xurek
15.11.05, 15:15
Smutny:
Piranha chodzi od konca sierpnia do nowego przedszkola. Przedszkole jest
calodzienne, takowoz wiekszosc bywajacych tam dzieci, Pirahna uczescza tylko
przez cztery popoludnia. Przedszkole od razu polubil bardziej, niz swoja
International School, do ktorej chodzi od ponad roku. Od razu znalazl
tez „nowych przyjaciol“ (jego zdaniem), niejaka Lize i Seana. Liza, Sean,
Annalena i corka Behemota przyszly razem do tego przedszkola ze wspolnego
zlobka. Martein przyszedl z International, gdzie chodzil z Piranha do jednej
klasy – rodzice przeniesli go do szwajcarskiego przedszkola, bo w ciagu tego
roku nie powiedzial jednego zdania po angielsku.
W Inernational School zdaniem Piranhii nie ma on zadnych przyjaciol.
Zapraszany jest jednak na wszystkie klasowe urodziny, co chyba niewiele
znaczy, bo internationalni rodzice robia zawsze to samo: zapraszaja
ryczaltowo cala klase do Mc. Donalda. Zapytany, kogo z International chce
zaprosic na swoje urodziny Piranha wymienil dwoje dzieci. Pozostale to Lisa,
Sean i corka Behemota plus 4 chlopcow z sasiedztwa plus dwoch z bylego
zlobka. Urodziny sa pod koniec miesiaca, temat juz teraz aktualny, bo......
Cztery tygodnie temu Lisa miala urodziny i zaprosila z nowego przedszkola
corke Behemota, Annalene i Seana. Ja dowiedzialam sie tylko poprzez Behemota
i nie przywiazalam do zdarzenia wiekszej wagi, tym bardziej, ze Piranha nic o
nim nie mowila i myslalam, ze owe zaproszenia odbywaja sie niejako „poza
przedszkolem“ i nie sa mu swiadome. Tydzien temu Martein mial urodziny, na
ktore zaprosil Lise, corke Behemota, Annalene i Seana. Dowiedzialam sie znow
od Behemota i zrobilo mi sie troche przykro, nie przywiazalam do tego jednak
wiekszej wagi, bo Piranha nic na ten temat nie mowil i dalej jak wyzej.
W niedziele Behemot poinformowal mnie, ze w nadchodzaca sobote Sean ma
urodziny i ze corka Behemota dostala juz zaproszenie. Piranha nie dostala
zadnego, Behemot zapytal, czy mnie to nie niepokoi i czy sie nie zastanawiam
dlaczego. Odpowiedzialam ze owszem, smutno mi troche i owszem, sie
zastanawiam, ale nie widze wielkiego problemu, bo Pirahni to „niezapraszanie“
nie jest chyba swiadome.
Wczoraj oboje odbieralismy go z przedszkola. Sean, corka Behemota, Florian
(jedyny pozostaly nigdzie nie zapraszany) i Pirahna siedzialy przy stole i
malowaly. Pirahna powiedzial, ze mamy poczekac, bo chce namalowac do konca.
Usiedlismy obok i czekamy. Nagle corka Behemota mowi “Sean, ja Cie tez
zapraszam na moje urodziny”. Na to Sean “Carmen, ja ciebie tez zapraszam na
moje urodziny, one sa juz za cztery dni!!!”. Widze, ze moje dziecko
smutnieje, zbiera sie w sobie i mowi “Sean, zapraszasz mnie tez na Twoje
urodziny?”. Sean ignoruje pytanie, widac, ze jest mu nieswojo, koncetruje sie
na swoim obrazku. Pirana powtarza pytanie zalamujacym sie glosem. Sean
czerwienieje, spuszcza wzroki i belkocze “jak nie masz takiej zaproszeniowej
karteczki od mojej mamy, to juz nie moge cie zaprosic, bo nie mam wiecej
takich karteczek”. Dluzsze milczenie, potem Piranha mowi “to ja ci namaluje
bardzo piekna zaproszeniowa karteczke dla mnie i bedziesz mnie wtedy mogl
zaprosic”. Shean milczy, Pirahna wykrzywia usta do placzu i w tym momencie
Florian mowi (to trundo mi przetlumaczyc, wiec najpierw cytuje) “S…, scheiss
auf diese Kaka – Geburtstag von diesem Mädchen – Bubi, ich lade Dich zu
meinem Geburtstag ein” (S…, olej te urodziny tego “dziewczynkowego –
chlopczyka”, ja cie zapraszam na moje urodziny). Piranha nie odpowiada,
wstaje, mowi “daddy, juz nie chce malowac, chodzmy do domu”. Przy
przebieraniu pyta “daddy, czy ja moge mimo wszystko isc na te urodziny Seana
chociaz nie mam tej zaproszeniowej karteczki”. Maz nie wie co powiedziec,
patrzy na mnie, ja mowie, ze nie moze, bo nie zostal zaproszony. Piranha
prawie placzac mowi „tydzien temu Martain mial urodziny i tez nie mnie nie
zaprosil. Lisa tez miala urodziny i tez mnie nie zaprosila“. Mnie kosc w
gardle staje, jakos sie opanowuje i pytam, czy jest mu z tego powodu smutno i
czy chce o tym porozmawiac. Przytakuje milczaco i przytula sie do mnie.
Wchodzac do samochodu zmienia temat, nie chce juz rozmawiac o zadnych
urodzinach, jest przesadnie “optymistycznie nakrecony”. Wracajac do domu
dzwoni jego matka chrzestna, u ktorej mial spedzic przyszly weekend (zupelnie
o tym zapomnialam). Opowiadam jej krotko o zaistnialej sytuacji, ona mowi,
bym jej go dala do telefonu, rozmawiaja dlugo i slysze, ze wymyslaja, co
wspanialego i specjalnego moga w ten weekend zrobic. Po rozmowie dziecko
zaczyna juz pakowac swoj plecaczek na weekend i mowi pod nosem sam do
siebie “ich gö zu mini Götti, Sean und Carmen und Lisa händ nuer schiis
Göttis und gönd nie dorthii, es ischt vieeeu besser, mir wend jedi menig
Spass haa, ich schiees uf die blöödi Geburi von dr Maitli – Bubi”. (Sean,
Carmen i Lisa maja tylko “gownianych chrzestnych” do ktorych nigdy nie
chodza, to jest znacznie lepszy pomysl, bedziemy sie swietnie bawic, sram na
te glupie urodziny tego “chlopczyka”. Na tym temat jak na razie zakonczony.
Brainstorming:
Jakies pomysly, jak na to zareagowac? Samemu sprowokowac rozmowe,
przemilczec, zaczekac, az od niego cos wyjdzie? Rozmawiac z przedszkolankiami
o mozliwych przyczynach? Propowac mu wyperswadowac zaproszenie Lisy i Seana w
obawie, ze i tak nie przyjda i bedzie mu jeszcze bardziej przykro?
Xurek