyczną opinię. Przyznaję się bez bicia, że jej nie lubię, a w wersji serialowej, to wręcz nie znoszę (ale Braunek zagrała ją znakomicie).
                      • grek.grek Re: "Wielki Gatsby" 22.10.16, 17:20
                        to prawda.
                        ale podoba mi się, jak Daisy zaaferowana biega po domu, rezydencji ! ;], Gatsby'ego, a on idzie z boku, nic nie mówi, ale z przyjemnością spogląda na to, jakie ten dom na niej robi wrażenie. Nie jest to satysfakcja pod tytułem "jaki ja jestem wspaniały". on się raczej cieszy z tego, że mozę jej sprawić radość ta wycieczką i chciałby, żeby to ona była panią w tym domu.

                        hehe :]

                        o, zdecydowanie, Izabelę trudno polubić, dlatego porzuciłem ten zamiar już dawno temu ;] znacznie więcej satysfakcji sprawia próba zrozumienia jej, tak mi się wydaje ;]

                        no własnie, co do tej "Lalki", to domniemań jest mnóstwo. ponoć sam Prus tłumaczył, że tytuł odnosi się do przedmiotu sporu między baronową Krzeszowską, a Heleną Stawską. Ta pierwsza - osobistość zawistna i wyniosła, oskarża tę drugą - panią piękną i szlaachetną, o kradzież tejze lalki. Wszystko rozstrzyga się przed sądem, który uniewinnia Stawską i upokarza Krzeszowską, a kluczowe są dowody przedstawione przez Wokulskiego. Prus twierdził, że ten proces sądowy definiował model stosunkow społecznych w ówczesnej Polsce i dlatego nadal powieści taki tytuł.

                        ale faktycznie, po latach, coraz więcej czytelników i ludzi od literatury szuka "lalki" w postaci Izabeli.

                        aczkolwiek, czy jeszcze większą "lalką" nie byłby zatem sam Wokulski, który pozwala by uczucia manipulowały jego zdrowym rozsądkiem i odbierały mu całkowicie rozum ? :]
                        • maniaczytania Re: "Wielki Gatsby" 22.10.16, 17:27
                          się wtrącę na chwilę ;) Książkę o Gatsbym przeczytałam nie tak dawno temu i było to jedno z największych moich rozczarowań ;) Kompletnie mi nie podeszło, do tego postaci są tak antypatyczne, że w zasadzie nikogo się nie da polubić, a już Daisy najmniej. Może powinno się czytać w czasie liceum lub studiów, gdy człowiek jest "bold and beautiful"? ;)
                          • siostra_bronte Re: "Wielki Gatsby" 22.10.16, 17:32
                            Czytałam dawno temu i miałam podobne odczucia :)
                          • maniaczytania Re: "Wielki Gatsby" 22.10.16, 17:40
                            wróciłam do swojej recenzji, widzę, że byłam bezlitosna ;)
                            mojeprzemiany.blox.pl/2013/07/Ksiaze-Parnasu-i-Wielki-Gatsby-this-is-a-man.html
                            • grek.grek Re: "Wielki Gatsby" 23.10.16, 12:18
                              rzeczywiście, sporo sceptycyzmu w tej recenzji, Maniu :]


                          • grek.grek Re: "Wielki Gatsby" 23.10.16, 12:15
                            mocna recenzja, Maniu :]

                            btw, dzisiaj powtórka "Gatsby'ego" w Stopklatce.
                            o 14:15.
      • grek.grek "Kleopatra" część 2 - impresje ;] 23.10.16, 13:07
        a zatem, wrażenia świezo po premierze ;] drugiej części. Jednak dobrze czasami nie znać jakiegoś filmu sprzed lat.... na przykład 50-ciu, hehe.

