Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2017 - 1 (vol. 75)

    • grek.grek 20:20, 0:50 TVP Kultura "Marta" 24.01.17, 12:23
      drugi film w przeglądzie i opis znów brzmi zajmująco !

      Marta, bibliotekarka z Niemiec, wyjeżdza z ojcem do Rzymu na wycieczkę. Ojciec umiera znienacka podczas zwiedzania miasta. Marta przez chwilę widzi jakiegoś mężczyznę.

      Po powrocie do domu Marta znów go spotyka i wkrótce wychodzi za niego za mąż, jak głosi opis : "stając się ofiarą jego dominującej osobowości".

      brzmi interesująco : jaką kolejną patologię społeczną tym razem Fassbinder postanowił ujawnić i spuentować ?


      • grek.grek "Marta" [1] 25.01.17, 12:20
        Kolejna bardzo przenikliwa diagnoza psychospołeczna w wykonaniu Fassbindera.

        wg mnie, jest to film o tym, jak źle się kończy postepowanie w życiu pod dyktando innych ludzi, jak niszczącą moc ma presja społeczna, której ulegają słabszej konstrukcji psychicznej ludzie.

        Marta jest po 30tce i właśnie spędza urlop w Rzymie. Z ojcem.
        Niespodziewanie do jej pokoju wchodzi jakiś postawny mężczyzna i zaczyna się w niedwuznaczny sposób rozbierać. Marta go wyprasza zaskoczona sytuacją.

        Na dole portier przyznaje, że to on wysłał tego faceta do jej pokoju. "Widziałem jak mrugnęła pani do niego okiem. Znam się na tym", wyjasnia z tupetem. Marta odpowiada, że do nikogo nie mrugała. Co za bezczelnośc - wysłał do niej potencjalnego kochanka, bo "widział jak do niego mrugnęła"... Uff :]

        Potem Marta udaje się z ojcem na spacer po mieście. Cały czas śledzi ich, i to rzucając się w oczy :], ten niedoszły kochanek. Marta ignoruje go.

        Na Schodach Hiszpańskich ojciec Marty ma zawał. Umiera na miejscu. Robi się zbiegowisko, a Marcie ktoś kradnie torebkę. Babka wpada w histerię i to taką, że bardziej ją ta skradziona torebka dotyka niż zmarły ojciec.

        Marta zostawia nieboszczyka i jedzie taksówką do ambasady niemieckiej. Za nią ten niedoszły kochanek. Na dziedzińcu ambasady Marta spotyka mężczyznę - kamera wiruje wokół nich, a oni na moment zatrzymują się wpatrzeni w siebie. Po chwili akcja znów rusza. Marta dzwoni do matki w domu, w NIemczech, żeby przysłała jej jakies pieniądze, bo w tej skradzionej torebce Marta miała całą kasę i teraz nie ma za co wrócić.

        Widać tutaj pewne objawy niestabilności psychicznej Marty, naprzemian wpada w płacz a zaraz potem mówi normalnie i spokojnie, choć oczywiście może to być wynik szoku jakiego doznała.

        Tu od razu warto powiedzieć, że zarówno hall hotelu, jak i ambasada, oraz wszystkie wnętrza, które będą scenografią kolejnych scen i sekwencji, są wyjątkowej urody. Gdyby nie stylizacje bohaterów, to mozna by powiedzieć, że film odbywa się w epoce przełomu XIX i XX wieku, a nie w latach 70-tych :] Ktoś inny mógłby jednak powiedziec, ze wszystkie te dizajny wyciągnięto z jakiegoś bric-a-brac i nawet w 70s mają one kampowy charakter ;]

        Marta wraca pociagiem do domu. Na peronie witają ją matka i siostra Marianne. Matka dostaje lekkiej histerii na widok trumny męża wyciąganej z wagonu towarowego.

        Następnego dnia Marta wraca do pracy. Biblioteka jest również piękna, obszerna, ściany zdobione, a meble staromodne. Dyrektor biblioteki od razu pyta ją czy się zastanowiła... nad jego oświadczynami, których dokonał przed jej wyjazdem. Marta zdecydowanie odpowiada, że odrzuca je, bo musi się teraz zająć owdowiałą matką. Dyrektor jest rozczarowany, ale przyjmuje odpowiedź odmowną z kulturą i zrozumieniem.

        Dosłownie minutę później dyrektor oświadcza się koleżance z pracy Marty i ona zgadza się zostać jego żoną. Dziwne jest to ujęcie, kiedy obie kobiety stoją obok siebie i spoglądają w teatralny sposób w stronę dyrektora.Jak z jakiejś innej konwencji filmowej.

        Marta odwiedza matkę w domu rodzinnym, równie pięknym i pełnym kwiatów, roślin, staroświeckich mebli, posągów i luster, jak każde inne pomieszczenie wykorzystane w filmie. Matka jest zapłakana, rozgniewana i ostro pociąga z butelki. Marta mówi jej o odrzuconych zalotach dyrektora, na co matka wprost jej rzuca w twarz : "Brzydzę się twojego staropanieństwa !". Jak widac, wszyscy pchają Martę w stronę zamążpójścia albo choćby flirtu, nie licząc się kompletnie z jej uczuciami.

        Akcja przenosi się do domu lekarza pana Salomona, który własnie zaręcza się z jakąś panią. Wytworny stół, mnóstwo kwiatów i obszerna sala. Rozmowa o niczym.

        I nagle... zjawia się ten mężczyzna, którego Marta widziała w Rzymie na dziedzińcu ambasady. Elegancki i wytworny jegomość. Ma na imię Helmut. Jest bratem lekarza.

        Po kolacji oboje rozmawiają w zacienionym ogrodzie. Marta nie wie, ze jej matka ich podsłuchuje zza krzaku. Helmut przypomina jej spotkanie w Rzymie, ale Marta udaje, że nie wie o co chodzi. Mówi o wrażeniu jakie na nim wywarła. Wprost pyta-stwierdza "Pani nie spała jeszcze z mężczyzną...". Marta przyznaje, że tak właśnie jest. Na to on : "Uważa się pani zapewne za atrakcyjną ?", Marta potwierdza, na co on stwierdza "W ogóle pani nie jest atrakcyjna ani podniecająca", co ją konfunduje, tym bardziej ze za chwilę Helmut rzuca się na nia i całuje.

        Matka Marty doznaje ataku jakiegoś. Lekarz udziela jej pierwszej pomocy. Marta asystuje przy tym. Lekarz ją pyta "Co pani zrobiła własnej matce, że ona chce umrzeć ?". Matka podnosi głowę i rzuca do Marty "Ty chcesz mnie zabić ?". Pełna konfuzja ! Matka chyba uznała, że Marta i Helmut mieli ze sobą romans. Z jednej strony, wytyka jest status panny, a z drugiej mdleje na podejrzenie, że córka mogłaby mieć romans.

        W bibilotece pojawia się nowy pracownik. Poprzednia pani została żoną dyrektora, więc nie musi już pracować. Pan ma na imię Kaiser i jest młodszy od Marty. OProwadza go ona po wnętrzach i zabawia rymowanką dla dzieci. JUż im się dobrze rozmawia, kiedy nagle... w drzwiach pojawia się Helmut. Patrzy na Martę wzrokiem ni to rozbawionym, ni to co. Marta od razu poważnieje, a na pytanie Kaisera o Helmuta odpowiada "To mężczyzna, którego poślubię".
        I nie mówi tego z radościa, raczej z poczuciem wyroku, który gdzieś tam już zapadł i nie ma odwołania.

        Helmut zabiera Martę do wesołego miasteczka, gdzie zasuwają kolejką. Marta się boi, po zejściu na dół wymiotuje, a Helmut... oświadcza się jej. W ogóle bez romantyzmu, bo mimo całej swojej elegancji i obycia, gośc ma w sobie jakiś chłód i manierę, która sugeruje że wszystko co robi pozbawione jest komponentu uczuciowego. Mówiąc krótko, gośc wygląda na psychopatę.

        Marta dziękuje mu za te oświadczyny. "Czekałam na te słowa", cieszy się.

        Idą do jej matki, by poinformować o zaistniałych okolicznościach. Matka próbuje się otruć na tę wieść. Połyka jakieś tabletki i pada zemdlona. Żadne nie rzuca się z pomocą. Marta patrzy na Helmuta i powiada "Rozumiem... każdy ma prawo do śmierci". Helmut najpierw znów rzuca się do całowania Marty, a potem spokojnie wykręca telefon do szpitala i wzywa karetkę. I mówi do Marty : "Jak widzisz ja chciałem pomóc twojej matce. TO TY chciałaś dać jej umrzeć. To był twój pomysł, a nie mój". I to pierwszy znak, że Marta powinna zostawić tego gościa w cholerę, ale ona go przegapia.

        Po slubie, który tutaj nie jest pokazany, Marta i Helmut jadą na miesiąc miodowy do Włoch, nad morze.

        I tutaj mamy dalsze znaki , które Marta przegapia po kolei. Najpierw Helmut zamawia jedzenie dla nich obojga, nie pyta ją o zdanie. Potem idą na leżaki. I Helmut mówi, że chciałby by Marta się opaliła, bo on to lubi. No więc Marta wystawia się na słońce, opala się i zasypia. W efekcie czego, spalona zostaje na raka. Lezy w hotelowym pokoju, cała czerwona i skóra ją piecze. Helmut strofuje ją grzecznie, że nie powinna zasypiać na słońcu. To błąd. Czemu jednak jej nie obudził ?! A potem zaczyna się na niej kłaśc i dobierac do niej, jakby celowo sprawiając jej ból drapaniem palcami po spieczonej skórze. Marta krzyczy, ale Helmut najwyraźniej i to...lubi.

        POdczas drogi powrotnej, Marta dowiaduje się, że Helmut wynajął dla nich dom. Myslała że będą mieszkać w domu rodzinnym. Matka jest w ośrodku zamkniętym, więc dom stoi pusty... Ale Helmut tonem grzecznym i spokojnym, lecz nieznoszącym sprzeciwu powiada, że on postanowił i już. Niby "dla jej dobra', bo dom rodzinny przypominałby jej zmarłego ojca, a przecież "mamy zacząć od nowa, prawda ?". Marta milknie i akceptuje jego dyktat.

        Dom jest duży, świetnie urz.ądzony i staromodny. Od razu Helmut zabrania Marcie palić wszędzie poza werandą. I bez zaproszenia wysyła ją na górę, ofk w celach seksualistycznych. Pan i władca wysyła żonę na rytualne barłożenie.
        cdn.

        • grek.grek "Marta" [2] 25.01.17, 13:01
          Helmut nie używa przemocy, nie krzyczy, nie rozkazuje. Po prostu tym nieznoszącym sprzeciwu kulturalnym tonem powoduje, że Marta ulega. Ona jest za słaba żeby się odwinąć, a on ją bardzo dobrze zna.

          POżycie wygląda tak, że Helmut na 5 dni jedzie do Austrii, gdzie pracuje, i wraca na weekend. I tak w kółko.

          Marta idzie do pracy do biblioteki, gdzie dowiaduje się, że... w jej imieniu Helmut złożył wypowiedzenie. Jest zdumiona, ale cóz począć. Wraca do domu. Czyta ksiązki, pali na werandzie, słucha Donizettiego.

          Na powrót Helmuta specjalnie się czesze, ale mężulek zamiast docenić i pochwalić - rechocze z jej "ciotkowatej" fryzury. Marcie jest przykro, więc Helmut pociesza się "wiem, ze chciałaś dobrze, nie powinienem drwić". PO co to mówi, kiedy już zadrwił ?

          Marta pyta go, dlaczego bez pytania wymeldował ją z pracy. Helmut na to, że we Włoszech mówił jej, że nie chce by pracowała. W istocie mówił, że jego brat lekarz tak postąpił ze swoją żoną, a nie że on by tak chciał, ale... Marta znów nie nalega.

          Seks staje się dla Marty przykrym obowiązkiem. Helmut bije ją i w ogóle zachowuje się jak małpiszon. Marta chodzi z siniakami, ale Helmut tłumaczy że to wszystko z miłości. Marta akceptuje taką odpowiedź i dziękuje za nią, bo "teraz już wie".

          Helmut idzie dalej : podnosząc głos nakazuje Marcie przestać słuchać Donizettego. W zamian ma swoją płytę. "Tego powinnaś słuchać", kilka razy powtarza. I daje Marcie książkę pt "Statyka zapór". To jego konik zawodowy. Sugeruje, zeby Marta ją przeczytała wnikliwie, aby "mieli o czym rozmawiać". I znów wyjeżdza do pracy.

          Marta ignoruje zalecenia : słucha Donizettiego, a ksiązkę rzuca w kat, bo to jakieś koszmarne androny napisane technicznym językiem. Próbuje skontaktować się telefonicznie z żoną lekarza Salomona, brata Helmuta, ale dowiaduje się że nie wróciła jeszcze z podróży poślubnej. Chyba coś zaczyna Martę wreszcie niepokoić, skoro chce swoje doświadczenia skonfrontować z doświaedczeniami żony brata Helmuta.

          Kiedy Helmut wraca - Marta czeka z jego ulubionym daniem obiadowym. Okazuje się, ze wcale oni nim nie jest, chociaż i ja na własne uszy słyszałem, jak mówił, że jest. Marta znów musi przełknąc gorzką pigułkę. Helmut nie jest jednak rozeźlony, a brak zjadliwego obiadu rekompensuje sobie kolejnymi "ognistymi" pocałunkami, którymi sprawia ból Marcie.

          Marta dzieli się swoimi wątpliwościami z Marianne. Mówi, ze Helmut jest dziwny, niby ją kocha, a ona jego, ale BOI się go. Marianne poucza ją, że tak trzeba w małzeństwie kombinować, żeby mąz był przekonany, że ma rację zawsze, a mimo to robił rzeczy, na których zależy żonie. Trzeba manipulować. I dodaje, że Helmut to świetna partia, nie powinna narzekać. Marta nie tyle jednak narzeka, co "nie potrafi ubrać w słowa" ambiwalentnych odczuć. Kiedy mówi o łózkowej brutalności Helmuta, Marianne poprawia ją "niepohamowany jest, a nie brutalny", na co Marta "tak, zapewne o to chodzi : niepohamowany".

          Na bulwarze Marta spotyka Kaisera. Idą chwilę razem, a on pyta, dlaczego mąż bez pytania wymeldował ją z pracy ? Marta zmieszana ucieka mu i zabrania mówić źle o Helmucie.

          Helmut po powrocie krytykuje fakt, że Marta nadal słucha Donizettiego. Ona sama przyznaje się, że także tej jego ksiązki w ogóle nie czytała. Ciekawe, że kiedy rozmwawiają, siedzą plecami do siebie na dwóch sofach stykających się oparciami.

          Helmut manifestuje swoje rozczarowanie. Zabiera płaszcz, kapelusz, trzaska drzwiami i wyjeżdza samochodem w nieznane. Marta spanikowana rzuca się do adapteru i włącza tę jego płytę muzyczną. A potem gazem zaczyna uczyć się niemal na pamięc tej jego koszmarnej książki. Tak ją sterroryzował swoim fochem.

          Mąz nie wraca, a Marta szuka go przez telefon u jego brata. Nie ma go tam, ale Marta i tak pokornie daje znać, że już słucha zalecanej muzyki i czyta ksiązkę. I nagle... Helmut wraca poniedziałkowym porankiem... NIe - to NIE ON. Facet ma podobny kapelusz i płaszcz. Jest nim gośc od telefonizacji. Na polecenie Helmuta przyszedł odciąć telefon. Marta jest zdumiona, ale kiedy słyszy, że to mąz kazał od razu zmienia tonację : "A tak, zapomniałam, rzeczywiście...". Helmut zaczyna odcinać ją od świata !

          Znów Marta spotyka Kaisera. W parku rozmawiają o jej małzeństwie. Marta zwierza się ze wszystkiego. Znów widzi jakby męża ! Ale okazuje się, że to ten facet od telefonu, w jednakowej czapce i płaszczu, co Helmut. I co ciekawe, nie poznaje Marty ! Czy ma ona zwidy ?

          Znów Helmut wraca z pracy. Jak zwykle : żadnych czułości, żadnego miłego słowa, Marta w pozycji służącej, a on - panisko wrócił na domowe włości ;] Cieszy go jednak dźwięk JEGO muzyki. A Marta popisuje się dodatkowo znajomością na pamięć passusów z tej jego koszmarnej ksiązki. Helmut aż się odwraca na sofie by na nią spojrzec. Cały jest uradowany, na ile ofk umie to okazać i naprawdę czuje :]

          Efekt ? ZNów rzuca się do całowania i sprawia jej ból.

          A potem, no cóż... powiada : "Mogłabyś dowieść miłości do mnie robiąc jedną rzecz... Nie wychodź w ogóle z domu". Nie do wiary ! Marta jest ponownie zdumiona po cichu, a Helmut dodaje "To z miłości do ciebie, bo ilekroć wychodzisz martwię się że mogłabyś mi być niewierna, a ja... tak bardzo cię kocham". No i Marta zostaje uwęziona w domu.

          Pyta o dziecko, ale Helmut spławia ją od razu "Po twojej matce mogłoby odziedziczyć wodogłowie'.

          Marta sprawia sobie przyjaciela - czarnego kota. Ofk, Helmut od razu ma pretensje. Marta znajduje kota martwego na podłodze. Helmut nie przyznaje się do niczego, a płacząca nad kocimi zwłokami Marta okazuje się działac na niego erotycznie, więc znów sprawia jej ból i kolejne siniaki. [O jednego kota za daleko. Tutaj już bohaterka zaczeła mnie irytować, bo tylko bałwan nie zorientowałby się, że męzulo tego kota uśmierci. A ja z kotami mam sztamę, więc pani Marta zdenerwowała mnie niekiepsko :)]

          Marta łamie zakaz i spotyka się z Kaiserem. W restauracji. Świadkowie rozmowy przysłuchują się jej. Marta się skarży i płacze, Kaiser mówi, że gotów jest jej pomóc, ale Marta od razu startuje do niego z pretensją "Jak pan śmie oskarzać mojego męża ?!". Nie jest z nią dobrze...

          Wraca do domu, a tam... Helmut. Marta kaja się z powodu złamanego zakazu, ale Helmut nie krzyczy. Mówi, ze auto mu się zepsuło i musiał na chwilę wrócić. Nie robi jej sceny, ale... zaprasza na góre. "Mam dla ciebie prezent", zapowiada tajemniczo.

          Marta wydaje okrzyk strachu. "Prezent... ma dla mnie prezent ?... on ... chce mnie zabić !", wykrzykuje i rzuca się do ucieczki szarpiąc histerycznie klamkę drzwi i potykając się się biegiem wpada między pasące się po drugiej stronie ulicy krowy. Helmut przygląda się jej ze zdziwieniem. Kręci z niedowierzaniem głową.

          Spanikowana Marta odwiedza Kaisera w bibliotece i prosi o pomoc. Kaiser od razu jest dostępny, bo chyba i zakochany lekko w niej jest. Jadą autem za miasto. Ktoś ich goni. Marta jest pewna, ze to Helmut. Na jednym z zakrętów przerażona Marta wcina się Kaiserowi w prowadzenie auta i ostatecznie lądują w rowie. Auto jadące za nimi się zatrzymuje. Wysiada z niego mężczyzna... w tej samej czapce i płaszczu, co Helmut, ale to nie jest Helmut. Co pokazuje skalę zastraszenia Marty. Już nawet elementy garderoby podobne do tych, które nosi Helmut, każą jej reagować histerią.

          Marta ląduje w szpitalu. Leczy ją brat Helmuta. Dowiaduje się, ze Kaiser zginął w tym wypadku, a ona sama... jest sparaliżowana od pasa w dół. "Helmut siedział całą noc przy twoim łózku. Zajmie się tobą", pociesza lekarz, a Marta ma strach w oczach.

          Helmut zabiera ją ze szpitala. Marta odwraca od niego głowę i roni łzę.

          Ona jest na wózku, a Helmut ten wózek pcha. Oboje mają miny figur woskowych. Wsiadają do windy. Ona na wózku, a on ten wózek pcha. Stają face to face z kamerą i drzwi windy zamykają się. Koniec filmu.

          Można się chyba spodziewać ciągu dalszego...
          • grek.grek Re: "Marta" [2] 25.01.17, 13:08
            podsumowując : Marta ofk jest niedojrzała, ojciec i matka są dla niej oschli albo wrodzy, jest niedoświadczona, ale wg mn ie jej dramat ma swoje źródło w nieustannej presji jakiej jest poddawana. Zamążpójście staje się dla niej celem samym w sobie, a posłuszeństwo męzowi częścią naturalnego stanu rzeczy w tym małzeństwie. Widzi to dookoła. Jest świadkiem tych rzeczy. Wszyscy, nawet ten portier w Rzymie, wręcz terroryzują ją koniecznością nawiązywania relacji z mężczyznami, na co ona w końcu się zgadza, ale nie dlatego że Helmut ją zauroczył na tyle, by wyjść za mąz z miłości, lecz dlatego, ze to dobry moment i okazja by wreszcie mieć to za sobą i sprostać oczekiwaniom otoczenia.

            Tyle że probując zadowolić innych, Marta skazuje się na niezadowolenie własne, a nawet znacznie więcej, bo związek z Helmutem po prostu rujnuje jej życie, psychikę i przyszłość. W dodatku przynosi ofiary śmiertelne : Kaisera i kota Rubela.

            Bardzo ważny film, wg mnie.
            Momentami odnosi się wrażenie, ze aktorzy celowo grają sztucznie , że niektóre sceny są skomponowane w sposób niefilmowy, gdzies między paradokumentem, a filmem, ale zapewne chodziło o jak najmocniejsze uwypuklenie pewnych elementów tej całej pouczającej i demaskującej społeczne nieprawości historii.
            • siostra_bronte Re: "Marta" [2] 26.01.17, 11:42
              Dzięki, Greku!

              Obejrzałam! I było warto.

              Mogę się podpisać pod Twoją recenzją.

              Tak jest, bohaterka jest poddawana nieustannej presji, żeby "ułożyć" sobie życie. Jej własna matka mówi, że brzydzi ją jej staropanieństwo. A Marta ma raptem 31 lat. Zresztą, niezależnie od wieku takie słowa są okrutne. Nic dziwnego, że Marta chce mieć to za sobą, jak napisałeś.

              Zgadza się, film ma specyficzny styl, chwilami trochę teatralny, a aktorzy grają w przerysowany sposób, ale to jakoś pasuje do tej historii.

              Świetne są kostiumy i fryzury Marty i w ogóle kobiet w tym filmie. Jakby pochodziły z hollywoodzkiego filmu z lat 40-tych.

              Ciekawostka, Karlheinz Bohm, grający Helmuta, był mężem Barbary Kwiatkowskiej. Dla niego aktorka rzuciła Polańskiego :)

              W napisach wypatrzyłam informację, że scenariusz oparto na opowiadaniu Cornella Woolricha, znakomitego autora kryminałów. Bardzo go lubię za wspaniały klimat, pełen fatalizmu i utraty wszelkich złudzeń i za świetne portrety psychologiczne swoich bohaterów. Sam Woolrich piękne powiedział, dlaczego zajął się pisaniem : "Chciałem oszukać śmierć. Zostać trochę dłużej, kiedy już mnie nie będzie".

              Proza Woolricha często była przenoszona na ekran. Najbardziej znane filmy to oczywiście "Okno na podwórze" Hitchcocka, "Syrena z Mississipi" i "Panna młoda w żałobie" Truffauta. Jakiś czas temu powstał nieudany remake "Syreny..." pod tytułem "Grzeszna miłość" z Banderasem i Jolie.
              Polecam bardzo tego autora!



