plesser
14.10.03, 16:01
Nie pytalem Xurka o zgode, ale temat czail sie juz na kilku watkach, wiec
chcialbym go wreszcie rzucic na lawe. Xurkowy post zdaje mi sie byc dobrym
materialem do dyskusji. Zapraszam do doktoratu, bo cos mnie po kosciach
szczyka, ze pogadzalnosc islamu i rzeczywistosci spolecznej krajow w ktorych
zyjemy to temat, z ktorym przyjdzie sie nam wszystkim zmierzyc.
Czy muzulmanie to tacy sami imigranci jak wszyscy ich poprzednicy- wiekszosc
pobiadoli, pobiadoli a potem wszystko sie wygladzi? Czy konfrontacja z
wartosciami islamskimi i pod szyld islamu podciaganymi bedzie bolesna dla
naszych panstw i spoleczenstw? Czy muzulmanscy imigranci moga podwazyc
zasady na ktorych zbuddowano wzgledny spokoj spoleczny i w oparciu o ktore
zbalansowano relacje jednostka- spoleczenstwo- panstwo? Jesli tak, jakie
beda tego skutki dla nas i dla samych muzulmanskich imigrantow? Czy Europa,
do ktorej cisna sie ludzie z calego swiata i ktora potrzebuje imigrantow,
powinna imigracyjny zawor zamkanc w krjach muzulmanskich?
Plesser
plesser 14.10.2003 14:13 odpowiedz na list odpowiedz cytując
nauczylam sie wiec na kursie wiele innych porzytecznych
> rzeczy, jak np. ze nigdy, przenigdy nie wyjde za maz za muzulmanina
Xurku, wiem, ze bardzo skrecam watek, ale czy moglabyc rozwianac ten motyw.
Staram sie wlasnie wypracowac jakies trzymajace sie kupy stanowisko wobec
muzulmanow jako spolecznosci imigracyjnej/ tego, w jakim stopniu kurs
jezykowy
powinien byc oparty o obowiazujace na miejscu zasady/ miejsca islamu w
panstwie europejskim/ picia wina, ale niejedzenia wieprzowiny i na odwrot w
roznych konstelacjach/ konserwatywnych muzulmanow z zapleczem plemiennym,
ktorzy do religii dorabiaja rozne barbazynstwa/ liberalow z krajow
muzulmanskich, ktorzy mi mowia, ze Europejczycy nieswiadomi zagrozen igraja
z
ogniem wykazujac poprawnosc polityczna wzgledem konserwatywnego islamu, co
predzej lub pozniej skonczy sie ciezkim poparzeniem najpierw Europejczykow,
a
potem wszystkich zyjacych w Europie muzulmanow.
Obserwacje xurkowe, nigeryjskie i wszelkie inne naprawde bardzo mile
widziane.
• Jeeezuuuu, Plesser, dyc to temat na doktorat :))
xurek 14.10.2003 15:05 odpowiedz na list odpowiedz cytując
Ogranicze sie do czesci najlatwiejszej, czyli mojej, prywatnej, opartej na
waskich obserwacjach i nie roszczacej sobie zadych praw do objektywizmu
kolkuzji, ze muzulmanin sie na xurkowego meza nie nadaje i nigdy nadawal nie
bedzie.
Wiara w to, ze dla jakiegokolwiek muzulmanina kobieta jest rowna jemu samemu
i
to pod kazdym wzgledem jest rownozedna wierze w bajki i filmy science
fiction.
Nawet z najbardziej swiatowego i tolerancyjnego kiedys w koncu przypadkiem
wylezie jego nastawienie do kobiet, ktore w najlepszym przypadku jest
uczciwie-
protekcjonalnie-poblazliwe.
Wszyscy znani mi muzulmanie sa mniej lub bardziej muzulmansko-rasistowscy,
czyli wszystko, co nie muzulmanin, nawet jezeli objektywnie godne podziwu i
nasladowania, jest w jakis sposob od nich sameych gorsze.
Gotowosc do integracji / przejecia norm i zwyczajow nowego nie-
muzulmanskiego
kraju jest u wiekszosci rowna jest zeru, u mniejszosci niewiele wieksza od
zera. “Dostosowany” muzulmanin do maska, ktora zaklada tak jak ja buty
wychodzac z domu. W srodku swoich czterech scian i w srodku siebie samego
pozostaje niezmiennym muzulmaninem.
Naprawde wierzacy muzulmanin to najprzyjemniejsza i najrzadziej spotykana
forma
muzulmanina – ci sa znacznie mniej wojowniczy, znacznie bardziej
tolerancyjni i
znacznie “kulturalniejsi” w obcowaniu z innowiercami, bo najbardziej
trzymaja
sie “koranu bez interpretacji”, ktory sam w sobie wcale taki “piekielny” nie
jest. Najczesciej spotykany muzulmanin wie na temat swojej religii niewiele
wiecej niz ja, uzywa jej jako ideologii spoleczno-politycznej a nie wiary.
Nie spotkalam muzulmanina, ktory zgodzilby sie na wychowanie wspolnych
dzieci w
jakikolwiek inny sposob niz islamski, nawet jezeli ten jego Islam ogranicza
sie
do klepania sur, ktorych nie rozumie i do swiecenia ramadanu w taki sposob,
ze
je tylko wtedy, kiedy nikt go nie widzi.
Muzulmanin muzulmaninowi nie rowny. „Najgorszy“ dla mnie to muzulmanin –
„neofita“, np. taki nowonawrocony Niemiec (a znacznie czesciej Niemka, ktora
wyszla za muzulmanina), zaraz potem arabski, po nim turecki, po nim
afrykanski
a na koncu wschodnioazjatycki, ktory w porownaniu z poprzednimi to jak cola
light w porownaniu do coli z dodatkowa zawartoscia cukru.
Poniewaz moim skromnym zdaniem wspolczesny Islam nie przewiduje czegos
takiego
jak rozdzielenie struktur spoleczno/panstwowych od religii jestem zdania, iz
zbytnia tolerancja dla tej religii w postaci „mniejszosciowych przywilejow
wykraczajacych poza wlasne cztery sciany“ moze naprawde obrocic sie
przeciwko
naszym systemom w naszych wlasnych kulturach.
Ale to tylko moje prywatne zdanie na moj wlasny, kuchenny uzytek.
Moje obserwacje nigeryjskie sa mizerne – cale poludnie jest chrzescjanskie,
nie
pozalam wiec zadnego muzulmanina – poznalam za to gleboka nienawisc tych
poludniowych chrzescjan do polnocnych muzulman, ktora co najmniej raz w roku
kosztuje wiele istnien ludzkich.
Moim zdaniem religia jest wtornym problemem – owo poludnie ma rope, ktora,
jak
i calym krajem, rzadzi polnoc (cala armia, wiekszosc administracji
panstwowej). Ruchy separatystyczne istnieja od dawna (Biaffra), nie maja
jednak szans, gdyz glowne grupy etniczne poludnia (Igbo, Yoruba i Edo)
siebie
na wzajem nie lubia prawie tak samo, jak polnocnych Haussa czy Fula, ktorzy
znacznie bardziej trzymaja ze soba. Moze dlatego, iz Haussa i Fula to
muzulmanie a Igbo to katolicy a Edo to protestanci a Yoruba to pomieszanie
poganstwa z szeroko rozumianym chrzescjanstwem. Najwiekszy paradox tej calej
sytuacji to to, ze nienawidzacy polnocnych muzulman poludniowcy tylko owych
wynajmuja jako „security guard“, poniewaz twierdza, iz Haussa badz Fula sa
znacznie bardziej godni zaufania.
Xurek