        Wizualna strona nie zawodzi takze i w 2 części. Wspaniały galeon Kleopatry wpływający do Rzymu, uczta wydana przez królową na cześć rzymskich dostojników, no i sala tronowa KLeopatry, Grobowiec - znakomicie przygotowane przez scenografów. Nie ma wprawdzie dostępu do sieci ani kina domowego, ale i tak mozna by tam od ręki zamieszkać ;]

        ciekawie rozegrana bitwa pod Akcjum. Nie ma widowiskowego starcia wielu okrętów, jest bezposredni pojedynek dwóch , kilka razy ukazuje się niejako panorama pola walki, a kolejne ruchy wojsk, przebieg bitwy i reakcje obu stron przedstawione są za pomocą komentarzy obserwujących bitwę urzędników i wodzów egipskich i rzymskich.

        Marek Antoniusz zachowuje się jak kapitan Concordii, ucieka z pola walki w najcięższym momencie, widząc że galeon Kleopatry wziął kurs powrotny do Egiptu. Twierdzi, ze kierowała nim miłośc do królowej, ale fakt faktem pozostaje - zwiał.

        nic dziwnego, że nawet ostatnie wierne dwa legiony opuszczają go w noc przed starciem z przeważajacymi dziesięciokrotnie wojskami cesarza Oktawiana. świetna scena : wychodzący o poranku z namiotu Antoniusz zastaje opustoszałe obozowisko i jedynego wiernego zołnierza zakłutego mieczem.

        mimo wszystko sam wyjeżdza naprzeciw armii Oktawiana i w pojedynkę szarżuje na nią, ale nikt nie podejmuje z nim walki, żołnierze zasłaniają się tylko tarczami, co skłania go do bezsilnej rezygnacji i rozpaczliwego okrzyku "NIkt mi nie pomozę umrzeć z godnością ?!".

        świetna jest scena poprzedzająca tę sekwencje zdarzeń : Antoniusz chowa się w pałacu Kleopatry i targają nim wyrzuty sumienia, wie że RZym chce jego głowy, jest zraniony w swojej dumie i dopiero królowa policzkując go i przemawiajac twardym tonem budzi go do czynu. Odpowiada jej policzkiem i wygłasza speech opowiadając o swoim strachu, wątpliwościach i poczuciu winy. Tutaj Richard Burton wykazuje się znakomitą klasą aktorską, trochę teatralną, bo i sceneria zobowiązuje, ale aktorstwo to aktorstwo ;]

        w ogole, dobrze udało mu się zagrać tę rolę - Antoniusz nie dorównuje elegancją i wdziękiem Juliuszowi Cezarowi, jest zbyt kanciasty i surowy, ale i nie jest podobny do cynicznego Oktawiana, jest na to zbyt wrażliwy.

        sam się przyznaje do tego, że nie ma daru wymowy, lepiej się czuje na polu bitwy. A kiedy i tam zawodzii, tom już klapa. W dodatku ciagle raczy się winem, niekiedy w pozach dośc bezradnych. A jednocześnie w swoim uczuciu do królowej jest bezbłędnie prawdziwy.

        na mój gust, Elizabeth Taylor bardziej wygląda i jest niż gra ;], ale jakoś na zarzut mi to nie pasuje. Ta jej dumna obecnośc jest znakomita. A ta scena, w której z wyżyn tronu strofuje Antoniusza, którego ślub z siostrą OKtawiana przeżyła jak najcięższy cios w serce ? - mistrzostwo. Zimna... na "s" ;] Ale Burton jej dorównuje, bo te maskujące oburzenie miny jakie robi w reakcji na jej twarde polecenia i dążenie do upokorzenia go przed dworem i jego własnymi ludźmi, są świetne. Ona do niego "Klęknij przed majestatem", albo "Nie pozwoliłam ci odejśc, dokad się wybierasz !", a on dusi w sobie wkurzenie i rozgląda się ukradkiem po otoczeniu z twarzą pod tytułem "czy ona to naprawdę powiedziała ? No i co ja mam zrobić teraz ?" :]

        Taylor z tym majestatem tak się eksponuje, że człek przed telewizorem odruchowo szuka klęcznika, żeby przyjąć właściwą pozycję go projekcji ;']]

        A w finale odchodzi jak prawdziwa władczyni, nie dając wrogowi satysfakcji, woląc śmierć od publicznego upokorzenia, jakim z pewnością byłoby dreptanie za rydwanem dumnego cesarza środkiem rzymskiego rynku.