              • grek.grek Re: "Marta" [2] 26.01.17, 13:05
                cześć, Siostro ! :]

                świetnie !

                dzięki :]

                to prawda, bardzo specyficzny styl gry i prowadzenia narracji, taki wykrzywiający rzeczywistość, absurdalny momentami, jakby uwypuklający w ten sposob absurd społecznych konwencji, które panują nad życiem bohaterki.

                na pewno Fassbinder ma swój styl, a to już osiągnięcie :]

                ależ seria świetnych informacji !
                dzięki, Siostro :]
    • grek.grek 23:00 TVP Kultura "Zeszłego roku w Marienbadzie" 24.01.17, 12:31
      pamiętam, że szerzej omawialiśmy z okazji premiery :]

      Przepiękny hotel.
      A w nim : żona, mąż i ten trzeci, który twierdzi że miał z nią romans i przyrzekli sobie rok temu, że znów się tutaj spotkają. Ona tego najpierw nie pamięta, a później coraz bardziej skłonna jest mu wierzyć, zaś mąż niepokoi się o stan ich związku.

      Przyznam, że nie pamiętam zupełnie tej intrygi miłosnej :]

      ale doskonale pamiętam zagadkowośc tego filmu, czarno-białą niesamowitą urodę, wysmakowane wnętrza i zewnętrza, oraz porywający klimatczny styl.

      To są atuty do wielokrotnego podziwiania i smakowania, czyniące ten film zupełnie niepowtarzalnym i wyjątkowym, uwodzicielskim aż do [jakze pożądanej !] przesady.

      Mam nadzieję doczekać seansu, tylko nie wiem, jakie plany wobec mnie ma Morfeusz ;]

      A Wy ? :]]


      • barbasia1 Re: 23:00 TVP Kultura "Zeszłego roku w Marienbadz 24.01.17, 23:39
        Mam nadzieję doczekać seansu, tylko nie wiem, jakie plany wobec mnie ma Morfeusz ;]
        :))

        A Wy ? :]]

        Ja od-padam. :/

        "Marta" była świetna! jutro cd.
        • grek.grek Re: 23:00 TVP Kultura "Zeszłego roku w Marien 25.01.17, 11:39
          cześć, Barbasiu :]

          Morfeusz o mnie zapomniał, więc oba filmy wczoraj obejrzałem, z czego cieszę się niezmiernie :]
          mam nadzieję, że ten bezwzględny uzurpator Morfeusz nie ścigał w tym czasie Ciebie ?! ;]

          świetnie, wyczekiwać bedę/będziemy na Twoją recenzję, Barbasiu !

          ze swej strony, może spróbuję opis wykonać. Za moment :]
    • grek.grek 20:20 TVP Kultura "W roku 13 pełni" 25.01.17, 13:13
      Fassbinder po raz trzeci.

      transwestyta Erwin wyznaje miłość koledze z pracy. Ten odrzuca jego wyznania, co prowokuje [zapewne usłyszał, że problem polega na tym, że nie jest kobietą ?] go do przejścia operacji zmiany płaci i zostania Elvirą.

      film o destrukcyjnej miłości ? o poszukiwaniu prawdziwego siebie ? a może o tym, że zdanie innych potrafi wyznaczać "prawdę" o sobie ?

      • siostra_bronte Re: 20:20 TVP Kultura "W roku 13 pełni" 26.01.17, 12:08
        Oglądałam!

        Na razie nie wiem co napisać :)

        Ale duży plus za świetny soundtracku. Symfonia Mahlera, oczywiście kojarząca się ze "Śmiercią w Wenecji", Nino Rota z "Amarcordu".

        I jedna z moich absolutnie ukochanych piosenek, "Song for Europe" Roxy Music (w scenie, kiedy Elwira płacze w barze). Ależ byłam zaskoczona! Oczywiście, muszę ją zalinkować.

        www.youtube.com/watch?v=1zWrxQXzyGE
        • grek.grek Re: 20:20 TVP Kultura "W roku 13 pełni" 26.01.17, 13:08
          doskonale, Siostro ! :]

          ha, no tak, ten film pozostawia w pewnej konfuzji.

          alez masz ucho/oko do znakomitych szczegółów :]
          dzięki.
          pamiętam tę scenę.

          zapewne także fragmenty jakichś znaczących dla Fassbindera filmów pojawiły się w scenach, gdy Zora włącza telewizor w mieszkaniu Elviry i w biurze Antona, gdy ogląda on z kolegami jakąś komedię ?
          • siostra_bronte Re: 20:20 TVP Kultura "W roku 13 pełni" 26.01.17, 22:47
            Miło mi :)

            A jak piosenka? Kiedy Barbasia podsyła jakieś jazzowe kawałki to zawsze komentujesz i to pozytywnie :)
            • grek.grek Re: 20:20 TVP Kultura "W roku 13 pełni" 27.01.17, 11:57
              cała przyjemność po mojej stronie, Siostro :]

              o, zdecydowanie bardzo dobry kawałek muzyczny !
              wokalista skojarzył mi się głosowo z Davidem Bowie'em i częściowo z Ianem Curtisem, i wstydzę się, że nie rozpoznałem, iż to Bryan Ferry, również świetna postać sceny muzycznej.

              gustowny czerwony garnitur lidera ma swój styl, a nagranie koncertowe robi naprawdę znakomite wrażenie; głos Ferry'ego absolutnie hipnotyczny, hymnowy.

              doskonała solówka na saksofonie w finale !

              dzięki, Siostro :]
              nie znałem tego zespołu i tej muzyki, a zawsze z wielką chęcią poznaję wszystkie nowe rzeczy... a także i te które już znam, z perspektywy interpretacyjnej dotąd mi nieznanej :]
      • grek.grek "W roku 13 pełni" [1] 26.01.17, 12:16
        Panowie w studio przed filmem powiedzieli, że są tu wątki wręcz z Almodovara i to prawda. Oprócz postaci jak wyjętych z filmów hiszpańskiego maestro, jest także kilka scen zupełnie znakomicie wymyślonych, a niektóre wprost kuriozaalne.

        Rzecz się dzieje we Frankfurcie n/Menem, a tytuł wyjaśniają napisy początkowe, w formie definicji - z grubsza rzecz ujmując : rok Księżyca z 13-toma pełniami zwiastuje sezon osobistych tragedii dotykających szczególnie wielu osób.

        Bohaterem jest Elvira. Kiedyś była Erwinem, ale przeszła zmianę płci. Twarz ma więc zupełnie męska, ale pierwszo- i drugorzędne cechy płciowe - już zupełnie kobiece.

        Poznajemy ją, jak w lasku miejskim, przestrzeni spotkań homoseksualistów, próbuje kupić sobie kochanka. Z powodzeniem, ale tylko do momentu, kiedy ten orientuje się, ze ma do czynienia z transseksualistą. Biegną mu na "pomoc" koledzy i dotkliwie biją Elvirę, która ucieka na czworakach, z powodu opuszczonych do kolan spodni, których nie ma czasu podciągnąć.

        Wraca posiniaczona do domu, a tam zastaje swojego męskiego kochanka, Kristofa, pakującego walizki. Odchodzi od niej. Przez kilka minut Kristof częstuje ją stekiem krytycznych uwag na temat jej wyglądu, postawy życiowej i całej reszty. Mówi nawet "Nie masz duszy, takie coś jak ty nie mozę jej mieć, jesteś rzeczą którą nie ma prawa żyć". Taki "kwadrans szczerości". Elvira znosi to dzielnie, przypomina mu, że kiedyś sam był na dnie i ona mu pomogła. Tyle że dla Kristoffa najwyraźniej nie ma to znaczenia. Pakuje się i odchodzi.

        Elvira goni go po ulicy, nawet wskakuje na maskę jego auta, ale zostaje zrzucona na jezdnię. Pomaga jej Zora, prostytutka, znają się z dawnych czasów, bo Elvira parę lat przepracowała w ulicznym fachu. Idą do łazienki w pobliskim hotelu i Zora pomaga Elvirze doprowadzić się do względnego porządku.

        A potem wybierają się, to pierwsza kuriozalna scena, do... rzeźni. Wyuczony zawód Elviry, jeszcze wtedy Erwina, to rzeźnik. Mówi, że zawsze lubiła to miejsce, lubiła zapach śmierci, zbliżającej się do zwierząt, które ją czuły i zastygały w bezruchu oczekując jej przybycia. I przez dobre 5-8 minut obserwujemy... rzeźnię. Zabijanie zwierząt, ćwiartowanie, dłubanie we flakach, wycinanie kawałków mięsa z krowich odciętych łbów, krew jest wszędzie, a z offu Elvira podaje jakiś poetycki monolog, którego autor rzuca w twarz, chyba społeczeństwu, oskarżenia o swoje cierpienie i jego bezduszność. Słowo daję, takiej sceny w kinie jeszcze nie widziałem.

        Poznajemy przeszłość Elviry. Jako Erwin była żonata, z urodziwa brunetką Irene, mają córkę Marianne. Są w kontakcie. Irene zawsze bardzo ją/go wspierała w dążeniach do bycia sobą.

        Irene poznajemy, kiedy odwiedza Elvirę. Słyszy za drzwiami muzyka, płyta się zacięła, a drzwi są zamknięte od środka. Elvira nie otwiera. Irene pełna niepokoju otwiera drzwi własnymi kluczami i znajduje Elvirę leżącą na łózku. Kiedy wyłącza zaciętą płytę, Elvira momentalnie się budzi. Żyje zatem :]

        Irene ma do Elviry pretensje o wywiad, którego udzieliła do jakieś gazety. OPowiedziała tam sporo o niejakim ANtonie Saitsu, swoim byłym "koledze z pracy". Irene boi się, ze Anton, człowiek wpływowy, może się chcieć zemścić np. na ich córce. Prosi Elvirę, zeby odwiedziła go i przeprosiła, na co Elvira zgadza się. Niebawem dowiemy się jaką rolę odegrał w życiu Elviry Anton, a była to rola kluczowa.

        Wieczorem Zora zabiera Elvirę do "Fridy". Fridą jest kolega, możliwe że gej. Od miesięcy nie wychodzi z domu, mówi że wcale mu tego nie trzeba. Jego mieszkanie tonie w półmroku i czerwonej poświacie, gra mały telewizor, a na ścianach są malunki i obrazy. Frida przyznaje się do 7-letniego pobytu w zakładzie psychiatrycznym. Fiksował z powodu wczesnego osierocenia. I jak tylko sobie o tym przypomina, popada w płacz i histerię.

        Tutaj dowiadujemy się waznej rzeczy : Zora powiada, ze Elvira "nie miała ważnego powodu" by zmienić płeć. Zrobiła to pod wpływem mocnego impulsu, impresji, chwili. POjechała do Casablanki i zrobiła to. Nie miała powodu, jao Erwin "nie była chyba nawet gejem", co Elvira potwierdza. I dodaje, że jako prostytutka wstydziła się dotyku męskich dłoni.

        Elvira nic nie pamięta z dzieciństwa. Jedzie więc z Zorą [odzianą w sukienkę, kapelusz i buty na obcasie oraz białą woalkę] jedzie do domu dziecka, gdzie jako Erwin Elvira spędziła całe dzieciństwo. Zora znajduje siostrę Gudrun, która - kolejna kuriozalna i znakomita scena - krążąc w kółko po "krużganku" i ogrodzie, opowiada z offu historię dzieciństwa Erwina.

        Matka oddała go jako niemowlę. Było ciche i grzeczne, więc wsszystkie zakonnice je pokochały i prześcigały się w dowodach uwielbienia dla niego. Także jak już podrosło. Mały Erwin nauczył się wszystkie je zapewniać o tym, że są najważniejsze i najpierwsze, więc czerpał ze swojego pobytu w ośrodku same korzyści.

        W pewnym momencie pojawiło się małżeństwo chcące go adoptować. Zabierali go do siebie, zżyli się z nim, wresszcie podjęli decyzję. Tyle że do rozpoczęcia procedury adopcyjnej potrzebna była zgoda rodziców biologicznych. Siostra Gurdun odwiedziła więc matkę Erwina. A matka... jakby zapomniała już o swoim dziecku, mówi Gurdun, "rozmawiając z nią widziałem przerażenie w jej oczach. Wracałam do czegoś, co ona już dawno wymazała z pamięci". Matka Erwina nie zgodziła się adopcję, bo... ojciec Erwina nie wiedział, że ma to dziecko, a ona nie chciała mu o tym mówić. Skazała więc Erwina na pobyt w ośrodku aż do osiagnięcia pełnoletności.

        Erwin się wtedy zmienił, zgorzkniał, zbuntował, popadł w apatię, stał się nieobliczalny. Kiedyś kochany i rozpieszczany, teraz niepokoił otoczenie i sprawiał, że się go bano. Czerpał z tego satysfakcję, z tej wrogości, nienawiści i pogardy pomiędzy sobą, a otoczeniem.

        I to siostra Gudrun opowiada chodząc dookoła, czasamia tylko poruszając ustami. Jej opowieśc płynie z offu hipnotycznym głosem podawana. Elvira mdleje na końcu tej historii, nie mogąc chyba znieść jej ciężaru.

        Zora zabiera Elvirę do jej domu i opowiada jej bajkę do snu. Kiedy Elvira śpi, Zora skacze po kanałach telewizji : a to mamy film romantyczny, a to film na którym mężczyzna strofuje kobietę, a to znów fragment wywiadu z.... Fassbinderem, a to kawałek dziennika o sytuacji politycznej w Chile. Co ciekawe, Zora nie używa pilota do tv. Chodzi po mieszkaniu, a kanały same się zmieniają co kilka sekund przeskakując między kilkoma wyżej podanymi wątkami.

        Nastepnego dnia Elvira [czarna sukienka, kapelusz, woalka i buty na obcasie] wybiera się do Antona. Żeby go przeprosić. W jakimś ukrytym barze przed wieżowcem, na którego 16 piętrze Anton ma biuro, wzmacnia się kawa i wódeczką. Widać to w tle, bo na pierwszym planie stoi facet w kapeluszu i wpatruje się w... okna biura Antona, jak sam mówi. Opowiada Elvirze, że Anton wyrzucił go z pracy 17 m-cy temu i od tego czasu codziennie on tu przychodzi i od 10 do 18 wpatruje się w jego okna. Bez przerwy. Opowiada o przeszłości Antona, który "ocalał z obozu koncentracyjnego, potem handlował mięsem... a teraz ma biuro w wieżowcu".

        Elvira słucha go przez chwilę, a potem udaje się do tego budynku.
        cdn




        • grek.grek "W roku 13 pełni" [2] 26.01.17, 12:55
          JUż sama dodaje, że Anton parał się także handlem nieruchomościami, miał burdel, oraz sporo "dobrych znajomości" pomagających w "interesach".

          Wieżowiec wygląda na opustoszały.

          Najpierw Elvira spotyka jakąś kobietę gapiącą się przez dziurkę od klucza na coś co jest za drzwiami i rechoczącą wniebogłosy. Odkrywszy, ze jest podpatrywana kobieta wstaje na równe nogi i zaprzecza jakoby "miała problemy ze słuchem". Elvira pyta o drogę do biura Antona i dostaje informację.

          Na jednym z następnych pięter Elvira kładzie się, zeby odpocząć, widać tylko jej nogi, a w tle... pojawia się facet. Stawia drewnianą skrzynkę na podłodze, staje na niej i zaczyna przygotowania do powieszenia się. Korytarz jest szeroki, pusty, wyłożony wykładziną, panuje półmrok i tylko święcąca gdzieś w oddali czerwona jarzeniówka rzuca pulsacyjny odblask na ścianę.

          Elvira budzi się i zagaduje faceta. Udaje się jej go namówić na wspólny posiłek. Elvira ma ze sobą bagietkę, ser i wino. Dla Antona, na zgodę, ale co tam - można zjeść teraz.

          Potencjalny wisielec okazuje się kulturalnym filozofem, który niemal recytuje definicje sensu życia i samobójczego aktu, podsumowując : "samobójca nie neguje woli życia, ale warunki tego życia, to z ich powodu decyduje się na swój czyn" . Elvira chce zapalić, a facet służy ogniem. Elvira opowiada że Anton, eks-handlarz mięsem, przeszedł na wegetarianizm, stąd to wino i ser. I rzuca "MOje ja nauczyło się mnie znosić, kiedy stałam się niezośna", czy coś w tym stylu, dodaje coś o "uratowanym [jej] życiu powrocie z operacji w Casabalnce. Niespotykana scena. Do kilkukrotnego obejrzenia, bo nie wszystkie słowa można spamiętać za jednym zamachem, a wydaje się, że ich pozorne "rozbieganie" ma jakąs wewnętrzną strukturę.

          W końcu facet wchodzi na skrzynkę, pętlę zakłada na głowę, upewnia Elvirę - "Może pani patrzeć", ona patrzy paląc papierosa, a on się wiesza i przez moment kamera serwuje obrazek wisielca.

          Przed drzwiami do biura Antona stoi ciemnoskóry portier. Przesłuchuje Elvirę i prosi o podanie hasła. Elvira najpierw tłumaczy mu się z tego, ze "nie jest głupia i ma coś w głowie", a potem dodaje, że zna Antona od dawna, ale żadnego hasła nie pamięta... Kiedy jednak grzebie głębiej w głowie - przypomina się jej jedno. Podaje je i bingo ! - portier ożywia się i mówi, ze to hasło jest najwazniejsze, zawsze działa.

          Za oknem widać miasto w pięknym błękicie. Świetny efekt filmowy !

          Portier wpuszcza Elvirę na "pokoje", a ona wyznaje, że kiedyś kochała Antona. Na co portier "proszę pani, Antona Saitsa nikt nie kocha, a i on sam sobie nie życzy, by go kochano". I na informację, że Anton miał kiedyś burdel, odpowiada śmiejąc się : "Od pewnego czasu najlepsze interesy robi się na... upadłości, proszę pani".

          Elvira widzi jeszcze z górnego piętra jak na rozległym patio wieżowca rozgrywa się scena jak z filmu sensacyjnego. Teren wypełniony jest deskami, koparkami, ale nic się nie buduje, za to przyjeżdzają dwa auta i kilkunastu panów strzela do siebie, jeden pada, potem podpisują jakieś papiery, a na końcu ten "zastrzelony" wstaje, otrzepuje się i wszyscy odjeżdzają w swoich kierunkach :]]

          W pokoju jest kilku mężczyzn. Oglądają komediowy film w tiwi. Elvira nie rozpoznaje Antona, więc portier podpowiada jej, że "to ten chudzielec w stroju to tenisa". Fakt, tak własnie wygląda Anton. Elvira przedstawia mu się, ale Anton jej nie poznaje. Wtedy Elvira przypomina mu siebie jako Erwina. I Antonowi coś świta... "Coś tam było...", powiada w zadumie.

          Znów mamy kuriozalny moment : Anton i wszyscy, razem z Elvirą, zaczynają wykonywać jakies idiotyczne układy taneczne, śpiewają, a portier nosi Antona na rękach by go zrzucić na podłogę. Wszyscy się świetnie bawią, a przebitki kamery na sceny tańca na starym filmie lecącym w telewizorze sugerują, że nasladują rzeczywistośc kinową, choć rodzaje tańca nie korespondują ze sobą nijak :] Wreszcie Anton ma dośc tańca i oznajmia, że przypomniał sobie Erwina.

          Tutaj poznajemy akt załozycielski tej historii. W dawnych czasach, Erwin wyznał miłośc Antonowi, a ten "z uśmiechem' odparł, że "to miłe, gdybyś jeszcze był dziewczyną...". I Erwin tak to sobie wziął do serrca, że pojechał do Casablanki i zmienił płeć. Anton opowiada to na głos i kulturalnie dziwi się implusywności Erwina/Elviry. KOledzy słuchają i nic nie mówią.

          Elvira przeprasza Antona za to, co powiedziała w wywiadzie, ale Antona w ogóle to nie obchodzi, bo "i tak mówią o mnie same bzdury". Przypomina sobie za to, ze Erwin świetnie parzył kiedyś kawę. I chciałby się jej napić.

          Jadą całą ferajną do domu Elviry. Na górę idą tylko Elvira, Anton i portier, który robi za ochroniarza, bo Antona przecież każdy chce zabić ;'] Portier zostaje przed drzwiami. W środku Anton zastaje śpiącą Zorę i od razu przypadają sobie do gustu, a Zora prosi,że "Anton splunął 3 razy przez jej lewe ramię" - na szczęscie, bo "kiedy się poznaje kogoś takiego jak pan, to musi być szczęsliwy moment życia". Elvira jest chyba zazdrosna.

          Anton opowiada jak to kiedyś Erwin wyznał mu miłośc, a potem całuje się z Zorą.

          Elvira przebiera się w męskie ciuchy [zabawne, za krótkie spodnie i jakieś cięzkie buty pradziadka] i odwiedza Irene i Marianne, które w przyjemnych okolicznościach patio swojego domu jedzą obiad i piją wino. Witają ją rozbawieniem z powodu jej stroju, ale zaraz zapraszają do stołu.

          Elvira zwierza się Irene, ze chciałaby być z nimi, być jak "nigdy nie była". Ale ona wie, i Irene mówi tylko to, co i tak obie rozumieją, że... jest za późno. Elvira to Elvira, już nie jest Erwinem, ich małżeństwo nie istnieje, mimo ze Irene nigdy nie wystąpiła o rozwód, dla dobra Marianne i dla dobra Elviry.

          Wieczorem Elvira czeka na schodach na dziennikarza, któremu udzielała wywiadu. Facet przyhcodzi z żoną. Elvira chciałaby z nim porozmawiać, bo podczass tego wywiadu dobrze się komunikowali, więc widzi w tym szansę na poskładanie myśli. Ewidentnie jest w proszku. Dziennikarz, motywowany zza pleców przez żonę, grzecznie odmawia jednak rozmowy o tak późnej porze, pociesza Elvirę, która utyskuje że "jej włosy są w fatalnym stanie", dodaje jej otuchy, rozumie najwyraźniej jej psychike, która prezentuje pełną gamę stereotypowych kobiecych zachowań.

          Elvira odchodzi płacząc.

          Ostatnie 10 minut wypełnia monolog Elviry, który jest zapisem jej chaosu wewnętrznych dylematów, z wywiadu z dziennikarzem. Na ich tle obserwujemy ostatni akt tej historii.

          Dziennikarzowi nie daje spokoju to wieczorne spotkanie. Zabiera żonę i idą do mieszkania Elviry. Najpierw przeszukuje ich ochroniarz, a potem, w środku, odkrywają że coś się stało z Elvirą. Jednocześnie telefon z cynkiem o jakichś kłopotach z ojcem dostaje Marianne i zawiadamia matkę. Koniec końców, wszyscy zbiegają się do mieszkania Elviry, gdzie leży ona martwa na łózku. Zora i Anton zasnęli tuż obok na podłodze, teraz budzą się spłoszeni. POjawia się takzę siostra Gudrun.

          Z offu płyną ostatnie słowa Elviry, o zawiedzonych miłościach, o braku porozumienia, o niemożności szczęścia, i oskarzycielskie "zakochałam się w świni [Antonie], a jednak to jest możliwe...". Towarzystwo nie bardzo wie co zrobić, stoją więc skonfundowani, niektórzy się obejmują, a inni zakłopotani patrzą przez okno. A kamera w ostatnim kadrze bierze na cel... schody kamienicy, w której rozgrywa się ta scena.




          • grek.grek Re: "W roku 13 pełni" [2] 26.01.17, 13:00
            podsumowując : ponownie głównym bohaterem jest człowiek niepasujący do schematu, nie znajdujący zrozumienia w otoczeniu, ponoszący porażkę z powodu zrozpaczenia.

            Elvira do końca próbuje się ratowac, znaleźć kontakt z kimś, porozmawiac, bo wierzy w moc rozmowy. Nikt jednak jej pomocy nie udziela, Anton, dziennikarz, Zora, Kristof, Irene, Marianne - nikt nie potrafi albo nie może pomóc, więc jedynym wyjściem wydaje się samounicestwienie.

            te postaci nie mogą żyć bez porozumienia z innymi, bez akceptacji innych, brak tejże pcha je do autodestrukcji, odbiera sens życia.

            Kilka, zaznaczonych ;], scen zaiste jest świetnych, a cały film balansuje gdzies między rzeczywistością i produkcją pozazmysłową :]
        • barbasia1 Re: "W roku 13 pełni" [1] 27.01.17, 23:28
          grek.grek napisał:

          > Panowie w studio przed filmem powiedzieli, że są tu wątki wręcz z Almodovara i
          > to prawda. Oprócz postaci jak wyjętych z filmów hiszpańskiego maestro, jest tak
          > że kilka scen zupełnie znakomicie wymyślonych, a niektóre wprost kuriozaalne.


          Na pewno w studiu tak powiedzieli? Nie mogli tak powiedzieć!? Ponieważ kierunek inspiracji jest odwrotny. To Almodovar inspirował się twórczością Fassbindera, i dlatego nazywany jest czasem "hiszpańskim Fassbinderem" albo "spadkobiercą Fassbindera" / o czym właściwie dopiero dziś przeczytałam ;)/ . A sam Almodovar spotkawszy w Barcelonie Hannę Schygullę, najważniejszą aktorkę Fassbindera, miał się przedstawić jako "nowy Fassbinder".
          • grek.grek Re: "W roku 13 pełni" [1] 28.01.17, 11:59
            masz rację, Barbasiu :]

            zaczynam się wahać, czy to oni powiedzieli, czy ja tak zrozumiałem... ;]
            ale na pewno wspominali o podobieństwach.

            jesli to jednak oni, a nie ja ;]], to myślę że chodziło im o przedstawienie tematu w taki sposób, aby młodszy albo niezorientowany widz mógł "W roku 13 pełni" do jakiegos sobie współczesnego typu kina porównać.


            • barbasia1 Re: "W roku 13 pełni" [1] 28.01.17, 13:59
              > jesli to jednak oni, a nie ja ;]], to myślę że chodziło im o przedstawienie tem
              > atu w taki sposób, aby młodszy albo niezorientowany widz mógł "W roku 13 pełni"
              > do jakiegos sobie współczesnego typu kina porównać.

              Tak, tak, na pewno o to chodziło. Ja tylko postanowiłam uściślić tę kwestię.
              • grek.grek Re: "W roku 13 pełni" [1] 28.01.17, 15:30
                yes, Barbasiu :]

                tak to właśnie, zgodnie z Twoimi intencjami, zrozumiałem :]
    • grek.grek 22:30 Ct2 "Czarne lustro" - odc. 4 25.01.17, 13:25
      tym razem o młodej kobiecie, która traci chłopaka/męża w wypadku samochodowym, przeżywa żałobę, ale wkrótce dowiaduje się, że dzięki najnowszej technologii może odzyskać kontakt ze zmarłym.

      bardzo ciekawy serial !

      poprzednie 2 odcinki były naprawdę świetne.
      nie wiem nic o tym trzecim, bo go przegapiłem ;]
      • never_never Re: 22:30 Ct2 "Czarne lustro" - odc. 4 25.01.17, 18:20
        Dobry wieczór :)

        Ten zaległy odcinek to chyba "Fifteen Million Merits" – moim zdaniem jeden z najlepszych odcinków „Black Mirror”.

        Nie wiem, czy dobrze pamiętam wszystkie szczegóły, ale… jest to świat, gdzie zwykli ludzie mieszkają w małych klitkach z wielkimi ekranami, na których wyświetlane są non-stop reklamy, gry lub programy typu „Mam talent” czy inny „talent show”, a nawet porno. Najgorsze, że nie można ich przestać oglądać, chyba że zapłaci się punktami z indywidualnego konta. Na punkty przeliczane jest bowiem wszystko, również kawałek pasty do zębów, którą wyciska bohater (Bing) co rano w łazience… A punkty te zarabia codziennie pedałując na rowerze (w ten sposób wytwarza się energię), oczywiście jednocześnie obowiązkowo gapiąc się w ekran. Na dole drabiny społecznej znajdują się ludzie otyli, którzy nie mogą wydajnie pedałować, dlatego zajmują się sprzątaniem lub występują w idiotycznych programach polegających na upokarzaniu „grubasów”. Nieszczęśnicy, którzy pedałują obok Binga wydają się bardziej dostosowani, radośnie wydając zarobione punkty na gadżety dla swojego awatara, natomiast Bing chyba pragnie czegoś więcej od życia. I oto w „pracy” pojawia się nowa dziewczyna, która oczarowuje Binga zarówno urodą, jaki pięknym śpiewem. Ponieważ jedyną szansą zmiany życia wydaje się udział w programie „talent show”, Bing namawia Abi na udział, opłacając jej występ wszystkimi punktami z konta. Niestety, mimo aplauzu widowni kolejna śpiewająca gwiazdka nie jest już potrzebna, jurorzy żądają, żeby Abi zdecydowała się na karierę w biznesie porno, albo wracała do pedałowania. Oczywiście widownia niesiona najniższymi instynktami również naciska na wiadomy wybór i Abi (dodatkowo oszołomiona jakimś narkotykiem) poddaje się. Bing jest w rozpaczy, w końcu jednak podejmuje decyzję, że się zemści… i co dalej - nie chcę psuć przyjemności oglądania ;)

        Ta przerażająca wizja przyszłości, mimo elementów sf, wydała mi się jednak wcale nie tak odległa od naszej rzeczywistości, wystarczy tylko popatrzeć, co dominuje w naszych programach tv, co robimy w sieci, itp.
        Jest to też opowieść o buncie przeciwko systemowi, niestety niosąca gorzką prawdę, że każdego można kupić. Naprawdę, bardzo polecam ten odcinek i wszystkie sezony serialu (choć nie wszystkie odcinki są na równie wysokim poziomie).
        • maniaczytania Re: 22:30 Ct2 "Czarne lustro" - odc. 4 25.01.17, 21:07
          witaj znowu :)
          • barbasia1 Re: 22:30 Ct2 "Czarne lustro" - odc. 4 25.01.17, 23:25
            Jestem z Ciebie, Z Twojej znajomości filmów, dumna, Maniu.
        • barbasia1 Re: 22:30 Ct2 "Czarne lustro" - odc. 4 25.01.17, 23:23
          Niezłe! Dzięki, Never_never!

          A propos, scena podpatrzona latem czy jesienią w parku - para bardzo młodych ludzi, dziewczyna i chłopak, stoją na przeciwko siebie i obejmują się jedną ręką, w drugiej zaś każde z nich trzyma smartfon i gapi się w ekran. Strasznie żałowałam, że nie mam przy sobie aparatu ... i mojego smartfona. ;))
          Wszystkiego dobrego w nowym roku.
          • never_never Re: 22:30 Ct2 "Czarne lustro" - odc. 4 26.01.17, 21:10
            Dziękuję Wam wszystkim za życzenia i oczywiście wszystkiego co najlepsze dla Was :)
            I podziwiam, że nowe media wciąż Was nie pochłonęły (jak większość dawnych bywalców), tylko niezmordowanie działacie tu na forum i krzewicie wiedzę filmową... ;)

            • barbasia1 Re: 22:30 Ct2 "Czarne lustro" - odc. 4 26.01.17, 23:20
              Hehe! Dziękujemy za dobre słowa! Polubiliśmy to miejsce i siebie nawzajem i tak zostało. :)

            • grek.grek Re: 22:30 Ct2 "Czarne lustro" - odc. 4 27.01.17, 11:42
              dzięki, Never_Never :]

              zawsze pamiętamy o Tobie :]
              I o wszystkich innych, którzy w podobnie pozytywny i wartościowy sposób
              kreowali forumowe wątki i wspierali także nas w czynieniu... Dzieła :]]


        • grek.grek Re: 22:30 Ct2 "Czarne lustro" - odc. 4 26.01.17, 11:35
          cześć, Never_Never :]

          dzięki za świetną i wciągającą opowieść ! :]
          urwałaś w momencie zaiste interesującym, nie widzę innej możliwości jak tylko nadrobić ten odcinek gdzieś w sieci i poznać ciąg dalszy :]

          wczoraj widziałem odc.4 - spróbuję o nim napisać parę słów.

          yes, yes, możliwości technologiczne świata przyszłości są tutaj zajmująco wykoncypowane, a jednocześnie wszelkie związane z tym postepem zagrożenia dla człowieka, zarówno dla społeczeństwa jako całości, jak i dla konkretnych jednostek.
      • barbasia1 Re: 22:30 Ct2 "Czarne lustro" - odc. 4 25.01.17, 23:26
        Czekam na 4!
        • grek.grek Re: 22:30 Ct2 "Czarne lustro" - odc. 4 26.01.17, 11:37
          cześć, Barbasiu :]

          na pewno napiszę ! :]
          oglądałem wczoraj.

          kolejny bardzo dobry odcinek.

          najpierw spróbuję "uporać" się z wczorajszym filmem Fassbindera :]
          oglądałaś może ?

          oglądaliście, Czcigodni ?
          • barbasia1 Re: 22:30 Ct2 "Czarne lustro" - odc. 4 26.01.17, 23:06
            Cześć Greku! :)
            Tak, tak, obejrzałam "W roku 13 pełni"oraz dzisiejszy film Fassbindera, "Lola".
            Jutro postaram się coś napisać, heh. Powiem tylko, że ostatni film zmęczył mnie trochę.

            • grek.grek Re: 22:30 Ct2 "Czarne lustro" - odc. 4 27.01.17, 12:00
              świetnie, Barbasiu ! :]

              cieszę się :]

              o, "Lola" faktycznie miała... rózne momenty :], wydaje mi się jednak, że rozwiązanie całej historii wynagradza pewne niedogodności w środkowej fazie filmu; co o tym sądzisz ?
              • barbasia1 Re: 22:30 Ct2 "Czarne lustro" - odc. 4 27.01.17, 23:14
                Sądzę Greku, że masz rację w 100 procentach. :))
                • grek.grek Re: 22:30 Ct2 "Czarne lustro" - odc. 4 28.01.17, 11:56
                  dzięki, Barbasiu :]
      • grek.grek "Czarne lustro" odc.4 "Be right back" - dwa słowa 26.01.17, 13:29
        więc a'[propos 4 odcinka.

        Jego tytuł to "Be right back".
        w istocie oddaje rzeczywistośc w jakiej odbywa się rzecz cała.

        Mamy małzeństwo młode : Marthę i Asha. Wprowadzają się właśnie do domu na wsi. On jest fanem nowoczesnych technologii, ona nosi spodnie.

        Na drugi dzień rano Ash jedzie odstawić samochód, który wzięli z wypożyczalni. Droga tam i z powrotem powinna zająć mu 2 godziny, więc kiedy nie ma go późnym popołudniem, MArtha odchodzi od zmysłów z niepokoju. I fakt : zjawiają się panowie z drogówki. Martha widzi ich, i zamyka drzwi, wie z czym przyszli...

        Przeżywa żałobę - spaceruje po wietrznych górkach i pagórkach, urządza dom, i... odkrywa że jest w ciąży. To pogłębia jej smutek, bo przecież ta ciązaa to jej i Asha...

        Pewnego dnia dostaje maila. Od... Asha. Jest zdumiona, ale szybko odkrywa, że mąz nie zmartwychwstał, ale że to mail wysłany przez program komputerowy, który zebrał wszystkie maile, posty, teksty na facebooku czy twittirze, wszystko co w sieci pozostało po Ashu i stworzył jego wirtualne wcielene, zdolne do samodzielnego funckjonowania i prowadzenia swobodnych rozmów z żoną.

        dziewczyna jest z początku nieufna, ale z czasem wszystko robi z telefonem w ręku i nonstop rozmawia z wirtualną postacią Asha. Wędrówka po pagórkach, badanie USG, kolacja w domu... Zawsze mówi do telefonu, a Ash z nią rozmawia. Jakby był naprawdę po drugiej stronie telefonicznego kabla.

        Któregoś dnia wirtualny Ash podpowiada jej, ze jest wyższy level tego kontaktu...

        MArtha decyduje się skorzystać z ofery. Dostaje ją w wielgachnym pudle. To rodzaj androida z syntetyku, który po napełnieniu wodą, wygląda, chodzi jak normalny człowiek. Co najlepsze, wygląda jak Ash, bo został zrobiony według zdjęć, które wysłala wraz z zamówieniem Martha.

        Trudno się jej początkowo oswoić z sytuacją. Syntetyk jest żywy i normalny. Mówi, uśmiecha się, prowadzi rozmowy. Nie jest człowiekiem, ale, damn !, od człowieka nie sposób go odróżnić.

        Jest on "cielesnym"wcieleniem wirtualnego Asha, skompilowanego z tego, co pozostawił po sobie w sieci.

        Seks jest dobry [bo ma wgrany program pornograficznych video, które widać Ash konsumował jak za życia], a Ash nie musi spać, ani jeść...

        A jednak, po chwilowym upojeniu nowymi okolicznościami, Martha z bólem dostrzga, że z tym Ashem nie sposób się pokłócić, nie ma on uczuć, nie ma własnego zdania, jest kukłą. Cudownie nowoczesnym produktem zaawansowanej technologii, ale jednak kukłą.

        Najpierw wściekła wygania go z łózka i z domu, potem prowadzi go na skałę i każe mu skoczyć. Kiedy Ash się zgadza, Martha dostaje szału i lamentuje, że PRAWDZIWY Ash walczyłby o życie, nigdy by się na taki dyktat nie zgodził, więc syntetyczny Ash probuje mazgaić się i prosić o litośc, okazywać strach. Dramatycznie jest to sztuczne, bo i on jest sztuczny... Tutaj mamy cięcie.

        Mija parę lat. Martha ma córkę. A Asha jakoś nie widać.

        Obie panie wracają do domu. Córka ma urodziny. I prosi żeby kawałek tortu wydzielić także... "dla niego". Martha z wahaniem się zgadza.

        Okazuje się, że Ash żyje. Jest trzymany na strychu, gdzie ma swoje królestwo. Wchodzi się tam po odciąganych spod sufitu schodkach. Córka wkracza tam z radością, Martha dopiero jak ją zawołają. Ash nie wydaje się urażony sposobem w jaki jest traktowany. Cóż, wszak nie ma uczuć...

        Bardzo dobre !

        Nawet najwspanialsze technologie nie są w stanie wyposażyć swoich produktów w prawdziwe uczucia. Te są przynależne tylko ludziom, więc są oni wciąż niezastąpieni :]
        • never_never Re: "Czarne lustro" odc.4 "Be right back" - dwa s 26.01.17, 21:32
          Tak, to był kolejny bardzo dobry odcinek!
          Za to następny, przez wielu bardzo chwalony, jakoś mniej mi się podobał, ciekawe, jakie będą Twoje wrażenia.
          Nie czytam wszystkich Twoich streszczeń, bo przede mną ciągle odcinki "polityczne": pierwszy sezonu 1 (coś tam o nim słyszałam i trochę się boję przerysowań czy wręcz tandety) oraz ostatni sezonu 2. "Netflixowy" sezon 3 mam już zaliczony, nierówny, ale ciągle wart obejrzenia.
          Enjoy watching...;)
          • grek.grek Re: "Czarne lustro" odc.4 "Be right back" - dwa s 27.01.17, 11:50
            to prawda :]

            o, czekam z niecierpliwością, bardzo mi ten serial przypadł do gustu.

            ha, no tak - premierowy odcinek jest bardzo wyrazisty, ale wg mnie - nie jest przerysowany. Zdecydowanie bardziej chodzi w nim o to, jak można [próbować] skompromitować samego premiera Wielkiej Brytanii za pomocą osiągnięć najnowszej technologii. Odcinek jest znakomity, od pierwszej do ostatniej minuty naprawdę trzyma w niepewności, a dynamika rozwoju akcji jest znakomita.

            mogę Ci tylko polecić obejrzenie go, Never_Never :] naprawdę jest to odcinek zrobiony z dużym wyczuciem, mimo że główny wątek wprowadza istotnie w koonsternację. I ja miałem pewne obawy, czy nie wyjdzie to zwyczajnie... idiotycznie i niewiarygodnie, ale rozwiały się one błyskawicznie. Można odnieśc wrażenie uczestnictwa w realnej realności.

            Mam nadzieję, że Czesi pokażą kolejne sezony, bo serial wygląda rewelacyjnie !

            dzięki :]

            PS : wciąz czekam na 3 sezon "House of Cards" na Ctv. LIczę na to, ze znajdzie się w wiosennej ramówce. Udało Ci się obejrzeć 5 sezon ? :]
            • never_never Re: "Czarne lustro" odc.4 "Be right back" - dwa s 27.01.17, 22:14
              Dzięki za zachętę, zamierzam się właśnie zabrać za zaległe odcinki "brytyjskich" sezonów 1 i 2. Bardzo jestem też ciekawa, czy Czesi pokażą Netflixowy sezon 3, zajrzę tu do Was sprawdzić, czy oglądasz...:)

              No i zaniepokoiłeś mnie tym 5-tym sezonem "HoC"... ale to dopiero w maju Greku! (podobno to ostatni sezon ma być). Ja niestety zatrzymałam się na sezonie 3, chyba po prostu wystąpiło u mnie zmęczenie materiału (nałożyły się na to nasze polskie zawirowania polityczne i zaangażowanie po stronie ludzi specjalnej troski...;)

              Dlatego obecnie jestem w fazie filmów i seriali "dziwnych", a konkretnie pani Brit Marling - polecam Waszej uwadze zarówno filmy ("Druga Ziemia", "Początek"), jak i nowy serial Netflixa "The OA". Przede mną "Grupa Wschód" i "Dźwięk mego głosu", może gdzieś znajdę?
              Brit Marling jest aktorką, ale pisze też scenariusze, produkuje, reżyseruje - ciekawa osobowość, jeżeli będziecie mieć okazję, sprawdzćcie czy Wam się spodoba
              • grek.grek Re: "Czarne lustro" odc.4 "Be right back" - dwa s 28.01.17, 11:55
                cała przyjemność po mojej stronie, Never_Never :]
                koniecznie napisz, jak Ci się spodobały !
                i w ogóle - pisz jak najczęściej, o czym będziesz chciała :]

                o, wybacz mi, pospieszyłem się z HoC :]

                rozumiem Twoje nastawienie do HoC :]]
                ponoć inspiruje niektórych czynnych polityków, bagatela...

                o,jak tylko Czesi odpalą 3 sezon - pospieszę z próbami opisu kolejnych odcinków ! :]

                dzięki za całą feerię tytułów nowych seriali.
                życzę Ci znakomitych wrażeń przy ich oglądaniu :]

                a nam - Twoich recenzji, na które zawsze liczymy :]


        • barbasia1 Re: "Czarne lustro" odc.4 "Be right back" - dwa s 26.01.17, 23:26
          Świetne!

          >Nawet najwspanialsze technologie nie są w stanie wyposażyć swoich produktów w prawdziwe >uczucia. Te są przynależne tylko ludziom, więc są oni wciąż niezastąpieni :]

          Do czasu! ;)

          • grek.grek Re: "Czarne lustro" odc.4 "Be right b 27.01.17, 12:01
            yes, Barbasiu :]

            haha ;]
    • grek.grek 20:20 TVP Kultura "Lola" 26.01.17, 13:34
      Fasbinder po raz czwarty.

      "LOla" dzieje się w latach 50-tych, w jednym z odbudowanych po wojnie miast niemieckich. Tytułowa bohaterka występuje w kabarecie w lokalu Villa Fink. Staje się obiektem miłosnych usiłowań Von Bohma, świezo mianowanego dyrektora ds. przebudowy miasta. Nie wie on nic o kulisach życiorysu i pracy Loli.

      A cala historia prowadzi do dramatycznego finału, jak sugeruje opis.

      oglądamy [mam nadzieję] ! :]
      • grek.grek "Lola" [1] 27.01.17, 12:46
        nie wiem czy wszyscy oglądaliśmy [?], no i może... dla potomności ? :]
        Kilka słów a'propos.

        Wątek z "Błękitnego Anioła" jakże widoczny, a jednocześnie z jaką inteligencją potraktowany i spuentowany w sposób zupełnie inny niż w tamtym filmie. I cóż za przewrotność : mamy w finale ślub , wszyscy są zadowoleni, główna bohaterka zostaje wywyższona, a mimo to czuje się głęboki niesmak i mocny swąd pesymistycznej wizji świata, nieprawdaż ?

        Miasto Coburg. Lata 50-te. Trwa odbudowa Niemiec, a zycie towarzyskie kwitnie w lokalu o nazwie Villa Fink, którego główną postacią jest Lola, szansonistka i prostytutka.

        Miastem trzęsie przedsiębiorca branży budowlanej Schuckert, obwieś i cham, ale na swój sposób ujmujący. Burmistrz, szef policji, dyrektor banku, urzędnicy ratusza - wszyscy chodzą na jego pasku i za jego pieniądze. Ofk, na odbudowie zniszczeń wojennych Schuckert kosi wściekłą kasę, więc ma za co ich opłacać, a także kupić sobie na wyłączność usługi Loli. Ten ostatni fakt powoduje, że Schuckert jest szczerze nienawidzony przez Esslina, członka rady miejskiej i perkusisty w zespole przygrywającym Loli w klubie, zakochanego w niej potajemnie i z rozpaczą obserwującego jak po każdym występie Lola niesiona jest na rękach przez Schuckerta to jej pokoju na konsumpcję.

        Panuje podwójna moralnośc. Notable chętnie chodzą do Villa Fink i zabawiają się z córami Koryntu, ale robią to pokryjomu i kryjąc się choćby i po męskich toaletach.

        Całe towarzystwo wyczekuje pojawienia się nowego szefa ds. odbudowy miasta, niejakiego van Bohmego. Szczególnie czeka na to Schuckert, który liczy na zrealizowanie wielkiego projektu pod nazwą Lindenhof, na którym zarobić ma fortunę. Papiery są gotowe, trzeba tylko podpisu nowego kierownika.

        Na ulicach, a czasami i w klubie, protestują komuniści. Rzeczywistośc powojenna w pigłuce.

        Van Bohm okazuje się być panem w sile wieku, skromnym, kulturalnym, obowiązkowym i staromodnie szarmanckim. Klika rządząca miastem liczy na to, że będzie jej wiernie służył i nie będzie "hamował postepu", czyli zaakceptuje istniejące układy.

        Sporo się mówi o Van Bohmem, i wieśc o jego osobie trafia także do uszu Loli. Jest nim zaciekawiona, ale zarówno jej wujek Schuckert, jak i własna matka, która wychowuje jej córke i... jest gospodynią na stancji w której wynął mieszkanie Van Bohm, mówią że "to nie jest mężczyzna dla ciebie" w sugestii : taka lekkich obyczajów panna może zapomnieć o mężczyźnie z klasą. I to pobudza ambicję Loli, która moze i śpiewa rzewne szlagiery i wymachuje tyłkiem na scenie, oraz jest "prywatną dziwką" bogatego cwaniaka, ale ma swoją osobowość i plany na przyszłość.

        "On jest trochę staroświecki, całuje kobiety w rekę - powiada o Van Bohmem Schuckert - ale ciebie nigdy by nie pocałował". Lola zakłada się z nim o szampana, że van Bohm w rękę ją pocałuje.

        I realizuje swój cel w brawurowy sposób. Kiedy na rynku miasta odbywa się impreza z okazji odsłonięcia jakiegoś pomnika, Lola podjeżdza autem, ubrana jak Marilyn Monroe, podchodzi do van Bohmego, pyta czy on to on, i wystawia rękę w rękawiczce do pocałowania, on oczywiście całuje, a ona odwraca się na pięcie i odjeżdza :] Klasyka !

        W Van Bohmem wszyscy widzą nadzieję. Sekretarka się w nim zakochuje, Schuckert dostzrega w nim "człowieka rozumiejącego postęp", a więc zgadzającego się z kapitalistyczną wizją świata, a matka Loli - dżentelmena, jakiego to miasto nie widziało i który przywraca wiarę w człowieka i mężczyzn też ;]

        Lola odwiedza mieszkanie Van Bohma, podczass jego nieobecności. Schludne, eleganckie, skromne. I są ksiązki. Od matki dowiaduje się, ze Van Bohm często bywa w bibliotece, więc tam się na niego zaczaja. Urodziwa blondynka wśród książek - trudno mężczyźnie przegapić taki widok. Van Bohm ofk dodatkowo zapamiętał ją z tej sytuacji z całowaniem rękawiczki. Zaczynają rozmowę i Lola wprost wyznaje, że Van Bohm "ją interesuje". Van Bohm ewidentnie również jest zainteresowany. LOla pisze do niego list, w którym wylicza jego zalety i proponuje mu spotkanie w niedzielę.

        Esslin widzi w Van Bohmie szansę by zemścić się na Schuckercie, za to że przywłaszczył sobie Lolę. Odwiedza więc Van Bohma i opisuje mu tutejsze układy przedstawiając Schuckerta w jak najgorszym świetle, jako głównego machera, który wszystkich ustawia w taki sposób, żeby legalnie dostawać wszystkie lukratywne kontrakty na budowę nieruchomości w mieście i okolicach. "Niech pan rozgoni to towarzystwo !', powiada Esslin, a Van Bohm zapowiada, że jesli faktycznie tak się sprawy mają, to niechybnie tak własnie uczyni. "Ale ja odrzucam rewolucję, panie Esslin", oświadcza Van Bohm, na co Esslin odpowiada "W takim razie oni będą tutaj nadal rządzić".

        Ciekawa jest rozmowa w pokoju Loli. Schuckert nie ma nic przeciwko nazywaniu go "kanalią". AKceptuje z uśmiechem [to ten 'ujmujący" komponent tej postaci, hehe] wyzwiska i negatywizmy, uważa że i tak wyjdzie na jego, że jest w tym społecznym ekosystemie po prostu niezbędny i konieczny. I to w takiej formie, a nie innej. "Jesteś sępem", cedzi Lola, a on na to "Bardzo to pożyteczny ptak". Gośc jest nieprzemakalny :]

        Van Bohm kupuje nowe odzienie [w stylu brytyjskim] i wybiera się z Lolą. Spędzają czas w... kościele, śpiewając razem, a potem rozmawiają w urodziwych okolicznościach przyrody naturalnej. Van Bohm opowiada, że kiedy wrócił z wojny zastał żonę z innym, więc związek mu się rozpadł. Na koniec randki Lola ostrzega go, zeby wyjechał z tego miasta, bo jest za dobry ["jest pan inny niż wszyscy, nie jest pan kłamcą i oszustem, i pan tego nie udaje"] na miejscowe bagno. Van Bohm odpowiada "Skoro to miejsce jest dobre dla pani, to dlaczego nie dla mnie ?", na co ona "MNie można kupić. To znaczy... ja się dostosowuję. Ale to to samo". OFK, Van Bohm nie ma zielonego pojęcia, czym na codzień zajmuje się Lola. Nie chadza do klubu, a o jego znajomości z nią nie wie nikt.

        Marzeniem Loli jest posiadanie własnego... salonu. Tyle że nie za bardzo ma go za co kupić, póki co. Ale marzenia są czasami po to by je mieć, a nie po to by je realizować, nieprawdaż ?

        Pod wpływem ostrzezeń Esslina Van Bohm nie podpisuje zgody na Lindenhof, co niepokoi Schuckerta, który zaprasza Van Bohma na dobry obiad i naskakuje mu cynicznie.

        Na kolejnej randce Van Bohm daje Loli pierścionek, a ona nie posiada się ze szczęścia. Na randce łapie ich deszcz, kryją się w jakiejś przystani z sianem na pietrze i Lola zapowiada "Ja też chcę ci coś dać...", co sugeruje że romans zostaje skonsumowany.

        Van Bohm spotyka się na kolacji w swoim mieszkaniu, z Schuckertem, burmistrzem i ich żonami. Towarzyszy im matka Loli, czyli gospodyni. Mimo zabiegów grzecznościowych Schuckerta spotkanie wypada marnie, bo jego żona nie umie ukryć zażenowania faktem, że gospodyni siedzi z nimi przy stole. Uważa to za nietakt towarzyski. Po kolacji Schuckertowie wracają do domu i łamią przepisy drogowe, ale policjant z drogówki orientując się z kim ma do czynienia - od razu przeprasza i puszcza ich wolno.

        Żona Schuckerta wie o tym, że mężulo bryluje w burdelu, ale ma to gdzieś. Grunt, żeby nadal siedzieć na jego kasie i nie musieć się wysilać.

        Po kolejnym wieczorze z obserwacją Loli w ramionach Schuckerta, Esslin odwiedza Van Bohma, do późna siedzącego w papierach w pracy, i próbuje go zainteresować wizją świata z pism Bakunina. "Ziemia należy się wszystkim, a nie tylko uprzywilejowanym", powiada. Van Bohm z uśmiechem się nie zgadza, mówi "Pan może marzyć, ja muszę działać tu i teraz". I przy okazji Van Bohm pyta o "tę kobietę którą całował w rekę pod pomnikiem". Esslin kłamie, że jej nie zna.

        Van Bohm kupuije telewizor i jest zaintrygowany, że od "8 wieczorem będzie leciał program", a "wkrótce możliwe iż będzie drugi program !". Amerykanin Owens, który mieszka na tej samej stancji, rzuca : "MY w Filladelfii mamy 12 kanałów przez całą dobę", ale Van Bohm się nie poddaje "My będzie mieli wkrótce... DWA !" :]
        cdn.
        • grek.grek "Lola" [2] 27.01.17, 13:18
          W klubie, w pokoju Loli, dochodzi do kolejnej scysji między Schuckertem i Esslinem. Esslin ujmuje się za podmiotowością Loli, ale Schuckert z tym ujmującym chamstwem oświadczaa mu, że "ją sobie kupił" i proponuje mu "licytację" o nią. Ofk, Esslin jest goły, więc cała scena na mu tylko uświadomić, kto tu rządzi i dyktuje warunki. Ten kto ma pieniądze, a ona jest bezwolna i będzie się trzymać tego, kto ją sobie kupi. Brutalna lekcja.

          Lola wyrzuca ich obu i płacze, a na korytarzu Schuckert z ujmującym chamstwem proponuje Esslinowi po setce czystej na zgodę.

          Esslin ma jednak dośc. Postanawia uświadomić Van Bohmego, z nadzieją na to, że w ten sposób zwróci go przeciw Schuckertowi. Wieczorową porą przyprowadza Van Bohma do Villa Fink. Schuckert wita go radością, "no nareszcie, wiedziałem ze z pana prawdziwy mężczyzna !". Van Bohm rozgląda się po okolicy, widzi roznegliżowane pracownice i klientów przy stolikach. W końcu wybucha śmiechem i chyba ma ochotę na drinka.

          W tym momencie na scenie pojawia się Lola i van Bohm zupelnie blednie. Co gorsza Schuckert, widząc że Lola mu się chyba podoba [nie rozumie poruszenia Van Bohma] od razu zaznacza "to moja prywatna dziwka" i dodaje "jakby nie pana moralnośc, to bym już dawno załatwił panu noc z nią". Van Bohm wybiega z lokalu. Lola widzi całą scenę i doznaje rozpaczy. Spiewa swoją piosenkę szarpiąc na sobie ubranie w szalonym tańcu, ostentacyjnie drwiąc sobie z wszystkiego. Jak zwykle, cała sala przyłącza się do jej śpiewu.

          Rankiem następnego dnia Esslin zasteje Van Bohma w jego biurze nurkującego w stosach porozrzucanych papierów. Van Bohm wział się za Lindenhof. I chyba ma ochotę pogrążyć Schuckerta. Każe sekretarce umówić resztę urzędników, przetrząsa papiery, z ktorych ma wynikać, ze tutejsza klka tak ustawiała kontrakty, zeby dostawały się Schuckertowi, a oni za łapówki mogli wygodnie żyć. "Chce pan być moim wspólnikiem ?", pyta Esslina, a ten nie wie co odpowiedzieć na taką determinację.

          Lola dowiaduje się o przyspieszeniu Vaon Bohma. "Don Kichot", podsumowuje, a Esslina nazywa "jego koniem, Rodzynkiem, czy jakoś tak" :] I wypowiada kluczowe zdanie : "TEN swiat mi NIE PRZESZKADZA. Problem polega na tym, że JA DO NIEGO NIE MAM WSTĘPU". Po prostu : Lola chciałaby być częscią tego układu. Na równi z szefem policji, dyrektorem banku czy burmistrzem. A jest tylko "prywatną dziwką".

          Schuckert jest zdenerwowany i wkurzony, podobnie jak burmistrz. Trzęsą tyłkami, że Van Bohm storpeduje ich super-biznes.

          A w tym czasie Van Bohm spotyka się z dziennikarzem miejscowej gazety i mowi mu o całej sprawie. Dziennikarz zawiedziony jest, że "nei ma dowodów", na co Van Bohm rzuca "A co pan myślał ? że diabeł dzisiaj zieje siarką i macha ogonem ?" :] Koniec końców okaże się, ze dziennikarz też należy do miejscowego układu. Co lepsze, uważa, że "jak bogaci się bogacą, to i biedni korzystają. To ma sens, to gospodarka rynkowa, kapitalizm, takie są reguły gry". A Van Bohm zapowiada, ze on te reguły zmieni. Nie dopuści do Lindenhof, dealu opartego na patologii miejscowych układzików.

          Esslinowi mówi : "Zniszczę ten system. Bo on wpędza mnie w chorobę, a ja nie pogodzę się z takim światem". Ostentacyjnie, na rynku miejskim, przyłacza się Van Bohm do demonstracji komunistów.

          A klika siedzi w knajpie, patrzy na niego przez okno , i głowi się nad tym, jakby go tutaj usunąć. Nic na niego nie mają, ot i kłopot.

          Wreszcie Schuckert wybiega na rynek, bierze Van Bohma na stronę i mowi wprost "Dam panu tę dziwkę. Zrobi pan z nią co zechce, co pan na to ?".

          I wieczorem Van Bohm zjawia się w Villa Fink. Popija z butli, jest wstawiony. Słucha występu Loli, podchodzi pod scenę i krzyczy : "Chcę kupić pańską dziwkę !". Schuckert usłużnie dostarcza oboje do pokoju Loli i zamyka drzwi. Van Bohm pociąga z butli i zachowuje się jak bezudszny klient, ale kiedy ma dojśc do konsumpcji - zaczyna płakać i osuwa się. LOla dotyka go i stwierdza "Pan mnie kocha...".

          I oto mamy kolejne sceny : LOla odwiedza Schuckerta i jego żonę. Siedzą na patio, przechadza się paw, widać basen, i cała trójka jest zadowolona. "Sytuacja wraca do normy", mówi żona Schuckerta, Lola "Moje dziecko będzie miało ojca", a sama Lola zyskała nagle status "równej im osoby godnej zaufania".

          I mamy uroczystą inaugurację Lindenhof. Van Bohm radośnie wbija pierwszą łopatę, ruszają tańce i muzyka, ludzkośc się bawi...

          Co się stało ? Ano Van Bohm żeni się z Lolą. Mamy uroczysty ślub, państwo młodzi są, i cała reszta.

          Ręka Loli odwiodła van Bohma od naprawiania świata. A Lola w zamian dostała od Schuckerta właścicielstwo Villa Fink, teraz to jej burdel... pardon - SALON.

          Powiernikiem zostaje w tym akcie Van Bohm, a Marianne, córka Loli, przejmie właścicielstwo kiedy ukończy 21 lat. Pięknie, nieprawdaz ? ;]

          A co jest najciekawsze ? Że LOla pozostaje kochanką Schuckerta. W ostatniej scenie mają wesołą schadzkę. Tam gdzie zawsze ; na górnym piętrze burdelu... pardon - salonu. Teraz należącego do Loli. W istocie jednak, niewiele się zmieniło...

          Van Bohm pytany przez Esslina w ostatnim momencie : jest pan szczęsliwy ?, odpowiada : jestem.

          Problem w tym, że świat został taki sam. POrządek, a raczej - nieporządek, na jotę nawet nie został zmieniony. Tylko klika się powiększyła o jedną osobę. Lola zrealizowała swój plan, a była nim przynależnośc do "lepszego sortu". Nie można lepszego sortu niszczyć, jesli się chce do niego należeć, trzeba mieć na niego haka i wkraśc się w jego łaski - oto morał filmu, wg mnie.

          A bohater, który mógł zmienić zastaną rzeczywistośc, został sfaulowany miłością ślepą i pozbawioną instynktu samozachowawczego. Dokłądnie tak jak profesor w "Błękitnym Aniele", tyle że profesor kończył w stanie kompletnego upadku, a Van Bohm ma poczucie szczęścia.

          A może wcale nie ? MOże van Bohm jest takim samym klaunem, jak Profesor, ale róznica polega na tym, że tego nie dostrzega i wydaje mu się, że jest szanowany i lubiany ?

          Tak czy owak, znakomita nowa interpretacja klasycznego kina z lat 30-tych. twórcze wykorzystanie głównego motywu i bardzo przykra refleksja społeczno-polityczna.



          • grek.grek Re: "Lola" [2] 27.01.17, 13:21
            warto powiedzieć o świetnym aktorstwie : Barbary Sukowej/Lola, Armina Muellera-Stahla/van Bohm i Maria Adorfa/Schuckert. znakomite !
            • siostra_bronte Re: "Lola" [2] 28.01.17, 15:33
              Dzięki, Greku :)

              Brzmi świetnie. Naprawdę mam nadzieję, że będą powtórki!

              Widziałam zajawkę w Kulturze. Nigdy nie widziałam Armina Muellera-Stahla tak młodego :)
              • barbasia1 Re: "Lola" [2] 28.01.17, 15:56
                Wielka szkoda, że dają powtórek w sobotę albo niedzielę.
              • grek.grek Re: "Lola" [2] 28.01.17, 16:52
                dzięki, Siostro ! :]

                ja też :]

                ha, no tak, w "Loli" jego postać zostaje okreslona jako "dorodny mężczyzna w najlepszym wieku" ;]
                • barbasia1 Re: "Lola" [2] 28.01.17, 17:22
                  >w "Loli" jego postać zostaje okreslona jako "dorodny mężczyzna w najlepszym wieku" ;]

                  Hehehe! :)))

                  Armin Mueller-Stahl miał 51 lat grając w "Loli".
                  • grek.grek Re: "Lola" [2] 28.01.17, 18:03
                    o proszę.

                    I spójrz jaka róznica.

                    w Niemczech, w latach 70-tych, 50-latek jest "dorodny i w najlepszym wieku", a w Polsce : inżynier Karwowski to 40-latek, który już w zasadzie... pełznie w kierunku katakumb ;]
                    • barbasia1 Re: "Lola" [2] 28.01.17, 19:20
                      Hehehehe!
                      Może nie mieli młodszego aktora na stanie? ;))
                      • grek.grek Re: "Lola" [2] 29.01.17, 12:18
                        hehe, możliwe ;]

                        a może, co gorsza, młodszego nie szukali ? ;]
            • barbasia1 Re: "Lola" [2] 28.01.17, 15:55
              Ja zwróciłam uwagę na Helgę Feddersen (nieznaną mi wcześniej), która z komiczny zacięciem grała rolę sekretarki van Bohma, zakochanej w swoim szefie. Helga Feddersen o charakterystycznej twarzy, skojarzyła mi się z ulubioną aktorką Almodovara, Rosy de Palma.
              • barbasia1 Re: "Lola" [2] 28.01.17, 15:56
                www.google.pl/search?q=Helga+Feddersen&espv=2&biw=1115&bih=555&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ved=0ahUKEwjW1_eC9eTRAhVpMZoKHe4gDdEQ_AUIBigB
              • barbasia1 Re: "Lola" [2] 28.01.17, 16:03
                Helga Feddersen, aktorka o charakterystycznej twarzy, skojarzyła mi się z ulubioną aktorką Almodovara, Rosy de Palma.
              • grek.grek Re: "Lola" [2] 28.01.17, 16:58
                znakomite skojarzenie, Barbasiu !

                świetna postać, to prawda.
                I to ona przynosi Von Bohmowi kwiaty, co ten z zakłopotaniem kwituje : "NIgdy jeszcze nie otrzymałem kwiatów. Od kobiety. Nie wiem, co powiedzieć..." :]
                • barbasia1 Re: "Lola" [2] 28.01.17, 17:18
                  Tak. :))
          • barbasia1 Re: "Lola" [2] 28.01.17, 16:37
            To ja tylko dodam za autorem jednej z recenzji na anglojęzycznej stronie, że "Lola" to drugi w kolejności film z trylogii będącej satyrą na sytuację polityczno-społeczną Niemiec lat 50. XX wieku. "Lola" - pisze dalej autor, "jest polityczną bajką o fałszu i hipokryzji, bajką, w której wszytko włączając w to etykę i ludzkie ciało jest na sprzedaż, a poczucie własnej wartości i godności jest mierzone pieniędzmi".

            Opis, wszystkie opisy świetne, szczegółowe. Czyżbyś dwa razy oglądał każdy film? ;)
            • grek.grek Re: "Lola" [2] 28.01.17, 17:00
              bardzo celne określenie, Barbasiu.

              dzięki !

              o, nie :}
              oglądałem jeden raz, ale... sporządzałem treściwe notatki z myślą o jak najdokładniejszym opisie :] nie wiedziałem, czy będziesz/będziecie oglądać, więc chciałem możliwe najdokładniej przybliżyć Wam kolejne filmy :]
              • barbasia1 Re: "Lola" [2] 28.01.17, 17:20
                O! To chyba dodatkową parę rąk wyjąłeś z szafy!? ;)) W tych filmach tyle przecież jest szczegółów, pobocznych wątków itd.
                • grek.grek Re: "Lola" [2] 28.01.17, 18:01
                  hahaha ;]]

                  ciekawy... pomysł, Barbasiu ! ;]

                  niestety, dysponuję tylko jedną parą szczypców ;]
                  ale...może kiedyś technologiczny postęp da nam szansę na specjalne urządzenia zwielokrotniajace nasze możliwości manipulacyjne ? ;]
                  • barbasia1 Re: "Lola" [2] 28.01.17, 18:40
                    Hehehehe! :))
            • barbasia1 Re: "Lola" [2] 28.01.17, 17:26
              Dwa pozostałe filmy ze wspomnianej trylogii to "Małżeństwo Ewy Braun" i "Tęsknota Veroniki Voss", ostatni film Fassbindera.
            • barbasia1 Re: "Lola" [2] korekta 28.01.17, 19:52
              barbasia1 napisała:

              > To ja tylko dodam za autorem jednej z recenzji na anglojęzycznej stronie, że "
              > Lola" to drugi w kolejności film z trylogii będącej satyrą na sytuację politycz
              > no-społeczną Niemiec lat 50. XX wieku. "Lola" - pisze dalej autor, "jest polit
              > yczną bajką o fałszu i hipokryzji, bajką, w której wszytko włączając w to etykę
              > i ludzkie ciało jest na sprzedaż, a poczucie własnej wartości i godności jest
              > mierzone pieniędzmi".

              Dodam za autorem jednej z recenzji na anglojęzycznej stronie, że " Lola" to drugi w kolejności film z trylogii historycznej, będący satyrą na sytuację polityczno-społeczną Niemiec lat 50. XX wieku.
          • barbasia1 Re: "Lola" [2] 28.01.17, 17:11
            >A bohater, który mógł zmienić zastaną rzeczywistośc, został sfaulowany miłością ślepą i >pozbawioną instynktu samozachowawczego. Dokłądnie tak jak profesor w "Błękitnym Aniele", >tyle że profesor kończył w stanie kompletnego upadku, a Van Bohm ma poczucie szczęścia.

            I chyba dlatego zakończenie "Loli" wydaje się bardziej tragiczne niż . Uczciwy van Bohm sku...ł się (przepraszam, ale to wulgarne słowo wyjątkowo tu pasuje), stał się takie sam jak reszta zdemoralizowanego towarzystwa i w dodatku nie odczuwa, żadnego dyskomfortu z tego powodu, wręcz przeciwnie jest szczęśliwy.

            >A może wcale nie ? MOże van Bohm jest takim samym klaunem, jak Profesor, ale róznica polega na tym, że tego nie dostrzega i wydaje mu się, że jest szanowany i lubiany ?
            • barbasia1 Re: "Lola" [2] 28.01.17, 17:17
              I chyba dlatego zakończenie "Loli" wydaje się bardziej tragiczne niż w "Błękitnym aniele".
              • barbasia1 Re: "Lola" [2] 28.01.17, 17:26
                I chyba dlatego zakończenie "Loli" wydaje się bardziej tragiczne niż to w "Błękitnym aniele".
                • barbasia1 Re: "Lola" [2] 28.01.17, 17:28
                  Tam profesor ma świadomość swojego upadku, klęski i gorzko tego żałuje.
                  • grek.grek Re: "Lola" [2] 28.01.17, 18:11
                    yes, Barbasiu.

                    zakończenie u Fassbindera jest ironiczne i jakże pesymistyczne, a jednocześnie... realistyczne, nie sądzisz ?

                    Van Bohm nagle ma żonę, o jakiej marzył, doskonałą posadę, szacunek i sympatię otoczenia. Jakże łatwo wtedy odłożyć broń w walce o słuszną sprawę, jakże łatwo "prawo i sprawiedliwość" zacząć relatywizować, jakże trudno dostrzec w wojnie wydanej oszustu i kłamstwu coś innego niż zbyteczną i nikomu nie potrzebną donkiszoterię ? nawet Esslin nie namawia Van Bohma do "rozpędzenia kliki", bo go uwiera społeczne dobro , ale z tego powodu, ze Schuckert włada Lolą i chełpi się tym, czyli z powodów czysto ambicjonalnych.

                    w tym miasteczku nie ma żadnego szeryfa i ostatniego sprawiedliwego. są sami oszuści, kłamcy, cynicy, i jeden, który naiwnie wierzy że można w takim miejscu być szczęśliwym.

                    finał zawiera ślub, pannę młodą, radość i sukces, a jest jednocześnie tak smutny w swoim głębokim i prawdziwym sensie - to nadzwyczajne osiagnięcie reżyserskie, wg mnie. Co o tym sądzisz ?
                    • barbasia1 Re: "Lola" [2] 28.01.17, 19:19
                      Nic dodać, nic ująć.
                      • grek.grek Re: "Lola" [2] 29.01.17, 12:17
                        dzięki :]
            • grek.grek Re: "Lola" [2] 28.01.17, 17:57
              celna uwaga, Barbasiu.

              poniekąd Von Bohm wszedł do tej kliki, o której "pogonienie" aż by się prosiło.

              I masz rację, jest to ponura wizja.
              wg mnie, tym bardziej, że ten oszukańczo-kłamliwy układ gwarantuje... spokój, bezpieczny, przewidywalny, uporządkowany świat, w którym cała reszta znajduje nie tylko swój żywotny interes, ale i schronienie.

              w końcu, i tak ktoś musiałby na tym budowaniu domów zarobić, prawda ? więc dlaczego miałby nie zarobić ten sam, z pomocą tych samych ? tzw. zwykłemu obywatelowi i tak nic do tego, bo dla niego liczy się nie tyle prawo i dobry obyczaj, ile to, by powstawały drogi, domy i mosty.

              mam wrazenie, że w taki sposób myśli dzisiaj masa ludzi w Polsce, na Węgrzech, a nawet w Ameryce.
              • barbasia1 Re: "Lola" [2] 28.01.17, 18:48
                "ponura" - to dobre słowo! ;)

                Prawda.
    • grek.grek 20:20 TVP Kultura "Tęsknota Veroniki Voss" 27.01.17, 13:26
      Fassbinder po raz 5 i, szkoda !, ostatni w tej serii.

      Niemcy, 50s.
      dziennikarz sportowy odnajduje przypadkiem Veronikę Voss, dawniej kochankę Josefa Goebelsa i aktorkę filmową związaną ze środowiskiem nazistowskim. Dzisiaj jest morfinistką na skraju nędzy, ubezwłasnowolnioną przez swoją panią doktor, ale wciąz żyjącą pragnieniem powrotu na scenę.

      czyżby nawiązaanie do "Bulwaru Zachodzącego Słońca" ?

      brzmi doskonale !
      • grek.grek "Tęsknota Veroniki Voss" [1] 28.01.17, 12:45
        czy oglądaliście ? :]

        Tym razem jest fo film zdecydowanie bardziej tradycyjny, ze znacznie bardziej aktorskim-aktorstwem, a do tego niezwykle urodziwy zarówno z powodu czarno-białej formy, jak i wnętrz oraz fizjonomii aktorek. Ale przy okazji jest kilka momentów, kiedy jakby plany czasowe się nakładały na siebie, tak mi się wydawało ?

