iwannabesedated
17.06.07, 21:00
Jako że weckend, ja, Wasza stokrotka oddałam się ulubionej czynności
midnajtoilopalenia. Czyli czytania to bladego świtu. Tym razem ofiarą moją
padła niezła kryminałka pt. Śmierć w klasztorze, gdzie Inspektor Ewa Stawska
tropi skrytobójcę a w tle jest uroczy erem na Wigrach przerobiony na luksusowy
hotel z kawiarnią, siłownią, restauracją i piwniczką winami hojnie wyposażoną.
Teren hotelu stanowi terytorium łowów nie tylko mordercy i polującej na
mordercę ponętnej Inspektor, lecz także jest to miejsce obławy stada jurnych
dziewoj miejscowych (i nie tylko) na przystojnego, zasobnego choć odrobinę już
przechodzonego dyrektora przybytku. Dyrektor jest tym powodzeniem całkowicie
zbezecniony, inspektor jest zdegustowana ludzką kondycją ogólnie, a własnym
mężem, podstarzałym rekinem finansjery, w szczególności, do tego grają w
brydża, piją wino, parzą przednią kawę i jedzą obficie i smakowicie. Trup się
ściele gęsto, xiundz wypowiada sentencje, ofiara to świnia, reszta ofiar to
też świnie, a do obławy na boskiego dyrektora dołącza się płeć trzecia żeby
było nowocześnie i tolerancyjnie, przynajmniej w literaturze.