        Roddy Mc Dowall vel OKtawian - kolejna doskonała rola. Bardzo współczesna przy okazji. Cynik, z miniuśmieszkiem, niby z manierami, ale bezwzględny, chory na władzę, co jednak nie przeszkadza mu ochrzanić swojego przybocznego za to, że informację o śmierci "tak wspaniałego człowieka" jak Marek Antoniusz wygłasza tonem jakby mówił o zjedzeniu marchewki na obiad.

        ten sam OKtawian doskonale wypada w scenie w Senacie, kiedy przedstawia dowód na zdradę Antoniusza wobec Rzymu [testament w którym każe się pochować w Egipcie] i zyskuje pretekst do wojny z Egiptem, a potem wychodzi przed budynek, pozdrawia wiwatujący domagający się wojny tłum i w pierwszym akcie zabija emisariusza egipskiego rzucając w niego lancą.

        świetnie też prezentuje się w rozmowie z Kleopatrą. ZAjął już Aleksandrię, a królową chce zabrać do RZymu, żeby przeprowadzić bosą i pokorną przed rzymskim tłumem. OKtawian zaczyna od "Chyba powinnaś przyjąc pozę szacunku wobec cezara ?", oczywiście ma na mysli siebie, bo przyjął już wszelkie możliwe honorowe tytuły,. a ona mu na to : "Jakby tu był, to bym przyjęła" ;] Potem jeszcze ze dwie podobne riposty i rzymski najeźdźca wyraźnie zbity jest z pantałyku, chociaż czego jak czego, ale tupetu mu nie brak :]

        cóz, kino z wielkim rozmachem, widać wydane pieniądze, łącznie 5 i pół godziny i cały czas coś się dzieje. Aż trudno sobie wyobrazić taką produkcję dzisiaj. Zwlaszcza bez udziału efektów specjalnych z komputera. Choć i w "Kleopatrze" widać wyraźnie pomalowane dekoracje wyobrażające horyzont w scenach plenerowych :] Ale za to wyobrażają znakomicie ;]

        Efektowne galeony. Specjalnie chyba podrzucone są sceny, w których widac jak ogromne są łopaty wioseł, którymi w długim rzędzie poruszają, w domyśle, galernicy. Aby osiągnąc ten efekt konfronowane są na jednym obrazku wiosła z ludźmi w wodzie. NAprawdę mają dobre 10 metrów. Świetna jest też scena kiedy podczas bitwy jeden ze statków taranuje dziobem drugi i następuje abordaż. Ciekawe z czego są były zrobione te okręty ? Tektura ? Plastik ? Jakkolwiek, wyglądają świetnie.

        stroje - ileż tego jest... Kleopatra nie powtarza sukienek.W każdej scenie nosi inną. Do tego kilkanaście fryzur, jedną z wplecionymi we włosy warkoczykami zdobionymi złotymi frędzlami, a przez środek głowy przełozony ma podłużną ozdobę w kształcie węża, której "głowa" leży dokładnie nad jej czołem. W innej scenie nogi perukę niemal punkową, w jasnym kolorze. A o specjalnych czapkach nie ma co wspominać nawet, bo aż trudno to opisać bez kaleczenia sobie języka ;]

        świetne !

        raz jeszcze dzięki, Siostro,Barbasiu, za zmotywowanie mnie do obejrzenia :]


        • siostra_bronte Re: "Kleopatra" część 2 - impresje ;] 23.10.16, 13:39
          Dzięki za recenzję :)

          Cieszę się, że tak Ci się podobało. Bo co tu dużo gadać, to po prostu kawał świetnego kina!! Tak, konwencjonalnego, wręcz akademickiego, ale jak już wcześniej pisałam, takie filmy potrafią zaskakująco dobrze znieść próbę czasu. A Mankiewicz to znakomity reżyser.

          No, a strona wizualna wciąż po prostu powala!! Wyobraź sobie ten film w kinie! Masz absolutną rację, takiego filmu już nikt nie zrobi bez użycia komputerów. Także dlatego ma ten dodatkowy walor autentyzmu. Oczywiście, czasem widać malowany krajobraz w tle, ale to nawet nie przeszkadza.

