kan_z_oz
23.08.06, 22:18
Stokrotka mnie natchnęła swoimi głębokimi wynużeniami.
Ertes z kolei prasnął po mordzie raz a dobrze, co też mnie mobilizuje ino
inaczej.
Oddam przy okazji.
Czy zastanawialiście się nad tym czym jest świadomosc lub co oznacza, że
określamy kogoś mianem świadomego?
Moje wersja tego zjawiska. Oczywiście jestem świadoma, że każdy może mieć
inną.
Tak więc w sposób Kanowy, czyli spirytualny – nie mylić ze spirytusem, czyli
od serca.
Świadomość w moim przekonaniu to zrozumienie naszego połączenia z innymi
rzeczami, zjawiskami oraz naszego połączenia z innymi ludzi. Zrozumienie jak
te połączenia działają.
Świadomość zaczyna się od dopuszczenia myśli, że faktycznie to co my sami
robimy, mówimy i myślimy ma wpływ na innych ludzi.
Czy faktycznie nasze myślenie ma wpływ na innych?
A czy ktos kiedyś z Was spróbował np. wejść do biura i pomyśleć o siedzącym
tam urzedniku w sposób wyjątkowo negatywny? Reakcja człowieka siedzącego po
drugiej stronie biurka, jest wówczas równie nieuprzejma lub w najlepszym
wypadku oschła i krótka.
Dzieje się tak, ponieważ podświadomie odbieramy myśli drugiej osoby i
instyktownie reagujemy.
Każda akcja wywołuje reakcje – fizycy niech się martwią.
Z moich obserwacji; działa to nie tylko w momencie bezpośredniej rozmowy.
Roznosi się to w całej swojej krasie i rozpiętości również na świat
wirtualny. Każda nasza niewypowiedziana myśl, której nie ma w tekście pisanym
też przechodzi do odbiorcy. Odległość geograficzna osób piszących nie ma
znaczenia. Czytający wciąż jest w stanie bardzo ogólnie wyczuć, że w momencie
pisania nie myśleliśmy o nim zbyt dobrze.
Dlaczego tak się dzieje, czy ściślej mówiąc jaka jest za tym mechanika nie
umiem precyzyjnie wytłumaczyć.
Wytłumaczenie jakie mam jest ogólne i zdaję sobie sprawę, że może być
niewystarczające dla niektórych.
Wszyscy jesteśmy częścią jednej całości. Raniąc inną osobę tak naprawdę
ranimy siebie.
„Nie rób drugiemu co tobie nie miłe” ma też swój odpowiednik w
angielskim „You get what you give”.
Odzwierciedlone jest to też w religiach światowych. Nie mogę przytoczyć
wszystkich ale z całą pewnością katolickie; „szanuj bliźniego swego jak
siebie samego” oznacza to samo. Zawarty jest też ten sam element w buddyzmie,
chociaż obydwie religie mają mało wspólego ze sobą.
To zawsze miał być nasz drogowskaz lub rodzaj latarni morskiej, która miała
nas ludzi chronić i ostrzegać przed możliwością rozbicia się w momencie
naruszania tego uniwersalnego prawa.
Czy musimy je przestrzegać? Oczywiście, że nie. Możemy wpadać na te skały
tyle razy ile tylko mamy sił. Cokolwiek mówimy czy myślimy o drugim
człowieku, wraca do nas z taka samą intesywnością. Wraca w nasze życie w
postaci różnych nieprzyjemnych lub przyjemnych doświadczeń. Jeśli wysyłamy
złość, nienawiść czy inne negatywne emocje, takie do nas wracają wracają.
„What goes around comes around” po polsku „Jak Kuba Bogu tak Bóg Kubie”.
Świat wirtualny przestaje istnieć w oddali a nasza złość wylana na komputer
wraca do nas w postaci konkretnych i bolesnych życiowych doświadczeń w realu.
Czy należy się tego bać lub wstydzić? Absolutnie nie. Kopiąc po pupie innego
i tak naprawdę kopiemy tylko sami siebie.
Działa to tez w drugą stronę. Mam na myśli tą pozytywną.
Czy oznacza to, że mamy tylko i wyłącznie rozmawiać 'płytko' w celu by nie
urazić innych – NIE.
Pisać można o wszystkim o ile nasze myśli w momencie pisania sa zgodne z tym
co piszemy. Oprócz tego, że myśli i słowa mają być ze sobą w zgodzie, to
jeszcze ma to być napisane w taki sposób w jaki my sami chcielibyśmy aby ktoś
do nas samych napisał.
Bardzo proste, wymaga tylko trochę praktyki. No może trochę więcej niz trochę.
Bycie świadomym więc to zrozumienie i stosowanie tej zależności – oczywiście
moja definicja.
Dlaczego o tym piszę? Nie mam bladego pojęcia. Jest 5:40 rano, nie mogę spać
bo mi gowę rozsadza myśl; napisz na najświętojebliwszym forumie bo ktoś
potrzebuje.
Może więc nareszcie usnę, jak wyrzucę?
Dobranoc, tudzież dzień dobry
Kan