Gość: lucynka_p
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
19.04.04, 16:54
Miałam zaszczyt być zaproszoną na parę rozmóww kwalifikacyjnych (w
dzisiejszych czasach, kiedy na ofertę przychodzą worki odpowiedzi uznałam to
za sukces). Mam mieszane uczucia co do obecnych rekrutacji. Raz zaproszono
mnie do kawiarni (agencja reklamowa), namówiono do zamówienia czegoś, po czym
sama musiałam zapłacić za kawę. Chciało mi sie płakać, gdy płaciłam za tę
nieszczęsną kawę 7 zł (kiedyś żadne pieniądze)- obecnie, aby zaoszczedzic na
bilecie 2,4 zł szłam na rozmowę z Ochoty na Plac Bankowy.
Ostatnio, w ramach zadania kazano mi zadzwonić w pewnej sprawie do pewnej
firmy - łączyło się to z kosztami telefonu do Białegostoku i na komórkę. Skąd
osoba niepracująca ma brać fundusze na tego typu wydatki?
Może mam pecha, ale żadna z firm w których byłam nie zadzwoniła i nie
poinformowała mnie o rezultatch rozmowy. Dzisiaj, po wykonaniu telefonu do
firmy w której ostatnio starałam sie o pracę i byłam na spotkaniu przed
świętami dowiedziałam się, że cytuję : "szef nie zdecydował się na Panią".
Straszne - nie wiem co gorsze - perspektywa ubóstwa czy dalsze poszukiwania.
Jestem o krok od zniechęcenia. Czy to obecnie norma, czy rzeczywiście brakuje
mi szczęścia. Najgorsze z tego wszystkiego jest to, dwukrotnie byłam bardzo
zadowolona z rozmowy, wydawało mi się że się "podobam" - o kwalifikacjach nie
mówiąc. A tu nic - wielkie fiasko. Całkowita dezorientacja. Bolesny zawód.