          Co do tych statków, to nie znalazłam informacji z czego były zrobione, ale jestem przekonana, że naprawdę mogły pływać po morzu :)

          Tak, Taylor jest idealna w tej roli. I nie musi wybitnie grać, ma taką prezencję i charyzmę, że faktycznie widz czuje przed nią respekt :)

          Co do bitwy pod Akcjum, to zdaje się, że producentom po prostu zabrakło już kasy, żeby ją pokazać bardziej okazale, ale reżyser wybrnął z tego znakomicie.

          Jak pisałam, że zrobiono 26 tys. kostiumów. Suknie Kleopatry, tudzież jej nakrycia głowy i fryzury faktycznie robią wrażenie :)

          Warto wspomnieć, że film dostał 4 Oscary: kostiumy, scenografia, zdjęcia, efekty specjalne.

          Miło mi Greku :)
          • grek.grek Re: "Kleopatra" część 2 - impresje ;] 23.10.16, 16:35
            cześć, Siostro :]

            miło mi, że miałem okazję nagryzmolić te parę koślawych zdań o tak znakomitym filmie :]

            zdecydowanie zgadzam się z Twoją oceną.
            POwiedziałbym nawet, że to kino RETRO zyskuje z biegiem lat [dekad] i zyskiwać będzie jeszcze bardziej. wydaje mi się, że nadmiar efektów specjalnych we współczesnym kinie przygody już wywołuje, a z czasem będzie się to potęgowało, tęsknotę za naturalnymi
            inscenizacjami, za scenografią i scenami masowymi, w których widać będzie człowieka, a nie komputer.

            koniec końców, prawdziwa klasa zawsze jest górą, nieprawdaż ? :]

            o yes ! "Kleopatra" na dużym ekranie kinowym, to musi być niesamowita uczta filmowa :]

            hehe :"] I ja mam taki pogląd. Zresztą, te statki faktycznie pływają w filmie, tylko chyba nie były to wody morskie ;]

            również się zgadzam :]
            pomysł na bitwę pod Akcjum jest bardzo dobry, włącznie z tą intrygującą sceną podpalania miniatur okrętów na makiecie inscenizującej pole bitwy; każdy faktycznie biorący udział w walce ma swój odpowiednik na planszy i w miarę docierania informacji od posłańców o zniszczeniach - symbolicznie oznacza się wyeliminowane z walki okręty zapalając pole w miniaturce, które jest chyba zrobione z siarki [?]. Plansza z licznymi płonącymi okrętami pozwala zorientować się w skali zniszczeń, a zatem zapewne także liczbie ofiar w ludziach, jaką przynosi przebieg bitwy.

            yes :]
            liczba 26 tys ciągle robi niezwykłe wrażenie, ależ to musiała być praca. Kilka firm odzieżowych z pewnością świetnie się wzbogaciło na przygotowywaniu filmu, hehe.

            absolutnie zasłużone Oscary.

            dzięki, Siostro :]
    • grek.grek 22:20 TVP2 "Artyści" odc. 8 [ostatni] 21.10.16, 16:22
      ostatni odcinek :]

      piszą o serialu pochlebnie, i aktorów wywiadują :] :

      film.onet.pl/artykuly-i-wywiady/teatr-moj-widze-ogromny-czyli-kto-jest-kim-w-serialu-artysci/zjxylh
      wyborcza.pl/7,75410,20860203,marcin-czarnik-gwiazda-serialu-artysci-ostatnie-protesty.html

      PS : ciekawe, ze TVP chciała ten serial zutylizować, ale nie udało się z powodu podpisanych już papierów przez poprzednią dyrekcję Dwójki; jedyne co im się udało, to przesunąć "Artystów" na taką godzinę, żeby mało kto ich oglądał.

      ... co nie przeszkodzi obecnemu szefostwu Dwójki wypinać wątłej klaty po ordery z racji licznych głosów uznania i podziwu dla serialu. Bez obaw, pp. Demirski i Strzępka dokładnie opisali takich typków w swojej fabule :]]
      • grek.grek Re: 22:20 TVP2 "Artyści" odc. 8 [ostatni] 25.10.16, 15:47
        koniec wieńczy dzieło ! :]

        kapitalny ostatni odcinek skompletował znakomity, nietuzinkowy, wybitny serial [jak na polskie warunki], bardzo NASZ i bardzo TUTAJ się dziejący i opisujący kraj, TEN kraj.

        nic nie zdradzę, bo mam nadzieję, ze obejrzycie ! :]

        tak czy owak, świetna scena goni scenę znakomitą, a nie każda znaczy to, co w danym momencie wydaje się, że znaczy, na właściwy kontekst trzeba poczekać do kolejnej albo i jeszcze następnej.

        aktorzy grają koncert, fantastycznie czują konwencję i po częsci moga być sobą, co tylko i wyłącznie sprzyja rytmowi dialogów i wiarygodności zachowań postaci.

        w ostatnim odcinku już nawet dyrektor widzi duchy, hehe. A to wiele znaczy. aktor grany przez Krzysztofa Dracza bierze słuchawkę [nie powiem w jakim celu] i rzuca do koleżeństwa : "No to teraz zobaczycie, k...a, kawałek świetnego aktorstwa !" - rewelacja !. Hania grana przez Dorotę Segdę odkrywa coś szalenie ważnego i nie może przestać mówić "O ty sk...synu !", po 10 razie kolega taktownie jej przerywa "Haniu, wiesz, ale to jest jednak brzydkie słowo..." :] Agnieszka Glińska w krótkim wejściu daje popis, a finałowe wykonanie rewolucyjnej pieśni Proletaryatu w nowej aranżacji - mistrzostwo.

        intryga kontra intryga, żeby uratowć słuszną sprawę nie można z podstępnymi urzędnikami grać fair. Przeciwnie, trzeba ich pokonać ich własną bronią, trzeba być sprytnym i przebiegłym; jak tobie podkładają nogę, to ty też podłóż nogę im :]

        przesłanie na nowe czasy. kultura musi walczyć o swoje. nadzieja na to, że urzędnicy i biznes uszanują reguły panujące od lat, odstąpią od swoich cynicznych geszeftów z szacunku dla sztuki, to iluzja, utopia. Ich trzeba OGRAĆ. niestety. takie czasy.

        obejrzyjcie, Czcigodni ! taki serial rzadko się w polskiej telewizji zdarza.

        podsumowanie inne :
        seryjni.blog.polityka/2016/10/23/aktorzy-politycy-i-kibole-po-finale-artystow/
        • barbasia1 Re: 22:20 TVP2 "Artyści" odc. 8 [ostatni] 25.10.16, 23:43
          Liczę na powtórkę o lepszej porze. Może w sezonie zimowym!?
          • grek.grek Re: 22:20 TVP2 "Artyści" odc. 8 [ostatni] 26.10.16, 12:18
            byłoby znakomicie, Barbasiu :]

            mam nadzieję, że ta powtórka się odbędzie, że TVP nie przemilczy takiego sukcesu [wśród krytyków i niszowej widowni, do której, o dziwo, chyba właśnie się zapisałem, hehe] i tym razem znajdzie dla tego serialu znacznie lepszą porę nadawania. wg mnie, mimo paru mocniejszych tekstów co pewien czas, puszczanie 'Artystów" o 21:00 byłoby w sam raz.


    • grek.grek 0:15 POlsat "Traffic" 21.10.16, 16:29
      spory dziś wybór, i znakomity !

      z przyjemnością polecę też "Traffic".

      jest to "altmanowska" przeplatanka kilku osobnych historii, które czasami zachodzą na siebie, a których motywem przewodnim są narkotyki : walka z ich przemytem, przyczyny, skutki i leczenie uzależenia od nich, styk narkobiznesu i polityki.

      całośc stotografowana w intrygujących barwach sepii, surowa i w ten sposob zupełnie daleka od mainstreamowego amerykańskiego kina z Hollywood.

      doceniła "TRaffic" Akademia : OScary za rezyserię, scenariusz adaptowany, dla Benicio Del Toro za rolę drugoplanową.

