Dodaj do ulubionych

Dokad zmierza szwedzka rodzina - co Wy na to?

09.04.05, 19:50
Dobry artykul :)

serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34257,2624166.html
Dodam ze moj 15-letni syn mieszka tak wlasnie, tydzien u mnie tydzien u swego
ojca. Mieszkamy blisko siebie wiec syn ma blisko do szkoly od obojga.
I wiecie co? Musze przyznac ze jest wspaniale miec wolne co drugi tydzien.
Wolne od gotowania, sprzatania, marudzenia itd co drugi tydzien. Czas jedynie
dla siebie.
Juz widze jak Swiatlo bedzie potepiac...

;)
Obserwuj wątek
    • ani-ta Re: Dokad zmierza szwedzka rodzina - co Wy na to? 09.04.05, 20:08
      dostalam link do tego artykulu od aki jakis czas temu:)
      czytaj pomyslalam wlasnie o Tobie;))

      dokad zmierza?
      chyba do normalnosci rodzin rozwiedzionych, a co za tym idzie - normlanosci
      warunkow dla dzieci?
      jest to zdecydowanie lepsze wyjscie niz obarczenie jednego z rodzicow
      wychowywaniem dzieciakow i dawanie wolnego drugiemu. w koncu rozwod sie bierze
      od malzonka a nie od dziecka? chyba, ze szanowny rodzic mysli inaczej?

      jakis czas temu ogladalysmy z mloda film familijny, w ktorym dzieciaki wlasnie
      tak mieszkaly... przy czym uklad byl fajnie "skompikowany" - dwie pary rodzicow
      rozwiedzione i WSPOLNE dzieci miedzy nimi:))) ja na koniec zorientowalam sie -
      ktore jest ktore i do kogo w pierwszym rzedzie nalezalo:)

      ale zeby nie bylo zbyt slodko...
      czy wiesz cos o drugiej stronie medalu?
      co z dziecmi, ktorych rodzice mieszkaja z decydowanie dalej od siebie? dwie
      szkoly? dluzszy cykl? jak wyglada ich adaptacja w dwoch roznych (zupelnie - dla
      zaostrzenia tematu) srodowiskach?
      jakies patologie? brak przynaleznosci? czucie sie jak pileczka pingpongowa?

      pytam serio...
      bo idea piekna i wierze w jej egzekwowanie w pozytywnym slowa znaczeniu, ale
      wiem tez, ze wymaga sporo wysilku, aby mogla byc spelniona.
      • don2 Re: Dokad zmierza szwedzka rodzina - co Wy na to? 09.04.05, 20:35
        po pierwsze -kogo obchodzi dokad zmierza szwedzka rodzina? a niemiecka ,japonska
        a portugalska ? Co niemca lub polaka obchodzi szwedzka rodzina? skad taki polak
        itd ma znac geneze takich czy tez innych procesow zachodzacych w innych
        spoleczenstwach.Co Juanita z Bilbao lub Zosia z Mlawy sadzi o tym,?skad ma
        czerpac informacje i czy nie ma innych zmartwien?
        --------------------------------------
        • ani-ta Re: Dokad zmierza szwedzka rodzina - co Wy na to? 09.04.05, 20:47
          Juanita z Bilbao jest osoba ciekawa swiata.
          przeto pozwala sobie czytac i pytac.
          co jak do tej pory nie bylo tepione:)
    • wkrasnicki Do raju 09.04.05, 20:37
      Tak to prawda, stwierdzam po latach błądzenia i udawania, że facet to coś różnego od kobiety oprócz
      kilku detali anatomicznych.
      Niestety dla mnie już za późno, ale rwąc szaty made in China (obstawiam w ciemno bo metka sprana),
      cierpię widząc jak kaleki byłem w swym samczym zadufaniu, próbując we własnym egoizmie zaspokoić
      potrzeby rodzinne w taki sposób, który jedynie moją szowinistyczną pychę mógł zaspokoić, bez
      baczenia na upokorzenie żony i okaleczenie emocjonalne dziecka.

      Dziś gdybym w sposób jakiś mógł czas cofnąć najchętniej zostałbym mężem feministki, która dzielnie
      by mnie utrzymywała przy życiu, dbając żeby mnie nie urazić haniebnym wręczaniem pieniędzy na
      życie i przepraszając, że ona zarabia, a ja nie.
      Dziecko/ci, oczywiście należałoby skierować do odpowiedniej placówki celem rozwoju społecznego,
      bo wiadomo wszak, iż zestresowany, cierpiący ojciec nie potrafiłby tego uczynić w profesjonalny
      (zanotujcie to słowo) sposób.
      Patriarchat trwał zdecydowanie zbyt długo- pora na matriarchat- okres przejściowy (raz tu raz tam)
      jest nam niepotrzebny- półśrodki to zaniechanie i tchórzostwo.
    • ro-bert Re: Dokad zmierza szwedzka rodzina - co Wy na to? 09.04.05, 20:39

      Swiatlo nie jestem, potepiac tez nie zamierzam ale jesli juz o zdanie
      pytasz...:)
      Roli tradycyjnej rodziny zastapic nie jest w stanie nic. Szukanie form
      zastepczych gdy "regularna rodzina" przestaje funkcjonowac jest OK. Zadna z
      tych form nie jest w stanie dorownac jednak oryginalowi.
      • don2 Re: Dokad zmierza szwedzka rodzina - co Wy na to? 09.04.05, 20:57
        jak kogos mecza dzieci i tak pieknie miec je tylko co jakis czas ,to powinien
        je sprzedac lub oddac w leasing.Wszelkie experymenty rodzinne to jedno wielkie
        gowno,majace na celu zatuszowanie prawdziwego zanikania ,normalnej rodziny .
        leniwe baby,otepieni piwem i futbolem ojcowie-zaharowani na smierc rodzice ,by
        zarobic na plazme i nowe auto.Zbyt mlodzi rodzice itp.jeden wielki galimatias-
        dzieci zyjace samopasm z kluczem na szyji,nie znajace smaku domowego
        jedzenia.Dzieci ,ktore nie rozmawiaja z rodzicami,bez jakiegokolwiek poczucia
        wiezi rodzinnej.Dzieci zbywane kartonem pizzy i butelka lemoniady,by nie
        przeszkadzaly patrzec na oglupiajaca TV.nastolatki nie umiejace ani czytac ani
        pisac,odzywajace sie do rodzicow jak do obcych,popadajace w alkoholizm i
        narkomanie.szukajace jakiegos poczucia ciepla i wspolnoty w podejrzanych sektach
        to szwedzki obraz na dzis.O rodzinach kolorowych immigrantow lepiej nie pisac.
        I jest gorzej jak napisalem.I to nie jest nic nowego i od dzisiaj.Niewiele
        dzieci i to z wyzszej klasy socjalnej ,lub rodzin religijnych,zyje w normalnych
        rodzinach-reszta to bagno i generacja bezrobotnych debili ,zyjacych na socjalu
        itp.Ten kraj gnije od dawna-socjaldemokraci i liberalne eksperymenty
        doprowadzily ten kraj do ruiny.A najwiekszym winowajcom jest Palme ze swoja
        reforma edukacji i wychowania. Dokad zamierza szwedzka rodzina? ano do pizzerii
        by kupic kartony z pizza i usiasc w domu kazdy w swoim kacie,potem wyrzucic
        kartony ,pierdnac glosno w obecnosci wszystkich i wyjsc na ulice ,bo w domu
        pusciej i nudniej jak pod kioskiem z kielbasa lub na dworcu metra.
        • don2 Re: Dokad zmierza szwedzka rodzina - co Wy na to? 09.04.05, 21:14

          anita napisala:
          pytam serio...
          bo idea piekna i wierze w jej egzekwowanie w pozytywnym slowa znaczeniu, ale
          wiem tez, ze wymaga sporo wysilku, aby mogla byc spelniona


          Idea piekna? czy ty wiesz o czym ty bredzisz? piekna idea to normalna rodzina
          tradycyjna .dzieci powinny zyc w normalnym domu a nie w jakiejs kretynskiej
          kombinacji i pomieszaniu.I co powinne nasladowac rodzicow w swoim zyciu
          rodzinnym? Idiotyczne mrzonki zdurnialych zupelnie pseudosocjologow.

          --------------------------------------
          • ertes Re: Dokad zmierza szwedzka rodzina - co Wy na to? 09.04.05, 21:29
            Jednak w sytuacji rodzicow rozwiedionych jest to niezle wyjscie choc nie zawsze
            najlepsze. Bardzo czesto rodzice maja inne zasady wychowania. Mowiac najprosciej
            to co wolno u jednego w domu, moze nie byc wolno u drugiego. I jest to podloze
            do konfliktow i skonfudowania mlodego czlowieka. Jednak taka sytuacja i tak jest
            duzo zdrowsza niz gdy rodzice zieja do siebie nienawiscia ktora dziecko chlonie
            jak gabka.
            Ojciec mojego dziecka mieszka w Vancouver. I wcale nie narzekam.
            Tyle ze ten tydzien bez obowiazkow bardzo by sie przydal niz dwa razy do roku
            wyjazdy :)
            • don2 Re: Dokad zmierza szwedzka rodzina - co Wy na to? 09.04.05, 21:43

              A kto powiedzial,ze rodzice maja zionac nienawiscia? A z drugiej strony ,jak
              juz ziona to niech sie rozwioda ,racja.Tylko dziecko nie walizka i nie srodek
              do zemsty.powinno sie znalezc kompromis i tak zyc oraz zachowywac ,by dziecko
              odnioslo jak najmniejsza szkode-to trudne ,ale starac sie trzeba.Byl czas ,gdy
              w klasie mojej corki tylko dwoje dzieci mialo obojga rodzicow na codzien w domu.
              koszmar.I sam nie jestem lepszy ! Ale nie bylo to powodem do zadowolenia.
              Pewnie cos stracilem jako ojciec.A nastepstwa mam teraz gdy kontakt z doroslym
              juz dzieckiem jest O.Decydujac sie na dziecko /ci,trzeba byc gotowym na
              poswiecenia.Podziwiam tez matki ,ktore nie zwiazaly sie z nikim na stale ,by
              nie doprowadzac do sytuacji skomplikowanej dla dziecka. Extremalna sytuacja
              jest gdy dzieciak co jakis czas zostaje poinformowany ,ze teraz ten Pan bedzie
              wujkiem etc I by nie doszlo do tego : dziecko przy sniadaniu pyta nieznajomego
              przy stole ty jestes nowy wujek? nie ja jestem nowy jebak twojej mamy !!!
              --------------------------------------
              • ani-ta Re: Dokad zmierza szwedzka rodzina - co Wy na to? 09.04.05, 21:59
                don2 napisał:
                Podziwiam tez matki ,ktore nie zwiazaly sie z nikim na stale ,by
                > nie doprowadzac do sytuacji skomplikowanej dla dziecka.

                az sie chce powiedziec cos - czego sie zwykle nie mowi!!!!!!!!!!

                zastanowiles sie nad tym????!!!!!!

                cudowne!
                piekne poswiecenie!!!!!!!!!!
                coz mozna dac lepszego dziecku???
                POSWIECENIE!
                bo nie namiastke normalnej, pelnej rodziny, chocby z wujkiem? bo to patologia -
                jebak mamusi!

                faktycznie - kobiety powinny konczyc edukacje na szkole podstawowej, a potem
                siedziec w domu jak te Penelopy i oczekiwac na panow i wladcow... a jak nie
                wroca.. to POSWIECIC sie dzieciom....

                twoje sredniowiecze mnie urzeklo...
          • ani-ta Re: Dokad zmierza szwedzka rodzina - co Wy na to? 09.04.05, 21:52
            don2 napisał:

            >
            > anita napisala:
            > pytam serio...
            > bo idea piekna i wierze w jej egzekwowanie w pozytywnym slowa znaczeniu, ale
            > wiem tez, ze wymaga sporo wysilku, aby mogla byc spelniona
            >
            >
            > Idea piekna? czy ty wiesz o czym ty bredzisz? piekna idea to normalna rodzina
            > tradycyjna .dzieci powinny zyc w normalnym domu a nie w jakiejs kretynskiej
            > kombinacji i pomieszaniu.I co powinne nasladowac rodzicow w swoim zyciu
            > rodzinnym? Idiotyczne mrzonki zdurnialych zupelnie pseudosocjologow.
            >
            > ----------------------------------------
            > Niedowidzi,niedoslyszy a sie czepia-Nietoperz


            jezeli chodzi o mnie to:
            - ja NIE BREDZE! i nie zycze sobie tego tonu wobec mojej osoby. wiem, ze umiesz
            don i bede ci wdzieczna jezeli nie bedziesz w ten sposob pisal do mnie, badz o
            mojego nicku - bez roznicy:)
            - co innego NORMALNA rodzina a co innego - koniecznosc dokonania jej podzialu.
            moim zdaniem zdrowiej jest zyc osobno i umiec ze soba wspolpracowac, niz zyc pod
            jednym dachem li tylko z nazwy. ja to wiem. ty to wiesz. czemu wiec czepiasz sie
            szczegolu?
            - cenie twoje niechetne podejscie do eksperymentu - bo jest to druga strona
            medalu stanu przedstawionego przez szwedke. ale prosze o szczegoly, jasne
            spostrzezenia, a nie pokrzykiwania zza monitora.

            ja czytam, mysle, zapamietuje.
            ty mozesz dac mi wiedze lub niechec do wlasnej osoby.
            zdecydowanie wole to pierwsze!
            • don2 Re: Dokad zmierza szwedzka rodzina - co Wy na to? 09.04.05, 22:01
              Moje szczegoly masz na innych wpisach.Chodzilo o szwedzka rodzine,tak ja ja
              widze wkolo mnie na codzien.nie zajmuje sie teoretycznymi rozwazaniami i co by
              bylo gdyby itp.Nie ma alternatywy,sa tylko polsrodki i pobozne zyczenia.
              zycie to nie film.kazde nawet najbardziej idealne warunki dla dziecka rozbitej
              rodziny nie zastapia prawdziwej.kazde dziecko wychodzi na tym zle.to sa rany
              nie do zaleczenia.nawet w tak obojetnym i zidiocialym doszczetnie
              spoleczenstwie jak szwedzkie widac juz dzialania i slychac glosy rozpaczliwie
              wolajace o opamietanie sie.I tu mam na mysli tak rodziny w calosci ,jak i
              rozbite.
              • ani-ta Re: Dokad zmierza szwedzka rodzina - co Wy na to? 09.04.05, 22:08
                dziekuje;)
                co do tresci:
                opamietanie sie? chodzi o rozwody? czy o system pileczki pingpongowej?

                co do rozwodow...
                nie mam zadnych osobistych doswiadczen i oby tak pozostalo. ale znam osoby,
                ktore bardzo dobrze na nich wyszly... i mowie tu o dzieciach, ktore w osobie
                przybranych rodzicow (ojcow) znalazly w pelni kochajacych tatusiow:)
                i uwierz mi - nie sa to czcze slowa. to fakty.
              • don2 Re: Dokad zmierza szwedzka rodzina - co Wy na to? 09.04.05, 22:12
                faktycznie - kobiety powinny konczyc edukacje na szkole podstawowej, a potem
                siedziec w domu jak te Penelopy i oczekiwac na panow i wladcow... a jak nie
                wroca.. to POSWIECIC sie dzieciom....

                twoje sredniowiecze mnie urzeklo...

                wybacz ale bredzisz i nie znasz zycia.Zadne penelopy i to nie ma nic wspolnego
                z wyksztalceniem.Poswiecenie !!! tak to sie nazywa !!!! dziecko sie na swiat
                nie prosilo !!!! dziecko nie musi cierpiec z powodu problemu rodzicow.I nie ma
                tu zadnego sredniowiecza i czytaj co pisze !!! Podziwiam te kobiety a nie
                chcialbym by wszystkie !!!!! I ciekawe gdy Don napisze cos przeciw tradycji i
                tp,zaraz podnossi sie wrzask.Gdy na odwrot,podkreslam pewne moralne itp aspekty
                Juz jestem sredniowieczny !!!! I slowo bredzisz strasznie obraza co ?
                Bo bredzisz ,przykro mi ale tak to jest. Pozostaje ubolewanie nad losem
                dzieci z rozbitych rodzin a nie niewytlumaczalne wyszukiwanie pozytywnej strony
                w tragedii dziecka.na to zadnego usprawiedliwienia nie ma.I nie ma zadnego
                sposobu na jakies duchowe protezy mogace zastapic normalny dom dziecku.
                • don2 Re: Dokad zmierza szwedzka rodzina - co Wy na to? 09.04.05, 22:15
                  co do rozwodow...
                  nie mam zadnych osobistych doswiadczen i oby tak pozostalo. ale znam osoby,
                  ktore bardzo dobrze na nich wyszly... i mowie tu o dzieciach, ktore w osobie
                  przybranych rodzicow (ojcow) znalazly w pelni kochajacych tatusiow:)
                  i uwierz mi - nie sa to czcze slowa. to fakty


                  Ja tez znam osoby ,ktore wygraly w totolotka !!! ale to jednostki. A zapytalas
                  dziecko co ma do powiedzenia na temat " w pelni kochajacego tatusia"?
                  • don2 Re: Dokad zmierza szwedzka rodzina - co Wy na to? 09.04.05, 22:34
                    I reasumujac: dlaczego w takiej dyskusji nie zabierze glos ,ktos kto ma
                    doswiadczenie.Dlaczego znowu teoretryczne super-madre wpisy.Dlaczego nikt nie
                    napisze z wlasnego doswiadczenia ,co to znaczy w najlepszym wypadku miec dziecko
                    na 2 dni co 14 dni.Czemu nikt nie zapyta rodzicow ,co to znaczy pakowac rzeczy
                    i oddawac dziecko naa kilka dni.czy ktos widzial oczy tych dzieci? Czemu nikt
                    nie opowie co to znaczy miec pusty pokoj pelen zabawek,czekajacych na dziecko.
                    dlaczego nikt nie opowie co to za uczucie gdy dziecko nazywa innego mezczyzne
                    tatusiem i natychmiast sie poprawia zaznaczajac ,ze to mama tak kaze. Czy ktos
                    widzial mine dziecka gdy zwracasz je matce lub ojcu i gdy nie wie jak sie
                    zachowac nie chcac urazic zadnego z rodzicow? I na koniec:czasami mam
                    wrazenie ,ze wiekszosc dzieci nawet by zgodzilo sie na awantury domowe ,rodzica
                    pijak a itd ,byle byc razem.
                    • ani-ta Re: Dokad zmierza szwedzka rodzina - co Wy na to? 09.04.05, 22:41
                      zdaje sie, ze ertes probowal dac glos w dyskusji... ale widzac twoj krzyk i moj
                      udzial w niej - odszedl:)
                      • don2 Re: Dokad zmierza szwedzka rodzina - co Wy na to? 09.04.05, 22:50
                        Ja nie krzycze.ja uwazam ,ze jak juz zabierac glos to rzeczowo i ze znajomoscia
                        tematu.Spokojna glowa ,zdaje sie Ertes moglby cos dolozyc ,tylko czasami trudno
                        jest wypowiadac sie by nie rozbic mydlanej banki w ktorej kryje sie prawda
                        przez nas samych ukrywana.temat jest trudny i tak dlugo jak pozostaje na
                        poziomie zartu Szfedki jest ok.Gdy zacznie sie go roztrzasac potrzeba juz
                        czegos wiecej jak znajomosci tematu z literatury i domnieman.
                        I szalenie spodobalo mi sie " wycie gwalconej matki" zdradzasz talen iscie
                        epicki.
                        • ani-ta Re: Dokad zmierza szwedzka rodzina - co Wy na to? 09.04.05, 23:00
                          jest takie forum dla rodzin adopcyjnych.
                          nasz bocian.
                          tam czytalam kiedys tekst - w skrocie - ludzie adoptowali dziecko, ktore po
                          jakims czasie zadalo pytanie - dlaczego z ich sypialni NIC nie slychac? bo w
                          jego domu zawsze bylo slychac? na pytanie "co?" - " wycie mamy - jak tata na
                          niej jezdzil" - bez emocji - nic - fakt.

                          to nie talent don.
                          mam inne "talenta" - uwierz mi.
                          • don2 Re: Dokad zmierza szwedzka rodzina - co Wy na to? 09.04.05, 23:11
                            Adopcja nie ma nic wspolnego z tematem watku.Rodziny abnormalne tez.zadne
                            extremalne przypadki.To temat do innego watku.chodzilo o " normalne "
                            rodziny.Tematem jest szwedzki model.Juz napisalem ,ze by wypowiadac sie o
                            innych krajach trzeba sobie zdac sprawe z warunkow,zwyczajow itp.I tu nie
                            pomoga zadne lektury ,filmy itp.Kazdy kraj ma inne uwarunkowania w temacie
                            poruszanym na tym watku.i artykul cytowany ,jest w pelni zrozumialy ,gdy sie
                            tu zyje i nie pomoga zalaczone wyjasnienia.To zlepek artykulow z prasy i jest
                            tylko bardzo powierzchownym usilowaniem przyblizenia tematu.I do tego trzeba
                            dodac ,ze kazdy przypadek jest indywidualny i dziennikarskie bla bla ,nie jest
                            zbyt miarodajne.Tak jest gdy czytelnikowi chce sie przyblizyc obcy kraj w
                            miare atrakcyjny medialnie sposob.
                            • jutka1 pytanie bo juz glupia jestem 09.04.05, 23:49
                              pindulita czy cus?

                              przepraszam, ze sie wtracam. sama mysl, ze mysli sie o posiadaniu i tu zacytuje
                              "męża feministki, która dzielnie by [...] utrzymywała przy życiu, dbając żeby
                              [szanownego malzonka] nie urazić haniebnym wręczaniem pieniędzy na
                              życie i przepraszając, że ona zarabia, a ja nie" przyprawia mnie o odruch wymiotny.

                              nie tylko bo doslownie cytat wyzej, ale ze mozna swiat tak dzielic. Jak kobieta
                              nie pracuje a dostaje ww. pieniadze na zycie od szacownego malzonka to jest ok?
                              A facet to nie ok?

                              chyba otworze butelke czerwonca i napije sie mimo antybiotykow i innych, bom sie
                              w swym dyniowatym feminizmie zatroskala, i stwierdzam, ze nie chce byc chlopem
                              macho, nie chce byc baba, niczym nie chce byc, poglady wiekszosci ludzi mnie
                              mierza i niezdrowo podniecaja, i na szczescie mam w domu butle domestosu, ktora
                              niniejszym ide sie nie tylko oblac ale i podpalic.

                              aghhhh.

                              Wasza Pitunia :-(
                              • ani-ta jutus!:) 09.04.05, 23:56
                                spoko:)
                                ja wiem, ze drzewko sie kupy nie trzyma, bo don (tak! to on! to jego wina!
                                )odpisuje na posty losowo:P
                                ale o feministce to akurat kras tak wywalil:) don bez winy akurat:)
                                on tylko pokrzykuje strasznie.... jako ten ksiadz proboszcz dobrodziej z ambony...

                                domestos zostaw! do kibla sie przyda!:)
                                zdrowa masz byc!
                                i nie mow mi, ze grypa! juz jedna matke zagrypiona mam!:)
                                • jutka1 Re: jutus!:) 10.04.05, 01:01
                                  OK, przez nieuwage sie pod Dona podwiesilam, ale nie o to chodzilo

                                  Domestosa ci u mnie dostatek

                                  nie grypa jeno zapalenie pecherza, ok, bleeee, ale tak jest :-(((((
                                  juz przechodzi, dzieki lekom :-)
                            • ani-ta Re: Dokad zmierza szwedzka rodzina - co Wy na to? 09.04.05, 23:51
                              dobrze.
                              wniosek wstepny wiec wyglada tak - szwecja stacza sie po rowni pochylej ku
                              degeneracji tak jednostek jak i podstawowych komorek spolecznych - zwanych
                              potocznie rodzinami.

                              co do artykulu - mysle, ze jest to eksperyment, ktory w PL jest chyba
                              niemozliwy. czy dobry? tego dowiemy sie za pare pokolen. albo i nie.
                              czy jest lepsza alternatywa?
                              realna alternatywa!
                              ?

                              zeby nie zaostrzac dyskusji - odrzucamy alternatywe zycia pod wspolnym dachem i
                              "dzwiganie tego krzyza" na sile:)
                  • ani-ta Re: Dokad zmierza szwedzka rodzina - co Wy na to? 09.04.05, 22:35
                    > Ja tez znam osoby ,ktore wygraly w totolotka !!! ale to jednostki. A zapytalas
                    > dziecko co ma do powiedzenia na temat " w pelni kochajacego tatusia"?

                    tak:)
                    wiesz.. gdyby sam tatus mnie zapewnial o swojej wielkiej milosci... zaczelabym
                    nabierac watpliwosci:) siakos mam do czynienia z mezczyznami, ktorzy nie slowem
                    lecz czynem daja dowody:))))))

                    boje sie zejsc na temat adopcji... bo moze sie okazac, ze juz zupelnie sie
                    rozumiec nie bedziemy... bo to nie wymiana jednego rodzica... ale calego kompletu...
                • ani-ta Re: Dokad zmierza szwedzka rodzina - co Wy na to? 09.04.05, 22:28
                  czym wiec jest ten "normalny" dom dla "wybrancow"?
                  chcesz wiedziec?
                  czy udajesz, ze nie wiesz?!
                  latwiej byc tradycjonalista (szkoda ze tylko wybiorczym!) i udawac, ze sie nie
                  wie, ze istnieja domy gdzie:
                  - rodzice pija i bija sie wzajemnie (badz tylko jednostronnie)
                  - gdzie NIKT nie wie co oznacza SZACUNEK dla partnera?
                  - gdzie kazirodztwo jest sposobem unikniecia kolejnej ciazy u zony?
                  - gdzie dzieci slysza regularne wycie gwalconej matki?
                  - gdzie szalona matka wyzywa ojca, pomiata nim itp.?
                  - gdzie kazdy zyje sobie - na swoj wlasny rachunek bez jakiegokolwiek
                  zainteresowania druga osoba?
                  itp.
                  itd.
                  faktycznie mozna probowac ZIDEALIZAC dana patologie, leczyc i udawac, ze
                  wszystko jest OK.
                  ale zwykle nie jest.
                  tylko zanim sie dana jednostke spoleczna wyleczy - dzieci juz sa dorosle...

                  nie znam zycia. jestem mlodsza. mniej swiatowa. do wielu z was jeszcze mi
                  daleko. itp. juz to wszystko wielokrotnie czytalam:)
                  ale... przy tych wszystkich wadach - ja umiem sluchac, umiem zmienic zdanie -
                  czujac sie przekonana i widze swiat w wielu kolorach a nie tylko na czarno i bialo.
                  oraz... temat "dzieci" jakby bywa moim konikiem...
                  wiec nie mow mi o "bredniach" - tylko staraj sie trzymac tematu. bo poza
                  pokrzykiwaniem - widze tu JEDEN post twoj (calkiem interesujacy! szkoda, ze
                  krotki!) na temat!
    • bella-donna Re: Dokad zmierza szwedzka rodzina - co Wy na to? 10.04.05, 00:46
      szfedka napisała:

      > Dodam ze moj 15-letni syn mieszka tak wlasnie, tydzien u mnie tydzien u swego
      > ojca. Mieszkamy blisko siebie wiec syn ma blisko do szkoly od obojga.
      > I wiecie co? Musze przyznac ze jest wspaniale miec wolne co drugi tydzien.
      > Wolne od gotowania, sprzatania, marudzenia itd co drugi tydzien. Czas jedynie
      > dla siebie.

      Don potraktowal to jako zart z twojej strony, moze i ma racje, bo wychodzac
      za maz i decydujac sie na DZIECI musialas sobie zdawac sprawe, ze conajmniej 20
      lat masz z glowy, ale jesli nie jest to zart to nie wiem co mam o Tobie
      sadzic...przykro sie to czyta
    • sabba z punktu widzenia 10.04.05, 08:37
      rodzica moze i dla niektorych jest to wygodne, zalezy czego sie oczekuje bedac
      takowym. Z punktu widzenia dziecka wcale to nie musi byc tak wygodne miec dwa
      domy, dwa lozka i dwa komputery i jak sie nie ma dzis ochoty na glupiego tatusia
      to sie idzie do mamusi. NIe wiem jakie emocje stoja za tymi wygodami u dziecka
      ale co to jest normalna rodzina?
      • don2 Re: z punktu widzenia 10.04.05, 09:29
        Kawa wypita,poczytalem watek i dodam : Tylko w tym zidiocialym kraju taki
        problem o ktorym piszemy jest mozliwy.A nawet jest zwykla normalna
        codziennoscia. Bardzo proste ,te pierwsze pokolenie dzieci z rozbitych
        rodzin ,dzieci z kluczem na szyi doroslo. Oni dochodza do glosu w roznego
        rodzaju publikacjach i dyskusjach.Oni nie majac doswiadczenia innego
        zycia,usiluja "poprawic" to zycie,ktore znaja.
        Wpis Szfedki nazwalem zartem z powodu znania jej osobiscie i znam jej zupelnie
        normalne poglady na te sprawy.Po pierwsze chlopak ma 15 a po drugie faktycznie
        jakby byl w innym pokoju.Zgadzam sie tez ,ze czasami ma sie ochote odetchnac
        od codziennego kieratu.Szfedka zna doskonale szwedzkie piekielko i podwojna
        moralnosc tej nacji.
      • szfedka Re: z mego punktu widzenia 10.04.05, 10:09
        Kazdy czlowiek marzy, chce zyc w szczesliwym zwiazku, w szczesliwej
        rodzinie "mama, tata, dzieci, babcie, dziadkowie, ciotki i wujkowie".
        Sielanka...Wszyscy sie kochaja, cenia, respektuja, rozumieja, daza do tych
        samych celow. Tak, w marzeniach...Zycie jest inne, niestety. I jeseli juz
        dochodzi do rozpadu rodziny i zwiazku to nalezy probowac aby cierpienia byly
        jak najmniejsze.
        Dziecko ma prawo do OBOJGA rodzicow i do dziadkow ze strony zarowno matki i
        ojca. Ma prawo kochac i byc kochane przez wszystkich. Ze kobieta rodzi nie
        znaczy ze ma prawo wylacznosci do decydowania, do "posiadania" dzieci o ile
        mozna mowic o "posiadaniu" kogokolwiek.
        Zyje tu 22 lata i widze ze ten model "rozwodowy" jest o wiele madrzejszy
        niz "model" gdzie zgorzkniala matka ma dzieci i nie pozwala na kontakty z
        ojcem. Gdzie nagle ukochany ojciec jest tym najpodlejszym czlowiekiem na
        swiecie. W najlepszym wypadku pozwala na spotkania od czasu do czasu robiac
        wielka laske. Niedawno spotkalam w Polsce czlowieka ktory spotyka sie ze swoim
        doroslym juz synem w ukryciu przed matka. Czy to jest zdrowe?
        Tak Sabba, moj syn ma dwa domy, dwa pokoje, dwa lozka, dwa komputery ale nie
        idzie do tatusia bo sie ze mna polklocil. Mimo ze ma 15 lat i prawo do
        decydowania gdzie bedzie mieszkal. Postawilismy sprawe jasno ze kazda taka
        decyzje musi najpierw z nami przedyskutowac z nami.
        Prawde mowiac to myslelismy ze mu sie znudzi po pol roku ta zmiana co tydzien
        ale sam twierdzi ze jest ok i niechce miec inaczej. Mozesz wierzyc albo nie ale
        moj syn jest o wiele bardziej spokojny, zbalansowany, radosny teraz niz przed
        separacja. I to w wieku 15 lat!!!
        I nie zgadzam sie ze to wygoda dla rodzicow. Ani to wygodne ani tanie.
        Jest wiele negatywnych stron tez dla rodzica. A ze nie cierpie z tego powodu ze
        go nie ma to "what"? Ze wykorzystuje ten czas dla siebie, spotykam ludzi,
        trenuje itp to jestem "zla kobieta"? Bylabym lepsza matka gdybym gryzla rece z
        tesknoty? Gdybym sie zamartwiala i robila pieklo memu ex?
        I...bzdura co mowi Don o tym spotkaniu przy sniadaniu z nowym "tatusiem" (nie
        rozumiem czemu nie mowi o nowej "mamusi").
        Ludzie (single z dziecmi) ktorych znam, zyja prawie jak eremici gdy dzieci sa u
        nich. Poswiecaja czas jedynie dzieciom a przyjemnosci to tylko w te wolne
        tygodnie. Zanim dzieci spotkaja "nowego" partnera ojca lub matki uplywa dluuugi
        czas. To na ogol stabilny juz zwiazek tzw "särbo" co znaczy "mieszkajacy
        oddzielnie".
        To o czym mowi Don to margines a przeciez wedlug jego slow nie mowimy tu o
        marginesie.

        "I to by bylo na tyle..."
        • maria421 Re: z mego punktu widzenia 10.04.05, 10:16
          Czytalam gdzies kiedys o innym modelu. Rodzice sie rozwodza, a wspolne
          mieszkanie zostawiaja dzieciom. Kazde z rodzicow przebywa w mieszkaniu dziecka
          na zmiane. Dziecko nie musi wiec wedrowac miedzy mieszkaniem matki i
          mieszkaniem ojca, jest u siebie, tylko ze "dyzur" przy nim ma na zmiane raz
          ojciec, raz matka. Jest to oczywiscie rozwiazanie tylko dla bogatych.
        • don2 Re: z mego punktu widzenia 10.04.05, 10:22
          Nie mowi o "nowej mamusi" Bo jakos tak wynika z zycia ,ze wiekszosc dzieci po
          rozwodzie zostaje z mama.I to jest najczestsza przyczyna konfliktow
          porozwodowych.O czym ty sama dobrze wiesz.Juz sama najczestsza formula wyroku
          rozwodowego mowi: Dziecko/ci pozostaja przy matce,ojciec ma prawo spotykania
          itp wg porozumienia.Ona pozostaje w dotychczasowym wspolnym mieszkaniu On sie
          wyprowadza itd itp.O ile nie zawarto odrebnego porozumienia.Ojciec zobowiazany
          jest do placenia alimentow w wysokosci.......kazdego ostatniego dnia
          miesiaca.Ew. wplaca zasadzona sume na konto F.kasy itd itp. To tyle w rozwodowym
          wyroku ,co dotyczy dzieci.
          --------------------------------------
          • don2 Re: z mego punktu widzenia 10.04.05, 10:26
            maria421 10.04.2005 10:16 + odpowiedz


            Czytalam gdzies kiedys o innym modelu. Rodzice sie rozwodza, a wspolne
            mieszkanie zostawiaja dzieciom. Kazde z rodzicow przebywa w mieszkaniu dziecka
            na zmiane. Dziecko nie musi wiec wedrowac miedzy mieszkaniem matki i
            mieszkaniem ojca, jest u siebie, tylko ze "dyzur" przy nim ma na zmiane raz
            ojciec, raz matka. Jest to oczywiscie rozwiazanie tylko dla bogatych.


            wszystko jest mozliwe na tym swiecie.ten model jest tylko teoretyczny ,jestem o
            tym przekonany.Absolutnie niepraktyczne rozwiazanie i z pogranicza dowcipu.
            • don2 Rozwod po szwedzku 10.04.05, 10:46
              nawiazujac do dyskusji o Szwecji.
              kazdy,powtarzam kazdy znajdujacy sie w zwiazku malzenskim ma szanse isc spac
              zameznym lub zonatym i obudzic sie rozwiedzionym. A wyglada to
              tak.telefonicznie lub przez internet zalatwiasz formularz.Wypelniasz
              kilka,doslownie kilka rubryk i posylasz do sadu.Podpis wysylajacego wystarczy.
              Po kilku dniach dostajesz poczta wyrok sadu mowiacy o tym ,ze jestes
              rozwiedziony.rekordem jest:wyslalem w poniedzialek a nastepnego poniedzialku
              mialem odpowiedz.Czyli trwalo to mniej niz tydzien.Druga strona dostaje
              zawiadomienie ,ze jest rozwiedziona i ma 21 dni na ew.wlasne zyczenia dotyczace
              warunkow.Co nie zmienia faktu ,ze powinna sie uwazac za rozwiedzionego.W
              przypadku posiadania dzieci nieletnich,wyznacza sie termin 6-cio miesieczny na
              cos w rodzaju upewnienia sie w decyzji.Co tez nie zmienia i nie moze byc
              podstawa do nieudzielenia zgody na rozwod itp.Cos takiego nie istnieje. Czyli
              jak widac mozna przezyc wspaniala niespodzianke.
              .
              --------------------------------------
              • szfedka Re: Rozwod po szwedzku hahaha 10.04.05, 11:10
                Don, wcale tak nie jest. Jesli sie nie ma maloletnich dzieci a drugi malzonek
                nie wyraza zgody na rozwod to czas do namyslu jest 6 m-cy.
                Nie mozna otrzymac rozwodu bez wiedzy drugiego.
                • jutka1 Re: Rozwod po szwedzku hahaha 10.04.05, 11:46
                  Czy latwiej nie jest lepiej??
                  We Francji rozwod to cyrk na kolkach, nie tylko bardzo czasochlonny i drogi, ale
                  czesto-gesto doprowadzajacy do zalaman nerwowych.
                  Tym bardziej, ze najczesciej sa walki o kazdy talerz i kazdego centyma.

                  Pani mecenas, ktora "prowadzila" nasz rozwod powiedziala, ze nigdy wczesniej nie
                  widziala pary, ktora nic od siebie nie chciala i nie bila sie o jakiekolwiek
                  pieniadze czy rzeczy.

                  ps. przyznawanie pelnej opieki nad dziecmi mezczyznie tez sie zdarza, czego
                  przykladem byla zolta lina, ale to wyjatki.
                  • bella-donna Re: Rozwod po hrancusku... 16.04.05, 12:19
                    jutka1 napisała:
                    > ps. przyznawanie pelnej opieki nad dziecmi mezczyznie tez sie zdarza, czego
                    > przykladem byla zolta lina, ale to wyjatki.

                    czy to oznacza, ze...????

                    • jutka1 Re: Rozwod po hrancusku... 16.04.05, 12:26
                      bella-donna napisała:

                      > czy to oznacza, ze...????
                      *******
                      ze zolta lina byl wyjatkowy?? pod pewnymi wzgledami tak... pod innymi nie... a
                      jeszcze pod innymi wyjatkowy w zla strone, ale te wady "przy zakupie" byly
                      niewidoczne ;-))))
                      • bella-donna Re: Rozwod po hrancusku... 16.04.05, 12:43
                        jutka1 napisała:

                        > bella-donna napisała:
                        >
                        > > czy to oznacza, ze...????
                        > *******
                        > ze zolta lina byl wyjatkowy?? pod pewnymi wzgledami tak... pod innymi nie... a
                        > jeszcze pod innymi wyjatkowy w zla strone, ale te wady "przy zakupie" byly
                        > niewidoczne ;-))))


                        zolta lina to jest ON ????
                        tam bylo cos o dzieciach , wasze, jego , twoje ?
                        • jutka1 Re: Rozwod po hrancusku... 16.04.05, 12:53
                          zolta lina to moj byly maz

                          dzieci dostal od sadu jak sie rozwodzil z pierwsza zona, stad tez mialam trojke
                          pasierbow ;-)))
                          • bella-donna Re: Rozwod po hrancusku... 16.04.05, 13:02
                            jutka1 napisała:

                            > zolta lina to moj byly maz
                            >
                            >dzieci dostal od sadu jak sie rozwodzil z pierwsza zona, stad tez mialam trojke
                            >pasierbow ;-)))

                            jutka, nie moge w to uwierzyc...czy nie zartujesz sobie ze mnie ?

                            Ps. hrancus ?
                            • jutka1 Re: Rozwod po hrancusku... 16.04.05, 13:06
                              bella-donna napisała:

                              > jutka, nie moge w to uwierzyc...czy nie zartujesz sobie ze mnie ?
                              >
                              > Ps. hrancus ?
                              *********
                              dlaczego mialabym zartowac?? pisalam o tym epizodzie wielokrotnie :-)))

                              ad. ps. Ano :-) (plus Kanadol tez, ale nie quebecois :-)
                • don2 Re: Rozwod po szwedzku hahaha 10.04.05, 14:49
                  Bylem na spacerze i wrocilem.odpowiem szfedce,nie ma takiej sily ,ktora nie
                  udzieli rozwodu.Mozna sobie protestowac ile sie chce.O 6 miesiacach
                  pisalem.jedyne co to warunki rozwodu sa negocjowane jak nie ma jednomyslnosci
                  co do dzieci lub majatku.Rozwod i tak bedzie dany.
                  • don2 Re: Rozwod po szwedzku hahaha 10.04.05, 14:51
                    Nie mozna otrzymac rozwodu bez wiedzy drugiego.


                    O czym ty piszesz i do kogo ? Ja sie nie pytalem i nie musialem miec zgody i
                    to w zeszlym roku.jak pisalem zajelo mi to niecaly tydzien.Placilem 300 koron.
                    • don2 Re: Rozwod po szwedzku hahaha 10.04.05, 15:10
                      czytajac szfedke mam wrazenie ,ze nie zyje w tym kraju,ze nie mieszkam miedzy
                      ludzmi.Co za pierdoly o mezczyznach pomagajacych w domu itp.Co za bzdury o tych
                      kobietach co wychodzac za maz...itd itp. bardzo to odbiega od idealu,rozmowek
                      biurowych iyd. nie wszyscy sa tacy.By pojac co to znaczy podzial pracy w domu
                      itp ,nalezy pogadac wpierw o charakterze i mentalnosci kobiet szwedzkich.nalezy
                      widziec te wspaniale zrozumienie miedzy malzonkami.nalezy zastanowic sie ,co
                      to za sposob zycia wspolnego.przypomina to kontrakty ze scislym podzialem
                      czynnosci
                      oraz sposobu finansowania zycia codziennego.mentalnosc tak dalece odbiega od
                      naszej,ze jak wiadomo 90% ,lekko to licze ,Polek juz dawno rozwiodlo sie ze
                      swoimi szwedami.Dla kogos ,kto tu nie zyje moze to byc trudne do zrozumienia.
                      sa rzeczy z zycia tego grajdola ,ktore nie dam sobie wmowic.Na codzien to mam
                      wkolo siebie.sa jeszcze bardziej drastyczne anomalie w zyciu rodzinnym,od
                      opisanych.Nie bede sie nad tym rozwodzil.Dodam ,ze cudzoziemcy zyjacy w
                      szwecji ,dawno polozyli kreche na przejmowaniu sie szwedami i ich zyciem.Sa u
                      siebie ,miedzy swoimi i maja prawo zyc jak chca.Cudzoziemiec moze tylko
                      przyjmowac szybko te cechy lub pozostac obojetnym.Polacy maja sklonnosci do
                      natychmiastowego identyfikowania sie z " tubylcami" i przyjmowania wielu
                      obcych swojej mentalnosci lub tradycji zwyczajow.czasami prowadzi to do
                      smiesznosci.Ale takie jest prawo kazdego.
                      • don2 Re: Slub po szwedzku ha ha ha 10.04.05, 16:06
                        Moje szwedzkie sluby-by udowodnic praktycznosc i podejscie do ceremonii.
                        1. slub w Malmö-ratusz,mloda para i swita stawia sie w ratuszowej sali slubow-
                        eeee-nieprawda,sala slubow w remoncie i zaproszono pare mlodych do
                        archiwum,gdyz tam bylo spokijnie.jakas pani przedstawila sie ,ze jest rejonowa
                        pielegniarka i ma uprawnienia do dawania slubow.Potem zapytala czy to Adam i
                        Ewa,stoja przed nia,gdyz tak ma w papierach.Odpowiedz tak.bez sprawdzania
                        dokumentow,Pani stwierdzila ,ze jej przykro za balagan w ratuszu ale udziela
                        nam slubi i dziekuje bardzo oraz zyczy powodzenia.
                        Ambasada szwecji w madrycie:
                        Dzien dobry,prosze do sali.Tam stal kwiatek i pani sprawdzila dokumenty mlodej
                        pary.Potem stwierdzila ,ze sa 2 rodzaje ceremoni,normalna i skrocona.pan mlody
                        spytal ile trwa skrocona? poltora minuty padla odpowiedz a normalna? dwie i pol
                        minuty-poprosze skrocona powiedzial pan mlody.No to prosze ,o to swiadectwo
                        slubu a tu lampka sherry i zycze powodzenia.I jak sezon nad mozem? dobrze ,to
                        cieszy mnie to bardzo ,dowidzenia
                        Ambasada Szwecji Lizbona.przepis mowi ,ze ob szwecji bedac na poludniu europy
                        a chcac brac slub z cudzoziemka robi to w Lizbonie.
                        Budynek ambasady ,to normalny blok,obok finskie biuro handlowe.Obok
                        uniwersytet.Mieszkanie takie na oko 120 kwm.-ambasada.Podchodzi sympatyczny
                        pan,zaprasza do gabinetu.nalewa po lampce wina i gadamy o wszystkim.W pewnym
                        momencie pyta:czy twoja malzonka (!) moze sie wpisac w ksiege gosci,bedziemy
                        mieli egzotyczny wpis-pam mlody sie zgadza.potem nastepuje ogolne narzekanie na
                        poludniowcow,potem jeszcze jedna lampka wina.I naraz ten Pan stwierdza : o
                        diabli,zapomnialem ,ze mam wam udzielic slubu,ale to pierwszy raz mam taka
                        sprawe.No nie ma problemu ,te swiadectwo juz od 10 dni wypisane.O tu macie je i
                        zycze wam najlepszego.Zostaw wizytowke ,jak bede przejezdzal to wpadne.na dole
                        swiadectwa slubu podpis:minister pelnomocny/ ambasador XXXX.
                        I tak bepretensjonalnie i bez napuszonej ceremoni mozna wszystko zalatwic.
                    • szfedka Re: Rozwod po szwedzku hahaha 10.04.05, 19:17
                      don2 napisał:

                      > Nie mozna otrzymac rozwodu bez wiedzy drugiego.
                      >
                      >
                      > O czym ty piszesz i do kogo ? Ja sie nie pytalem i nie musialem miec zgody
                      i
                      > to w zeszlym roku.jak pisalem zajelo mi to niecaly tydzien.Placilem 300 koron.

                      czytaj Don. Pisalam przecie bez wiedzy a nie bez zgody.
                      Byc moze ze 300. Wiec mialam racje, jako ze to ex placil to wzial odemnie
                      polowe a wiec 150 sek ;)
                      • wkrasnicki Re: Rozwod po szwedzku hahaha 10.04.05, 19:28
                        Mam zwyczaj czytania forum od wpisów popełnionych dobrze po 23-ej, te są najlepsze, bez względu
                        na zawartość.
                        Ach cóż za emocje. Poruszony do głębi ażeby za konserwę nie zostać uznanym zmieniam zdanie
                        bezzwłocznie i nieodwołalnie w dodatku bez żalu, albowiem błądzić ludzką rzeczą jest, a trwać w
                        błedzie marsjańską.
                        Nie chcę już być mężem feministki, feministką chcę być. Tak, to jest moja misja, cel-pal i możliwość
                        spełnienia. Feministką honorową oczywiście bo jednak do paru detali człek się przez lata przyzwyczaił i
                        szkoda byłoby je ot tak stracić.
                        Nawet składki obiecuję uiszczać regularnie, byleby te szowinistyczne, męskie świnie nauczyć moresu i
                        pokazać miejsce w szyku. Pytanie techniczne, czy butelka domestosu dołączona jest do przywilejów
                        członkowskich, bo chętnie zbrukaną powłokę oczyszczę po dwakroć.
                        Zakładam ufnie, że zostanie feministką nie przeszkadza mi w byciu dynią, bo to by powodowało
                        wewnętrzne rozdarcie.

                        PS. Jeśli ten mój wpis znów spowoduje odruch wymiotny to przypominam o przywileju włączenia opcji
                        ignorującej nicki pawiotwórcze.
                      • don2 Re: Rozwod po szwedzku hahaha 10.04.05, 19:29
                        No ,zgadza sie ,ale ta wiedza na nic sie nie przydaje .Moja druga ex
                        przechodzac kolo mojego domu rzucila mi w szklane drzwi duza popielniczka
                        kamienna.I po tym dowiedzialem sie ,ze dostala kopie tego pisma z sadu,ktore ja
                        dostalem dzien wczesniej :)))))))
          • szfedka Re: z mego punktu widzenia 10.04.05, 11:08
            don2 napisał:

            > Nie mowi o "nowej mamusi" Bo jakos tak wynika z zycia ,ze wiekszosc dzieci po
            > rozwodzie zostaje z mama.I to jest najczestsza przyczyna konfliktow
            > porozwodowych.O czym ty sama dobrze wiesz.Juz sama najczestsza formula wyroku
            > rozwodowego mowi: Dziecko/ci pozostaja przy matce,ojciec ma prawo spotykania
            > itp wg porozumienia.Ona pozostaje w dotychczasowym wspolnym mieszkaniu On sie
            > wyprowadza itd itp.O ile nie zawarto odrebnego porozumienia.Ojciec
            zobowiazany
            > jest do placenia alimentow w wysokosci.......kazdego ostatniego dnia
            > miesiaca.Ew. wplaca zasadzona sume na konto F.kasy itd itp. To tyle w
            rozwodowy
            > m
            > wyroku ,co dotyczy dzieci.

            Tak bylo ale na szczescie coraz rzadziej sie to zdarza. I Ty to wiesz tez Don.
            W dzisiejszych czasach sprawa opieki nad dziecmi idzie do sadu jedynie gdy
            rodzice nie moga sie porozumiec. Przy normalnym rozwodzie nie zatrudnia sie
            nawet adwokata. Bo jak wyglada rozwod w Szwecji?
            Ano:
            Z internetu sciaga sie formularz rozwodowy. Wypelnia sie dane tatusia i mamusi
            i czy sa maloletnie dzieci w zwiazku i czy dzieci sa ze wspolnego zwiazku i czy
            rodzice maja wspolna opieke.
            Jesli tak to sklada sie krzyzyk przy alternatywie gdzie bedzie dziecko
            mieszkalo. Pozniej obydwoje podpisuja, wysylaja do sadu oplacajac koszta
            administracyjne w wielkosci ok. 150 sek.
            Po pol roku wysylaja (rodzice) jeszcze jeden papierek do sadu (tym razem bez
            zadnych oplat) jesli chca nadal rozwodu z potwierdzeniem checi rozejscia. Po
            dwoch tygodniach przychodzi papierek z sadu ze orzeczono o rozwodzie.
            Jesli nie wysle sie potwierdzenia znaczy ze nie chce sie rozwodu.
            I to wsio!!!
            Wszystko inne zalezy od rodzicow jak sie dogadaja a jesli nie moga dojsc do
            porozumienia to musza najac adwokata i zalozyc sprawe w sadzi ktora jest
            oddzielna od sprawy rozwodowej.
            Sprawy podzialu majatkowego sa dosc proste tez. Wszystko idzie fifti-fifti o
            ile nie certyfikatow podpisanych przed slubem.
            > --------------------------------------
        • sabba Re: z mego punktu widzenia 10.04.05, 13:39
          ja mowilam szwedko przykladowo a nie w odniesieniu do Ciebie. Znam pare osob
          ktore tak sie wychowaly i nie sa to jacys z pokrzywionym charakterem ludzie
          obdarci z milosci rodzicielskiej - wrecz przecwonie - sa otwarci na swiat, luzni
          i zadowoleni z takiej sytuacji ze nie musieli tesknic ani za mausia anie za
          tatusiem. Ale sa tez ludzie dla ktorych takie rozwiazanie dobrtym nie bylo,
          nawet jesli z punktu widzenia dziecka bylo tro atrakcyjne - tacy ludzie marza o
          "normalnej" rodzinie gdzie wszyscyw jednym domu mieszkaja. Dlatego moje pytania
          na temat co to jest normalna rodzina.
    • basia553 Re: Dokad zmierza szwedzka rodzina - co Wy na to? 10.04.05, 11:53
      Jak mo Szwedka pierwszy raz opowiadala o ty szwedzkim modelu, bylam
      zachwycona. Bo w jej opowiadaniu byla mowa o niej, czyli o normalnej facetce,
      z - wprawdzie rozwiedzionym, ale normalnym mezem. Opowiadala tez o kilku innych
      takich wypadkach z grona jej znajomych, a wszystko to byli normalni ludzie,
      kulturalni, ktörzy potrafili sie kulturalnie zachowac, a wiec wszystko bylo
      cudownie. W miedzyczasie nasze ARTE, program francusko-niemiecki pokazal
      reportaz dlugi, ciekawy, o takich samych projektach w Niemczech i we Francji.
      Niestety, wiekszosc pokazanych wypadköw to byly malzenstwa ktöre nie rozstaly
      sie pokojowo, gdzie toczy sie walka o dobro, ale i o wzgledy dziecka. byla mowa
      o tatusiach, ktörzy sie do opieki nie nadaja, a mimo tego prawa te dostali.
      Oczywiscie, reportaz nie byl obiektywny, bo przemawialy jedynie matki, wiec w
      wypadku niepokojowego rozwodu nie zostawiaja suchej nitki na exie. Ale
      abstrahujac od prawdy obiektywnej pomyslalam, ze moze jednak nie w kazdym
      wypadku jest to rozwiazanie idealne? No, ale o tym moznaby dlugo dyskutowac, a
      ja nie mam prawa do tego: ani rozwiedziona, ani dzieci nie mam, a co gorsza,
      nie mieszkam w Szwecji:))))))
      • szfedka Re: Dokad zmierza szwedzka rodzina - co Wy na to? 10.04.05, 13:01
        Basiu! Po prostu szwedzkie spoleczenstwo jest takiego rozwiazania przygotowane
        rowniez w inny sposob.
        Tutaj wszystkie kobiety pracuja. Ponad 20 lat temu zniesiono alimenty na zone w
        razie rozwodu. Alimenty sa tylko na dzieci. Nawet jak kobieta nie pracowala to
        musi sama sobie radzic finansowo a ex nie ma zadnej odpowiedzialnosci. Czasowo
        moga zasadzic dopty byla zona sie nie usamodzielni max rok. Pozniej panstwo
        przejmuje ta opieke. Panstwo szwedzkie uwaza ze kazdy odpowiada za swoj los,
        kazdy musi sam zarobic na swoje utrzymanie, na swoja emeryture.
        To robi ze tu nie ma alternatywy byc na utrzymaniu meza. Mlode dziewczyny nie
        mysla ze wyjda za maz, urodza dzieci i maja wszystko z glowy. Przeciwnie,
        wiedza ze musza miec zawod, zarabiac, myslec o swojej przyszlosci.
        Wiec nie ma tej ekonomicznej tragedii przy rozwodzie: co ona teraz zrobi? Isc
        sprzatac? Zaczac wszystko na nowo?
        Co za tym idzie to podzial obowiazkow w domu. We wszystkim: sprzatanie, pranie,
        gotowanie. Panowie radza sobie z dziecmi rownie dobrze jak kobiety i to z tymi
        najmniejszymi, noworodkami. Tu nie ma tego ze facet idzie na piwo po pracy,
        nie, odebrac dzieci z przedszkola i do domu.
        Tutaj urlop macierzynski nie nazywa sie macierzynski ale rodzicielski i prawnie
        rodzice moga go dzielic. I to robia. Wszyscy z moich kolegow byli w domu kilka
        miesiecy z niemowlakami. Jeden miesiac jest nawet zarezerwowany dla ojcow a
        mowi sie zeby ustawowo zrobic ten podzial. Wiec faceci maja to we krwi aby sie
        zajmowac dziecmi, maja inna wiez do dzieci niz ci ktorzy sa w pracy od 9 do 22
        i przychodza do domu sie przespac, przebrac, zjesc itp.
        Fajnie sie slyszy jak wysokiej rangi szef mowi: wybaczcie ze mam telefon
        wlaczony ale moj syn lezy chory w domu i musi miec mozliwosc skontaktowania
        mnie. Dlatego zebranie musimy tez skrocic. Bede musial jechac do domu i zrobic
        mu lunch.
        ;)
    • swiatlo A może by... 10.04.05, 19:00
      A może by się kochani po prostu nie rozwodzić? Może jednak byśmy uznali że
      małżenstwo to nie randka w kawiarni, ale kolosalna, uświęcona i nierozerwalna
      odpowiedzialność na całe życie za dziecko, a jak się komu to nie podoba i chce
      się przez całe życie bawić, to niech się po prostu nie pobiera?
      • szfedka Re: A może by... 10.04.05, 19:15
        swiatlo napisał:

        > A może by się kochani po prostu nie rozwodzić? Może jednak byśmy uznali że
        > małżenstwo to nie randka w kawiarni, ale kolosalna, uświęcona i nierozerwalna
        > odpowiedzialność na całe życie za dziecko, a jak się komu to nie podoba i
        chce
        > się przez całe życie bawić, to niech się po prostu nie pobiera?
        >

        Chcesz powiedziec ze odpowiedzialnosc za dzieci to zabawa?
        I co ma wspolnego odpowiedzialnosc za dzieci a pobieranie sie?
        Ech Swiatlo, rozczarowalam sie, spodziewalam sie prawdziwej bomby z Twojej
        strony a tu tylko majaki.
        pozdrowionka :)
      • don2 Re: A może by... 10.04.05, 19:26
        A moze by tak kochani po prostu byc kamiennymi figurkami,a zycie bajka .
        masz racje Swiatlo to nie randka w kawiarni. Co tobie cholera ta kawiarnia
        przedstawia sie jako symbol rozpasania i zla ? masz jakas podswiadoma
        awersje do kawiarni.I te paluszki co? Kosciol ma inferno,komunisci maja grubego
        faceta w cylindrze palacego cygaro a Swiatlo ma kawiarnie jako symbol zla.:))
        • kan_z_oz Re: A może by... 11.04.05, 13:10
          Swiatlo napisal; A może by się kochani po prostu nie rozwodzić? Może jednak
          byśmy uznali że małżenstwo to nie randka w kawiarni, ale kolosalna, uświęcona i
          nierozerwalna odpowiedzialność na całe życie za dziecko, a jak się komu to nie
          podoba i chce się przez całe życie bawić, to niech się po prostu nie pobiera?

          Przypomnij mi skad wziales, ze malzenstwo jest ta kolosalna i nierozerwalna
          odpowiedzialnoscia na cale zycie?
          Z calym szczunkiem do twoich przekonan i wierzen religijnych, nauczanych
          poprzez rozne koscioly; Biblia nie wyraza sie na ten temat jednoznacznie,
          znajdz paragrafy na temat malzenstwa, ktore bylyby jasne i bez mozliwosci
          interpretacji dowolnej. Biblia nakazuje kochac i jest jej glowna mysl. Ludzie
          nie pobieraja sie po to aby sie rozwiesc, nie maja dzieci po to aby pozbawiac
          je mozliwosci widywania jednego z rodzicow. Kazde rozwiazanie jest lepsze niz
          wspolne zycie w nienawisci i braku szacunku. Rozwod jest koniecznoscia i trudna
          decyzja. Jesli ludzie moga rozwiesc sie spokojnie, okazujac szacunek jeden
          drugiemu na przyjacielskich ukladach, to jest to, to o czym jest napisane w
          Biblii. Zycie podobno ma byc pelne roznych doswiadczen aby ludzie mogli
          rozwijac sie duchowo. Kawiarnia, bar, pieniadze tez nie sa zakazane przez
          biblie a przez koscioly i niektore religie.
          Nie osadzaj drugiego, jesli nie chcesz byc sadzonym - tez chyba z Biblii.
          Nie jest to atak na Swiatlo, raczej moje 'luzne' mysli.

          Pozdrawiam


          • don2 Re: A może by... 11.04.05, 13:18
            No no ,tylko bez rewizjonizmu.Rozwody sa jednoznacznie zakazane przez KK.
            Co Bog zlaczy,czlowiek niechaj nie rozlacza ( Ewangelia Mateusza 19:6 )
            I jak juz piszemy cokolwiek ,to uprasza sie o znajomosc rzeczy,innaczej
            zamienia sie to w puste pieprzenie.
            • wkrasnicki Re: A może by... 11.04.05, 13:52
              Don nie pal tytoniu, to nieprawda, że wspomaga pamięć i szkodzi tylko niektórym.
              Zakazałem Ci czegoś?
              • don2 Re: A może by... 11.04.05, 13:58
                Ja tylko podkreslam formalna strone .co nie powinno sie traktowac ,jako wyraz
                mojej naiwnosci :)))))
    • xurek Re: Dokad zmierza szwedzka rodzina - co Wy na to? 11.04.05, 16:44
      Moi rodzice klocili sie odkad siegne pamiecia. I co najmniej raz na miesiac
      byl „rozwod na tapecie“ plus pytanie, do kogo chcemy isc.
      Jako male dziecko bardzo sie balam tego rozwodu i bardzo chcialam, zeby
      wszystko zostalo tak, jak jest, nawet lacznie z tymi klotniami.
      Jako wieksze dziecko bardzo chcialam, by przestali sie klocic a rozmowy o
      rozwodzie wykorzystywalam w celu „dokopania“ temu z nich, ktory byl moim
      zdaniem ostatniej klotni winien.
      Jako nastolatka blagalam sile wyzsza, by sprawila, zeby sie w koncu rozeszli,
      przestali dupe truc i burzyc resztki mej wiary w wartosci przez nich werbalnie
      propagowane jak szacunek, kultura i szczesliwosc pozycia rodzinnego a na
      pytania, dokad chce isc po rozwodzie odpowiadalam, ze do nikad. Ja zostane w
      naszym domu, opiekowac mna sie bedzie babcia a dokad oni maja zamiar isc jest
      mi dalece obojetne.

      Dzisiaj, majac wlasne „zwiazkowe doswiadczenia“ jestem zadowolona z faktu, iz
      sie nie rozwiedli z jednego powodu: osczedzili mi nowych mamus, tatusiow i
      zwiazanych z nimi nowych komplikacji i rozczarowan. Dzieki temu, ze zarli sie
      w „utartych ramach“ wciaz jeszcze mieli duzo czasu i energii dla wlasnych
      dzieci, ktora w przeciwnym razie pozarlo by szukanie, kochanie, „oswajanie“ i
      pozniejsze „zwalczanie“ nowych partnerow. My i nasze problemy bylysmy wciaz „te
      wazne“ a nie nowy maz czy nowa zona.

      Mojemu synowi i nam zycze, by mogl bez obrazliwych klotni zyc z obojgiem
      rodzicow, ktorzy ciagna ten wspolny wozek przynajmniej tak dlugo, jak dlugo on
      na nim siedzi. Latwe to to nie jest – gdyby nie maly rozstalibysmy sie juz
      dobre pare razy. Maly jednak jest a razem z nim zupelnie inna motywacja
      ciagnieca zwiazku, niz (przynajmniej u mnie) przedtem. I nie uwazam tego
      bynajmniej za poswiecenie – gdyby nie uparte przezwyciezanie kryzysow
      miast „natychmiastowej wymiany niepasujacego partnera“, nigdy w zyciu bym sie
      nie przekonala, ze „po kryzysie“ moze nawet byc lepiej i nie nabrala takiego
      szacunku do siebie i meza za to, jak sie w tych kryzysach zachowujemy.
      Oczywiscie sa granice, ktorych nie nalezy przekroczyc i lepiej sie rozstac. Mam
      szczera nadzieje, ze na niej nigdy nie stane – jezeli jednak, to jestem pelna
      postanowienia, ze nie zafunduje dziecku „nowego tatusia“. Ten, ktorego ma, jest
      calkowicie zadowalajacy i chce nim byc. Czas, ktory maly spedzal by ze swoim
      musialby wystarzczyc „na kochanka“ – nowy zwiazek to nowe perypetie, ani
      dziecku, ani mnie w trakcie jego wychowania, niepotrzebne.

      Experymenty rodzinne napawaja mnie obawa, gdyz stawka jest wysoka a rezultat
      niewiadomy. Ale zdaje sobie sprawe, ze latwo gdybac, gdy nie jest sie w takiej
      sytuacji.

      Xurek
      • ertes Re: Dokad zmierza szwedzka rodzina - co Wy na to? 11.04.05, 17:11
        > Experymenty rodzinne napawaja mnie obawa, gdyz stawka jest wysoka a rezultat
        > niewiadomy

        Jakie eksperymenty?
        • don2 Re: Dokad zmierza szwedzka rodzina - co Wy na to? 11.04.05, 17:28
          Ertes czytaj caly watek !!
        • xurek Re: Dokad zmierza szwedzka rodzina - co Wy na to? 11.04.05, 17:28
          Opisze znane mi ekstremalne, coby bylo jasniej, o co mi chodzi:

          Eksperyment 1: jedno dziecko u mamy, drugie u taty, wspolne weekendy.

          Eksperyment 2: 3 dzieci, kazdy inny ojciec, mieszkaja wlasnie z “drugim
          tatusiem po ostatnim biologicznym”.

          Eksperyment3: Ojciec z dwojgiem wlasnych plus pierwszym jego ex-zony,
          ilosc “mamus po” zbliza sie do dziesieciu. Matka obecna jak wlasnie wroci na
          chwile z Anglii, krytykujaca wszystko, co ojciec robi, znane mi ostatnie
          trzy “mamusie na chwile” zmieniajace za kazdym razem “profil wychowania”.
          Wszystkie dzieci to dziewczynki.

          Eksperyment 4: Ojciec z synem “tulajacy sie po swiecie” (reporter, wciaz
          zmieniajacy kraj zamieszkania) i zabierajacy malego na wszelkie party
          (nocowalam u nich w domu na “kanapie”, rano budza mnie wlepione oczy
          czterolatka i pytanie “why are you not in dad’s bed, are you not his type”
          chwila zastanowienia “or are you my new nanny”)?

          “dwa domy” to dla mnie tez “rodzaj eksperymentu”.

          Czy teraz jasniej?

          Xurek
          • ertes Re: Dokad zmierza szwedzka rodzina - co Wy na to? 11.04.05, 17:35
            Jasniej gdyz chodzilo mi uscislenie co nazywasz eksperymentem. Ja jednak nie
            zgadzam sie z takim okresleniem gdyz to co opisalas jest raczej norma niz
            eksperyment.
            Rozwody i 'rozbite' rodziny to ani wymysl szwedzki ani ostatnich lat. Jednak
            opisane rozwiazanie uwazam za jedno z lepszych.
            A swoja droga to zdaje sie liczba rozwodow w krajach rozwinietych (nawet w
            Polsce sic!) przekracza liczbe slubow (lub jest 50/50) to wygada ze slub jest
            bardziej eksperymentem niz rozwod.
            • xurek do Ertesa 11.04.05, 18:21
              Nie sadze, by „rozwod z dziecmi“ byl norma a „pelna rodzina“ eksperymentem.
              Owszem, takich rozwiedzionych rodzin jest coraz wiecej, jezeli jednak spojrze
              na moje otoczenie, to zdecydowana wiekszosc zyje razem. Statystyka rozwodowa
              nie jest podzielona na „z i bez dzieci“, wiec trudno na niej opierac takie
              wnioski. Ja jako bezdzietna rozwiodlam sie bez zmruzenia oka i nie uwazam tego
              za nic wiecej, niz rozstanie, jezeli nie bylo sie malzenstwem. Moje podejscie
              do rozstania w momencie zaistnienia wspolnego dziecka zmienilo sie diametralnie.

              Rodzina w ktorej rosniemy to wzorzec naszych zachowan socjalnych jako dorosli i
              to w znacznie wiekszym stopniu, niz zdajemy sobie z tego sprawe. Zmiana modelu
              rodziny na inny spowoduje zmiane socjalnych zachowan wychowanych w nim
              doroslych. Moze na lepszy, moze na gorszy – nie jestem w stanie odpowiedziec na
              to pytanie plus mam bardzo konserwatywne podejscie do „eksperymentow“ na
              ludzkiej psychice.

              Jak by na to nie spojrzec, rowniez w „przedczasach“ i innych kulturach, dzieci
              zawsze wychowywaly sie w strukturach bardzo stalych, obojetnie czy byla
              to „wspolnota plemienna“ czy zwiazek poligamiczny czy nasza „tradycyjna
              rodzina“. Ta stalosc struktur wydaje sie byc bardzo istotna, dlatego tez ich
              czesta zmiana nie wydaje mi sie byc pozytywna.

              Xurek
              • don2 Re: do Ertesa 11.04.05, 18:44
                . Zmiana modelu
                rodziny na inny spowoduje zmiane socjalnych zachowan wychowanych w nim
                doroslych. Moze na lepszy, moze na gorszy – nie jestem w stanie odpowiedziec na
                to pytanie plus mam bardzo konserwatywne podejscie do „eksperymentow“ na
                ludzkiej psychice.
                ja uwazam:
                zdecydowanie na gorszy.twierdzenie ,ze wychowani w rozbitych rodzinach ,beda
                bardziej uczuleni na takie problemy i beda starac sie nie powtarzac bledow
                rodzicow,nie potwierdza sie w powaznych badaniach.Odwrotnie,brak doswiaczenia z
                zycia w "normalnej "rodzinie,czyni z nich w pewnym stopniu zdeformowanymi.
              • ertes Re: do Ertesa 11.04.05, 19:00
                Rozwody sa faktem i stalym punktem gry. To ze ty czy twoi znajomi sie nie
                rozeszli nie zmieni go. Zmiana modelu rodziny juz nastapila. Do tego zmienionego
                modelu rozwodnicy staraja sie dopasowac wychowanie dziecka w jak najlepszy sposob.
                Nie ma co porownywac do rodziny nierozwiedzionej bo i po co. Wiadomo ze jest to
                ideal.
                Jednak ten ideal nie zawsze trwa wystarczajaco dlugo. Jak juz przestanie trwac
                to wtedy trzeba szukac jak najlepszego rozwiazania. Jednym znich jest opisywany
                powyzej. Teraz mozna poddaac w watpliwosc czy w tej sytuacji jest to najlepsze
                wyjscie ale nie sadze zeby to mialo cos wspolnego z eksperymentem.
                • don2 Re: do Ertesa 11.04.05, 19:19

                  wszystko cacy ,cacy.rozwiedzieni rodzice staraja sie itp itd trele morele.jak
                  wykazuje zycie ,najwiekszym problemem jest sciagalnosc i morale platnicze ojcow
                  i matek,majacych ten obowiazek.I to zjawisko jest problemem w
                  calym "cywilizowanym" swiecie.W niecywilizowanym,nikt o takich obowiazkach nie
                  slyszal.Alimenty potrafia doprowadzic do znikania na dlugie lata,by uniknac
                  placenia.Tam gdzie panstwo przejmuje ten obowiazek itp jeszcze jakos,ale gdy
                  nie ma tych socjalnych programow? Pisz na berdyczow to sie nazywa.I tu wszelkie
                  dyskusje o modelach mijaja sie z celem.zycie jest bardziej skomplikowane jak
                  by na to nie patrzec.
                  --------------------------------------
          • szfedka Eksperymenty... 11.04.05, 17:37
            No to powiedz mi jak Ty bys wszystko ulozyla w przypadku Twojego rozwodu?
            Pewnie tradycjonalnie. Tatus sie wyprowadza i ma synka co drugi weekend.
            Miedzy widzeniami kontakt ewentualnie telefoniczny.
            Napewno wspaniale wiezy powstana miedzy synkiem a tatusiem.
            Tez wlasciwie mozna powiedziec "eksperyment"
            • don2 Re: Eksperymenty... 11.04.05, 17:45
              No coa xurek sie zgodzil ze mna ,ja sie zgadzam z Xurkiem :))))))
            • xurek do Szwedki 11.04.05, 18:13
              Rok temu rozwazalam te mozliwosc i przedyskutowalam z paroma psychologami
              dzieciecymi. Nie znaczy to, iz oni sa „wyrocznia“, wydaje mi sie jednak, iz
              pewne doswiadczenia maja.

              Wszyscy twierdzili zgodnie, iz podzial obowiazkow rodzicielskich po polowie to
              na bazie ich doswiadczen czysta utopia, gdyz nie da sie tego nie mieszkajac
              wspolnie i nie majac codziennej wymiany zdan tak podzielic. Taki podzial
              prowadzi to stalych konfliktow i nieporozumien wynikajacych z niedogadania sie,
              ktore prowadza do wychowawczej niekonsekwencji i „dezorientacji“ dziecka. Ktos
              musi byc „wiodaca jednostka“ i u niego dziecko powinno miec swoj „staly dom“.
              Ten drugi w idealnym ukladzie powinien objac czesc „tygodniowych zajec“ jak np.
              pojscie z dzieckiem na jego dodatkowe zajecia (np. klub sportowy etc) badz
              ustalenie wspolnych zajec i w ten sposob wyrobic swoja wiez i odciazyc tego, u
              ktorego dziecko mieszka. Dni wolne od zajec „rutynowych“ (szkola, przedszkole
              itp) powinny byc podzielone „po polowie“, czyli co drugi weekend u tego
              mieszkajacego osobno. To samo z wakacjami.

              Szwedka, Twoj syn ma lat 15, czyli jest dalece “uksztaltowany i samstanowiacy”,
              wiekszosc rozwodow odbywa sie przy dzieciach znacznie mlodszych. Nie potrafie
              sobie wyobrazic, iz “dwa domy” sa idealnym rozwiazaniem dla czterolatka.

              Ci sami psychologowie twierdzili, iz wprowadzenie do zycia dziecka nowego
              partnera to bardzo powazny i na dziecko wplywajacy krok, ktory w idealnym
              ukladzie przedyskutowany powinien byc rowniez z “odeszlym rodzicem” – tylko
              przy stalym ukladzie i pozytywnym nastawieniu calej trojki (albo czworki) nie
              majacy dlugotrwalych negatywnych skutkow.

              Psychologowie sami twierdzili, iz mowia o ideale rzadko znajdujacym
              odzrwierciedlenie w rzeczywistosci i sami radzili mi, by jezeli sie nie uda nie
              czuc sie “winna”, bo to nikomu niczego nie daje. Niemniej ten “ideal” wydaje mi
              sie calkiem sensowny no i po to owe ideally sa, by przynajmniej probowac do
              nich dazyc.

              Jak ja bym to ulozyla? Uwierzyla psychologom, iz utopia nie jest niczym innym
              niz utopia, zastanowila sie gleboko, u kogo maly ma miec “glowna baze” (w
              naszym przypadku oboje chetnie bysmy te role przejeli) i jezeli by mi wyszlo,
              ze u mnie, to pogodzila sie z wiekszym obciazeniem a jezeli nie u mnie to z
              graniem “podrzednej roli” w zyciu malego, byc moze na zawsze, byc moze tylko
              na “dlugi czas”.

              Xurek
    • swiatlo Re: Dokad zmierza szwedzka rodzina - co Wy na to? 11.04.05, 19:25
      Ojciec i matka związani sakralnym związkiem i nawzajem się szanujący.
      Oboje czujący swoje obowiązki, nawet w momencie kryzysu pomiędzy nimi potrafią
      uznć swoją odpowiedzialność za los dzieci.
      Ojciec pracujący i przynoszący do domu chleb i autorytet ojcowski.
      Matka zostająca w domu, ewentualnie pracująca tak, aby jej praca nie zniszczyła
      rodziny. Wnosząca do rodziny ciepło, bezpieczeństwo i miłość.

      I koniec. Nie ma innej rodziny, nie ma żadnych eksperymentów. Eksperymentuj
      sobie kobieto na samej sobie, ale nie na dzieciach.
      Jeżeli kobieto ten model ci nie odpowiada i wolisz spędzić życie na
      korporacyjnych karierach na przemian z łóżkami kolejnych facetów, pójdź
      przynajmniej do swojego własnego sumienia i apeluję - nie zakładaj rodziny!
      Proszę..

      To koniec dyskusji dla mnie. Obiacałem komuś że nie będę się już na forum
      udzielał więc nie będę już w tej dyskusji więcej brał udziału. I tak te dwa
      wpisy sprowokowane celowo w moim kierunku przez Szwedkę były za dużo.
      • don2 Re: Dokad zmierza szwedzka rodzina - co Wy na to? 11.04.05, 19:35
        To koniec dyskusji dla mnie. Obiacałem komuś że nie będę się już na forum
        udzielał więc nie będę już w tej dyskusji więcej brał udziału. I tak te dwa
        wpisy sprowokowane celowo w moim kierunku przez Szwedkę były za dużo.


        Swiatlo nie pindul.obiecales komus,no i co z tego? A przysiege zlozyles?
        Zreszta oficjalnie nie zawiadomiles i ostatniego przeslania nie napisales.
        Nie pozbawiaj mnie przyjemnosci obcowania z twoimi wpisami.Pozbawiasz mnie celu
        i zrodla inspiracji do wpisow. Pozalujesz tej decyzji.Nikt i nic nie zastapi
        ci Forum.Popadniesz w frustracje i zameczysz sie na tej dalekiej amerykanskiej
        ziemi,bez tego wentyla bezpieczenstwa jakim jest forum.To mowie Ci ja ,Twoj
        nieprzyjaciel zyczliwy. OPAMIETAJ SIE !!!!!
      • szfedka Re: Dokad zmierza szwedzka rodzina - co Wy na to? 11.04.05, 20:02
        swiatlo napisał:

        > Ojciec i matka związani sakralnym związkiem i nawzajem się szanujący.

        Alez Swiatlo, co Ty pleciesz o jakims tam zwiazku sakralnym? Przeciez nigdy sie
        nie krylam ze jestem niewierzaca i niechrzczona.
        No a z drugiej strony, powiedz sam? Dlaczego wlasnie Ty mialbys byc wyrocznia
        dla mnie i dla milionow ludzi?
        • don2 Re: Dokad zmierza szwedzka rodzina - co Wy na to? 11.04.05, 21:19
          no coz,szfedka ma racje.osobiscie bardzo sie szanowalismy z moja zona,mimo
          braku sakralnego slubu.tak sie szanowalismy ,ze z nudow nie bylo nawet szans na
          jakakolwiek awanture.No to z szacunku do siebie i dwojga nas razem
          rozwiedlismy sie.I do tego ona zarabiala wiecej,nie bedac feministka (inne
          czasy)Cholera ale sie naziewalismy w swojej obecnosci z nudow,po wsze czasy.
      • jutka1 Swiatlo... 11.04.05, 22:49
        ... szczeka mi opadla

        tez sie w dynie zamieniles czy jak? :-(

        doprawdy, twoj akapit o korporacyjnych karierach i lozkach (czy moze inwokacja
        to nazwac???) sprawil ze zaniemowilam.
        rzadko to sie zdarza, wiec szapoba.

        hope you're gonna get better soon
        • szfedka Re: Swiatlo...mnie imponuje 11.04.05, 23:17
          ten ojciec przynoszacy do domu chleb i autorytet ojcowski.
          Ciekawam czy w tej samej siatce?
          • aka10 Re: Swiatlo...mnie imponuje-do Szfedki 11.04.05, 23:32
            Polecam ksiazke pt.Gnoj.Tam i o chlebie i o autorytecie.Pozdrawiam wieczorowa
            pora;-)
        • ertes Re: Swiatlo... 12.04.05, 00:05
          Szkoda go bo fajny chlop byl.
          • kan_z_oz Re: Swiatlo... 12.04.05, 11:45
            Don napisal; No no ,tylko bez rewizjonizmu.Rozwody sa jednoznacznie zakazane
            przez KK.Co Bog zlaczy,czlowiek niechaj nie rozlacza ( Ewangelia Mateusza 19:6 )
            I jak juz piszemy cokolwiek ,to uprasza sie o znajomosc rzeczy,innaczej
            zamienia sie to w puste pieprzenie.

            Nie mysle, aby ten paragraf ktory przytoczyles odnosil sie do malzenstwa. Ma na
            mysli milosc miedzy ludzmi i nie oznacza malzenstwa. Jest to dowolna
            interpretacja KK Biblii. Jest to jeden z powodow dlaczego nie uczeszczam do KK.
            Nie mam potrzeby sluchania czegos czego nie czuje i nie rozumiem. W Biblii nie
            ma nic na temat malzenstwa w sensie dokumentu spisanego w jakkimkolwiek
            urzedzie. Jest za to duzo na temat milosci, wiary i nadzieji. Milosci, jako
            zwiazku miedzy dwojgiem kochajacych sie osob i nie tylko. Milosc taka moze byc
            dlugoletnim zwiazkiem zakonczonym szczesliwym i dlugotrwalym pozyciem, ale nie
            musi. Zwiazki rozpadaja sie i ostania rzecza jaka ludzie przechodzacy przez to
            potrzebuja jest nasza krytyka.

            Ostanio, niestety bylam swiadkiem rozpadku zwiazku malzenskiego bliskich
            znajomych; 29 lat udanego malzenstwa, dwoje doroslych synow i w przeciagu 3
            tygodni Pan opuscil zone dla innej, tez znajomej mi kobiety. Znam cala trojke,
            respektuje kazdego z nich i z osobna. Szok - jest to najlepsze okreslenie. Nie
            moja sprawa, nie mam ochoty oceniac; wierze, ze kazdy z nich ma powody i jest
            to dla ich dobra. Jakiego? Nie mam bladego pojecia. Czas pokaze.

            Pozdrawiam



            • don2 Re:Kan 12.04.05, 13:34
              Nie bardzo rozumie o co ci chodzi. dziwi mnie ,ze tego nie wiesz i twoje wywody
              sa niezbyt rzeczowe.zapewniam Cie jeszcze raz,ze w KK nie istnieje
              rozwod.Dopuszczalne jest tylko i to w wyjatkowych wypadkach,I TYLKO ZA
              ZEZWOLENIEM VATYKANU,UNIEWAZNIENIE MALZENSTWA, powtarzam.UNIEWAZNIENIE. tzn
              nigdy nie bylo zawarcia zw.malzenskiego w kosciele.
              Chce cie poinformowac ,ze formula przytoczona :.Co Bog zlaczy,czlowiek
              niechaj nie rozlacza.W roznych wariantach,jest formula slubna a nie zadna
              dowolna interpretacja Bibli.KK to nie stowarzyszenie krytykow literackich oraz
              prawnikow ,ktorzy dowolnie interpretuja Biblie.I czytajac:

              Nie mam potrzeby sluchania czegos czego nie czuje i nie rozumiem. W Biblii nie
              > ma nic na temat malzenstwa w sensie dokumentu spisanego w jakkimkolwiek
              > urzedzie. Jest za to duzo na temat milosci, wiary i nadzieji.

              Pozwole sobie ,nie znajac cie ,zwatpic w twoja znajomosc tematuI do tego jestem
              w 100 % przekonany ,ze nie tylko nie masz pojecia o zawartosci biblii ale nie
              bylas w poblizu tego pisma.Co nie znaczy ,by znajomosc Biblii ,byla
              wyznacznikiem poziomu wiedzy ogolnej.zreszta juz kiedys pozwolilem sobie
              zaznaczyc ,ze zycie zagranica nie tylko nie nobilituje ale i nie jest gwarancja
              osiagniecia takiego stopnia wiedzy,jaki usiluje sie przedstawic otoczeniu.
              • kan_z_oz Re:Kan 15.04.05, 12:48
                don2 napisał:

                > Nie bardzo rozumie o co ci chodzi. dziwi mnie ,ze tego nie wiesz i twoje
                wywody
                >
                > sa niezbyt rzeczowe.zapewniam Cie jeszcze raz,ze w KK nie istnieje
                > rozwod.Dopuszczalne jest tylko i to w wyjatkowych wypadkach,I TYLKO ZA
                > ZEZWOLENIEM VATYKANU,UNIEWAZNIENIE MALZENSTWA, powtarzam.UNIEWAZNIENIE. tzn
                > nigdy nie bylo zawarcia zw.malzenskiego w kosciele.
                > Chce cie poinformowac ,ze formula przytoczona :.Co Bog zlaczy,czlowiek
                > niechaj nie rozlacza.W roznych wariantach,jest formula slubna a nie zadna
                > dowolna interpretacja Bibli.KK to nie stowarzyszenie krytykow literackich oraz
                > prawnikow ,ktorzy dowolnie interpretuja Biblie.I czytajac:
                >
                > Nie mam potrzeby sluchania czegos czego nie czuje i nie rozumiem. W Biblii
                nie
                >
                > > ma nic na temat malzenstwa w sensie dokumentu spisanego w jakkimkolwiek
                > > urzedzie. Jest za to duzo na temat milosci, wiary i nadzieji.
                >
                > Pozwole sobie ,nie znajac cie ,zwatpic w twoja znajomosc tematuI do tego
                jestem
                >
                > w 100 % przekonany ,ze nie tylko nie masz pojecia o zawartosci biblii ale nie
                > bylas w poblizu tego pisma.Co nie znaczy ,by znajomosc Biblii ,byla
                > wyznacznikiem poziomu wiedzy ogolnej.zreszta juz kiedys pozwolilem sobie
                > zaznaczyc ,ze zycie zagranica nie tylko nie nobilituje ale i nie jest
                gwarancja
                > osiagniecia takiego stopnia wiedzy,jaki usiluje sie przedstawic otoczeniu.

                Biblie przeczytalam. Rozumiem ja na swoj sposob. KK interpretuje ja na swoj
                sposob a ja na swoj. Skad wiesz, ze moj jest gorszy od KK? Skad wiesz, ze ja
                nie mam racji a KK ma?
                Temat ten byl od lat mi obcy i popularnie mowiac 'latal mi powiewal'.
                Okolicznosci sie jednak zmienily. Moje wywody sa scisle oparte na moich
                doswiadczeniach, podobnie pewnie jak Twoje. Od kilkunastu miesiecy zaistnialy w
                naszym zyciu rzeczy ktorych nie jestesmy w zaden sposob logicznie wytlumaczyc.
                Czesc moich spostzrerzen jest wiec w oparciu o to co sie dzieje. KK zle
                interpretuje Biblie, wiedzac o tym.
                Pa


                • don2 Re:Kan 15.04.05, 13:06
                  Moje wywody sa scisle oparte na moich
                  doswiadczeniach, podobnie pewnie jak Twoje.


                  Co ty kobieto pindulisz.O czym ty majaczysz.co to za bzdety wypisujesz.
                  zawracasz dupe,ze sie tak wyraze.Nie na temat i " scisle oparte " o twoj brak
                  wiedzy.Radze ci zajmij sie innym tematen o ktorym masz jakiekolwiek pojecie.
                  Zenujace jest te Twoje filozofowanie na temat interpretacji.To twoja osobita
                  sprawa.I nie to bylo tematem.I badz tak dobra zaoszczedz mi tych naiwnych
                  bzdur.I nie podciagaj zmarlego tematu,nie majac nic do powiedzenia.
                  • ertes Re:Kan 15.04.05, 18:30
                    Don, zostaw pania z OZ.
                    Do tych z Australii trzeba podchodzic ze specjalna ostroznoscia bo chodzenie do
                    gory nogami nie wplywa najlepiej na stan psychiczny.
                    • don2 Re:Kan 15.04.05, 19:17
                      dobrze,poslucham rady :)))
                      • bella-donna Re:Kan 16.04.05, 02:03
                        don2 napisał:

                        > dobrze,poslucham rady :)))

                        nie masz wyjscia, Wielki przemowil...
                        • kan_z_oz Re:Kan 16.04.05, 12:31
                          bella-donna napisała:

                          > don2 napisał:
                          >
                          > > dobrze,poslucham rady :)))
                          >
                          > nie masz wyjscia, Wielki przemowil...

                          Oczywiscie,ze pindule bo chodze do gory nogami. Czujesz sie teraz lepiej?
                          Moze zapytasz dlaczego pindule, czy przyjmujesz,ze baba i do tego glupia?
                          Pozdrawiam
                          >
                          • bella-donna Re:Kan 16.04.05, 12:40
                            kan_z_oz napisała:

                            > bella-donna napisała:
                            >
                            > > don2 napisał:
                            > >
                            > > > dobrze,poslucham rady :)))
                            > >
                            > > nie masz wyjscia, Wielki przemowil...
                            >
                            > Oczywiscie,ze pindule bo chodze do gory nogami. Czujesz sie teraz lepiej?
                            > Moze zapytasz dlaczego pindule, czy przyjmujesz,ze baba i do tego glupia?
                            > Pozdrawiam


                            ...no to w takim razie pytam o;
                            • kan_z_oz Re:Bella-donna 17.04.05, 05:30
                              Odpowiedzi na posty Nick Don byly czystym przypadkiem. Raczej koncentrowalam
                              sie za myslach czy komentarzach niz na osobie piszacej.
                              Szfedka poruszyla temat, ktory jak juz wspomialam, zmusil mnie do wielu
                              przemyslen na ten temat nieco wczesniej. Mam na mysli podany wyzej przyklad
                              dobrych znajomych, ktorzy nagle i bez oczywistego powodu rozeszli sie.
                              Szfedka zauwazyla i poruszyla temat, ktory ma szerszy zasieg niz Szwecja.
                              Schemat Szwedzki jest przeciwienstwem tego z Polski. Budzi wiec to naturalny
                              konflikt i czesto male poczucie winy. Zawsze byl taki troche niewygodny, troche
                              klopotliwy temat.
                              Szwedka napisala tez, ze jest niewierzaca i nieochrzcona; nie sadze aby mialo
                              to cokolwiek wspolnego z trwaloscia malzenstwa czy recepta na milosc. Reguly
                              narzucone poprzez rozne religie w tym temacie nie dzialaja w praktyce, mysle,
                              ze powodem jest to, ze sa sztucznie stworzone nakazy w procesie wiele setek lat
                              raczej w celu kontrolownia niz dla dobra ludzi. Dlatego nie dzialaja i nie beda
                              dzialac.
                              Nie wiem, czy spotkalas sie z konceptem dualizmu; rzeczy dzieja sie i istnieja
                              na zasadzie przeciwienstw; dzien-noc, zimne-cieple, milosc-niemilosc. Jednostka
                              musi doswiadczyc czym jest nie milosc aby moc poznac milosc. Nie jest to
                              komentarz do Szfedki. Jest to raczej kometarz czy opinia, ze nasze oburzenie
                              czy zdziwienie ma malo wspolnego dlaczego inni przechodza przez pewne
                              wydarzenia. Wszystko jest i dzieje sie dla powodu, ktory nie zawsze jest
                              oczywisty w momencie gdy cos 'nieprzyjemnego' nas spotyka. Nie bede sie tutaj
                              wiecej nad tym rozwodzic, gdzyz jak Don zauwazyl - jest to poza tematem postu.
                              Nie bede sie tez rozwodzic nad moimi i naszymi osobistymi doswiadczeniami w tym
                              temacie - znowu - temat na inny post.
                              Cenie Szfedke za jej odwazne myslenie i postepowanie, a szczegolnie za to, ze
                              potrafila rozwiazac sytuacje gdzie wciaz sie szanuja i spotykaja ze soba.

                              Pozdrawiam

                              Pozdrawiam
                              • don2 Re:majaczaca z Oz 17.04.05, 11:46
                                Obiecalem Ertesowi nie przesladowac Cie wiecej ,ty jednak jestes uparta.Nie
                                znajac poziomu twego wyksztalcenia odwaze sie zaryzykowac opinie ,ze z
                                polskiego bylas marna,nie umiesz pisac wlasnymi zdaniami,poslugujesz sie
                                zwrotami i nawet calymi zdaniami ni to z prasy ni to z kiepskich broszur lub tp.
                                Znowu bylo nie na temat ale niech tak pozostanie.Np bedac twoim nauczycielem
                                polskiego,postawil bym ci najnizsza note sa styl.Przypomina troche referat
                                na zebraniu Ligi Kobiet w Mackowie Wielkim. a teraz lista bzdetow :

                                Odpowiedzi na posty Nick Don byly czystym przypadkiem. Raczej koncentrowalam
                                > sie za myslach czy komentarzach niz na osobie piszacej.


                                Szfedka zauwazyla i poruszyla temat, ktory ma szerszy zasieg niz Szwecja.
                                > Schemat Szwedzki jest przeciwienstwem tego z Polski. Budzi wiec to naturalny
                                > konflikt i czesto male poczucie winy. Zawsze byl taki troche niewygodny,
                                troche
                                >
                                > klopotliwy temat.


                                Szwedka napisala tez, ze jest niewierzaca i nieochrzcona; nie sadze aby mialo
                                > to cokolwiek wspolnego z trwaloscia malzenstwa czy recepta na milosc. Reguly
                                > narzucone poprzez rozne religie w tym temacie nie dzialaja w praktyce, mysle,
                                > ze powodem jest to, ze sa sztucznie stworzone nakazy w procesie wiele setek
                                lat
                                >
                                > raczej w celu kontrolownia niz dla dobra ludzi. Dlatego nie dzialaja i nie
                                beda
                                >
                                > dzialac.
                                > Nie wiem, czy spotkalas sie z konceptem dualizmu; rzeczy dzieja sie i
                                istnieja
                                > na zasadzie przeciwienstw; dzien-noc, zimne-cieple, milosc-niemilosc.
                                Jednostka
                                >
                                > musi doswiadczyc czym jest nie milosc aby moc poznac milosc.



                                Cenie Szfedke za jej odwazne myslenie i postepowanie, a szczegolnie za to, ze
                                > potrafila rozwiazac sytuacje gdzie wciaz sie szanuja i spotykaja ze soba


                                I czytajac te perelki ,jak myslisz jakie sie odnosi wrazenie? Ja czytajac ten
                                belkot posklejanych nauczonych na pamiec fraz,niestety odczuwam zazenowanie
                                i wstyd za poziom nauczania w PL. kazde twoje zdanie to budzacy groze brak
                                logiki i chyba szarpany " dualizmem" powstrzymam sie od dalszych komentarzy.
                                Szkoda ,ze mam sygnaturke ,moglbym uzyc taka perelke :

                                '

                                Jednostka
                                >
                                > musi doswiadczyc czym jest nie milosc aby moc poznac milosc.Dobre co?


                                czegos tam chyba usilowalas uczys sie,wkuwajac na pamiec -ale pojac ,to juz
                                chyba powyzej twoich mozliwosci.

                                Pozdrawiam ,Don majacy "koncepcje dualizmu" rozbawiony- nie rozbawiony
                                PS Uratowalas mi dzien :)))))))))))))))))))))))))
                                • don2 Re:majaczaca z Oz 17.04.05, 11:58
                                  PS Mam pytanie: czy ty przypadkiem nie naczytalas sie czegos z polki "
                                  Stowarzyszenia Ateistow i Wolnomyslicieli " Wiele w twoim belkocie,przypomina
                                  ich materialy,specjalnie opracowane dla klasy robotniczo-chlopskiej.
                                  • kan_z_oz Gbur Don 18.04.05, 08:47
                                    don2 napisał:

                                    > PS Mam pytanie: czy ty przypadkiem nie naczytalas sie czegos z polki "
                                    > Stowarzyszenia Ateistow i Wolnomyslicieli " Wiele w twoim belkocie,przypomina
                                    > ich materialy,specjalnie opracowane dla klasy robotniczo-chlopskiej.

                                    A zawsze masz taki 'dobry humor' czy tylko dzisiaj?
                                    Trzeba bylo napisac na wstepie, ze na Forum P2 pisac moga tylki Ci ktorym Ty
                                    dasz pozwolenie i na tematy zaakceptowane przez Komitet Dona.
                                    Nie mam checi tlumaczyc skad co pochodzi bo brzmisz jak stary grumpy man do
                                    ktorego i tak malo dociera.
                                    Nie popsules mi humoru.
                                    Zycze powodzenia.
                                    Kan
                                    • don2 Re: Gbur Don 18.04.05, 11:19
                                      Gbur? byc moze nie zaliczam sie do delikatnych i zbyt tolerancyjnych ,ale
                                      czasami trudno powstrzymac sie przed bardziej ostra reakcja na wypisywanie
                                      ewidentnych glupot.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka