swiatlo
12.11.04, 19:07
Na początku podam cudowny cytat z pewnego artykułu z GW:
"Powoli wychodzi brutalna prawda o imigrantach. Setki tysięcy niepiśmiennych
ludzi z plemienną kulturą przeniesiono do Holandii jak rzodkiewki, a potem
zasłodzono, zagłaskano ich odmienność w nadziei, że tej odmienności w
zasadzie nie ma. Dopóki starczyło pieniędzy, można było co bardziej
drastyczne różnice przykryć płaszczem hojnych subsydiów - zauroczyć potokiem
politycznej poprawności. Niestety, pieniądze się skończyły.".
Jak to czytam, to jakbym czytał samego siebie to co przez lata krzyczałem jak
ten samotny głos na pustyni. Od razu zaznaczę że jestem zajadłym wrogiem tego
tworu zwanego "multikultur", a arcykapłanów nowej religi o nazwie "polityczna
poprawność" darzę podobną odrazą jak i islamskich terrorystów.
Zwykle tak bowiem bywa, że tych z twojej własnej grupy którzy stają przeciwko
tobie po stronie twoich wrogów i zabójców nienawidzisz nawet więcej niż
samych zabójców.
Mieszkałem w Kanadzie i poznałem owo multikultur: azjatyckie lobby w
korporacjach oficjalnie i otwarcie oczyszczające korporacje z wszelkich nie-
azjatyckich pracowników, getta muzułmańskie żywiące się nieukrywaną
nienawiścią do wszystkiego co niemuzułmańskie, różne ruskie czy wietnamskie
mafie, polskie pisemka dyszące obsesyjną nienawiścią do Żydów, czystki na
kanadyjskich posadach rządowych polegające na usuwaniu pracowników
pochodzenia europejskiego w celu masowych zatrudnień tzw mniejszości,
nietykalność mniejszościowych gangów przestępczych, zakaz prowadzenia
jakichkolwiek badań statystycznych, agresja i terror mediów, zakulisowe i z
dala od woli wyborców przepychanie przeróżnych niepopularnych praw
faworyzujących tzw mniejszości. Można opowiadać w nieskończoność.
Teraz czytam o Holandi, tym koronnym przykładzie tzw tolerancji i
multikulturowości. Widać jak na dłoni do czego prowadzi nachalne zawracanie
rzeki. Do czego prowadzi bezmyślna ingerencja w naturę, do czego prowadzi
rzucanie się z motyką na misterne mechanizmy społeczne, które funkcjonują
dobrze jedynie wtedy jeśli pozostawi się ich samych sobie i pozwoli na
naturalną ich ewolucję. Że wszelka ingerencja w naturalność procesów
społecznych, podobnie zresztą jak z całą przyrodą, prowadzi prędzej czy
później do katastrofy.
Mała dywagacja:
C-J podał kiedyś z okazji jakiejś dyskusji o tolerancji argument tzw
racjonalności. Nawoływał aby nie kierować się emocjami.
O ironio: to właśnie emocje powstrzymują nas obecnie przed pogromami. To z
powodu sumienia, które to jest niczym innym jak pochodną emocji, nie
przychodzi nam jeszcze do głowy aby palić meczety i deportować wszystkich
muzułmanów. Wyobraźcie sobie, że jeśliby zastąpić wszystkich Europejczyków
tzw racjonalnymi i czysto logicznymi robotami, to już za tydzień w Europie
nie byłoby ani jednego muzułmanina.
Tak więc hodujmy w sobie te nasze emocje, dzięki nim jeszcze jako tako
funkcjonuje ta nasza cywilizacja.
Wracjąc do multikulturowości: rozumiem swoje własne argumenty i rozumiem
doskonale moje podejście. Jednak chętnie posłucham odwrotnych argumentów.
Proszę jednak o podanie konkretnych rozwiązań jak zrobić aby ten twór
zwany "multikurowość" działał w praktyce i w konkretnych życiowych
sytuacjach, a nie tylko na sloganach tak często wykrzykiwanych przez
arcykapłanów politycznej poprawności.