      świetna robota Stevena Soderbergha, świetny takzę Michael Douglas, w poruszającej roli sędziego federalnego walczącego nie tylko z narkobiznesem, ale i o zdrowie i życie wciągniętej w szpony nałogu córki.

      kawałek naprawdę znakomitego kina. szkoda że tak późno.
      • siostra_bronte Re: 0:15 POlsat "Traffic" 21.10.16, 16:35
        Był w tv parę razy, ale jakoś nie mogę go obejrzeć.
        • maniaczytania Re: 0:15 POlsat "Traffic" 21.10.16, 18:45
          Siostro - mus nadrobić kiedyś. To świetny film.
    • maniaczytania Dwa filmy 22.10.16, 17:44
      obejrzałam niedawno - dobre obydwa, choć każdy na swój sposób.
      Na razie napiszę tylko krótko ich tytuły - "The Walk: Sięgając chmur" i ... musical ;) - "Tajemnice lasu" (Into the Woods).
      • siostra_bronte Re: Dwa filmy 22.10.16, 17:52
        O! Czekamy na recenzje :)
      • grek.grek Re: Dwa filmy 23.10.16, 12:24
        przyłączam się do Siostry, w oczekiwaniu na recenzje, Maniu :]

        ciekaw jestem "The Walk", bo to opisuje zajmujacą historię, człowieka, a nawet grupę ludzi. Kłopot w tym, że już kilka razy oglądałem rewelacyjny dokument "Człowiek na linie' [kilka razy Was namawiałem na ten seans, hehe] i nie mam przekonania czy tę story można opowiedzieć lepiej za pomocą fabuły. Z pewnością jednak można opowiedzieć inaczej, i dlatego czekam na ten film. Oraz na Twoją recenzję :]
    • grek.grek 22:05 TV Puls "Podziemny krąg" 23.10.16, 16:50
      szkoda, że znów ciut za późno, ale ten film chyba nigdy nie doczeka się wcześniejszej emisji, z uwagi na 2-3 dość krwiste sceny :]

      lata mijają, a "Podziemny krąg" [chociaż oryginalny "KLub Walki" brzmi chyba jednak lepiej ?] nadal jest filmem szalenie atrakcyjnym : świetne dialogi i monologi, ekstremalnie punkowi bohaterowie, ostra krytyka konsumpcjonizmu i hasło radykalnego zwrotu ku naturze, a jednocześnie psychoanaliza kryzysu egzystencjalnego człowieka Zachodu [w książce i filmie chodziło o ponadprzeciętnie zarabiającego i sytuowanego Amerykanina z korporacji, dzielącego swoje życie między pracę w zamkniętym boksie i wydawanie zarobionych w ten sposób pieniędzy na kupowanie tego, co każe mieć reklama].

      David FIncher jest najlepszej formie, Brad Pitt i Edward Norton mają chemię wszech czasów [co akurat nie dziwi, wziąć pod uwagę tożsamość Narratora, haha], a do tego mamy jeszcze świetną i w swoim żywiole Helenę Bonham-Carter.

      za 20 lat nadal będzie się ten film oglądało cudownie. tak, takie mam przeczucie. Wątki, które ekspolatuje, zawsze będą aktualne.

      zabawne, że w kategorii analizy kondycji społeczeństwa zachodniego ten dynamiczny, frenetyczny film z dziwnymi bohaterami śmiało może uchodzić za kontynuatora kina Antonioniego czy Felliniego. To dopiero jest wyjątkowa sytuacja :]
      • siostra_bronte Re: 22:05 TV Puls "Podziemny krąg" 23.10.16, 16:56
        Chyba nigdy go nie obejrzę. Nie chce mi się dla niego zarywać nocy
        • grek.grek Re: 22:05 TV Puls "Podziemny krąg" 23.10.16, 18:17
          pech ! :]

          może kiedyś jednak uda Ci się zobaczyć ten film, Siostro. Ciekaw jestem Twojej recenzji :]

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka