Dodaj do ulubionych

dziwne związki

01.04.07, 08:57
Ostatnio sprzątałam wiosennie szafy, i znowu uzyskałam 'urobek' w postaci
kilku worów. Ukochane buty, zbyt zniszczone aby można je było jeszcze nosić,
buty nigdy nie noszone, ubrania- pomyłki, ubrania z innej epoki, rzeczy z
historią ale z innego życia, rzeczy bez historii, ale i bez przyszłości.
Zamyśliłam się nad tym wszystkim, i przyszła mi do głowy myśl następująca. Ile
osób w naszym życiu, to takie właśnie zbędności? Tak zwana przyjaciółka z
którą się umawiam tylko dlatego że ona chce, a potem wysłuchuję że a) jestem
za chuda, b) single to egoiści, c) jej dzieci, mąż, pies, teściowie to...(to
samo co przez 10 ostatnich lat), tak zwany przyjaciel który korzysta z mojej
gościnności ale nigdy się nie rewanżuje choćby tulipanem za 1.50 PLN, tak
zwana rodzina która tylko po to zaprasza mnie na święta żeby wbić szpilę mojej
innej rodzinie, i kupa kupa innych.
Co gorsza, trudno jest ich tak po prostu wsadzić wszystkich do wora i wystawić
przed drzwi. A nawet jak się to już zrobi, to wracają oknem, a człowiek to
okno otwiera.
Ludzie! Ja tych ludzi nawet nie lubię!
Więc po co? Dlaczego? I czemu tak trudno z tym skończyć? Ki chuj?
Obserwuj wątek
    • jutka1 Re: dziwne związki 01.04.07, 09:58
      Trudny temat zadalas, Stokrotko. Musze pomyslec. A zeby pomyslec - musze sie
      dobudzic.
      Wroce pozniej.
    • kielbie_we_lbie_30 Re: dziwne związki 01.04.07, 10:30
      Po co? Po nic...
      Jezeli ktos urosl do roli "przyjaciel/ciolka" znaczy ze cos nas laczylo, fajnie
      mielismy razem i to to nas laczy jak pepowina. I jak pepowine trudno uciac tak i
      toksyczne przyjaznie. Zawsze jakos tam sie ludzimy ze to stare wroci, choc przez
      moment...Czym blizej sie bylo tym trudno uciac bo boli...
      Kilkarazy dawalam szanse mojej "przyjaciolce" od ponad 30 lat. Potrafi sluchac,
      w chwilach trudnych zawsze poswieca swoj czas, jest tez dosc zwariowana i
      wyciaga na rozne eskapady...ale jest straszna manipulatorka, intryganka i
      egoistka. No i po pewnych intrygach dwa lata temu zadzwonilam i powiedzialam jej
      ze wypowiadam jej nasza znajomosc ostatecznie...juz nigdy nie wroce jak przedtem
      ciagle ja pierwsza wyciagalam reke.
      Zawsze mowie ze nikt nie jest tak beznadziejny, zly zeby nie zaslugiwal na
      jeszcze jedna szanse ale...nie w tym przypadku.
      Podziwiam mojego syna ze choc mlody to potrafii zalatwiac takie sprawy. Rozmawia
      z ludzmi, probuje wyjasnic sytuacje i powiedziec jak on to czuje. Ja sie od
      niego troche tez nauczylam...to nie znaczy ze umiem. Chyba szczerosc jest
      najlepsza metoda. Nalezy porozmawiac, wyjasnic...to chyba jest dobre dla obu stron.

      Z ciuchami, butami jest latwiej gdyz choc upierdliwie zabieraja miejsce w
      szafach to toksycznie nie dzialaja.
      • a.polonia Re: dziwne związki 01.04.07, 11:57
        Podziwiam mojego syna ze choc mlody to potrafii zalatwiac takie sprawy. Rozmawia
        z ludzmi, probuje wyjasnic sytuacje i powiedziec jak on to czuje.

        ----oj, zazdroszcze umiejetnosci.
        ja tak nie umiem, ale nauczylam sie, ze jak mi jakas znajomosc nie odpowiada,
        to bez wyjasnienia ja ucinam, z roznym skutkiem, ale efekt jest taki, ze nie
        mam przyjaciol, wiec albo jestem zbyt wymagajaca (jesli chodzi o ludzi), albo w
        ogole to ze mna jest cos nie tak :).
    • jutka1 Re: dziwne związki 01.04.07, 11:16
      Tak sobie nad druga kawa mysle...
      Kazdy czlowiek, ktory sie w naszym zyciu pojawil, na dluzej czy na krocej,
      blizej czy dalej, jest czescia nas w tym sensie, ze przyczynil sie do tego kim
      jestesmy dzisiaj. Zostawil slad. Zmienil nas jakos. Czegos nas nauczyl.
      I moze dlatego tak nam czasem trudno odciac pepowine.
      Czasem tez po prostu czas odciecia jeszcze nie nadszedl, jeszcze jakas lekcje
      mamy do odebrania od danej osoby.
      Najczesciej sa to lekcje o nas samych.

      Zdarza sie, ze tych czy innych osob nie odcinamy, bo nie mamy na to ochoty, bo z
      nimi nam dobrze i po drodze.

      Stare ukochane buty i inne takie to podobna historia, bo z nimi sa zwiazane
      wspomnienia, czyli my sami. Czasem trudno fizycznie wyrzucic.

      Inna sprawa jest umiejetnosc powiedzenia "nie". Nie mam czasu, nie mam ochoty,
      nie dzwon do mnie wiecej. Baaardzo trudna rzecz.
      • kan_z_oz Re: dziwne związki 01.04.07, 12:34
        A Ja mówię prosto z mostu, oczywiście nie waląc po mordzie, tylko delikatnie.
        Nie czekam nawet minuty, tylko od razu w rozmowie, gdy coś mnie rusza, lub boli
        poruszam ten temat.
        Nie ma nic gorszego niż zaciskanie zębów w imię przyjaźni. Przyjaźń przyjmuje
        wiele i wyjaśnienie np;
        'jesteś zbyt chuda'
        Moja droga, to jaka jestem jest tylko i wyłącznie moją sprawą, i jakkolwiek
        doceniam Twoją troskę o mnie to Twój kometarz mnie rani, denerwuje i ogólnie
        sprawia mi dużą przykrość.

        Zwykle po tym następuje wyjaśnienie, że ranienie nie wchodziło w rachubę tylko
        ktoś miał nieprzyjemne doświadczenia np; z odchudaniem i autentycznie martwi
        się o Nas!!!
        To jest przyjażń. Inne mętne wyjaśnienia świadczą raczej, że ktoś jest na
        etapie wampirzym. (Chętnie bierze i czerpie energię z rozmowy ale sam nie ma
        zamiaru nic dać). Poniżanie, krytykowanie, wygrywanie argumentów poprawia
        własne samopoczucie u takiej osoby - chwilowo tylko oczywiście.

        Wampiry energetyczne, które chciałyby spotkać się ze mną w celu wyrzucenia
        całej szafy pełnej brudów, czyli tylko narzekania i te same problemy od 10 lat;
        odcinam. Spotykam się nie częściej niż co pół roku (nigdy, gdy jestem chora lub
        w dołku), w celu sprawdzenia czy przeszły już na następny etap. Czasem
        przechodzą, i wtedy nic nie muszę robić. Jeśli nie, to unikam i czekam dalej.
        Czasem się spotykam ale nie sam na sam.

        Nie jest to złotą czy 100% regułą ale w większości przypadków działa.
        A poza tym podpisuje się pod Jutką.

        Pozdrawiam
        Kan
        • fedorczyk4 Re: dziwne związki 01.04.07, 18:32
          Od lat nie mam ju takich związków. Jeśli nie dało się nic naprawić albo
          zasugerować, to uzywałam metody nazywanej przez
          francuzów "przerzedzaniem", "rozcieńczaniem" kontaktów i tak aż do atrofii.
          Teraz chodzę ze swoimi pomysłami na życie jak z szyldem i ludzie z którymi
          byłabym niekompatybilna nie podchodzą do mnie. Z rodziną jest już znacznie
          gorzej, tu niestety asertywność i naturalna selekcja wychodzą mi gorzej. Mało
          jej mam w sumie, a przez lata emigranckie właściwie wcale i teraz znoszę ich
          cichutko. No do pewnego stopnia cichutko;-)
          • lucja7 porzadki zwiazkowe 02.04.07, 08:49
            Mam zwyczaj robic "porzadki zwiazkowe" na goraco. Intuicyjnie(?) czuje kto moze
            mi byc blizszy, kto nie.
            Nie toleruje jednej rzeczy w relacji: klamstwa. Nic potrafie zbudowac relacji z
            kims kogo zlapalam na klamstwie, uwazam ze taka relacja jest z zalozenia
            niemozliwa. W relacji musze sie na czyms oprzec, a na klamstwie sie nie da.
            Przerywam wiec to cos bez wyrzutow sumienia, z dnia na dzien, bez przeprosin.
            Nie telefonuje, na telefony nie odpowiadam.
            Reagujac w ten sposob nie mam problemow z porzadkami wiosennymi.

            :-)))
    • xurek Na odwrot i tez zle. 02.04.07, 11:50
      Ja pakuje wory zarowno z ciuchami jak i z ludzimi bez zalu i wiekszych
      problemow. Nie zastanawiam sie tez specjalnie nad tym “dlaczego” – dopoki jest
      mi z ludzmi dobrze, to sie z nimi spotykam, jezeli przestaje byc (powod
      obojenty) to przestaje. Jak dotad czulam sie z tym rozwiazaniem bardzo dobrze,
      ale powoli sie chyba starzeje i……

      przypomnialy mi sie takie buty, ktore nosilam dziesiec lat a potem dziesiec
      trzymalam w szafie az w koncu je wyrzucilam. Teraz mi zal, bo te buty to kawal
      mojej historii i gdybym wciaz je jeszcze miala, to historia bylaby bardziej
      namacalna.
      I przypomnieli mi sie rozni ludzie, ktorzy tak jak te buty przestali pasowac do
      mojego zycia (albo ja do ich zycia) i z niego znikneli. I tez zrobilo mi sie
      zal, ze ich nie ma i sobie pomyslalam, ze tak samo jak te buty spokojnie
      zmiescily by sie w kaciku jakiejs szafy zupelnie nie przeszkadzajac bez
      specjalnego zachodu mozna bylo napisac kartke, zadzwonic albo umowic sie na
      kawe z tymi ludzimi. Dlaczego? Bo historie z nimi przezyte bylyby teraz
      bardziej namacalne. Dla mnie i dla nich pewnie tez……

      Ostatnio siedzac i myslac nad moim zyciem stwierdzilam, ze ja do tego stopnia
      zyje w oddzieloenych od siebie i niewiele ze soba majacych wspolnego etapach,
      ze az mi sie wydaje, ze to inne osoby zyly w tych roznych „zyciach“. Osob,
      ktore tak jak ja pojawiaja sie w calej ciaglosci jest bardzo niewiele – chyba
      zaraz ze strachu napisze do nich wszystkich jakiegos maila, zadzwonie z
      wiosennym pozdrowieniem i umowie sie na kawe :).

      Krotko (jak na mnie :)) mowiac stwierdzam, iz nie moge udzielic Ci odpowiedzi
      na Twoje pytanie, bo sama postepuje odwrotnie ale moge stwierdzic, iz
      postepowanie odwrotnie nie przynosi lepszych rezultatow i ze tez zaczynam sie
      siebie pytac, „dlaczego“....

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka