Dodaj do ulubionych

pińądze czyli mać czyli niemać, czyco?

28.05.07, 22:43
Są różne sposoby mania/niemania tak zwanych pińędzy. Z grubsza te sposoby
można określić na wykresie za pomocą krzywych, czyli na przykład krzywa
Laffera (nie mam, mam czyli syndrom nowobogacza) i na tak zwany abarot (mam i
nie mam czyli syndrom bankruta), krzywa Gaussa (niemam, mam, i na koniec znowu
niemam czyli kasus polskiego emeryta), ewentualnie są całe niezbyt
interesujące grupy wykresów liniowych (mam, mam, mam) (nie mam, nie mam, nie
mam).
Otóż ja Stokrotka jakoś tak mam, że czasem mam, a czasem nie mam. A jak już
mam, to kurwa walą pińądze drzwiami i uszami, a jak już nie mam to do upadłego
i do wyłaczenia prądu. Czyli krzywa sinusoidalna.
Co lepsza lub gorsza, cała moja rodzina tak ma i też otoczona jestem ludźmi w
dużej mierze też tak mającymi.
Czyli jednego dnia szampan i dior a drugiego zęby w stół a paznokcie w ścianę.
Na tej podstawie rozwinęłam sobie pewną typologię dotyczącą sposobów mania i
niemania oraz wpływ sinusoidalnego przepływu na charakter człowieka, i chyba
się zdoktoryzuję z tego czycoś.
Chciałabym tutaj w jebliwym kręgu światowego forum przedyskutować ten temat,
wymienić się opiniami, doświadczeniami oraz ciekawymi kasusami z naszych i
nienaszych życi, ehem, żyć.
Obserwuj wątek
    • jutka1 Re: pińądze czyli mać czyli niemać, czyco? 29.05.07, 09:58
      Pociagnelabym te wielce sluszna teorie dalej. Mianowicie zeby bylo manie, to
      trzeba zarobic, zeby zarobic - trzeba zeby klient sobie o nas przypomnial. Otoz
      walenie piniendzy drzwiami i uszami to drugi etap. Pierwszy etap to: albo kosmos
      zsyla na klientow grupowa amnezje dotyczaca naszego w nim istnienia i wszyscy
      maja cisze dzienna cisze nosna morde w beczce po sledziach, albo tez nagle w tym
      samym czasie wszystkim klientom te amnezje odejmuje, i telefon zaczyna sie urywac.
      Ki czort?
      Moze to globalne ocieplenie i dziura ozonowa. Albo zieloni. Kto wie.
      • iwannabesedated Re: pińądze czyli mać czyli niemać, czyco? 29.05.07, 10:51
        Zbiorowa amnezja naprzemiennie z pospolitym ruszeniem też, proszę zważ Pytonijo,
        jest czymś w rodzaju sinusoidy. Albo posucha albo potop. Występowalność tego
        zjawiska w życi, pardon, życiu at large, jest powszechne, ogólne i rozpełza się
        praktycznie a wszystkie jego aspekty. Jak się psowają żarówki - to wszystkie.
        Jak goście - to chata ful. Jak nie - to nawet muchy zdychają w locie a pies
        wchodzi pod kanapę.
        Niemniej ja nie o tym. To znaczy o tym, a nie o tamtym, czyli wpływ przepływu na
        charakter. Otóż. Zauważam iż na jedne jednostki posiadalność piniądza wpływa
        pozytywnie, czyli stają się wyluzowane, hojne, kreatywne, przyjacielskie, i
        ogólnie cudne, a gdy piniądza nie mają to się robią straszne, analne, wredne i
        płaczliwe. Ja na przykład tak mam i cała moja rodzina. A inni z kolei niemając
        piniędzy stają się wylewni, towarzyscy, rozmowni i współczujący, natomiast mając
        dzieje się z nimi coś okropnego. Stają się paranoiczni, aroganccy, dostają
        wybałucha, zaciskają się zwieracze, czółko marszczy a nos i usta łączą w dziwny
        ryjek przypominający kurzę dupę.
        Może ktoś inne typy zna?
        • xurek Re: pińądze czyli mać czyli niemać, czyco? 29.05.07, 15:34
          U mnie jest tak, iz pieniezna krzywa emocjolana jest znacznie wazniejsza od
          realnej. Jakakolwiek by realna nie byla, emocjonalna to prosta rownolegla do
          osi x z wciaz ta sama wartoscia y: „nigdy nie mam wystarczajacej ilosci
          pieniedzy“.

          PS: mlodym dziewczeciem bedac powrozyla mi wrozka, ze prawdziwe szczescie i
          calkowite spelnienie spotka mnie po czterdziestce. Najpierw bylam zupelnie
          pewna, iz najpozniej tydzien po czterdziestych urodzinach wygarm w Eurolotka,
          zamienie sie w skonczona pieknosc i stane ulubiencem kazdego towarzystwa, teraz
          niestety coraz bolesniej sobie uswiadamiam, iz „po czterdziestce“ moze onzaczac
          rowniez dziewiecdziesiatke a calkowitym spelnieniem i absolutnym szczesciem w
          tym wieku moga sie okazac 4 godziny bez zadnego bolu badz cala przespana
          noc......

          To tak na marginesie pieniadza nie wiedziec czemu mnie sie skojarzylo...
          • kan_z_oz Re: pińądze czyli mać czyli niemać, czyco? 30.05.07, 10:22
            Stokrotka napisała;...Otóż. Zauważam iż na jedne jednostki posiadalność
            piniądza wpływa
            pozytywnie, czyli stają się wyluzowane, hojne, kreatywne, przyjacielskie, i
            ogólnie cudne, a gdy piniądza nie mają to się robią straszne, analne, wredne i
            płaczliwe. Ja na przykład tak mam i cała moja rodzina. A inni z kolei niemając
            piniędzy stają się wylewni, towarzyscy, rozmowni i współczujący, natomiast mając
            dzieje się z nimi coś okropnego. Stają się paranoiczni, aroganccy, dostają
            wybałucha, zaciskają się zwieracze, czółko marszczy a nos i usta łączą w dziwny
            ryjek przypominający kurzę dupę.
            Może ktoś inne typy zna?

            ODP: Ćwiczyłam wszystkie typy, bo buchalterię prowadzę od lat we własnym domu
            sama.
            Wniosek jest jeden i jakby nie patrzyć, inaczej mi nie wychodzi;
            Zawsze należy czuć się jakby się miało, bez względu na to ile leży na plusie
            czy minusie na koncie. Flaktuacje są oczywiste i testują charakter a nie stan
            konta. Same się później uzupełniają jak już przysłowiowy 'nóż na gardle' i tak
            w koło macieju.
            Usiąść wygodnie należy, nogi wyciągnąć na fotel i przestać robić miny, gdy
            spada na minus; inaczej to walka.

            Kan
    • kielbie_we_lbie_30 szczescia nie daja byc moze ale... 30.05.07, 15:37
      wygode, jaka taka wolnosc...
      Nie musze miec wiele, mieszkanie, zarcie, samochod i zeby pojechac gdzie od
      czasu do czasu...zadowole sie. Na ciuchy tez specjalnie duzo nie wydaje..
      W moich ciezkich czasach tutaj, sama z dzieckiem a forsy malo bo sie uczylam,
      nigdy nie bieglam do sklepow jak forsa przyszla aby kupic cos powyzej zarcia
      jedynie na koniec miesiaca bo nigdy nie wiadomo, moze dzieciak buty rozwali
      albo jakies inne wydatki z nim zwiazane i tak mi we krew weszlo. Sytuacja dosc
      paradoksalna gdyz mialam sasiadke ktora pracowala, jej rodzice przyjezdzali z
      samochodem zapakowanym zakupami a do mnie przychodzila pozyczac w polowie
      miesiaca hahaha....No ale to dawno bylo...
      Dzis choc nie mam raczej finansowych problemow to nie potrafie sie wybzdyczyc z
      pieniedzy, nie potrafie wydawac bo mam, choc nie znaczy to ze sobie skapie.
      Sama mysl ze moglabym znow wyladowac w takiej sytuacji ze nie ma z czego
      rachunkow zaplacic sprawia ze wpadam w panike, zle sypiam i snia mi
      przerazajace rzeczy...brrrrr. Wiec gdy mam to czesc zostawiam na czas gdy nie
      bede miala.
      • lucja7 Re: szczescia nie daja byc moze ale... 30.05.07, 19:00
        Czyli fortuna kolem sie toczy....
        Wazne jest nie to ze raz sie ma a raz sie nie ma, lecz co z tymi sytuacjami sie
        robi i jak nimi zarzadza.
        Niech mi ktos natomiast wyjasni dlaczego rachunki sa wieksze i jest ich wiecej
        w sytuacj gdy sie nie ma?

        A szczescie to juz zupelnie inna historia...

        ;-)
        • iwannabesedated ekonomia przepływu i małe abstra-chujki ;) 31.05.07, 11:24
          Rachunki są większe gdy się nie ma bo natura chce dać nam szansę by zwiększyć
          przepływ. Gdy jest stagnacja, należy zwiększyć wydatki, wtedy nakręca się
          ekonomia. Taka zasada, zwana efektem jakimśtam niepamiętam jakim.
          Widzę że kan i xurek osiągnęły niezależność charakterologiczną - kan zawsze na
          plusie, xurek na minusie niezależnie od stanu konta. Pewne znajome mi małżeństwo
          ma wspólną kasę i dwie bardzo przyzwoite pensje, a jednak on żyje w biedzie i
          zawsze nie ma a ona zawsze ma i żyje w dobrobycie, że tak powiem inne dwa światy
          pod jednym dachem. Co mi przypomina, że właściwie jest to jedyne małżeństwo z
          którym jakoś tam się znam, bo jakoś tak nie mam umiejętności kumplowania się z
          parami, a już układy typu 2 na 2 zawsze leżały całkowicie poza moim zasięgiem.
          To tak abstra-fiute-ując od piniądza.
          • jutka1 Re: ekonomia przepływu i małe abstra-chujki ;) 31.05.07, 14:06
            Tak, tak, jedni twierdza, ze to konsumpcja napedza gospodarke, inni ze
            oszczedzanie. Moze charaktery i reakcje tez sie tym kieruja?
            Od wczoraj usilowalam sie sklasyfikowac, i nie potrafie. Jak mam to wydaje,
            niekoniecznie na rzeczy niepotrzebne, choc sie zdarza. Jak nie mam to nie jojcze
            tylko przyczajam sie w domu przy worku ryzu i fasoli, i czekam az zamam. I
            zawsze w koncu mam, bo natura nie znosi prozni i zawsze w koncu cos na moje
            konto wedruje.
            :-)
            • lucja7 Re: ekonomia przepływu i małe abstra-chujki ;) 31.05.07, 17:46
              jest tez powiedzenie: nie pozyczaj ubogiemu, tylko bogaci oddaja!
              • nadau Re: ekonomia przepływu i małe abstra-chujki ;) 01.06.07, 10:02
                Jest też inne powiedzenie:

                pieniądze trzeba umieć mieć.
              • jutka1 Re: ekonomia przepływu i małe abstra-chujki ;) 01.06.07, 10:13
                lucja7 napisała:

                > jest tez powiedzenie: nie pozyczaj ubogiemu, tylko bogaci oddaja!
                ***********
                Nie zawsze i nie wszedzie sie sprawdza. :-)
                Grameen Bank ma 98-procentowa stope zwrotu kredytow. :-)

                www.lemonde.fr/web/article/0,1-0@2-3210,36-823502,0.html
                www.washingtonpost.com/wp-dyn/content/article/2006/10/13/AR2006101300211.html
                • lucja7 miec, nie miec i konsekwencje 04.06.07, 18:56
                  Dzis zaslyszalam smieszne zdanie ktore przytaczam przeinaczone by sie mialo do
                  watku:
                  Gdy sie nie ma, mozna byc oskarzonym o kradziez, gdy sie ma, jest sie
                  podejrzanym o kleptomanie.
                  ;-))
                  • lucy58 Re: miec, nie miec i konsekwencje 08.06.07, 03:56
                    Jak sie ma - to sie zyje cieplutko jak niedzwiadek w zimowym snie. Wszystkie
                    odruchy warunkowe i bezwarunkowe sa jakby zamrozone. W niby to bezbiecznym,
                    otoczonym tluszczykiem snie. Jak wszystko gra, i wszystkie reguly gry
                    zachowane - tluszczyku moze wystarczyc do wiosny. Ale nie zawsze wszystko gra.
                    I nie zawsze z regulami. I wtedy trzeba sie wziazc w garsc. Nie kazdy to
                    potrafi. I nie kazdy niedzwiadek moze sobie radzic. Sa niedzwiadki, ktore lekko
                    sobie przyjmuja brak tluszczyku. Przyjmuja zasade: schudniemy, bedziemy
                    lzejsze, bardziej sprawne - lepiej sobie poradzimy z zarciem. Ale sa
                    niedzwiadki, ktorych tluszczyk tak obrosl, ze nie sa w stanie podniesc
                    schudzonego cielska. I te gina. Pytanie: mam , nie mam. Jak mam. To zyje jak
                    szczesliwy niedzwiadek w lecie (bez przesady. cos tam zawsze za skorka sobie
                    chowam.) Jak nie mam - zyje tak - aby przez wiosenny okres nie schudnac za
                    bardzo.
                    Lucy
                    • jutka1 Re: miec, nie miec i konsekwencje 08.06.07, 09:28
                      Ooo, nowy nick. :-)
                      Czesc Lucy58 :-D

                      Skad piszesz?
                      • lucja7 Re: miec, nie miec i konsekwencje 08.06.07, 11:21
                        To nie jakies jajo? Misiaczek tluscioszek?
                        Podejrzewam tu kilku dowcipnisiow.
                        • lucy58 Re: miec, nie miec i konsekwencje 09.06.07, 00:15
                          lucja7 napisała:

                          > To nie jakies jajo? Misiaczek tluscioszek?
                          > Podejrzewam tu kilku dowcipnisiow.
                          >
                          Jasne. Juz tak obroslam w ten tluszczyk, ze nawet do basenu nie chce mi sie
                          skakac. Ani nawet myslec jaki kolor ma miec nastepny Rolls Roys.
                          Lucy
                      • lucy58 Re: miec, nie miec i konsekwencje 09.06.07, 00:03
                        jutka1 napisała:

                        > Ooo, nowy nick. :-)
                        > Czesc Lucy58 :-D
                        >
                        > Skad piszesz?

                        Tampa Bay. Largo. Floryda
                        Lucy
                        >
                        • jutka1 Re: miec, nie miec i konsekwencje 09.06.07, 00:20
                          Czesc Lucy, ponownie. :-)))
                          Na Florydzie bylam 2 razy, ale w Largo nigdy. Tylko w Miami i Naples.

                          Baw sie tu dobrze. :-)
                        • chris-joe Re: miec, nie miec i konsekwencje 09.06.07, 01:38
                          Zwieksza sie Team USA. Co my juz tam mamy? WA, OR, CA (czyli cala West Coast),
                          NJ i teraz FL.
                          Ja nadal dzialam (prawie) w pojedynke :)

                          Hey, Lucy :)
    • ozpol Pieniadze to jak rzeka .. 12.06.07, 15:30
      jesli sie jej nie kontroluje to przelatuje szybko poprzez palce.
      Jesli sa pomyslne deszcze to wzbiera i poziom jest dobry ale susza powoduje ze
      cieniutko przedzie. Sposob zeby bylo w miare rowno ..to regulacja przeplywu.
      Nie przepuszczac za duzo i zaszybko bo jest dobrze a wypuscic z zapasow jak
      poziom niski.
      Czyli nie wazne ile sie ma ale nalezy miec zawsze na wszystko bez "szalenstw".
      Moze to malo atrakcyjne ale daje spokoj i poczucie ze nie pracuje si ena
      rachunki ale dla przyjemnosci.
      Ktos powiedzial madry ze sa ludzie ktorych pieniadze zawsze sie trzymaja a sa
      tacy ktorym zawsze bedzie brakowac.
      Ciekawe czym to jest spowodowane?
      Kiedys przeczytalem takie powiedzenie ze pieniadze nie daja szczescia ale Arni
      Szwarceneger to potiwrdzil.
      Bo twierdzi ze nie widzi roznicy w swoim zyciu kiedy mial 40 mln dolcow i jak
      ma 50 mln teraz.
      Zycze takich roznic w kieszeni i nie bedize problemu z placeniem rachunkow.
      • lucy58 Re: Pieniadze to jak rzeka .. 13.06.07, 02:41
        Pieniadze sa jak rzeka. Czasami trzeba jakiejs tamy, zeby uregulowac nurt. Moja
        matka miala taka tame. Jak miala wiecej pieniedzy, wsadzala nas do samochodu, i
        na zakupy. Co kto chcial. Bo moze pozniej na to nie bedzie. Ale to bylo tylko
        jak woda sie przelewala. Ale nawet przy tym nadmiarze wody - musielismy zbierac
        kartofle na rodzinnym poletku, zrywac czeresnie, jezdzic na grzyby i zachowywac
        sie jak przykladna,polska rodzinka. Wyjatkiem byly co sobotnie ogniska. Ale to
        juz nie dotyczy watka pieniedzy, tylko duszy.
        Lucy
    • luiza-w-ogrodzie Manie od niemania nie rozni sie za bardzo 13.06.07, 02:40
      Jak mam wiecej, niz chce wydac, to odkladam na chudsze czasy. Jak sa chudsze
      czasy, nie czuje roznicy, bo i tak to co lubie nie kosztuje wiele: ogrod,
      lazenie po buszu, ksiazki (moga byc z biblioteki), spotkania ze znajomymi.
      Wydaje nieduzo, glownie na dom i ogrod i na rozne pozaszkolne zajecia
      potomstwa. Samochod moge miec byle jaki, byle jezdzil, sprzet grajacy byle
      wydawal z siebie glos, sprzet do ogladania niekoniecznie, jakis komputer,
      szminka raz Lancome, raz Poppy... Hazarduje sie ryzykownie na Ebaju i
      pokrewnych, innych finansowych grzechow nie pamietam.
      Znaczy sie manie od niemania w moim wykonaniu nie rozni sie za bardzo :o)

      Luiza-w-Ogrodzie
      .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
      Australia-uzyteczne linki
      • lucy58 Re: Manie od niemania nie rozni sie za bardzo 13.06.07, 02:53
        luiza-w-ogrodzie napisała:

        >
        >
        > Znaczy sie manie od niemania w moim wykonaniu nie rozni sie za bardzo :o)
        >
        >Chryste Panie. To Ty jestes szczesliwa. U mnie "Nie Ma" wiaze sie z utrata
        domu, utrata tego co sobie wymarzylam i urzadzilam. Nie mialam mozliwosci
        odlozenia tlustego konta. Nie w USA. Nie bralam zadnych pozyczek, oprocz kart
        kredytowych. Dom, meble, samochody sa nasze. Ale w kazdej chwili to mozemy
        wszystko stracic. Wystarczy pare niezaplaconych rentow (kupilismy mobil home) i
        jestes w lasku "bulonskim".
        Lucy
        • luiza-w-ogrodzie wszystko mozna przezyc, poza wlasna smiercia 13.06.07, 06:28
          lucy58 napisała:

          > >Chryste Panie. To Ty jestes szczesliwa.

          Szczesliwa glownie z powodu definicji "mania" i "niemania". Owszem, porcelana i
          sztucce Rosenthala sa przemile, jak i uslugi kosmetyczki Emmy, oraz posiadanie
          wiekszosci domu, ale nie sa niezbedne do zycia a nawet do szczescia. Dom mozna
          sprzedac i kupic mieszkanie, sprzedac mieszkanie i kupic mieszkanko na wsi,
          sprzedac mieszkanko na wsi i zamieszkac w szopce w lesie (wykonalne w naszym
          klimacie). Byle zdrowie dopisalo.

          >U mnie "Nie Ma" wiaze sie z utrata
          > domu, utrata tego co sobie wymarzylam i urzadzilam. Nie mialam mozliwosci
          > odlozenia tlustego konta. Nie w USA.

          Zawsze mozna sobie cos urzadzic stosownie z marzeniami, byle z nimi nie
          przesadzic :oPPP. Tlustych kont rowniez nie posiadam, aczkolwiek plany
          inwestycyjne mam i jeszcze kilkadziesiat lat pracy przed soba.

          >Nie bralam zadnych pozyczek, oprocz kart
          > kredytowych. Dom, meble, samochody sa nasze. Ale w kazdej chwili to mozemy
          > wszystko stracic. Wystarczy pare niezaplaconych rentow (kupilismy mobil home)
          i jestes w lasku "bulonskim".

          Pozyczek rowniez nie mamy, oprocz resztki pozyczki na dom i kart, ktore sa
          splacane na biezaco co miesiac. Ale nie boje sie zostac bez pieniedzy, chyba ze
          w ciezkiej chorobie. W zyciu mialam dlugie okresy niemania, wlacznie z
          kradzeniem jedzenia w sklepach. Uwazam, ze wszystko mozna przezyc, poza wlasna
          smiercia (choc i tu sa rozne zdania). Czyli popularnie mowiac: "co ciebie nie
          zabije to cie wzmocni".

          Pozdrawiam zyczac Tobie duzo tego co sprawi Tobie radosc - jesli jest
          to "manie" to dlaczego nie? Wygranej w Lotto i milionow na koncie w takim
          razie :o)
          Luiza-w-Ogrodzie
          .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
          Australia-uzyteczne linki
          • iwannabesedated kradzenie w sklepach i mobil homy 13.06.07, 11:51
            tudzież inne rzeczy które są groźne i straszne ale jednak nam się przydarzają,
            tylko po fiute? zastanawiam się. Luiza kradła po sklepach jedzenie, bo chciała
            je zjeść a pieniędzy na zakup nie było. Natomiast jeden znajomy mojej rodziny,
            niejaki Kuba, ojciec dzieciom i osoba w wieku średnim czyli niby poważna, bawiąc
            w interesach w Johannesburgu znienacka w markecie skradł paczkę łososia oraz
            ziołowy serek wsadzając sobie produkty te do majtek. Niestety został przyłapany
            i poszedł siedzieć, lecz to inna historia na inną opowieść. Zaś lucyileśtam
            mając wszystko własne i pewne, wzięła i kupiła sobie mobil homa. Z czego wynika,
            że człowiek sam szuka jakichś w swoim życiu dreszczy i ryzyka, a jeśli życie ich
            mu nie dostarczy to sobie je sam sprokuruje.
            • lucy58 Re: kradzenie w sklepach i mobil homy 14.06.07, 05:18
              iwannabesedated napisała:

              > tudzież inne rzeczy które są groźne i straszne ale jednak nam się przydarzają,
              > tylko po fiute? zastanawiam się. Luiza kradła po sklepach jedzenie, bo chciała
              > je zjeść a pieniędzy na zakup nie było. Natomiast jeden znajomy mojej rodziny,
              > niejaki Kuba, ojciec dzieciom i osoba w wieku średnim czyli niby poważna,
              bawią
              > c
              > w interesach w Johannesburgu znienacka w markecie skradł paczkę łososia oraz
              > ziołowy serek wsadzając sobie produkty te do majtek. Niestety został
              przyłapany
              > i poszedł siedzieć, lecz to inna historia na inną opowieść. Zaś lucyileśtam
              > mając wszystko własne i pewne, wzięła i kupiła sobie mobil homa. Z czego
              wynika
              > ,
              > że człowiek sam szuka jakichś w swoim życiu dreszczy i ryzyka, a jeśli życie
              ic
              > h
              > mu nie dostarczy to sobie je sam sprokuruje.
              >
              Lucy58 kupila sobie mobil home bo rzeczywiscie o dreszcze to przyprawialo. Cena
              byla $400. Slownie: czterysta dolarow. Dreszcze i ryzyko i drganie lydek.
              Chryste, ile ja sie nameczylam nad podjeciem decyzji. Ale w koncu pies
              zdecydowal. Nasiusial na carpet.Chcac nie chcac musialam chalupe kupic.
              I dalej dreszcze mnie przechodza.
              Z radosci. Ze szczesliwosci. Ze znalazlam swoj wymarzony domek.
              Lucy
              • lucja7 wymarzony domek 14.06.07, 09:15
                Rozczulajace.
                Nie wiem dlaczego, ale mnie tez ogarnelo dotkliwe drganie.
          • nadau Re: wszystko mozna przezyc, poza wlasna smiercia 14.06.07, 09:20

            Jakoś mi ta kradzież żywności w sklepach do Ciebie nie pasuje.
            Rozumiem, że degustowałaś tylko próbki, które sama sobie wybierałaś.
            • luiza-w-ogrodzie Re: wszystko mozna przezyc, poza wlasna smiercia 14.06.07, 13:08
              nadau napisał:

              >
              > Jakoś mi ta kradzież żywności w sklepach do Ciebie nie pasuje.
              > Rozumiem, że degustowałaś tylko próbki, które sama sobie wybierałaś.

              Zle zrozumiales. Kradlam, bo nie mialam co jesc - nie mialam pieniedzy na
              jedzenie dla siebie. Dobrze, ze dzieci udawalo mi sie wyzywic. Poza tym kilka
              razy dostalam paczki zywnosciowe od lokalnej organizacji charytatywnej (do dzis
              nie wiem, kto mnie do nich zakapowal, ale ktokolwiek to byl, ma moje
              podziekowanie). Wazylam wtedy okolo 55kg (przy wzroscie 172cm).

              Pozdrawiam
              Luiza-w-Ogrodzie
              .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
              Australia-uzyteczne linki
              • nadau Ad augusta per angusta 14.06.07, 13:51
                No cóż, to przykre.
                Cieszę się, że masz już to za sobą.

                pozdro
                • kan_z_oz Re: Ad augusta per angusta 14.06.07, 15:23
                  nadau napisał:

                  > No cóż, to przykre.
                  > Cieszę się, że masz już to za sobą.
                  >
                  ODP: No co Ty ? jakie przykre? przecież Luiza napisała, że ważyła 55kg/172cm.

                  Luizo - kradzione nie tuczy. hehehehe

                  Kan
                  • iwannabesedated mpreza dymana 14.06.07, 21:00
                    No więc zwalili się goście w dom co stworzyło problem, gdyż jeden na kanapę, dwa
                    na łóżko, no dobra, a ja? Gdzie? Do wanny? W ostatniej jednak chwili udało się
                    nabyć okazyjnie materac welurowy dymany w kolorze indygo, więc jedliśmy,
                    piliśmy, dymaliśmy (materac)a w końcu kolega co prowadzi kawiarnię i przyniósł
                    cały utarg z tygodnia (w pijackim zaćmieniu) rzucił tę kasę na ten materac i
                    wszyscy się WYTARZALIŚMY.
                    • asia.sthm Re: mpreza dymana 14.06.07, 22:06
                      Cudnie! Mam zaszczyt znac wytarzaną Stokrotkę :)
                    • lucy58 Re: mpreza dymana 15.06.07, 01:36
                      iwannabesedated napisała:

                      >
                      > cały utarg z tygodnia (w pijackim zaćmieniu) rzucił tę kasę na ten materac i
                      > wszyscy się WYTARZALIŚMY.
                      >
                      > A jak z tym zielonkawym kolorem. Puscil czy nie? Po takim tarzaniu nawet
                      najlepsze chemikalia amerykanskie powinny zrobic sie kremowe.
                      Lucy
                      • kan_z_oz Re: mpreza dymana 15.06.07, 03:30
                        W ostatniej jednak chwili udało się
                        nabyć okazyjnie materac welurowy dymany w kolorze indygo, więc jedliśmy,
                        piliśmy, dymaliśmy (materac)a w końcu kolega co prowadzi kawiarnię i przyniósł
                        cały utarg z tygodnia (w pijackim zaćmieniu) rzucił tę kasę na ten materac i
                        wszyscy się WYTARZALIŚMY.

                        ODP: Nareszcie prawidłowe podejście do tematu.

                        Odnośnie kradzieży w sklepie; nie wynosi się jedzenie na zewnątrz bo to
                        kradzież, tylko konsumuje wewnątrz sklepu...taka uwaga techniczna, dla
                        potrzebujących.

                        Kan
                    • luiza-w-ogrodzie Re: Impreza dymana - jak bylo???? 15.06.07, 02:37
                      Z ciekawosci - papierowe czy bilon? Bilon milo brzeczy, ale zimny i uwiera w
                      zadek, za to papierowe banknoty sa miekkie i przyjemnie szeleszczace, tylko
                      objetosciowo mniejsze niz bilon tej samej kwoty.
                      Przez mgle przypomina mi sie jakis wladyka z opowiadania Lema, ktory mowil, ze
                      lubi wysypac jeden z drugim worek zlota i potarzac sie w ich milutkim pobrzeku.
                      Zajrzalam do portfela, a tam dwa banknoty, piec monet i dwie karty kredytowe.
                      Nie da sie w tym wytarzac, zdaje sie wiec na Twoje relacje: JAK BYLO????

                      PS Do pelni zachwycenia tym obrazem brakuje mi jednakowoz wizji dymania na
                      pieniadzach :o)

                      Luiza-w-Ogrodzie
                      .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
                      Australia-uzyteczne linki
                  • luiza-w-ogrodzie Re: Ad augusta per angusta 15.06.07, 01:36
                    kan_z_oz napisała:

                    > ODP: No co Ty ? jakie przykre? przecież Luiza napisała, że ważyła 55kg/172cm.

                    To BYLO przykre, Kan - same wystajace kosci, brr.

                    > Luizo - kradzione nie tuczy. hehehehe

                    Mowisz, ze najlepsza metoda na odchudzanie to krasc jedzenie? Cos w tym jest -
                    mozna trafic do aresztu i z nerwow schudnac...

                    Pozdrawiam i ide cos zjesc
                    Luiza-w-Ogrodzie
                    .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
                    Australia-uzyteczne linki
              • lucy58 Re: wszystko mozna przezyc, poza wlasna smiercia 15.06.07, 03:01
                luiza-w-ogrodzie napisała:

                .
                >
                > Zle zrozumiales. Kradlam, bo nie mialam co jesc - nie mialam pieniedzy na
                > jedzenie dla siebie. Dobrze, ze dzieci udawalo mi sie wyzywic. Poza tym kilka
                > razy dostalam paczki zywnosciowe od lokalnej organizacji charytatywnej (do
                dzis
                >
                Tez bym tak robila. Gdybym byla w podobnej sytuacji. Niby bylam, ale nie mialam
                dzieci. Mialam za to psa. Kupowalam podle kurczaki po 49 centow za funt, mieso
                bylo dla psa, dla mnie rosol. Ale wygladalam jak Twiggy. Znajomi mowili, ze
                moje nogi przypominaja im dwa wykruszone Giewonty. (te stare polskie
                papierosy). Ale za to pies wygladal jak z obrazka. (owczarek niemiecki -czarny)
                Nie odwazylam sie nigdy nic ukrasc (przysiegam -wiele razy mialam pokuse). Ale
                rozsadek przemawial. Bylam nielegalnie i za glupia paczke moglabym byc
                deportowana. Ale na tym rosolku jakos sobie radzilam. Cos tam zawsze
                dorzucilam, coby nie bylo mdlawe, i dalo sie przezyc. I wiesz co.? Podziwiam i
                szanuje ludzi, ktorzy byli w klopotach,(czyt. w biedzie) i moga sie do tego
                przyznac. Moga sie przyznac do rzeczy, ktore robili by jakos przezyc. Wielu z
                nas w sytuacjach podbramkowych, robi rzeczy, o ktorych bysmy nawet nie marzyli
                o robieniu w normalnych warunkach. Moze te doswiadczenia daja nam lepsze
                podejscie do przyszlego zycia, moze wieksze zrozumienie dla innych. Moze lepsze
                zrozumienie na czym polegaja wartosci tego zycia.
                Pozdrawiam z szacunkiem
                Lucy
                • luiza-w-ogrodzie Re: wszystko mozna przezyc, poza wlasna smiercia 15.06.07, 05:41
                  Jak ladnie napisalas, Lucy.

                  Rzeczy brzydkie lub nielegalne zdarzaja sie wiekszosci z nas, a ci, ktorzy
                  mowia, ze im sie nie zdarzyly, klamia i tyle :o) A bycie w sytuacjach
                  podbramkowych moze zaowocowac na dwa sposoby: strasznym lekiem przed bieda
                  prowadzacym do obsesyjnej kontroli pieniedzy, albo docenianiem innych rzeczy w
                  zyciu poza pieniedzmi.

                  Rowniez z szacunkiem pozdrawiam
                  Luiza-w-Ogrodzie
                  .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>
                  Australia-uzyteczne linki
                • kan_z_oz Jak to naprawdę jest z tymi pieniędzmi? 15.06.07, 07:07
                  Mam trochę czasu więc włączę się w moje wyjaśnianie od 'podszewki' czyli od
                  początku.
                  Otóż, te obawy, strachy czy niepokoje związane z pieniędzmi tak naprawdę nie
                  mają wiele wspólnego z takowymi.

                  Pieniądze same w sobie nie mają żadnej wartości. Mają tylko taką jaką My sami
                  im nadamy.
                  Strach, jaki ludzie tak często odczuwają w związku z ich brakiem, niedostatkiem
                  czy zakłóceniami w dopływie jest strachem o wiele głębiej sięgającym. Pieniądze
                  są w takim układzie tylko czynnikiem, który wydobywa ten głęboko zakorzeniony
                  strach na powierzchnię.
                  Kwestia rozwiązania problemów finansowych nie jest więc kwestią finansów, tylko
                  sprawą pozbycia się własnego strachu.

                  Każdy z Nas ma taki 'guzik', który regularnie jest naciskany przez życie czy
                  okoliczności. Dla jednych są to więc pieniądze dla innych zdrowie własne czy
                  bliskich lub obawa przed samotnością, utrata pracy (wszystko tutaj wymienione
                  ma jako podłoże strach).
                  Te 'guziki' są reguralnie naciskane w celu. Te 'guziki' będą też naciskane
                  coraz silniej i im bardziej się opieramy tym bardziej odbieramy negatywne
                  efekty tego oporu.
                  Może brzmi to jako coś skomplikowanego - naprawdę jest to proste jak drut, jak
                  raz się załapie koncept;

                  Tłumacząc zjawisko ze strony inteligencji emocjonalnej; jest wiele książek na
                  ten temat oraz badań naukowych.
                  Nasz mózg posiada dwa ośrodki; 'logiczny', który odbiera bodźce ze środowiska
                  po to by przetworzyć te informacje, po to abyśmy mogli podjąc logiczną decyzję.
                  Drugi ośrodek jest 'emocjonalny'. Ten z koleji jest wyłączony poza nasze
                  logiczne rozumowanie. Jeśli ktoś skacze w ogień aby uratować dziecko, to nie
                  jest to efekt logicznej decyzji, tylko emocjonalnego odruchu, który pomija cały
                  obieg racjonalny. Krótko mówiąc; skaczemy w ogień i nie wiemy dlaczego to
                  robimy. Gdyby takowa decyzja była pozostawiona racjonalnej części - nigdy byśmy
                  jej nie podjęli. Ta część 'emocjonalna' jest nie tylko dużo szybsza od
                  racjonalnej ale też włącza się częściej niż ogólnie przypuszczano.
                  Fizjologia uczyniła Nas więc bardziej emocjonalnym niż racjonalnym gatunkiem -
                  chociaż nasz sposób życia odrzuca w większości, tą emocjonalną część.

                  Ta emocjonalna część jest też wykształcona dużo wcześniej niż racjonalna. Już
                  we wczesnym dzieciństwie, wówczas gdy nie mamy jeszcze odpowiednich słów na
                  nazwanie emocji, ona działa i zbiera informacje/emocje. Emocje z
                  najwcześniejszego dzieciństwa są już wtedy kodowane. Później w wieku starszym
                  jakieś sytuacje życiowe 'odświeżają' te emocje i ponieważ były wykształcone
                  bardzo wcześnie to czujemy, poprzez skojarzenie, gdyż nigdy nie została
                  ustalona dla nich nazwa.
                  Strach jest więc kodowany już od pierwszych miesięcy życia w dzieciach, przez
                  rodziców - nieświadomie oczywiście.
                  Tyle z inteligencji emocjonalnej.

                  Teraz z inteligencji spirytualnej; ten strach może być kodowany nie tylko w
                  ciągu naszego życia. Jest kodowany w ciągu wielu żyć. W myśl konceptu, że
                  jesteśmy przedewszystkim energią ze świadomością w momencie gdy umieramy -
                  umiera tylko nasze ciało fizyczne, natomiast świadomość zakodowana w komórkach
                  nie zanika tylko jest transformowana w inną formę energii. Krótko mówiąc, mamy
                  możliwość przenoszenia pamięci wydarzeń z innych żyć...
                  Pozostawiam to kwestii opini osobistej czy ktoś chce w to wierzyć czy nie - nie
                  mam zamiaru nikogo przekonywać, bo dowodu naukowego nie ma i nie będzie - chyba?

                  Wydarzenia, które z naszego punktu widzenia są drastyczne pozostają więc w
                  pamięci emocjonalnej z obecnego życia oraz w nas(komórkach) w postaci nie
                  uwolnionej energii z poprzednich.
                  W sytaucji gdybyśmy pozwalali emocjom na swobodny przepłw - te nie byłyby
                  magazynowane ani w ośrodku 'emocji'w mózgu ani w naszych komórkach.
                  Jest to jednak dokładnie zaprzeczeniem tego co zwyczajowo robimy - gdy dziecko
                  płacze, staramy się je za wszelką cenę uspokoić, czyli już wtedy warunkujemy,
                  że płacz jest zły. Już wtedy mówimy np; nie płacz bo jesteś już zbyt duża czy
                  nie płacz bo nie wypada.
                  Mało tego; gdy ktoś płacze - też staramy się go powstrzymać lub sami próbujemy
                  powstrzymać własny płacz. Nasze zwyczaje polegają więc głównie na blokowaniu
                  przepływu emocji...

                  W ten sposób sami blokujemy własne emocje i to one póżniej są przywoływane w
                  dalszym naszym życiu poprzez różnego rodzaju sytuacje - np; strach przed
                  brakiem pieniędzy nie jest niczym innym jak nie uwolnioną emocją...z obecnego
                  życia lub całkiem możliwe, poprzednich...
                  Spirytualnie jest możliwe do ustalenia dokładnie jaka sytuacja w naszym życiu
                  czy życiach poprzednich spowodowała taką blokadę. Te przenoszone z życia na
                  życie są z reguły potężnymi drastycznymi wydarzeniami; np. bycie bankrutem w
                  poprzednim życiu jest wystarczająco silną emocją aby była przenoszona przez
                  wiele następnych i powodowała ataki paniki czy braku snu w nocy w sytuacji
                  braku pieniędzy.

                  Uwalnianie emocji czyli pozbywanie się strachu jest dosyć proste ale wymaga
                  sporo dyscypliny wewnętrznej...
                  No cóż, sama jeszcze nie mogę powiedzieć, że pozbyłam się całkowicie wszelkiego
                  strachu. Pozbyłam się ogromnej ilości, na tyle, że miało i ma to znaczący
                  wpływ. Tak więc, dam znać gdy tam dojdę w 100%, czy raczej 99%.
                  A póki co; akceptowanie własnego starchu oraz pozwalanie sobie aby przepływał
                  bez zatrzymywania, ułatwia życie.

                  Pozdrawiam
                  Kan









                  • lucja7 Re: Jak to naprawdę jest z tymi pieniędzmi? 15.06.07, 08:56
                    Lucy pisze: "Podziwiam i szanuje ludzi, ktorzy byli w klopotach,(czyt. w
                    biedzie) i moga sie do tego przyznac."

                    A co z tymi co sie nie przyznaja?
                    I dlaczego podziwiac?
                  • lucy58 Re: Jak to naprawdę jest z tymi pieniędzmi? 19.06.07, 02:50
                    kan_z_oz napisała:

                    > Mam trochę czasu więc włączę się w moje wyjaśnianie od 'podszewki' czyli od
                    > początku.
                    > Otóż, te obawy, strachy czy niepokoje związane z pieniędzmi tak naprawdę nie
                    > mają wiele wspólnego z takowymi.
                    >
                    > Pieniądze same w sobie nie mają żadnej wartości. Mają tylko taką jaką My sami
                    > im nadamy.

                    To co piszesz, tyczy zagadnien zdrowia psychicznego wiekszosci szczepow z tzw,
                    kultur zachodnich. Czyli tych bakterii kultywowanych na resztkach bialych
                    szkieletow, ale majacych nieco ciemniejsza tkanke miesna.
                    Wiekszosc tych ciemnoskorych szczepow nie znala i nie zna koncepcji pieniadza
                    i jego wartosci. Strach rodzil sie z braku pozywienia, lub niemoznosci jego
                    zdobycia. Ten strach nadal jest glowna przyczyna wszelkich konfliktow na tym
                    padole ziemskim. Odcienie tego strachu roznia sie nieco w zaleznosci od
                    regionu. W Afryce i wiekszosci panstw 3 swiata jest to strach przed smiercia
                    glodowa. W krajach tzw. zachodnich jest to strach przed utrata dotychczasowego
                    statusu, utrata domu i 3 samochodow;lub ewentualnie trafieniem na ulice lub
                    przytulku dla bezdomnych. Ale zawsze masz mozliwosc zycia i przezycia. Jesli
                    natomiast nie masz mozliwosci wyzywic rodziny w afrykanskim buszu - nie masz do
                    wyboru schronisk z chrzescijanskich kosciolow. Albo Cie rozszarpia hieny albo
                    czekajace afrykanskie jastrzebie. Strach nie ma guzikow. Strach ma sciany.
                    Czasami strach jest tak wielki, ze przewraca ci sie w zoladku. I te sciany wala
                    sie jakby na Ciebie. Czasami jak sciany, czasami jak olbrzymie balony, czasami
                    jak wieloryby. I jak nie poradzisz sobie z tymi scianami- czy ta reszta
                    swoloci - trzeba szukac ratunku w prostej mysli. Nie ma nic zlego, coby gorzej
                    nie moglo byc. Moze troche odbieglam od tematu, ale pisalam, gotowalam, i tak
                    na zmiane.
                    Lucy
                • iwannabesedated opary finansowe 15.06.07, 13:30
                  hehe, też tak robiłam. Tutaj są korpusy z kurczaka za złotówkę i pies wpieprzał
                  te korpusy z ryżem a ja rosół z makaronem. Ponieważ i tak jestem chuda więc nie
                  schudłam, i wierchuszka czyli góra zauważyła że jakoś mało to efektywne jest w
                  moim wypadku. Więc zesłali monterów i wyłączyli mi światło za niepłacenie
                  rachunków. A ja sru, świece, i było życie wieczorne przy świecach i kąpiel przy
                  świecach. No ale uzależnienie od jebliwego foruma i Waszych -łości jednak
                  spowodowało że ruszyłam tyłek i skołowałam kasę. A ten kolega co przyniósł tę
                  torbę kasy, to niedawno był w takiej finansowej dupie że się żywił cebulą i
                  marchewką w postaci zupy cebulowej - całkiem smakowitej zresztą.
                  Niemniej też nie mogę przełamać tego w sobie, nie potrafię nic podwędzić. Well,
                  pewnie to przerobię następnym razem w tym życiu lub innym.
                  • iwannabesedated co do mprezy dymanej 15.06.07, 13:35
                    Było rewelacyjnie i cudnie. Najpierw było nam trochę głupio, ale potem
                    tarzaliśmy się na całego jak świnie w wiosennym błocie wydając odgłosy
                    chrumchające, warczące i ogólnie lubieżne więc można to nazwać właściwie pewną
                    formą dymania. Kasy było kupa, nie był to bilon tylko dwusetki, setki i
                    piędziesiątki bo kolega wymienia drobne na grube żeby za dużo nie dźwigać, i nic
                    nie puściło koloru, było więc pięknie żółto-zielono-błękitno.
                    • jutka1 Re: co do mprezy dymanej 15.06.07, 15:09
                      Tez bym se tak dymla. :-)))))
                      • kan_z_oz Re: co do mprezy dymanej 15.06.07, 16:49
                        Tez bym se tak dymla. :-)))))

                        ODP; Każdy by tak chciał...

                        Kan
                        • lucy58 Re: co do mprezy dymanej 19.06.07, 01:43
                          kan_z_oz napisała:

                          > Tez bym se tak dymla. :-)))))
                          >
                          > ODP; Każdy by tak chciał...
                          >
                          > Kan

                          Jak sie mialo 18 lat - to sie dymalo. Materace, pontony, i te dmuchawce na
                          latawce. A teraz to tylko mozna pomarzyc.
                          Lucy
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka