Niby ten sam jezyk

16.01.04, 08:35
a jednak tak rozny.
Do naszego wielonarodowego grona dolaczyla jakis miesiac temu Nowozelandka i
zaczely sie wrecz histeryczne przeboje jezykowe. Ichniejsze, calkiem
niewinne powiedzonka, sa tutaj raczej obelzywe i odwrotnie. Przykladowo:

1. Smiejac sie mowi jednemu 'you are nothing but a PIMP!'. Chwilowa
konsternacja a potem smiech. PIMP = skarzypyta, a nie sutener (obelzywe).

2. What a BUM! You are such a BUM! (NZ) = What an ASS! You are such an ASS!
(obelzywe).
U nas natomiast BUM to obibok, wloczega.

3. Three, soft, pink RUBBERS (trzy, miekkie, rozowe gumki do wycierania w NZ)
a w US? Rownie miekkie, rozowe prezerwatywy, hehehe...

4. Patrzy z podziwem na moj olbrzymi, bialy futrzak i gladzac go sie
pyta 'Is it foreskin?' (napletek) - przynajmniej tak zabrzmialo. :-O
Co sie okazalo, u siebie moga kupic 2-skin, 3-skin albo 4-ski futrzaki. Do
lez sie z tego napletkowego futrzaka usmialysmy...

5. Root, rooting = to have sex ....

Tyle zapamietalam na dzisiaj. A moze ktos jeszcze cos dorzuci...?
    • maria421 Re: Niby ten sam jezyk 16.01.04, 13:43
      Niby ten sam jezyk, lecz w Poznaniu jedza PYRY,a w Lodzi KARTOFLE, choc i jedni
      i drudzy placa za ZIEMNIAKI.

      Niemcy jedza Brötchen (bulki), a Bawarczycy Semmel.

      Po niemiecku styczen to Januar, ale po austriacku Jenner.

      Wezel autostradowy to w Niemczech Kreuz, w Austrii Knoten.
      • don2 Re: Niby ten sam jezyk 16.01.04, 13:49

        bo wezel to knoten raczej niz kreuz-skrzyzowanie.Austriacy to wiadomo klasa!
        • ertes Re: Niby ten sam jezyk 16.01.04, 21:29
          Moja kolezanka wiele lat temu przyjechala do Niemiec do Dusseldorfu.
          Mieszkalismy niedaleko Karlsruhe. Pojechal po nia maz.
          Jada autostrada i wreszcie nie wytrzymala i sie pyta:
          "Czy u nich te wszystckie miasta sie nazywaja Ausfahrt?"
    • ertes Re: Niby ten sam jezyk 16.01.04, 21:34
      W Kanadzie jest taka znana firma Roots.
      Ubrala bodajze kanadyjska ekupe olympijska w Nagano.
      Moj kolega Australijczyk mial niesamowity ubaw z powodu nazwy :)
      • zjawa64 Re: Niby ten sam jezyk 17.01.04, 01:20
        Mam kolezanke-krakowianke, ktora to po ukonczeniu teatrologii na Miodowej ,
        zostala na slale w Warszawie.
        Do dzisiaj, dziewczyna ta mowi, ze “idzie na pole“ i, ze musi „zmywac
        statki“ bo nie stac ja na zmywarke....:)))
        Polska wprawdzie wieksza jest od Szwajcarii (ewenement europejski)...:))), a
        odleglosci miedzy Krakowem a Warszawa nie mozna chyba porownywac z kilometrami
        dzielacymi Australie z kontynentem amerykanskim, a jednak gwary i regionalny
        dialekt sa zauwazalne, czasami niezrozumiale czy poprostu smieszne...

        Tutaj (na p2) ponoc wiekszosc Krakusow?

        „Niech zyje bal ... i ... rejsy dalekomorskie...hej!“
        • maria421 Re: Niby ten sam jezyk 17.01.04, 07:44
          Spotkalam kiedys w Niemczech ludzi ze Starego Sacza. Oni tez mowili ze ida "na
          pole", co mnie bardzo dziwilo, bo wkolo nie bylo zadnego pola. Dopiero po
          jakims czasie polapalam sie ze "na polu" to znaczy "na dworze", "na zewnatrz".

Inne wątki na temat:
Pełna wersja