Dodaj do ulubionych

Smutny brainstorming

15.11.05, 15:15
Smutny:

Piranha chodzi od konca sierpnia do nowego przedszkola. Przedszkole jest
calodzienne, takowoz wiekszosc bywajacych tam dzieci, Pirahna uczescza tylko
przez cztery popoludnia. Przedszkole od razu polubil bardziej, niz swoja
International School, do ktorej chodzi od ponad roku. Od razu znalazl
tez „nowych przyjaciol“ (jego zdaniem), niejaka Lize i Seana. Liza, Sean,
Annalena i corka Behemota przyszly razem do tego przedszkola ze wspolnego
zlobka. Martein przyszedl z International, gdzie chodzil z Piranha do jednej
klasy – rodzice przeniesli go do szwajcarskiego przedszkola, bo w ciagu tego
roku nie powiedzial jednego zdania po angielsku.

W Inernational School zdaniem Piranhii nie ma on zadnych przyjaciol.
Zapraszany jest jednak na wszystkie klasowe urodziny, co chyba niewiele
znaczy, bo internationalni rodzice robia zawsze to samo: zapraszaja
ryczaltowo cala klase do Mc. Donalda. Zapytany, kogo z International chce
zaprosic na swoje urodziny Piranha wymienil dwoje dzieci. Pozostale to Lisa,
Sean i corka Behemota plus 4 chlopcow z sasiedztwa plus dwoch z bylego
zlobka. Urodziny sa pod koniec miesiaca, temat juz teraz aktualny, bo......

Cztery tygodnie temu Lisa miala urodziny i zaprosila z nowego przedszkola
corke Behemota, Annalene i Seana. Ja dowiedzialam sie tylko poprzez Behemota
i nie przywiazalam do zdarzenia wiekszej wagi, tym bardziej, ze Piranha nic o
nim nie mowila i myslalam, ze owe zaproszenia odbywaja sie niejako „poza
przedszkolem“ i nie sa mu swiadome. Tydzien temu Martein mial urodziny, na
ktore zaprosil Lise, corke Behemota, Annalene i Seana. Dowiedzialam sie znow
od Behemota i zrobilo mi sie troche przykro, nie przywiazalam do tego jednak
wiekszej wagi, bo Piranha nic na ten temat nie mowil i dalej jak wyzej.

W niedziele Behemot poinformowal mnie, ze w nadchodzaca sobote Sean ma
urodziny i ze corka Behemota dostala juz zaproszenie. Piranha nie dostala
zadnego, Behemot zapytal, czy mnie to nie niepokoi i czy sie nie zastanawiam
dlaczego. Odpowiedzialam ze owszem, smutno mi troche i owszem, sie
zastanawiam, ale nie widze wielkiego problemu, bo Pirahni to „niezapraszanie“
nie jest chyba swiadome.

Wczoraj oboje odbieralismy go z przedszkola. Sean, corka Behemota, Florian
(jedyny pozostaly nigdzie nie zapraszany) i Pirahna siedzialy przy stole i
malowaly. Pirahna powiedzial, ze mamy poczekac, bo chce namalowac do konca.
Usiedlismy obok i czekamy. Nagle corka Behemota mowi “Sean, ja Cie tez
zapraszam na moje urodziny”. Na to Sean “Carmen, ja ciebie tez zapraszam na
moje urodziny, one sa juz za cztery dni!!!”. Widze, ze moje dziecko
smutnieje, zbiera sie w sobie i mowi “Sean, zapraszasz mnie tez na Twoje
urodziny?”. Sean ignoruje pytanie, widac, ze jest mu nieswojo, koncetruje sie
na swoim obrazku. Pirana powtarza pytanie zalamujacym sie glosem. Sean
czerwienieje, spuszcza wzroki i belkocze “jak nie masz takiej zaproszeniowej
karteczki od mojej mamy, to juz nie moge cie zaprosic, bo nie mam wiecej
takich karteczek”. Dluzsze milczenie, potem Piranha mowi “to ja ci namaluje
bardzo piekna zaproszeniowa karteczke dla mnie i bedziesz mnie wtedy mogl
zaprosic”. Shean milczy, Pirahna wykrzywia usta do placzu i w tym momencie
Florian mowi (to trundo mi przetlumaczyc, wiec najpierw cytuje) “S…, scheiss
auf diese Kaka – Geburtstag von diesem Mädchen – Bubi, ich lade Dich zu
meinem Geburtstag ein” (S…, olej te urodziny tego “dziewczynkowego –
chlopczyka”, ja cie zapraszam na moje urodziny). Piranha nie odpowiada,
wstaje, mowi “daddy, juz nie chce malowac, chodzmy do domu”. Przy
przebieraniu pyta “daddy, czy ja moge mimo wszystko isc na te urodziny Seana
chociaz nie mam tej zaproszeniowej karteczki”. Maz nie wie co powiedziec,
patrzy na mnie, ja mowie, ze nie moze, bo nie zostal zaproszony. Piranha
prawie placzac mowi „tydzien temu Martain mial urodziny i tez nie mnie nie
zaprosil. Lisa tez miala urodziny i tez mnie nie zaprosila“. Mnie kosc w
gardle staje, jakos sie opanowuje i pytam, czy jest mu z tego powodu smutno i
czy chce o tym porozmawiac. Przytakuje milczaco i przytula sie do mnie.
Wchodzac do samochodu zmienia temat, nie chce juz rozmawiac o zadnych
urodzinach, jest przesadnie “optymistycznie nakrecony”. Wracajac do domu
dzwoni jego matka chrzestna, u ktorej mial spedzic przyszly weekend (zupelnie
o tym zapomnialam). Opowiadam jej krotko o zaistnialej sytuacji, ona mowi,
bym jej go dala do telefonu, rozmawiaja dlugo i slysze, ze wymyslaja, co
wspanialego i specjalnego moga w ten weekend zrobic. Po rozmowie dziecko
zaczyna juz pakowac swoj plecaczek na weekend i mowi pod nosem sam do
siebie “ich gö zu mini Götti, Sean und Carmen und Lisa händ nuer schiis
Göttis und gönd nie dorthii, es ischt vieeeu besser, mir wend jedi menig
Spass haa, ich schiees uf die blöödi Geburi von dr Maitli – Bubi”. (Sean,
Carmen i Lisa maja tylko “gownianych chrzestnych” do ktorych nigdy nie
chodza, to jest znacznie lepszy pomysl, bedziemy sie swietnie bawic, sram na
te glupie urodziny tego “chlopczyka”. Na tym temat jak na razie zakonczony.

Brainstorming:

Jakies pomysly, jak na to zareagowac? Samemu sprowokowac rozmowe,
przemilczec, zaczekac, az od niego cos wyjdzie? Rozmawiac z przedszkolankiami
o mozliwych przyczynach? Propowac mu wyperswadowac zaproszenie Lisy i Seana w
obawie, ze i tak nie przyjda i bedzie mu jeszcze bardziej przykro?

Xurek
Obserwuj wątek
    • maria421 Re: Smutny brainstorming 15.11.05, 15:44
      Xurku, uwazam, ze najlepiej zrobisz jak dasz zdecydowac Piranhi kogo on chce
      zaprosic na urodziny a kogo nie. Ty wyznacz tylko maksymalna ilosc dzieci.
      • basia553 Re: Smutny brainstorming 15.11.05, 17:23
        mysle ze pomysl porozmawiania z przedszkolankami nie jest zly. przeciez chyba
        chcesz wiedziec co tkwi za tym? mam nadzieje, ze nie rasizm rodzicow....
        w kazdym razie przedszkolanka nawet moze zapytac rodzicow czy to ich decyzja,
        czy dzieci same nie chcialy. koniecznie zapytaj.
        biedna pirania, biedny xurek.
      • maria421 Re: Smutny brainstorming 15.11.05, 18:24
        Nie podejrzewalabym zadnego rasizmu.
        Z moich dosiwadczen na polu urodzin dzieciecych wiem, ze to dzieciaki same
        mowia kogo chca zaprosic, a kogo nie i to glownie od nich zalezy, nie od
        rodzicow. Rodzice ustalaja tylko gorny limit dzieci, w zaleznosci od wlasnych
        mozliwosci i od tego, jak maja zamiar spedzic urodziny.
        Moze wiec mama przedszkolaka kupila tylko piec kart zaproszeniowych i
        przedszkolak najpierw wymienil piec jakichs innych imion, a potem dopiero imie
        Piranhi?

        Poza tym, sprawdzilabym czy naprawde nie ma zadnych konfliktow miedzy samymi
        dzieciakami. Wiesz, czasem jedno drugiemu zabierze zabawke i to juz jest powod
        do obrazy i do nielubienia i do niezaproszenia.

        Przedszkolanki sa od tego, zeby przypilnowac dzieci w przedszkolu, ale na
        kwestie zapraszania kogokolwiek do domu i tak nie moga miec wplywu.

        Dziecku czesto moze byc smutno, ze zostalo wykluczone z zabawy, ale tak ma
        wiele dzieci. Czasem wytworzy sie klika (ale to juz w pozniejszych latach, w
        szkole), ktora w ogole nie dopuszcza innych.

        Ale, Xurku, jezeli dziecko ma odpowiednie poparcie w domu, to da sobie ze
        wszystkim rade.
    • pawel_z_melb Re: Smutny brainstorming 15.11.05, 19:59
      mysle, ze najlepiej to
      > Samemu sprowokowac rozmowe, i
      > Rozmawiac z przedszkolankiami
      > o mozliwych przyczynach?


      chyba raczej nie
      > Probowac mu wyperswadowac zaproszenie Lisy i Seana w
      > obawie, ze i tak nie przyjda i bedzie mu jeszcze bardziej przykro?


      moze np. zaczepic rodzicow i b. uprzejmie, (ale czyba z lekko kofrontacyjnym
      podtekstem) : moje dziecko chcialoby zaprosic Wasze dziecko, bo sie przyjaznia
      *w przedszkolu*, ale nie jestem pewna czy Wy, jako rodzice nie macie nic
      przeciwko temu... Czy moja cora moze jakos nieladnie sie wobec Was, czy
      waszego dziecka zachowala?

      Mysle, ze warto sprowokowac ludzi do zadania sobie pytania: dlaczego wlasciwie
      tego nie chca?

      > przemilczec, zaczekac, az od niego cos wyjdzie?
      to tylko utwierdzi podzial, a naturana dynamika doprowadzi do glebszego
      rozdzwieku miedzy dziecmi, a konfliktu na dalszym etapie (czego poczatki juz
      widac..)

      Pozdrawiam serdecznie

      Pawel

      .....................
      s'wiat jaki jest -
    • czajek76 Re: Smutny brainstorming 15.11.05, 20:59
      Kurcze, bardzo Ci wspolczuje.
      Ja mam juz swoje lata a dokladnie w zeszly weekend znalazlem sie nieomal w
      identycznej sytuacji jak Piranha i bylo mi cholernie przykro wiec wiem jak to
      jest (zreszta przeciez kazdy wie).
      Mysle, ze zdecydowanie najlepsze jest wyjscie "pozytywne", a raczej "semi-
      pozytywne".
      Absolutnie nalezy zaprosic na urodziny Piranhi: Seana, Lise, Annalene, Carmen
      (czyli jak mniemam corke Behemota) i Marteina. Poza tym koniecznie zaprosic
      Floriana, wydaje sie ze to jest fajny gosc no i oczywiscie chlopakow z
      sasiedztwa + kolesi ze zlobka :)
      Do tego zaprosic dzieciaki z International School.
      Niech klika z przedszkola zobaczy ze Piranha ma tez innych znajomych ktorym
      zalezy na przyjazni z nim (mam nadzieje ze tak jest). Nie chodzi tez o to zeby
      ich zdominowac, raczej pasuje tu slowo "zrownowazyc". Piranha zapewne bedzie
      podkreslal swoje pozytywne uczucia do nich, a jednoczesnie bedzie w centrum
      uwagi. Poza tym - najwazniejszy jest lans! Impreza musi byc totalnie udana ale
      bezpretensjonalna :)
      Skutki moga byc nastepujace:
      a) Piranha zacznie byc postrzegany jako postac atrakcyjna towarzysko i bedzie
      pozadanym kolega,
      lub
      b) Ksenofobiczne zjawiska poglebia sie i Piranha bedzie jeszcze bardziej
      izolowany.
      W przypadku B zadna strata bo po co komu tacy przyjaciele.

      • ani-ta Re: Smutny brainstorming 15.11.05, 21:16
        podzielam zdanie.
        zaprosic wszystkich.
        przerobilismy to z urodzinami Demolci i... widzialam te glupie miny mamusiek,
        ktore tlumaczyly sie durnie, ze "szkoda ze na to nie wpadly":P

        no sami przyznajcie... zaproszenie 12 dzieci z 16osobowej klasy - to GLUPOTA
        rodzicow!

        podobnie wyglada sytuacja u xurka - mala grupa, wiec integrowac - nie dzielic, a
        tego wlasnie rodzice (nie panie w przedszkolu!) uczyc powinni!

        xurku, z tego co wiem, twoj maz doskonale poradzilby sobie i z setka
        rozbrykanych brzdacow, ty jestes elastyczna - to sie nagniesz... a mlody
        czlowiek czegos sie przy okazji nauczy:)
        • ania_2000 Re: Smutny brainstorming 15.11.05, 21:51
          Xurku, wyobrazam sobie, ze jako matka ogromnie to przezywasz. i serce ci sie
          kraje.. twoja opowiesc czyta sie i jak jakies niesamowite intrygi i
          przetasowania w zamku ksiazecym a nie kolezenstwa maluchow..
          Nie znam sie - ale wydaje mi sie, ze tak jak inni powinnas:
          1.zaprosic wszystkich.
          2.zrobic fajna impreze, ze wszystkim dech zaprze:)
          Wsrod tutejszych maluchow popularne sa np. imprezy na basenie - np w pobliskim
          hotelu wynajmuje sie basen na godziny i dzieciaki szaleja. Pizza, lody - rozne
          zabawy i gry z fajnymi nagrodami ( i pilnowanie zeby kazdy wygral).
          Przygotuj Xurku plan jak bys robila jakas wazna business presentation - i
          zobaczysz - dzieciaki beda zachwycone.
          powodzenia
    • basia553 Re: Smutny brainstorming 15.11.05, 21:53
      moj pomysl rozmowy z przedszkolanka wzial sie stad, ze mam dwie znajome w
      grupie wedrowniczej, ktore sa przedszkolankami dusza i cialem. Czesto slysze o
      tym, ze wiedza wiecej o dzieciach jak ich rodzice, bo rodziocom sie dzisiaj nie
      chce wychowywac, nie chce sie "tracic czasu" na rozmowy z dzieckiem, na
      zajmowanie sie nim. Stad w moich oczach taka dobra przedszkolanka to taka co
      wie dlaczego dzieci sie tak a nie inaczej zachowuja. Ale faktycznie od
      przedszkola do przedszkola moze byc inaczej.
    • swiatlo Niestety taki jest ten świat 16.11.05, 00:57
      Jest to smutne, ale niestety jest łatwiej walczyć z wiatrakami niż to zmienić.
      Taka natura ludzka i do licha nie ma na to metody.
      Bzdura że Amerykanie są otwarci. Są otwarci pod warunkiem że mówisz bez
      akcentu. A jeśli mówisz z akcentem, to są otwarci tylko wtedy gdy
      ta "otwartość" jest przez nich w pełni inicjowana i kontrolowana. A jeśli już
      się nawet do ciebie otworzą, to też nie myśl naiwnie że już jesteś jednym z
      nich.
      Oczywiście jest to bardzo subtelne. Ale jest. Nikogo nie zmusisz żeby się do
      ciebie przyjaźnie odezwał podczas gdy się odzywa do wszystkich swoich.
      Nikogo nie zmusisz aby cię zaprosili na jakąś tam okazję, nikogo nie zmusisz
      aby traktowali cię w rozmowie równo jak swoich.
      Nauczyłem się te subtelności ignorować, dzieci natomiast ponieważ nie mówią z
      akcentem, więc ich ten problem nie tyczy. Więc w sumie jest dobrze. Lepszy
      rasizm w nieistotnych subtelnościach, niż otwarte bydlactwo. Jakiś tam postęp
      jest...

      Dobra strona Ameryki jest taka że przynajmniej nie ma rasizmu na kolor skóry.
      To znaczy w miastach i w ogóle w mainstream społeczeństwa.
      Oczywiście, gdzieś tam pewnie po kątach by się znalazł, ale też trzeba
      powiedzieć że kolorowe społeczności też nie pomagają za bardzo to zjawisko
      zwalczać.
      Tak więc przynajmniej drugie pokolenie Amerykanów, jak moje dzieci na przykład,
      mogą liczyć na pełną akceptację. Zatem nie mam powodu do narzekania.

      Xurek, czy twój syn mówi z akcentem, czy ubiera się inaczej? Czy jest on
      częścią tzw. "powszechnej kultury", czy też się w jakiś sposób wyróżnia? Poza
      kolorem skóry, oczywiście.

      Co do Niemiec, no cóż, nie wiem co powiedzieć. Musisz to wkalkulować że dziecku
      nie będzie lekko. Czy masz inny wybór?
      • kan_z_oz Swiat jest takim, jakim go widzimy 16.11.05, 05:55
        Mamy zwyczaj koncentrowania sie na tym czego nie mamy lub nie mozemy osiagnac
        zamiast na tym co mamy. Jeden krytyczny post na necie jest w stanie wtracic nas
        w 'piekielko' jak on/ona mogli itp. W tym samym czasie moze byc 10 przyjemnych
        i pozytywnych a my wciaz pamietamy ten jeden. Nie bierz personalnie; wnerwia
        mnie i Ciebie i tak dziala, jesli sie nad tym glebiej nie zastanowimy.
        Tak samo dziala to dla dzieci. Jesli nie wytlumaczymy im tego, ze zawsze beda
        jakies sytuacje zyciowe, gdzie ktos potraktuje ich niesprawiedliwie to zmiani
        sie to w zwyczaj. Zwyczaj koncentrowania sie tylko i wylacznie na rzeczach
        negatywnych.
        Najwazniejsze jest wiec nasze podejscie do sytuacji a nie sama sytuacja.
        Skoncentruj uwage na tych dzieciach, ktore lubia sie bawiec z Twoim synem.
        Porozmawiej z nim na ten temat; kogo naprawde lubi i dlaczego, i tych umiesc
        przede wszystkim na liscie gosci urodzinowych. Moze pora wyjsc poza grono,
        ktore nie wydaje sie byc zbyt zyczliwe i sympatyczne, a ten incydent to tylko
        przyspieszyl?
        Mozna porozmawiec z przedszkolankami ogolnie na temat syna, ale nie
        wchodzilabym w wielkie szczegoly, w kontekscie tego jednego wydarzenia.
        Xurku - mozna w takiej sytuacji sie smucic i zalowac. Mozna tez spojrzec na to
        jako zakonczenie pewnego etapu i zorganizowac urodziny, gdzie powstana nowe
        przyjaznie. Sugeruje Ci abys tam skierowala swoja uwage a wlasciwie powinnam
        powiec Wasza uwage.

