Wiem, że temat był już wałkowany wiele razy, a ja już przeczytałam chyba cały internet (plus dwie książki), ale może któraś z Was coś poradzi.
15 lutego została przygarnięta kotka, około 2-letnia, z nieznaną przeszłością, ze schroniska. Zdrowa, lekko wystraszona. W domu jest kocurek, 2 lata, od początku z nami. Kocurek oficjalnie należy do Starszego Syna - jakkolwiek to dziwnie zabrzmi - mam wrażenie, że się do niego upodabnia charakterem, tzn staje się coraz bardziej skomplikowany i niepodobny do innych osobników swojego gatunku, taki dziwak. Kochany i śliczny oczywiście, ale trudny.
Kotka była w domu tymczasowym, więc przyzwyczajona do innych kotów, on przez dwa lata jedynak. Rasa dachowa, oba wykastrowane.
Przeprowadziliśmy izolację, mieszanie zapachów, spotkania przez szparę w uchylonych drzwiach. Podczas krótkich spotkań rezydent wgapia się w nową nie odrywając oczu. Co jakiś czas wykonuje gwałtowny doskok, powstrzymujemy go, kończymy spotkanie. Nowa nie szuka z nim kontaktu, ignoruje go, może przy nim jeść, myć się, bawić. Chyba, że podchodzi zbyt blisko, to syczy (na początku jeszcze warczała). Natomiast rezydenta nie da się przy niej niczym zająć, nie je nawet najulubieńszych potraw, nie rusza za ulubioną zabawką, ani drgnie dosłownie, wpatruje się bez przerwy. Jak ona się przemieszcza, to on za nią. Gdy ustawiamy przeszkodę na linii wzroku, to on ją obchodzi i dalej się wpatruje. Dwa razy udało mu się doskoczyć i pacnąć niegroźnie łapą. Raz niestety nie upilnowaliśmy i dopadł nową, rozdrapał koło oczka (na szczęście oczku nic się nie stało), koteczka się posikała, a oczkiem zakrwawiła podłogę. Kupiliśmy feliway do kontaktu, jakieś jeszcze tableteczki uspokajające. Zdecydowaliśmy się na poradę behawiorystki, powiedziała, że jak tylko widzimy objawy agresji rezydenta, to spotkanie trzeba przerwać. Z drugiej strony czytam, że kotom trzeba dać się dogadać i ingerować tylko wtedy, kiedy już naprawdę trzeba. No ale mamy wrażenie, że on chyba cały czas poluje na tę nową. Mamy siatkę w drzwiach, koteczka przebywa w jednym pokoju, ale uwielbia być wypuszczana. Rezydentowi oczywiście niczego nie brakuje, ma wszystko co miał, dostęp do dóbr itd. Sytuacja jest już dla nas bardzo uciążliwa, to przenoszenie kuwet, zamykanie pomieszczeń, wymienianie pomieszczeń. Przy spotkaniach kotów muszą być obecne dwie osoby, jesteśmy coraz bardziej spięci i wystraszeni, czujni na każdy ruch rezydenta, a on nie odpuszcza

Wiem, że dokocenie może się nie udać, ale bardzo nie chcemy dopuszczać do siebie myśli, że to nasz przypadek

Kochamy już oba kotki
Proszę o wszelkie myśli, pomysły, doświadczenia, porady