t-tk 11.11.09, 21:39 Znalezione na wykopie. wiadomosci.onet.pl/1584005,2677,1,kioskart.html Paskudna musi być świadomość, że nic nie da się zrobić. Skręcić, uciec - nic. Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
bassooner Re: Oczko. 11.11.09, 21:45 mój kolega przejechał TIR - em człowieka. gość poleciał w krzaki i nie mogli go znaleźć, a obuwie zostało na drodze. Odpowiedz Link
t-tk Re: Oczko. 11.11.09, 21:49 Jak byłem mały i jeździliśmy gdzieś samochodem to zawsze gdy było widać z daleka buty ojciec kazał mi patrzeć w drugą stronę. Zresztą do tej pory mi zostało, że but na drodze nie zwiastuje niczego dobrego. Odpowiedz Link
tomek854 Re: Oczko. 11.11.09, 23:34 Ojciec kolegi jest maszynistą. Ma 5 na koncie. Jednen leżał na torach w zimie, pociąg jechał 160 na godzinę. Wszystko się zmiesciło pod pługiem oprócz głowy. Znaleźli ją 250 metrów dalej... Odpowiedz Link
rapid130 Re: Oczko. 11.11.09, 21:55 t-tk napisał: > Znalezione na wykopie. wiadomosci.onet.pl/1584005,2677,1,kioskart.html Dooobry tekst. Jest taka teoria, że "śmierć zdejmuje buty". Tłumaczona tym, że w chwili uderzenia następuje nagły odpływ krwi, lub - druga wersja - rozluźnienie mięśni w chwili zejścia - powodujące, że nieboszczyk wyskakuje z butów. Podobno nawet z opinaczy, wzór Ludowe Wojsko Polskie. A propos codziennego stresu maszynistów... Zawsze w nocy włączam postojówki, czekając na niestrzeżonym przejeździe aż przeleci pociąg. To taki elegancki znak upewniający maszynistę, że po tym kierowcy nie musi spodziewać się wykonania ostatniej głupoty w życiu. Odpowiedz Link
bassooner Re: Oczko. 11.11.09, 22:02 łe... o banach to ja mogę napisać co niemiara; wskakiwania, wyskakiwania, bójki, grabieże, gwałtów nie widziałem... ;-))) jeszcze w czerwcu na moich oczach koleś gadając przez komórę wszedł prosto na torowisko przed nadjeżdżający pociąg, chwyciliśmy go za katanę, z jakimś gostkiem, pociągneliśmy i przeżył... ;-))) Odpowiedz Link
tomek854 Re: Oczko. 11.11.09, 23:33 Mój wujek miał wypadek na wyścigach, formułką jechał jakieś 150 na godzinę i zatrzymał się na dachu na odcinku 100 metrów. Wylazł, wziął kask w dłoń i poszedł w siną dal. Za kilkadziesiąt metrów poczuł, że mu zimno w nogi - patrzy - nie ma butów, wiązanych za kostkę. A poza tym praktycznie nic mu nie było. Odpowiedz Link