Dodaj do ulubionych

Bezrobocie a rodzice

IP: *.acn.pl 06.08.03, 17:45
Ciekawi mnie, jak na Wasz brak pracy reagują Wasi rodzice. Bo ja mam w domu
piekło, ciągłe narzekanie, że tyle pieniędzy poszło na edukację a ja nie mogę
pracy znaleźć, że jestem kiepska, że za słabo się staram szukać itp. I ta ich
postawa wpędza mnie w dużo większy dół, niż sam brak pracy (szukam dopiero 3
m-ce zresztą). Na nic tłumaczenia, że to już nie czasy jak za ich młodości,
kiedy praca czekała, bo trzeba było dawać "wszystkim po równo" :)
Jak to jest u Was? I jakie macie metody samoobrony, zwłaszcza jeśli tak jak
ja jesteście uzależnieni od rodziców finansowo... :( Bo ja naprawdę już nie
widzę wyjścia i jestem strzępkiem nerwów :(
Obserwuj wątek
    • Gość: krzysztofsf Re: Bezrobocie a rodzice IP: 213.155.166.* 06.08.03, 18:34
      Gość portalu: Laura26 napisał(a):

      > Ciekawi mnie, jak na Wasz brak pracy reagują Wasi rodzice.


      A powiedz, co mozna wytlumaczyc 14-letniemu dziecku, jak tatus od 9 miesiecy
      nie ma pracy? Ucz sie dziecko i bierz przyklad z tatusia, bo bez nauki nie ma
      pracy? Tylko cholera tatus mgr inz.
      • Gość: jacek01g Re: Bezrobocie a rodzice IP: *.chello.pl 07.08.03, 01:31
        > A powiedz, co mozna wytlumaczyc 14-letniemu dziecku, jak tatus od 9 miesiecy
        > nie ma pracy?

        Po prostu prawde. Dzieci sa w stanie przyjac naprawde wiele rzeczy pod
        warunkiem, ze je SERIO traktuje.

        Ucz sie dziecko i bierz przyklad z tatusia, bo bez nauki nie ma
        > pracy? Tylko cholera tatus mgr inz.

        To niech idze do zawodowki. aha, sory chyba juz nie ma zawodowek... A wiesz
        jakie jest bezrobocie po zawodowkach?

        Wiec moze bez przesady... uczyc jak uczyc - warto byc ciekawym swiata, poznawac
        go, rozwijac sie. Czasami nalezy po prostu nie przeszkadzac. Za kilka lat moze
        o bezrobociu bedziemy tylko wspominac. Zanim Twoje dziecko skonczy dobre liceum
        i pojdzie na studia minie sporo i do tego czasu wiele sie moze zmienic. Na
        lepsze, no bo dlaczego na gorsze?

        Zawsze mnie zastanawialo banalne pytanie - dlaczego jedni radza sobie zawodowo
        a inni nie? wydaje mi sie, ze do tego aby zrobic dobra kariere i miec niezla
        praca nie wystarcza dobre studia czy MBA tylko czesto - normalna rodzina.

        Bo wiem, co znacza jak z powodu durnego ojca wpadlem w nerwice co na jakis czas
        wylaczylo mnie z normalnego tempa zycia, szkoly i pracy.


        • losiu4 Re: Bezrobocie a rodzice 08.08.03, 13:35
          Gość portalu: jacek01g napisał(a):

          > To niech idze do zawodowki. aha, sory chyba juz nie ma zawodowek... A wiesz
          > jakie jest bezrobocie po zawodowkach?

          no właśnie to jest najśmieszniejsze (?): po sensownych zawodówkach ludzie
          naprawdę nie mają kłopotów ze znalezieniem pracy. Ot przykład: u mnie w
          okolicy nie można właściwie dobić sie do porządnego budowlańca. Ci, co nie
          wyjechali do Austrii i Niemiec terminarz mają zajęty do końca roku

          > a inni nie? wydaje mi sie, ze do tego aby zrobic dobra kariere i miec niezla
          > praca nie wystarcza dobre studia czy MBA tylko czesto - normalna rodzina.

          jest cos w tym, co piszesz. Wsparcie ze strony rodziny wazne jest. No chyba ze
          ktoś ma taka siłę przebicia, że...

          Pozdrawiam

          Losiu
          • Gość: jacek01g Re: Bezrobocie a rodzice IP: *.chello.pl 08.08.03, 20:59
            > no właśnie to jest najśmieszniejsze (?): po sensownych zawodówkach ludzie
            > naprawdę nie mają kłopotów ze znalezieniem pracy. Ot przykład: u mnie w
            > okolicy nie można właściwie dobić sie do porządnego budowlańca. Ci, co nie
            > wyjechali do Austrii i Niemiec terminarz mają zajęty do końca roku

            No coz. Takie jest zycie. Jest popyt i podaz. Poniewaz popyt od jakiegos czasu
            wariuje a dostosowanie do niego podazy trwa pare lat [szkola, doswiadczenie]
            wiec normalne bedzie to, ze w Polsce beda ludzie bez pracy, wolne do obsadzenia
            stanowiska i ludzie ktorzy nie beda mogli opedzic sie od zlecen.

            jesli brakuje pewnych zasobow wtedy trzeba za te zasoby placi wiecej. To chyba
            normalne w gospodarce rynkowej. tak wic jak bedzie brakowac budowlancow,
            szwaczek czy sprzataczek trzeba bedzie im placic wiecej i juz.
    • Gość: jacek01g Re: Bezrobocie a rodzice IP: *.chello.pl 07.08.03, 01:44
      > Ciekawi mnie, jak na Wasz brak pracy reagują Wasi rodzice. Bo ja mam w domu
      > piekło, ciągłe narzekanie, że tyle pieniędzy poszło na edukację a ja nie mogę
      > pracy znaleźć, że jestem kiepska, że za słabo się staram szukać itp. I ta ich
      > postawa wpędza mnie w dużo większy dół, niż sam brak pracy (szukam dopiero 3
      > m-ce zresztą). Na nic tłumaczenia, że to już nie czasy jak za ich młodości,
      > kiedy praca czekała, bo trzeba było dawać "wszystkim po równo" :)

      Kim sa z wyksztalcenia Twoi rodzice? albo jakie szkoly skonczyli?

      > Jak to jest u Was? I jakie macie metody samoobrony, zwłaszcza jeśli tak jak
      > ja jesteście uzależnieni od rodziców finansowo... :( Bo ja naprawdę już nie
      > widzę wyjścia i jestem strzępkiem nerwów :(

      Ja uzaleznilem sie od starych od I roku studiow. pracowalem juz zawodowo. Fakt,
      ze bylo latwo bo to bylo w 1990 i o prace bylo latwiej, choc bezrobocie bylo
      takie same jak teraz. Moze dlatego, ze moj ojciec polgebkiem pieprzyl, ze jak
      skoncze mature to jak nie dostane sie na studia to bede musial isc do kopalni
      [nie wiem dlaczego, ale tak] i oddac mu cala kase ktora ktora we mnie wpakowal.
      W sumie niewiele wpakowal :))) ale wiedzialem juz od 1 klasy liceum, ze musze
      spieprzac z domu jak tylko sie da i szybko sie usamodzielnic.

      • Gość: corregidor Re: Bezrobocie a rodzice IP: 217.153.132.* 07.08.03, 10:21
        ja sie usamodzielnilem od 3 roku studiow
        i bardzo sie z tego ciesze ponad 10 lat sam stanowie o swoim bycie

        a czasy sa takie ze prace niestety mozna w kazdej chwili stracic
        i zaden dyplom tu nie pomoze
        dyplom nie jest gwarancja poowodzenia- trzeba do tego uzywac szarych komorek i
        miec troche szczescia
        • Gość: Robol Re: Bezrobocie a rodzice IP: 217.153.142.* 07.08.03, 12:54
          Przede wszystkim szczęście, żadne szkoły, dyplomy, języki, wygląd, a nawet
          znajomości nie zastąpią odrobiny fartu.
          Czy wy bezrobotni zastanawialiście się czasem jak to jest, że kogoś przejeżdża
          samochód, ktoś inny choruje na nowotwór, jescze kogoś zdradza żona - a akurat
          wam nie przydarza się to "szczęście". Pracy trzeba szukać i się w końcu
          znajdzie - podobnie gdybyście chodzili całymi dniami wszerz autostrady
          (oczywiście najlepeiej ruchliwej, na zachodzie, bo w Polsce jeszcze jest ich za
          mało)- nie ma takiej możliwości, żeby kiedyś nie być rozjechanym. Ciekawy
          jestem rekordzisty w temacie czasu bez pracy - oczywiście takiego, który szukał
          pracy, a nie biernie siedzi w domu i czeka aż któś przyniesie rewelacyjną
          ofertę. Rodzice którzy wam utuskują lepiej niech się zastanowią, że za pare
          lat, przy śmiesznie niskich emeryturach wy powiecie im to samo - trzeba było
          się zabezpieczyć prywatną emeryturą, jak oni wam teraz o zwrocie poniesionych
          nakładów na naukę. A co, prosiliście się na ten świat. Nauka to była wasza
          swoista praca, jaką w danej chwili mogliście wykonywać - w czym szukają
          problemu, zamiast wspomóc !!! Najpierw wyprodukowali niedoskonały komunizm
          (niby praca dla wszystkich), a potem przerobili to w dziki kapitalizm.
          Chcieliście to macie skumbrie w tomacie.
    • Gość: Anka Re: Bezrobocie a rodzice IP: *.kalisz.mm.pl 08.08.03, 11:45
      Niestety, rodzicom trudno zrozumieć, że teraz po skończeniu studiów praca nie
      czeka na człowieka... Oni żyją w zupełnie innym świecie, czasami tak myślę. Mi
      też wypominaja pieniądze, które poszły na moja nauka. Wtedy mam ochotę
      wymeldować sie z rodziny całkowicie... I nie pomaga nic. Trzeba sie nauczyć to,
      mówiąc brzydko, olewać. Wiem, że to trudne. Mi sie nie zawsze udaje. Ale dać
      sie wpędzić w jakaś nerwica? to też nie rozwiązanie... Przykro słyszeć takie
      texty, zwłaszcza od rodziców...że niepotrzebnie odmawiali sobie wszystkiego, by
      dziecko studiowało,że nie było warto...i inne takie bzdury. Ale z drugiej
      strony to chyba obowiązkiem rodziców jest zajmowanie sie swoimi dziećmi? W
      sumie chyba wiedzieli, z czym to sie wiąże, jak planwali ich posiadanie. Tak
      sadzę...
      • Gość: corregidor Re: Bezrobocie a rodzice IP: 217.153.132.* 08.08.03, 11:57
        strasznie to smutno brzmi kiedy czytam wsze slowa na temat wypominani przez
        rodziców
        wypada myśleć, że robią to w trosce o wasz byt.

        Boją się że jeśli ich zabraknie, to jesli nie będziecie mieli zabezpieczenia w
        postaci pracy, możecie wpaść w prawdziwe terapaty
    • losiu4 Re: Bezrobocie a rodzice 08.08.03, 13:34
      Gość portalu: Laura26 napisał(a):

      > Ciekawi mnie, jak na Wasz brak pracy reagują Wasi rodzice. Bo ja mam w domu
      > piekło, ciągłe narzekanie, że tyle pieniędzy poszło na edukację a ja nie
      mogę
      > pracy znaleźć, że jestem kiepska, że za słabo się staram szukać itp. I ta
      ich
      > postawa wpędza mnie w dużo większy dół, niż sam brak pracy (szukam dopiero 3
      > m-ce zresztą).

      no cóż, współczuje posiadania takich rodziców. Zdaje się, że przydałoby im się
      żeby pracę na chwilę stracili i zobaczyli jak to teraz jest (zakładam, że
      uczciwie przykładasz się do szukania pracy)

      > Na nic tłumaczenia, że to już nie czasy jak za ich młodości,
      > kiedy praca czekała, bo trzeba było dawać "wszystkim po równo" :)

      a pamiętasz może to: "czy się stoi czy się leży, 2000 się należy"? Taaak,
      siermiężne to były czasy, ale pod wzgledem pewnosci pracy bezpieczne. Szkoda
      że Twoi rodzice nie zauwazyli zmian. A tak swoja drogą: jaki kierunek
      skończyłaś i na czym?

      > Jak to jest u Was? I jakie macie metody samoobrony, zwłaszcza jeśli tak jak
      > ja jesteście uzależnieni od rodziców finansowo... :(

      ja tam usamodzielniłem się najszybciej jak było można - i to najlepsza chyba
      metoda. Cienko było, zarobki... róóóżne, zmieniałem pracę, przenosiłem się
      (zjeździłem chyba pół Polski). A dla Ciebie najprościej: znalezienie pracy
      nawet mało płatnej - na dobry początek. Czasem jest tak, że dumę (i dyplom)
      schować trzeba w kieszeń i brać co daja. I tak jest nieźle, ze masz jakiś swój
      kąt i gdzie wrócić. Swoją drogą, wdzięczny jestem moim Rodzicom, że byli jacy
      byli, bo z Twojego przykładu widzę, ze może być różnie. Nie słyszałem od nich
      pretesji ile to oni nie władowali w moją edukację (a w końcu nawet podstawówka
      czy zawodówka też za darmo nie są)

      > Bo ja naprawdę już nie
      > widzę wyjścia i jestem strzępkiem nerwów :(

      A od czego przyjaciele, chłopak... Tylko żebyście nie popadli w
      samopognębianie się: jak to teraz nie jest źle i właściwie na nic nie ma
      szans. Bo to by było gorsze, niż Twoi rodzice

      Pozdrawiam, życząc powodzenia

      Losiu

      PS. I głowa do góry, w końcu nie takie nieszczęścia ludziom się
      przytrafiają ;))
    • Gość: ela Re: Bezrobocie a rodzice IP: 80.51.246.* 08.08.03, 14:29
      Byłam w podobnej sytucji co ty Lauro, tylko że nieco dłuzej bo ponad rok po
      studiach nie mogłam znaleźć pracy.Rozumiem co czujesz, bo mój ojciec nieraz mi
      wypomniał pieniądze wydane na mnie podczas studiów. Na szczęście moja mama cały
      czas we mnie wierzyła i dodawała otuchy; rozumiała, że czasy się zmieniły i
      dziś naprawdę trudno o pracę. Odwronie było z moim ojcem, przez niego też
      łapałam doła jeszcze większego, niż powinnam. Przykro słyszeć,że wydali tyle
      pieniędzy, a ja nie mogę znależć pracy i ile będzie mnie utrzymywał???
      Cóż mogę ci poradzić, uwierz w siebie i nie daj się złamać, pracę znajdziesz
      wcześniej czy później i prawdopodobnie wszystkie przykrości miną. Głowa do
      góry, otaczaj się życzliwymi ludźmi i może niedługo wszystko się zmieni.
    • Gość: wachi Re: Bezrobocie a rodzice IP: *.kielce.sdi.tpnet.pl 08.08.03, 14:55
      Nie przejmój się. Ja jestem uzależniona finansowo od chłopa i jadą na mnie też
      teściowie. Już kiedyś słyszałam, że jestem darmozjadem. Jestem z mniejszego
      miasta i kłopoty z pracą mam już 10 lat. Jak trochę popracuję, to jest redukcja
      albo jeszcze inne rzeczy. Mój status to: zawodowo bezrobotna, tymczasowo
      zatrudniona. I wiem, że albo gdzieś wyjadę, gdzie znajomości nie mają takiego
      znaczenia, albo do tego przywyknę. W Warszawie nie ma takich problemów, tylko
      trzeba obniżyć wymagania finansowe i zgodzić się na niepłatne nadgodziny.
      Zaczep się gdziekolwiek i szukaj dalej. Twoje szukanie musi być twoim drugim,
      niepłatnym etatem. I najważniejsze, musisz wiedzieć czego chcesz.
    • Gość: Mateusz Re: Bezrobocie a rodzice IP: 213.17.147.* 08.08.03, 21:23
      Do Laury26. Droga Lauro,życie niestety niejest usłane różami.Ja gdy miałem
      skonczone 16 lat uciekłem z domu i załapałem się na budowie jako pracownik
      młodociany.Od tego czasu NIEWZIĄŁEM Z DOMU ani jednej złotówki.I jestem z tego
      dumny.Nieudało mi sie skończyć szkoły wyższej,ale zato zdobyłem konkretny fach
      budowlany,nauczyłem sie języka niemieckiego i jakoś sobie radzę.Zrozumiałe jest
      że rodzice wypominają ci kasę jaką dali na Twoje studia.Bo niewierzę że
      niemogłabyś chociaż na chwilę schować swojego dyplomu do szuflady,i poszukać
      sobie pracy choćby w sklepie za 800zl netto.Mogłabyś,ale Ty jesteś zbyt dumna
      żeby podjąć tak ,,upokarzającą,, pracę,bo masz mgr przed nazwiskiem. Swoja
      droga ja osobiscie ludzi którzy maja po 22-25 lat i mieszkaja ze starymi
      uwarzam za uposledzonych społecznie.Mogę tylko współczuć twoim rodzicom że maja
      taka leniwa córkę.
      • Gość: Dexxa Re: Bezrobocie a rodzice IP: *.kalisz.mm.pl 08.08.03, 23:09
        Gość portalu: Mateusz napisał(a):

        > Do Laury26. Droga Lauro,życie niestety niejest usłane różami.Ja gdy miałem
        > skonczone 16 lat uciekłem z domu i załapałem się na budowie jako pracownik
        > młodociany.Od tego czasu NIEWZIĄŁEM Z DOMU ani jednej złotówki.I jestem z
        tego
        > dumny.Nieudało mi sie skończyć szkoły wyższej,ale zato zdobyłem konkretny
        fach
        > budowlany,nauczyłem sie języka niemieckiego i jakoś sobie radzę.Zrozumiałe
        jest
        >
        > że rodzice wypominają ci kasę jaką dali na Twoje studia.Bo niewierzę że
        > niemogłabyś chociaż na chwilę schować swojego dyplomu do szuflady,i poszukać
        > sobie pracy choćby w sklepie za 800zl netto.Mogłabyś,ale Ty jesteś zbyt dumna
        > żeby podjąć tak ,,upokarzającą,, pracę,bo masz mgr przed nazwiskiem. Swoja
        > droga ja osobiscie ludzi którzy maja po 22-25 lat i mieszkaja ze starymi
        > uwarzam za uposledzonych społecznie.Mogę tylko współczuć twoim rodzicom że
        maja
        >
        > taka leniwa córkę.

        Wymyślanie dziewczynie od leniwych to zagranie poniżej poziomu, zaradny
        kolego!!! Ja szukałam pracy przez pół roku, bo odrzucałam oferty, które nie
        dawały mi rozwoju w dziedzinie, w której chcę osiągnąć sukces. Pewnie, gdybym
        sie złapała takiej, jak to ty nazywasz "upokarzającej" pracy kompletnie nie
        związanej z moimi zainteresowaniami, to nie miałabym tej, która mam obecnie.
        Życie polega na wyborach i to poważnych, jeśli nie chcesz być przeciętniakiem,
        który żyje z dnia na dzień; gdy masz plan, gdy wiesz, co chcesz robić i co
        osiągnąć. Dla mnie raczej głupią dumą jest za wszelką cenę znaleźć szybko
        pracę, nieważne jaką, która krótkodystansowo zapewni jakieś grosze, niż
        zaciśnięcie zębów i zdobycie czegoś, co jest twoją pasją. Ja wolę być jak
        Edison niż jak tysiące Polaków, strasznie nieszczesliwych, że następnego dnia
        muszą iść do pracy.
      • Gość: jacek01g Re: Bezrobocie a rodzice IP: *.stereo.pl 10.08.03, 23:33
        > Do Laury26. Droga Lauro,życie niestety niejest usłane różami.Ja gdy miałem
        > skonczone 16 lat uciekłem z domu i załapałem się na budowie jako pracownik
        > młodociany.Od tego czasu NIEWZIĄŁEM Z DOMU ani jednej złotówki.I jestem z
        tego
        > dumny. Nieudało mi sie skończyć szkoły wyższej, ale zato zdobyłem konkretny
        fach
        > budowlany, nauczyłem sie języka niemieckiego i jakoś sobie radzę.

        Bardzo dobrze. Mógłbyś nieco też poduczyć sie nieco z polskiej ortografii. To
        na marginesie.

        Przyznam się, ze jakos nie byłbym dumny będąc wykfalifikowanym robotnikiem
        budowlanym. Po prostu - mam w życiu inne cele. Ja osobiscie wykonywać pracy
        fizycznej nie lubię. Pracowalem tak dostatecznie duzo czasu.

        > Zrozumiałe jest
        > że rodzice wypominają ci kasę jaką dali na Twoje studia.Bo niewierzę że
        > niemogłabyś chociaż na chwilę schować swojego dyplomu do szuflady,i poszukać
        > sobie pracy choćby w sklepie za 800zl netto.

        A dla mnie wypominanie kasy na studia jest żałosne. Jestem pewien, że gdybym
        nie pracował na studiach i bym sie nie usamodzielnił - mialbym w domu to samo.
        Ale az tak dobrze nie ma. Tyle, ze zamiast uczyc sie i rozwijac, wyjezdzac na
        praktyki czy do szkół językowych musiałem sie usamodzielniac ze szkodą dla
        własnego rozwoju osobistego. Nie pracowac podczas studiow jest zle, duzo
        pracowwac - tez zle.

        Dyplom mgr schować do szuflady zawsze mozna. Problem polega na tym, że
        wydobycie jego z szuflady po paru latach i zrobienie z niego uzytku bywa
        czasami niemozliwe. Wyobraź sobie, ze jakas firma budowlana ma do wyboru 2
        kandydatów do pracy po tych samych studiach: jednego z 2-letnim doswiadczeniem
        pracy w firmie budowlanej i drugą z 4 letnim doswiadczeniem pracy w sklepie
        odzieżowym. Zgadnij - kogo ta firma wybierze? Bo ja jestem pewien, ze tego
        pierwszego. Ten drugi ma baaaaaaardzo male szanse aby wejsc z powrotem
        do "obiegu" zawodowego, bo przebijaja go ludzie z minimalnym choc
        doswiadczeniem albo nawet swieze ludki tuz po studiach z jeszcze cieplym
        dyplomem.

        > Mogłabyś,ale Ty jesteś zbyt dumna
        > żeby podjąć tak ,,upokarzającą,, pracę,bo masz mgr przed nazwiskiem.

        A dlaczego ona ma podejmnowac prace zupelnie niezgodna ze swoimi kwalifikacjami
        i w dodatku taka w której jej dyplom "mgr" nie ma zadnego zastosowania?

        Ja tez kiedys bylem bez pracy, w sumie tylko 3 miesiace ale zawsze. Pozyczylem
        kase od matki i dlugo jej tlumaczylem dlaczego szukam pracy jako informatyk-
        webdesigner i nie chce podejmowac sie byle czego. Byle co to np. ochroniarz
        [mam 187 wzrostu, jestem kulturysta wiec spokojnie bym sie nadawal] albo
        kurier - obie prace byly do wzieca od zaraz. Dlatego, ze gdybym ja podjal to
        powrot do zawodu bylby z kazdym miesiacem coraz trudniejszy. Kto by przjal do
        pracy jako infoirmatyka bylego ochroniarza? hahahaha! Potencjalny pracodawca
        pomyslalby ze z moimi umiejetnosciami i ze mna jest cos nie tak, skoro podjalem
        sie takiej pracy w sumie grubo ponizej swoich kwalifikacji. No w kazdym razie
        rodzi to watpliwosci i na pewno zamiast mnie wzialby kogos kto tez ma
        doswiadczenie ale "nie wypadl z branzy".

        W kazdym razie - po tych 3 miesiacach dostalem praca mniej wiecej taka jaka
        chcialem, a po niej [bo firma padla] po miesiacu szukania dostalem prace
        dokladnie taka na jakiej zawsze mi zalezalo [cala akcja oczywiscie dziala sie w
        Warszawie].

        Bo nie jest sztuka miec prace teraz. Sztuka jest miec ja teraz i w przyszlosci
        i dokladnie taka jaka chce ja miec.

        Być może żadna praca nie hanbi, ale nie kazda pomaga w dalszej karierze i zyciu
        zawodowym i osobistym.

        > Swoja
        > droga ja osobiscie ludzi którzy maja po 22-25 lat i mieszkaja ze starymi
        > uwarzam za uposledzonych społecznie.Mogę tylko współczuć twoim rodzicom że
        maja
        >
        > taka leniwa córkę.

        A ja nie widze w takim mieszkaniu nic zdroznego ani nic uposledzonego.

        Nie znam powodów dla ktorych musiałes nawiewac z domu w wieku lat 16. Bo gdybys
        nie musial zwiewac byc moze mialbys czas na skonczenie dobrego liceum i potem
        studiow na politechnice i zamiast byc wykfalifikowanym pracownikiem budowlanym
        ze znajomoscia niemieckiego bylbys wykfalifikowanym inzynietrem budowlanym ze
        znajomoscia niemieckiego. Bo zamiast uczyc sie i rozwijac jak niektorzy
        musiales zuzywac swoj czas i energie na walke o byt.

        Ja w wieku 19 lat nawialem z domu na studia. To nie bylo dostanie sie na to na
        co by sie chcialo tylko na cokolwiek byle z dala z domu. No i z tym wiazalo sie
        bardzo szybkie usamodzielnienie. I nie mow mi - to wydorasla ale zawsze
        uposledza. Jestem zadowolony z tego co robie, ale bylbym bardziej gdybym mial
        wtedy zapewnione z domu minimum bezpieczenstwa psychicznego i choc troche
        egzystencji, bo skonczylbym bym dokladnie to co chcial i podjalbym prace
        dokladnie taka jakbym chcial.

        Czy jestem ambitny? Tak. Czy cierpie na nadmiar ambicji? Byc moze. Ale czy nie
        mam do tego prawa?

        pzdr
        • Gość: Daisy Re: Bezrobocie a rodzice IP: *.met.pl 11.08.03, 20:19
          Nareszcie ktoś napisal coś sensownego...
          Odnośnie tematu...
          Gdy 5 miesięcy temu zwalniałam się z powodu mobbingu z fajnej samej w sobie
          pracy, bylam przekonana, że bez problemu znajdę następną, a jeśli nawet nie
          trafię od razu na coś, co odpowiadaloby moim aspiracjom i umiejetnościom, to
          popracuję jako sprzedawca albo załapię się w jakiejś kawiarni, jak to bywało na
          pierwszych latach studiów.
          Zaliczyłam 3 próbne dni w róznego typu firemkach, gdzie różnej
          maści "menadżerowie", nie umiejący często wysłac faxu albo obsłużyc Outlooka,
          traktowali mnie jak śmiecia. Powiedziałam sobie wtedy, że czas odświezyc nieco
          poglądy... Mówiąc prościej, zrozumiałam wreszcie rozgoryczenie ludzi, którzy
          pracują poniżej swoich kwalifikacji, i zrozumiałam, że oni mają prawo oczekiwac
          pracy, która nie będzie ich upokarzała. Gdy byłam studentką, i stalam z mopem w
          łapkach w jednym z fastfoodow i jakiś buc rzucał mi chamski tekst, ja mialam to
          gdzieś, bo wiedzialam, że nie taka sytuacja nie będzie trwala wiecznie - jestem
          studentką, zarabiam tak jak mogę, dopoki się uczę. Za parę tygodni będę juz
          miec owo oslawione mgr przed nazwiskiem i troche wysilku kostzowalo mnie jego
          zdobycie, tak samo zreszta jak godzenie "poważnej" pracy merytorycznej z nauka
          na 2 ostatnich latach studiów. I dlatego będę szukać pracy odpowiedniej do
          moich kwalifikacji i tego, co mnie interesuje i z czym chcialabym wiązać swoja
          przyszlosc.
          • Gość: krzysiek Re: Bezrobocie a rodzice IP: 217.97.165.* 12.08.03, 11:58
            Niestety - czasami jest gorzej. Moja dziewczyna ma podobną sytuację jak Laura.
            W kwietniu 2002 roku skończyła studia magisterskie - ekonomia/towaroznawstwo
            handlowo-celne. Rodzice codziennie ją dołują i przygnębiają, że nie potrafi
            znaleźć pracy (oboje są na emeryturze, całe życie pracowali w jednej firmie-
            która najpierw była państwową, potem przekształconą w s.a. - konkretnie
            rafineria). Niestety w naszym rejonie pracy nie ma żadnej, czasami trafi się
            jakaś akwizycja...
            Dziewczyna chodzi po firmach, sklepach... ale niestety - nic nie ma. A do
            sprzedaży w sklepie spożywczym i tak wolą przyjąć dziewczyne po zawodówce, niż
            po studiach.
            Tak samo sprawa - ze słynnmi stażami z PUP-ów - niestety wszystkie z góry były
            ustawione.
            Mam nadzieje, że jak ja trafię do lepszej firmy to postaram też coś dla niej
            znaleźć (ja sam za kilka dni kończę pracę z powodu upadłości spółki).
            Jeśli nic się nie uda - to myślimy nad wyjazdem do anglii (mam troche kasy
            odłożone na ewent. kurs jezykowy).
    • Gość: Wieczny Student Re: Bezrobocie a rodzice IP: *.acn.waw.pl 13.08.03, 13:56
      Ludzie,mówcie starym,że x lat temu w liceum to byli tacy a tacy,dostawali
      samochody za (nie)zdaną maturę ,na studiach Wy się uczyliście po nocach podczas
      gdy niektórzy żyli od imprezy do imprezy.Nie bójcie się powiedzieć,że jak się
      ma dzieci(nieważne czy 15to- czy 25cioletnie) to trzeba w nie inwestować.
      Jak będą bardzo upierdliwi,to zagroźcie,że może pójdziecie na jeszcze jedne
      studia zamiast uganiać się za pracą-to skutkuje,zaręczam Was.
      Mateusz<współczuję Ci,że tak wcześnie musiałeś(?)wejść w dorosłe(?)życie.Ja jak
      miałem naście lat to myślałem tylko o nauce i jeździłem codziennie na rowerze.
      Nikt o zdrowych zmysłach nie pójdzie po studiach do tyrki za 1000 zl-lepiej
      dłużej pospać i zająć się np.jakimś sportem.
      • Gość: migotka Re: Bezrobocie a rodzice IP: *.acn.waw.pl 15.08.03, 14:40
        Mateusz, ale rodzina nie jest ukladem handlowym, w ktorym jedna ososba daje a
        druga potem oddaje tyle samo ;)
        Ja nie pracuje zajmuje sie domem, nie wyobrazam sobie zeby moi rodzice wsiedli
        na mnie ze tyle forsy wydali a ja tu bachorki rodze ;)) i sie nie
        amortyzuje ;))
        Pewnie gdyby laura walnela sie w skotlowanej poscieli i pila ppiwo- jest o co
        sie czepuac. Ale ona szuka. Ma taki komfort ze nie musi brac supermarketu za
        pare stowek, tym bardziej ze widze ze taka praca wcale dla pracodawcow nie ma
        wiekszego znaczenia (popracowal byle gdzie z byle co i byle czego sie
        nauczyl...), to niech szuka. Znajdzie przeciez :)
        Co wazniejsze przeciez sie bedzie rodzicami zajmowac na starosc. Kto wie co
        ich jeszcze moze spotkac- moze bedzie im lekarstwa kupowac?
        Ja wcale bym nie chciala zevby moje dzieci po liceum trzasnely drzwiami i
        powiedzialy dobra matka ani grosza od ciebie. ;)
    • rando Mam podobny problem 18.08.03, 15:30
      U mnie jest podobnie. Skończyłem studia kilka różnych kursów (co ciekawe za nic
      nie płacili moi starzy, zarabiałem na to sam). Wraz z końcem studiów przestałem
      również pracować i tak od ponadpół roku jestwm znów na garnuszku starych i moja
      odporność psychiczna jest na wyczerpaniu. Pozdrawiam.
      • Gość: paula Re: Mam podobny problem IP: *.era.pl 18.08.03, 15:51
        wiesz co?
        a może oni myślą, że to taka forma motywacji.
        jak zdałam maturę i nie dostałm się na studia dzienne, poszłam na zaoczne. moja
        mama ciągle podsuwała mi do czytania jakies artykuły o młodych ludziach, którzy
        robia niesamowite kariey. wtedy to jeszcze było możliwe, była połowa lat 90.
        było mi wtedy strasznie przykro. myślałam, że jest mną rozczarowana. teraz
        rozumiem, że chciała mi coś pomóc, podpowiedzieć, nie chciała, żebym siedziała
        bez sensu w domu. potem przeniosłam się na dzienne i niestety więcej płatne
        studia i nigdy mi nie wypominała pieniędzy.

        rando napisał:

        > U mnie jest podobnie. Skończyłem studia kilka różnych kursów (co ciekawe za
        nic
        >
        > nie płacili moi starzy, zarabiałem na to sam). Wraz z końcem studiów
        przestałem
        >
        > również pracować i tak od ponadpół roku jestwm znów na garnuszku starych i
        moja
        >
        > odporność psychiczna jest na wyczerpaniu. Pozdrawiam.
      • Gość: m.i.a Re: Mam podobny problem IP: *.kalisz.mm.pl 18.08.03, 18:30
        witam w klubie tych, którym na studiach było dużo lepiej niż po studiach jest,
        i to nie dlatego, że były zniżki na bilety :-). Będąc na studiach przez 5 lat
        musiałam troszczyć sie o wszystko, rodzice dawali mi ile mogli, ale nie było to
        dużo, więc albo dawałam korki, albo robiłam coś innym, by sie utrzymać a poza
        tym miałam stypendium naukowe. Moje wydatki rosły w miarę upływu czasu (bo
        inflacja i takie tam), a ja różnicę pokrywałam sama. Po studiach wróciłam do
        rodzinnego miasta i skończyło się. Tu bardziej cenią ludzi po zawodówce niż po
        studiach. Czasem wspominam sobie czasy studenckie i stwierdzam " ale było
        fajnie..." ale sie skończyło. Teraz mam pracę, całkiem ciekawą, bo sezon
        urlopowy i ludzie odpoczywają, a interes musi sie przecież kręcić :-), ale
        potem nie wiem co będzie. Czy zostanę, czy pójdę dalej szukać...tylko za bardzo
        nie ma już gdzie, bo to nie Warszawa.....tylko 110 tysięczne, kiedyś
        wojewódzkie miasto...
    • kara16 Re: Bezrobocie a rodzice 19.08.03, 10:54
      Witam wszystkich. Dorzuce swoje 3 grosze :) Jestem jedynaczka. Niestety nie
      z "tych" jedynaczek, ktore maja wszystko od swoich rodzicow. W moim domu zawsze
      pojawialo sie to samo zdanie od mamy: Nie mam pieniedzy. Wiec juz z
      przywyczajenia nie prosilam. Niestety nie dostalaam sie na studia (zabraklo mi
      trzech punktow) i po wielkich walkach zapisalam sie do studium (na moje
      nieszczescie platne) PO roku placenia za studium ojciec wyglosil gadke w styl "
      ile to ja sobie flakow wyprulem zebys ty sie mogla uczyc. Przez ostatni rok
      studium do czesnego dokladala babcia. Udalo mi sie skonczyc ta szkole jako
      najlepsza. Tydzien do odebrania dyplomu matka zapytala mnie kiedy mam zamiar
      zaczac szukac pracy bo ona nie ma mnie zamiaru cale zycie utrzymywac. (mialam
      21 lat) Powiedzialam jej ze nie ma pracy dla mnie po studium. Gadanina byla nie
      do wytrzymania. Dziwny traf chcial ze dostalam prace za cale 650 zł (3 lata
      temu), po poltora roku zmienilam prace na lepsza (zarobki trzykrotnie wieksze).
      Najlepsze bylo to ze zarabialam wiecej niz moja matka i wtedy wymyslila ze mam
      jej placic za to ze nimi mieszkam. Na szczescie wyprowadzilam sie do faceta i
      juz mi nikt tylka nie zawraca. Ale gadaie rodzicow jest totalnie dolujace.
      Pozdrawiam wszystkic bezrobotnych
      • Gość: agas Re: Bezrobocie a rodzice IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.01.04, 10:41
        po pierwsz nie nalezy sie zaniżac słusznosci niczyich wyborów, jesli ktos
        zdecydowal sie wyniesc z omu in iestudiowac, czemu nie, mysle, ze moze fajneij
        jest budowac, niz siedziec za biurkiem, a napewno lepiej placa, ja pracuje w
        dobrej i powazanej fimie-moja druga praca z kolei, ze jak ktos słyszy nazwe to
        mowi wow, a zarabiam ponizej 1000 i to w duzym miescie na wybrzerzu, oplacam
        studia zaoczne a za reszte tomoge sobie wacki kupic, przeraza mnie to ze gdyby
        nie mieszkanie z rodzicami, ktorzy mi pomagaja i zywia, to nie wiem jak bym
        sobie poradzila, a co z wakacjami? a o z feriami, marze o wyjezdezie w gory, o
        kursie nowego jezyka, o wyjsciu do kina nawet, bo kosztuje 20 zl, to szkoda, a
        zycie kosztuje, ciuchy, kosmetyki,zeby wygladac porzadnie, za co to? koszty
        zycia sa tak wielkie, ze ze strache patrze w przyszlosc, choc kochani rodzice
        moi sa, oni doceniaja moj zapal i naprawde intensywnie szukalam pracy i dalej
        bede, bo nie wyobrazam sobie egzystencji, bo nie zyje w afryce glodujacej i
        nie dotknal naszego kraju jakis kataklizm, wiec dlaczego nie mam zyc godnie?
        najwyrazniej praca to nie wszsystko, bo ja chce pracowac zeby miec na
        przyjemnosci, i nie mowie tu o wycieczki na karaiby, tylko zwykle wczasy,
        bilet do kina, n basen, czy silownie, nie wpomne o teatrze, ceny biletow sa
        poza moimi mozliwosciami, przeraza mnie to, serio, a jak wy na to patrzycie,
        wiem, powinnam sie cieszyc ze zyje i pracuje i mam za co jesc, ael czy nie mam
        racji, ze czysta egzystencja to bezsens? nawet zaczelam sobie biegac zeby sie
        wyluzowac i odstresowac, i jest to calkiem przyjemne, i najtansze
        najwyrazniej, ale jak mam biegac, gdy buty mi sie rozklejaja i obcieraja nogi
        bo sa wytarte, sami widzicie o co mi chodzi , dzis najmniejsza przyjemnosc
        kosztuje, mysle ze wiele ludzi mlodych szczegolnie o dotyka i najwyrazniej
        niedlugo depresja to bedzie nowa choroba wsrod mlodych ludzi. No oczywiscie
        nie tych lansujacych sie z kasa rodziców.

        koncze to uzalanie sie nad soba,
        i tak patrze optymistycznie w przyszlosc
        pozdrawiam
        • Gość: bella Re: Bezrobocie a rodzice IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.01.04, 22:54
          temat tego postu to jeden z moich podstawowych problemów.

          pochodzę z robotniczej rodziny. dla mojego ojca jego ojcowski obowiązek został
          spełniony bo miałam dach nad głową i jedzenie. natomiast dla mojej matki ważne
          jest by mieć jakąkolwiek pracę. pierwszy raz o tym ze muszę iść do pracy
          usłyszałam mając 16 lat. dodam że najpierw poszłam do zawodówki, bo nie
          wierzyłam że zdam egzaminy do liceum ponieważ zawsze słyszałam od matki jaki ze
          mnie głąb, a o moich szkolnych problemach nigdy nie raczyła się dowiedzieć.
          poszłam jednak potem do liceum bo byłam i jestem bardzo dobrą obserwatorką i
          widziałam że bez nauki ani rusz.liceum ukończyłam jako najlepsza w klasie oraz
          zdałam mature również bardzo dobrze. przez cały czas liceum musiałam pracować,
          bo mama powiedziała że nie bedzie mi dawać na kino czy coś tam bo nie ma. a
          teraz od 3 lat jestem bez pracy i żeby mieć jakąś pomoc od rodziców to mogę
          sobie pomarzyć. bardzo chcę isć na studia. tylko że one kosztują miesięcznie
          700 zł (psychologia - zaoczna) i oczywiście dla mojej mamy to nie potrzebne
          wydawanie pieniędzy. a na dzienne nie mogę iść bo muszę zarabiać. wyprowadziłam
          się do faceta, ale kiedy chciałam wrócić matka powiedziała że muszę się
          dokładać do wszystkiego. słyszę teksty że powinnam znaleźć bylejaką pracę,
          nawet w warzywniaku. nieważne że nie będę wtedy mogła studiować bo wiadomo ile
          się tam zarabia i jakie sa godziny pracy. wiem bo pracowałam w sklepie i kazda
          sobota pracująca, oraz 800 zł zarobku. nawet kiedy nie miałam eleganckich butów
          by móc się pokazac na rozmowie kwalifikacyjnej, bo stare były juz przechodzone
          i wołały jesć moja mama skwitowała, że przecież pracodawca bedzie wiedział że
          jestem bez pracy i nie stać mnie na nowe buty.

          moja matka nigdy nie dbała o to by jej dzieci miały łatwiej w życiu niż ona.
          ona wręcz chce bym tyrała w warzywniaku za grosze, a nie bym do czegoś w życiu
          doszła. niestety musze to stwierdzić że jest zacofana. przez całe życie, nawet
          w liceum nigdy nie miałam w niej oparcia. jest mi wręcz obca. i tak mnie
          wkurzaja jej poglądy że często nie moge sobie poradzić ze złością.

          nie chodzę do kina, ani na dyskoteki bo nie mam za co. aby nauczyc się
          obsługiwania komputera mialam bardzo duże trudności bo nie miałam gdzie. w
          szkole nie miałam, w domu niemiałam, a każdy znajomy który mógł, nie umiał
          znaleźć dla mnie czasu. dopiero jak zarobiłam, poszłam na kurs sekretarsko-
          asystencki i tam w wieku 21 lat mialam pierwszy kontakt z komputerem. teraz
          nadal mieszkam z facetem i to jego komputer a ja czuję się jakbym nie miała
          godności bo facet mnie utrzymuje. a dla mnie to wstyd.

          i teraz tez mam podobnie z angielskim. nie mam kasy by się go nauczyć tak by
          byc atrakcyjna na rynku pracy. bo oczywiście moja mama nigdy nie pomyślała żeby
          troche pomóc córce i już od młodych lat gdzieś ją zapisac.
          oczywiście jej wymówką jest że nigdy nie było pieniedzy w domu. ale ona nic nie
          robiła by to zmienić. a dodam że mam jeszcze dwójke rodzeństwa. starszy brat
          pracuje fizycznie a młodsza siostra ma 8 lat i moja mama gada że ona sobie sama
          zarobi na studia. nie zamierza stworzyć chociaz jej prawdziwej młodości, imprez
          studenckich, wypadów do kina czy coś.

          ja uważam, ze nie mam rodziny. jestem sama.
          • Gość: moki Re: Bezrobocie a rodzice IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.04, 17:25
            Witajcie w klubie. U mnie podobnie.
            Też rodzina robotnicza.
            Tyle że ja jedynaczka i jestem po studiach ekonomicznych niepaństwowych. Po
            studiach zaczepiłam się po znajomości w pracy w sklepie, a po znajomości to
            łatwiej wykorzystywać bo taki ktoś nic nie powie.
            Poszłam tam by nie siedzieć w domu i nie słuchać gadania rodziców. Pracowałam w
            tym sklepie po 12 godzin codziennie oprócz niedzieli. Wracałam do domu 10, 11
            wieczorem i nie wiedziałam jak się nazywam! W końcu dopadła mnie grypa i
            zrezygnowałam! Teraz rodzice gadają mi żebym tam nie wracała, a z drugiej
            strony gadają masz te studia mogłabyś coś robić!!!
            W dodatku mam problem z wymową i słuchem. Trudno z takimi problemami coś
            znaleźć!
            I jak tu za nimi trafić??!!!
            Ja już poprostu olewam to. Szukam innej pracy, ale na pewno nie takiej by
            siedzieć non stop w jakimś sklepie za parę groszy i dorobić się tylko grypy i
            nerwicy!!

            Pozdrówka dla tych co się z rodzicami użerają ;)






            • Gość: xyz Re: Bezrobocie a rodzice IP: *.11.15.vie.surfer.at 17.01.04, 18:07
              Czytajac te posty gotuje sie we mnie . Otoz to rodzice powinni prowadzic az
              do zamozpojscia swoja corkie a nie dolowac .Nalezy tez kupic mieszkanie nie
              mowiac juz o lozeniu na studia .Czcigodni ojcowie tak realizuja swoje dzieci .
              Trudno gdy rodzic obwinia o bezrobocie dzieci to jhest cos okropnego .
              • Gość: bella Re: Bezrobocie a rodzice IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.01.04, 13:24
                Niestety mój ojciec wolał wydać kase na wódę niż na rozwój własnych dzieci, a
                matka wolała cierpieć w milczeniu niż wziąść się w garść i stworzyć dzieciakom
                lepsze życie.

                niestety nie moge się uwolnić do tej pory od żalu do nich szczególnie teraz gdy
                tak mało umiem, mam małe doświadczenie, tylko wykształcenie średnie i nie mogę
                znaleźć od dłuższego juz czasu pracy, która pozwoliłaby mi na podjęcie nauki.
                poprostu udało sie im stworzyć osobe która bedzie jak oni tyrać za grosze.
                chyba tego właśnie chcieli:-(((((((((((((((((
                • Gość: Ania Re: Bezrobocie a rodzice IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 21.01.04, 06:00
                  Użalanie się nad sobą niewiele zmieni. Pretensje do rodziców, którym nie było
                  łatwo, jak sama piszesz są obrzydliwe. Nie wierze w to, ze mogłaś dotknąc
                  komputera dopiero w wieku 21 lat. W każdej szkole jest jakiś komputer, gdybyś
                  chciała, są kafejki internetowe, w których za parę złotych za godzinę można sie
                  sporonauczyć i dowiedzieć. Takie biadolenie nie zaprowadzi Cię nigdzie.
                  Nie miej pretensji do rodziców, którzy dali ci tyle ile mogli i intelektualnie
                  i fizycznie.
                  Zrób coś sama, pomyśl o swoich dzieciach, które zapewne chciałabyś mieć. Nie
                  wyższe wykształcenie jest podstawą dobrobytu, a wartości człowieka.
                  Uwierz w siebie i rozglądaj się w okół, równaj w górę...
                  • Gość: bella Re: Bezrobocie a rodzice IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.01.04, 14:11
                    a co ty możesz wiedzieć? w szkole nie miałam komputerów. w zawodówce też nie.
                    to były inne czasy, nie tak jak teraz. dopiero w liceum był trochę komputer.
                    nauka polegała na tym jak włączyc i wyłączyć komputer. po co miałabym
                    sciemniac?????? a kafejek tez kiedys nie było. za mioch młodzieńczych lat
                    internet nie był tak rozpowszechniony. a jak by były to nie było pieniedzy bo
                    pochodzę z biednej rodziny a dla mojej matki nauka takich rzeczy to zawsze była
                    strata czasu. i co ty możesz wiedziec o moich rodzicach? było im cięzko bo
                    nigdy nie robili nic by było lepiej. ojciec wolał chlać, a matka siedzieć cicho
                    i tylko płakała nad losem. nigdy nie interesowali się moimi sprawami. gdybym
                    bardziej się otworzyła i powiedziala co widziałam i słyszałam jako dziecko to
                    bys się zdziwiła. i nie biadole tylko opisuję jaki rodzice dali mi start. czyli
                    w ogóle mi go nie dali. moja matka w wieku 42 lat zaszła w ciążę bo myślała że
                    w tym wieku się już nie zachodzi. niestety to jest ciemnota.

                    nie oceniaj ludzi skoro nie masz pojęcia jaka jest prawda i co sie naprawde w
                    rodzinie działo.

                    a wykształcenie jest jednym z aspektów które pomagaja w zdobyciu dobrej pracy.
                    a wartość człowieka to zupełnie co innego. dla swoich dzieci to powinno byc
                    słowo "kocham" to powinno byc zrozumienie itd. a nie tylko karmienie, ubieranie
                    itd.

                    MOI RODZICE NIC MI NIE DALI ANI FIZYCZNIE, A NAPEWENO JUZ NIC INTELEKTUALNIE.
                    i wiedz, ze przez to mam tak skrzywiony obraz rodziny ze nie chcę mieć dzieci.
                    bo teraz sama nie potrafię dawać miłości innym.

                    więc daruj sobie swoje wywody lub wgłębiaj sie bardziej w temat a nie zarzucaj
                    komus kłamstwo i to jeszcze bezsensowne.

                    i co to za rada"> Uwierz w siebie i rozglądaj się w okół, równaj w górę..."
                    to nic konkretnego, kiedy nie ma się wykształcenia, pieniędzy i tyra się za 800
                    zł. i co najgorsze nie ma się w nikim oparcia. musisz niestety sie dowiedzieć i
                    wziąść to pod uwagę, ze niestety TACY LUDZIE ISTNIEJĄ. i niestety przeważnie
                    takim ludziom sie nie wierzy, bo każdy patrzy przez pryzmat tego co widzi na
                    zewnątrz, ale to co się dzieje w czterech ścianach nikt niewie. tylko osoby tak
                    mieszkajace.
                    • Gość: Kamil Re: Bezrobocie a rodzice IP: *.e-data.net.pl 24.01.04, 02:43
                      Bella! Nie przejmuj się Anią. Zawsze znajdzie się jakiś kretyn jak ona piszący
                      bzdety.
                      Pozdrawiam!
                      Kamil
                      • Gość: BELLA Re: Bezrobocie a rodzice IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.01.04, 15:17
                        Dzięki Kamil. chyba przewaznie takie głupoty piszą ludzie, którzy nie wiedzą
                        jak to jest "byc pisklakiem bez piór wyrzuconym z gniazda":-))))))))
                        pozdrawiam

    • Gość: Zuza Re: Bezrobocie a rodzice IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.01.04, 08:48
      Po prostu muze sie dopisac. Otoz u mnie sytuacja wyglada nastepujaco: mam 21
      lat, pracuje od 3 lat jako sekretarka-asystentka. Zarabiam 1500 netto.
      Mieszkam z rodzicami. Wczoraj wzielam pozyczke na 10 000 zł dla moich
      rodzicow, bo oni nie maja warunków (tata pracuje w wolnym zawodzie, nie jest w
      stanie udokumentowac zarobkow, a mama jest bezrobotna). Powodzi nam sie
      niezbyt przyjemnie. Najgorsze jest jednak to, ze mam swiadomosc, iz nie moge
      miec oparcia w rodzicach finansowego, w wrecz przeciwnie, to ja do nich
      dokładam. Nigdy w zyciu nie bedzie mnie stac na wlasne mieszkanie. Moj chlopak
      tez jest jeszcze na utrzymaniu rodzicow, tyle ze on nie pracuje. Powiedzcie mi
      jak do cholery w takiej sytuacji mamy sobie ustawic przyszlosc? Ostatnio moj
      tata powiedzial, ze na slub i wesele on nie wylozy grosza, bo go na to nie
      stac. To jest dopiero oparcie w rodzicach. Wiec do cholery kto ma wylozyc? A
      co z mieszkaniem? Wspolnym zyciem? Nawet boje sie myslec o przyszlosci. A
      pracowac mi sie powoli odechciewa, bo w zasadzie nie otrzymuje z pensji ani
      grosza, wszystko przechwytuaja moi rodzice. Ech...
      • Gość: bella Re: Bezrobocie a rodzice IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.01.04, 11:42
        zazdroszczę ci tej pracy bo takiej właśnie szukam, ale nie zazdroszczę tego że
        pracujesz na utrzymanie rodziców. niestety większość rodziców zamiast juz w
        młodości myslec o tym, kombinować, dążyć do tego by później dzieciom było
        lepiej niż im, to oni dziecko traktują jako fundusz emerytalny. a dzieci rodzi
        się dla świata, nie dla siebie. mój brat tez utrzymuje moją matkę i pewnie tak
        bedzie do śmierci. a ona nie widzi w tym nic złego.

        może to brutalne co napiszę, ale jeżeli będę biedna, sama będę się ledwo
        utrzymywać tak jak jest teraz to nie bedę miała dziecka by nie rodzić
        następnego biedaka,który bedzie się męczyc tak jak ja. jak urodzę dziecko to
        tylko dlatego by miało lepsze życie niz ja, a nie dlatego że wypadałoby miec
        dziecko, czy z innych podobnych powodów.

        a masz chociaż psychiczne oparcie w rodzicach?
    • Gość: Kamil Re: Bezrobocie a rodzice IP: *.e-data.net.pl 24.01.04, 03:19
      He! Widzę że nie jestem sam Lauro26. Podpisuję się pod tym co napisałaś.
      Dorzucam jeszcze parę kwiatków moich starych:
      "Dlaczego wszyscy twoi koledzy mają pracę, a ty nie?"
      Otóż wyjaśniam: połowa kolegów i koleżanek magistrów zmywa gary w Anglii, a
      druga połowa pracuje bo (uwaga!) starzy załatwili im pracę. Nie raz im to
      wygarnąłem przy okazji kolejnej pogadanki na temat koszmarnych kosztów
      utrzymania mnie darmozjada.
      "Nie będziemy cię utrzymywać do końca życia! Jak do końca lutego nie znajdziesz
      pracy, to pakuj się!" (najnowszy text starego).
      Z ciekawostek: w zeszłym roku załatwili mi pracę (to był jeden raz) - miałem być
      ochroniarzem w sklepie na pół etatu (ja: mgr, studia podyplomowe). Uch! Ale była
      awantura, że za chiny ludowe nie skorzystam z ich wspaniałej oferty, i
      argumentacja w stylu: "od czegoś trzeba zacząć!" itd... Ciekawe co bym za rok
      wpisał do CV? Mgr, inż, doświadczenie - pilnowanie regałów z piwem.
      Siedząc w domu robię wszystko, żeby nie wchodzić im w drogę. Nie ciągnę od
      starych jakiejś koszmarnej kasy (oboje pracują). Fajki, gazeta i "zresetować"
      się raz na tydzień to są moje wszystkie potrzeby.
      Staram się nie słuchać ciągłego marudzenia i wypominania. Robię swoje, czyli
      szukam pracy tak jak umiem. Ale czasem tak mi dają w kość, że żyć mi się
      odechciewa. Zero zrozumienia. Zero.

      P.S. Proszę nie odpisywać na mój post w stylu: schowaj swoją magisterską dumę
      itp. Albo: jak ja zaczynałem pracować 10 lat temu to... (10 lat temu to był raj
      na ziemi).
      • Gość: corgan nie, nie nie... IP: *.chello.pl 24.01.04, 13:45
        nie chowaj swojego dyplomu do szafy. nikt nie upowaznia cie do zmuszenia do
        pracy jako ochroniarz. Ja bym sie wahal czy to podjac. Z tego prostego powodu,
        ze jakbys chcial szukac innej pracy to co wpiszesz w cv? Pilnowanie dzemu i
        serka?

        Sa kretyni [spotkalem takich niestety] ktorzy mowia jak to oni kiedys dawno
        [faktycznie dawno] zaczynali od sprzatania ulic a teraz maja wlasne firmy itp.
        Tyle ze ja tez kiedys pracowalem w hucie szkla i nawet na budowie ale to bylo w
        1990 i mialem wtedy 19 lat i zaczynalem studia i moglem sobie to potraktowac
        jako prace wakacyjna. No ale to bylo faktycznie dawno temu :(

        Gdybym dzis zaczynal start to raczej nie podejmowalbym pracy fizycznej,
        poniewaz istnieje ryzyko, ze pracujac tak moglbym utknac na wiele lat na tej
        samej pozycji. Na pewno spieprzylbym dawno z domu gdziekolwiek bo gdyby zyl moj
        ojciec to byloby nieustamme peierd.olenie ze "mam mu zwrocic to wszystko to co
        on na mnie wydal itp". Takie jazdy juz sie zaczely jak konczylem liceum wiec
        wiedzialem co sie swieci.

        Wczoraj mialem awanture z matka, ktora splaca za mnie debet ktory wziela aby
        dac mi pieniadze jak nie mialem pracy, ze powiniennem ja po rekach calowac itp.
        a ja "pyskuje". Pyskowanie tj. wyrazenie wlasnego zdania. Inni nazywaja to
        asertywnoscia. Problem polega na tym, ze matka dajac mi kase chce wymusic na
        mnie "autorytet".

        I tak mi sie wydaje, ze w rodzinach w ktorych brak normalnej relacji miedzy
        ludzmi [jak moja rodzinka :) ] albo jesli jedynymi ukladami sa zwiazki
        pieniezne [znowu moja rodzinka + prymitywny i zakompleksiony na maksa ojciec] i
        zadne inne to one bardziej sypia sie jesli zdarza sie jakas katastrofa typu
        choroba [np. u mnie w rodzinie], bezrobocie, nagle przejscie na rente to nagle
        wszystko sie wali i slyszy sie teksty "jak to sie jeszcze raz powtorzy [choroba
        matki] to ojciec ja zostawi" albo "ja musze mu splacic wszystko to co on na
        mnie wydal" itp.

        Jesli slyszysz text "Jak do końca lutego nie znajdziesz pracy, to pakuj się!"
        to ja bym naprawde sie spakowal. Autentycznie. nie wiem jeszcze dokad bym
        wyjechal, ale na pewno bym wyjechal. Moje kontakty z rodzina na pewno by sie
        rozluznily. Dopiero wtedy "milosc rodzicielska" by odzyla... mozesz byc tego
        pewien. Tak mialem i ja i paru moich znajomych. Moj kumpel mial ciagle w domu
        pieprzenie zeby po studiach natychmiast znalazl prace. Jak sie okazalo ze sie
        wyprowadzil, znalazl w sumie niezla prace i dopiero wtedy zmienily sie jego
        relacje z ojcem.
        • Gość: Bella Re: nie, nie nie... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.01.04, 15:26
          Jejku, widze że ten problem jest jednak częsty.

          wiecie co? ostatnio znowu kłóciłam się o to z matką, że nie dała mi nic bym
          mogła lepiej życ niz ona, a ona na to że wszyscy rodzice teraz nie maja
          pieniędzy i wszystkie dzieci pomagaja rodzicom. a ja na to ze oczywiscie ale
          nie w wieku 16 lat jak ja musiałam, poza tym studiują dziennie i w wakacje
          sobie dorabiają lub studiuja prywatnie ale nigdy nie usłyszeli od rodziców że
          muszą płacić za utrzymanie. i postanowiłam wydrukowac jej wasze wypowiedzi, bo
          jej zacofanie i brak wiedzy dotyczące tego problemy jest zastraszajace. mam
          nadzieje że nie macie nic przeciwko.

          życzę wam i sobie siły oraz zmiany sytuacji zyciowej na lepszą. nawet niewiecie
          jak bardzo pomaga mi psychicznie pisanie na tym forum. nie czuje się sama.

          pozdrawiam
          • Gość: Kamil Re: nie, nie nie... IP: *.e-data.net.pl 25.01.04, 23:39
            Też myślałem o wydrukowaniu tego wątku i przedłożeniu go moim starym, ale
            stwierdziłem, że szkoda papieru, bo zareagują na to tak jak reagują na
            informację w TV o czterdziestoprocentowym bezrobociu wśród ludzi w wieku 25-30
            lat, czyli: jednym uchem wlatuje, drugim wylatuje. A jak Tobie poszło Bella?
            Dodam jeszcze informację o sobie: jestem jedynakiem, oboje rodzice pracują,
            mieszkam w regionie o największym bezrobociu w mieście Koszalinie. W
            poniedziałkowej Wyborczej ogłoszenia „dam pracę” z Koszalina można policzyć na
            palcach jednej ręki drwala po wypadku z piłą łańcuchową – nie ma nawet gdzie CV
            wysłać, ale starzy nie kumają...
            Opieprzyli mnie nawet za to, że wydaję ich pieniądze na zakup lokalnych gazet –
            dobre nie? Od jutra spróbuję szukać pracy telepatycznie.

            Corgan, piszesz żebym wyjechał. Od dawna już o tym nie myślę. Nie ma dokąd, do
            kogo i nie ma za co (objaw depresji?). Końcem końców większości moich znajomych
            którzy wyjechali do innych miast, rodzice dokładają po parę stówek miesięcznie,
            żeby nie zdechli z głodu – czyli uzależnienia ciąg dalszy. W ogóle mam deprechę
            i tyle.

            Kwiatki:
            Przy ostatniej awanturze (o kasę jak zwykle) starsza kolejny raz wygarnęła mi,
            że „zawiodłem ją”. He! No comment...
            I jeszcze jeden fajny text. Jak zwykle zasłyszany w pracy przy kawce przez moją
            starszą: „Córka koleżanki wyjechała do Nowej Zelandii. Załatwię ci adres biura
            które pośredniczy w tych wyjazdach.” Ech. Nie wiem czemu, ale chciałbym
            pracować w tym piep.rzonym kraju, a gary już zmywałem w UK i wiem, że bagno
            wciąga, więc odpowiedziałem: „Wiesz, zapisz mnie lepiej na załogową wyprawę na
            Marsa.” Nie zrozumiała oczywiście o co mi chodzi.

            Pozdrawiam!
            Kamil

            P.S. Jutro poniedziałek. Kupię Wyborczą. Przejrzę ogłoszenia i... znowu dostanę
            doła.
            • Gość: bella Do Kamila IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.01.04, 13:22
              witaj,

              jeszcze nie byłam u matki, bo staram się jeździc tam bardzo rzadko, tylko wtedy
              gdy musze zawieśc pranie:-)))))(nie mam pralki) ale po twoim poscie doszło do
              mnie, że jeżeli ja przedłożę matce te posty to ona tylko powie z
              satysfakcją "widzisz, wszyscy tak mają, wszyscy rodzice nie maja pieniędzy,
              widzisz, oni tez nie dali lepszego startu swoim dzieciom" itd. i nie dojdzie do
              niej sedno sprawy, że chcemy czegoś więcej od zycia i ze naprawdę nie ma dobrej
              pracy oprócz tyrania w supermarketach.

              oj, byłam w Koszalinie. dla mnie to fabryczne miasto, bardzo smutne. a ja
              mieszkam w warszawie i oczywiście jest praca, duuuuuuuuuużżżzooooo pracy. ale
              takiej za 800 zł, lub 1000 góra, 7 dni w tygodniu, często po 10 godzin. i dla
              mojej matki to nie problem, bo ważne jest miec kasę a na rozwój? po co? komu to
              potrzebne? owszem mozna pracowac za 800 zł jeżeli mieszka się z rodzicami, jest
              wikt i opierunek. a ja? muszę też płacic za swoje rachunki, za wynajem
              mieszkania ( bardziej chcę, bo nie chcę by chłop mnie utrzymywał a on tez
              zarabia z 1000 zł)a co dopiero szkoła, jakieś kursy itd.

              Kamil, ja tez mam taka deprechę, ze czuję, ze nigdy nie przestanę myśleć w
              czarnych barwach. czuję się głupią, nic nie warta osobą. i najgorsza jest ta
              bezsilnośc i brak zrozumienia kogokolwiek. nie mam już energii do ciągłej walki
              o byt.

              wczoraj gadałam z matką. powiedziała że z kims tam rozmawiała o pracy dla mnie
              w jakimś biurze. i ten ktos pytał się jaką szkołę skonczyłam itd. wiesz, że ona
              nawet nie wiedziała jaką ja szkołę mam ukonczoną??????????????????????????!!!!!
              własna matka nie wie nic na temat własnych dzieci!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!


              a jeżeli chodzi o wyjazd, to na to tez trzeba mieć kasę. chyba że się ma gdzieś
              tam rodzinę, lub znajomych. ale ja tez nie mam nikogo za granicą. wtedy trzeba
              opłacić przejazd, stancję, jedzenie itd. a znaleźć pracę w obcym sobie państwie
              gdy się nikogo nie zna to jest problem.

              dziś kupiłam gazetę wyborczą. znalazłam trzy oferty dla siebie do wysłania
              mailem. robię tak od dłuższego czasu i nikt sie nie odzywa. nienawidze
              poniedziałków i tych ogłoszeń.

              trzymaj sie Kamil. pamiętajmy o tym ze nie jestesmy sami.
              serdeczności
              Bella


    • Gość: maca Re: Bezrobocie a rodzice IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.02.04, 13:06
      mam to samo!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka