ekusztal Re: mam jakąś szansę? 19.07.06, 12:02 na co?????jeśłi szukasz pracy zgłoś się do mnie... Odpowiedz Link Zgłoś
milutka55 Re: mam jakąś szansę? 19.07.06, 12:02 za szybko enter. Mam 25 lat, skończyłam Akademię Finansów na Modlińskiej z tym że jeszcze nie obroniłam pracy, ale do kwietnia muszę obronić. Od 3 lat pracuje w małej firmie handlowej niedaleko Warszawy na stanowisku referent d/s finansowo- księgowych. Mój zakres obowiązków wygląga mniej więcej tak: prowadzenie magazynu, wypisywanie faktur, płatności faktur, prowadzenie kasy, obsługa klienta generalnie nic ambitnego. Noszę się z zamiarem zmiany pracy ale nie wiem czy mam jakiekolwiek szanse żeby znaleźć coś sensownego. Muszę się przyznać że mam braki w językach. Znam j. rosyjski na poziomie podstawowym w mowie i piśmie. Jakoś nauka języków obcych nie idzie mi najlepiej. W liceum uczyłam się jeszcze niemieckiego ale niewiele pamiętam. W tej firmie nawet nieźle zarabiałam zanim nie poszłam na macierzyński. Po powrocie wynagrodzenie mi ucieli i teraz biorę jakieś 1500 na rękę co muszę przyznać nie jest dla mnie zadowalając. Jak myślicie mam sznsę na jakąś lepszą pracę np. w Wa-wie? Chyba nie bardzo w siebie wierzę. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: cipcip Re: mam jakąś szansę? IP: *.nask.waw.pl 19.07.06, 12:15 przecież możesz słać cv, umawiać się na rozmowy, a ciagle pracowac gdzie pracujesz - Odpowiedz Link Zgłoś
badziewiak_leon Re: mam jakąś szansę? 19.07.06, 12:22 Z góry przepraszam, jeśli coś nie tak, typu słoń w składzie porcelany itp. Ale na letni dzień polecam następujące porady zawodowe dla księgowego szukającego nowej pracy, z serii Latającego Cyrku Monty Pythona: PORADY ZAWODOWE DORADCA John Cleese SARDELA Michael Palin NARRATOR Terry Jones WIKING Terry Jones DAVID POPAPRANIEC Graham Chapman [zaciemnienie; słychać głosy śpiewające : Porady zawodowe, porady zawodowe...; rozjaśnienie; zbliżenie twarzy doradcy, który również wyśpiewuje kwestię : porady zawodowe; odjazd kamery; typowe biuro; na środku stoi biurko, przed którym, obok krzesła, stoi pan Sardela, ubrany w typowo angielskim, przeciętnym, urzędniczym stylu; za biurkiem siedzi doradca, który patrzy na zegarek, rozgląda się w przeciwnym kierunku do miejsca gdzie stoi Sardela; odwraca głowę i spostrzega Sardelę] URZĘDNIK O, pan Sardela! Proszę siadać. SARDELA Dziękuję. [siada na krześle przed biurkiem] Jak to miło posadzić gdzieś tyłek. Ładna dziś pogoda URZĘDNIK Dość tego pieprzenia! Panie Sardela, prosił nas pan o wybranie dla pana najodpowiedniejszego zawodu. SARDELA Zgadza się. URZĘDNIK Mam tu wyniki rozmów i testów przeprowadzonych z panem w ubiegłym tygodniu, które pomogły nam w ustaleniu portretu pańskiej osobowości. Tak więc, mogę panu śmiało powiedzieć, ze jest pan wprost stworzony do pracy w księgowości. SARDELA [zaskoczony] Ale ja jestem dyplomowanym księgowym! URZĘDNIK Doskonale. Niech więc pan wraca do biura. [Sardela wstaje z krzesła i siada ponownie] SARDELA Pan nic nie rozumie. Od dwudziestu lat jestem księgowym. Chce czegoś nowego, ekscytującego, co tchnie we mnie nowe życie. URZĘDNIK Przecież księgowość jest ekscytująca. SARDELA Ekscytująca? Bynajmniej! Jest nudna! Boże drogi, nawet pan nie wie jaka nudna! Przerażająco monotonna, jednostajna, męcząca i wprost niewyobrażalnie nudna. URZĘDNIK Rozumiem panie Sardela, ale wyniki badań ujawniły nam, że jest pan człowiekiem wyjątkowo nudnym. Nasi eksperci piszą o panu: odrażająco nudny facet, pozbawiony wyobraźni, ograniczony, bez charakteru, łatwo go zdominować, nie ma poczucia humoru, potrafi człowieka zanudzić na śmierć, jest niedomyty i odstręczający. W innych zawodach nie miałby pan szans, podczas gdy w księgowości te właśnie cechy charakteru, są najmilej widziane. SARDELA Pan nie rozumie! Szukam nowego zajęcia, nowego życia, nowego sensu istnienia! Proszę mi pomoc. URZĘDNIK Wie pan co chciałby robić? SARDELA Tak. URZĘDNIK Słucham! SARDELA [podniecony] Poskramiać lwy!!! URZĘDNIK Rozumiem, ale to zbyt gwałtowny awans z księgowego zostać od razu poskramiaczem lwów! Może lepiej byłoby gdyby zaczął się pan rozwijać w tym kierunku, popracował trochę w bankowości? SARDELA Nie mogę czekać! [zrywa się z krzesła, bierze je do rąk i wykonuje krótkie pchnięcia niczym pogromca zwierząt] Jutro rano o dziewiątej chcę być na miejscu i poskramiać. [stawia krzesło i siada] URZĘDNIK No tak, ale jakie ma pan kwalifikacje? SARDELA Mam cylinder! URZĘDNIK Cylinder? SARDELA Tak. Cylinder poskramiacza lwów z napisem "poskramiacz lwów". Kupiłem go u Harrodsa. Napis zapala się w ciemności, jak wielki neon, i pozwala poskramiać lwy, gdy zmęczone udają się na spoczynek. Za dnia można ten napis wyłączyć, żeby nie marnować energii elektrycznej, co potem zwiększa koszty uzyskania, o czym jest mowa w paragrafie 335d. URZĘDNIK Rozumiem. Ale rzecz w tym, że jeśli teraz zadzwonię do cyrku i powiem: "Słuchajcie. Jest u mnie czterdziestopięcioletni księgowy, który chce zostać poskramiaczem lwów", nie spytają mnie czy ma własny cylinder. Spytają raczej czy miał pan jakieś doświadczenia z lwami. SARDELA Widziałem je w ZOO. URZĘDNIK Dobrze, dobrze, dobrze. SARDELA To takie małe brązowe zwierzątka futerkowe, z krótkimi nóżkami i długimi nosami. Łatwo takie poskromić. Nie będę miał z nimi żadnych problemów. Z natury wyglądają na poskromione. URZĘDNIK A jak wysokie są te lwy? SARDELA Mniej więcej... [pokazuje dłonią na wysokości tuż poniżej swojego kolana] ...takie. Nie przestraszą mnie! URZĘDNIK Czy te lwy zjadają mrówki? SARDELA Owszem. URZĘDNIK Obawiam się, panie Sardela, że ma pan na myśli mrówkojada. SARDELA Słucham? URZĘDNIK Mrówkojad. Nie lew. Widzi pan, lew to wielka, dzika bestia o wysokości pięciu stóp i długości dziesięciu stóp, ważąca jakieś czterysta funtów, biegająca czterdzieści mil na godzinę, wyposażona w wyszczerzone zęby i ostre jak brzytwa pazury. Rozszarpie pana nim zdąży się pan przedstawić. [wyjmuje spod biurka zdjęcie lwa] Wygląda tak! [szybkim ruchem podsuwa zdjęcie przed oczy Sardeli, który przeraża się śmiertelnie] SARDELA Aaaaaaa! [Sardela, obejmują głowę ramionami, opuszcza ją na biurko; doradca odkłada zdjęcie lwa na biurko] URZĘDNIK [do kamery] Najwyższy czas na kawałek drewna. [cięcie; napis "MODRZEW"; cięcie; zdjęcie modrzewia] NARRATOR Modrzew. [cięcie; biuro; Sardela podnosi głowę] URZĘDNIK Mam dzwonić do cyrku? SARDELA Nie... Spodobał mi się pański pomysł żeby wolniej dochodzić do celu, pracując w ubezpieczeniach... URZĘDNIK Lub bankowości. SARDELA ...lub bankowości. Właśnie! Bankowość! To coś dla mężczyzn. [zrywa się z krzesła, bierze je do rąk i wykonuje krótkie pchnięcia niczym pogromca zwierząt; doradca patrzy na niego z politowaniem] Podróże, mocne wrażenia, podejmowanie decyzji, od których zależeć może czyjeś życie. [siada] URZĘDNIK Wspaniale. [bierze do ręki słuchawkę telefonu stojącego na biurku] Połączyć pana z bankiem? SARDELA [impulsywnie] Tak... [spuszczając z tonu] ...Albo jeszcze nie teraz! To ważna decyzja. Muszę to przemyśleć. Wie pan, nie chcę niczego robić pochopnie. [doradca odkłada słuchawkę na widełki aparatu telefonicznego] Dam panu znać za trzy tygodnie. [zbliżenie twarzy doradcy] URZĘDNIK [do kamery] Oto jeden z wielu przykładów na to co księgowość robi z ludzi. Jedynym sposobem zwalczenia tej choroby społecznej jest poinformowanie społeczeństwa o jej konsekwencjach. Pokazanie młodym... [spoza kadru słychać rzężenie Sardeli; odjazd kamery; Sardela pochylony nad biurkiem przebiera palcami, jakby pokazując niewidzialne rzędy liczb; doradca spogląda na niego; zbliżenie twarzy doradcy] ...że nie warto. Datki proszę wysyłać pod ten adres. NAPIS: LIGA WALKI Z KSIĘGOWOŚCIĄ 55, LINCOLN HOUSE, BASIL STREET, LONDON, S.W. 3 [cięcie; zbliżenie okładki czasopisma "Physique", trzymanego przez czyjeś ręce; na okładce kolorowa fotografia młodego kulturysty; czasopismo jest, zapewne, z rozkładówką, którą ręce czytającego rozkładają i składają; czytającym jest Popapraniec, który spostrzegłszy, że jest na wizji szybko odkłada czasopismo, wsadzając je do brązowej, papierowej koperty] POPAPRANIEC Oooo! [uśmiecha się idiotycznie] To było zabawne. Prawda? [cięcie] WIKING Wcale nie, cioto! [cięcie] POPAPRANIEC Cześć żeglarzu. [cięcie] WIKING U nas nie miałbyś szans. Z nami pływali tylko twardziele. [cięcie] POPAPRANIEC Słyszałem co innego. Tłumaczenie: Tomasz Beksiński Odpowiedz Link Zgłoś
milutka55 Re: mam jakąś szansę? 19.07.06, 12:26 pytanie "co autor miał na myśli?" Odpowiedz Link Zgłoś
badziewiak_leon Re: mam jakąś szansę? 19.07.06, 12:39 Autor miał na myśli, że takie jest właśnie postrzeganie księgowych w społeczeństwie. To postrzeganie jest zaś bliskie stanowi rzeczywistemu. Tkwię w pokrewnej branży i gdybym dziś miał 25 lat, to chyba bym poważnie się zastanowił (jak bohater tego skeczu;) czy nie lepiej zająć się poskramianiem lwów. Wyobraź sobie, że przez najbliższe 35 lat, twoje życie będzie się kręcić wokół rozrachunków przyszłych okresów, odpisów aktualizujących i tym podobnych ekscytujących spraw... Odpowiedz Link Zgłoś
milutka55 Re: mam jakąś szansę? 19.07.06, 12:46 aż tak głeboko w księgowości nie siedzę. Myślę że nazwa mojego stanowiska jest nieadekwatna do tego czym sie naprawdę zajmuję. Raczej bym powidziała "przynieś, wynieś, pozamiataj" Odpowiedz Link Zgłoś
badziewiak_leon Re: mam jakąś szansę? 19.07.06, 13:05 No dobra - poważnie, bo czasami żartujemy... Ucz się języka angielskiego (nawet na kursie wakacyjnym, po 5X w tygodniu), a potem bierz rodzinę pod pachę i wybywaj z tego Montypythonowskiego kraju (na dowód tezy - zobacz obok, co opowiada nowy premier). Osoba z Twoimi kwalifikacjami w Polsce zarabia owe 1500 PLN netto w jakiejś hutrowni lub 2500 PLN netto w jakimś obozie pracy zwanym "firmą zagraniczną" lub nie daj Boże "korporacją" ("z korporacjami będziemy walczyć" - Premier K.). W W.Bryt. lub w Irlandii na początek też dostaniesz 2500 tyle, że EURO i tam jedynym twoim problemem będzie tylko to, że życie księgowego jest nudne i brak w nim ekscytacji. Odpowiedz Link Zgłoś
milutka55 Re: mam jakąś szansę? 19.07.06, 13:33 Dzięki za dobrą radę, tyle że to nie jest takie proste jak by sie mogło wydawać. Mam jeszcze męż który nie zrezygnuje ze swojej pracy, i małe dziecko do którego i tak bym musiała brać opiekunkę. Może za 3 lata jak mój mąż będzie już mógł odejść z firmy w której teraz pracuje.Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: krzyshtof Re: mam jakąś szansę? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.07.06, 09:21 mysle ze zbyt ogolnikowe podejscie do sprawy. nigdy nie wiadomo ze "tam jedynym twoim problemem będzie tylko to, że życie księgowego jest nudne i brak w nim ekscytacji". po drugie w wlk. brytanii jedzenie i zakwaterowanie jest duzo drozsze dlatego jezeli mowi sie o wiekszych zarobkach warto nadmienic o wiekszych wydatkach. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: fotech Re: mam jakąś szansę?- trzymaj co masz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.07.06, 10:41 Na ile ja sie znam na pracy, w kontekscie tego co o sobie napisalas, dostajesz za duzo. Ciesz sie z tego co masz. I to bez najmniejszej zlosliwosci. Odpowiedz Link Zgłoś