        Rasizm, akcent; nawet nie wchodz na te tematy. Zawsze bedzie ktos, komu bedzie
        przeszkadzal kolor skory lub sposob mowienia. Jesli ktos taki jest w tej grupie
        to niech sobie zatrzyma te wiadomosci dla siebie. Tak naprawde to nie sadze
        abys chciala wysluchwac wynurzen na ten temat. Po co ? zeby sie jeszcze
        bardziej zranic? Omijaj z daleka. To sa tzw 'wampiry energetyczne', ktore
        wysysaja cala energie i radosc zycia. Po rozmowie czlowiek czuje sie jak
        przepuszczony przez maszynke do miesa a ludzie i tak nie zmienia opinii.
        Zycze udanych urodzin.
        Kan
        • xurek Re: Swiat jest takim, jakim go widzimy 16.11.05, 11:26
          Dziekuje za Wasze odpowiedzi,

          Nie sadze, ze rasizm jest powodem. Piranha mowi Schwyzerdütsch bez akcentu,
          wyglada „mniej inaczej“ niz sobie pewnie wiekszosc z was wyobraza, poza tym
          nigdy dotad wsrod zadnych dzieci nie spotkalismy sie z rasistowskimi reakcjami,
          wiec watpie. Sean jest pol-Japonczykiem, wiec tez wyglada inaczej :).

          Wydaje mi sie, ze rozumiem powod takiej sytuacji. Piranha jest wiekszy,
          fizycznie sprawniejszy i „dalej rozwiniety“ niz wieszosc rownolatkow (nie jest
          to tylko moje zdanie, lecz rowniez wszystkich wychowawcow, ktorych dotad mial).
          Na dodatek Piranha nie jest specjalnie „skormny“ badz „niesmialy“, znaczy
          czesto „pokazuje, co umie“. Przyklad z ostatniego wspolnego wypadu na basen z
          Lisa, Carmen i Seanem: Sean twierdzi, ze umie plywac lepiej i szybciej niz
          Piranha (plywa rownie dobrze, ale boi sie glebi). Piraha proponuje zawody i
          upiera sie, ze musza byc przeprowadzone w glebokim basenie, bo doskonale wie (z
          wczesniejszych basenow), ze Sean boi sie glebokiej wody i traci rezon, jezeli
          wie, ze nie moze stanac. Sean upiera sie, ze ma byc w plytkim basenie, Piranha
          wysmiewa go, ze jest „Maitli“ (czyli dziewczynka). Sean oczywiscie zgadza sie
          na gleboki basen i oczywiscie nie jest w stanie przeplynac ani jednego, bo w
          polowie panikuje i ryczy i trzeba go „wylowic“. Piraha przeplywa na druga
          strone, wylazi i wrzeszczy „Sean, popatrz!“. Sean patrzy a Piraha wykonuje skok
          do wody z saltem w powietrzu (naprawde to potrafi) i smieje sie do rozpuku.
          Takie zachowania, obojetnie czy chodzi o sport czy o pisanie literek czy cos
          innego sa na porzadku dziennym. Mimo naszych codziennych tlumaczen
          z „odworconymi rolami“, czyli „jak Ty bys sie czul, gdyby ktos ci ciagle
          pokazywal, ze umie cos lepiej“.

          Dzieci reaguja na to b. roznie, przewaznie z dystansem. Problem ten istnial juz
          zawsze, ale w poprzednim zlobku i w International nie jest tak widoczny. Ten
          zlobek jest rownoczesnie przechowalnia dla dzieci szkolych po lekcjach, wiec
          bylo w nim wielu starszych chlopcow, z ktorymi Piranha (i oni z nim) dochodzi
          znacznie lepiej do ladu. W poprzednim „urodzinowym skladzie“ najmlodszy
          przyjaciel byl o 2 lata starszy, najstarszy o cztery, co w tym wieku jest b.
          duzo. To samo w International: dzieci z klasy nie sa jego przyjaciolmi, chlopcy
          ze starszych klas i owszem. Niektorzy nawet do tego stopnia go lubia, ze zawsze
          przywoza mu prezenty ze swoich podrozy. To samo w sasiedztwie: jego przyjaciele
          (Piranha bedzie mial 5 lat) to Fabian (6,5), Dani (7,5), Leander (8) i Mohana
          (8) – wszystko „czysci Szwajcarzy“. Dlatego tez ani nie rzuca sie w oczy ani
          nie przeszkadza mu brak kontaktu z rowiesnikami.

          To nowe przedszkole (do starego nie mogl chodzic ze wzgledow formalno -
          organizacyjnych, wroci tam za dwa lata) to malenka rowiesnicza grupa, w ktorej
          on spedza najmniej czasu ze wszystkich dzieci. Bog jeden wie dlaczego lubi to
          przedszkole mimo wszystko znacznie bardziej, niz International i „uparl sie“
          ostatnio na tamte dzieci. Bardzo chcialby byc z nimi zaprzyjaznionym, ale jakos
          to nie wychodzi.

          Nie bycie akceptowanym badz zapraszanym nalezy do zycia i nie da sie
          wyeliminowac. Do tego Piranha musi sie przyzwyczaic jak kazdy z nas. Glowny
          problem, jaki widze w obecnej sytuacji to to, ze czuje sie chwilowo bardzo
          nieakceptowany. Jego „normalna“ reakcja na taka sytuacje jest niestety
          autoizolacja i podwyzszona agresja, cos na zasadzie „jezeli ty mnie nie lubisz,
          to ja nie lubie Cie jeszcze bardziej“. Cos takiego nakreca sie bez konca i
          trudno to przerwac i odkrecic, dlageto uwazam, ze musimy zrobic cos, ZANIM
          sytuacja zacznie sie nakrecac. Wlasnie rozmawialam na temat z Behemotem i
          dowiedzialam sie, ze Carmen „w ramach zbiorowej solidarnosci“ tez nie chce go
          zaprosic, bo skoro Lisa i Martein i Sean tak robia, to ona tez... Te urodziny
          sa dobiero za 4 miesiace, wiec chyba mozna jeszcze cos zrobic, ale CO?
          Jezeli zaprosi te dzieci z przedszkola (co chce zrobic) a one nie przyjda, to
          sytuacjia moim zdaniem b. sie pogorszy. Jezeli przyjda, to pewnie sie polepszy,
          ale czy warto podjac to ryzyko i czy mozna (powinno sie) je zminimalizowac
          pytajac ich rodzicow? Jezeli mialby ich nie zaprosic, to my musielibysmy mu to
          wyperswadowac. Za pomoca jakich argumentow? I co te argumenty wywolaja w nim na
          przyszlosc?

          Rozmowa z przedszkolankami tylo wtedy mialaby sens, jezeli bylyby one w stanie
          madrze pokierowac grupa w kierunku integracji – nie znam ich jednak na tyle i
          nie mam takiego zaufania, jak do nauczycielek w International, w ktorej takie
          rozmowy sa na porzadku dziennym (znaczy miesiecznie indywidualnie sie
          spotykamy) i bardzo wiele daja. Jezeli jednak przedszkolanki wykorzystaja te
          rozmowe zle, czyli np. przekaza rodzicom tych dzieci badz zaczna “otwaracie
          rozmawiac o temacie”, to wyrzadzi to wiecej zlego niz dobrego.

          Xurek
          • basia553 Re: Swiat jest takim, jakim go widzimy 16.11.05, 11:51
            to co opowiadasz o zachowaniu Piranii tlumaczy mi wiele. Kto z nas - z reka na
            sercu - lubial w szkole kolegow, ktorzy stale pokazywali o ile sa lepsi?
            Mialam taka znajoma juz jako dorosla, tu w Niemczech. Jak tylko cos mi sie nie
            udawalo, bylo jak w banku ze ona sie nastepnego dnia za to zabierze aby mi
            pokazac, ze ona jak ona - da sobie rade. Kiedys odwiedzila nas jej dawna
            kolezanka szkolna, ktora teraz mieszka w Stanach. W tajemnicy opowiedziala nam,
            ze Joanna taka byla juz w szkole, wiec tylko jedna prztyjaciolke miala, wlasnie
            ja. I pomysl Xurku: zaprosilabys na urodziny kolezanke, ktora Ci kradnie show,
            popisuje sie czy tepe? Na Twoich wlasnych urodzinach? Wiesz ze uwielbiam
            Piranie, wiec nie gniewaj sie, ze mowie szczerze co mysle. Ale skromnosc nie
            jest jego mocna strona. Nie wiem jak, na to brak mi doswiadczenia, ale moze
            wykorzystalibyscie wlasnie ta sytuacje aby mu wytlumaczyc, ze nie powinien sie
            wlasnie tak popisywac, bo koledzy tego nie lubia? Na pewno ktos doswiadczony Ci
            tu lepiej poradzi, ja tylko mowie co mysle.trzymam kciuki tak czy siak.
            • xurek Re: Swiat jest takim, jakim go widzimy 16.11.05, 13:26
              Basiu, ja bynajmniej sie nie gniewam, sama opisalam problem i go widze. Nie
              wiem jednak za bardzo, co z nim poczac, tak samo zreszta jak nauczycielki z
              International. One twierdza (i po czesci sie zgadzam), ze Piranha nie zachowuje
              sie emocjonalnie inaczej niz inne dzieci – dzieci ogolnie lubia sie chwalic i
              byc „najlepsze“. Problem polega na tym, ze jemu duzo rzeczy wychodzi jak na
              razie lepiej niz innym dzieciom, wiec tych powodow do chwalenia sie jest jakby
              za duzo a sytuacji, w ktorych inne dzieci moga dac mu odczuc, jak to jest,
              kiedy ktos inny jest lepszy, za malo, przez co wyrabia sie „nienaturalnie
              zarozumiala postawa“. Inaczej wsrod starszych – tam takich sytuacji jest
              znacznie wiecej, Piranhia nie jest „wciaz najepsza“, inne dzieci nie maja
              wrazenia, ze ciagle sie chwali, bo po prostu nie ma czym, za to one tez maja
              cos do pochwalenia. Wtedy inne cechy jego charakteru dochodza do glosu i
              najwyrazniej sa takie, ze inne dzieci sa w stanie go lubic i chciec byc z nim
              zaprzyjaznione.

              Niestety jest to powazny problem, bo wszystkie klasy szkolne i przedszkolne
              skladaja sie z rownolatkow, z ktorymi jak widac Piranha niespecjalnie dochodzi
              do ladu. Padl juz nawet pomysl „przeskoczenia klasy badz dwoch“ co mialoby ich
              zdaniem pozytywny wplyw na jego emocjonalny swiat. Negatywem jest pytanie, czy
              bylby w stanie nadrobic to, czego dzieci nauczyly sie w ciagu roku / dwoch i
              czy to przeciazenie nie spowodowaloby z kolei wytworzenia sie niecheci do
              szkoly i nauki....

              Piranha dla doroslych jest bardzo milusim i fascynujacym dzieckiem. W swiecie
              dzieci jest po prostu dzieckiem trudnym. Ten problem towarzyszy nam od dobrych
              dwoch lat – raz jest lepiej, raz jest gorzej a teraz wlasnie jest calkiem
              zle....

              Xurek
          • lalka_01 Re: Swiat jest takim, jakim go widzimy 16.11.05, 11:54
            z tego co piszesz to Piranha jest trudnym partnerem dla rowiesnikow,
            faktycznie. Ale jak wytlumaczyc maluchowi, ze nie zawsze musi pokazywac, ze
            jest najlepszy, to nie wiem.
            Przed zaproszeniem dzieci na urodziny skonsultowalabym sie z tymi rodzicami,
            tlumaczac otwarcie, o co chodzi i proszac o jasna deklaracje. Jesli mialyby nie
            przyjsc, powiedzialabym synowi - "wiesz, w tym roku zrobimy taki eksperyment i
            nie zaprosimy dzieci z przedszkola. Ale to bedzie taka nasza tajemnica - kiedy,
            z kim i gdzie robisz urodziny". Zeby uniknac w przedszkolu niepotrzebnej
            eskalacji problemu.
            • xurek Re: Swiat jest takim, jakim go widzimy 16.11.05, 13:34
              Lalka, Twoj pomysl jest calkiem dobry, ale wymaga ode mnie wiele. Jak mowilam
              przedszkole jest nowe, rodzicow znam bardzo powierzchownie i zaczecie takiej
              rozmowy bedzie dla mnie bardzo trudne. Nie mam chyba jednak innego wyjscia, niz
              sie na nia zdobyc. Pod koniec miesiaca mamy spotkanie z przedzkolankami, wiec
              bedzie dobra okazja no i wystaraczajaco wczesnie, by podjac jakies kroki.

              Nie zmienia to oczywiscie niczego w sytuacji ogolnej – ja tez nie wiem, jak
              go „sztucznie naklonic“ do nie pokazywania jaki on jest „superboy“ (slowo z
              jego slownika :(). International twierdzi, ze chwilowo maja dobre osiagi dajac
              mu trudniejsze zadania i stawiajac rownorzedne z klasa oceny. Jak dotad nie
              zauwazyl (jak dlugo jeszcze?), ze jego karteczka z zadaniem rozni sie od innych
              za to zauwazyl, ze jego oceny sa bardzo srednie. Przynioslo to (z tego co
              widze) przynajmniej tyle, ze zapytany, kto najlepiej w klasie pisze wymienil
              przed soba troje innych dzieci :)....

              Jak tak dalej pojdzie, to za dziesiec lat bede albo w wariatkowie albo uznanym
              ekspertem od wychowywania trudnych dzieci :))

              Xurek
              • ani-ta Re: Swiat jest takim, jakim go widzimy 16.11.05, 14:44
                az sie boje wychylac... ale ryzykuje:)
                czy jest u was praktywane migrowanie miedzy grupami wiekowymi w przedszkolu?
                moze to bylby sposob na mlodego? moze on sie nie identyfikuje ze swoimi
                rowiesnikami? jezeli w tak wielu aspektach jest lepszy... to moze po prostu jest
                zdolniejszy i sie nudzi? i wymysla? moze "rywal" lepszy od niego bedzie dla
                niego w efekcie autorytetem, bodzcem do zmiany zachowan, a nie kolejnym
                "mieczakiem" latwym do pokonania?

                wiesz o czym mowie?
                wiesz jakie mam doswiadczenie z Demolcia - nie zaznalam ani jednej takie
                sytuacji jak ty, ale od "zawsze" bylo wiadomo, ze mloda rowiesnicy po prostu nie
                interesuja. decyzja o przeniesieniu do grupy rok starszej zapadla w zlobku
                nagle, kidy okazalo sie, ze dziecko z nudow daje w kosc paniom opiekunkom... a
                potem to juz bylo domino - przedszkole rok wczesniej, zerowka rok wczesniej,
                szkola rok wczesniej... mam teraz normalne dziecko, ktore co prawda zadrecza
                bibliotekarke... ale wcale az tak bardzo nie wyroznia sie w klasie - jest w
                trojce prymusow nie bedac ta "naj".
                mysle, ze gdyby zostala ze swoimi rowiesnikami dawno juz by byla "stara -
                malenka" i z pewnoscia nie bylaby tak (normalnie?) lubiana przez dzieciaki.
                • czajek76 Re: Swiat jest takim, jakim go widzimy 16.11.05, 18:24
                  No wlasnie.
                  To moze byc trudna decyzja ale chyba warto ja przemyslec.
                  Mnie rodzice przerzucili dopiero miedzy druga a trzecia klasa a do tego czasu
                  zdazylem sporo krwi napsuc nauczycielce.
                  Pamietam jak to bylo, po prostu nuda i brak motywacji.
                  Pamietam, probowali ze mna robic ten trick z zanizaniem ocen. Jak sie raz
                  zorientowalem (porownujac odpowiedzi moje i kolezanki) ze to jakas manipulacja
                  to zrobilem awanture przy calej klasie.
                  Chyba wlasnie wtedy zdecydowali sie mnie przeniesc.
                  Wydaje mi sie ze wyroslem na normalnego osobnika (chociaz moja Zonka ma czasem
                  odmienne zdanie).
                  • lucja7 Re: Swiat jest takim, jakim go widzimy 16.11.05, 19:21
                    Xurek,
                    mysle ze twoj syn spotyka sie dosc wczesnie z problemem ktory jest obecny w
                    zyciu kazdego z nas. Tym lepiej dla niego, uwazam ze jest to jego szansa.
                    Wg mnie wazne jest to by nie odebral tego jako porazke, ale jako cos normalnego
                    i codziennego.
                    Skoncentruj sie na ksztaltowaniu jego osobowosci i nie usiluj rozwijac w nim na
                    sile wpasowywania sie socjalnego (i to juz w przedszkolu!!). Czas bedzie chcial
                    go wpasowac w to zycie dosc szybko. Pomoz mu wlasnie zdefiniowac jego roznice,
                    zrob z tego jego atuty, nie usiluj wpisac go w norme socjalna taka jaka
                    opisujesz (kielbaski..tralala...)
                    Nie rob tego wielkiego bledu szukania powodow (tu chodzi przeciez tylko o
                    zaproszenie do kolegi z klasy przedszkolnej!!) niepowodzenia, wyrownywania do
                    anonimowosci. Nie dyskutuj z przedszkolankami, ktore w sposob naturalny szukaja
                    spokoju "byleby wszystko gralo i byl spokoj".
                    To ze nie bedzie lubiany jest naprawde malym piwkiem.
                    • xurek Re: Swiat jest takim, jakim go widzimy 17.11.05, 10:45
                      Lucjo,

                      Zgadzam sie z Toba w durzej mierze, ale nie calkowicie. Nie usiluje stworzyc z
                      Piranhii „dopasowanego srodka“, bo uwazam ze nie jest to dobre i pewnie i tak
                      nie do przeprowadzenia. Tym niemniej pewien stopien dopasowania a przynajmniej
                      respektowania potrzeb i uczuc innych jest niezbednie konieczny, chociazby dla
                      wlasnego zdrowia psychicznego. Nikt z nas nie bedzie sie czul dobrze zyjac
                      wyobcowany i nieakceptowany a tak wlasnie stac sie moze, jezeli Pirahna w
                      stosunku do innych bedzie sie zachowywal tak, jak to w duzej mierze ma w
                      zwyczaju.

                      Z dyskusji z przedszkolankami rzeczywiscie zrezygnuje, tak samo z rodzicami
                      dzieci. Zdecydowalam sie na „nietematyzowanie problemu“, dopoki on sam z nim do
                      mnie nie przyjdzie.

                      Xurek
                • pawel_z_melb Re: Swiat jest takim, jakim go widzimy 16.11.05, 19:31
                  czesc!
                  zwalilo mi sie teraz troche i tylko 'przelatywalem' posty;
                  dopiero teraz wiec zalapalem ze jest to problem utalentowanego dziecka, a nie
                  (jak z poczatku mi sie wydawalo) rasizmu.

                  w tej sytuacji wydaje mi sie ze rok do przodu to nie jest zle wyjsci.

                  Moj syn barzo sobie narzekal na szkole przez ostatnie kilka lat; praktycznie
                  codziennie.

                  W tym roku rozpoczal 'accerated class' w szk. sredniej i jest b. zadowolony...

                  A swoja szosa to lekko przeraza mnie praktyka zanizania ocen zdolnym dzieciom...
                  • ani-ta Re: Swiat jest takim, jakim go widzimy 16.11.05, 21:36
                    pawel_z_melb napisał:
                    > A swoja szosa to lekko przeraza mnie praktyka zanizania ocen zdolnym dzieciom..

                    nie wiem jak to wygladalo w przypadku innych, ale u mlodej w szkole dzieciom nie
                    stawia sie ocen (w sumie to nie ma ocen, sa znaczki komentujace) za znajomosc
                    materialu ale za postepy. kazdy ma swoje "widelki" postepu i wedlug nich jest
                    oceniany. widelki te generuje ocena koncowa z poprzedniej klasy lub z
                    klasyfikacji poczatkowej. stad znaczek "wspaniale" rownie ciezko jest dostac
                    mojej malej jak i dziecku uposledzonemu - kazde po prostu ma swoja drabinke:) i
                    po jej szczebelkach sie wspina:)
                    • pawel_z_melb Re: Swiat jest takim, jakim go widzimy 21.11.05, 21:50
                      e
                      > stawia sie ocen (w sumie to nie ma ocen, sa znaczki komentujace) za znajomosc
                      > materialu ale za postepy. kazdy ma swoje "widelki" postepu i wedlug nich jest
                      > oceniany. widelki te generuje ocena koncowa z poprzedniej klasy lub z
                      > klasyfikacji poczatkowej. stad znaczek "wspaniale" rownie ciezko jest dostac
                      > mojej malej jak i dziecku uposledzonemu - kazde po prostu ma swoja drabinke:)
                      i
                      > po jej szczebelkach sie wspina:)

                      to znacznie lepiej - chwalic nalezy postepy, a nie ranking...
                • ertes Re: Swiat jest takim, jakim go widzimy 16.11.05, 20:20
                  Anita!
                  Jestem impressed!
                • xurek Re: Swiat jest takim, jakim go widzimy 17.11.05, 10:49
                  Pirahii nie zaniza sie ocen, tylko daje trudniejsze zadania, ktorych on na b.
                  dobra ocene rozwiazac nie potrafi. Inne dzieci dostaja te zadania, ktore
                  pozwalaly mu na dobre oceny. To chyba cos pomiedzy zanizaniem a tym systemem,
                  ktory opisuje Anita.

                  Mozliwosc przeskoczenia klasy w tej chwili nie istnieje, poniewaz klasy
                  przedszkolne takiej opcji nie przewiduja. International w ogole nie przewiduje
                  takiej opcji, nawet w pozniejszych klasach. Jedyne co to mozna wczesniej
                  opuscic przedszkole i pojsc do szkoly – cos takiego musi byc zaopiniowane przez
                  kantonalnego dzieciecego psychiatare. Kiedys te opcje odrzucilam z
                  pwodu “nieskracania dziecinstwa”, teraz znow sie nad nia zastanawiam.

                  Problemy ze zbyt szybkim rozwojem i jego konsekwencjami zaczely sie jak Pirahna
                  mial 3 lata. Wtedy z przedszolankami i komunalnym psychiatra wymyslony zostal
                  ow “idealny” plan: maly od 4-rech pojdzie dodatkowo do International, ktora
                  znacznie wczesniej zaczyna nauke czytania, pisania i liczenia plus ma dodatkowe
                  przedmioty juz w przedszkolu (muzyka, IT) plus Campus z duza iloscia starszych
                  dzieci. Tam Pirahna miala “przesiedziec” przedszkole, po czym wrocic normalnie
                  do pierwszej klasy naszej miejscowej szkoly. Nasza szkola jest tak malenka, ze
                  ma tylko dwie klasy: 1-3 i 4-6, w kazdej gora 10-15 dzieci plus dwie
                  nauczycielki i dochodzacego psychologa. W tej klasie bylyby rowniez dzieci
                  starsze a zrobic program 3 lat w dwoch i przejsc wczesniej do starszej nie
                  wymaga opinii kantonalnego psychiatry, tylko miejscowych nauczycieli.
                  International miala byc w niepelnym wymiarze, glownie po to, by wciaz mogl
                  obcowac w szwajcarskim towarzystwie i dalej ksztaltowac swoj niemiecki jak
                  rowniez w nadziei, ze jezeli bedze tam krocej, niz inne dzieci, to trudniej
                  przyjdzie mu doszlusowanie do poziomu, przez co zrelatywizuje sie problem nudy
                  i czestego “bycia najlepszym”. Dodatkowo Inrnational to naprawde “pruski
                  dryl”, wiec dziecko mialo poprawic swoja nienajlepsza koncentracjie i nauczyc
                  sie dyscypliny.

                  Wciaz mysle, ze ten plan jest dobry, ale jak widac nie jest idealny. Jego
                  minusem jest to, ze International jest za daleko od jego bylego zlobka, w
                  ktorym problemy takie, jak sie teraz pojawiaja, by nie zaistnialy. Stad to nowe
                  przedszkole, juz i tak wyszukane w taki sposob, ze grupa jest nowa i niezzyta i
                  ze sa w nim dzieci, ktore zna z kontaktow naszych z ich rodzicami badz z
                  International.

                  Nauczycielki z International sa zdania, ze powinien natychmiast przejsc
                  calkowicie do tej szkoly. Ja jestem zdania, ze tam jest za duzo drylu, za malo
                  zabawy i ze integracja wsrod dzieci prawie ze nie istnieje i ze nie sa to
                  najlepsze warunki dla fizycznie b. aktywnego pieciolatka. Plan „5 dni
                  International“ odsuniety zostal przeze mnie na przyszly rok.

                  Xurek
                  • a.polonia Re: xurku 18.11.05, 10:45




                    ja w temacie innego watku - o co chodzilo z ciasteczkiem i Florianem? ;0))
                    nie znam niemieckiego ;-)






                    xurek napisała:

                    > Pirahii nie zaniza sie ocen, tylko daje trudniejsze zadania, ktorych on na b.
                    > dobra ocene rozwiazac nie potrafi. Inne dzieci dostaja te zadania, ktore
                    > pozwalaly mu na dobre oceny. To chyba cos pomiedzy zanizaniem a tym systemem,
                    > ktory opisuje Anita.
                    >
                    > Mozliwosc przeskoczenia klasy w tej chwili nie istnieje, poniewaz klasy
                    > przedszkolne takiej opcji nie przewiduja. International w ogole nie
                    przewiduje
                    > takiej opcji, nawet w pozniejszych klasach. Jedyne co to mozna wczesniej
                    > opuscic przedszkole i pojsc do szkoly – cos takiego musi byc zaopiniowane
                    > przez
                    > kantonalnego dzieciecego psychiatare. Kiedys te opcje odrzucilam z
                    > pwodu “nieskracania dziecinstwa”, teraz znow sie nad nia zastanawia
                    > m.
                    >
                    > Problemy ze zbyt szybkim rozwojem i jego konsekwencjami zaczely sie jak
                    Pirahna
                    >
                    > mial 3 lata. Wtedy z przedszolankami i komunalnym psychiatra wymyslony zostal
                    > ow “idealny” plan: maly od 4-rech pojdzie dodatkowo do Internationa
                    > l, ktora
                    > znacznie wczesniej zaczyna nauke czytania, pisania i liczenia plus ma
                    dodatkowe
                    >
                    > przedmioty juz w przedszkolu (muzyka, IT) plus Campus z duza iloscia
                    starszych
                    > dzieci. Tam Pirahna miala “przesiedziec” przedszkole, po czym wroci
                    > c normalnie
                    > do pierwszej klasy naszej miejscowej szkoly. Nasza szkola jest tak malenka,
                    ze
                    > ma tylko dwie klasy: 1-3 i 4-6, w kazdej gora 10-15 dzieci plus dwie
                    > nauczycielki i dochodzacego psychologa. W tej klasie bylyby rowniez dzieci
                    > starsze a zrobic program 3 lat w dwoch i przejsc wczesniej do starszej nie
                    > wymaga opinii kantonalnego psychiatry, tylko miejscowych nauczycieli.
                    > International miala byc w niepelnym wymiarze, glownie po to, by wciaz mogl
                    > obcowac w szwajcarskim towarzystwie i dalej ksztaltowac swoj niemiecki jak
                    > rowniez w nadziei, ze jezeli bedze tam krocej, niz inne dzieci, to trudniej
                    > przyjdzie mu doszlusowanie do poziomu, przez co zrelatywizuje sie problem
                    nudy
                    > i czestego “bycia najlepszym”. Dodatkowo Inrnational to naprawde &
                    > #8220;pruski
                    > dryl”, wiec dziecko mialo poprawic swoja nienajlepsza koncentracjie i nau
                    > czyc
                    > sie dyscypliny.
                    >
                    > Wciaz mysle, ze ten plan jest dobry, ale jak widac nie jest idealny. Jego
                    > minusem jest to, ze International jest za daleko od jego bylego zlobka, w
                    > ktorym problemy takie, jak sie teraz pojawiaja, by nie zaistnialy. Stad to
                    nowe
                    >
                    > przedszkole, juz i tak wyszukane w taki sposob, ze grupa jest nowa i niezzyta
                    i
                    >
                    > ze sa w nim dzieci, ktore zna z kontaktow naszych z ich rodzicami badz z
                    > International.
                    >
                    > Nauczycielki z International sa zdania, ze powinien natychmiast przejsc
                    > calkowicie do tej szkoly. Ja jestem zdania, ze tam jest za duzo drylu, za
                    malo
                    > zabawy i ze integracja wsrod dzieci prawie ze nie istnieje i ze nie sa to
                    > najlepsze warunki dla fizycznie b. aktywnego pieciolatka. Plan „5 dni
                    > International“ odsuniety zostal przeze mnie na przyszly rok.
                    >
                    > Xurek
                    >
                    • xurek Re: xurku 22.11.05, 11:39
                      Po niemiecku „:einem auf den Keks gehen“ znaczy doslownie „isc / wchodzic komus
                      na ciastko“ a tresciowo „doprowadzac do szewskiej pasji“ (jak by to
                      przetlumaczyc doslownie na niemiecki to tez kazdy niemiec by zaniemowil :))

                      Po niemiecku „eine Nervensäge“ znaczy doslownie „pila do nerwow“ - polskiego
                      odpowiednika chyba w ogole nie ma.

                      Piranha ostatnio tlumaczy tresc takich idiomow na inne jezyki, co niezwykle
                      trudno zrozumiec.

                      Xurek
    • swiatlo Też o dzieciach 16.11.05, 18:38
      Skoro pisujemy na dwa fronty (P2 i Bis) to i ja wkleję kopię mojego wpisu z
      Bisa.
      Oto on:

      To może trochę zmieniając zagadnienie podam inny przykład.
      Mój 12-letni syn fenomenalnie gra na fortepianie. Jest to jego niewątpliwy
      talent.
      Ostatnio jego szkoła podstawowa organizowała koncert na którym dzieci
      wykonywały różne numery muzyczne. Na przykład występowała orkiestra dziecięca,
      chór szkolny itd. Były też numery solowe. Oczywiście byliśmy pewni że nasz syn
      tam też wystąpi. Tymczasem okazało się że występowały dzieci które z trudnością
      rzępoliły "Twinkle twinkle", czyli taką angielską odmianę "Wlazł kotek na
      płotek".
      Zapytaliśmy się nauczycielki muzyki o powód tej decyzji, i ona odpowiedziała że
      syn nie może wystąpić z walcem Chopina, bo syn jest za dobry i jego występ
      mógłby urazić dzieci mniej utalentowane.
      Poraziło mnie to! To na tym polega system edukacyjny - promowanie najbardziej
      patologicznej formy poprawności politycznej, czyli promowanie bylejakości w
      imię równouprawnienia. I z tego samego powodu ukrócania wybitnych jednostek
      jako zagrażających owej paranoicznej wizji równości.
      No cóż, nie będziemy walczyć z wiatrakami. Syn dalej się uczy grać, daje
      koncerty z innej okazji, a na walkę z patologią politycznej poprawności trzeba
      sie uzbroić w dużą cierpliwość i wytrwałość.
      • czajek76 Re: Też o dzieciach 16.11.05, 18:54
        Heh, w Stanach roznie bywa.
        Mnie sie ogolnie wydaje ze jednak jednostki wyrozniajace sie maja tu wieksze
        mozliwosci do rozwoju niz w Europie.
        Zawsze mi sie wydawalo ze to w Polsce panowala zasada rowniania w dol.

        Acha, BTW, bardzo mi sie podobal Twoj poprzedni post na temat Amerykanow.
        Moje i mojej Malzonki obserwacje sa identyczne :)
        • swiatlo Re: Też o dzieciach 16.11.05, 19:15
          czajek76 napisał:

          > Heh, w Stanach roznie bywa.
          > Mnie sie ogolnie wydaje ze jednak jednostki wyrozniajace sie maja tu wieksze
          > mozliwosci do rozwoju niz w Europie.

          Masz rację, ale to dopiero później. Na poziomie szkoły podstawowej jest
          kultywowana bylejakość. Może to z powodu że nauczyciele w szkołach podstawowych
          to najbardziej prymitywny element z całej kadry nauczycielskiej. Zresztą tak
          samo jak i wszędzie indziej. Aby do wypłaty przy jak najmniejszej pracy.

          > Acha, BTW, bardzo mi sie podobal Twoj poprzedni post na temat Amerykanow.
          > Moje i mojej Malzonki obserwacje sa identyczne :)

          No to powtórz Małżonce że się nisko kłaniam :)))
          • kan_z_oz Re: Też o dzieciach 16.11.05, 22:22
            Rownanie w dol jest wszedzie i zaczyna sie wlasnie w przedszkolu.
            Jeden z powodow dla ktorych nie moglam pracowac w szkole sredniej. Przypominalo
            mi to masowa produkcje tandety, ktora miala schodzic z tasmy produkcyjnej.

            Jesli Piranha jest utalentowanym dzieckiem i do tego wyglada, ze jest
            rozwiniety ponad swoj wiek biologiczny to pomysl przeskoczenia klasy powinnien
            dzialac. Nie ma nic gorszego niz wciskac zdolne dziecko do pudelka, do ktorego
            i tak nie bedzie pasowal.
            Ciesz sie Xurku, ze jest utalentowany. Jest to moze troche uciazliwe ale w
            sumie taka jest cena odmiennosci. W koncu zycie ma byc ciekawe a to nie
            koniecznie oznacza, ze ma byc latwiejsze.

            Kan
      • chris-joe Re: Też o dzieciach 16.11.05, 22:14
        Ach, zapomnialem zupelnie o trzeciej (obok lewakow/feministek i islamistow)
        monomanii Sw.- to "polityczna poprawnosc".

        Nie mam pojecia jak pp ma sie do rutynowego/odwiecznego/nic z ideologia nie
        majacego wspolnego rownania w szkolach w dol. No, ale Sw. chce koniecznie miec
        w domu ofiare pp, wiec czary-mary, i juz ma.

        Sw. przyznac musisz -jesli stac cie na krztyne obiektywnosci- ze wsrod
        wypoconych przez bardziej lub mniej zdarnych maluchow "kotkow na plotek",
        "pojedziemy na low" itp. nie bardzo miejsce na chopinowskie popisy rowiesnych
        geniuszy.
        Mlodym Mozartom mozna urzadzic osobny recitalik, zakupic prywatnego maestra, co
        przygotuje go do slawy i chwaly oraz posylac na stanowe, krajowe oraz
        miedzynarodowe konkursy. Tam raczej ich miejsce.

        • swiatlo Re: Też o dzieciach 16.11.05, 22:33
          chris-joe napisał:

          > Mlodym Mozartom mozna urzadzic osobny recitalik, zakupic prywatnego maestra,
          > co przygotuje go do slawy i chwaly oraz posylac na stanowe, krajowe oraz
          > miedzynarodowe konkursy. Tam raczej ich miejsce.

          Nie wiem, czy rzeczywiście tak jest jak CJ mówi? Czy rzeczywiście na szkolnym
          recitalu nie ma miejsca na występy dzieci o wysokim poziomie muzycznym?
          Sam mam inne zdanie, dla syna możliwość pokazania swoich umiejętności jest
          bardzo ważna. Podobnie jak ktoś pisze wiersze czy powieści, nie ma chyba sensu
          pisać sobie a muzom. Podobnie z graniem na instrumencie. Możliwość grania dla
          innych jest naczelną motywacją jego pracy.
          Ale dzięki za inne zdanie. Ponieważ nie rozumiałem motywacji nauczycielki
          muzyki, wpis CJ dał mi możliwość wejrzenia w jej sposób myślenia. Jest to
          jakieś tam wytłumaczenie.
          Czy się z tym zgadzacie?
          • kan_z_oz Re: Też o dzieciach 17.11.05, 03:46
            Na szkolnym recitalu powinno byc miejsce dla mlodziezy o wysokim poziomie
            muzycznym. Nie oznacza to jednak, ze to miejsce musi byc na kazdym recitalu.
            Motywacje nauczycielki w tym wypadku jest wiec trudno komentowac.


            Pozdrawiam
            Kan
    • emre_baran BTW PO Baran on Brainstorming 25.11.05, 16:56
      'Brainstorming', the buzzword used by executives to generate ideas among their
      staff, has been deemed politically incorrect by civil servant (TYO PO Baran)
      because it is thought to be offensive to people with brain disorders!

      aloha
    • czajek76 Re: Smutny brainstorming 29.11.05, 18:30
      Napisz jak sie rozwija sytuacja :)
      • xurek Rozwoj sytuacji: 05.12.05, 12:56
        Wiec postanowilismy zapytac go „przy okazji“ i bez nacisku na „waznosc“ kogo on
        chcialby zaprosic. Wymienil 18 dzieci. W miedzyczasie Behemot wynalazl
        przypadkiem (odbyly sie tam urodziny Seana) taka „przechowalnie dzieci“, ktora
        robi rowniez party urodzinowe – pojechalysmy sie temu przyjrzec, kobieta, ktora
        to prowadzi (starsza Angielka) tak mi przypadla do gustu, ze zabuchowalam
        pomieszczenie, przesunelam za jej rada urodziny o tydzien do przodu (czyli w
        przyszla sobote) i wyluszczylam problem zaproszen. Ona powiedziala mi, ze
        musze „skombinowac“ co najmniej 7 dzieci, zeby party bylo dla Piranhii zabawne.

        Za jego plecami zrobilismy wiec zaproszenia dla tych wymienionych 18-tu,
        wyslali do rodzicow z prosba o szybka odpowiedz i wyjasnieniem, ze musimy
        powiadomic te „przechowalnie“ o ilosci dzieci.

        Pierwsze co przyszlo to odmowa od Lisy i Floriana (inny Florian) – jednych z
        najbardziej ulubionych dzieci. O malo nie „umarlam z rozpaczy“. Wtedy sie
        zalamalam i “wypowiadalam” Piranhii, ze wyslalismy te zaproszenia i ze te
        dzieci nie przyjda. Maly sie rozplakal, ale ma dobrego aniola stroza, bo
        dokladnie w tym momencie przyszedl Fabian (z sasiedztwa) podziekowac osobiscie
        i powiedziec, ze przyjdzie, wiec sytuacja sie rozladowala. Deny
        (pierwszoklasista) przyslal “list” (wlozyl do skrzynki) w ktorym wlasnorecznie
        napisal, ze z przyjemnoscia przyjdzie na to party i nawet narysowal dla
        Piranhii Pokemona (te parties zawsze maja jakas “mysl przewodnia” i Pranha
        zazyczyla sobie Pokemon – Party).

        Z tej zaproszonej 18-ki 15 to przedzszkole, szkola i “podworko”, 3 to dzieci
        z “daddy’s church”. Z owej 15- ki zameldowalo sie 7, z tego oprocz corki
        Behemota ani jedno z przedszkola. Troje “b. waznych” odmowilo, troje “b.
        waznych” przyjdzie, wiec jest OK no i razem z Piranha bylo te “obowiazkowe 8”,
        wiec nam kamien z serca spadl. Jedno dziecko (International) odmowilo samo,
        chociaz rodzice go “zameldowali”. James jest nowy w klasie i b. niesmialy,
        powiedzial, ze przyjdzie, jezeli jego tata bedzie tam z nim. Tata odmowil
        twierdzac, ze albo jest w stanie isc na urodziny sam, albo nie pojdzie wcale.
        Usilowalam mu wytlumaczyc, ze czesc rodzicow bedzie na party i ze dla Jamesa
        tyle nowych dzieci to wysoka poprzeczka – tatus mi odpowiedzial, ze James
        musi “learn, how to get tough”…..

        No wiec wydawalo nam sie, ze party mozna “odhaczyc i odetchnac”. Do wczoraj.
        Wczoraj daddy i Pirahna udali sie do church, w ktorej to objasniono mu co
        nastepuje:

        Wiec Christina przyjdzie ze swoja matka chrzestna, bo rodzice nie maja czasu a
        owa ma trojke wlasnych dzieci, ktore tez przyjda. Phyllis zabierze swoja duza
        siostre a Prince (tak naprawde sie nazywa) nocuje u Princess (tez naprawde tak
        sie nazywa), ktora to opiekuje sie dwojka innych dzieci, wiec przyjdzie z cala
        trojka. No a Gorge i Ambros (dorosli nie majacy dzieci) nie maja na te sobote
        zadnych planow, wiec tez przyjda. A skoro juz tylu zdecydowalo, ze przyjdzie,
        to Stella postanowila, ze tez ze swoim dwumiesiecznym baby i Mama, co wlasnie
        przyjechala z Nigerii z wizyta , przyjdzie.

        O tym wszystkim dowiedzialam sie na wstepie brunchu, ktory przygotowywalam dla
        Stelli, jej mamy i meza i mojej dwojki po kosciele. Maly ryczal, ze nie chce,
        by na jego party przyszla “the whole Africa, whom I even don’t know and don’t
        like”, dorosla afrykanska sekcja wrzeszczala na niego, ze jest asocialny i ze
        dzieci nie maja nic do gadania, tylko dorosli decyduja a szwajcarski maz
        spojrzal na mnie ze wspolczuciem, usmiechnal sie z rezygnacja po czym
        powiedzial, ze musi do toalety, w ktorej to przesiedzial pol debaty.
        Jako ze bylam przed brunchem i glodna to znow mnie adrenalina podskoczyla i
        wyjasnilam afrykanskiej trojce, ze tutaj jest Europa, ze tutaj Europe rules i
        dzieci maja wiele do powiedzienia, szczegolnie jezeli chodzi o ich wlasne
        urodzinowe party. Potem powiedzialam, ze nie jest to party dla doroslych i ja
        nie mam zamiaru doroslymi sie zajmowac badz cokolwiek oprocz przepisowego
        krakersa z jedna lampka wina dla nich organizowac i ze jest mi wysoce obojetne,
        kto sie obrazi i jak maja zamiar te grande odkrecic, ale ja tych wszystkich
        niezaproszonych (oprocz siostry Phyllis, na ktora Piranha sie zgodzila) na
        owych urodzinach widziec nie chce. Dyskusja zajela ponad godzine az w koncu
        calkiem przypadkiem wypsnal mi sie TEN argument. Party jest ryczaltowo
        przewidziane na 8 dzieci i tyluz doroslych, za kazda nastepna bioraca udzial
        osobe trzeba doplacic CHF 15 (czyli Euro 10). Jako ze koscielna sekcja
        obejmowala co najmniej 11 dodatkowych osob, to dodatkowy koszt wynosilby co
        najmniej 110 Euro. Mama Stelli jako pierwsza zauwazyla wyzwalajaca wage
        argumentu mowiac spokojnie, ze Stella i moj maz maja zawiadomic
        owych “koscielnych chetnych”, ze wstep na party wynosi 10 Euro od osoby, w tym
        jest tylko jeden “drink” a reszte trzeba pokryc samemu zapewniajac i
        uspokajajac mnie, iz mam zagwaratnowane, ze oprocz zaproszonej trojki nie
        przyjdzie nikt…

        Od dzisiaj zaczne sie modlic……

        Odcinek nasepny bedzie „po party“.

        Xurek
        • czajek76 Re: Rozwoj sytuacji: 06.12.05, 00:53
          Uo Matko!
          Zycze wytrwalosci :)
          I trzymam kciuki :))
          • xurek Errata 06.12.05, 14:36
            Wlasnie domeldowal sie Lars, ktory nie chcial przyjsc, bo ma „inne party w
            planie“ ale jak sie dowiedzial, ze oprocz niego cala podworkowa klika tam
            bedzie to zmienil zdanie.

            Domeldowal sie rowniez odmeldowany Florian. Wczoraj wieczorem zadzwonila mama
            mowiac, ze Florian sie bardzo cieszy i ze ona przeprasza, ze tak pozno dzwoni.
            Nieco zdebiala wyjasnilam, ze tata Floriana juz dawno temu zadzwonil i go
            odmeldowal, na co mama powiedziala, ze bzdur wyglaszanych przez jej meza nie
            nalezy sluchac i ze Florian przyjdzie.

            Piranha omal nie pekla ze szczescia a party powoli peka w szwach. Dzieci
            zrobilo sie nagle 13 a pani od organizacji mi powiedziala, iz powoli ich
            zageszczenie przybiera niebezpieczne rozmiary i ze wiecej niz 15 w ogole sie
            nie zmiesci i ze albo tabuny dzieci i zero Pokemonow (ktore tez potrzebuja
            miejsce) albo powoli miarka sie przebiera. Wyrazila tez swoja konsternacje na
            temat moich obaw, ze nie nazbieram nawet tej siodemki….

            Postanowilam, ze od dzisiaj nie bede obierac telefonow i wylacze handy, bo jak
            sie jeszcze nagle zamelduje tych odmeldowanych szesc, to bede miec powazny
            problem.

            PS: czy ktos sie orientuje, od jakiego wieku dzieci ogranizuja swoje parties
            bez aktywnego udzialu rodzicow?

            No i dziekuje za wyrazy zrozumienia i wspolczucia. Ja tez najchetniej bym to
            pierdzielila, ale chyba nie bardzo moge sobie pozwolic :)).

            Xurek
            • maria421 Re: Errata 06.12.05, 15:32
              xurek napisała:


              > PS: czy ktos sie orientuje, od jakiego wieku dzieci ogranizuja swoje parties
              > bez aktywnego udzialu rodzicow?

              Mniej wiecej od 14 urodzin nie bralam zadnego udzialu w parties poza ich
              finansowaniem i szoferowaniem. Zreszta nie bylo parties, bo byla moda, zeby
              zaprosic gosci do kina , a potem na pizze.
              Potem przyszly 18 -te urodziny i znow byla wielka party na 20 osob, u nas w
              domu, wiec musialam ja przygotowac- tort pietrowy, bufet itp.
              Ania sobie zaplanowala wtedy, ze bedzie "rein feiern", urodziny miala w
              niedziele, a party byla w sobote wieczorem.
              Ja z mezem wyszlismy na kolacje do przyjaciol, zostawiajac chate mlodziezy, ale
              wrocilismy krotko przed polnoca, bo moja rola bylo wniesienie tortu z 18
              swieczkami ( i z prezencikiem na nim) , a rola meza bylo otwieranie szampanow.
            • jutka1 Re: Errata 06.12.05, 16:06
              Hahaha...
              When it rains - it pours, eh?
              :-)))
        • ania_2000 Re: Rozwoj sytuacji: 06.12.05, 04:13
          xurek, mam nadzieje ze sie nie obrazisz, ale po przeczytaniu tego co napisales
          po prostu cisnie mi sie na usta tylko jedno - JA PIERDZIELE!
        • jutka1 Re: Rozwoj sytuacji: 06.12.05, 12:12
          Xurek, masz zelazne nerwy. Nie zazdroszcze, ale jestem dziwnie spokojna, ze
          wszystko pojdzie dobrze, tzn. po Twojej - a nie innych - mysli.
          :-)
    • bella-donna Re: Smutny brainstorming 03.12.05, 21:20
      Przypomnij sobie post w ktorym opisywalas jak Twoj syn 4-latek doprowadzil
      do LEZ przedszkolanke...czy myslisz, ze z rowiesnikami zawsze postepuje fer ????
      • xurek Bella, 05.12.05, 12:57
        jak zwykle czytasz po lebkach. Czy ja gdzies napisalam, ze on sie zawsze
        zachowuje fair? Wydaje mi sie, ze napisalam cos wrecz przeciwnego...

        To naprawde nie jest tak, ze kazdy rodzic gloryfikuje swoje dziecko. Ale kazdy
        sie o nie martwi.

        Xurek
    • pawel_z_melb wyglada na to ... 08.12.05, 16:57
      ze idzie na lepsze.
      Xurku, gratulacje (ostrozne) i trzymamy kciuki
      • xurek The End 12.12.05, 10:53
        Party bylo sukcesem na calej linii. Oprocz dwoch dziewczynek przyszly wszystkie
        zaproszone dzieci plus dwie niezaproszone dziewczynki (jedna z sekcji
        koscielnej, jedna to kuzynka chlopaka z sasiedztwa, ktora wlasnie byla z
        wizyta).

        Prawie wszyscy rodzice wykorzystali mozliwosc pozbycia sie pociech na 2,5
        godziny, odstawili je na party i sie zmyli. Pozostal Behemot, ktorego coreczka
        ma chwilowo muchy w nosie i nie potrafi zniesc faktu, ze na obcych urodzinach
        nie ona dostaje prezenty i nie jej spiewa sie „happy birthday“ plus nasz
        sasiad, ktorego syn nie chcial poczatkowo zostac sam.

        Sale dla dzieci i dla doroslych oddzielone sa od siebie korytarzem i kuchnia,
        panie organizatorki poprosily nas, by do dzieci nie chodzic, bo to ulatwia im
        prace, tak wiec siedzielismy sobie i gadali przez dwie godziny.

        Panie nie zmiescily sie w czasie, wiec o czwartej (kiedy to dzieci mialy zostac
        odebrane) zaczelo sie dopiero grupowe otwieranie prezentow (w sali dla
        doroslych) a potem jedzenie urodzinowego tortu. Zjawili sie juz wszyscy
        rodzicie i wywiazala bardzo mila rozmowa, tak ze party przeciagnelo sie do
        17:30.

        Czworo dzieci nadal nie chcialo do domu, wiec zabralismy je do siebie (dwoje z
        rodzicami, dwoje to sasiedzi), gdzie bawili sie jeszcze do osmej. Piranha
        powiedzial, ze bylo to jego najpiekniejsze party urodzinowe i ze wszystkie
        swoje party bedzie teraz robil w „Pit Stop“.

        Panie organizatorki powiedzialy, ze byla to wyjatkowo udana grupa dzieci, ze
        rzadko maja tak duzo dzieci, ktore w tak zgrany sposob sie ze soba bawia
        (dlatego zabawy trwaly dluzej i party sie przeciagnelo).

        Te kobiety to prawdziwy skarb. Super ciekawe babki (matka z corka, Kanadyjki),
        z niesamowicie barwnym zyciorysem, bardzo mile, otwarte i urodzone „matki
        dzieciom“. Zorganizowaly dla dzieci wiele atrakcji, wspolnych gier i zabaw,
        nawet torty urodzinowe mialy ksztalt Pokemonow. Rozpakowywanie prezentow tez
        bylo niesamowicie zabawne, bo kazde dziecko dawalo swoj prezent osobno i
        musialo udawac przy przekazaniu prezentu tego Pokemona, ktorego Piranha wybral.
        Rodzice, ktorzy uczestniczyli w ostatniej czesci tez byli zachwyceni, wielu
        powiedzialo, ze tez tam zrobia nastepne urodzinowe party.

        Na koncu Behemot powiedzial, ze party bylo znacznie bardziej udane niz to
        Seana, bo dorosli byli znacznie lepiej zgrani. Pewnie dlatego, ze wiekszosc to
        sasiedzi, ktorzy i tak sie znaja i spotykaja a sekcja koscielna jest
        otwarta „zawsze i na wszystko“.

        Calum, jedyne po niemiecku zupelnie niegramotne dziecko (jedyny przedstawiciel
        Iternational, ktory przyszedl) nie znajace na party nikogo oprocz Pirahii
        dostal „medal za outstanding behaviour“. Jeszcze nigdy nie widzialam tak
        pogodnego, otwartego i wewnetrznie dojrzalego pieciolatka – skarb nie dziecko.
        Nawet Pirahna powiedziala, ze sie Calumowi ow medal nalezal :)). Ale w sumie
        nie dziwota – rzadko tez widuje pary rodzicow, u ktorych wzajemna sympatia,
        harmonia i pogoda ducha sa tak widoczne.

        Fajnie tez bylo przekonac sie, ze przyjaznie „zawarte w zlobku“ :) potrafia
        przetrwac zmiane przedszkola i czteromiesieczny brak kontaktu. Christian (8) i
        Florian (7) to naprawde „klika Piranhii“ – az sie nam wszystkim rodzicom glupio
        zrobilo, ze z braku czasu i ochoty ignorowalismy ich prosby o zorganizowanie
        wspolnego spotkania. Wzielismy sobie do serca i zaplanowali pierwszy wspony
        wypad na sanki/narty w styczniu.

        Ja szlam na to party z nastawieniem „trzeba odbebnic i miec nadzieje, ze dla
        Piranhii bedzie mile“ – zostalam pozytywnie zaskoczona, bo dla mnie tez bylo
        bardzo mile, nie musialam niczego odbebniac, bylo fajnie i bezstresowo. A
        powrot po party do „niezdwastowanego“ mieszkania tez ma swoje plusy :). Panie
        organizatorki byly nawet tak mile ze widzac, iz dwoje rodzicow wybiera sie do
        nas zapakowaly nam reszte bufetu i flaszeczke wina, cobysmy mogli ciagnac dalej
        bezstresowo.

        Xurek
        • pawel_z_melb Hurrra! 12.12.05, 13:16
          gratulacje :)
        • jutka1 Re: The End 12.12.05, 14:22
          Wiedzialam, ze wszystko bedzie ok.
          Gratulacje.
          :-)
    • basia553 Re: Smutny brainstorming 12.12.05, 12:43
      Super, Xurku. Gratuluje. Lepiej jest byc mile, niz niemile zaskoczonym, prawda?
      Co do przyjazni przedszkolnych, to w Niemczech nierzadko spotykaja
      sie "absolwenci" przedszkola juz jako dorosli ludzie, cos na ksztalt tych
      spotkan szkolnych.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka