moore_ash
08.01.04, 19:07
witam!
naj mi pozyczyla kurs holenderskiego co bym sie w koncu zaczal uczyc.
przyznam sie , ze kurs mi sie podobal. mysle, ze dal mi wiecej niz lazenie
na te poniedzialkowe wieczorki przy samowarze.
podobal mi sie do wczoraj.
wczoraj wzialem do rak lekcje czternasta i co mnie tam (m.in.) ucza?
ano:
bah- fu (odczucie wstreu, odrazy)
mmm- mm (odczucie zadowolenia, aprobaty)
hè - oj, (nieprawdaz)
i ja sie teraz zapytuje:
co to do ch... ma byc?:)
lekcja wczesniej czas przeszly dokonany a tu mi wyskakuja z jakimis ochami
mniammniamami i FU???? co to w ogole jest po polsku to FU? ktos tak mowi????
bo mi to sie tylko z kung fu kojarzy, ale ja mam zboczone skojarzenia...
bez sensu... zamiast sie uczyc to sluchalem tam i nazad jak koles z tasmy
uczy mnie wymawiac MMM (tak jakbym nigdy nie sluchal crash test dummies). w
ogole to zastanawiajace, ze holenderskie mmm ma trzy M a polskie ma tylko
dwa. zawsze w dupie. a to OJ tez jest dobre. pomine skojarzenia z okrzykiem
modnym wsrod tych palantow co to na meczach rzut siedzeniem uprawiaja, ale
jak to w ogole bzmi???
takie zdanie mam na ten przyklad.
hè, bah! dit smaakt vies! - oj, fu! to smakuje obrzydliwie!
:)))
no nie... przeciez jakbym z czyms takim przy stole wyskoczyl to by
biesiadnicy ze smiechu powariowali!
rece mi opadly...
dobrze, ze to ostatnia lekcja i biore sie za jakies powazniejsze ksiazki:)
pozdr.
tb w szponach edukacji... (a obecnie na wagarach przed komputerem:P)