        Spróbuję sfabularyzować ;]

        Niemcy, 50s.
        Poznajemy Veronikę Voss, eks-gwiazdę niemieckiego kina, w... kinie, gdzie ogląda film ze swoim udziałem. Jest wzruszona, a potem wybiega w ciemności wieczora. Pada deszcz. Nieznajomy mężczyzna oferuje jej schronienie pod parasolem. Jadą tramawajem, w którym Veronika płochliwie rozgląda się na boki twierdząc, że obawia się ropoznania, a potem wysiada na przystanku i wchodzi w bramę budynku z wywieszką o praktyce lekarskiej niejakiej Dr Katz.

        Męzczyzna z tramwaju jest dziennikarzem sportowym. Ma na imię Robert. Spotkanie z urodziwą kobietą pozostaje w jego pamięci, a podbija ją telefon od niej z zaproszeniem na obiad. Od Veroniki Voss, za to że "był pan miły".

        POdczas obiadu w okazałym budynku wyglądającym na jakies ówczesne "centrum towarzyskich spotkań", Veronika prezentuje manieryczne ruchy, sposób wysławiania się i całą resztę, mówi o swoich bujnych planach zawodowych, a wreszcie prosii Roberta o pieniądze na zakup jakieś broszki, która jej się spodobał. Sprzedawczynie na stoisku poznają ją i proszą o autograf. Jedna z nich wpatruje się w nią i wspomina "to były piękne czasy" - mówi chyba o czasach przedwojennych, kiedy Veronika była wybitną aktorką, a takim jak ta pani wydawało się, że za chwilę będą rządzić całym światem. Ciekawe jest to, że one dwie postępują w kierunku Veroniki, a ona mimowolnie cofa się przed nimi. Trwa to moment, ale wg mnie już w tym momencie poznajemy odpowiedź na kluczowe pytanie, jakie film ze sobą niesie - tytułowe, wzbogacone :]

        Ta pożyczka zapewne ma swój cel inny niż nagłe zaaferowania biżuterią - Veronika chce przedłużyć znajomość z Robertem. Jak przystało na podziwianą [niegdyś] aktorkę żyje w zakonserwowanym poczuciu, że wciąz jest wybitna, mimo że nie gra już od lat, i źle się ludziom kojarzy, a także własnego wpływu na mężczyzn. wprost mówi do Roberta "Kiedy dzwoniłam odebrała kobieta, ma pan żonę ? Przyjaciółkę ? Ach, i jak sądzę myśli pan teraz o tym, że chętnie by ją zdradził... ze mną".

        Robert poszukuje informacji o Veronice. W archiwum swojej redakcji dowiaduje się, ze była świetną aktorką, miała romans z Josefem Goebelsem, ale po upadku III Rzeszy głównie zajmuje się piciem, od 3 lat nie zagrała żadnej roli.

        Szukając adresu Veroniki, Robert przypomina sobie ten budynek do którego wbiegała - z "Dr Katz" na frontowej ścianie.

        Odwiedza ją, zostaje zaproszony do srodka. Dr Katz prowadzi prywatną praktyke, pomaga jej Josefina, a nie wiadomo co robi tam ciemnoskóry jegomośc w amerykańskim mundurze :"] Ciekawe, że ta postać występuje w kilku róznych filmach Fassbindera, w "Loli", w "13 pełniach". Zawsze w tym samym stroju i zawsze bez konkretnej funkcji fabularnej.

        Robert pyta o Veronikę, a dr Katz przyznaje, ze to jej pacjentka, ale więcej nie może zdradzić. Robert motywuje swoją wizytę faktem, że Veronika winna jest mu pieniądze. Wykorzystuje więc i on ten pretekst, aby dowiedzieć się o niej więcej, spotkać ją, bo bez dwóch zdań jest nią zaintrygowany.

        Po wyjściu Roberta okazuje się, że Veronika przebywa u dr Katz. Lekarrka zwraca jej stanowczo uwagę, żeby nie pożyczała pieniędzy od obcych, "jeśli ich potrzebujesz, przyjdź do mnie, a ja ci je dam". I dodaje zaraz, że 'jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami". Od razu widać, ze doktor i aktorkę łączy jakaś specyficzna więź.

        Veronika odwiedza swojego producenta. Prosi o jakąs rolę w jakimkolwiek filmie, ale producent ją zbywa, sugeruje że to co może jej zaoferować byłoby poniżej jej klasy. Wg mnie, w oczywisty sposób widać, że aktorka święcąca triumfy podczas rozkwitu III Rzeszy jest dziś po prostu niechciana. LOla w "Loli" mówiła, że "jestem trędowata". To samo może o sobie powiedzieć Veronika Voss, wg mnie. I pewnie stąd przez cały czas można odnieśc słuszne wrażenie, że Veronika jest albo na lekkim rauszu albo ma jakieś problemy nerwowe.

        Moze to zbliża jakoś do niej Roberta ? Pisze on wiersze, w których sugeruje że sam ma problemy. Z wypaleniem, ze zniechęceniem do życia i świata. Jego przyjaciółka odkrywa te listy, a Robert jest niezadowolony, że je czytała.

        Pewnego dnia Veronika zabiera Roberta do swojego domu za miastem. Wnetrza są gustowne, stoi pianino, dużo zieleni, duże sale, pomniki, popiersia, lichtarze i meble obłożone białymi pokrowcami. Ona tu na codzień nie mieszka, zwłaszcza od kiedy rozwiodła się ze swoim mężem, z którym niegdyś stanowiła zgraną parę - on pisał scenariusze, a ona je grała.

        Veronika przechadza się po domu, przebiera i przyjmuje aktorskie pozy : "Jestem uwodzicielską. Sprowadzam ma manowce bezbronnych mężczyzn. Czy pan jest bebronnyy, Robercie ?", pyta w postawie amantki. Robert nie odpowiada. Veronice przypominają się czasy spędzone tu z mężem, który - jak wynika z tych scen - rozumiał jej nałogi i nieustanne zagrywanie się w codziennym życiu. "Aktorka, aby się podobać, musi grać jednocześnie wszystkie kobiety świata", powiada Veronika, a mąż dopowiada "Wiem dlaczego bierzesz tyle tabletek i tyle pijesz. Aby być wyjątkową i uwodzicielską".

        Veronika przechodzi w stany histeteryczne właściwie w minutę. Nagle ląduje na podłodze, wije się, krzyczy, zrzuca jakąs cenną wazę. Prosi Roberta żeby odwiózł ją do gabinetu dr Katz. I żeby kupił nową wazę - podaje mu adres.

        Chwiejnym krokiem przechodzi ulicę i znika w znajomym budynku, a Robert nie odjeżdza. Siedzi w aucie po drugiej stronie chodnika.

        Nad ranem zjawiają się dr. Katz, Josefina i jakiś jegomośc w okularach, pewnie też lekarz. Skądś wracają. Katz czujnie podchodzi do samochodu Roberta i widzi go śpiącego. Jest wyraźnie zaniepokojona. Szybkim krokiem zmierza do swojego gabinetu.

        Robi Veronice scenę i orientuje się, że chciała się otruć tabletkami. Skłania ją do zwymiotowania ich. Jest bardzo zaangazowana. Pytanie są dwa : co tak dręczy Veronikę, skąd ten stan ducha ? wg mnie, być może odpowiedzią jest ta scena , kiedy dwie panie rzewnie wspominające "piękne czasy [III Rzeszy]" idą do niej z prośbą o autograf, a ona się cofa. A może chodzi o tytułową tęsknotę - za aktorstwem ? I drugie pytanie : jakie relacje łączą ją z lekarką ?

        Wydaje sie, że doktor Katz ma nad nią jakąs władzę. Potwierdzają to słowa lekarki, która patrząc jak Veronika wypluwa tabletki powiada dobitnie "Umrzesz dopiero wtedy, kiedy ja ci pozwolę'". I śmiech, jakim dr Katz, razem z Josefiną i gościem w okularach, wybuchają na te słowa.

        Katz zaprasza Roberta na śniadanie, prosto z tego samochodu, w którym spędził noc. Informuje go, że Veronika spędza czas u niej, kiedy ma ataki bólu i choroby. Nie wiadomo, czy sa one prawdziwe, czy są tylko wytworem jej psychiki, ale wiadomo że w obu przypadkach cierpienie jest tak samo dojmujące. Katz uważa że Veronika ma zaburzenia na tle nerwowym. Nie wiadomo, czy jest to uleczalne. Kiedy Robert dopytuje o ich wzajemne relacje, Katz pozwala sobie na żarciki pt "Oczywiście, chcę ją zabić, haha". A kiedy Robert, nie tknąwszy jedzenia, zabiera się do wyjścia, Katz zarzuca mu, że uczepił się Veroniki nie z powodu troski o jej dobro, ale z powodu zainteresować czysto zawodowych.

        To też ciekawe, na ile Robert jest zaangażowany emocjonalnie w tę historię, a na ile ma nadzieję zrobić ciekawy reprortaż o zapomnianej aktorce ?

        Przyjaciółka Roberta jest zaniepokojona również. I też nie wie do końca, czy się zakochał w Voss czy wciągnęła go jej historia z powodów czysto profesjonalnych.

        Aby być bliżej, przyjaciółka Roberta jedzie z nim po nową wazę dla Veroniki. Pod wskazanym adresem urzęduje sklep prowadzzony przez dwoje starszych państwa. cdn.


        • grek.grek "Tęsknota Veroniki Voss" [2] 28.01.17, 13:25
          Dziwnie się zachowują - przynoszą cenną wazę, dają ją za darmo, pozdrawiają "nasza wspólną przyjaciółkę", a także mówią kalamburami : "Zostało nan tylko kilka stron w naszej ksiedze szczęscia" albo "czekamy na JEJ ostatni akt dobroci". Starszy pan wreszcie wyznaje "Byliśmy w Treblince. Nie mówiła o tym ? Ach, zapewne dochowuje tajemnicy lekarskiej"i dodaje "Nie chcę mieć z tym światem nic wspólnego". Chodzi im o lekarkę ? Czy o Veronikę ?

          Naczelny z gazety Roberta poleca skupić mu się na temacie i dziwi się, ze dziennikarz od piłki nożnej interesuje się historią z zupełnie innej beczki. Skup się na najważniejszym : dlaczego veronika Voss przechodzi załamanie nerwowe ?, podpowiada Robertowi.

          Znów mamy rozmowę Veroniki z dr Katz, w której wychodzi na jaw, że gabinet Katz mieści się w ... domu należącym do Veroniki. I widać znów wyraźnie, że to jednak dr Katz sprawuje tutaj rządy. Każe Veronice przestać widywac się z Robertem i grozi, że poinformuje go "o wszystkich jej sprawach". Mówi to jako profesjonalistka czy jako... szantażystka ? I zauważa że Veronika "potrzebuje zastrzyku". Czemu Veronika nie zaprzecza. " A czym zapłacisz ?", cynicznie pyta Katz. "Z gaży albo biżuterią", pada odpowiedź, na co lekarka kapryśnie rzuca 'A jak mi się żadna nie spodoba ?". Wynika z tej rozmowy jasno, ze doktor Katz po prostu dostarcza Veronice lekarstw i to najpewniej trudno dostępnych. Tym ją trzyma w garści.

          Wcześniej przewinęła się,w którejś z rozmów innych postaci, sugestia, ze Veronika Voss mozę być "morfinistką". Teraz wydaje się to już pewne. Katz nie leczy Veroniki, szprycuje ją morfiną, od której aktorka jest uzależniona. Na tym polega ich deal.

          Starsi państwo od wazy odwiedzają dr Katz i zaraz wychodzą, znów z tekstami pt : "Nasza księga jest już przeczytana. I trzeba ją zamknąć". Katz mówi,że "nic już dla nich nie może zrobić, wszystko zależy od nich".

          Lepiej późno niż wcale, warto zauważyć, że dr Katz nie jest jakąś dynamiczną kobietą w typie enerdowskiej kulomiotki, przeciwnie : jest ładna, opanowana i inteligentna. Tym co wskazuje na jej intencje jest chłód z jakim rozgląda się po świecie.

          Mamy scenę, która może zaskakiwać : Veronika kręci film, nie mozę się skupić, kolejne duble nie przechodzą. Widzi to Robert, ale jest i jej eks-mąz. Wreszcie Veronika doznaje jakiegoś ataku nerwowego, szamoce się po podłodze. Zostaje wezwana dr. Katz. Ciekawa scena, bo przecież Veronika "od 3 lat nie gra". Bardziej by to wyglądało na retrospekcję wyjaśniajacą poczatki jej nałogu. Tylko co tutaj robi Robert ?

          Następna scena sugeruje, że to jednak aktualna sytaucja. Eks-mąz Veroniki i robert w barze piją głębszego, i ten pierwszy ostrzega tego drugiego, zeby unikał veroniki, bo "ona cię pogrązy , to charakterystyczne dla kobiet uzależnionych". Dowiadując się, że Robert ma przyjaciółke, eks-mąż sugeruje, że lepiej by było gdyby się jej trzymał i nie pakował się w problemy.

          Robert wykrzykuje "Uratuję ją !" i pijany jedzie do dr Katz, wdziera się do srodka i zarzuca lekarce uwięzienie Veroniki. Wtedy wychodzi z pokoju sama Veronika, uspokaja go i skłania do spokojnego opuszczenia lokalu.

          Starsi państwo od wazy umierają. Popełnili samobójstwo zażywając tabletki.Robert i jego przyjaciółka odwiedzają lekarza w okualrach, znajomego Voss, i wypytują o tych dwoje i ich związki z Katz. Lekarz odpowiada, ze wie tylko, iż dr Katz leczyła ich na nerwy. Nie mogła przewidzieć, że starsi państwo będą gromadzić przepisane im tabletki, by popełnić samobójstwo.
          Ani słowa o tym, że być może Katz uzależniła ich od morfiny, a zabili się dlatego, ze nie mieli już nic, czym mogliby się jej opłacać za kolejne dawki towaru. Tamta waza była ostatnim cennym bibelotem jaki mieli.

          Lekarz w okularach ofk od razu dzwoni do Katz i zawiadamia ją, że Robert był u niego.

          Dziennikarz i jego przyjaciółka organizują prowokację. Dziewczyna ma udawać bogatą rozwódkę, która cierpi na nerwy, i potrzeba jej morfiny. Katz daje się złapać na przynetę. Już podczas pierwszej wizyty wypisuje pacjentce morfine i zaprasza na kolejne wizyty. W oczywisty sposób ma ochotę ją uzależnić od prochów i wycisnąc z niej cały , sugerowany jej stylem, odzieniem i zachowaniem, majątek.

          Dziewczyna dzwoni do Roberta z budki telefonicznej pod domem Katz. Lekarka orientuje się, że wpadła w pułapkę. Ale i na to ma sposoby... Kiedy dziewczyna wychodzi z budki, zostaje staranowana przez samochód. Kiedy już leży na chodniku, jakaś dłoń wyciąga z jej torebki receptę wypisaną przez Katz. MOżna się spodziewać, ze to robota pomocnicy Katz, Josefiny.

          Robert sprowadza do dr Katz policję. Oskarża ją o zamordowanie jego przyjaciółki. Mówi że w torebce zmarłej jest recepta na morfinę, którą wypisała jej Katz. Ofk , już wiemy że nie ma, a dowiadujemy się że została zastąpiona receptą na ... walerianę. Robert zostaje ośmieszony i uznany za człowieka, który musi odpocząc po szoku jakiego doznał. Dr Katz chłodno traktuje go jak godnego politowania histeryka.

          Z pokoju obok wyhcodzi Veronika. Robert ożywa w nadziei, że zacznie mówić, że go poprze. Krzyczy do policjantów, że "ta pani jest dręczona przez dr Katz !". Veronika odgrywa jednak, w manierze znakomitej aktorki, swoją rolę : mówi, ze nie zna tego pana, że to jej mieszkanie, dr Katz to jej najlepsza przyjaciółka i najlepiej będzie wyprowadzić tego człowieka za drzwi. Robert jest skończony. A Veronika wpada w płacz, kiedy policja wyrzuca go za drzwi. Została zmuszona do odegrania tej roli.

          Katz, Josefina i lekarz w okularach dochodzą do wniosku, że znajomośc z Robertem czyni Veronikę niebezpieczna. Może zacząć sypać.

          Organizują jej "pożegnalne przyjęcie", a potem mają wyjechać na Wielkanoc i zostawić ją saamą w domu... bez morfiny, za to z mnóstwem tabletek nasennych. PO prostu, chcą żeby sama się zabiła.

          Na przyjęciu Veronika w najlepszym stylu śpiewa przejmujący szlagier, stojąc przy pianinie, udziela wywiadu dziennikarce, mówiąc o swoich wymaginowanych planach wyjazdu do Hollywood, a następnie mamy scenę w saalonie, gdzie Veronika leży i mówi, a reszta postaci stoi dookoła , patrząc na boki, jakby zastygła.

          "Dałaś mi szczęście", mówi Veronika do dr Katz, a ta poprawia "Sprzedałam", na co Veronika powiada, że ma już tylko śmierć na sprzedaż.

          I bez tego wyznania o bankructwie Veroniki los był przesądzony. Katz zamyka ją w pokoju, z tabletkami w szufladzie komody. ONi wyjeżdzają. Veronika doznaje kolejnych napadów bólu, a nie mogąc wyjśc z pokoju, pozbawiona morfiny, szpikuje się tymi tabletkami, co zwiastuje dramatyczny koniec. W jej świadomośc wplątują się ostatnie urywki scen z pożegnalnego przyjęcia, kilka słów zamienionych z Robertem.

          O jej śmierci "z przedawkowania" dowiadujemy się z tytułowej strony gazety czytanej przez Roberta.

          • grek.grek Re: "Tęsknota Veroniki Voss" [2] 28.01.17, 13:45
            W ostatniej scenie Robert widzi przez okno ucieszonych Katz, Josefiną i lekarza w okularach, czy tego amerykańskiego mundurowego ?, jedzących radośnie obiad. Przejęli dom po Veronice, zapewne i jego własnośc Katz zdobyła w drodze sprzedaży Veronice morfiny, od której ją uzależniła.

            Robert odchodzi, a idąc chodnikiem rzuca jakiś czarny kawałek materiału na zaparkowany pod domem samochód. Ten samochód, którego kierowca zabił jego przyjaciółkę.

            świetne kino, wybitnie zagrane przez Rosel Zech i Annamarie Duringer, których wspólne sceny są prawdziwymi kreacjami filmowymi.

            No i wątek rozliczeniowy jest bardzo widoczny, choć czy Veronika Voss cierpi z powodu swojego niegdysiejszego zaangazowania w rzeczywistośc tworzoną przez nazistów ? czy utrata wpływów w środowisku, ostracyzm, a skutkiem tego będące cierpienie psychiczne, które wpędza ją w uzaleznienie i szantaż, do prowadzi do dośc ponurej śmierci - czy wszystko to jest karą dziejową za "bycie uznaną aktorką" za czasów III Rzeszy i kochankowanie z Goebelsem ?

            pytanie jest wg mnie ciekawe, bo jednocześnie trudno uciec od myśli,że Veronika Voss kocha swój zawód, sztukę, kocha być diwą ekranową. MOżna by więc założyć, że to wszystko co w życiu robiła, wynikało z zamiłowanie do aktorstwa, a nie chodziło o popieranie ideologii nazistowskiej.

            Z drugiej strony, kara dotkliwa zawsze polega na pozbawieniu człowieka etgo, co kocha najbardziej.

            świetny film.
            • siostra_bronte Re: "Tęsknota Veroniki Voss" [2] 28.01.17, 15:51
              Dzięki, Greku :)

              I znowu świetna historia.

              Ciekawe, że to kolejny portret kobiety u Fassbindera, co jest podkreślone tytułem. Była też "Marta", "Małżeństwo Ewy Braun", "Gorzkie łzy Petry von Kant", "Opowieść o Effi Briest".

              I znowu liczę na powtórkę.
              • grek.grek Re: "Tęsknota Veroniki Voss" [2] 28.01.17, 16:56
                dzięki, Siostro ! :]

                to prawda, zajmująca historia.
                ponoć oparta na faktycznych losach pewnej niemieckiej aktorki, wstyd powiedzieć - zapomniałem nazwiska...

                panowie przed filmem zauważyli również, jak Ty, że Fassbinder sporo filmów poświęcił postaciom kobiecym; jeden z nich przytoczył cytat reżysera, który miał powiedzieć, że "kobieta, jako postać filmowa, to idealny wehikuł do wiarygodnego opowiadania [takich właśnie] historii".
                • barbasia1 Re: "Tęsknota Veroniki Voss" [2] 28.01.17, 18:34
                  Sybille Schmitz, tak nazywała się aktora, której losy zainspirowały Fassbindera do nakręcenia filmu.
                  en.wikipedia.org/wiki/Sybille_Schmitz
                  • grek.grek Re: "Tęsknota Veroniki Voss" [2] 28.01.17, 18:36
                    dzięki, Barbasiu :]
                    • barbasia1 Re: "Tęsknota Veroniki Voss" [2] 28.01.17, 18:49
                      Dzięki Ci za opis. Niestety od połowy zaczęłam oglądać ten film.
                      • grek.grek Re: "Tęsknota Veroniki Voss" [2] 29.01.17, 12:16
                        dzięki, Barbasiu :]

                        no i tym sposobem, zespołowo obejrzeliśmy wszystkie filmy z tego przeglądu kina Fassbindera :] Oby powtórki pojawiły się jak najszybciej, celem indywidualnych naszych indywidualnych uzupełnień.
    • grek.grek 22:10 Ct2 "Key Largo" [1948 r.] 27.01.17, 13:30
      ponoć klasyka noir :]

      reżyseria John Huston, w jednej z ról Lauren Bacall.

      a w głównej roli znów Humphrey Bogart - tym razem jako wracający z wojny weteran, który w tytułowyym Key Largo, musi stawić czoła miejscowym gangsterom.

      ponoć : kameralna, niezwykle klimatyczna i stylowa historia.

      I tym razem jest 99,9 % szans, że uda mi się obejrzeć, bo piątkowe kino w KUlturze kończy się idealnie przed ;]

      znacie może ten film ?

      • siostra_bronte Re: 22:10 Ct2 "Key Largo" [1948 r.] 28.01.17, 14:23
        Niestety, nie widziałam! Czekam na recenzję :)
        • grek.grek "Key Largo" parę zdań a'propos 28.01.17, 16:31
          dzięki, Siostro :]

          myślę, że spodobałby Ci się ten film, przede wszystkim dlatego, że bohater Bogarta nie jest tutaj taki "olśniewający" :]

          Fabuła jest prosta i może nawet dośc banalna, ale nie o nią , wg mnie, tutaj chodziło.

          Rzecz się dzieje w tytułowym Key Largo, na Florydzie. Czasy świetności hotelu Largo położonego przy plaży minęły, ale ciągle jakoś tam działa. No i jest piękny, pięknością starego, drewnianego, zrobionego z klasą budynku. Właścicielem jest starszy pan Temple, poruszający się na wózku, i córka jego syna Nora [niesamowicie urodziwa Lauren Bacall].

          Do hotelu dociera Mc Cloud [Bogart], weteran wracający z wojny. W hallu spotyka kilkoro gości, w tym chętnie popijającą kobietę w średnim wieku, która słucha w radio relacji z wyścigów konnych i mówi, że zawsze stawia pieniądze na fuksa. Pyta czy Mc Cloud gra, a on na to, że nie ma pieniędzy, by móc sobie na to pozwolić.

          Wiadomo, że jeden gośc jest na piętrze, ale na razie siedzi w pokoju.

          Męska część klienteli hotelu czujnie obserwuje Mc Clouda i wręcz niemiło wypytuje, co tu robi i skąd jest. Jest to mocno podejrzane. Mc Cloud wyjaśnia, że przyjechał do pana Temple'a. Goście kieruja go na przystań, gdzie pan Temple siedzi sobie w słońcu.

          Mc Cloud wyjaśnia mu, że przyjechał z powodu George'a, syna Temple;a i męża Nory. Razem służyli w wojsku, Mc Cloud jako major i dowódca, George jako żołnierz w jego oddziale. George zginął, o czym rodzina już wie już od pewnego czasu, ale Mc Cloud przyjchał by im powiedzieć osobiście, że George zginął jak bohater i że moga być z niego dumni. Ojciec jest wzruszony, a Nora w Mc Cloudzie od razu widzi łącznik ze zmarłym mężem. To pierwsza nić, która ich połączy.

          Mc Cloud miał spędzić w hotelu godzinę, ale decyduje się zostać do następnego dnia, bo zbliża się huragan i lepiej przeczekać go w jakimś budynku.

          Hotel nawiedza policja, która szuka dwóch młodych Indian, którzy uciekli z aresztu, gdzie mieli odsiedzieć po 30 dni za jakieś małe przestępstwo. Temple ich nie widział, ale kiedy policja odjeżdza, a Indianie się pojawiają, Temple udziela im schronienia, bo zna tych dwóch chłopaków od dziecka. Byli przyjaciółmi jego George'a. Chłopcy nie są sami. Jest z nimi kilkoro innych Indian.

          No i znienacka okazuje się, że nieprzyjemni i ciekawscy goście hotelowi, to gang. Zatrzymali się tutaj czekając na inny gang, z którym mają zrobić deal, chodzi o przemyt fałszywych dolarów na Kubę. Na przystani łódź, która zawieźć ich ma właśnie na Kubę, tuż po dokonaniu transakcji.

          Liderem gangu jest ten tajemniczy dotąd gośc z pokoju na piętrze, Johnny Rocco [Edward G. Robinson, o twarzy i ekspresji buldoga]. Elegant w białej koszuli i z pistoletem w garści. Jego kolesie spędzają do hallu całą resztę, trzymają pod bronią, a drzwi wejściowe zamykają, przez co ukrywający się Indianie muszą kryć się przed huragaowym deszczem i wiatrem gdzieś na tyłach hotelu.

          Film został zrobiony na podstawie sztuki teatralnej i istotnie. Zasadnicza jego część rozgrywa się w jednym pomieszczeniu,a jej sensem jest konfrontacja osobowości i charakterów.

          Klimat tworzy huragan szalejący na zewnątrz : wiatr wieje i gwiżdze, deszcz wali w budynek, można odnieśc wrażenie, ze Largo Hotel stoi pośrodku piekła :]

          Niespodziewanie do środka dostaje się młody policjant, szukający Indian, ale gang bierze go na muszkę i terroryzuje. Johnny prowokuje Norę, a ta uderza go i pluje mu w twarz. Johnny gotów jest ją zabić, ale wtrąca się Mc Cloud i odprowadza ją na bok. Johnny powstrzymuje się, a Mc Cloud dokładnie wyjaśnia mu powody jego własnego zachowania : nie zabije jej, bo musiałby wteddy zabić świadków. Wszystkich. Nawet swoich kumpli, a potrzebuje ich do przeprowadzenia biznesu. Nie zabije więc nikogo. "Bystrzak", mowi Johny obserwując Mc Clouda.

          Od tego czasu toczą pojedynek. Mc Cloud momentami imponuje bogartowskim cool style of being, ale tutaj polegającym raczej na tym, że jest w stanie palić papierosa i udzielać spokojnym głosem odpowiedzi na pytanie nerwowych gangsterów. Od obrzucania ich epietatami jest stary Temple, który co i rusz nazywa Johnny'ego "draniem", a Johnny szapanuje pistoletem grożąc, ze "może ich wszystkich powystrzelać".

          W pewnym momencie JOhnny tytułuje go "zołnierzykiem" i daje mu pistolet - zabij mnie, zrób to, pokaż jaki z ciebie bohater. Ofk, Mc Cloud wie, ze nie ma szans. Chwilę trzyma broń, a potem ją odrzuca. Gangsterzy nazywają go tchórzem, nawet Nora tak właśnie interpretuje jego zachowanie. Mc Cloud mówi, że 'od zabicia jednego gangstera świat nie będzie lepszy, a mnie wcale o to nie chodzi, chodzi mu już tylko o siebie". Czyli,typowa postawa zgorzkniałego cynika, który dodatkowo wraca z wojny, gdzie się naoglądał rzeczy mogących podkopać wiarę w wartośc świata i ludzi.

          Za porzuconą broń łapie młody policjant, i zostaje zastrzelony przez Johnny'ego. KOledzy wynoszą jego ciało i w huraganowym deszczu wyrzucają do wody. A Johnny cynicznie oświadcza "Broń była nienabita, nic by mi nie zrobił".

          Zmienia się trochę stosunek Nory do Mc Clouda. Jej teśc przyznaje mu rację i sugeruje, ze "pan Mc Cloud wiedział, że pistolet jest pusty, poznał to pan po jego wadze ?", na co Mc Cloud "Nie wiedziałem. Naprawdę się bałem".

          POjawia się pani od wyścigów konnych. To przyjaciółka JOhnny'ego, eks-piosenkarka bluesowa, dzisiaj alkoholiczka. Wprowadza trochę zamieszania. Zauważa nieco wystraszoną Norę i udziela jej kobiecego wsparcia, ale głównie irytuje Johnny'ego swoimi nagabywaniami go o drinka. Johnny uporczywie odmawia, na co występuje Mc Cloud i częstuje ją wódeczką. Johnny policzkuje za to Mc Clouda, a ten znów przełyka gorzką pigułkę. Rozumie dysporoporcje sił, wie że nie może ulec prowokacji, a honor... cóż, może już mu na nim nie zależy.

          Huragan się nasila. Hotel pośrodku piekła. Przebitki na zewnątrz pokazują wyginane do ziemi drzewa palmowe. Johnny wyraźnie... boi się. Jest przerażony tak bardzo,ze każe jednemu ze swoich ludzi mówić... cokolwiek. BYle mówił, byle odciągał jego myśli od tej diabelskiej ulewy i wiatru. Mc Cloud z lekkim uśmieszkiem patrzy na niego. "JOhnny, przecież masz swój pistolet, bohaterze, zastrzel ten huragan", kpi z niego.

          Tymczasem widzimy jak Indianie na zewnątrz zalewani są deszczem. Wiatr tłucze okno. Wpada deszcz do środka.

          Po jakimś czasie burza słabnie, a Johnny odzyskuje wigor. Zapowiada Mc Cloudowi, że zawiezie ich na Kubę. Poprowadzi łódź.

          A poki co zjawia się szeryf. Pyta o swojego młodszego kolegę, który "telefonował stąd, ścigając zbiegłych Indian". Wszyscy nabierają wody w usta. Johny i jego kolesie udają turystów, którzy przyjechali na ryby. Szeryf pyta wszystkich o nazwiska i adresy, na wszelki wypadek.

          Szeryf wychodzi, już ma odjechać, kiedy zauważa zwłoki na brzegu. To ten młody policjant. Zastrzelił go Johnny, ale szeryf ofk nie wie. Widzi tylko ranę po kuli. Johny stojący przed drzwiami podchodzi do niego i poufnym szeptem mówi, ze widział w pobliżu Indian i to na pewno oni są sprawcami tego zabójstwa. Szeryf rzuca się na obchód terenu i faktycznie, widzi pierzchającym spod hotelu poszukiwanych zbiegów. Zabija ich obu. Informujje potem o tym zebranych w hallu hotelu, a Temple nie mozę powstrzymać łez i wściekłości. Podobnie Nora i Mc Cloud. Wiedzą, ze ci chłopcy byli niewinni.

          Szeryf odjeżdza. Pogoda już się uspokoiła. POjawiają się gangsterzy na których czekał Johnny. Z towarem. Deal zostaje zawarty. Panowie się lubią i winszują sobie, aby wróciła prohibicja, to wtedy będą robić doskonałe interesy.

          JOhnny i spółka zbierają się do odejścia. Mc Cloud ma poprowadzić łódź i zawieźć ich na Kubę. Nora prosi go, zeby uciekał, bo nie wypuszczą go żywego. Podobnie mowi ta kobieta, którą poratował drinkiem. Johnny nie zabiera jej ze sobą, więc mści się na nim i chyłkiem wciska Mc Cloudowi załadowany pistolet.

          Mc Cloud mówi NOrze, iż wie, że najpewniej nie wróci żywy, ale... "musi się z nimi zmierzyć. Po prostu musi, bo może usunięcie ze świata choć jednego J
          • grek.grek Re: "Key Largo" parę zdań a'propos 28.01.17, 16:50
            Mc Cloud mówi Norze, że "musi się z nimi zmierzyć, bo... moze jednak usunięcie choć jednego Johnnu'ego Rocco z tego świata, ma jakiś sens ?". Może walczy ze swoim zgorzknieniem, może chodzi o ambicję, a może o jeszcze coś innego.

            Gangsterzy zabierają Mc Clouda. Nora i pani od drinka do końca mają nadzieję, ze wykorzysta on ciemności i spróbuje uciec, ale tak się nie dzieje.

            ŁÓdź motorowa, taki kuter w zasadzie, odpływa. W trakcie jazdy Mc Cloud wykorzystuje swoje żołnierskie wyszkolenie i zabija wszystkich gangsterów. To banalna część fabuły ;]

            Potem dzwoni do Nory, że wraca. A ona jest rozpromieniona, podobnie jak stary Temple i pani od drinka.

            A i sam Mc Cloud ma radośniejszą minę stojąc za sterem i płynąc do... domu :] Gdzież miałby dalej iśc, skoro tutaj jest pięknie, jest kobieta, która się w nim zakochała, a on w niej, no i starszy pan, dla którego jest jak syn. Idealna sceneria i otoczenie do przegnania wojennych wspomnień i uleczenia duszy.

            Happy end :]

            to wydało mi się właśnie kluczowe : Nora widzi w Mc Cloudzie kogoś bliskiego, bo przecież był przy śmierci jej męza, stary Temple widzi w nim syna, Mc Cloud jest wrażliwym cynikiem, który obrywa i jest upokarzany, a potem zwycięza w walce nie tylko z gangiem, ale i ze swoim cynizmem.

            gangster Johnny Rocco, to postać szemrana i bezwzględna, a przy okazji wywyższająca weterana wojennego. Kiedy tamten nadstawiał karku na wojnie, tacy jak JOhnny robili lewe interesy.

            I Johnny ma ten kompleks : kiedy rzuca Mc Cloudowi broń i prowokuje do jej użycia, powiada : no pokaż jaki z ciebie bohater wojenny, a ze mnie szuja i zero ! Ośmiesza Mc Clouda bo drażni jego ego fakt, że ma do czynienia z kimś, kto wykazął się szlachetnością i odwagą wtedy, gdy on dekował się w kraju i robił sowje machlojki. wg mnie, to bardzo istotna linia interpretacyjna tego filmu.

            obaj aktorzy rozgrywają to świetnie, Bogart w swoim stylu, dla którego konfrontacyjny, energetyczny i buzujący styl Edwarda G. Robinsona jest świetnym tłem. I na odwrót : dla ekstrawertycznego Robinsona chłodny Bogart jest również doskonałym uzupełnieniem i przestrzenią wzmacniającą wyrazistośc kreacji.

            Lauren Bacall jest nieco w cieniu, wyjątkowo piękna kobieta, której uroda prowokuje gangstera i staje się w jakiś sposób inspiracją dla Tego Który Musi się Przełamać Do Bycia Tym DObrym :]

            świetna robota reżyserska, o ile niespecjalną temperaturę kryminalnej intrygi potraktowąć jako zamierzony efekt, służący uwypukleniu sensów i psychologii postaci :]
    • siostra_bronte John Hurt nie żyje. 28.01.17, 15:04
      Smutna wiadomość. Znakomity brytyjski aktor zmarł w wieku 77 lat. Miał ekranową charyzmę, zawsze przykuwał uwagę i do tego miał wspaniały głos.

      Spróbuję wymienić jego role, chronologicznie, które najbardziej utkwiły mi w pamięci.

      Niedawno oglądaliśmy "Midnight Express" Parkera, zagrał tam Maxa, weterana w tureckim więzieniu.

      Potem Kane w "Obcym" Scotta.

      I niezwykła rola zupełnie rola w "Człowieku słoniu" Lyncha, w którym grał w masce.

      Bohater, Winston Smith ze świetnej ekranizacji "1984" Orwella w reż. Michaela Radforda.

      Bob Champion w mało znanym filmie "Mistrzowie". Autentyczna historia dżokeja, zmagającego się z chorobą nowotworową. Widziałam bardzo dawno, ale z jakichś powodów właśnie ten film mocno utkwił mi w pamięci, pewnie właśnie ze względu na rolę Hurta.

      Cudowna rola Gilesa, odkrywającego miłość u schyłku życia, w "Miłości i śmierci na Long Island" Kwietniowskiego.

      Control, stary wyjadacz w "Szpiegu" Alfredsona.

      Oczywiście, Christophe Marlowe w "Tylko kochankowie przeżyją" Jarmuscha (miał też epizod w "Limits of control").

      Na koniec zostawiłam genialną rolę Kaliguli w pamiętnym serialu "Ja, Klaudiusz".

      I jeszcze wiele ról drugoplanowych, choćby w "Rob Royu", "Kontakcie", "Melancholii", "V jak Vendetta", "Kapitanie Corellim"...

      Z pewnością odszedł jeden z najwybitniejszych brytyjskich aktorów.



      • grek.grek Re: John Hurt nie żyje. 28.01.17, 15:36
        dzięki, Siostro, piękne wspomnienie o znakomitym aktorze.

        tydzień temu oglądałem go w "Melancholii" Larsa Von TRiera, którą pokazywali Czesi. No i pamietam ofk Marlowe'a w "Kochankach" Jarmuscha, a także pamiętam go z poprzedniego spotkania z tymże w "Limits of Control"; czyli - raczej niewiele pamiętam, i niespecjalnie znam bogatą filmografią Johna Hurta; oczywiście, mam nadzieję, że stopniowo będę te braki nadrabiał :]
      • barbasia1 Re: John Hurt nie żyje. 28.01.17, 17:34
        www.youtube.com/watch?v=QC-_OXHnOuI

        Zapamiętam na zawsze jego rolę "Człowieku słoniu" Lyncha.


        ["]
    • siostra_bronte "Chanel i Strawiński" (1) 28.01.17, 17:05
      Obejrzane parę dni temu w Ale kino. Film Jana Kounena z 2009 r. Tytuł mówi wszystko. To historia krótkiego romansu Chanel i rosyjskiego kompozytora, Igora Strawińskiego.

      Akcja rozpoczyna się w 1913 r. Paryż. Chanel idzie na premierę baletu "Święto wiosny" z choreografią Diagilewa i muzyką Strawińskiego. Spektakl wywołuje skandal. Niewidziany dotąd styl tańca ("dla nich balet to Jezioro Łabędzie" komentuje potem ironicznie jeden z artystów) plus kakofoniczna muzyka to zbyt wiele dla zblazowanej paryskiej publiczności.

      Na widowni rozlegają się krzyki i gwizdy. Kilkakrotnie ktoś włącza światło, aby przerwać spektakl. Aż policja musi uspokajać wzburzonych widzów.

      Strawiński, który siedzi na widowni razem z żoną jest załamany.

      Ale Coco Chanel jest pod wrażeniem.

      Po siedmiu latach Chanel spotyka Strawińskiego na jakimś przyjęciu. Kompozytor wyjechał z Rosji razem z rodziną po wybuchu rewolucji. Chanel wręcza mu wizytówkę. Umawiają się na spotkanie. Chanel mówi mu, że podziwia jego muzykę i chciałaby mu pomóc. Ma dom pod Paryżem. Kompozytor mógłby się tam przenieść razem z rodziną (ma żonę i 4 dzieci). Doskonale wie, że Strawiński klepie biedę i gnieździ się z rodziną w małym mieszkanku.

      Strawiński jest zaskoczony, waha się, ale propozycja jest zbyt kusząca.

      Kompozytor przenosi się więc z rodziną do pięknego domu Chanel. Mają służbę do swojej dyspozycji. Dzieci mają ogród do zabaw, a Strawiński gabinet, gdzie może spokojnie pracować. W porównaniu z klitką w Paryżu to prawdziwe luksus.

      Chanel często przyjeżdża do domu, ale na krótko, bo jest wciąż zajęta. Jest miła wobec swoich gości, ale zachowuje dystans.

      Pewnego razu prosi Strawińskiego, żeby nauczył ją grać na fortepianie. Strawiński pochyla się nad Chanel, żeby pokazać jej jak ułożyć palce i w tej chwili zagląda tam jego żona. Szybko się wycofuje. Czuje, co wisi w powietrzu.

      I faktycznie, pewnego wieczora Chanel przychodzi do pokoju Strawińskiego i bez słowa zdejmuje sukienkę. Kompozytor nie ma wyjścia :) Zaczyna się namiętny romans.

      Trzeba przyznać, że oboje mają niezły tupet, bo robią to dosłownie pod nosem żony i dzieci kompozytora. A może to niebezpieczeństwo przyłapania jest tak podniecające?

      Ten romans jest trochę dziwny. Bo ich spotkania to "tylko" seks. Właściwie ze sobą nie rozmawiają. Nie wiemy co o sobie myślą, co ich tak przyciąga. I to jest główna wada tej historii. Ogląda się ten romans na chłodno, bez emocji.

      Idziemy dalej. Oczywiście żona szybko się domyśla co się dzieje. Strawiński coraz bardziej się od niej oddala. Katia cierpi w milczeniu, bo sytuacja jest skomplikowana. Przecież to dzięki Chanel żyją w luksusie...

      Ale Strawiński żyje w ciągłym napięciu i to zaczyna się odbijać na relacji z Coco. Chyba ma wyrzuty sumienia, co Chanel komentuje ironicznie : "Nagle zacząłeś się nią przejmować?". Chanel okazuje mu swoją wyższość, bo to ona odnosi sukcesy. Strawiński odgryza się, że nie jest artystką, tylko "handluje tkaninami".

      W końcu Katia traci cierpliwość. W czasie rozmowy z Chanel pyta ją znacząco, czy miewa kiedykolwiek wyrzuty sumienia. Chanel odpowiada, że nie, nigdy. Ale kiedy Katia odchodzi mina jej rzednie. Może i je ma, ale nie pozwala im dojść do głosu.

      Strawiński widząc zmartwioną żonę biegnie za nią. Katia wreszcie pyta go wprost, czy ma romans z Chanel. Milczenie męża jest wymowne. Katia prosi go, żeby jak najszybciej wyjechali. Ale Strawiński odmawia. Mówi, że nie może. Katia na to: "chyba raczej nie chcesz".

      W międzyczasie Chanel jedzie do Grasse, aby wybrać swój nowy zapach. To będzie słynny Nr 5. A Strawiński usycha z tęsknoty.

      Po jej powrocie ten trójkąt trwa jeszcze przez jakiś czas. W końcu Katia zabiera dzieci (mówi im, że tam jest lepszy klimat) i wyjeżdża do przyjaciół do Biarritz. Przy pożegnaniu mówi mężowi, że go kocha.

      Strawiński jest przygnębiony ich wyjazdem, ale z drugiej strony sytuacja jest przynajmniej jasna. Niestety, ku jego zdumieniu, Chanel go odtrąca. "Rozczarowałeś mnie" mówi. Nie wiadomo o co jej chodzi. Czy Strawiński już się jej znudził, czy jako całkowicie dostępny amant jest już dla niej mało atrakcyjny?

      Kompozytor jest wściekły. Rzuca się w wir pracy.

      A Chanel przekazuje dużą kwotę Diagilewowi, prosząc o anonimowość, na kolejne przedstawienia "Święta wiosny" (ale z tego co czytałam, nie jest to udokumentowane).

      Chanel znowu idzie na przedstawienie baletu w Paryżu. Dyryguje sam Strawiński. Tym razem to wielki sukces.

      I ostatnie sceny. Chanel, już starsza pani tęsknie patrzy na zdjęcie Strawińskiego na swoim biurku. A Strawiński, też już staruszek, gdzieś w Ameryce przypomina sobie chwile z Chanel. Te sceny niestety sprawiają wrażenie dodanych na siłę, żeby podkreślić, jak ten romans był ważny dla obojga, w raczej trudno uwierzyć.

      • siostra_bronte Re: "Chanel i Strawiński" (1) 28.01.17, 17:07
        *w co raczej trudno uwierzyć.
        • siostra_bronte "Chanel i Strawiński" (2) 28.01.17, 17:30
          Największą zaletą filmu jest strona wizualna. Jest na co popatrzeć! Przede wszystkim dom Chanel (stworzony dla filmu), w stylu art deco, cały w czerni i bieli. Cudowny. Chyba najpiękniej urządzony dom jaki w życiu widziałam.

          I oczywiście kostiumy. Stroje Chanel (tylko w czerni i bieli) stworzył sam Lagerfeld z domu Chanel. Piękne.

          Natomiast sama fabuła kuleje. Jak już pisałam ten romans jest zaskakująco chłodny, nie budzi emocji, nie czujemy w ogóle tej fascynacji między dwójką bohaterów.

          Może to dlatego, że oboje niewiele mówili potem o swojej znajomości. Ale scenarzyści mogli bardziej się postarać, żeby stworzyć bardziej interesującą historię.

          Miałam wrażenie, że o tym romansie nie warto było robić filmu. Jako fragment dłuższej biografii każdego z dwójki bohaterów tak, ale samodzielnie ta historia nie ma wystarczającego ciężaru.

          Anna Mouglalis jest bardzo przekonująca jako elegancka, ale też zimna i wyrachowana Chanel. Mam jednak wrażenie, że gra ją na jednej nucie. Są tu tylko dwie sceny, kiedy okazuje "ludzką" twarz: gdy patrzy na zdjęcie ukochanego "Boya" (który zginął w wypadku parę lat wcześniej) i po rozmowie z Katią. To trochę za mało.

          Mads Mikkelsen ma mało efektowną rolę. Strawiński niewiele mówi i właściwie nie okazuje emocji. Przez większość filmu snuje się z marsową miną. Mam wrażenie, że tę rolę mógł zagrać każdy inny aktor, ale producenci pewnie potrzebowali gwiazdy.

          Plus za spore fragmenty "Święta wiosny" na początku oraz to, że Rosjan grają Rosjanie (ofk oprócz Strawińskiego) tudzież mówią po rosyjsku :)

          W sumie ogląda się z przyjemnością, ale i uczuciem rozczarowania.

          Trailer:

          www.youtube.com/watch?v=nBJ3G4swFE0




          • grek.grek Re: "Chanel i Strawiński" (2) 28.01.17, 17:52
            dzięki, Siostro :]

            świetna opowieść Twojego niezawodnego autorstwa, i niezły film !

            temperatura pokojowa uczuć w czasie romansowym, to faktycznie rzecz bardzo obniżająca rangę filmu romansowego, ale... jest naprawdę wyjątkowo urodziwy, co w pewien sposób, choć w części, rekompensuje te niedogodności :]

            historia trójkąta, w którym niechący znalazła się żona pana - to jest zaiste rzecz zajmująca. I to postać tej właśnie żony wydaje mi się tutaj naprawdę ciekawa. Jej świadomość sytuacji, jej stosunek do męża, jej pytanie : do dalej ? I - jak długo ? Jej wyczekiwanie, że może to się skończy, samo wypali, a potem wreszcie odejście. Szkoda, że ten wątek nie został rozwinięty, ale ofk tytuł nie pozostawia wątpliwości, co do tego które postaci będą tutaj kluczowe.

            co do ich relacji.
            wiesz, co mi zaświtało ? że pani Chanel zachowuje się jak... mężczyzna. Nie w sensie takim, że tylko mężczyznom natura przypisuje ten rodzaj dezynwoltury, który pozwala na zaproszenie kochanka z całą rodziną do siebie, by romansować z nim dwa metry od jego żony, czy rzucać go potem jak zabawkę. Przy czym, zapewne mężcyzźni mają większe predyspozycje do takich zachowań, chociaż nie mam pojęcia, czy w istocie tak jest.

            Bardziej chodzi mi o kulturowy stereotyp, który jest tutaj poddany rewizji pewnej. Kobieta o mentalności stereotypowo męskiej.

            A po drugiej stronie, mężczyzna mające sporo cech stereotypowo !!! kobiecych - a więc : ulega namiętności, mimo że ma liczną rodzinę, jest w jakiś sposób przewrażliwiony na punkcie swojej działalności zawodowej, no i to on zostaje rzucony w iście męskim stylu przez kobietę.

            Moze więc tym, co interesowało reżysera, było takie odwrócenie ról, aby pokazać relacje męskiej kobiety i kobiecego mężczyzny, tak... a'rebours trochę ? Moze to w tym układzie byłoby w jakiś sposób ciekawsze, ciekawsze od mało temperamentnej relacji uczuciowej ? Moze jej nie ma, bo jej chodzi o ciekawą sytuację, a jemu o... nie wiem, motywację artystyczną ?

            tutaj wydaje mi się byłby pewien potencjał, by "uciekawić" tę relację, nadać jej jakiś wyraźny rys, wprowadzić w inne rejony interpretacji. Co o tym sądzisz, Siostro ?

            świetna opowieść !
            dzięki raz jeszcze :}
          • barbasia1 Re: "Chanel i Strawiński" (2) 28.01.17, 21:04
            Dzięki za opowieść, Bronte.

            Rzeczywiście, mało ekscytująco wypada ten romans w filmie. Dobrze, ze choć strona wizualna stanowi rekompensatę.

            A propos, Karl Lagerfeld wykonał ilustracje do książki "Czar Chanel” , napisanej przez Paula Moranda na podstawie jego rozmów z Coco Chanel. W Polsce książka ta miała premierę niedawno, a wydało ją Wydawnictwo Literackie.
            • barbasia1 Re: "Chanel i Strawiński" (2) 28.01.17, 21:05
              Rzeczywiście piękne wnętrza!
              • barbasia1 Re: "Chanel i Strawiński" (2) 28.01.17, 21:06
                I Strawiński - cudny!!! ;)
          • barbasia1 Re: "Chanel i Strawiński" (2) PS Apartament Chanel 28.01.17, 21:33
            Znalazłam zdjęcia autentycznego paryskiego apartamentu Coco Chanel przy Rue Cambon 31!

            www.youtube.com/watch?v=Tb3ZoTAE2rk
            • barbasia1 Re: "Chanel i Strawiński" (2) PS Apartament Chane 28.01.17, 21:35
              I jeszcze jedne link:
              www.youtube.com/watch?v=1U1IehGmToU

              • grek.grek Re: "Chanel i Strawiński" (2) PS Apartame 29.01.17, 12:22
                istny przepych, Barbasiu :]

                i trudno zaprzeczyć, że jednocześnie : z klasą.
                • barbasia1 Re: "Chanel i Strawiński" (2) PS Apartame 29.01.17, 16:47
                  Tak. :)

        • siostra_bronte Re: "Chanel i Strawiński" (1) 28.01.17, 17:49
          Choreografia "Święta wiosny" oczywiści Niżyńskiego!
    • grek.grek w kinach : "Sztuka kochania" 29.01.17, 12:40
      jest. wylądował :]

      producenci i scenarzysta "Bogów", reżyserka "Dnia Kobiet" i zmetamorfozowana Magdalena Boczarska w głównej roli.

      I posypały się recenzje, olaboga :] :

      www.filmweb.pl/reviews/Jak+rozpętałam+seksualną+rewolucję-19605
      film.onet.pl/recenzje/sztuka-kochania-historia-michaliny-wislockiej-polska-polityka-seksualna-recenzja/kzwknq
      film.interia.pl/recenzje/news-sztuka-kochania-recenzja-co-chcecie-wiedziec-o-seksie-a-boic,nId,2336211
      kultura.gazeta.pl/kultura/7,114438,21293504,zyla-w-trojkacie-i-miala-romans-z-zonatym-ale-sztuka-kochania.html#BoxKultImg&a=75&c=53
      wyborcza.pl/7,101707,21291067,w-seksie-kazdy-moze-byc-artysta.html
      wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,21235125,sztuka-kochania-michalina-moja-milosc-czyli-przeciw.html
      film.wp.pl/sztuka-kochania-historia-michaliny-wislockiej-wstydu-nie-ma-recenzja-6083609630036609a
      uff :]
      czyżby film roku już w styczniu ?

      I spójrzcie jak trafia w rzeczywistośc społeczno-polityczną w Polandzie. rzeczywistośc, w której na poparcie rządu i "suwerena" mogą liczyć środowiska niosące na sztandarach hasła rodem ze średniowiecza, chcące zakazać całkowicie aborcji, wsadzać do więzienia za antykoncepcję [tak, to najnowsza informacja, aż trudno uwierzyć, że takie bałwany istnieją na tym świecie, i traf chce akurat w tym pięknym, acz nieszczęsnym, kraju], i od 27 lat blokujący z oślim uporem wprowadzenie do szkoł edukacji seksualnej, a choćby i z tych poczciwych książęk Wisłockiej.

      I sama bohaterka ciekawa, z życiem osobistym, które i dziś pewnie powodowałoby że w warzywniaku by ją palcami wytykano ;]

      zabawne, prawda : osobistość, która w PRL wyciągała ludzi za uszy z ciemnoty, dzisaj wraca w formie filmowej w czasy, w których rząd i jego pomagierzy chcą ludzi za uszy z powrotem w PRLowską rzeczywistość wciskać.

      historia powtarza się jako farsa - święte słowa, święte słowa ! :]
      • barbasia1 Re: w kinach : "Sztuka kochania" 29.01.17, 16:13
        Tak. Co za ironia losu.

        To jest zgroza, Greku, informacja, którą podałeś, że pojawił się pomysł, by wsadzać do więzienia za antykoncepcję. Ręce opadają.

        Dzięki za linki z recenzjami. Wybieram się do kina, na pewno. Dam znać kiedy.

        A ja mam pierwszą , zabawną anegdotę z planu filmowego! Opowiedział ją Piotr Adamczyk, który gra męża Wisłockiej, po tym jak prowadzący,chyba w DDTVN ,zapytali go o rozbierane sceny w filmie, m.in. o tę która jest w trailerze, gdzie pokazuje nagusieńki tyłek. :} Produkcja - opowiadał Adamczyk - załatwiła mu dublera! I kiedy nadszedł dzień kręcenia tych scen, okazało się, że dubler się nie pojawił na planie. Zadzwonił tylko w ostatniej chwili z informacją, że się nie pojawi na planie, bo ... dziewczyna mu nie pozwoliła. I Adamczyk musiał osobiście zagrać te sceny. ;)
        • grek.grek Re: w kinach : "Sztuka kochania" 29.01.17, 16:29
          cześć, Barbasiu :]

          niestety, takie mamy czasy, ktoś tu chce zafundować nam skansen średniowieczny w środku Europy XXI wieku :
          oko.press/wiezienie-antykoncepcje-duze/
          zastanawiam się, co tymi ludźmi powoduje, że chcą odbierać innym podstawowe wolności w imię swojej własnej choroby ideologicznej ?

          doskonała wiadomość, Barbasiu !
          bardzo liczymy na Twoją ekspresyjną recenzję, no i na szczegóły związane z samą wizytą w świątyni X Muzy :]
          z góry życzę Ci znakomitej przygody ! :]

          o, a to ciekawa historia :]
          pan aktor musiał się znaleźć w poważnym stresie, aczkolwiek... wydaje się, że w filmie niosącym przesłanie radości z nagości i seksu - takie sceny powinny raczej prowokować satysfakcję i beztroskie rozchełstanie, nieprawdaż ? ;]]
          • barbasia1 Re: w kinach : "Sztuka kochania" 29.01.17, 17:07
            Cześć, Greku! :))

            PS
            Wracam za nieco ponad godzinę!
            • grek.grek Re: w kinach : "Sztuka kochania" 29.01.17, 18:11
              heloł, Barbasiu ! :]

              mam nadzieję, że nie wybierasz się na tę zimową temperaturę ?
              [aczkolwiek, wieczorem nie jest już tak mroźno jak jeszcze kilkanaście dni temu, prawda ? no i... ocieplenie idzie ! ponoć :)]
              • maniaczytania Re: w kinach : "Sztuka kochania" 29.01.17, 21:55
                hmm, w życiu osobistym już niestety zbyt pozytywną postacią nie była. Czytałam wywiad z jej córką, ot jest masakra, co ta trójka dorosłych zrobiła dzieciom, a zwłaszcza chłopcu ...
                • grek.grek Re: w kinach : "Sztuka kochania" 30.01.17, 11:39
                  w filmie raczej tego nie pokażą, Maniu, ze zrozumiałych względów.

                  wybierasz się do kina na "Sztukę..." ? :}
                  • maniaczytania Re: w kinach : "Sztuka kochania" 30.01.17, 19:40
                    mam w planach, ale nie wiem, jak wyjdzie, bo z dzieckiem raczej nie pójdę ;)
                    • barbasia1 Re: w kinach : "Sztuka kochania" 30.01.17, 21:35
                      maniaczytania napisała:

                      > mam w planach, ale nie wiem, jak wyjdzie, bo z dzieckiem raczej nie pójdę ;)

                      Hehehehe! :))
                    • barbasia1 Re: w kinach : "Sztuka kochania" 30.01.17, 22:50
                      Maniu! Wiem! Młodego w tym samym czasie wysłać do innej sali kinowej na odpowiedni do wieku film, a Ty idziesz na "Sztukę kochania". :)
                      • maniaczytania Re: w kinach : "Sztuka kochania" 30.01.17, 23:02
                        :))))))))))))))
                        • barbasia1 Re: w kinach : "Sztuka kochania" 31.01.17, 23:04
                          I zabrać Młodemu do towarzystwa kolegę lub koleżankę, żeby czuł się w pełni komfortowo i pewnie! :))
                          • maniaczytania Re: w kinach : "Sztuka kochania" 31.01.17, 23:06
                            :)))
                    • grek.grek Re: w kinach : "Sztuka kochania" 31.01.17, 11:39
                      :]

                      fortel zaproponowany przez Barbasię wydaje mi się znakomitą propozycją, Maniu ;]
                      • barbasia1 Re: w kinach : "Sztuka kochania" 31.01.17, 23:06
                        Dziękuję!!! :)))

                        Greku, patrz jakich cudów doczekaliśmy. Kina z kilkoma salami projekcyjnymi!
                        • grek.grek Re: w kinach : "Sztuka kochania" 01.02.17, 11:42
                          to prawda, Barbasiu :]

                          ale wiesz... z sentymentem wspominam te stare sale kinowe, ze skrzypiącymi twardymi krzesełkami :] Ilez japońskich filmów z cyklu "Superpotwór" czy "Powrót Godzilli" obejrzałem, jako dziecko, w takich okolicznościach przyrody, ech :]


                          • siostra_bronte Re: w kinach : "Sztuka kochania" 01.02.17, 11:52
                            To prawda. Multipleksy nie mają tej specyficznej atmosfery i klimatu :)
                            • grek.grek Re: w kinach : "Sztuka kochania" 02.02.17, 11:39
                              tak myślę, Siostro :]

                              ALE... w moim przypadku, póki co, tylko taki wariant wchodzi w rachubę, bo przyznam, że jeszcze nie byłem na filmie w multipleksie :]


                              • barbasia1 Re: w kinach -o kinie 20.02.17, 12:29
                                Nie wiem, jakie Wy tam macie kina, Multipleksy. Ale nasze Multikino jest nieduże , można rzec, kameralne, 4 sale, dwie na górze i dwie na dole, do których dojeżdża się ruchomymi. Może też wjechać windą albo wejść lub zejść krętymi jak w wieży schodami. Ściany holu i i klatek "wieżyczek" schodowych dekorują ogromne czarno-białe kadry z polskich filmów. Jest m.in. Krystyna Janda z "Człowieka z marmuru", śliczna Anna Dymna jako Barbara Radziwiłłówna z "Epitafium ...", Leon Niemczyk w "Nożu w wodzie". Oczywiście wiszą plakaty aktualnie pokazywanych filmów.

                                Sale kinowe są tradycyjne, nie za duże, nie różnią się specjalnie od tych dawnych, jest wielki ekran i miękkie, wygodne foteliki, w których można się zatopić i nikt nie tęskni za dawnymi twardymi, drewnianymi krzesełkami, które denerwowały stukaniem, kiedy się wstawało. ;)

                                Czuć typowy zapach kina, w który miesza się z zapachem popcornu, znak współczesności. I słychać terkot projektora! :)( tak mi się przynajmniej kiedyś wydawało!?).

                                I jest wreszcie ten magiczny moment, który uwielbiam, kiedy tuż przed rozpoczęciem filmu ekran na chwilę gaśnie, po reklamach , zapowiedziach filmowych, w kinie robi się ciemno, cicho, wszyscy z napięciem oczekują na pierwsze kadry.


                                :)
                                :)
                                • barbasia1 Re: w kinach -o kinie 20.02.17, 12:30
                                  który miesza się z, nie powiem, przyjemnym zapachem popcornu
              • barbasia1 Re: w kinach : "Sztuka kochania" 30.01.17, 23:06
                grek.grek napisał:

                > heloł, Barbasiu ! :]
                >
                > mam nadzieję, że nie wybierasz się na tę zimową temperaturę ?
                > [aczkolwiek, wieczorem nie jest już tak mroźno jak jeszcze kilkanaście dni temu
                > , prawda ? no i... ocieplenie idzie ! ponoć :)]

                Cześć, Greku, przepraszam, nie dałam już rady wczoraj odpisać! Tylko przeczytałam Twoje posty. Zasiadłam na Sherlocka i po raz kolejny zasnęłam w połowie!? :/

                Owszem, wybrałam się wczoraj późnym popołudniem na tę zimową temperaturę! Tylko -5 stopni u nas było. ;) Obleciałam, wróciłam, nie zmarzłam.

                Właśnie, oglądałam dziś prognozę pogody i zapowiadali małe ocieplenie na najbliższe dni, kilka stopni powyżej zera. Ale kto wie, czy zima później znów nie powróci i nie chwyci za nosy.
                • grek.grek Re: w kinach : "Sztuka kochania" 31.01.17, 11:44
                  dzięki, Barbasiu :]

                  no i znów ten Morfeusz niegrzeczny ! trzeba go związać, zakneblowaać i kazać oglądać i słuchać "Barw szczęścia", niech się strzeże ! ;]

                  z "moich informacji" ;] wynika, że prawie do końca lutego zima będzie głównie nocami, Barbasiu :] w dzień temperatury plusowe.

                  reasumując, jeśli marzec nie wytnie jakiegoś brzydkiego numeru - wg [dobrych i zwykle się sprawdzających] prognoz do wiosny zima będzie lekka albo wcale jej nie będzie :]
                  • barbasia1 Re: w kinach : "Sztuka kochania" 31.01.17, 23:02
                    Haha! :))) Dobry pomysł, Greku!

                    Wiesz, chyba zgodzę się trochę z Bronte, doceniając oczywiście pomysł na interpretację książkowego oryginału, że Sherlock Holmes Guya Ritchiego jest przeładowany momentami efekciarskimi walkami, wybuchami i w efekcie mnie znużył po raz kolejny.
                    Ale obejrzałam więcej niż poprzednio. ;)

                    Dziękuję za dobre wieści pogodowe! :)
                    • grek.grek Re: w kinach : "Sztuka kochania" 01.02.17, 11:37
                      dzięki, Barbasiu :]

                      ja też się zgadzam z Siostrą !
                      te "sherlocki" są w jakimś stopniu dostosowane do potrzeb widowni kinowej.

                      myślę sobie, że i taka - akcyjna ! - wersja przygód Holmesa i Watsona ma swoje walory i dobrze uzupełnia dostojeństwo vintage'owych "sherlocków" oraz uwspółcześnionego serialu, zachowując kostium z epoki, a jednocześnie stylizując bohaterów na bardzo nowoczesną nutę :]

                      cała przyjemnośc po mojej stronie, Barbasiu :]

                      wczoraj spadło tutaj trochę śniegu. Dzisiaj zaczyna topnieć :] Grunt, że mróz odpuścił, prawda ?
                      • barbasia1 Re: w kinach : "Sztuka kochania" 01.02.17, 20:30
                        I to właśnie o czym piszesz doceniam, naprawdę. :)

                        Do trzech razy sztuka. Może za za trzecim razem obejrzę do końca.

                        Powiem Ci ,Greku, że już się przyzwyczaiłam do mrozu.
                        • grek.grek Re: w kinach : "Sztuka kochania" 02.02.17, 11:41
                          :]

                          będę Ci kibicował, Barbasiu ! :]

                          :] wiesz jak jest, zima musi nam trochę dać w kość, chociaż troszkę, żeby nadejście wiosny miało swoją rangę, nieprawdaż ?
    • grek.grek w kinach : "Toni Erdmann" 29.01.17, 12:53
      jest. wylądował. on też ;]

      wielki zwycięzca, choć bez Złotej Palmy, z Cannes, triumfator Europejskich Nagród Filmowych, z pewnością niebawem kandydat do Oscara.

      I jest to komedia, w stylu iście gombrowiczowskim. Aż szkoda, ze to Niemcy ją nakręcili, a nie rodacy wirtuoza pióra.

      mówiliśmy już parę razy o tym filmie, więc może tylko jedna recenzja na zaostrzenie apetytu :
      www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kultura/polityka/film/1691112,1,recenzja-filmu-toni-erdmann-rez-maren-ade.read

      ponoć miał jedne z najwyższych w historii ocen w rankingach krytyków na festiwalu w Cannes. A mimi to nagrodę główną dostał "Ja, Daniel Blake", który jest szalenie ważny i poważny, ale jak się okazuje dzisiaj, i im dalej od Cannes - tym bardziej, był i jest istotny, ale mniej wpływający na ludzi i ich sposób postrzegania świata, daje pod rozwagę pomysł na lepsze życie, na przekłucie balona, na wprowadzenie kolorów w miejsce szarości.

      I pomyśleć, że to własnie w Cannes kampowy "Pulp Fiction" dostawał Złotą Palmę kosztem filozoficznego "Czerwonego" Kieślowskiego... :] [oba filmy są nadzwyczajne, swoją drogą].
      • barbasia1 Re: w kinach : "Toni Erdmann" 29.01.17, 16:23
        Też bym chętnie obejrzała. Ciekawa jestem,co tak zachwyciło recenzentów w tym filmie.
        • grek.grek Re: w kinach : "Toni Erdmann" 29.01.17, 16:32
          ha :]

          ciekawe, że trwa 162 minuty, co ewokuje pytanie o to, jak pani reżyserka poradziła sobie z utrzymaniem równego zainteresowania fabułą na tak wymagającym dystansie.

          btw, czytałem w jakimś wywiadzie z p. Ade, że ponoć nakręcili... 100 godzin materiału. Mieli więc z czego wybierać. sam montaż zajął im ponoć blisko 1,5 roku.
    • grek.grek 18:10 TVP Kultura "Jezioro Bodeńskie" 29.01.17, 16:40
      krytycy i znawcy oryginału literackiego Stanisława Dygata narzekają, że to nie jest dobra ekranizacja.

      niemniej, mam jakąs słabość do niej i chyba nigdy nie dociekałem, czy się udała w istocie ;]

      jest interesująco stworzony nastrój zamknięcia i powrotu do przeszłości, jest ekspresyjny i w trafiony sposób lekko teatralny Krzysztof Pieczyński w głównej roli, są zaskakujące powtórzenia, przeskoki czasowe i oniryzmy nawet, drugi plan aktorski spisuje się koncertowo, wszystkie postaci są z pietyzmem wymodelowane, no i koniec wieńczy dzieło - w tym wypadku długi wykład-monolog na temat "czym jest polskość", który według mnie powinien być tematem co najmniej jednej lekcji wychowania obywatelskiego w każdej polskiej szkole, najlepiej już od podstawówki poczynając; może być ilustrowany fragmentem filmu ;]

      w każdym razie - jesli nie mieliście jeszcze okazji, z przyjemnością namawiam do skorzystania :]
    • grek.grek 20:00 TVN "Sherlock Holmes : Gra cieni" 29.01.17, 16:46
      pierwszy "Sherlock Holmes" Guya Ritchiego takim był sukcesem, że drugi musiał się pojawić wcześniej lub później.

      przyznam, że ten film znam nieco mniej niż ten poprzedni. A Wy ?

      tak czy owak, Sherlock i Watson są, ofk, ci sami, a dodatkowo mamy profesora Moriarty'ego - jakże bardziej dystyngowanego i bez fantazji niż serialowy Jim ;], a także skoczną i temperamentą Cygankę w wykonaniu Noomi Rapace. No i finał w scenografii Reichenbach Fall. I , jesli dobrze pamiętam, intrygę której główną ideą jest próba wywołania wojny przez nie kogo innego, jak tylko profesora.

      co powiecie na taką propozycję filmową na dzisiejszy wieczór ? :}

      PS : a o 23:05 w TVN7 powtórka "Frantic".
      to może być całkiem długi wieczór filmowy... i jakże atrakcyjny ! :]
      • grek.grek Re: 20:00 TVN "Sherlock Holmes : Gra cieni" 30.01.17, 11:48
        PS : zdecydowana dominacja akcji, pojedynków, strzelanin [w jednej z nich Watson używa nawet jakiegoś prototypu AK 47 ;)], przebieranek Holmesa.

        dwie dobre sceny dialogowe Holmesa z Moriartym [druga ma charakter partii szachów, wkrótce rozgrywanych przez nich bez patrzenia na szachownicę i przesuwania bierek; podczas gdy w tym samym czasie Watson z koleżanką Cyganką zapobiegają prowokacji agentów Moriarty'ego, którzy chcą zabić premiera brytyjskiego, aby wywołać wojnę], ale profesor jest postacią niepogłębioną, zaś jego motywacje prymitywne, bo czysto zarobkowe :]

        dobra chemia między Robertem Downeyem Jr. i Judem Lawem. doskonały występ Stephena Fry'a, jako Mycrofta Holmesa. Mary bez nadmiernej eksploatacji w fabule i jakoś tak przyjemniej oglądało się tutaj tę postać, wiedząc że aktorka ją grająca nie miała asa atutowego w rękawie, którym [mogła] wpłynąć na decyzję producentów o swoim udziale w filmie ;]

        znakomita muzyka !

        No i Rachel Mc Adams, Irene Adler, o której zapomniałem, a która przecież w OBU filmach prezentuje się jakże doskonale. Mam nadzieję, że się nie obrazi na mnie za ów nietakt ;]]


    • grek.grek TVP zarzynana przez misiewiczów 30.01.17, 12:13
      po tygodniu z filmami Fassbindera - nie zauwazyłem nic szczególnego w Kulturze na ten tydzień, poza dokumentem "Jarocin. Po co wolność ?", który będzie w środę.

      poza tym - same powtórki, "Pany Wołodyjowskie", Quo Vadisy ?", "Przedwiośnia" i inna sztuka filmowa... kampowa, lecz zaangażowana.

      I przeczytałem artykuł ten oto :
      wyborcza.pl/7,75398,21309339,tvp-budzet-smierci-z-podwyzka-dla-prezesa-kurskiego-i-wysokimi.html#BoxGWIMg
      wynika z niego, ze TVP oglądalnośc spadła o 1/3, 50 mln wydane na Euro [po co, skoro Polsat i tak miał TE SAME mecze pokazać w otwartym kanale ?] zwróciło się tylko w 35 %, i generalnie budżet publicznej jest na minusie 200 mln, a prezes zaciągnął już kredyt na mln 300.

      I ta sytuacja nie przeszkadza panu Prezesowi rozdawać bardzo hojną ręką bardzo hojnych wynagrodzeń i pensji : sobie, licznym mianowanym przez siebie dyrektorom, a takze własnej konkubinie.

      wygląda na to, że poprzednie władze na Woronicza nabierały łyżką, a "dobra zmiana" przyszła z wiadrami.

      pod hasłami robienia nam dobrze, zwyczaajnie doją publiczną kasę na skalę wcześniej niespotykaną. "Suweren pozwolił".

      tak sobie myślę, że jak TVP zacznie naprawdę dołować, to niestety z sanek najpierw zostanie zrzucona TVP Kultura. Nie macie takiego podejrzenia ?

      telenowele dla Suwerena, propagandzia w Info, pensje Prezesa i jego drożyzny, pardon : drużyny - nienaruszalne punkty programowe.

      TVP Historia uczy o wyklętych żołnierzach, którzy hańbili mundur i polskość mordując polskich kolejarzy, pocztowców, nauczycieli i lekarzy za to, że ośmieli się pracować dla Polski Ludowej. Też wiec jest nienaruszalna ze swoim budżetem.

      bez czego TVP może się obyć ? Przykro to rzec, ale chyba jednak bez dobrego kina, bez opery, bez ambitnych seriali. I coś czuję, że najbliższe miesiące mogą być trudne dla widowni TVP Kultura.

      jedna premiera [dokument/film/opera] w tygodniu, a nawet 5 w miesiącu, to jest dramatyczna zapaść.

      Przy takiej "dobrej zmianie" aparatczycy partyjni wyjdą po 4 latach wygrubaszeni karykaturalnie, a TVP Kultura możliwe iż pozostanie w zaklętym kręgu powtorek "Panów...", "Przedwiośniów", "Przebieśniegów" czy "Układu zamkniętego", filmu który należałoby nakręcić dzisiaj, dla zilustrowania tego, co się w kraju dzieje. 10 tysięcy głównych bohaterów miałoby to samo nazwisko "Misiewicz".

      wyszła polityka, ale naprawdę - na dłuższą metę jako Polska po prostu nie wyrobimy, nie wykarmimy tych wszystkich darmozjadów o nienachalnej urodzie.

      a pamiętam, że jeszcze 2-3 lata temu TVP Kultura była wyrózniana na Zachodzie jako jeden z najlepszych w Europie kanałów kulturalnych.

      a teraz... "Pany...", "Układy zamknięte", "Quo Vadisy ?" i zajechali ułani pod okienko. Powinni pokazać "Wesele", żeby wybrzmiała fraza : "Miałeś chamie...". Tylko czy adresaci zrozumieliby cokolwiek z tej klasyki, którą chcą zamęczać "Suwerena" ?

      • siostra_bronte Re: TVP zarzynana przez misiewiczów 30.01.17, 12:20
        Generalnie się zgadzam :)

        ALE...przegapiłeś Greku "Złote czasy radia" w czwartek o 21.00!! Właśnie takiego Allena uwielbiam!
        Może pamiętasz, że kiedyś pisałam o tym filmie. To będzie kapitalny seans!!
        • grek.grek Re: TVP zarzynana przez misiewiczów 30.01.17, 12:46
          cześć, Siostro :]

          dzięki :]
          przegapiłem "Złote czasy".

          pamiętam ofk Twój opis !
          zdecydowanie, zapowiada się znakomity wieczór filmowy :]

          ale poza takimi smakowitymi kąskami - Kultura jedzie na setnych powtórkach i kiczach narodowo-wyzwoleńcznych z czasów Kmicica, co wygląda żałośnie.

          w sobotę o 20:20 znów puścili "Pola śmierci", co już uznałem za cyniczny żart z widowni i w ogóle nie zapowiadałem, żeby Was i siebie nie irytować ;]


          • siostra_bronte Re: TVP zarzynana przez misiewiczów 30.01.17, 12:55
            Oczywiście, ta jaskółka wiosny nie czyni :)

            Za dużo powtórek, zdecydowanie! Za dwa tygodnie znowu będzie "Yuma" o 20.20, no tragedia po prostu.
            • grek.grek Re: TVP zarzynana przez misiewiczów 30.01.17, 13:04
              :]

              ileż by można pokazać szalenie interesujących rzeczy, gdyby te pieniądze w TVP były mądrze wydawane...

              a tak - wskoczy stado wygłodniałych kmiotków, którzy w życiu się do niczego nie nadawali, więc poszli do polityki, i po marzeniach.

              btw, w środę o 20:40 w Polsacie "Grand Budapest Hotel" :]

      • barbasia1 Re: TVP zarzynana przez misiewiczów 30.01.17, 23:12
        >tak sobie myślę, że jak TVP zacznie naprawdę dołować, to niestety z sanek najpierw zostanie >zrzucona TVP Kultura. Nie macie takiego podejrzenia ?

        Nawet boję się tak pomyśleć.
        Nie miałabym wtedy już co oglądać w telewizji.

        > telenowele dla Suwerena, propagandzia w Info, pensje Prezesa i jego drożyzny, p
        > ardon : drużyny - nienaruszalne punkty programowe.
        > TVP Historia uczy o wyklętych żołnierzach [...]

        Zupełnie mnie to nie zaskakuje, nie dziwi. Wiedziałam, że tak będzie.
        • maniaczytania Re: TVP zarzynana przez misiewiczów 30.01.17, 23:39
          z tymi pensjami, podwyżkami, to bym chwilę poczekała, prezes zapowiedział pozew ...
          Informacje nie były potwierdzone.
          • grek.grek Re: TVP zarzynana przez misiewiczów 31.01.17, 11:50
            miejmy nadzieję, Maniu, że to wszystko okaże się nieprawdą :] chętnie przyznam, że pochopnie oceniłem skalę żarłoczności "dobrej zmiany" w TVP.

            jakby jeszcze wujka Josefa nie naśladowali w programach, z nazwy, informacyjnych, to już w ogóle rzuciłbym się Prezesowi na szyję i w niskie czółko ucałował.

            bo na razie mam ochotę się rzucić, ale DO szyi Prezesa ;]
            • barbasia1 Re: TVP zarzynana przez misiewiczów 31.01.17, 23:17
              A'propos!
              Dziś IPN potwierdził, że TW "Bolek" to Lech Wałęsa. Reakcja TVP? W ostatniej chwili zmieniono ramówkę, żeby pokazać "U źródeł III RP: Lech Wałęsa a SB". W podobny sposób TVP reagowała już wcześniej.
              wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114871,21318273,mial-byc-serial-rozdarte-serca-a-jest-film-o-tw-bolku.html
              • grek.grek Re: TVP zarzynana przez misiewiczów 01.02.17, 11:57
                TVP zawsze czujna, Barbasiu ;]

                dzięki grzebaniu się w jakichś papierkach sprzed 30 lat TVp mogła sprytnie pominąć informację o spadającym PKB i klęsce na polu gospodarczym jaką ponosi rząd, a niestety przy okazji Polska cała. Jak ma być inaczej, skoro rządzą ludzie, którzy manko zrobiliby nawet na stoisku ze sprzedażą wykłaczek i pędzelków do wymiatania kurzu z pępka.

                serduszko WOŚP wymazali, zamach na meczet w Kanadzie przypisali islamistom, mimo że cały świat trąbił że to był ich kolega z radykalnej prawicy, w proteście opozycji przeciw bezczelnej próbie wyrzucenia dziennikarzy z Sejmu dopatrzyli się "puczu", a w INfo co miesiąc pokazują jak Naczelnik z dziecięcej drabinki bredzi coś pod nosem o "dochodzeniu z trudnościami". Nie wiem do czego chcą dochodzić, ale że mają trudności,to widać gołym okiem.

                I wyobraź sobie, że za te kłamstwa każą nam bulić abonament. Wszystkim. Minister "zakłada że każdy ma telewizor", więc każdemu podciągnąc z portfela. Na KUlturę chętnie bym płacił, ale wiadomo, że lwią częśc abonamentu przeznaczą na swoje horrendalne pensje i trującą propagandę.

                ale podziwiam ich jak hodują sobie wierny elektorat. Wytypowali 30 % społeczeństwa, ich dopieszczają, im dają, ich faworyzują, a reszta jeleni ma zasuwać na te gifty. Z naszych portfeli finansują sobie bazę wyborczą :]

                dotąd AWS, SLD czy PO chciały dogodzić wszystkim, więc nie dogadzały nikomu. PIS dogadza 1/3 i w ten sposób zapewnia sobie poparcie i rządy. Jak zmieni ordynację wyborczą, to nawet na następne 8 lat.

                a później znów zmieni, żeby władzę oddać. Z gigantycznym zadłużeniem, stanem finansów jak w Grecji oraz z wk... społeczenstwem na ulicach. Spryciarze tacy.
        • grek.grek Re: TVP zarzynana przez misiewiczów 31.01.17, 11:46
          odpukać w niemalowane, Barbasiu !

          ha, pamiętam Twoją ówczesną celną diagnozę i prognozy.

          ja miałem jakieś złudzenia, których się dzisiaj wstydzę :]
      • mala_ciekawostka Re: TVP zarzynana przez misiewiczów 02.02.17, 17:10
        Masz rację Greku co do TVP Historia, chociaż muszę powiedzieć, że oglądam na tym kanale "Sensacje XX wieku" - to jeden z mój ulubionych programów:) Czasami (podkreślam - czasami) są też ciekawe dokumenty ok. 20:30.
        • grek.grek Re: TVP zarzynana przez misiewiczów 03.02.17, 11:46
          Mała Ciekawostko, masz oczywiście rację !:]

          TVP Historia jest bardzo dobrym kanałem telewizyjnym, mnóstwo świetnych rzeczy oferuje.

          wiesz, bardziej chodziło mi o to, że gdyby przyszło do decyzji TVP pod tytułem : "Brak nam kasy, musimy jakiś kanał zlikwidować", to Historia byłaby ważniejsza od Kultury głównie dlatego, że można na jej antenie pokazać te wszystkie filmy patriotyczno-ideologiczne, które puszczaane są na Kulturze, a do tego uprawiać kult żołnierzy wyklętych i np.dyskusje dekonstruujące rzekome mity III RP :]
          • mala_ciekawostka Re: TVP zarzynana przez misiewiczów 03.02.17, 13:35
            No tak. Pewnie rzeczywiście tak by było. Oby do tego nie doszło...
    • grek.grek w kinach: "Elle" 30.01.17, 12:23
      trzecia oczekiwana premiera w tym tygodniu.

      ha, Paul Verhoeven dzwonił z propozycją zagrania głównej roli do wszystkich chyba najbardziej cenionych i mainstereamowych aktorek amerykańskich i żadna jej nie przyjęła :]

      wtedy sama się zgłosiła Isabelle Huppert i powiedziała, że CHCE to zagrać. oto jest profesjonalistka nie bojąca się wyzwań, wiedząca, że sens tego zawodu polega właśnie na wyzwaniach, konfrontacjach i przekroczeniach.

      wyszedł film, który zbiera mnóstwo nagród i liczne pochwały krytyków, na czele ze Złotym Globem za najlepszy film nieanglojęzyczny i dla najlepszej aktorki, czyli Huppert ofk.

      wyborcza.pl/7,101707,21289390,elle-z-nominowana-do-oscara-isabelle-huppert-wchodzi-do-kin.html
      www.filmweb.pl/reviews/Tylko+instynkt-18745
    • grek.grek Oscary 2017 - nominacje 30.01.17, 12:28
      chyba przegapiliśmy, a przecież czeka nas kolejna zabawa w oscarowe typowanie, nieprawdaż ? :}
      14 nominacji dla "La La Land". Ciekawe ile z tego zamieni się w Oscary ? konkurencja artystyczna jest mocna, decydować będą... nazwy firm producenckich i znajomości w środowisku ? ;]

      kultura.gazeta.pl/kultura/7,114438,21284469,oscary-2017-ryan-gosling-natalie-portman-wiemy-kto-powalczy.html#BoxKultImg&a=74&c=53
      • siostra_bronte Re: Oscary 2017 - nominacje 30.01.17, 12:33
        Ja tam od dawna nie ekscytuję się Oscarami :) Ale wezmę udział w typowaniach, jak najbardziej.
        • grek.grek Re: Oscary 2017 - nominacje 30.01.17, 12:50
          ja też, Siostro :]
          coraz bardziej jest to rywalizacja nie filmów, aktorów, scenarzystów i artystów od muzyki, zdjęć, efektów czy montażu, a wyścig "stajni", czyli producentów i wytwórni, które dany film wypuszczają.

          ale... typowanie to fajna zabawa, bo w sumie, przy całej dominacji czynnika biznesowego w tym oscarowym przemyśle filmowym, nigdy do końca nie wiadomo, kto wygra w danej kategorii :]]

          no i mam ciągle nadzieję, że kiedyś uda mi się trafić w połowie kategorii, a Wam - we wszystkich :]
    • grek.grek Oscary 2017 - nominacje 30.01.17, 12:33
      tradycyjnie typujemy, mam nadzieję ? :]

      14 nominacji dla "La La Land", rekord.
      niechby choć połowa zamieniła się w Oscary, a już będzie sukces.

      kultura.gazeta.pl/kultura/7,114438,21284469,oscary-2017-ryan-gosling-natalie-portman-wiemy-kto-powalczy.html#BoxKultImg&a=74&c=53
      • maniaczytania Re: Oscary 2017 - nominacje 30.01.17, 19:36
        proponuję nominacje przenieść do wątku lutowego - już za dwa dni :)
        • barbasia1 Re: Oscary 2017 - nominacje 30.01.17, 23:15
          Typujemy, tradycji musi stać się zadość. Zresztą ciekawa jestem bardzo tegorocznych nominacji muzycznych. "La la land"?

          Tak, jestem za, Maniu.
        • grek.grek Re: Oscary 2017 - nominacje 31.01.17, 11:35
          oczywiście, Maniu :]
    • maniaczytania Mały pl skandal z najlepszym (podobno) filmem 30.01.17, 19:39
      w Oscarowej stawce i potencjalnym, bardzo prawdopodobnym Oscarem dla najlepszej roli męskiej (Casey Affleck) - "Manchester by the Sea". Film zbiera nagrody i znakomite recenzje przywracając wiarę w dobre mądre kino.

      Tymczasem u nas trafił do dystrybucji w ... 10 kopiach!!! Nie ma go w żadnych multipleksach, jedynie w kilku pomniejszych kinach ...
      • barbasia1 Re: Mały pl skandal z najlepszym (podobno) filmem 30.01.17, 23:18
        Coś mi się obiło o uszy. Ale zapamiętałam tylko, że Casey Affleck to brat Bena Afflecka!
      • barbasia1 Re: Mały pl skandal z"Manchester by the Sea" 30.01.17, 23:25
        O filmie :

        kultura.gazeta.pl/kultura/7,114438,20773798,mlodszy-brat-bena-afflecka-wychodzi-z-jego-cienia-wlasnie-zagral.html
      • grek.grek Re: Mały pl skandal z najlepszym (podobno) filmem 31.01.17, 11:38
        dystrybutor zawalił sprawę, ewidentnie.

        może nikt się nie spodziewał, że film będzie aż takim sukcesem ? a może, po prostu, został zmarginalizowany jako kino niekomercyjne wybitnie ?
      • siostra_bronte Re: Mały pl skandal z najlepszym (podobno) filmem 31.01.17, 12:48
        Mała liczba kopii przy takich mało komercyjnych tytułach to standard. Zwykle są grane w kinach studyjnych, które się jeszcze uchowały.
    • grek.grek 20:05 Polsat "Polowanie na łowcę" 31.01.17, 12:18
      oglądałem w nocy :]

      dzisiaj będzie powtórka w Polsacie o 20:05, więc przyrzekam - żadnych spolierów ! :]

      Jest to thriller oparty na faktach i zrealizowany w koonwencji : policjant, przestępca i świadek, którego trzeba ochronić, bo tylko jego zeznania mogą przestępcę zaprowadzić za kraty.

      atutem jest obsada i okoliczności alaskańskiej przyrody - akcja rozgrywa się w Anchorage, filmowanym głównie nocą, a przekaz wzmacniany jest naprawdę urodziwymi zdjęciami tamtejszej przyrody wykonywanymi z lotu ptaka.

      fabuła, wykorzystująca faktyczne wydarzenia z lat 70-tych, polega na tym, że na policję zgłasza się prostytutka twierdząca, że jeden facet ją porwał, zgwałcił i chciał gdzieś wywieźć awionetką i cudem udało się jej uciec.

      Policja ma to za nic, nie wierzy w ani jedno jej słowo. Znajduje się jednak jeden sprawiedliwy, detektyw Holecomb, który kupuje jej wersję, zwłaszcza że zeznania dziewczyny wskazują na podejrzanego, niejakiego Hansena, tóry wiele lat wcześniej miał już kłopoty z prawem, z okazji krepowania i zniewalania kobiet, bynajmniej nie wdziękiem i urokiem osobistym.

      wiemy od początku, że Holcombe dobrze kombinuje, wiemy kim jest i jak wygląda przestępca, śledzimy także losy dziewczyny-świadka. Akcja zawiązuje się pomiędzy nimi, bo detektyw musi ją chronić, ona nie chce być chroniona, bo nie po to uciekła z domu, no a przestępca chce ją dopaść, bo jej zeznania mogą go pogrążyć.

      Śledztwo prowadzi do wniosków koszmarnych. Akcja rozkręca się pośród mrozów i śniegów alaskańskich, a jak chowa się w pomieszczeniach jakowychś, to najczęściej są to tanie pokoje motelowe albo mało wykwitne bary ze striptizem i burdeliki. Jak się okazuje , na Alasce też biznesy kwitną w najlepsze. Dla równowagi : wnętrze chaty myśliwskiej Hansena i wspomniane widoki alaskańskiego świata z lotu ptaka.

      dramaturgia oparta jest na faktach, może dzięki temu kolejne wypadki wyglądają wiarygodnie, a film kończy się w sposób nie powielający schematu.

      Istotne są wyjaśnienia i długa lista nazwisk po zakończeniu akcji właściwej.

      POjawia się oczywiście ŁOŚ :] musiał być, hehe. W jednej scenie, ale za to jaki dostojny i majestatyczny.

      Nicolas Cage gra policjanta, nie robi nic ponad to co zwykle robi. John Cusack gra podejrzanego, i wg mnie gra bardzo dobrze, tworzy postać, nadaje mu właściwy wygląd, specyficzny styl bycia, sposób patrzenia, poruszania się i mówienia, reakcje sugerujące odpowiednie cechy psychologiczne itd. Niewątpliwie dzięki niemu film zyskuje przy bliższym poznaniu. A bohater i jego charakter, podwójne życie, z pewnością mogą zaciekawiać, oczywiście wyłącznie z punktu widzenia filmowego !

      ciekawa jest scena konfrontacji obu dżentelmenów. wg mnie, najlepsza w tym filmie.

      w ostatnim słowie powiedziałbym, że nie jest to dzieło, które chętnie bym obejrzał ponownie. Nie dlatego że jest jakieś straszne czy okropne. Raczej z tego powodu,że nie jest to klasa "Siedem' albo "Milczenia owiec", które miały bohaterów, dialogi, nastrój i sceny, do których chce się wracać po wielokroć.

      ALE "Polowanie..." stanowczo polecam jako solidny thriller, film dostatecznie dobry na seans zapoznawczy :]

      • barbasia1 Re: 20:05 Polsat "Polowanie na łowcę" 31.01.17, 23:22
        Tak obrazowo opisałeś na zachętę, że czuję , że już nie muszę oglądać. ;)
        • grek.grek Re: 20:05 Polsat "Polowanie na łowcę" 01.02.17, 11:43
          dzięki, Barbasiu :]

          ale mam nadzieję, że jednak obejrzałaś ?
          • barbasia1 Re: 20:05 Polsat "Polowanie na łowcę" 01.02.17, 19:19
            Nie,nie. Wczoraj dopiero po 21:00 usiadłam przed telewizorem i włączyłam na TVPKulturę na operę, na zapowiadaną przez Ciebie powtórkę "Toski", a potem tylko słuchałam czytając posty na naszym Forum.
            Może obejrzę, jak kiedyś jeszcze powtórzą ten film.
            • grek.grek Re: 20:05 Polsat "Polowanie na łowcę" 02.02.17, 11:36
              rozumiem :]

              jak Ci się podobała "Tosca", Barbasiu ?
    • grek.grek 16:25 TVP Kultura "Bikiniarze" [powtórka] 31.01.17, 12:39
      rosyjski musical ?
      yes !

      czy to może się udać ?
      yes !

      polecam :]
      powtórkowy seans, pamiętam że opisywałem premierę, ale nie będę teraz psuł Wam przyjemności powrotem do tamtych wypisów.

      rzecz się rozgrywa w latach 50-tych w Moskwie, gdzie pomiędzy wszechobecną szarością, komsomołskim sznytem i wzorcami budowy socjalizmu, mężczyznami w fufakjach i kobietami na traktorach wyrasta, niczym kwiat z betonu, subkultura bikniarska - kolorowa, naśladująca amerykańskich bohaterów i spędzająca czas nie na pracy dla narodu ale na zabawach, tańcach i dbaniu o styl i formę.

      komsomołskie młodzieżówki, w ramach oczyszczania tkanki społecznej z niepożądanego elementu wywrotowego, organizują naloty na imprezy bikiniarskie.

      Podczas jednego z takich napadów bojówkarz Mels zakochuje się od pierwszego wejrzenia w bikniarce Polly [bikiniarze radzieccy modyfikują swoje imiona by brzmiały z amerykańska]. Aby się do niej jakoś zbliżyć porzuca towarzyszy partyjnych i zmienia się w bikiniarza starając się o aprobatę w środowisku.

      ofk, są prześladowania polityczne [ktoś "trafił do więzienia za powieszenie portretu Stalina naprzeciw wychodka"], jest hipokryzja swiatopoglądowa [lider bikniarzy Fred jest synem wysokopostawionego członka Politbiura, więc może sobie kpić z oficjalnej ideologii], jest także ostracyzm społeczny wycelowany w młodzież odmawiajacą podporządkowania się normom.
      Wszystko to jednak zaledwie pół serio.

      A puenta, która znajduje się w scenie rozmowy powracającego z zagranicznego stażu dyplomatycznego Freda z Melsem vel Melem, ma lekko gorzki posmak.

      PIosenki są wciągające, rosyjski język śpiewny i znajomy, aranżacje profesjonalne, scenografie nieoczywiste, acz oddające ducha epoki, młodzież dynamiczna i liryczna, starsi państwo proporcjonalnie za i przeciw [matka Polly gania za nią z pasem, a ojciec Mela akceptuje jego nowe zainteresowania z najwięksszą sympatią i życzliwością], dobre sceny uliczne kontrastujące szaroburośc człowieka radzieckiego z blichtrem american-style bikniarskim, a wybitnie znakomitą sceną jest ta, w której Mel zostaje potępiony na zjeździe młodzieżówki komsomolskiej - doskonała !

      polecam, jeśli tylko znajdziecie chwilę czasu :]


    • grek.grek 20:20 TVP Kultura "Tosca" [powtórka] 31.01.17, 12:41
      niestety, też powtórka :]

      ale jesli nie oglądaliście, nie słuchaliście, to gorąco zachęcam !

      PS : tak coś czułem, że kłopoty ekonomiczne TVP Kultura najpierw w przepaść
      strącą premiery operowe, hehe...
      • barbasia1 Re: 20:20 TVP Kultura "Tosca" [powtórka] 31.01.17, 23:27
        Zabójczo przystojny Jonas Kaufmann w roli Mario Cavaradossi! :))


        >PS : tak coś czułem, że kłopoty ekonomiczne TVP Kultura najpierw w przepaść
        >strącą premiery operowe, hehe...

        Może to dlatego, że jeszcze trwa przerwa zimowa !?
        • grek.grek Re: 20:20 TVP Kultura "Tosca" [powtórka] 01.02.17, 11:44
          miejmy nadzieję, Barbasiu :"]
          • barbasia1 Re: 20:20 TVP Kultura "Tosca" [powtórka] 01.02.17, 19:07
            Jestem dobrej myśli, Greku. Ale powtórki też się przydają, wciąż np. czekam na powtórkę opery Trelińskiego z MET "Jolanta/Zamek Sinobrodego".
            • grek.grek Re: 20:20 TVP Kultura "Tosca" [powtórka] 02.02.17, 11:35
              dzięki zastrzyk optymizmu, Barbasiu :]

              o, "Zamek..." powtarzali całkiem niedawno, ale o 13:00, więc nie wspominałem o tym...

              PS : Barbasiu, nowy wątek już jest ! :]
              • barbasia1 Re: 20:20 TVP Kultura "Tosca" [powtórka] 12.02.17, 18:37
                >o, "Zamek..." powtarzali całkiem niedawno, ale o 13:00, więc nie wspominałem o tym...

                No tak, szkoda. Może jeszcze się trafi się powtórka o jakiejś sensownej porze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka