chris-joe
10.10.03, 01:09
wygladamy jak wygladamy, Adonisami moze nie jestesmy, ale biorac pod uwage wszystkie
ograniczenia nauczylismy sie wygladac w miare do zaakceptowania. No, nie jest zle, mogloby byc
gorzej.
Po czym udajemy sie do fryzjera: sadzaja nas przed lustrem, na cialo spuszczaja kurtyne tak, ze tylko
glowa sterczy jak kalarepa na poznojesiennym polu, wlos zrosza tak, ze zwisa ponuro i plasko
uwypuklajac wszystkie niedoskonalosci natury na naszych twarzach. I robia to publicznie! Wokol
przeciez siedza inne kalarepy lyskajace na boki, by sie upewnic, ze nie wygladaja najzalosniej w tym
otoczeniu.
A cala to tortura, by dosypac soli do rany, odbywa sie caly czas przed lustrem! Spuszcza sie wzrok, by
nie widziec swego koszmarnego oblicza (o! wlasnie zaczesalismy wszystkie mokre wlosy na lewo,
prosze pana, wyglada pan wlasnie jak doszczetny kretyn. Prosze patrzec! Nie odwracac wzroku!),
usiluje sie wyjrzec przez okno, ale nie mozna, bo glowe chwyta imadlo dloni fryzjera i zgina leb pod
niemozliwym katem, pod ktorym trzeba juz tkwic przez kolejnych 15 minut!
I caly czas zabawiaja nas beztroska pogwarka, jakbysmy potrafili w tym stanie kompletnego
ponizenia
powiedziec cokolwiek inteligentnego, czy dowcipnego!
Czasem prosze, by mnie odwrocic od lustra, lecz wowczas siedze na wprost 2-3 osobowej
publicznosci czekajacych klientow, ktorzy ledwo co moga ukryc chichot.
Do diabla! Czy nie mozna by u fryzjera zainstalowac malych prywatnych kabin BEZ LUSTER, tak by
tylko nasz kat byl swiadkiem naszej degradacji, a my bysmy mogli siebie obejrzec dopiero w calej
krasie naszego "new look"?!
W Vancouver mialem przynajmniej zaprzyjaznionego fryzjera, ktory strzygl mnie u siebie w domu przy
szostce piwa i tylko niekiedy podsuwal lusterko, by pokazac co dokonal do tego momentu. A tu, w
Montrealu, znow musze co kilka tygodni staczac sie na dno utraty elementarnej ludzkiej godnosci.
Przed lustrem! Publicznie!